piątek, 10 marca 2017

NDH - Rozdział 33

Oszczerzenie przed słownictwem. Czytasz na własną odpowiedzialność ;)


Remus poszedł przynieść myślodsiewnię, a Harry potowarzyszył mu w wycieczce po domu.
Snape wziął głęboki oddech i zmusił się, by zbliżyć się do Blacka. Miał prośbę, więc równie dobrze może to mieć z głowy. Choć może być rozsądnie, zacząć rozmowę od przyjemnego tematu.
- Co ostatnio zrobiłeś, by torturować mugoli?
Syriusz ożywił się.
- Rozmawialiśmy z Spółką Bertiego Botta – wiesz, robią Fasolki Wszystkich Smaków. – Snape skinął głową. – Bycie gwiazdą czyni wszystko łatwiejszym. Musiałem tylko wysłać sowę i wszyscy padali mi do stóp, by mi pomóc. W każdym razie, pokazali nam zaklęcie, którego używają, by uzyskać naprawdę obrzydliwe smaki, a potem naszpikowaliśmy nim jedzenie mugoli. Prawie wszystko, co jedz smakuje jak wymiociny, świńskie gówno, zgniła cebula, tygodniowe rozjechane zwierzę, zdechły szczur, woskowina z ucha, brud z pomiędzy palców… Nawet te dwa grubasy straciły na wadze. Dursley musiał stracić już jakiś kamień*. – Złowieszczy uśmiech Syriusza trochę za bardzo przypominał jego wyraz twarzy, gdy tropił Snape’a pośród korytarzy Hogwartu. Snape musiał zwalczyć ochotę wyciągnięcia różdżki.
Mimo to była to nadal natchniona kara dla tych żarłoków.
- Bardzo pomysłowe. Może dam ci kilka propozycji smakowych z mojej pracy z eliksirami? – zaoferował.
- Tak, pewnie.
Zachęcony sympatycznym tonem Blacka, Snape zdecydował wystąpić o przysługę. Wątpił, że Huncwot się zgodzi, ale nie mógł ryzykować nie pytania. Gdyby Black jest bardziej Ślizgonem, jak większość jego mrocznej rodziny, Snape mógłby się targować – w ślizgońskim świecie wszystko miało swoją cenę, więc o wszystko można było do uzgodnienia – ale Gryfoni nie byli tacy. Drwili z ofert. Jeśli cię lubili, zrobiliby dla ciebie wszystko; jeśli nie, zacząłby padać śnieg w Hadesie, zanim splunęliby na płonące zwłoki.
Snape zmusił swój głos, by pozostał chłodny i nieczuły, gdy mówił:
- Chciałbym prosić, żebyś opóźnił swój pozew do końca roku szkolnego.
No i jest. Powiedział to. I to całkiem grzecznie. Nikt nie może stwierdził, że zrażał do siebie kundla.
Black wyglądał na zdezorientowanego. Głupi Gryfon.
- Jaki pozew? Myślałem, że powiedziałeś, że cały sens zawarcia zgody z Knotem i akceptacji jego przeprosin jest po to, żeby nie ugrząźć w Wizengamocie.
Snape zdołał nie przewrócić oczami.
- Pozew o opiekę, Black. Ten, żeby uzyskać opiekę nad chłopcem.
- Kim? Harrym?
- Nie, Weasleyem. Albo może Malfoyem? Nie miałem pojęcia, że tak zamiennie bierzesz pod uwagę małe bachory.
Black skrzywił się.
- Bardzo zabawne, Smar – eee, Snape. O czym ty mówisz? Nie chcę Harry’ego.
Tak, jasne. Teraz Snape nie mógł się oprzeć przewróceniu oczami.
- Więc zwyczajnie zostawisz osierocone dziecko swojego najlepszego przyjaciela w tłustych szponach swojego najgorszego wroga? Bujać to my, a nie nas, Black.
Ha! Wiedział, że to sztuczka. Black zdecydowanie wyglądał na zakłopotanego.
- Eee, nie jesteś tłusty. W każdym razie, już nie.
Snape wymamrotał niespójny bełkot.
- Black, pierwszy rok Harry’ego ciężko nazwać płynnym startem. Musiał dostosować się do nowej szkoły, nowej kultury, nowego opiekuna, nowych przyjaciół, a jednocześnie miał do czynienia z próbą zabójstwa, walką najpierw z trollem, a potem Czarnym Panem… Dając mu jakąś dodatkową stabilizację do reszty kalendarza szkolnego byłoby dla niego z korzyścią, podczas gdy uwikłanie go w walkę o opiekę, która zapewne rozegra się na pierwszych stronach Proroka nie…
- Snape! – Syriusz zabrzmiał, jakby zgrzytał zębami. – Czy ty mnie słuchałeś, cholerny nietoperzu? Nie będę wnosić o opiekę.
Severus tylko posłał mu zimne spojrzenie pełne niedowierzania, po czym kontynuował:
- Tak jak mówiłem, ta wojna będzie odciągać go od egzaminów i martwić go, gdzie będzie mieszkać podczas wakacji. – Nie wiedział, co Black miał nadzieję osiągnąć przez te śmieszne odmowy, ale był amatorem w tego typu grach. Snape oszukiwał najlepszych – Dumbledore’a, Voldemorta, własnego ojca… Nawet podczas ich szkolnych lat Syriusz nigdy nie wymyślał subtelnych spisków czy tortur. W przeciwieństwie do większości jego przodków, gardził niewykrywalnymi, wolno działającymi torturami; jego styl był czysto gryfońskim twarzą w twarz. Black zawsze chciał zobaczyć krew i ból cierpienia, które zadał i nie miał cierpliwości, by na to czekać. Przez cały czas, gdy byli w Hogwarcie, nigdy nie bawił się umysłem Snape’a w taki sposób. Zapewne nauczył się kilku sztuczek w Azkabanie.
Snape westchnął i kontynuował, chcąc zakończyć komedię zanim wróci bachor.
- Może tego nie okazywać, ale Harry nadal obawia się, że zostanie odesłany do tych mugoli, a dostrzeżenie braku stabilizacji…
- SNAPE! Słuchałeś mnie, ty chuju? Czy wdychanie eliksirowych oparów zmieniło cię w głupca? POWIEDZIAŁEM ci, że…
- Ej! – Harry i Remus wrócili w takim momencie, że mogli złapać ostatni komentarz i wściekłe spojrzenie Harry’ego przeszyło jego ojca chrzestnego. – Nie przezywaj go!
Syriusz przeczesał dłonią włosy w zirytowanej furii.
- Doprowadza mnie do szału,  Rogasiątko! Nie chce słuchać!
- Mnie słucha – odparował Harry gwałtownie, sprawiając, że Snape zaczął się pysznić. Wtedy Harry przerwał. – Jak mnie właśnie nazwałeś?
- Rogasiątko. Albo Rogacz Junior. Forma animagiczna twojego taty nazywała się Rogacz, więc kiedy się urodziłeś, zaczęliśmy nazwać się Mały Rogaś albo Rogasiątko… - Syriusz wyszczerzył się. – Podoba ci się?
Harry odpowiedział szerokim uśmiechem, i ku irytacji Snape’a, szybko zapomniał o swoim rozdrażnieniu. Nielojalna mała żmija.
- Tak. – Po czym uniósł ostrzegawczo palec. – Ale tylko do czasu aż będę miał swoją własną formę. Bo ja mogę mieć zęby – zauważył z nadzieją.
- Dlaczego na siebie krzyczeliście? – zapytał Remus, jak zawsze tonem spokojnego rozsądku.
- Och! – Syriusz odwrócił się do Harry’ego. – Hej, Rogasiątko… - zignorował wściekłe sygnały Snape’a, nakazujące mu się przymknąć, - chcesz zamieszkać ze mną?
Harry zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.
- Huh? Mieszkam teraz z profesorem Snapem. Znaczy, gdy nie jestem w Hogwarcie. Znaczy, kiedy nie mieszkam w dormitorium z innymi dziećmi.
- Tak – zgodził się Syriusz cierpliwie – ale nie wolałbyś raczej mieszać ze mną? Twoi rodzice mianowali mnie twoim ojcem chrzestnym.
Harry wyglądał na zatroskanego i spojrzał na profesora. Snape zdołał odzyskać nad sobą panowanie, ale pod mroźnym wyrazem twarzy kipiał z furii. Zostawił to Blackowi, a ten zrobił dokładnie to, czego miał nadzieję uniknąć i wciągnął w to dzieciaka. Drań nie miał żadnej rozwagi albo – całkiem prawdopodobne – w ogóle żadnych wyższych funkcji mózgu.
Harry przygryzł niespokojnie wargę. Nie chciał nikogo urazić, poza tym myślał, że z jego ojcem chrzestnym może być równie dużo zabawy, ale to całe gadanie o zabraniu go z dala od profesora sprawiało, że czuł się nerwowo.
Snape zauważył, jak żuje wargę i poczuł mokre uczucie w jelitach. Oczywiście chłopak starał się znaleźć sposób, jak mu powiedzieć, że chce mieszkać ze swoim cholernym chrzestnym. Cóż, więc dobrze. Nie żeby oczekiwał czegokolwiek innego.
- Cóż – powiedział Harry ostrożnie, przesuwając się bliżej profesora Snape’a w przypadku, gdyby jego raczej gwałtowny chrzestny źle zareagował na to, co chciał powiedzieć. – Nie miałbym nic przeciwko odwiedzaniu cię, wiesz, jak Weasleyów.
- Ale nie chcesz mieszkać ze mną? Zamiast Snape’a? – naciskał Syriusz.
Snape zacisnął zęby. Oczywiście Black sprawi, że Harry przyzna się i powie to tuż przed nim. Zmusił swoje rysy, by pozostały bez wyrazu. Nie zobaczą, jak to porzucenie będzie bolało; nie da im tej satysfakcji. Swoją drogą, to była jego wina. Wiedział, że nie powinien pozwolić sobie na rozwinięcie się jakichkolwiek uczuć do kogokolwiek, szczególnie nie Gryfona. Nie nauczył się tego z bólu po związku z Lily? To się działo, gdy traciło się swoją czujność. Był sentymentalnym idiotą, a teraz miał zapłacić za to cenę. Oparł się o coś, gdy chłopak zaczął mówić.
Harry starał się. Naprawdę się starał. Ale oczywiście Syriusz nie oczekiwał uprzejmych uników. Bądź Gryfonem, Harry. Pokaż im swoją odwagę! Nawet jeśli jego chrzestny był wściekły i nigdy nie będzie chciał go więcej zobaczyć, nie było tak źle, prawda? Profesor McGonagall pewnie pomoże mu nauczyć się animagii, jeśli ją poprosi. A nawet jeśli nie zrobi tego dla niego, pewnie pomoże, jeśli to profesor Snape poprosi.
Harry poczuł ukłucie, gdy pomyślał o stracie tego połączenia z rodzicami, ale słyszał już tyle historii o nich od Hagrida, profesor McGonagall, cioci Molly, wujka Artura i profesora Flitwicka… Gdy tylko profesor rozpowiedział, że jego krewni nie mówili mu niczego, ludzie zaczęli dzielić się swoimi wspomnieniami i posyłali mu zdjęcia i… Harry westchnął radośnie. To był kolejny przykład na to, że profesor Snape o niego dba. Upewnił się, że Harry wie, jak wiele osób się o niego troszczy. Był już tak otoczony miłością, że strata jednej czy dwóch osób – nawet jeśli był to jego ojciec chrzestny – zwyczajnie nie robiła większej różnicy. Więc przygotował się i przemówił.
- Nie, proszę pana. Nie chcę z panem mieszkać. Wolałbym zostać z profesorem Snapem.
Rozległ się dziwny, szumiący hałas. Snape zastanowił się lekko, czy w pobliżu był ocean, ale przecież byli w Szwajcarii, prawda?
- Och, to… ŁAP  GO! – Usłyszał, jak Black krzyczy na kogoś i spróbował się obejrzeć, ale jakaś ręka spoczywała na jego karku i mógł widzieć jedynie podłogę.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że siedzi na kanapie i ktoś przytrzymuje jego głowę pomiędzy jego kolanami. Uwolnił się i dostrzegł, że znajduje się nos w nos z wyglądającym blado Harrym.
- Wszystko w porządku, profesorze? – zapytał zaniepokojony chłopak. – Przez chwilę wyglądał pan naprawdę dziwnie.
- Potrzebuje tylko filiżanki herbaty – powiedział pocieszająco Remus. – Chodź pomóc mi wezwać skrzaty domowe.
Black opadł koło niego, szczerząc się jak diabeł, ale Snape był w tym momencie zbyt zdezorientowany i jedynie zamrugał w jego stronę.
- Widzisz? – powiedział radośnie Black. – Mówiłem ci, że jesteś chujem. Dlaczego miałbym starać się o opiekę? Harry chce zostać z tobą.
- Ale… ale… ale… - Snape czuł się, jakby ktoś uderzył go Confundusem. Czy naprawdę słyszał, że chłopak wybiera jego zamiast swojego chrzestnego? A Black nie szalał z furii?
- Ciii, Snape, można by pomyśleć, że nadal jesteśmy dziećmi i się nienawidzimy – powiedział Black, śmiejąc się nieco nieprzyjemnie. – Znaczy, naprawdę spodziewałeś się, że zabiorę od ciebie Harry’ego po tym, co zrobiłeś dla nas obu? Uważasz mnie za aż takiego kutasa? – Po czym dodał szybko, - Nie, nie odpowiadaj.
Ponownie nerwowo przeczesał włosy.
- Słuchaj, wiem, że nie mam dokładnie tak dobrych osiągnięć, jak się obawiasz, ale chodzi mi o to, co powiedziałem w Azkabanie. Naprawdę mi przykro za te rzeczy które my – ja – robiłem i jestem szczerze wdzięczny, że zająłeś się Harrym i wyrwałeś mnie stamtąd… cóż, nawet gdybym był skurwysynem i ignorował wszystko, co zrobiłeś, to wciąż nie jestem w formie, by zabrać Harry’ego. – Przez moment spojrzenie oczu Blacka przypomniało Severusowi wrak, który widział w celi Azkabanu. – Nadal mam wiele koszmarów i naprawdę łatwo się denerwuję, a moja pamięć jest okropna… - Black posłał mu nagły, dziki uśmiech. – Ale Dursleyowie świetnie mi pomagają w uporaniu się z tym, co Remus nazywa „problemy ze złością” i robię wszystko, by się bawić i nadrobić stracony czas na różne sposoby – naprawdę to niesamowite, co szwajcarskie dziewczyny robią z czekoladą – ale teraz nie jestem w stanie być dla Harry’ego tatom, a on właśnie tego potrzebuje. A ponieważ już znalazł ojca, z pewnością nie mam zamiaru robić niczego, by zniszczyć szczęście Rogasiątka. Poza tym, gdybym był na tyle głupi, by pomyśleć o tym, by to zrobić, James wróciłby i kopnął mnie w tyłek. A Lily byłaby tuż za nim.
Snape naprawdę wierzył, że nic nie mogłoby go zszokować tak mocno, jak chłopak wolący jego od Blacka, ale to, że Black odnosił się do niego jak do ojca Harry’ego już go zszokowało. Dostrzegł, że jego głowa znowu znajduje się między jego nogami, a Black krzyczy do Remusa, by pospieszył się z herbatą.
- Wszystko w porządku, profesorze? Może powinien pan wziąć ciastko – zaoferował Harry, unosząc się niepokojem. – Chce pan, żebym poszedł po panią Pomfrey? Albo… mając tutaj w Szwajcarii magicznych lekarzy?
Ostatecznie duma Snape’a na nowo się umocniła. Nie miał zamiaru siedzieć jak rozemocjonowany Puchon! Zdołał się wyprostować, ignorując migające przed nim plamy.
- Nic mi nie jest, panie Potter, i niech pan nie myśli, że przeoczę te kremowe ciastka. Proszę momentalnie je wyjąć.
Harry zarumienił się z poczucia winy.
- Nie są dla mnie – zaprotestował, wyciągając pokryte teraz puchem ciastka z kieszeni. – Zatrzymałem je dla Rona i Hermiony.
- Hmf. – Snape upił łyk herbaty i skrzywił się. Czy wilkołak wsypał całą miskę cukru do filiżanki?
- Cukier jest dobry na szok. – Remus dobrze zinterpretował jego wyraz twarzy. – To przyspieszy regenerację. Zaufaj mi.
Snape ponownie prychnął, ale naprawdę zaczynał czuć się nieco lepiej. Wcześniejsze wydarzenia były… nieoczekiwane.
Harry usiadł na kanapie obok niego, nie całkiem na jego kolanach, ale zdecydowanie bliżej pozwala stosowność. Trącił ostro chłopca, ale oczywiście ten nie był świadomy takich subtelnych sprostowań. Snape westchnął ze zrezygnowaniem. Minie mnóstwo czasu na lekcje jego etykiety i – jeśli mówić prawdę – właściwie lubił, gdy dzieciak jest tak blisko.
Harry upewnił się, że usiadł mega blisko profesora, żeby mógł obserwować mężczyznę. Nie lubił, kiedy profesor przestawał być zabawny, ale Remus zapewnił go, że będzie z nim w porządku i to pewnie tylko wina czegoś, co zjadł. Mimo to Harry zamierzał być jak najbliżej niego przez resztę wizyty. Profesor musiał to zauważyć, ponieważ trącił go przyjaźnie, kiedy Harry usiadł, jakby mówił „dzięki za to, że jesteś”. Harry przysunął się jeszcze bliżej. Wiedział, jak okropne jest bycie samym, kiedy jest się chorym i zdecydowanie nie chciał, żeby jego opiekun się tak czuł.
- Jeśli czegoś pan potrzebuje, niech mi pan tylko powie – powiedział surowo Snape’owi. – Niech pan siedzi i odpoczywa, dobrze?
Popijając zbyt słodką herbatę, Snape próbował zrozumieć, co się właśnie stało. Black naprawdę był… miły. Aprobował uczucie bachora do Snape’a (choć było bezsensowne) i wydawał się dość szczery w tym, że nie zamierza przejąć opieki nad dzieciakiem. Snape nie mógłby być bardziej zaskoczony, gdyby skrzat domowy uderzył go w nos.
Oczywiście, Black nazwał go „chujem”, ale dla Blacka był niemal określeniem pieszczotliwym.
Syriusz w końcu zdołał odciągnąć kręcącego się Harry’ego i zaczął wyciągać wspomnienia z głowy i wkładać je do myślodsiewnię, ku pełnym fascynacji obrzydzeniu chłopca. Remus usiadł obok Snape’a i to, że nie cofnął się od bliskości wilkołaka było miarą jego zdezorientowania.
- Wyglądasz na nieco zbitego z tropu – powiedział Remus cichym głosem.
- Czy Black niedawno nie doznał jakiegoś urazu głowy? – zapytał Snape poważnie.
Remus stłumił śmiech.
- Nie, ale zastanawiałem się, czy ty nie doznałeś. Zwykle znacznie szybciej rozumujesz.
- Funkcjonowanie gryfońskich umysłów – takich jak wasze – pozostaje dla mnie tajemnicą – odparował Snape, posyłając mu złe spojrzenie.
Remus wyszczerzył się.
- Lepiej się przyzwyczaj. Teraz mieszkasz z jednym. – Spojrzał na Harry’ego, który ostrożnie zaglądał do myślodsiewni. – Ale nie rozumiem, co cię tak dezorientuje.
- Nie widzisz nic dziwnego w Blacku – Syriuszu Blacku – wyrażającym zgodę, by jego chrześniak, osierocony syn Jamesa Pottera, był wychowywany przez tłustego Ślizgona, który obraża go tylko przez swoje istnienie?
Remus miał na tyle wdzięku, że się zarumienił.
- Merlinie, Severusie, ile my mamy, szesnaście? Myślałem, że już o tym zapomniałeś.
- Ty też tak krótko pamiętasz tych, którzy cię wyzywali, wilku?
Remus westchnął.
- Touche. To było niewybaczalne wtedy oraz teraz, ale Syriusz naprawdę tego żałuje, wiesz? Ja także.
- Przeprosił – skomentował niechętnie Snape.
Remus usłyszał to, co Snape nieświadomie zainsynuował.
- Pozwól mi zrobić to samo. Severusie, szczerze przepraszam za moje zachowania. Traktowaliśmy cię okropnie i nigdy nie zostaliśmy odpowiednio ukarani. Twoje zachowanie względem Harry’ego udowadnia, że jesteś – i byłeś – o wiele lepszym człowiekiem.
To nie pomogło zdrowiu psychicznemu Snape’a. Przepraszający Gryfoni? Wymawiający te słowa, które jego nastoletnie ja tak pragnęło usłyszeć? Może mimo wszystko nie musiał się martwić Voldemortem – z pewnością zbliżała się Apokalipsa. Ile więcej potrzebował jeszcze znaków Końca Świata?
Remus wyczuł jego zamroczenie.
- Severusie, może i mam w sobie wilka, ale Łapa zawsze przyjaciołom okazywał oddanie niczym pies. Jego lojalność, raz dana, jest tak silna, że mógłby być z niego Puchon, gdyby nie podjął oczywiście odważnego czynu, by zerwać z resztą rodziny i dołączyć do Światła.
- I co to ma wspólnego z tym, że mnie nie przeklął albo nie zabrał Harry’ego? – zapytał Snape z rozdrażnieniem.
- Co jest najważniejsze w życiu Syriusza? – zapytał Remus, pozornie przypadkowo.
- Przypadkowy seks – rzucił szybko Snape.
Remus zadławił się, po czym roześmiał radośnie.
- Właściwie to numer dwa. Numerem jeden jest Harry – tylko on został mu po Lily i Jamesie, ale nawet bardziej niż to, Łapa przysiągł opiekować się Harrym, jeśli coś im się stanie.
- I świetnie się do tej pory spisał – zadrwił Snape.
- To jest właśnie sedno całej sprawy, Severusie. Gdy tylko Syriusz zdał sobie sprawę, co się stało Harry’emu i zobaczył, co dla niego zrobiłeś – i dla samego Syriusza – zorientował się, jak źle cię oceniliśmy. Wyciągnąłeś go z Azkabanu, gdy dowiedziałeś się, że jest niewinny. Nie zatrzymał cię fakt, że nienawidziłeś go – albo to, że nie mogłeś go znieść. Zrobiłeś coś dobrego niezależnie od swoich uczuć. Oczywiście, że jest wdzięczny. A potem zdał sobie sprawę, że gdy odkryłeś sytuację Harry’ego, zrobiłeś dla niego to samo? Severus, ocaliłeś jedyną rzecz na świecie, o którą Łapa naprawdę dba. Zrobiłeś to, gdy Dumbledore nie zrobiłby, kiedy Syriusz nie mógł i… - Remus przełknął ciężko, ale zmusił się, by słowa wyszły z jego ust, pełne poczucia winy, - kiedy ja nie zrobiłem. Byłeś jedyną osobą, która była dla Harry’ego, mimo że niczego mu nie byłeś winny i mogłeś tylko nienawidzić jego rodzinę. Razem z Syriuszem wiemy, jak wiele jesteśmy tobie winni i że jesteś – pomimo bycia „tłustym ślizgońskim dupkiem” – bardzo dobrą osobą. W rzeczywistości o wiele lepszą od nas… Może ci się to podobać lub nie, Severusie, ale teraz tez jesteś Huncwotem. Jesteś częścią naszego Stada.
Jakie to upokarzające. Snape zamyślił się ponuro nad tym, że było to tak samo złe jak bycie honorowym Weasleyem. Ile jeszcze upokorzenia ma dla niego ten bachor? Chciał tylko powstrzymać Czarnego Pana przed zamordowaniem dzieciaka, ale w takim tempie, stanie się cholernym Gryfonem zanim Harry dostanie się na trzeci rok.
CDN…


*Kamień (ang. Stone) to jednostka masy, wynosi około 6 kg;

Ach, Syriuszu wstydziłbyś się za taki język. Czego ty uczysz Harry'ego? No cóż, czasem się wymsknie ;) Jak wam się podobał rozdział? Mam nadzieję, że się nim nacieszyliście, bo obawiam się, że kolejny będzie dopiero za jakieś dwa miesiące, gdy w końcu zakończę naukę w LO i napiszę jakoś maturę :) Ale nie bójcie się, nie zostawię tego opowiadania :) Jeśli chcecie wiedzieć w kolejnym rozdziale będzie się nieco działo. Przeczytałam go pobieżnie i będzie ciekawie, dlatego już nie umiem się doczekać wakacji i wolnego, żeby znowu zagłębić się w świat NDH :D

niedziela, 5 marca 2017

NDH - Rozdział 32


Harry i jego profesor znaleźli resztę w pomieszczeniu z trofeami. Harry raczej ostentacyjnie dołączył do grupy, upewniając się, że wszyscy zobaczyli, że jest z nim profesor Snape.
- Przepraszam, pani profesor – powiedział do McGonagall. – Mój opiekun potrzebował ze mną porozmawiać. To dlatego trochę się spóźniliśmy przed dołączeniem do pani i innych rodziców. – Czuł się, jakby jego pierś pękała ze szczęścia – to więcej niż wynagrodzenie za to, że nigdy nie miał nikogo, kto siedziałby z nim podczas „nocy z rodzicem” w szkole w Surrey.
Minerva McGonagall zwalczyła uśmiech. Dobry Boże, nigdy by tego nie zrobiła. Nie tylko Severus chciał utrzymać swoją reputację. Jednak duma i radość na twarzy Harry’ego, kiedy jakże niedbale trzymał rękę Snape’a była niemożliwa do pominięcia. Ani też fakt, że Snape z całą wyuczoną obojętnością nie próbował wyrwać się z uścisku chłopca.
Artur i Molly zauważyli ich i trącili się wzajemnie, tak jak Ron i Hermiona. Tylko Grangerowie nie zdawali sobie sprawy z tego, że coś się dzieje, ale wciąż dostosowywali się do wędrujących duchów i mówiących portretów.
Gdy wycieczka ruszyła po zamku, Ron zdołał odciągnąć Harry’ego.
- Wszystko w porządku, kumplu? Czy on… no wiesz? – Ron pokazał na migi uderzenie, a Harry skinął z zakłopotaniem. – Auć! Wybacz, stary. Nie powinieneś jako jedyny być złapanym.
- To był mój pomysł – zauważył Harry, - a poza tym, ty miałeś wstrząs mózgu. Nie byłoby w porządku, gdybyś dostał na dodatek lanie.
- Cóż, przecież nie dostałbym w głowę – wskazał sucho Ron, - ale nie będę się kłócić. Oszczędził cię?
- Był bardzo zdenerwowany – przyznał Harry. – Dostałem tydzień szlabanu i zbiór linijek, ale biorąc pod uwagę to, co zrobiliśmy, mogło być gorzej.
- Tak! I przynajmniej ukarał cię sam, a nie zostawił dyrektorowi!
Harry zadrżał. Dyrektor prawdopodobnie odesłałby go do Dursleyów, gdyby nie było tam profesora.
Potem Rona uderzyła kolejna myśl.
- Kurcze, Harry, lepiej trzymaj się z daleka od rodziców Hermiony po tym, co jadłeś na śniadanie. Nie zorientowałeś się, kim są, zanim wziąłeś jedzenie?
Harry spojrzał na niego zdezorientowany.
- O czym ty mówisz?
Czystokrwisty chłopak zbladł i zbliżył się do szeptu.
- Są dentystami! A ty zjadłeś jedno z tych ciastek! Lepiej uważaj, żeby cię nie złapali i nie wywiercili dziury w zębach.
Harry walczył z chichotem. To dlatego Ron był cały ranek tak uprzejmy? Ponieważ był wystraszonym głupkiem?
Pani Granger odwróciła się do profesora Snape’a.
- Wnioskuję, że dzieci wplątały się w coś bardzo niebezpiecznego. Uważa pan, że bezpiecznie jest ich tu zostawiać? Muszę przyznać, że rozważamy zabranie Hermiony z nami do domu i znalezienie dla niej innej opcji. Znaczy, dla niej to jedno, czy będzie chodzić do szkoły, ale jeśli jest tu niebezpiecznie… - Spojrzała na niego z odwołaniem. – To dla nas takie nowe. Chcemy zrobić coś dobrego, ale z pewnością nie chcemy ryzykować życia naszej dziewczynki. Widzę, że czuje się pan tak samo w stosunku do swojego Harry’ego… Co pan planuje zrobić?
Snape niemal zakrztusił się. SWOJEGO Harry’ego? Oczywiście mugolka była zdecydowanie zdezorientowana.
- Wierzę, że wasza córka będzie tu bezpieczna, jeśli zostanie. Wczorajsze wydarzenia były… niemożliwe do przewidzenia.
Pani Granger westchnęła.
- Mam nadzieję. Hermiona nie chce odchodzić. Pierwszy raz ma przyjaciół oraz dobre oceny… I byłam pod wrażeniem, jak dzieci tutaj są dobrze wychowane i pełne szacunku. Choć wydają się nieco nerwowi, zwłaszcza młody Ron.
Kiedy mówili, zadzwonił szkolny dzwonek i uczniowie wysypali się na korytarz. Jak zwykle omieli Mistrza Eliksirów, ale byli mniej ostrożni co do reszty dorosłych. To jest póki nie dostrzegli, jak Hermiona trzyma rękę ojca i zdali sobie sprawę, kim musi być wysoki mężczyzna. Natychmiast większość uczniów – szczególnie czystokrwistych – pobledła i stanęła na baczność.
- Cześć, Hermiono. Dobry, proszę pana – przełknęli, płaszcząc się przy ścianach, by ominąć Grangerów szerokim łukiem.
- Widzi pan, co mam na myśli? – Wyszeptała pani Granger do Snape’a. – Nigdy nie widziałam czegoś takiego! Tyle uprzejmości!
- Cześć, Draco! – Harry złapał wzrokiem blondyna, który próbował ukryć się za Flintem. – Chcesz do nas dołączyć?
- Nie, nie! – Draco gwałtownie potrząsnął głową, po czym zbladł, kiedy pani Granger spojrzała na niego z ciekawością. Szybko wypalił: – Choć dziękuję – i przemierzył dobry łuk, tak samo jak równie nerwowy Flint.
Snape słyszał Opowieść o Dentystach – przez którą musiał uspokajać kilka młodszych Węży, że nigdy, przenigdy nie pozwoli Granger albo jej rodzicom zbliżyć się do ich zębów – ale czuł, że wyjaśnienie całej sprawy poprawi nieco relacje Mugole-Czarodzieje.
- Tak, w Hogwarcie przykładamy dużą wagę do etykiety – powiedział uprzejmie. – I myślę, że uznacie magiczny świat za bardziej formalny od mugolskiego – dodał, gdy drżąca Millicenta Bulstrode dygnęła krótko, gdy ją mijali.
- Co za słodka dziewczynka! – krzyknęła pani Granger, a otyła Millicenta niemal zmoczyła się z ulgi. – Pan i reszta kadry musicie być przyzwyczajeni do takich pokazów szacunku, ale ja chyba nigdy nie widziałam czegoś takiego – wyjaśniła Snape’owi.
- Nie, nie powiedziałbym, że jestem przyzwyczajony – skomentował Snape, patrząc, jak trzej Krukoni walczą, który ma otworzyć drzwi do Wielkiej Sali na ucztę.
Jedyny kryzys powstał podczas lunchu, kiedy skrzaty domowe odkryły, że budyń był stosunkowo nietknięty. Ale zanim to się stało, Weasleyowie i Grangerowie odeszli, z wieloma uściskami, pocałunkami i nakazami, by pisali do domu i Trio zostało odesłana, by dołączyli do zajęć.
Tam musieli raz za razem opowiadać oniemiałym rówieśnikom swoją historię. Wszyscy byli jednocześnie zdumieni, słysząc, czym stał się ich nauczyciel OPCM-u i zachwyceni, że Quirrell nie wróci, by ich uczyć. Nawet ci ze śmierciożerczych rodzin byli cieszyli się z powodu pozbycia się najmniej lubianego i niekompetentnego profesora, więc Trio otrzymało tylko uznanie i wdzięczność za swoje czyny.
Sława Harry’ego wśród uczniów tylko wzrosła, kiedy, późnym wieczorem, został znaleziony w gryfońskim Pokoju Wspólnym, pisząc 200 razy „Nie będę robić żartów Czarnemu Panu”. Jasne, linijki były powszechną karą, ale takie linijki?
W ciągu następnego tygodnia, reszta szlabanów Harry’ego minęła tak przyjemnie, jak miał nadzieję. Książki, które przydzielił mu opiekun, były fascynujące, a Snape wspaniale się spisywał (nawet jeśli był zgryźliwy) wyjaśniając skomplikowane tematy. Harry zaczął widzieć, jakie miał szczęście w ambulatorium i dlaczego nieprzemyślany plan był tak niebezpieczny dla wszystkich zainteresowanych. Lekcje zazębiały się ładnie ze strategią pojedynków, którą rozpoczął przedstawiać profesor Flitwick podczas ich spotkań i zaspokojonemu jedenastolatkowi zdumiewająco łatwo było stanowczo zostawić za sobą wydarzenia z profesorem Quirrellem.
Snape był mniej szczęśliwy. Choć nie mógł winić zachowania bachora, stawał się coraz bardziej niespokojny o Blacka. Kundel zrobił wszystko, co mu Snape polecił i, ku rezygnacji i przerażeniu Mistrza Eliksirów, wszystko działało dokładnie tak, jak było zamierzone.
Syriusz pokazał światu kopie prasowe swoich melancholijnych wspomnień, oraz wysłał je do pani Bones. Po tym, Ministerstwo nie miało szans udawać, że Black jest winny i Knot kazał swoim pracownikom zrobić wszystko, by Black się zamknął i puścić go wolno.
Snape, Black i Lupin zastanowili się wspólnie i wkrótce po tym, Knot, warcząc, publicznie przeprosił za krzywdy wyrządzone Syriuszowi Blackowi. Przeprosinom towarzyszyła solidne odszkodowanie oraz pełne ułaskawienie Blacka i innych (anonimowych) wspólników jego ucieczki z Azkabanu. I chociaż Bones, Moody i reszta aurorów umierali z powodu braku wiedzy na temat tego, jak ich dawny kolega zdołał uciec z wyspy, wyjaśnienie nie było częścią umowy i wszyscy (nawet Moody) czuli się tak zawstydzeni za wiarę w najgorszą część Syriusz, że nie potrafili zdobyć się na pytania.
W rezultacie tydzień po skończonym szlabanie bachora, Snape usadził Harry’ego i wyjaśnił, że Black został uniewinniony, co znaczy „uniewinniony*”, a potem poinformował chłopaka, że następnego wieczora oboje użyją świstokliku do Szwajcarii, by Harry mógł spotkać się z ojcem chrzestnym.
^^^
- Jaki on jest? Polubi mnie? Jak mam go nazywać? Jest miły? Co jeśli mnie nie polubi? – Harry aż tryskał podekscytowaniem, kiedy Snape bawił się bezmyślnie swoim krawatem podczas przygotowań na przyjęcie świstoklika z biura Albusa.
Dumbledore przyglądał im się, uśmiechając się do podekscytowanego dzieciaka. Tylko ponura twarz Snape’a i jego ciasno zaciśnięte usta psuły mu przyjemność tej chwili. Zaoferował, że weźmie Harry’ego, chcąc darować Mistrzowi Eliksirów przykrego obowiązku widzenia się ze znienawidzonym wrogiem, ale ku zaskoczeniu Albusa, Snape odrzucił to bezbarwnie. Dumbledore westchnął. Oczywiste było, że stracił dużo zaufania Severusa przez złe obejście się z sytuacją Harry’ego i szczerze mówiąc, Albus nie mógł go winić.
 Nie tylko umieścił Harry’ego z całkiem niewłaściwymi mugolami – i nie był na tyle przewidujący, by sprawdzić jego sytuację – ale mylił się co do Syriusza i nawet nie udało mu się wykryć Voldemorta, kiedy mężczyzna – cóż, istota – była tuż pod jego nosem! Albus westchnął. Być może jego plan zwabienia Voldemorta do szkoły przez użycie Kamienia Filozoficznego nie był tak dobrym pomysłem. Cóż, Kamień teraz wrócił do Flamela, który zdołał zabezpieczyć go przez te wszystkie lata, a oni dostali jasny dowód, że Voldemort powrócił.
Albus spojrzał na Snape’a. Biedny człowiek. Ukrywał tak dobre serce pod wieloma warstwami ochronnych parsknięć i warknięć, ale wszystkie wysiłki Albusa w pomaganiu mu wyjść zza tarcz, zawiodły. Patrząc, jak dokładnie układa krawat Harry’ego, nawet, jak karci chłopca za podniecone bełkotanie, Albus pomyślał, że pomysł, by złączyć razem te dwie ranne dusze mógł być jednym z jego błyskotliwych momentów. Czuł, jak głęboko pragnęli być kochani i zdawało się, że wszystko działało wspaniale… aż do teraz. Pojawienie się Syriusza wiązało się ze zniszczeniem tej rzeczy i nawet mocno próbując, Albus zwyczajnie nie potrafił wymyślić sposobu, by zapobiec temu, by Snape – po raz kolejny – został ciężko zraniony.
Biorąc pod uwagę całkowity brak pomocy od Albusa przez ostatnie dziesięć lat, mało prawdopodobne, że Syriusz mile powita jakiekolwiek porady czy błagania dawnego mentora. I podczas gdy Albus miał nadzieję, że Syriusz nadal kocha Harry’ego pomimo ran, do których musiał przyczynić się Azkaban, raczej wątpił, że zuchwały, impulsywny i często bezmyślnie nieświadomy Black mógł być najlepszym opiekunem dla niespokojnego, kruchego i wyjątkowo wrażliwego Harry’ego. Ale nie mógł sobie wyobrazić, że Black zaakceptuje Snape’a w tej roli. Ani przez sekundę. W rzeczywistości, kiedy dowie się, że Snape zachowywał się jak prawdziwy opiekun, Syriusz najprawdopodobniej natychmiast będzie domagał się opieki nad chłopcem. Albus mógł mieć tylko nadzieję, że Syriusz nie zabierze Harry’ego z Hogwartu, choć biorąc pod uwagę wszystko, co się stało oraz wielką fortunę Syriusza, decyzja, by chłopak miał prywatne lekcje albo zaczął na nowo w Beauxbatons nie było tak daleko idącym pomysłem. A jeśli to miałoby dodatkowo zranić Snape’a, Black zrobi to choćby tylko dla tego powodu.
Albus westchnął, czując się strasznie staro i utrudzony. Powinien był zrobić dużo więcej, by powstrzymać Syriusza przed nękaniem Severusa, kiedy oboje byli uczniami. Powinien popracować nad popieraniem przyjaźni między nimi, ale był tak zachwycony, że przynajmniej jeden Black odwrócił się do Mroku, że dał chłopcu zbyt dużą swobodę. A teraz fakt, że nigdy nie udało mu się powstrzymać złości Syriusza w kierunku Severusa miał nie tylko ponownie zranić Snape’a, ale też prowadzić do zniszczenia kolejnego pokolenia przez wplątanie w to Harry’ego.
Jego biedny chłopcy. Jego dwaj tak biedni chłopcy, których zranił tak głęboko.
- Severusie, może jeśli ja zabiorę Harry’ego, Syriusz będzie bardziej otwarty na negocjacje…? – zaoferował delikatnie, czując się zobowiązany, by podjąć ostatnią próbę ochrony Snape’a przed uszczypliwością Syriusza.
Snape odwrócił się z pozycji, w jakiej beształ przygnębiająco nieugaszonego Harry’ego. Oczywiście, chłopak już zdał sobie sprawę, że nie musi dłużej mnie słuchać. Jego ojciec chrzestny chce przejąć nad nim opiekę.
- Nie, dyrektorze. Ja go zabiorę. – Musiał się upewnić, że zidiociały kundel wie, że nie dostanie Harry’ego bez walki, a dodatkowo chciał być poinformowanym na bieżąco, co w tym tygodniu Huncwoci zrobili Dursleyom.
Dumbledore oklapł przegrany i podał Snape’owi zabawkowego pingwina.
- Wystarczy go dotknąć i powiedzieć „Black”, by was tam zabrał i „Dom”, by wrócić.
- Chodź tu – rozkazał Snape, a Harry natychmiast chwycił opiekuna w uścisk. Był tak podekscytowany… i trochę zlękniony też. Tak naprawdę nie martwił się, ponieważ miał tam być z nim profesor, ale jego ojciec chrzestny wyglądał trochę przerażająco. Profesor McGonagall powiedziała, że kochał małego Harry’ego jak własnego syna i zaczęła opowiadać mu kilka historii o jego ojcu chrzestnym, ale potem jej nos zrobił się różowy i nagle odpuściła.
Profesor Snape powiedział, że wiele ludzi jest winnych jego chrzestnemu spore przeprosiny za błędny osąd i czuli się zawstydzeni, że nie pomogli mu przez te dziesięć lat. Harry raczej z oburzeniem czuł, że to całkiem fair. Jeśli jego przyjaciele i nauczyciele pozwoliliby mu gnić w więzieniu za coś, czego nie zrobił, lepiej żeby czuli się winni. Profesor Snape wyjaśnił też, że on i chrzestny Harry’ego nigdy się nie lubili – ani trochę – więc jeśli jego chrzestny powie do niego coś niegrzecznego, Harry nie powinien być zaskoczony. Harry zorientował się, że to tak jakby usprawiedliwiało profesora Snape’a wytykanie innym brak pomocy jego chrzestnemu. Jeśli się kogoś nie lubi, oczekuje się, że ta osoba zrobi coś strasznego jak rozwalenie całej ulicy i zabicie ludzi, ale jeśli się kogoś lubi – a wszyscy mówili, że profesor McGonagall i Dumbledore go lubili – powinno się w niego wierzyć.
Harry nie sądził, że bardzo ufa dyrektorowi. Za bardzo mylił się, co do ludzi, jak na przykład myślał, że Dursleyowie są bardzo mili czy to, że Quirrell jest dobrym (albo przynamniej normalnym) nauczycielem albo to, że jego chrzestny jest zły. Harry był zadowolony, że dyrektor nie jest już za niego odpowiedzialny i że to profesor Snape teraz o niego dba. Nawet jeśli profesor krzyczy na niego za to, że był zbyt podekscytowany, kiedy, naprawdę, kto mógłby go winić? Miał się spotkać z ojcem chrzestnym!
Snape przewrócił oczami, patrząc na bachora, który zamiast chwycić go zwyczajnie za rękę jak normalny człowiek, wbił swoje szpiczaste czoło w mostek Snape’a. Mały diabeł wydawał się rozkoszować udawaniem, że zwykła podróż świstoklikiem jest niebezpieczną przygodą. No, naprawdę. Ale to nie powstrzymało go przed owinięciem ciasno jednej ręki wokół chłopaka, aktywując świstoklika drugą.
Harry poczuł szarpnięcie w okolicach pępka i krzyknął ze zdumienia, a dźwięk został stłumiony przez szaty profesora. Potem nagle stanęli w dziwnym pokoju, wypełnionym słońcem i wygodnie – choć drogo – wyglądającymi meblami. Przez okno można było zobaczyć wysokie, pokryte śniegiem góry.
- To… to on? To Harry? – zapytał ktoś za nim z zapartym tchem.
Harry poczuł rozdrażnione westchnięcie opiekuna, kiedy mężczyzna uśmiechnął się szyderczo.
- Nie, Black. Przyszedłem z zupełnie losowym uczniem Hogwartu. Czy to znaczy, że chciałeś jakiegoś konkretnego?
- On tylko żartuje! To ja, Harry – Harry zaśmiał się, odwracając się wewnątrz uścisku opiekuna. Profesor potrafił być naprawdę zabawny, kiedy tego chciał!
Co dziwne – profesor nie zwolnił jeszcze uścisku. Zwykle puszczał go gdy tylko dotarli i to raczej Harry przedłużał kontakt, ale tym razem, wciąż trzymał ramiona wokół Harry’ego, jakby obawiał się, że w niedalekiej przyszłości nie będzie miał szansy ponownie go chwycić. No, cóż. Harry wewnętrznie wzruszył ramionami. Dorośli byli dziwni.
Uświadomił sobie, że patrzy na mężczyznę ze zdjęcia w gazecie (ale bez stringów). Jego ojciec chrzestny był wysoki, miał czarne włosy i niebieskie oczy, a Hermiona podkreślała, że były „wspaniałe”. Jego twarz pokryta była zmarszczkami, ale teraz rozświetlał ją wielki uśmiech.
- HARRY! – wykrzyknął radośnie, co brzmiało niemal jak szczeknięcie.
- Um, cześć – powiedział Harry, nagle czując nieśmiałość.
- No, chodź tu – niech ci się przyjrzę! – polecił mężczyzna, wyciągając ramiona.
Harry poczuł, że uścisk profesora zacieśnia się na sekundę, ale potem ramiona Snape’a wycofały się całkowicie i Harry posłusznie podszedł do chrzestnego. Krzyknął zaskoczony, gdy został chwycony i wyrzucony w powietrze.
- Robiłem tak, kiedy byłeś szczeniakiem! – Syriusz wyszczerzył się, łapiąc go i przytulając mocno. – Pamiętasz?
- Łapo, Harry był wtedy dzieckiem. Wątpię, by w ogóle nas pamiętał – powiedział inny mężczyzna, uśmiechając się, kiedy zrobił kilka kroków zza kanapy. – Witaj, Harry, jestem Remus Lupin.
- Eee, cześć – powiedział Harry. Spojrzał na profesora. – Eee, oni byli przyjaciółmi mojego ojca, tak? – zapytał niepewnie.
Snape zerknął na niego kwaśno.
- Tak. Idiota i wilkołak.
- Hej! – zaprotestował Syriusz. – Kogo nazywasz idiotą?
Snape tylko na niego spojrzał i chwilę później, Syriusz wzruszył ramionami z rezygnacją i odwrócił się do Harry’ego.
- No, niech będzie, ale teraz jestem o niebo lepszy.
Harry zachichotał.
- Zostawię was samych – powiedział drugi mężczyzna cicho. Harry zauważył, że nie starał się podejść ani trochę bliżej.
- Czekaj – powiedział Harry, wykręcając się, by go zobaczyć. – Pan, uch, Lupin? Dlaczego pan idzie?
- Tak, Luni – zaprotestował Syriusz. – Nie idź.
- Myślę, że twoi goście będą się czuli bardziej komfortowo, gdy mnie tu nie będzie. – Remus posłał Syriuszowi znaczące spojrzenie.
- Och! – Syriusz wyglądał na rozdartego, gdy patrzył to na Harry’ego to na Remusa.
Harry spojrzał na nich zaintrygowany.
- Dlaczego mielibyśmy czuć się przez pana nieswojo? – zapytał bezmyślnie.
- Lupin gra męczennika, bo zakłada, że podzielasz uprzedzenia wobec wilkołaków, jak większość czarodziejskiego świata – skomentował Snape znudzonym tonem. – Uważa, że będziesz się go bał i płoszyć przy dotyku.
Remus rzucił Snape’owi złe spojrzenie.
- Cóż, ponieważ ktoś najwyraźniej uznał za stosowne poinformować Harry’ego o moim stanie – odparł, - przynajmniej mogę nie kolidować z jego spotkaniem z ojcem chrzestnym.
Harry wykręcał się, aż chrzestny puścił go, po czym podszedł do Lupina.
- Nie boję się pana – powiedział, wyciągając rękę. – Wiem, że był pan jednym z najlepszych przyjaciół mojego taty.
Osłupiały Lupin potrząsnął ręką Harr’ego, a łzy zebrały się w jego oczach. Spojrzał na Snape’a, który stał z rękami założonymi na piersi.
- Severusie, znowu mnie zawstydziłeś. Dziękuję ci za ten dar.
Snape burknął z irytacją.
- Nie wiem, o czym mówisz, wilku. Z pewnością nie zamierzałem straszyć bachora na śmierć jakąś nonsensowną propagandą, choć też nie udaję, że jesteś niewinnym szczeniaczkiem.
- To mógłbym być ja! – Syriusz, nie chcąc pozwolić, by światło reflektora zeszło z niego na długo, szybko przekształcił się w swoją psią formę, odbierając Harry’emu mowę.
Remus westchnął.
- I jak tu zaufać twojemu chrzestnemu w dochowywaniu sekretów. Łapo, myślałem, że zgodziliśmy się, że lepiej dla Harry’ego, by nie wiedział o twojej sekretnej ani magicznej formie.
- To wspaniałe! – krzyknął Harry, podbiegając, by poklepać chrzestnego. Łapa natychmiast przewrócił się na plecy, by Harry mógł podrapać go po brzuchu. – Jesteś jak profesor McGonagall! Wow!
- Fantastycznie, Black – zadrwił Snape. – Naprawdę wyobrażasz sobie, że jedenastolatek ochroni twój sekrecik? Niech zgadnę – pokazałeś to także, co najmniej, kilkunastu miejscowym kobietom.
Syroisz zmienił się z powrotem i wyszczerzył do Mistrza Eliksirów.
- Snape, mój chłopczyku, zaufaj mi. Imponuję kobietom całkiem dobrze moją ludzką postacią, choć przyznam, że brało w tym też udział nieco transmutacji – spojrzał na niego chytrze.
Harry spojrzał na nich pytająco, a Snape zacisnął usta.
- Oszczędź mi sprośności, Black.
- Zazdrosny?
Remus wtrącił się, zanim Severus mógł odpowiedzieć.
- Syriuszu, wątpię, że chcesz wchodzić w tego typu porównywanie ze Ślizgonem. Pamiętasz, co Missy Rogers ci powiedziała?
- Och. – Syriusz skrzywił się. – Prawda.
Snape zamrugał. Kim była…? Och, tak. Rogers. Rok młodsza Ślizgonka. Ale co ona miała wspólnego z…?
Remus podszedł do Snape’a, który (z trudem) zdołał kontrolować wzdrygnięcie. Wilkołak zniżył ufnie głos.
- Syriusz przez kilka tygodni randkował z Missy na naszym szóstym roku. Kiedy zerwali, poczyniła kilka komentarzy na temat jego, eee, sprawności i powiedziała mu, że, ach, maskotka Ślizgonów ma specjalne – uch – znaczenie dla chłopaków w twoim Domu. Że uczyli się specjalnego zaklęcia, by – eee – naśladować węża, eee, pewną częścią ich anatomii i to, uch – Remus był olśniewająco czerwony, ale dzielnie wciąż szeptał wyjaśnienie, – cóż, dziewczynie jest trudno wrócić do normalności po posiadaniu ślizgońskiego chłopaka. Syriusz dąsał się przez trzy dni z rzędu.
Oczy Snape’a były szeroko otwarte i tylko jego żelazna kontrola uniemożliwiła mu ściśnięcie się. Właśnie coś takiego inne Domy mówiły o Ślizgonach? Gdzie on, do diabła, był, kiedy uczono się takich zaklęć?
- Kilka tygodni później, Missy powiedziała mi, że wszystko to zmyśliła tylko po to, by dać Syriuszowi lekcję, ale jakoś nigdy nie podzieliłem się z nim tą wiadomością. – Remus wyszczerzył się na widok wyrazu twarzy Snape’a. – Dobrze jest, kiedy Syriusz czuje się nieco skromnie.
- Nigdy do tego nie doszedł? – zapytał oszołomiony Snape.
- Cóż, próbował namówić brata, by nauczył go tego zaklęcia, ale oczywiście on i Regulus już wtedy byli rozdzieleni, więc Reg zwyczajnie powiedział mu, żeby się odwalił. – Oczy Remusa były zmrużone, kiedy powstrzymywał się od śmiechu i Snape nagle dostrzegł, że trudno mu gardzić tą istotą tak, jak to wcześniej robił.
Syriusz wrócił do rozmowy z Harrym, po tym, jak Remus przerwał jego małą sprzeczkę z Snapem, a teraz ponownie wybuchnął swoim psim śmiechem.
- Jasne, że możesz się nauczyć animagii, Harry. Znaczy, twój tata się nauczył, więc dlaczego ty nie miałbyś? Nie byliśmy dużo starsi od ciebie, kiedy zaczęliśmy się uczyć.
- Mój tata był animagusem? Super! Wybrałeś swoją formę? Bo ja chce być mówiącym wężem.
Jego słowa spotkały się na moment z oszołomioną ciszą, po czym Snape zrobił dwa kroki w jego kierunku.
- Mówiącym wężem? Co przez to rozumiesz? – zapytał, czując z tyłu szyi kłucie strachu. Syriusz i Remus wymienili zaniepokojone spojrzenia.
- No wie pan – wyjaśnił Harry niewinnie, - ponieważ czarodzieje mogą mówić ze wężami, myślę, że byłby to doskonały wybór. Możesz być zwierzęciem, ale nadal możesz rozmawiać z ludźmi, którzy nie byli animagusami.
- Animagami – poprawił automatycznie Snape, a jego umysł działał na przyspieszonych obrotach. Syriusz i Remus spoglądali na siebie w przerażeniu. – Możesz mówić z wężami?
Harry przytaknął.
- Pokaż mi. – Snape nagle wyczarował węża. Zaskoczeni Huncwoci wyciągnęli różdżki, ale zanim mogli cokolwiek zrobić, Harry podszedł do niego.
- Cześć – powiedział grzecznie do syczącej kobry. – Miło cię poznać. Nazywam się Harry.
- Mówca! Witaj, mówco – wąż pochylił głowę na powitanie. – Czemu mnie wezzzwałeśśśś?
- Mój opiekun chciał zobaczyć, jak do ciebie mówię. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
- Nie, ani trochę. Czy chciałbyś, żebym kogoś ugryzł, zanim odejdę?
- Nie, dziękuję. Ale myślisz, że znalazłbyś drogę do Surrey? Mam… - Ale Snape, który już dość usłyszał, usunął węża i teraz wszyscy trzej dorośli patrzyli na Harry’ego.
- Co? – zapytał, po czym zdał sobie sprawę, że nadal mówi po wężowemu. – Sorki. Coś nie tak?
- Jest wężousty? – Syriusz przełknął, wyglądając na nieco chorego. – Kiedy to się stało?
- Jeśli ktokolwiek się dowie… - Remus spojrzał z niepokojem na Snape’a. – Reakcja może być zła. Ludzi potrafią być bardzo okrutni.
Snape przytaknął z roztargnieniem, zajęty obliczaniem wszystkich korzyści, jakie może przynieść ten talent, jeśli się go dobrze wykorzysta. Może Harry mógłby sprowokować Czarnego Pana przez opanowanie jego oswojonej Nagini? Lub zapanować nad swoim własnym, dużo potężniejszym, oswojonym wężem? Hymmm. Jak długo dorasta bazyliszek…?
- Snape! – Syriusz przytulał Harry’ego troskliwie, ponieważ chłopak zaczynał wyglądać na zaniepokojonego. – Co z tym zrobimy?
- Oczywiście trzeba to zatrzymać w sekrecie – odpowiedział Snape, rzucając Syriuszowi mordercze spojrzenie. – I przez to rozumiem prawdziwy sekret. Nie tak jak z tą twoją śmieszną ani magiczną formą.
- Dlaczego? Co jest nie tak w mówieniu z wężami? – zapytał Harry.
- To bardzo rzadki i potężny talent – odpowiedział Snape, zanim mógł się odezwać któryś z Huncwotów. – Im mniej ludzi o tym wie, tym większą wartość będzie miał w walce przeciwko Czarnemu Panu. Utrzymanie tego w sekrecie leży więc w twoim najlepszym interesie i pomoże ci lepiej ochronić siebie i swoich przyjaciół. Nie chcesz pozwolić Jemu, by zranił ponownie Rona i Hermionę, prawda?
Harry pokręcił głową z szeroko otwartymi oczami.
- Nie powiem nikomu. Wy też nie, prawda? – zwrócił się do Syriusza i Remusa.
- Nie! Ani żywej duszy – przysiągł Syriusz, ponownie go przytulając.
- Nawet Dumbledore’owi? – zapytał Remus.
- NIE! – krzyknął Harry, w momencie gdy Snape pokręcił głową. Gryfoni spojrzeli na Harry’ego z zaskoczeniem.
- Dlaczego nie mówić dyrektorowi? – zapytał Remus Harry’ego. – Nie lubisz go?
Harry wzruszył niezręcznie ramionami, patrząc w podłogę.
- Jest miły i w ogóle, i zawsze daje mi lizaki, ale nie pomógł panu Blackowi i…
- Panu Blackowi! – powtórzył Syriusz z przerażeniem. – Czemu mnie tak nazwałeś?
Harry spojrzał na niego nerwowo.
- Przepraszam. Jak pan chce, żebym pana nazywał?
- Pana! Czy ty właśnie nazwałeś mnie panem?! – Krzyk Syriusza był nawet głośniejszy i Harry zaczął wyglądać na przerażonego.
Przewracając oczami, Snape podszedł do Harry’ego i odciągnął go od Blacka.
- Przestań wrzeszczeć jak pierwszoroczny Puchon – rozkazał szorstko, zaciskając dłoń na ramieniu bachora. – Nigdy nie powiedziałeś chłopcu, jak ma cię nazywać, więc nie bądź zaniepokojony, kiedy manifestuje, że posiada właściwie wyuczoną grzeczność.
- Dobra, ale „proszę pana” czy „panie Black”? – zapytał Syriusz żałośnie. – Nie możesz mówić seryjnie**.
- Nie, ale ty mógłbyś – wtrącił się Remus, chichocząc, zaraz uderzony wściekłymi spojrzeniami innych.
- Harry, nie możesz mówić mi Syriuszu? Albo Łapo? – zapytał z nadzieją.
- Eee, okej, Łapo – zgodził się Harry nieśmiało. – Nie chciałem cię zezłościć.
- Nie jestem zły, Harry; to tylko… Chcę być twoim przyjacielem. Nie jakimś przypadkowym dorosłym w twoim życiu, dobra? Znaczy, jak wielu masz chrzestnych?
Harry uśmiechnął się.
- A mnie możesz nazywać Remus albo Lunatyk, Harry – wtrącił Lupin. – I nie powiemy o niczym profesorowi Dumbledore’owi, okej?
- Dzięki! – wykrzyknął Harry z ulgą. Nadal nie wierzył, że Dumbledore nie odeśle go z powrotem do Dursleyów, jeśli pomyśli, że Harry jest zbyt dziwny na Hogwart. – Więc kiedy możemy uczyć się zmieniać w węża?
-Cóż, Harry, to nie działa dokładnie tak. Nie możesz wybrać swojej animagicznej formy. Przykro mi – wyjaśnił Syriusz przepraszająco.
Harry wydął wargi.
- Ale co jeśli moją formą jest coś głupiego?
- Wciąż wspaniale jest być zwierzakiem, Harry – namawiał Syriusz. – Wiesz, nie każdy potrafi to zrobić.
Harry spojrzał na profesora.
- Pan potrafi?
- Nie – przyznał Snape chłodno.
- Więc moglibyśmy uczyć się razem! – powiedział Harry z podekscytowaniem.
 Snape niemal prychnął z drwiną. Black, miałby chcieć go czegoś uczyć? To byłby dzień!
- Tak, w porządku – zgodził się Syriusz, ignorując zszokowany wyraz twarzy Snape’a. – Wtedy moglibyście pomóc sobie w praktyce. Dla mnie, Jamesa i Petera było łatwiej uczyć się razem.
- Um. – Nagła myśl uderzyła w Harry’ego i spojrzał na profesora nerwowo. – Nie jesteś już zły na profesora, prawda? – zapytał Syriusza. – Znaczy, wiem, że jest wielu ludzi, na których pewnie nadal jesteś wściekły za to, że uwierzyli, że zrobiłeś te wszystkie rzeczy, o których mówiło Ministerstwo, ale profesor Snape nie jest jednym z nich, prawda? – Zmiana w animagusa brzmiała ciężko i być może nieco niebezpiecznie i jeśli jego chrzestny nadal jest zły na jego opiekuna…
Syriusz spojrzał na Harry’ego.
- Znaczy, że ci nie powiedział? – sapnął. Snape poderwał głowę, ale nie zdążył powstrzymać następnych słów Blacka. – To Snape wydostał mnie z więzienia!
W oczach Harry’ego pojawiło się zdumienie. Profesor Snape? Jego opiekun przemycił jego chrzestnego z tego więzienia, o którym wszyscy mówią, że nie da się z niego uciec? Jego opiekun w taki sposób złamał zasady?
- Ale… ale dlaczego? – przełknął ślinę, patrząc na Snape’a.
Snape’a świerzbiły ręce, by udusić kundla. Black miał powściągliwość kumkwata! Czy jest coś, czego nie wydał od samego początku? Jak Lily w ogóle mogła pomyśleć, by ten idiota był ich strażnikiem TAJEMNICY?
- No, już, Severusie – powiedział Remus, prawidłowo interpretując wściekłość Snape’a, - jesteśmy w tym razem. Nie jest konieczne trzymać wśród naszej czwórki sekrety, prawda?
- W przypadku, gdybyś nie zauważył, Lupin, Harry ma jedenaście lat – wypluł Snape. – Jest dzieckiem. Nie można go obarczać zachowywaniem tajemnic dorosłych za nich samych! Ma dość zmartwień bez dodatkowych problemów, które są daleko poza jego kontrolą i równie poza jego zdolnością do racjonalnego rozumowania!
- Jestem dość dojrzały! – zaprotestował Harry.
- Nie, nie jesteś – odparł Snape. – Choć nie zaprzeczam, że jesteś przynajmniej tak dojrzały, jak Black, co wciąż nie mówi zbyt wiele.
- Ej! – wykrzyknął Black, ale Snape zignorował go.
- On jest dzieckiem, Lupin, nie współspiskowcem. Chociaż warto uświadamiać go w pewnych sprawach, które go dotyczą, to równie niebezpiecznie jest traktować go jak dorosłego czarodzieja z doświadczeniami i osądami osoby dorosłej. Ja zdecyduję, co mu powiedzieć, kiedy i jak. To dlatego ja tu jestem. – Przynajmniej póki Black mnie nie zastąpi, dodał w myślach.
Harry zaczął się dąsać, ale wtedy przypomniał sobie, że są bardziej interesujące wiadomości, o które chce zapytać.
- Dlaczego pan pomógł uciec Syriuszowi? – zapytał, ciągnąc za rękaw opiekuna. – Myślałem, że go pan nie lubi.
- Bo nie lubię – powiedział krótko Snape. Syriusz przewrócił oczami.
Harry zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- Kiedy pan mu pomógł?
- Jaka to różnica? – warknął Snape na chłopca, mając nadzieję zatrzymać szlak pytań. To, że Harry był w końcu bardziej spostrzegawczy, było w zdecydowanie okropnie niewygodne!
- To było przed tym, jak mi pan powiedział, że się o mnie troszczy, czy po tym? – zapytał Harry podejrzliwie.
- Mogę na to odpowiedzieć – powiedział słodko Syriusz, ignorując „ZAKMNIJ SIĘ, KUNDLU!” Snape’a. – To było zaraz po tym.
Snape odsunął się. Właśnie to dostał za przebywanie wśród Gryfonów. Zapewne bachor poskładał razem kawałki i teraz patrzył na niego z speszonym uwielbieniem.
- Zrobił to pan dla mnie? – pisnął. – Wydostał pan mojego ojca chrzestnego dla mnie?
Snape burknął i wymamrotał coś, kiedy chłopak – oczywiście – rzucił się na niego, powodując kolejne sinaki na jego mostku i obsmarkując jego szaty. Black i Lupin przyglądali się im, promieniując dumą z powodu bałaganu, który wywołali.
- W porządku, w porządku – warknął Snape, w końcu odsuwając chłopaka i pozbywając się chusteczką plamy. Czy wszystkie dzieciaki przeciekają z powodu szczęścia tak, jak bachor? – Teraz oceniaj mnie dobrze, Potter, ale nie wspominaj o ucieczce twojego chrzestnego ani o mojej części w tym nikomu. Rozumiesz? – Harry przytaknął energicznie. – Ani też nie piśniesz ani słowa o animagicznej formie twojego idiotycznego chrzestnego, o fakcie, że Lupin jest wilkołakiem ani też, że jesteś wężousty – znaczy, że umiesz rozmawiać z wężami. Rozumiesz? Jeśli powiesz…
- Wiem – wyszczerzył się Harry przez łzy, - dostane lanie.
- Nie, panie Potter. Przez ciebie nam wszystkim  – a także twoim przyjaciołom – będzie groził Czarny Pan. – Harry stracił uśmiech. – Ta wiedza nie jest trzymana w tajemnicy dla infantylnego poczucia przygody. Przeciwnie, to jest informacja, która może pomóc nam w walce z Sam Wiesz Kim. Jeśli to ujawnisz, zaryzykujesz życia ludzi i osłabisz naszą możliwość do kontynuowania kampanii przeciwko Czarnemu Panu. Rozumiesz?
Harry przytaknął z powagą.
- Nie powiem. Przysięgam. Jestem dobry w trzymaniu rzeczy w tajemnicy.
W to Snape nie wątpił. Harry zachowywał tajemnice tych cholernych mugoli aż zbyt dobrze.
- Bardzo dobrze. Więc nie mówmy o tym więcej.
- Wstrzymaj się – wtrącił się Syriusz. – Co Harry miał na myśli, mówiąc, że dostanie lanie? Położyłeś rękę na moim chrześniaku? Po tym, co mówiłeś, że ci pierdoleni mugole mu zrobili?
Oczy Harry’ego rozszerzyły się. Ooooch, jego chrzestny przeklął! I to tuż przy nim!
- Łapo! – skarcił Remus. – Język!
- Luni! Uderzył Harry’ego!
Remus westchnął.
- Zasłużyłeś na to? – zapytał cicho, pochylając się, by spojrzeć Harry’emu w oczy.
Harry przytaknął.
- Jak długo po tym nie mogłeś siedzieć?
Harry zarumienił się.
- Eee, może minutę lub dwie – przesadził, martwiąc się, że profesor mógłby wyjść na inaczej źle.
Remus zamrugał.
- Tylko tyle?
- Eee… mogły być trzy lub cztery – stwierdził Harry.
- Więc to nie brzmi tak, jakbyś dostał straszne cięgi.
Harry potrząsnął głową.
- Naprawdę niezbyt dobrze daje klapsy, jeśli mam być szczery. Nie lubi bić i nie wie, jak to robić. Głównie mnie po prostu beszta i każe pisać eseje lub linijki, ale nawet nie jest tego tak bardzo dużo. Jest… jest naprawdę dla mnie miły. Milszy nawet niż pan Weasley!
- I po prostu dał ci klapsa w tyłek, tak? Ręką?
Harry skinął głową.
- Nie uderzył cię w twarz czy coś takiego?
Harry pokręcił głową.
- Nie użył różdżki?
Harry zmarszczył brwi, zakłopotany.
- Chodzi o to, czy mnie nią uderzył?
Remus zwalczył uśmiech.
- Nie, czy cię przeklął?
- Och, nie zaczęliśmy się pojedynkować. Profesor Snape powiedział, że nie jestem jeszcze gotowy.
- Nie, nie. Chodzi mi o to, czy przeklął cię za karę?
Oczy Harry’ego rozszerzyły się.
- Znaczy, czy użył magii, by mnie zranić? – Na skinięcie Remusa, prychnął z oburzeniem. – Profesorze! – odwrócił się do Snape’a zgorszony. – Remus pyta, czy kiedykolwiek przeklął mnie pan za karę! Czy ludzie, znaczy czarodzieje, naprawdę to robią?
Część Snape’a – ta, która nie była zajęta wymienianiem głośnych wyzwisk z Syriuszem – poczuła rozbłysk dumy i tryumfu, że to jemu Harry ufa. Bachor wciąż nie ufał słowom wilkołaka. Nie, Snape’owi, paskudnemu Ślizgonowi, który w pierwszej kolejności wygrał jego lojalność.
Niestety, głosik w jego głowie zauważył, że to nie potrwa już długo i cała słodycz obróciła się w popiół.
- Tak, tak, Potter – powiedział z rozdrażnieniem. – Niektóre czarodziejskie rodziny używają magii, by dyscyplinować swoje dzieci. Jestem pewien, że część twoich kolegów doskonale zna się z tą praktyką.
- Huh. – Harry skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał groźnie na Remusa. – To obrzydliwe.
Remus uznał, że nie musi pytać, czy Snape kiedykolwiek użył jakiejś Mrocznej klątwy na dzieciaku.
- Za co dostałeś ostatnie klapsy?
Harry poruszył się niespokojnie, ponownie zażenowany.
- Był w szkole taki nauczyciel OPCU-u…
Remus zamrugał.
- Chodzi ci o Quirrella?
Harry wyglądał na zaskoczonego.
- Tak! Słyszałeś o tym?
Remus zachichotał.
- Wszyscy o tym słyszeli. Więc za to dostałeś klapsy?
- Cóż, w każdym razie klapsa – przyznał Harry. – A dodatkowo szlaban i linijki.
Remus wyprostował się bezskutecznie próbując zachować powagę i spojrzał na Syriusza, który wciąż krzyczał na Snape’a.
- Łapo!
- Co?
- Zapytaj Harry’ego, dlaczego dostał ostatnie lanie.
Syriusz podszedł, wciąż mamrocząc.
- Nie ma znaczenia, dlaczego, Lunatyku. Podły drań nie powinien ranić mojego chrześniaka. Biedactwo. Nie zasługujesz by być… Harry? – jego głos wyjątkowo złagodniał. – Możesz mi powiedzieć, za co ten złośliwy stary nietoperz cię uderzył? Obiecuję, że nie będę zły.
Harry wewnętrznie wzruszył ramionami. Dorośli byli okropnie dziwni.
- Dostałem klapsa za przyklejenie turbanu profesora Quirrella do szpitalnego łóżka i wypuszczenie Lorda Voldesnorta.
Oczy Syriusza rozszerzyły się.
- Jak nazwałeś… Czekaj. Jednego klapsa? Dostałeś za Quirrella JEDNEGO klapsa? Tylko jednego? Jednego? – Harry skinął beznamiętnie głową. – Merlinie! Ty mały, szczęśliwy draniu! Twój dziadek pokryłby twój tyłek pęcherzami za coś takiego! Kiedy twój tata i ja zabraliśmy miotły do Zakazanego Lasu, upewnił się, że nie będziemy mogli siadać przez tydzień! A ty dostałeś tylko JEDNEGO KLAPSA za zmierzenie się z Sam Wiesz Kim?
- Profesor Snape nie bije, by zranić – powiedział mu Harry sztywno, - tylko żeby upewnić się, że wiem, że schrzaniłem. – Poczuł ulgę, że to profesor o niego dba. Wyglądało na to, że pomimo wesołości, jego ojciec chrzestny nie był tak pobłażliwy. – Nikt mnie tak nie bije, do czasów Dursleyów. – I zamierzam to zatrzymać.
Snape spiorunował wzrokiem Huncwotów i swojego podopiecznego.
- Jeśli już podrwiliście ze mnie i zakwestionowaliście moje metody dyscyplinowania…
Syriusz prychnął.
- Nigdy bym nie pomyślał, że to ty jesteś tym łagodniejszym – burknął.
- O Harrym można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest tępy – odparował Snape. – Nie muszę się martwić, że dla zabawy wybierze się na nocny przelot miotłą nad Zakazanym Lasem.
Harry wyprostował się dumnie. To zdecydowanie był komplement!
- Nie lataliśmy dla zabawy – zaprotestował Syriusz, wciąż pielęgnując krzywdę sprzed dwunastu lat. – Szukaliśmy dobrych miejsc, by zabrać tam Lunatyka podczas pełni. Ale nie mogliśmy tego powiedzieć, kiedy Filch nas złapał, więc Dumbledore posłał po tatę Jamesa i potem nasze tyłki były porządnie wychlastane.
Snape rzucił okiem na Harry’ego. Chłopak wyglądał jakby niemal mu współczuł.
- Harry doskonale wie, że gdyby wpadł w podobne kłopoty, mógłby powiedzieć mi całkowitą prawdę bez upiększeń, więc ja mogę zdecydować, co najlepiej zrobić – powiedział, posyłając chłopcu znaczące spojrzenie.
Harry wyszczerzył się i skinął głową. Wydawało się trochę dziwne, że jego ojciec miał sekret przed własnym tatą, ale profesor Snape powiedział, że czarodzieje byli dziwni w stosunku do wilkołaków, więc to może była przyczyna.
- Cóż, jeśli dajesz mu tyko lekkie klepnięcie w tyłek za zmierzenie się z Sam Wiesz Kim, to dlaczego nie miałby mówić ci wszystkiego? – nadąsał się Syriusz.
Remus ukrył uśmiech za dłonią.
- Wiesz, Łapo, ja raczej myślę, że punkt dla Severusa – wyjaśnił.
Harry miał już dość bezsensownych stanowisk dorosłych, więc skierował rozmowę na tory, które naprawdę go interesowały.
- Więc jak to jest być animagusem? – zapytał, ciągnąc za rękę chrzestnego. – Ciężko się zmienić?
Zrzędliwy nastrój Syriusza stopił się na widok chętnej twarzy chrześniaka.
- Chciałbyś zobaczyć swojego ojca i naszą resztę jako animagów? Mam przynieść myślodsiewnię?
Harry skinął głową, a jego oczy zabłyszczały.
- Jasne! Czym był mój tata? Niedźwiedziem? Lwem? Jastrzębiem?
- Był jeleniem – powiedział mu Syriusz z dumą.
Snape niemal prychnął z rozbawieniem na widok zupełnego niesmaku, który przeszedł przez twarz Harry’ego.
- Jeleniem? Mój tata był jeleniem? One nawet nie mają zębów!
- Harry! – zaprotestował Syriusz. – Forma twojego taty była wspaniała! Był imponującym jeleniem z wielkim porożem i…
- Jesteś pewny, że nie można wybrać formy? – jęknął Harry.
Remus objął chłopca ramieniem.
- Poczekaj, aż zobaczysz Rogacza w akcji, Harry. Czasem tylko on potrafił powstrzymać wilka. Wiesz, poroże może wyrządzić wiele szkód i był wielkim zwierzęciem.
Harry westchnął.
- Może… - powiedział niechętnie.
CDN…

*w oryginale jest słowo „exculpated”, które oznacza „uniewinniony”, ale wydaje się dość trudnym słowem, więc chyba dlatego Snape musiał je Harry’emu tłumaczyć

**próbowałam to przetłumaczyć, ale nie wiem, jak mi wyszło. Ogólnie w oryginale jest „You can’t be serious”, a „serious” czyta się dokładnie tak samo jak „Sirius”, stąd żarcik Remusa. Poszłam w nieco inną stronę, ale to tylko dlatego, że jest to gra słów nieprzetłumaczalna na język polski. 


W kolejnym rozdziale wyjaśni się sprawa z przejęciem opieki nad Harrym ;) Jeśli pod rozdziałem będzie 8 komentarzy, dodam kolejny w przyszłą sobotę :D