czwartek, 28 stycznia 2016

NDH - Rozdział 7



Snape z frustracją wypuścił powietrze z płuc, po czym wziął dzieciaka na ręce. Zaskoczony Harry instynktownie objął nauczyciela rękami i nogami, a następnie sapnął ze strachu i schował twarz w szyi mężczyzny, gdy profesor zdecydowanie szedł w stronę ognia.
Harry usłyszał jak profesor warczy „Nora”, ale spodziewany podmuch gorąca nie nadszedł. Zamiast tego pojawił się dziwny pędzący szum i wtedy nagle profesor znowu ruszył do przodu, a następnie zatrzymał się. Harry ostrożnie zerknął i zobaczył dwójkę rudowłosych dorosłych wpatrujących się w niego z wyrazem kompletnego szoku na twarzach.
Harry, zachęcony, wyprostował się i zobaczył, że są teraz w przytulnym salonie, z rozsianymi po całym pokoju magicznymi zabawkami i książkami, oraz z mnóstwem rodzinnych zdjęć.
- Wspaniały! - uśmiechnął się. - To było niesamowite, profesorze!
Snape odchrząknął. Co, na Merlina, dzieciak nadal robił w jego ramionach? Zabrakło mu cierpliwości na wahanie chłopaka - chociaż było to zrozumiałe przy kimś, kto był tak nowy w czarodziejskim świecie - i chwycił go tak, że mogli znaleźć się u Weasleyów zanim Voldemort kiedyś powstanie ponownie. Nie zrobił tego z chęci ochrony czy uspokojenia bachora, ale po prostu dzieciak wciąż był za mały, by w całości wybierać i musiał być zmuszony do uległości. Gdy Potter przylgnął do niego jak cholerna małpka, uniemożliwiło to bachorowi wdychanie sadzy, a następnie zwymiotowanie wszystkiego na czyste szaty Snape'a.
Ich przybycie do Nory wywołało spore zamieszanie. Snape na zawsze zapamięta wyraz twarzy Molly Weasley, gdy zmaterializował się w ogniu z bachorem Pottera wtulonym w jego ramiona, jak jakieś dziecko.
Artur pierwszy doszedł do siebie.
- Severusie, Harry, w-witamy w Norze - powiedział, tylko nikłe drżenie jego głosu ujawniło jego zdziwienie na widok sceny przed nim.
Snape wolałby uśmiechnąć się szyderczo, ale zdając sobie sprawę, że występuje w charakterze wzoru do naśladowania, zmusił się, by odpowiedzieć uprzejmie.
- Dziękuję, Arturze. Doceniamy twoje życzliwe zaproszenie. Harry - zachęcił ostro. Dlaczego on nie stoi na własnych nogach? - Przywitaj się z Weasleyami.
- Dzień dobry, proszę pana, proszę pani - powiedział Harry nieśmiało. Wiedział doskonale, że zachowuje się jak małe dziecko. Każdy szanujący się jedenastolatek wygramoliłby się z ramion profesora przy pierwszej okazji, upokorzony byciem traktowanym jak małe dziecko, nawet jeśli stwierdził, że naprawdę lubił poczucie bezpieczeństwa zapewniane przez trzymające go ramiona dorosłego. Co więcej, wiedział, że po tym, jak Weasleyowie będą mieli szansę porozmawiać z profesorem Snapem, wyjaśnią mu jasno, że jedenastolatek jest za duży na takie rozpieszczanie, więc uznał, że to jedyna szansa na bycie tak traktowanym. Poza tym, wokół nie było innych dzieci, które mogłby być świadkiem jego umniejszenia, więc do diabła z tym. Został tak, póki Snape nie oderwał jego palców od swojej szyi.
Severus próbował opuścić dzieciaka, ale mały bachor tylko zacisnął uścisk wokół jego szyi i uczepił się mocniej nogami.
- Potter - syknął do ucha bachora. - Złaź.
Ku jego głębokiej irytacji, chłopak rzucił mu spojrzenie z ukosa i zignorował całkowicie. Co on, do diaska, ma z tym bachorem? Wcześniej nie wykazywał oznak intensywnej nieśmiałości, ale to nie tak, że Snape dobrze go zna.
- Eee, może usiądziemy? - zasugerowała Molly, a kiedy sekundy się przeciągnęły stało się dla dorosłych jasne, że Harry nie zamierza zejść dobrowolnie.
- Może usiądziesz na fotelu? Jest najbardziej wygodny - zachęcił Artur, wskazując chropowaty fotel, który Snape zbyt dobrze pamiętał ze swojej poprzedniej wizyty.
- Dziękuję - zdołał wykrztusić Snape przez zaciśnięte zęby. Osunął się na krzesło, manewrując dzieciakiem tak, że siedział na kolanach Snape'a. Potter! Siedział na jego kolanach! NA KOLANACH! Snape nigdy tego nie przeżyje.
Harry rozpromienił się opierając plecami o szeroką pierś profesora. Nie mógł uwierzyć, że Snape go nie odepchnął. Nigdy wcześniej nie siedział na czyichkolwiek kolanach, nawet w domu towarowym Świętego Mikołaja, ponieważ Dursleyowie wyjaśnili, że Mikołaj nie przynosi prezentów małym dziwakom. Powiercił się znajdując wygodną pozycję - profesor miał dość kościste kolana - i rozejrzał się z zainteresowaniem.
Artur Weasley pozbył się początkowego zaskoczenia  i teraz starał się ukryć swoje rozbawienie. Znał Severusa Snape'a głównie z jego pracy jako szpieg Zakonu w czasie ostatniej wojny i jako nauczyciela swoich synów. W żadnym wcieleniu mężczyzna nie był inny niż groźny i ponury. Zobaczenie go teraz, jak niezgrabnie układa dziecko na swoich kolanach... Artur zastanawiał się, czy to już apokalipsa.
Molly zamrugała. To po protu nie miało sensu. Severus Snape, którego znała - albo, przyznała cicho, sądziła, że zna - nie będzie miał cierpliwości do lepiącego się dziecka.Molly spodziewałaby się, że Snape będzie spławiał go piekącym policzkiem albo - w najlepszym przypadku - umieści chłopca w jego pokoju z kilkoma okrutnymi obelgami. Zamiast tego, tolerował rażące nieposłuszeństwo chłopca (Molly miała doskonały słuch) i teraz nawet głaskał uspokajająco plecy chłopaka.
Severus pokręcił się nerwowo. Nienawidził wieczorów towarzyskich. Był w nich okropny, nie mówiąc już, że całkowicie niedoświadczony. Dumbledore, na początku swojej kadencji, zmusił go do wzięcia udziału w kilku spotkaniach "rodzic-nauczyciel", ale po tym, jak doprowadził kilku rodziców do łez swoimi ciętymi uwagami na temat szkolnej waleczności, wychowania i prawdopodobnej kariery ich dzieci, nawet Albus dał spokój. Snape miał wyjątkową dyspensę, by unikać wszystkich wydarzeń, które prawdopodobnie mogłyby doprowadzić do bezpośredniego kontaktu z rodzicami, więc jego kalendarz towarzyski w ostatniej dekadzie ograniczał się do spotkań Śmierciożerców. Szpiegostwo i życie towarzyskie to słabe połączenie, i nawet jego koledzy Śmierciożercy szybko nauczyli się nie zapraszać go na kolacje.
W rezultacie czuł się jak nieporadny nastolatek w tych sprawach. Co miał zrobić? Czy jego rolą było nawiązanie konwersacji jako gościa, czy Weasleyów jako gospodarzy? Po raz kolejny zazdrościł Lucjuszowi Malfoyowi wysiłku ogłady. Powiedz, co chcesz o czystokrwistych nietolerantach, ale przynajmniej wszyscy mięli wyjątkowe maniery. Nieczęsto czerpali z tego korzyść, ale przynajmniej mogli.
Szanowny Czystokrwisty, pomyślał, jakie rady masz dla pół-krwi Śmierciożercy (w stanie spoczynku), który został zaproszony na obiad do domu zdrajców krwi i znajdował się tam z Chłopcem, Który Przeżył przyklejonym do jego kolana? Czy mam użyć noża do ryb, masła, czy do steku do chirurgicznego usunięcia bachora? Czy podcięcie sobie gardła uważa się za bardziej kiepski pomysł niż cierpienie tego wieczoru? Jeśli nie to, który nóż użyć? Czy samobójstwo jest uważane za bardziej czy mniej faux pas, jeśli poczeka się, aż posiłek zostanie podany?
Snape odchrząknął. Musiał coś powiedzieć. Cokolwiek. Rozejrzał się dziko po pokoju, szukając inspiracji i za zgrozą uświadomił sobie, że w nerwach bezmyślnie głaskał małego potwora.
Harry rozluźnił się z radosnym westchnięciem, gdy profesor delikatnie pogłaskał jego plecy. Jego mięśnie nadal były obolałe po tym całym Quidditchu, a potem znów się spięły, obawiając się Weasleyów. To bardzo miłe ze strony profesora, że zauważył to i pomógł mu się uspokoić. I nawet robił to przy Weasleyach! Nie ukrywał tego, co teraz czuje lub nie udawał jednej rzeczy przy publiczności, robiąc coś innego prywatnie. Wow. Harry był naprawdę szczęśliwy.
- Więc, Harry, jak ci się podoba Hogwart? - spytał pan Weasley, zdając sobie sprawę, że jego zwykle gadatliwa żona, choć raz, zaniemówiła zszokowana widokiem przed nią.
- Jest genialny! - odpowiedział Harry uśmiechając się szeroko.
- Co ci się do tej pory najbardziej podobało?
Harry obejrzał się przez ramię.
- Spotkanie profesora Snape'a - odpowiedział szczerze, odwracając się do taty swojego najlepszego przyjaciela.
Artur starał się zignorować dławiący dźwięk, który wydała jego żona i który gościł w odpowiedzi Harry'ego.
- Naprawdę? A dlaczego to? - dodał, czując jakby spadał coraz bardziej w dół króliczej nory do pełnego zamętu alternatywnego świata.
- Oczywiście, profesor jest naprawdę świetny - wyjaśnił Harry. - No wie pan, teraz dba o mnie.
- Harry, kochaneczku, nie chciałbyś, by to my zadbali o ciebie? - spytała Molly słabym głosem. Nie odrywała wzroku od twarzy Harry'ego, ignorując zarówno morderczy wzrok Snape'a i zmarszczone brwi Artura wyrażające dezaprobatę.
Harry cofnął się w pierś profesora Snape'a.
- Um...
Nie był pewien, jak odpowiedzieć. Nie chciał obrazić rodziny jego najlepszego kumpla i - prawdopodobnie - chciał ich wiele razy odwiedzać, ale zarówno nie chciał stracić profesora Snape'a. Nawet jeśli Weasleyowie wyjaśnią profesorowi, jak te całe rodzicielskie rzeczy powinny działać i powstrzymają go przed byciem tak pobłażliwym, Harry wciąż będzie lubił kogoś wyglądającego na tak wielkiego i strasznego.
Molly otrząsnęła się. Język ciała Harry'ego mówił wszystko, a, Merlinie dopomóż, Severus Snape najeżył się opiekuńczością do chłopca od momentu, gdy wyszedł z kominka. Oczywiście jej uprzedzenia były mylne. Harry - o dziwo - był zadowolony ze srogiego mężczyzny, a ona będzie przeklęta jeśli pozwoli komukolwiek, nawet jej samej, ingerować w jego wybór. Oczywiście, jeśli kiedykolwiek się to zmieni, to ona będzie pierwsza, by zabrać chłopca, ale teraz było jasne, że Harry jest tam, gdzie powinien.
- Cóż - zmusiła się do zaszczepienia radości w swoim głosie, - nawet jeśli nie chcesz byśmy dbali o ciebie cały czas, to może nadal będziesz gotów odwiedzać nas, co jakiś czas? - Spojrzała na niego z nadzieją. - I oczywiście, profesor Snape też może przychodzić, jeśli chce.
Harry spojrzał znowu na profesora, szukając otuchy. Jeśli Snape też będzie, to co innego. Uśmiechnął się do Molly.
- To miło.
Westchnęła z ulgą. A następnie sapnęła.
- Moje przystawki! - czmychnęła do kuchni.
- Harry, a oprócz eliksirów - powiedział Artur z przymrużonymi oczami, - jakie do tej pory są twoje najbardziej i najmniej ulubione lekcje?
- Myślę, że transmutacja jest naprawdę trudna - przyznał Harry, - nawet jeśli jest prowadzona przez profesor McGonagall. Nie traktuje w specjalny sposób swojego Domu - powiedział, patrząc chytrze na profesora Snape'a.
Artur zaśmiał się, doskonale uświadomiony przez synów o uprzywilejowanym traktowaniu ślizgonów przez Snape'a.
- Uważasz, że mając swoje dziecko w klasie będzie to trudne, czy łatwe, Severusie?
Snape znowu sapnął. Jego dziecko? Czy Weasley rzeczywiście tak powiedział? Nie posunął się tak daleko, by przegapić, jak Harry wyprostowuje się dumnie na to pytanie. Teraz bachor przyglądał mu się z - dobry boże! - wręcz wstrzymanym powietrzem.
- Muszę przedstawić panu Potterowi, że oczekuję wysokiego standardu zachowania i szkolnej doskonałości od mojego podopiecznego - w końcu udało mu się wybrnąć, choć jego zwykły sarkazm został zniekształcony przez drżenie w jego głosie.
Harry westchnął i przewrócił oczami.
- Jest strasznie surowy - powiedział Arturowi, pochylając się do przodu i ufnie zniżając głos. - Już jestem mu winny jakieś siedemset linijek, a to nie jest jeszcze nawet cały tydzień szkoły.
- Siedzę tutaj.
Snape szturchnął małego bachora z irytacją. Jak on śmiał mówić o nim w trzeciej osobie! Ku jego dodatkowemu rozdrażnieniu, Harry zachichotał, a Artur zaśmiał się. Oczywiście musiał być szturchnięty mocniej. A może dobrze mocno uszczypany...
- Więc jakie są twoje ulubione zajęcia? - kontynuował Artur zadowolony z tego, jak Harry jest zrelaksowany. Wychowanie sześciu chłopców przynajmniej sprawiało, że łatwiej nawiązał rozmowę.
- Lubię latać! Dziś po południu mieliśmy pierwszą lekcje - powiedział Harry, jego oczy błyszczały. Molly, która właśnie wróciła z małą tacą ostrych przystawek, uśmiechnęła się widząc jego ożywienie. Położyła talerz przed dzieckiem, podczas gdy on wyjaśniła patrząc z winą na Snape'a. - Choć miałem kłopoty.
 - Co się stało? - spytała pocieszająco. - Latałeś za wysoko?
Harry poruszył się. Nie chciał się przyznawać Weasleyom. Nie chciał, by myśleli, że jest rozrabiakom albo kimś takim.
- Pani Hooch musiała zabrać Nevilla do szpitala i powiedziała nam, byśmy pozostali na ziemi, a ja tak jakby nie posłuchałem.
- Harry Jamesie Potterze! - Molly zbeształa go takim głosem, że nawet Harry zrozumiał maminy ton "jesteś w tarapatach, młody człowieku". - To było bardzo niebezpieczne!
- Szczególnie, gdy niemal nie rozbił się o ścianę zamku w celu ratowania głupiego świecidełka - jedwabisty głos rozległ się za nim i Harry spojrzał z wyrzutem na profesora.
Snape uśmiechnął się złośliwie. To powinno pokazać Weasleyom, że Książę Potter nie jest takim aniołkiem.
Rzeczywiście, Molly wyglądała na jeszcze bardziej zaniepokojoną.
- Harry! Czy to nie był twój pierwszy lot na miotle? Co jeśli nie byłbyś w stanie zatrzymać się na czas? Mogłeś zostać ranny! Obiecaj mi, że więcej nie zrobisz czegoś tak głupiego, albo nie będę mogła przestać się o ciebie martwić.
Harry spuścił głowę, ale wewnątrz siebie był rozradowany. Wszyscy ci ludzie martwili się o niego! Nawet, gdy besztali go, robili to dlatego, że byli przerażeni, że mógł zostać ranny. To było świetne!
- Obiecuję - powiedział, gdy Molly wyciągnęła delikatną dłoń i dotknęła jego podbródka. Uśmiechnął się do jej niespokojnych oczu. Ona naprawdę go lubiła! – Nie zrobię tego znowu, naprawdę – powiedział, próbując ją uspokoić. - Profesor Snape widział to i był bardzo wściekły! Dał mi klapsa i w ogóle.
Nagle temperatura w pomieszczeniu spadła o kilka stopni, gdy dwójka Weasleyów spojrzała na Snape gniewnie. Odpowiedział im tym samym. Nie miał zamiaru się tłumaczyć. Niech idą krzyczeć na Dumbledore'a, jeśli chcą zakwestionować jego opiekę.
- Pff - prychnęła Molly, rzucając Snape'owi wściekłe spojrzenie. - Harry, kochaneczku, chcesz pomóc mi przynieść napoje? Piwo kremowe ma tendencję do syczenia, gdy jest przywołane.
Harry skinął głową zgodnie i zeskoczył z kolan Snape'a. Pani Weasley była tak miła jak zapamiętał, a pan Weasley też się taki wydawał. Może nie powiedzą profesorowi Snape'owi, by był dla niego zbyt surowy.
- Rozumiem, że już miał kłopoty - powiedział cicho Artur, gdy Harry wyszedł z pokoju. - Masz wątpliwości?
Snape nie chciał nic przyznać Weasleyowi.
- Trudno oczekiwać, by jedenastoletnie dziecko było wzorem stosownego zachowania.
- To brzmi tak, jakby to było bardzo dobrze jasne dla Harry'ego - powiedział neutralnie starszy mężczyzna.
Harry i Molly w tym momencie wrócili i rozmowy zostały wznowione, głównie na temat wspomnień starszych Weasleyów z Hogwartu i ich przygodach. Harry słuchał z radością, z przyjemnością dowiadując się więcej o nowej szkole, podczas gdy Severus patrzył na swoje piwo kremowe i pragnął, by ten wieczór dobiegł końca.
Kiedy przenieśli się do stołu, jęczącego pod taką ilością jedzenia, która mogłaby wyżywić armię - albo cały klan Weasleyów - Harry zatrzymał się z tyłu.
Snape spojrzał na niego, ale kiedy chłopak nie dołączył do nich do stołu, zatrzymał się przy nim.
- Co się stało? - zapytał niecierpliwie, ściszając swój głos. - Potrzebujesz do toalety?
Harry potrząsnął głową.
- Gdzie powinienem pójść? - wyszeptał.
Snape zmarszczył brwi z zakłopotaniem.
- Co masz na myśli?
- Czy mam iść do kuchni? Mógłbym zacząć myć garnki, jeśli mogę albo zaczekać w salonie, jeśli Weasleyowie chcą? Albo do pokoju Rona?
- O czym ty mówisz?
Harry westchnął. Czasami dorośli, nawet profesor Snape, potrafili być tacy powolni.
- Gdy będziecie jeść. Co mam robić? Wracając do Dursleyów, zawsze zostawałem wysyłany do mojej komórki, kiedy goście byli na kolacji, ale tutaj nie wiem, gdzie iść. Czy powinienem zaczekać w pokoju Rona, czy myśli pan, że powinienem zacząć sprzątać kuchnię?
- Dołączysz do nas przy stole - powiedział Snape zbyt zaskoczony, nawet by obrażać dzieciaka. - Zostałeś zaproszony na kolację, nie by oglądać jedzących dorosłych, podczas gdy ty będziesz zachowywać się jak skrzat domowy.
- Ale... Ma pan na myśli, że mam jeść z wami? Razem? - szczęka Harry'ego opadała. Był zaskoczony i zadowolony, kiedy mógł dołączyć do dorosłych przy kremowym piwie i przekąskach. Nigdy nie wyobrażał sobie, że naprawdę będzie mógł usiąść przy stole przy posiłku.
Teraz ich ciche têtê-â-têtê zostało zauważone przez Weasleyów.
- Wszystko w porządku, Severusie? - spytał Artur, podczas gdy Molly patrzyła na Snape'a nieufnie. Bezceremonialny komentarz Harry'ego o klapsach zapalił w niej wątpliwości.
- Tak - odpowiedział Snape tonem, który prowokował ich do zakwestionowania go. Położył rękę na ramieniu Harry'ego i pociągnął go za sobą, mówiąc cicho. - Usiądziesz przy stole i będziesz zachowywał się jak dżentelmen. Patrz na mnie lub na Weasleyów, jeśli nie wiesz, jak trzymać sztućce i nie pochłaniaj jedzenia jak wygłodniała bestia - dodał Snape na koniec, pamiętając jak wygląda Ron przy stole Gryffindoru.
Harry oszołomiony przyjął wskazane krzesło. To było niespotykane. Rzucił niepewne spojrzenie na Weasleyów, bardziej niż w połowie przekonany, że Severus zrobił błąd, a oni odeślą go od stołu. Ale Artur uśmiechał się do niego, a Molly już przekazywała mu koszyk z bułkami. Harry wziął jedną, a jego promienny uśmiech wywołał łzy w oczach Molly.
Harry radził sobie całkiem dobrze, rozważając wszystkie rzeczy. Ostrożnie obserwował Snape'a, a profesor zwolnił ruchy, by ułatwić dzieciakowi naśladowanie go. Weasleyowi natychmiast zauważyli, co się dzieje i nawet Molly zaczęła myśleć, że myliła się na temat Snape'a. Wtedy Harry spróbował opuścić na talerz pieczeń wołową i skrzywił się.
- Wszystko w porządku, kochaneczku? - zapytała zmartwiona Molly. - To jest zbyt ciężkie. Arturze, pomóż mu.
- Dziękuję - powiedział grzecznie Harry, nabijając kawałek mięsa, gdy zobaczył, jak profesor Snape to robi.
- Czy wszystko w porządku?
- Tak - powiedział Harry wesoło. U jego boku Snape stłumił jęk, wiedząc, co będzie dalej. - Jestem jeszcze trochę obolały od dzisiejszego popołudnia.
- Obolały! - powtórzyła Molly wyższym tonem, jej oczy zabijały furią Severusa. Naturalnie, usłyszawszy, że Harry został uderzony tego dnia, doszła do wniosku, że miał na myśli następstwo tej kary. - Nadal cię boli?
- Tak - przyznał Harry zupełnie nieświadomy obecnych zawirowań wokół niego. - Profesor Snape mówi, że to trochę potrwa, póki się nie przyzwyczaję. Chociaż dał mi jakiś balsam na moją pupę. Bolała nawet bardziej niż moje plecy i ręce.
Artur rzucił jedno spojrzenie na twarz swojej żony i już był na nogach, ciągnąc ją do kuchni.
- Eee, Severusie, zechciałbyś nam pomóc. Po prostu jedz dalej, Harry - polecił spokojnie, - zaraz będziemy z powrotem.

CDN...