sobota, 17 grudnia 2016

NDH - Rozdział 26



Zanim Harry wyszedł z łazienki, pokonały go zmartwienia. Dlaczego był na tyle głupi, by to powiedzieć? Z pewnością nie była to rzecz, którą mówią głośno szanujący się mężczyźni powyżej trzeciego roku życia. Fakt, że profesor nie krzyknął z obrzydzeniem i nie odepchnął go - jak zrobiliby Dursleyowie, - było wystarczającą oznaką tego, co czuł profesor, wraz z jego wcześniejszym milczącym wyznaniem. Harry naprawdę musiał się nauczyć, jak nie wygadywać takich rzeczy. Był tak zażenowany, że wyszeptał tylko ciche dowodzenia do Snape'a i Rona, zanim uciekł z komnat.
Cóż. To było to. Snape patrzył za małym bachorem z mieszaniną ulgi i bólu. Oczywiście miał rację. Dzieciak był zdezorientowany i zwyczajnie wyrzucił z siebie słowa, nie mając pojęcia o tym, co mówi. Nie miały żadnego znaczenia, o czym świadczyło szybkie odejście chłopaka w perspektywie dołączenia do kolegów z klasy. Najwyraźniej bachor był zbyt szczęśliwy na myśl o ucieczce od jego obecności  i nie czuł ani chęci ani obowiązku, by zwlekać.
Dobrze. Bardzo dobrze. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował była kolejna komplikacja. Naturalnie chłopak zarezerwował swoje łagodniejsze uczucia dla Molly - i jego kundla chrzestnego, gdy ci dwaj się spotkają. Snape był Złym Nietoperzem, osobą trzymającą w ryzach, okropnym draniem, który właśnie zabronił chłopcu pierwszego meczu Quidditcha. Snape prychnął. Jak mógł sobie wyobrażać, że chłopak będzie szczery? Prawdopodobnie czuł tylko ulgę, że Snape nie dał mu gorszej kary za wybuch, co ci nikczemni mugole zrobiliby bez wahania. Słowa były motywowanie przez samą ulgę, nic więcej.
Snape skinął stanowczo głową, nie zważając na dziwne spojrzenie Rona. Był zadowolony. Tak. To właśnie czuł. Przyjemność i ulgę. To było to. Nie rozczarowanie, czy ból. Mimo wszystko wiedział, że nie umie kochać. Jak absurdalnie byłoby czuć zdenerwowanie, gdy dopiero co ukarany za wybuch bachor okazał się bełkotać histerycznie. Nie denerwował się, gdy chłopak wykrzykiwał obelgi; czemu się zezłościł, gdy dzieciak - w bardzo ślizgoński sposób - spróbował odwrotnej taktyki.
Otrząsnął się. Żadnych więcej introspekcji. Czuł Ulgę i Zadowolenie. Mógł udawać, że chłopak nigdy tego nie powiedział. Nic się nie zmieniło i nie zmieni.
- Choć, Weasley - warknął tak, jakby rudzielec nie czekał cierpliwie przez dziesięć minut, podczas gdy profesor był zamyślony. - Nie marudź.
W drodze do wieży, zakłopotanie Harry'ego zmniejszyło się odwrotnie proporcjonalnie do odległości od profesora. Zanim dotarł do Grubej Damy miał do ustach dość głupkowaty uśmiech. Profesor go kochał. Nie tylko tolerował. Nie tylko akceptował. Nawet nie tylko lubił. Profesor go kochał. Praktycznie to przyznał, a kiedy Harry wypowiedział te słowa, oddał uścisk.
Prawda. A to oznaczało, że Harry naprawdę musi dobrze się zachowywać. Nie tyle z obawy, że profesor Snape go odeśle, ale bardziej dlatego, że Harry nie chciał zrobić rzeczy, które zagroziłyby tej miłości.
Chociaż, rozumował Harry, jeśli bycie ściganym przez trolla sprawiało, że mężczyzna całą noc opowiadał historie o osobach, które lubił i kilku, których nie lubił (w kilku opowieściach o Jamesie brali udział jego przyjaciele, nawet jeśli nie byli zaangażowani w działania powiązane z Severusem), a potem przy jego stole miał miejsce wybuch furii i to nie zmniejszyło jego uczuć, więc trudno było sobie wyobrazić, że zrobi to zawalony test lub bycie bezczelnym.
A poza tym, profesor Snape naprawdę nie wydawał się osobą, która łatwo się rozmyślała. Usta Harry'ego zadrżały. Tak było z jego karami. Naprawdę mógł zobaczyć, jak mężczyzna podąża na boisko Quidditcha i zaklęciem zrzuciłby go z miotły na oczach wszystkich.
Harry westchnął. Podejrzewał, że gdy początkowa, pełna niedowierzania radość z posiadania kogoś, komu naprawdę na nim zależy, opadnie, zacznie rozumieć, dlaczego innie dzieci wydawały się stale narzekać na rodziców, ale to było w porządku. Harry nie był aż tak głupi, by myśleć, że nie potrzebuje żadnej pomocy - w nauce o nowym świecie, nie mówiąc o rzeczach związanych z śmierciożercami i Lordem Volauventem - a profesor Snape zdawał się brać swoje obowiązki wobec Harry'ego bardzo poważnie. Harry był gotów pogodzić się z niektórymi zasadami, a nawet pewnymi karami, jeśli to oznaczałoby, że po raz pierwszy ktoś będzie o niego dbał.
- No, mój drogi, wyglądasz na bardzo szczęśliwego, jak na kogoś, kto zeszłej nocy był bardzo niegrzeczny - powiedział portret z wyrzutem. - Byliśmy bardzo zaniepokojeni tym, że nie mogliśmy cię znaleźć!
- Wiem. Przepraszam - powiedział Harry ze skruchą, przypominając sobie, jak portrety dokładały wszelkich starań, by im pomóc. - Mam przez to okropne kłopoty - rzekł, chcąc ugłaskać zwykle łagodną czarownicę.
- I zasłużyłeś na to - pociągnęła nosem. Ale moment później pochyliła się do przodu ze spojrzeniem pełnym troski, przekraczającym jej możliwości. - Czy profesor Snape był dla ciebie bardzo ostry?
Harry patrząc, jak Dudley manipuluje ciotką nauczył się kilku rzeczy. Nałożył na twarz przygnębiony wyraz i westchnął, wystawiając lekko dolną wargę.
- Och, mój drogi - portret kupił to natychmiast. - Był, prawda?
Harry pociągnął nosem i potarł tyłek. Tylko dlatego, że teraz nie bolał - i jakieś pięć minut od klapsa też, - nie negowało faktu, że został uderzony, a zatem mógł wykorzystać całe współczucie, które mógł wydoić. To była jasna Dziecięca Zasada, taka jak ta, która mówiła, że jeśli liścik nie zostanie wysłany do domu, żadne psoty w szkole - albo ich następstwa, - nie musiały być mówione rodzicom albo ta zasada, mówiąca, że mogą być brane pod uwagę pierwsze trzy ostrzeżenia rodzica, a za brak uwagi zapłaci się dopiero, gdy zacznie się prawdziwe liczenie.
- Och, mój mały biedaku! - Poprzednia uraza portretu została zapomniana i kobieta spojrzała na niego z niepokojem.
Harry westchnął.
- I muszę być przez tydzień pod opieką oraz nie mogę zagrać w dzisiejszym meczu ani latać przez cały tydzień - powiedział smutno.
- No, no - potrząsnęła głową ze współczuciem. - Czas szybko przeleci, zobaczysz. A poza tym...
Harry pokiwał głową, wiedząc, co nadchodzi.
-... Zasłużyłem sobie na to - wtrącił, podejrzewając, że będzie to mówił większości kadry, portretom i duchom, zanim zostanie mu w pełni wybaczone to, że przestraszył ich tak bardzo.
Wiedźma zamrugała.
- No, tak. Najważniejsze jest to, że wszystko się skończyło i jesteś bezpieczny. I naprawdę, szlaban skończy się zanim się zorientujesz - powiedziała zachęcająco, otwierając drzwi i nawet nie zadając siebie trudu, by pytać o hasło.
- Dziękuję - powiedział grzecznie Harry, wchodząc do środka. Naprawdę było miłe to, że dla odmiany miał po swojej stronie jakiś ludzi - nawet jeśli niektórzy byli tylko namalowani.
- Harry! - Ledwo wszedł do pokoju wspólnego, a już został otoczony przez praktycznie wszystkich jego współlokatorów.
- Wszystko w porządku?
- Co ty sobie myślałeś?
- Co ci zrobił Snape?
- Byłeś ranny?
- Opowiedz nam wszystko!
Następnie rozległ się nowy głos:
- HARRY!
Tłum rozstąpił się z szacunkiem. Hermiona przemknęła przez środek i wzięła Harry'ego do gwałtownego uścisku - podobnego do tego uścisku, który dał mu Snape, kiedy spotkał go pierwszy raz z trollem/pandą.
- Cześć, Hermiono - powiedział cicho Harry, raczej oszołomiony przez troskę, którą wszyscy mu okazywali.
- Wszystko w porządku? - zapytała, uwalniają go, ale mierząc go zaniepokojonym wzrokiem. - Profesor McGonagall powiedziała, że z tobą i Ranem wszystko okay, ale...
- No, dalej, Harry, siadaj i opowiadaj! Przy śniadaniu Ron podał nam swoją wersję, ale Hermiona nie chciała nic powiedzieć, aż przyjdziesz. W porządku? - Oliver Wood zdołał odgonić wszystkich z kanapy.
Hermiona i Harry posłusznie usiedli w centrum – znaczy, na kanapie, - i przygotowali się do opowiedzenia historii.
- Wszystko ze mną okay – powiedział Harry, patrząc z wdzięcznością na krąg zainteresowanych twarzy. Zająkał się, gdy dostrzegł drużynę Quidditcha. – N-naprawdę przepraszam – powiedział niepewnie, patrząc niespokojnie na Wooda. – Wiesz, że nie mogę latać przez tydzień i w dzisiejszym meczu, prawda? Przepraszam, że was zawiodłem.
Oliver wzruszył ramionami.
- Wszystko gra, dzieciaku. Byłoby fajnie, gdybyś grał, ale gdy wczoraj usłyszałem, kto zaginął, już wtedy zakładałem, że będziemy musieli dokonać wymiany – uśmiechnął się szeroko. – Cieszę się, że masz szlaban tylko na jedną grę!
- Tak, Harry! – wtrąciła się Katie Bell. – Gdyby ten troll cię dorwał, nie mógłbyś grać przez dużo dłuższy czas!
Harry pokiwał głową z zakłopotaniem, wymieniając spojrzenia z Hermioną. Miał przeczucie, że będzie to słyszał przez jakiś czas.
- A poza tym, dzieciaku – wyszeptał Oliver, przysuwając się bliżej, - pomyślałem, że gdy tylko Snape dostanie cię w swoje ręce, nie będziesz w stanie siedzieć dzisiaj na miotle, ze szlabanem czy też bez. – Mrugnął do chłopaka i wyszczerzył się, gdy ten się zarumienił. – Tak myślałem – powiedział z zadowoleniem.
- Nic mi nie jest – zaprotestował Harry, cały zaróżowiony. – Ale tak, był bardzo zły.
- Zacznijcie od początku – poprosił Neville, a Harry i Hermiona posłuchali.
Minęła niemal godzina zanim opowiedzieli historię, powtórzyli wszystko i zakończyli, ale w końcu reszta Domu zmyła się, a Harry i Hermiona zostali sami.
- Naprawdę wszystko z tobą w porządku? – zapytał z niepokojem, zerkając na jej nadgarstek.
Przytaknęła, zginając staw, by to udowodnić.
- To aż dziwne, że skręcony nadgarstek można tak szybko naprawić – powiedziała Hermiona z niedowierzaniem. – Znaczy, wiem, że codziennie ćwiczymy magię, ale potem dzieje się coś takiego i naprawdę idzie zobaczyć, jaka jest różnica. – Nagle jej spojrzenie stało się ostrzejsze. – A ty? Nic ci nie jest?
Harry wyszczerzył się.
- Tak. Profesor Snape zezłościł się i naprawdę mocno nas skrzyczał, ale najpierw upewnił się, że zjedliśmy kolację, zagoił skaleczenie Rona, a teraz zabrał go, by kupić nową różdżkę.
- Powiedziałeś mu, dlaczego nie chciałeś iść na  ucztę? To z powodu twoich rodziców, prawda? – zapytała Hermiona, patrząc na niego ze zmartwieniem.
- Tak – przyznał Harry, rumieniąc się znowu na myśl, że Hermiona wiedziała o tym cały czas. – I był świetny. Poprosił do kwater profesor McGonagall, gdy Ron już zasnął i oboje opowiadali mi historie o rodzicach praktycznie przez całą noc.
Hermiona uśmiechnęła się, a jej brązowe oczy były wypełnione ciepłem.
- Naprawdę o ciebie dba. Wiesz o tym, prawda?
Harry spuścił wzrok, zakłopotany i zachwycony jednocześnie.
- Tak – wyznał cicho. – Powiedział coś takiego.
Hermiona zamrugała.
- Naprawdę? On… ech… nie wydaje się być takim typem osoby, która chodzi po korytarzach i rozgłasza takie rzeczy.
- Nie jest taki, naprawdę, ale trochę, eee… zdenerwowałem się, gdy zdałem sobie sprawę, że nie mogę grać w dzisiejszym meczu. I, cóż, po tym, jak powiedziałem tą całą masę rzeczy, których tak naprawdę nie myślę, on był taki wspaniały i, no, to trochę mi się wymsknęło.
- Och, Harry! – Hermiona ponownie owinęła wokół niego ramiona. – Tak się cieszę!
- Miono! – syknął zszokowany Harry. – Ludzie patrzą!
Puściła go, choć wciąż była rozpromieniona, a jej oczy podejrzanie wilgotne.
- To po prostu takie miłe… Że teraz macie siebie.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Tak, naprawdę miłe.
W kolejnej chwili uśmiechnęli się do siebie idiotycznie, ale potem oczy Hermiony rozszerzyły się.
- Och! Harry! Powiedzieli ci o dzisiejszym dniu? Jak masz mi pomóc ze szlabanem?
Harry zmarszczył brwi.
- Huh?
Hermiona wyglądała na kolejno zakłopotaną i zirytowaną.
- Muszę napisać esej! – oznajmiła.
Harry wzruszył ramionami.
- Tak jak ja i Ron. Trzy stopy na temat tego, co zrobiliśmy źle. I będziemy mięli nadzór. I ja nie mogę latać przez tydzień, a Ron jeść budyniów.
Hermionie opadła szczęka.
- Żadnych słodyczy przez cały tydzień? Czy Ron może to przetrwać?
Harry wyszczerzył się.
- Ponieważ alternatywą jest Percy, który będzie odprowadzał go z zajęć oraz skrzaty domowe, które będą go karmić, myślę, że da rady to znieść.
- Ooooch! – Hermiona zadrżała. – Profesor Snape jest naprawdę surowy!
- Więc ty też będziesz miała nadzór? – zapytał Harry.
Hermiona pokiwała głową.
- Mam taką karę jak wy, poza tym, że nie mam szlabanu na coś na tydzień, tylko muszę napisać kolejny esej, a także… - Ściszyła głos z zakłopotaniem.
To miało trochę sensu. Hermiona nie robiła wielu rzeczy, na które dorośli się nie zgadzali. Zjadła mniej słodyczy niż prawdopodobnie każdy w całym roku i zawsze uczyła się i czytała… Co takiego mogli jej zakazać? Harry spojrzał na nią z troską. Najwyraźniej czuła się czymś głęboko upokorzona. Co to mogło być?
- Hermiono? Co jest? O czym musisz napisać?
Hermiona zarumieniła się lekko.
- Będziecie się śmiać. Ty i Ron.
- Nieprawda – namawiał. – No daj spokój, Hermiono.
- Profesor McGonagall kazała mi napisać cały esej o Quidditchu! – wypaliła. – I muszę iść na mecze i treningi przez cały tydzień!
Harry starał się.
Naprawdę się starał. Ale mimo wszystko miał tylko jedenaście lat i bezradnie zaczął się śmiać.
- R-Ron oszaleje, gdy o tym usłyszy – wykrztusił.
- Harry Jamesie Potterze! To wcale nie jest śmieszne! – Hermiona była teraz cała różowa z oburzenia. – Wiesz, jak bardzo profesor McGonagall kocha tę grę. Jeśli napiszę cokolwiek źle w eseju to pewnie przedłuży mi karę na kolejny tydzień! To dlatego musisz iść ze mną na mecz i wszystko wyjaśnić!
Ostatecznie, Harry zdołał stłumić chichot i zaczął wyjaśniać jej zasady gry. Zaniepokoił się nieco, gdy Hermiona wyjęła pióro i atrament i zaczęła robić notatki z taką samą uwagą, jaką poświęcała profesorom, a podstawowa wiedza Harry’ego na temat gry szybko się wyczerpała. Przyniósł z dormitorium kilka książek i czasopism Rona o Quidditchu, wiedząc, że rudzielec na pewno podzieliłby się nimi z dziewczyną i zanim zaczął się mecz, Hermiona wchłonęła na tyle generalne pojęcie gry, by wiedzieć, czego się spodziewać.
Jakieś pół godziny przed meczem, przybiegł do nich tryskając energią Ron.
- Wierzba i włos jednorożca! – krzyknął, wywijając swoją nową różdżką.
- To świetnie, Ron! – wykrzyknął Harry.
- Jest piękna. Jestem pewna, że teraz  będziesz umiał wszystkie zaklęcia za pierwszym razem – dodała Hermiona.
- Dzięki! – Ron promieniał dumą. – A to jest dla was. – Podał im po małej paczuszce.
- Co to? – zapytał z ciekawością Harry, podczas gdy Hermiona badała opakowanie.
- No, twój ta… eee, profesor powiedział, że… - Ron pogłębił swój głos w całkiem niezłej imitacji Snape’a, - „Ponieważ głupie dzieciaki upierają się, by nosić różdżki w swoich tylnych kieszeniach, to oczywiście nie można wam ufać w decyzji, gdzie będziecie trzymali swoje własne różdżki”. Więc kupił nam wszystkim kabury na nadgarstek. Czy to nie świetne? – Szarpnął nadgarstkiem i jego różdżka wpadła w jego dłoń.
- Fantastyczne! – wykrzyknął Harry z szeroko otwartymi oczami.
- Och! – Twarz Hermiony rozpromieniła się. – To bardzo ułatwi połączenie różdżki z odpowiednimi ruchami dla każdego zaklęcia.
- Tak i szybciej wyciągnie się ją w walce! – wyszczerzył się Harry.
- Naprawdę miło ze strony profesora, że dał każdemu z nas jedną – skomentowała Hermiona, zerkając na Harry’ego z ukosa.
- No – zgodził się Ron. – Ale powiedział też, że jeśli kiedykolwiek zauważy, że ich nie używamy to da nam szlaban. Upsss… Mecz! Muszę iść! – Ron rzucił się w stronę boiska do Quidditcha, gdzie miał być drużynowym chłopcem na posyłki przez ten jeden dzień. Jeden pierwszoroczny uczeń był wyznaczany, by pomagał w tym charakterze podczas każdej gry i była to bardzo pożądana nagroda. Ron był zachwycony, gdy wygrał w specjalnej loterii i niemal rozpłakał się z ulgi, gdy profesor Snape potwierdził, że wciąż może piastować tą rolę.
Po zamocowaniu kabury do przedramienia i poćwiczeniu wyjmowania i chowania różdżki, Harry i Hermiona udali się na boisko w nieco spokojniejszym tempie. Hermiona wciąż zerkała na swoje notatki i mruczała do siebie.
- Tłuczek… Pałkarze… Znicz… Szukający…
Harry wywrócił oczami.
- Wyluzuj, Hermiono. To tylko mecz. Nie będziesz dzisiaj miała z tego quizu, dobra?
Mimo to, gdy dotarli na boisko, nawet Harry był zaskoczony, gdy zobaczył ogromne trybuny wypełnione dopingującymi, krzyczącymi uczniami. Hermiona spojrzała na sektor Gryfonów, ale było widać, że przez wszystkie te krzyki nie było możliwości, by usłyszała jego wyjaśnienia na temat gry. Rozglądając się, spojrzenie Harry'ego padło na jedne z najwyższych miejsc.
- Tam! - wskazał i pociągnął dziewczynę na najwyższy poziom trybun. Tylko kilku uczniów stało wokół tamtej balustrady i żaden nie był blisko. Z tej wysokości mieli widok na całe boisko i mimo że było słychać krzyki innych, były one na tyle ciche, że mogli we dwójkę rozmawiać. Słyszeli też komentatora, ale Harry był w stanie łatwo go przekrzyczeć.
- Chodź - powiedział Harry, przerzucając jedną nogę przez poręcz i usiadł na niej tak, jak robili to inni uczniowie.
- Och, Harry, nie jestem pewna, czy tak wolno. Co jeśli spadniesz? - Hermiona zmarszczyła brwi.
Harry westchnął. Były momenty, w których posiadanie dziewczyny jako najlepszej przyjaciółki było męczące.
- Wszyscy tak siedzą! Patrz - praktycznie jesteśmy tuż nad boiskiem. To wspaniałe. Zobaczysz całą akcję.
Hermiona przewróciła oczami. Chłopcy! Były tam idealne, wygodne siedzenia, ale nie, oni musieli siedzieć jak na grzędzie na barierce, tyłem na krzesłach, a inaczej zachowywali się jak kompletne głupki.
- Och, w porządku - mruknęła, nie chcąc drażnić Harry'ego, kiedy potrzebowała jego mózgu, by przejść przez całą nadchodzącą grę.
^^^
Gra trwała i nawet Hermiona zaczęła być podekscytowana, gdy wyniki były podobne. W szczególności Harry opierał się jak najdalej na balustradzie, starając się dostrzec znicza, by dać sygnał swoim kolegom.
Nagle, w środku szczególnie napiętej części gry, Harry poczuł gwałtownie pchnięcie. Chwycił się barierki, na której siedzieli i otworzył usta, by skarcić Hermionę, ale był zaskoczony, widząc, że siedziała poza zasięgiem rąk, a jej uwaga była całkowicie skupiona na grze.
- Hermiono? - zaczął niepewnie, ale zanim Harry był w stanie powiedzieć coś więcej, został gwałtownie zrzucony przez ogromne szarpnięcie tak, jakby sama ziemia sięgnęła po niego i pociągnęła do przodu.
Z zaskoczonym okrzykiem zaczął spadać w kierunku będącej daleko ziemi.
- Wingardium Leviosa! - Harry usłyszał za sobą niewyraźny krzyk Hermiony, po czym zaczął zwalniać. Zawisł na pełną napięcia chwilę, po czym w cudowny sposób zaczął wznosić się w kierunku poręczy.
Uniósł się tylko na kilka stóp, jednak ta sama siła chwyciła go ponownie i złamała zaklęcie lewitujące Hermiony. Krzyknął ponownie, opadając gwałtownie, tylko po to, by ponownie podskoczyć i zatrzymać się. Udało mu się przekręcić i zobaczyć, ściągniętą i bladą twarz Hermiony, którą patrzyła na niego, z wyciągniętą różdżką i każdą uncją woli skoncentrowaną na swoim zaklęciu.
Uniósł się gwałtownie w górę o kilka stóp, po czym opadł. Miał wrażenie, jakby dwa niewidzialne giganty toczyły wojnę w przeciąganiu liny, jakby był szmacianą lalką, o którą między sobą walczą. Gdyby nie wyraz szczerego przerażenia na twarzy Hermiony, mógłby pomyśleć, że to jakiś żart bliźniaków - mimo wszystko, jak miał się dowiedzieć, czy takie latanie wte i wewte jest normalne w świecie czarodziejów.
Tak niezwykle niewiele pod nim trwał mecz Quidditcha. Reszta szkoły nawet nie zauważyła dramatu, który rozgrywał się wysoko na trybunach, zachwyceni zaciętą grą.
Harry czuł wysiłek, jaki wysiłek jego przyjaciółka wkładała w zaklęcie - jego ciało zaczęło unosić się, jakby grawitacja nie miła na niego wpływu, ale po paru sekundach, coś blokowało zaklęcie Hermiony, grawitacja wracała ze wzmożoną siłą i jego nagle ciężkie ciało z niewidzialną pomocą leciało ku dołowi z dzikim szarpnięciem... tylko po to, by ponownie znaleźć się w stanie nieważności, gdy Hermiona znów rzuciła zaklęcie. Po sześciu takich zmianach, Harry był dobre sto stóp bliżej ziemi i zaczął odczuwać mdłości przez nagłe przejścia między pływaniem w powietrzu a spadaniem. Zaczął się martwić, co mogłoby się stać, gdyby zwymiotował w swojej aktualnej pozycji. Nie mógł sobie wyobrazić, że zespół pozytywnie zareaguje na prysznic z wymiocin.
Harry zamknął oczy, chcąc uspokoić żołądek, podczas gdy przeciwstawne siły ze sobą, ale szybko otworzył je z powrotem, gdy brak informacji wzrokowych pogorszył jego nudności. Wyciągnął szyję, by zobaczyć, jak radzi sobie Hermiona i był przerażony i zaniepokojony tym, co zobaczył.
Jego przyjaciółka wyglądała okropnie; jej twarz była szara i wyciągnięta z wysiłku, jakby to z nią brutalnie się obchodzono, a nie z nim. Nos Hermiony zaczął krwawić, ale jej uwaga była skupiona na Harrym. W kółko szeptała zaklęcie, próbując wyrwać go na wolność, niezależnie od złośliwej siły, która starała się wciągnąć go do śmierci.
Ale to nie wystarczyło.
Przez doznania, które ciągnęły go w górę i w dół, Harry mógł powiedzieć, że uścisk Hermiony słabł. Każde pociągnięcie w stronę ziemi było silniejsze niż poprzednie i wiedział, że następne szarpnięcie - być może właśnie to, - wyrwie go z jej słabnącego uścisku i już nic nie powstrzyma go przed spadnięciem jak kamień i rozbiciem głowy o będącą daleko ziemię.
Właśnie wtedy przemknął obok niego złoty blask i zobaczył go ślizgoński szukający. I zobaczył też Harry'ego.
Zatrzymał się z szarpnięciem, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami, a szukająca Gryfonów, łapczywie oglądająca się za zniczem, podążyła za jego wzrokiem.
- HARRY! - krzyknęła w szoku, a to sprawiło, że reszta odwróciła się i zobaczyła go.
Harry usłyszał przekleństwa Flinta, dochodzące z miejsca, gdzie się zatrzymał w powietrzu, a potem bliźniacy Weasley, Flint i oboje szukający zmierzali ku niemu z rozpaczliwą prędkością, a reszta zespołu tuż za nimi.
Ale gdy zobaczył, że nadchodzą, poczuł, że uchwyt Hermiony ciągnie go po raz ostatni i został ciśnięty w kierunku ziemi ze zwariowaną prędkością. Wiedział, że gracze nigdy nie dotrą do niego na czas.
- WINGARDIUM LEVIOSA! - Ostatni krzyk Hermiony rozbrzmiał w jego uszach, kiedy uniósł ramiona w daremnej próbie odparcia ataku, który spieszył w jego kierunku.
^^^
Snape wymienił kolejne wściekłe spojrzenie z Minervą, podczas gdy ich drużyny walczyły o dominację.
- Byłoby miło, gdyby twoja drużyna nauczyła się kiedyś, jak grać bez faulowania swoich przeciwników przy każdej okazji - skomentowała złośliwie.
- Byłoby miło, gdyby twoja drużyna nauczyła się kiedyś, jak grać - odparł i uśmiechnął się wrednie, gdy jej oczy zwęziły się niebezpiecznie.
- Och, nie - Minerva przerwała, mamrocząc irlandzkie przekleństwa, gdy dostrzegła wyraz twarzy szukającego Ślizgonów. - Zauważył go.
Snape spojrzał na tą scenę groźnie. Co za idiota - wiedział, że lepiej, by jego twarz nie ujawniała czegokolwiek drugiej drużynie! O czym on myślał, że gapił się w taki sposób, ujawniając tym samym, że dostrzegł nieuchwytną, złotą piłeczkę? Można by pomyśleć, że nigdy wcześniej nie widział znicza... A to co do diabła było?
- Harry! - sapnęła Minerva, gdy Snape patrzył niedowierzającym wzrokiem i starał się uporać z tym, co widzi.
W jakiś sposób Potter lewitował nad boiskiem na nieprawdopodobnie dużej wysokości i był ciskany w tę i z powrotem między dwoma niewidzialnymi siłami. Czujny wzrok Snape'a szybko dostrzegł dziewczynę z buszem na głowie i jej różdżkę, ale kto kontrolował drugą siłę. Kto próbuje sprawić, by Harry upadł z takiej wysokości na pewną śmierć?
Gdy eksplodowały wokół niego krzyki i wrzaski, reszta publiczności w końcu zobaczyła, dlaczego wszyscy gracze porzucili grę i śmigali w kierunku trybun z największą możliwą prędkością, podczas gdy Snape był zajęty przeglądaniem tłumu. Gdzie... Gdzie... Tam! Ten idiota z turbanem! Quirrell patrzył nieruchomo na Harry'ego i mimo że Snape nie mógł usłyszeć rzucanego zaklęcia, nie miał wątpliwości, co do tego, kto jest za to odpowiedzialny. Snape poczuł, że zalewa go mordercza fala furii, wzmocniona przez fakt, że jąkający się wrak miał czelność próbować zabić Pottera siedząc tuż obok, na trybunach nauczycieli. Zrobił dwa kroki w prawo i gwałtownie wyprostował rękę.
Uderzył prosto w prawą łopatkę Quirrella i nauczyciel OPCMu spadł z siedzenia. Z zaskoczonym okrzykiem stoczył się po stromym zboczu, a jego okryta turbanem głowa i pokryty szatą tyłek boleśnie uderzały na zmianę o trybuny, aż upadł nieprzytomny u podstawy schodów.
^^^
Nawet gdy powtarzała gorączkowo zaklęcie, Hermiona wiedziała, że to nie ma sensu. Drugi czarodziej - lub czarodziejka, - był zbyt potężny. Zaskoczyła go swoim zaklęciem i ten szok pozwolił jej przyciągać Harry'ego przez kilka sekund, ale teraz pozbierał się, a ta ostatnia fala niemal powaliła ją na ziemię, powodując, że Harry opadł gwałtownie o kilka pięter. Czuła, że jej własną magia wycieka z niej wraz z wysiłkiem. Pozostało bardzo niewiele, ale zacisnęła zęby i ponownie rzuciła zaklęcie. Będzie walczyć tak długo, póki nie zostanie w niej ani jedna iskra magii.
W cudowny i zadziwiający sposób, kiedy tym razem chwyciła Harry'ego nie doznała sprzeciwu. Czuła, jak jego postać opada, ale po raz pierwszy złowroga siła nie wyrywała go od niej aktywnie. Była zbyt zmęczona, by mieć nadzieję, że wciągnie go z powrotem na miejsce, ale przynajmniej mogła kontrolować jego upadek.
^^^
Gdy tylko Quirrell został zneutralizowany, Snape rzucił w stronę Harry'ego sznur magii, czując, że Minerva, Dumbledore i kilku innych członków kadry robi to samo. Reszta - w tym wielu uczniów - rzuciła uroki amortyzujące na całe boisko i wśród nich wszystkich Harry opadł na boisko raczej szybciej, niż chciałby tego Snape, ale na tyle wolno, by mocno nie ucierpiał.
Harry wylądował i od razu padł na kolana, wyczerpany zarówno fizycznie jak i psychicznie przez niemal zabójcze przeciąganie go między siłami. Kilka sekund później opadł koło niego Flint, Wood i reszta.
Snape był na boisku jednym z pierwszych, choć później nie był pewny, jak zbiegł tak szybko z trybun nauczycieli. Technicznie rzecz biorąc, szkolne zaklęcia antydeportacyjne były na miejscu, ale zdawało się, że dotarł do Harry'ego sekundę po tym, jak Harry był bezpieczny.
Wepchnął się między drużyny Quidditcha, którzy zeszli już z mioteł i z niepokojem zebrali się wokół Harry'ego.
- Profesorze! - Harry dostrzegł go i zdołał wstać.
- Potter! - Snape złapał go za ramiona. To, że był szarpany między dwoma magicznymi siłami mogłoby łatwo rozerwać chłopca. Może miał urazy wewnętrzne? - Co z tobą?
- Eee... - Harry wyglądał, jakby czuł się wyjątkowo niezręcznie i twarz Snape'a stała się chłodniejsza. Wiedział o tym - chłopak musiał być natychmiast przetransportowany do św. Munga.
- O co chodzi?
- Ja... Eee... Mam mały problem - przyznał Harry niezręcznie.
Snape przestał liczyć kończyny chłopaka.
- No? Mów, głupi dzieciaku! Co jest? - zapytał, a przez przerażenie jego głos stał się jeszcze ostrzejszy niż normalnie.
- Eee... - Harry wyciągnął rękę mocno zaciśniętą w pięść. Snape spojrzał na nią - skurcz mięśnia? Paraliż?
Patrzył, jak chłopiec rozprostowuje palce, a na jego dłoni leżał spokojnie złoty znicz.
- Ja... ech... zauważyłem go pod sobą i tak jakby... złapałem go – przyznał Harry.
- Ha! Wygraliśmy! Nasz szukający złapał znicza! - krzyknął tryumfalnie Oliver Wood, wyrywając znicza z dłoni Harry'ego i unosząc go wysoko w powietrze.
- No chyba nie! - warknął Flint, chwytając Wooda za przód szaty. - Nie może latać jednocześnie dwóch szukających!
- Potter nie był na miotle - zauważył Wood z zadowoleniem. - Więc nie latał.
- Więc nie grał dla ciebie!
- To nasz szukający!
- Nie w tym meczu!
- Złapał znicza, prawda?
- Podczas gdy to nasz Opiekun Domu miał nad nim kontrolę. Więc oczywiście działał na rzecz Slytherinu, nie Gryffundoru.
- Że co?! Bzdura! Nie jest twoim szukającym!
- Dzisiaj jest tak samo twoim jak moim! Nie wpisałeś go na swoją listę!
Pani Hooch wcisnęła się między dwóch wrzeszczących kapitanów i wkrótce wszyscy trzej krzyczeli na siebie.
- Eee... Przepraszam? - powiedział Harry niepewnie, spoglądając na Snape'a z niepokojem.
Snape pomasował czoło, pragnąc mieć przy sobie Eliksir Uspokajający.
- Za co pan teraz przeprasza, Potter? Za złapanie znicza? Wprowadzenie chaosu do meczu? Sprowadzenie dwa zespoły na skraj wojny? Za to, że niemal spadłeś i się zabiłeś? Co takiego zrobiłeś, że tym razem przepraszasz?
Harry spojrzał na niego z zakłopotaniem.
- Po prostu przepraszam, że pana przestraszyłem.
Snape udawał, że nie usłyszał, jak profesor Sprout mówi: "Och, czy to nie słodkie?", ale gdy spojrzał na chłopak, praktycznie był w stanie poczuć na sobie migoczące spojrzenie Albusa.
- Nie "martwiłem się" - warknął. - To tylko... zaniepokojenie.
Miał okropne podejrzenia, że Harry - i reszta gapiów, - nie dali się nabrać na jego protest, ale niech będzie przeklęty, jeśli przyzna się do czegokolwiek.
Bachor uśmiechnął się z ulgą.
- No to okay. - Zmarszczył brwi, gdy uderzyła w niego pewna myśl. - Gdzie jest Hermiona?
- Tutaj. - Profesor McGonagall przepchała się przez tłum, wspierając wykończoną Hermionę. Dziewczyna trzymała zakrwawioną chusteczkę przy nosie, ale pomimo zmęczenia, uśmiechnęła się.
- Harry! Jesteś cały!
- Wszystko w porządku, Miono? - zapytał Harry z niepokojem. - To, co robiłaś, musiało być okropnie silną magią!
Pani Pomfrey zaczęła się krzątać, machając różdżką.
- Dobry boże, panno Granger! Twój rdzeń magiczny jest niemal wyczerpany! Na kilka dni idziesz prosto do szpitala, by odpocząć!
- Ale co z zajęciami? - jęknęła Hermiona. - Za dużo stracę!
- Bez dyskusji - skarciła ją Poppy. - Dalszy wysiłek na takim poziomie może zmienić cię w charłaka. - Widząc płaczliwy wyraz twarzy Hermiony, złagodniała. - Panno Granger, nie będzie pani wolno używać żadnych zaklęć przez co najmniej tydzień, aż pani rdzeń się zregeneruje, więc i tak nie ma sensu, byś uczestniczyła w zajęciach.
- Zrobimy dla ciebie mnóstwo notatek, Miono - dodał Ron, ściśnięty między graczami Quidditcha tak, że był w stanie upewnić się, że z jego przyjaciółmi wszystko w porządku.
Takie oświadczenie z ust stanowczo mało inteligentnego Weasleya uciszyło wszystkie wypowiedzi w pobliżu, od Hermiony do Dumbledore'a, i wszyscy odwrócili się do Rona. Chłopak poruszył się niespokojnie.
- Znaczy, ja zrobię, co w mojej mocy, a Harry, Draco i Neville też pomogą, prawda?
Oczy Hermiony uniosły się na Draco z nadzieją. Wiedziała, że jej przyjaciele z klasy mają jak najlepsze intencje, ale Draco był jedynym, komu ufała odnośnie dobrych notatek.
Gdyby nie był Malfoyem, Draco poruszyłby się niespokojnie pod wpływem zainteresowanych spojrzeń części uczniów i większości wykładowców. On? Miałby pomóc szlamie? Na rozkaz zdrajcy krwi? Jego ojciec mógłby...
- Oczywiście, że tak! - Harry zgodził się stanowczo, zarzucając ramię na ramiona Draco. - Będzie tak, jakbyś siedziała tuż obok nas - obiecał Hermionie.
Draco odchrząknął.
- Tak, w porządku - mruknął niepewnie. - Dobra. - Rzucił pełne obaw spojrzenie na Flinta, zastanawiając się, jak prefekt Slytherinu na obietnicę, że pomoże Gryfonowi. Wiedział, że reakcja starszego chłopaka nada ton reszcie Domu.
Flint zerknął na Snape'a, po czym wzruszył ramionami.
- Miło widzieć, jak lwy doceniają ślizgoński intelekt - powiedział, przeciągając samogłoski.
Harry wywrócił oczami.
- Jakby nikt nie wiedział, że Draco i Hermiona są tak inteligentni jak każdy Krukon. - Dostrzegł koło siebie profesora Flitwicka i zarumienił się. - Eee, bez obrazy, profesorze.
Flitwick zachichotał z zachwytem.
- Żaden Dom nie ma monopolu na inteligencję, panie Potter, ani na żadną inną cechę, jeśli o to chodzi. I tak się składa, że zgadzam się z tobą, iż rzeczywiście zarówno pan Malfoy, jak i panna Granger idealnie pasowaliby do mojego Domu!
Draco zdołał stłumić uczucie mdłości. On? Krukonem? Spojrzał na Hermionę i zobaczył, że jest podobnie przerażona na tą myśl. To sprawiło, że miał niezwykłe poczucie koleżeństwa z dziewczyną i nagle stwierdził, że mówi:
- Nie martw się, Granger. Dopilnuję, by te pawiany zrobiły dla ciebie dobre notatki.
- Ej! – jak można się było spodziewać, Weasley natychmiast zaprotestował. – Kogo nazywasz pawianem?
Draco uśmiechnął się złośliwie.
- Przepraszam najmocniej, Weasley. Przez te rude włosy przypuszczam, że lepszym wyborem byłby orangutan, ale uznałem, że są one zbyt inteligentne.
- Zapłacisz za to, Malfoy – zagroził Weasley, ale nie było w tej uwadze prawdziwego ognia. Mimo wszystko zgłosił Dracona na ochotnika do dodatkowego zajęcia, nie pytając go nawet o zdanie i to wszystko na korzyść Gryfonki, a Ślizgon właściwie się już na to zgodził.
Draco przewrócił oczami, starając się nie pysznić na myśl, że Weasley publicznie przyznał, że jest bystry.
- Aż cały drżę.
- Oślizgły bałwan. – Weasley pchnął go, bardziej dla efektu niż by naprawdę skrzywdzić drugiego chłopaka. Nikt nie pomyśli, że on i Malfoy są naprawdę przyjaciółmi.
- Tępy głupek. – Draco też go pchnął, z tych samych powodów.
- Do licha! – Harry wepchnął się między nich. – Jeśli nie przestaniecie to wpędzicie nas w kłopoty.
Dwójka prychnęła, ale rytualna wymiana pchnięć i obelg dała satysfakcję ich honorom, a że nauczyciele byli blisko, dalsza wrogość przeszłaby od obowiązkowego pozerstwa do samobójczej głupoty. Dwójka czystokrwistych posłusznie usiadła po obu stronach Harry’ego.
- Panno Granger, czy mogłaby pani pokrótce opowiedzieć, co się wydarzyło? – zapytał Dumbledore. – Zrozumienie całej strawy z pani punktu widzenia byłoby bardzo pomocne.
Hermiona zamyśliła się na moment.
- Razem z Harrym oglądaliśmy mecz, gdy nagle on zaczął spadać.
- Znaczy, że stracił równowagę na poręczy i ześlizgnął się? – spytała ostro McGonagall.
- Nie, to było tak, jakby ktoś zakradł się za niego i go pchnął. Znaczy, Harry nie tylko spadł z barierki – to było tak jakby z niej wystrzelił. To dlatego był tak daleko nad boiskiem. Był popchnięty.
Albo pociągnięty, pomyślał kwaśno Snape, zastanawiając się, gdzie Quirrel uciekł. Mężczyzna zniknął w tym całym zamieszaniu.
- I co wtedy pani zrobiła?
- Rzuciła Wingardium. Myślałam, że jeśli uczynię Harry’ego wystarczająco lekkiego to będzie się po prostu unosił nad boiskiem – wyjaśniła Hermiona. – Ale potem coś złamało mój czar i pociągnęło Harry’ego w kierunku ziemi. Zaczęłam w kółko rzucać zaklęcie, ale nie było dość silne, by przyciągnąć go do mnie.
Flitwick wyglądał na zamyślonego. Nie do końca tak działa Wingardium, dumał, wymieniając znaczące spojrzenia z dyrektorem.
- Pod koniec tak naprawdę nie rzucałam zaklęcia – wyznała Hermiona ze zmęczeniem. – Bardziej życzyłam sobie, żeby Harry przestał spadać i był bezpieczny. – To wyznanie wywołało kolejną falę i cała kadra uniosła brwi. Tak potężna magia życzenia była rzadko spotykana u wszystkich, poza najbardziej uzdolnionymi czarownicami i czarodziejami, ale mimo to ujawnienie się jej w tak młodym wieku było niemal niespotykane. Nic dziwnego, że dziewczyna miała niemal opróżniony rdzeń.
McGonagall objęła Hermionę ramieniem.
- To wystarczy, by iść z panią do szpitala, panno Granger. Chodźmy natychmiast.
- Dzięki, Hermiono! – krzyknął Harry, zanim jego przyjaciółka, którą Hermiona zdecydowanie była, bez słowa sprzeciwu została odprowadzona.
- No dobra! – Hooch podeszła do dyrektora; jej policzki były różowe od krzyku. – Musimy powtórzyć mecz – oznajmiła. – Było zbyt wiele zakłóceń – ciała spadające na boisko podczas gdy. Wiesz, że widzowie nie mogą łapać znicza! – powiedziała, patrząc surowo na Harry’ego. Zarumienił się i spuścił wzrok na stopy. – Nie ma sensu zaczynać teraz. Zbyt wiele emocji – wszyscy wokoło biegali. Możemy zagrać w przyszłym tygodniu. Trzeba sprawdzić kalendarz.
- Wspaniały pomysł – powiedział Dumbledore uspokajająco. – Sugeruję, by oba zespoły świętowały dzisiaj, ponieważ przyznam po 50 punktów za wysiłek włożony w ratowanie pana Pottera oraz kolejne 75 pannie Granger za jej pomoc. – Twarze uczniów ożywiły się na tę wiadomość. – I następne 10 punktów panu Malfoyowi za koleżeńską pomoc bez względu na przynależność do innych Domów.
Flint uderzył Draco w ramię.
- Nieźle, pierwszaczku!
Draco zdołał stłumić grymas wywołany uderzeniem – Flint tak, jak Hagrid, nie znał własnej siły!
- Poinformuję skrzaty, by przygotowały uroczystą ucztę w Wielkiej Sali – kontynuował Dumbledore, - upamiętniającą to, jak współpraca Domów zażegnała dzisiejszą tragedię. – Gdy to powiedział, posłał Snape’owi chytre spojrzenie, a młodszy czarodziej zacisnął zęby. Jakby uratowanie Gryfona było czymś, z czego można być dumnym!
- Impreza w Wielkiej Sali! – krzyknął Wood. – Idziemy się umyć!
Oba zespoły ruszyły biegiem do szatni, podczas gdy reszta szkoły pospieszyła do zamku. Snape sięgnął daleko i chwycił tył szaty Harry’ego, kiedy chłopak ruszył za innymi.
- O, nie, panie Potter. W żadnym wypadku nie będziesz objadał się słodyczami. Musisz odzyskać siły po tym ciężkim przeżyciu – poinformował surowo bachora.
- Och, profesorze! – jęknął Harry z rozczarowaniem. – Nie było tak źle. Naprawdę!
- Osądzi to pani Pomfrey – odparł nieporuszony. – Jeśli potwierdzi, że masz dobre wyniki badań to będziesz mógł wziąć udział w przyjęciu, ale… - uniósł palec z przestrogą, - tylko na dwie godziny, po czym masz odpocząć spokojnie w swoim pokoju. Do dziewiątej możesz robić zadanie domowe, a potem pójdziesz do łóżka.
Harry skrzywił się i kopnął kępkę trawy.
- To nie fair – mruknął. – To nie moja wina, że ktoś próbował ściągnąć mnie z barierki. Nie rozumiem, dlaczego mam przegapić taką imprezę. Złapałem znicza i w ogóle!
Snape wziął go za ramię i poprowadził niechętnego chłopaka do szpitala. Oczywiście bachor nie mógłby stawić czoła kolejnemu niebezpieczeństwu bez takiej pewności siebie. Może był jedynie w szoku i wypierał się? Lepiej pozwolić uzdrowicielce sprawdzić jego stan.
- Po takim rodzaju strachu twoje ciało potrzebuje odpoczynku – poinformował lodowato małego potwora. – Nadmierne pobudzenie podczas imprezy nie sprzyja regeneracji.
Harry westchnął głęboko, widocznie biorąc to za złe traktowanie.
- To nie było tak straszne, profesorze – przekonywał. – Znaczy, to nie bolało, czy coś. Właściwie to nawet było zabawne, wie pan,  straszno-zabawne. Przynajmniej  do czasu, aż poczułem, że zaraz zwymiotuję.
Snape przewrócił oczami. Czy wszystkie dzieciaki były tak dziecinne? Koncentrował się na fizycznych doznaniach, a nie na prawdziwym zagrożeniu?
- Potter, przez ciebie oszaleję – skarcił. – Czy nie jesteś nawet w najmniejszym stopniu zaniepokojony tym, kto ci to zrobił?
Harry zamrugał ze zdziwieniem.
- Nie. – Na widok oszołomionego wyrazu twarzy Snape’a, wyjaśnił z dziecięcym przekonaniem. – Ponieważ dowie się pan tego i zadba o to, tak jak ostatnim razem.
Gula w gardle nie pozwoliła Snape’owi natychmiast odpowiedzieć. Gdy odchrząknął niezręcznie, zdołał powiedzieć:
- Cóż, tak, Potter. Ma pan rację. – Pozwolił, by dłoń, leżąca na ramieniu Harry’ego, poklepała go parę razy. – Możesz zostawić to wszystko mnie.
Harry uśmiechnął się szeroko do profesora, rozkoszując się ciepłą dłonią na ramieniu. Profesor Snape może i był osobą, która stale się martwi, ale tak, jak Harry mógł irytować się na badanie lekarskie i wczesną porę spania (nie mówiąc o tym, że pozwolono mu być tylko kilka godzin na zapowiadającej się nieźle imprezie!), nadal był bardziej niż zachwycony tym, że jakiś dorosły się nim opiekuje. To oznaczało, że będzie mógł raczej skupić się na robieniu notatek dla Hermiony – i powstrzymywaniu Rona i Draco przed walką między sobą, - zamiast na rozwiązywaniu wielkiej zagadki, kto tym razem chciał go dopaść. Doszedł do wniosku, że profesor Snape był dużo bardziej podstępny niż on – nie wspominając o tym, że również potężniejszy, - więc nie tylko zrozumie to szybciej, ale też będzie miał znacznie większe możliwości zemsty niż Harry.
Harry pamiętał tę czwórkę krukońskich chłopaków. Snape wydalił ich jeszcze przed kolejnym śniadaniem! Harry’emu nigdy by nie udało się coś takiego – w najlepszym wypadku mógłby schodzić im z drogi lub może wymyślić na nich jakiś kawał. Profesor Snape nie był ograniczony do takich uczniowskich odwetów – był o wiele bardziej niemiły niż Harry będzie kiedykolwiek. Tak naprawdę Harry’emu było raczej żal tego, kto próbował go dzisiaj zranić. Profesor Snape zabije tego kogoś. I ze szczęśliwym uśmiechem oraz opiekunem u boku, Harry bez lęku przeszedł przez drzwi Hogwartu.
CDN…


Wybaczcie za każdą literówkę, ale byłam zmuszona pisać w programie, który podkreślał mi cały tekst zamiast tylko błędów. Czekam na wasze komentarze (kolejną część dodam, jak będzie 5 komentarzy ;))
I zapraszam na stronę na facebooku, gdzie będę informowała o wszystkich kolejnych tekstach, które dodaję - strona to "Ginger - opowiadania hp". Serdecznie proszę o polubienie i zaobserwowanie <3

czwartek, 15 grudnia 2016

100 motywów Wolfstar


Autor: TheAmazingCellist
Oryginalny tytuł: 100 Themes RemusxSirius
Pairing: RL/SB
Rating: +15(?)
Ostrzeżenie: wspomnienia seksu, pojedyncze przekleństwa.
Notka: niektóre zdają się nie mieć sensu (czyt. np. numer 82), ale w języku angielskim też nie miały sensu, nieważne, z której strony na nie patrzyłam ;)

1. Introduction
- Cześć, nazywam się Syriusz Black, a ty?
- Remus Lupin.
- Brzmi trochę jak Loopy. (ang. Wariat)

2. Love
Syriusz Black nigdy nie wiedział, czym naprawdę jest miłość. Och pewnie, wiele razy słyszał, jak się o niej mówi, ale nigdy sam jej nie czuł. Nie zanim nadszedł Remus, nie... gdy pojawił się Remus, Syriusz Black pierwszy raz poczuł, co znaczy miłość.

3. Light
Była w nim ciemność, ciemność, która codziennie groziła, że go ogarnie, ciemność, z którą czasem nie mógł walczyć zupełnie sam. Ale nie musiał walczyć sam, bo miał Remusa, a Remus był jak światło w ciemności i wypędzał z niego wszystkie demony.

4. Dark
Noc była dla Remusa czasem wielkiego spokoju; to wtedy mógł rozmyślać nad poczynaniami całego dnia. Mógł wiecznie stać i patrzeć w gwiazdy i nigdy by się nie znudził, bo dla niego ciemność była towarzyszką.

5. Seek
Syriusz nie wiedział, czego szukał w Remusie, nie wiedział, o co się ubiegał. Ale wiedział, że za każdym razem, gdy spoglądał na Remusa, zakochiwał się po raz kolejny, w płowych włosach, bursztynowych oczach, różowych ustach, bo Syriusz Black szukał miłości. Syriusz Black szukał towarzystwa. Syriusz Black szukał uczucia.

6. Break
Zdarzało się, że stali razem i nie mówili zupełnie nic, tylko trzymali się za ręce i Syriusz zastanawiałby się, dlaczego Remus nic nie mówi, ale zdawał sobie sprawę, że Remus może potrzebować ciszy, że pod warstwą ochronną, którą Remus zbudował, jego serce jest naprawdę złamane.

7. Heaven
Remus nie sądził, że kiedykolwiek pójdzie do nieba, potwory, takie jak on, nie zasługują na taką rzecz, ale gdy obejmował Syriusza, gdy kochali się tak namiętnie, Remus choć przez chwilę wierzył, że mógł nawet posmakować odrobiny nieba.

8. Innocence
Syriusz Black nie był niewinny, był absolutnie winny, tego spojrzenia szczeniaka, tych seksownie wydętych warg, sposobu, w jaki poruszał swoim ciałem, starając się doprowadzić Remusa do szaleństwa, i to nie było w żadnym stopniu niewinne.

9. Hidden
Remus bał się pokazywać swoje uczucia, bał się, że byłby zniszczony, bał się, że byłby znienawidzony. Więc zatrzymywał dla siebie swoje uczucia i szczelnie zamknął swoje serce, ukrywając je głęboko w środku.

10. Season
- Remus! Uwaga!
- Syriusz? Co? - Głos został stłumiony, gdy usta, nos i oczy Remusa oblepiła zimna, biała wilgoć. Otarł się, by pozbyć się rzeczy z twarzy, parskając i drżąc, szczękając zębami, podczas gdy Syriusz przewrócił się ze śmiechu.

11. Memory
Dzielili wiele rzeczy, ich zajęcia, ich łóżko, ich serca i dusze, ale najważniejsze, dzielili wspomnienia. Każde jedno pełne śmiechu i absolutnej radości.

12. Insanity
Czasem się patrzyli, kiedy indziej wytykali palcami, ale nigdy naprawdę nie wiedział, dlaczego. Ale zorientował się później, gdy zobaczył ruiny domu swoich przyjaciół, wiedział, dlaczego. Kiedy w końcu wyrwało się z niego szaleństwo.

13. Misfortune
- O nie! - Jęknął, patrząc z przerażeniem na swój esej.
- O co chodzi?
- Rozlałem sok dyniowy na mój esej z eliksirów!
- Och, lepiej pozwól mi go scałować!
- Nie, Syriusz, teraz mnie nie dotykaj!

14. Smile
Syriusz tak naprawdę się nie uśmiechał, zwykle uśmiechał się złośliwie, czasem szyderczo, a czasem po prostu szczerzył kategorycznie. Ale kiedy patrzył na Remusa, uśmiechał się naprawdę.

15. Rot
Syriusz nie pozwolił sobie gnić w więzieniu, mimo że ludzie tego chcieli, nie pozwolił gnić swoim nadzieją, swoim marzeniom, ani swojemu umysłowi.

16. Music
Remus Lupin lubił muzykę, lubił słuchać muzyki, lubił to, ponieważ to pozwalało mu coś słyszeć i myśleć. Lubił słuchać muzyki, ponieważ to dawało mu ducha do kroczenia przez dzień.

17. Blood
Krew nie była czymś niezwykłym, gdy chodziło o Huncwotów, żarty mogły być złośliwe, więc mogła nadejść zemsta. Ale gdy usiedli razem, próbując zdecydować się na dowcip, a James podniósł wzrok, by spróbować złapać spojrzenie jego Lily, rozpoczął się chaos.
- O MÓJ BOŻE, LILY, TY KRWAWISZ! - krzyknął James, Remus uniósł wzrok i zdumiał się, krew na tyle jej spodni? To nie wróży nic dobrego.
- Eee, krwawisz z tyłka?! - wrzasnął Syriusz w szoku, a ona spojrzała na gapiących się chłopców, zarumieniła się, zanim uderzyła ich, rzucając w ich stronę bolesne zaklęcie, po czym odwróciła się i zirytowana wybiegła.

18. Under
Pod jego uśmiechem był płacz, pod jego śmiechem był szloch, pod jego skórą było załamanie, dlaczego nikt nie mógł tego dostrzec?

19. Black
Remus nie wiedział, jak można kochać tą nazwę; kochał wszystko, co to słowo zawierało, ukryty gniew, groźne szaleństwo, ciemność w torturowanym sercu.

20. Fortitude
- Syriusz... Co to jest? - zapytał Remus powoli, patrząc na stos prześcieradeł i poduszek wywleczonych między jego a Jamesa łóżkami.
- Fort! - krzyknął Syriusz skądś pomiędzy pościelą, a Remus poczuł, że jego oko drga i westchnął, odwracając się w stronę drzwi.
- Nieważne, w tej chwili mnie to nie obchodzi.

21. Impossible
- Remus ja... Nie wiem, jak ci to powiedzieć... - Remus spojrzał na niego z niepokojem, odkładając książkę, popijając gorącą czekoladę, po czym skinął głową na chłopaka, by kontynuował.
- Remus, ja... Jestem w ciąży - Remus wypluł czekoladę i zaczął dławić, kaszląc zjadliwie, łzy spłonęły po jego twarzy, a spojrzenie Syriusza było zatroskane.
- Syriusz, to niemożliwe!
- Wystarcza tylko jeden raz!
- JESTEŚ FACETEM!
- Och, tak, masz rację... W takim razie fałszywa informacja... - zachichotał Syriusz, gdy odchodził na górę, zostawiając Remusa, patrzącego na ścianę w szoku.

22. Mother
- Mówi się, że facet zawsze wybiera partnera, który wygląda jak jego matka! - powiedział Syriusz radośnie, podskakując obok Jamesa. Remus odwrócił się do swojego chłopaka z obrzydliwie słodkim uśmiechem.
- Sugerujesz, że wyglądam jak twoja matka, Łapo?
Chłopak przełknął i zaśmiał się nerwowo.
- Oczywiście, że nie, Remus, kochanie! - powiedział pospiesznie, a Remus uśmiechnął się złośliwie.
- Dobry chłopiec.

23. Cut
- AAAHHHHH!
- Dlaczego wrzeszczysz, Syriuszu?! - krzyknął Remus, patrząc na swojego chłopaka.
- Twoje włosy!
- Tak? Co z nimi? - zapytał Remus, półświadomie dotykając swojej głowy, przeczesując palcami swoje krótkie, płowe kosmki. Syriusz położył dłoń na sercu, wytrzeszczając dramatycznie oczy.
- Ściąłeś je na krótko! - I z tym teatralnym krzykiem upadł, przewracając się na bok na łóżko Petera. Remus tylko przewrócił oczami i wrócił do lektury.

24. No time
Trzeba czasu, by się zaprzyjaźnić, by kochać, by zaufać, by szanować. Zajęło im lata zostanie przyjaciółmi, zakochanie się, zaufanie, szanowanie. Ale zniszczenie ich serc zajęło tylko moment. Stało się to błyskawicznie.

25. Lurking
Cienie zawsze tam były, czekając, aż się potknie, czekając, aż upadnie, prześladując, czając się, obserwując.

26. Tears
Nie wiedział, czemu taki jest, czemu jest tak wrażliwy, czemu słowa Syriusza ranią tak cholernie mocno. Remus wiedział tylko, że łzy nie przestawały płynąć.

27. Foreign
- A do końca roku dołączy do nas Kevin Rush! Przywitajcie go ciepło!
- Och, student z wymiany. Jak zabawnie - powiedział radośnie Remus, klaszcząc uprzejmie i patrząc na przystojnego nastolatka.
- Grrrrrr.
- Syriuszu... Czy ty właśnie zawarczałeś? - zapytał James niepewnie, a Syriusz zawarczał ponownie w odpowiedzi. - Dlaczego warczysz? - spytał.
- Dlatego że ten kutas kradnie mi chłopaka! - warknął Syriusz, pociągając rumieniącego się Remusa do zaborczego uścisku. James zamilkł i zamrugał. Och, to ma sens.

28. Sorrow
Czerń, cała sala w niej zanurzona, gdy lament rozbrzmiał w ciszy. Rozpacz była niemal nie do zniesienia.
- Potterowie nigdy nie zostaną zapomniani. Niech będą wspominani w tych korytarzach - stwierdził Dumbledore uroczyście, a w jego głosie była odrobina pocieszenia. Jęki stały się głośniejsze, a smutek bardziej nieznośny.

29. Enemy
Kiedy to się stało?
- ZDRAJCA!
Dlaczego to skończyło się w ten sposób?
- JAK ŚMIESZ WRACAĆ PO TYM, JAK ICH ZDRADZIŁEŚ? JAK ZDRADZIŁEŚ MNIE?!
Dlaczego to zrobiłeś?
- Wynoś się, Black, już.
Proszę, nie zostawiaj mnie.

30. Rain
- Ach! Zaczyna padać! - krzyknął Syriusz, wyślizgując się spod schronienia i rozłożył szeroko ramiona, pozwalając kroplom wsiąkać w jego skórę, w jego włosy, w jego ubrania.

31. Flowers
- Co tak pachnie? - zapytał Remus, a Syriusz zaśmiał się i wyciągnął nadgarstek, by wilkołak go powąchał. Remus odsunął się i zmarszczył lekko nos.
- Perfumy? - spytał, a Syriusz się wyszczerzył.
- Aha. Mówiłeś, że lubisz, jak ludzie ładnie pachną!
- No tak, ale kwiatkami?

32. Night
Noc była jedynym czasem, kiedy Remus i Syriusz mogli sobie powiedzieć, jak bardzo się kochają. Tylko nocą mogli godzinami leżeć w swoich ramionach, całować namiętnie i bez przerwy kochać. To nocą mogli być kochankami i nie obchodziło ich to, co chcieli inni.

33. Expections
Remus miał oczekiwania. Oczekiwał, że Syriusz będzie go szanować, że będzie miły, spodziewał się wielu rzeczy. Czy spodziewał się, że Syriusz zacznie go molestować na środku korytarza, pomiędzy lekcjami? Zdecydowanie nie.

34. The stairs
Milczeli, ich ramiona stykały się, wydychali powietrze, które zamrażały w perliste białe chmurki na chłodnym, listopadowym powietrzu. Szaliki w burgundowe i złote paski były bezpiecznie zawinięte na ich szyjach, ciepłe karmazynowe rękawiczki okrywały ich dłonie i pomimo chłodu, patrzyli w gwiazdy, składając sekretne życzenia.

35. Take my hand
- Syriusz! - Chłopak zignorował zawołanie; zamiast tego nadal mruczał pod nosem, mijając korytarze, ramię w ramię z Remusem. - SYRIUSZ! - powiedział Remus stanowczo i postawił na swoim, sprawiając, że drugi chłopak potknął się lekko. Syriusz odwrócił się z nadąsaną miną.
- Po prostu weź mnie za rękę, a ja nigdy nie pozwolę ci upaść albo się zgubić - szepnął Syriusz, a Remus zamrugał, zanim posłusznie za nim podążył.

36. Precious
Każdy moment z Syriuszem był cenny, każdy pocałunek, każdy dotyk, każdy uścisk, każda noc, każdy dzień, każda sekunda.

37. Eyes
Oczy Syriusza były jak zamrożone kałuże lodu. Lśniły i błyszczały, a Remus nigdy nie potrafił odgadnąć ich głębokości. Czy to tylko kilka cali? A może były bezdenne? Te płonące oczy były niczym kałuże stopionego srebra, a Remus w nich tonął.

38. Abandoned
Cisza, bezruch, chłód. Strach, był obrzydliwy, ból, tak silny. Dwanaście lat tortur, dwanaście lat minęło, od kiedy został opuszczony.

39. Dreams
Czasami Remus naprawdę nie chciał się obudzić, ponieważ jego sny były o wiele lepsze od rzeczywistości.

40. Freaky
Czasami rzeczy, które mówił Syriusz były nieco dziwaczne.
- Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest latać? - zapytał, nieświadomy zatrzymujących się na nim spojrzeń.
- Cóż, od tego jest miotła - stwierdził rozsądnie James.
- Nie, nie, bez miotły, bez niczego, po prostu robisz krok na przód i... - Położył stopę na parapecie, podciągnął się, rozłożył ramiona i odchylając głowę do tyłu, roześmiał się.
- SYRIUSZ! - ryknęły trzy głosy, zanim silna para ramion ominęła się wokół jego talii i szarpnęła go do tyłu, w silną pierś, upadając razem z nim na kamienną posadzkę.
- Ty zidiociały samobójco!

41. Teamwork
Praca w grupie była sensem całego zadania. Powinni przeszukiwać szkołę. Więc dlaczego bzykali się w toalecie?

42. Still
- Nie ruszaj się!
- To cholernie boli!
- Nie bądź babą, Syriusz!
- Powiedziałem, że to cholernie BOLI!
- Aj! Nie musisz mnie bić, idioto!
- Boli, Luni!
- TO TYLKO DRZAZGA, DO CHOLERY!

43. Death
Syriusz naprawdę nie bał się śmierci, ale był przerażony, widząc śmierć przyjaciół, widząc śmierć Remusa.

44. Path
Remus znalazł ścieżkę, a ona doprowadziła go prosto do serca Syriusza.

45. Illusion
Czasami Remus czuł, jakby Syriusz był w jego ramionach; czasami czuł, jakby był bezpieczny w domu, czasami czuł, jakby znowu uprawiali słodką miłość. Ale to była tylko iluzja i w głębi siebie rozpaczał, wiedząc, że Syriusz nigdy nie wyjdzie z Azkabanu.

46. Family
Syriusz nienawidził swojej rodziny, nienawidził spędzać z nimi czasu. Podłe słowa jego matki niszczyły go, cała rodzina go niszczyła, doprowadzając go do szaleństwa. Ale był Remus, dla Remusa Syriusz pozostawał przy zdrowych zmysłach. To zawsze było dla Remusa.

47. Creation
Tusz zabarwił mu dłonie, poplamiły mu ubrania, ale słowa na papierze były idealne. Płynęły i tańczyły, ale również krzyczały, szlochały głośno i samotnie płakały, ale były pięknie stworzone. Były jego duszą, wszystkim, co czuł, czego nie potrafił zrozumieć, wykrwawił się na papier, krwawił tuszem, układając go w słowa.

48. Childhood
- Miałeś szczęśliwe dzieciństwo?
- Co? - zamrugał Remus, patrząc na Syriusza.
- Czy dużo się śmiałeś?
- Ja... Dlaczego pytasz?
- Po prostu odpowiedz.
- Chyba tak, dlaczego?
- Bez powodu. Kocham cię, Remus.

49. Hate
Nie wiedział, jak to możliwe, że nienawidzi osobę, którą kocha. Nienawidził Syriusza, gardził nim za bycie egocentrycznym głupcem, nietolerancyjnym pajacem, idiotą. Ale nawet, gdy Remus siedział przy szpitalnym łóżku, płacząc i krwawiąc, z ciała, z serca, wiedział, że nigdy nie przestanie kochać.

50. Formal
- Syriusz, czemu masz na sobie smoking?
- Mamy randkę. Załóż na siebie coś ładnego.
- Syriusz, wiem, jak założyć spodnie...
- Wybacz...
- To miejsce jest tak oficjalnie! - powiedział Remus w szoku. Restauracja była ekstrawagancka, a jedzenie i wino wyśmienite. Syriusz wstał gwałtownie, stając przed Remusem, po czym ukląkł na jedno kolano, wyciągając czarne pudełko z aksamitu i otworzył je.
- Remusie Johnie Lupin, czy wyjdziesz za mnie?

51. Sport
Syriusz uwielbiał grać w Quidditcha, jego zdaniem był to najlepszy sport na świecie, nawet lepszy, niż gry, w które grali mugole.
Remus uwielbiał oglądać, jak Syriusz gra w Quidditcha, zdaniem Remusa był to najwspanialszy pokaz, lepszy nawet od Jamesa lecącego w stronę bramek.

52. Deep in thought
-... Ahhhhhh! - krzyknął Syriusz, wskazując coś, po czym skrzywił się.
- Remus! Głową ci płonie! - krzyknął Syriusz, wymachując gorączkowo rękami. Naburmuszył się.
- Remus! Umieram! Bleeegghh! - Syriusz upadł dramatycznie, zerknął jednym okiem, usiadł i prychnął. Skrzywił się, krzyżując ręce. Dobra. Skoro Remus miał zamiar go ignorować, to niech tak będzie!

53. Secret
Bursztynowe oczy cicho wylewały łzy, zimna woda spływała kaskadą na jego ciało, włosy przykleiły się do jego policzków, wilkołak odchylił głowę, jęcząc jak najciszej, a obraz czarnych włosów i srebrnych oczu przelatywał przez jego umysł. Obraz Syriusza, śmiech Syriusza, uśmiech Syriusza, zmarszczone brwi Syriusza, łzy Syriusza, Syriusz, Syriusz, Syriusz. Tak, Remus Lupin miał sekret, o którym nie zamierzał nikomu mówić.

54. Tower
- Nie łapię, co to?
- Orzeł.
- Nie, nie to, TAMTO?
- Lutnia.
- A tamto...
- Dlaczego zabrałeś mnie na wieżę astronomiczną, żeby mnie przepytać?!
- Bo chciałem być bliżej gwiazd! Chciałem być z tobą bliżej nieba!
-...
- To?
- Delfin.

55. Twisted
Syriusz Black miał szalony umysł i wiedział o tym.
Syriusz Black miał szalone życie i wiedział o tym.
Syriusz Black miał szalone serce i Remus o tym wiedział.

56. Danger
Remus wiedział, że zawsze istniało niebezpieczeństwo, że zawsze istniała groźba tortur i śmierci. Zawsze istniało niebezpieczeństwo, nawet gdy leżał w łóżku. Istniało niebezpieczeństwo, że jego serce zostanie złamane.

57. Sacrifice
Syriusz nie lubił odpowiedzialności, nie lubił być cicho. Syriusz nie lubił siedzieć przez dłuższy czas, nie lubił się uczyć, czytać, pisać czy robić zadania. Ale mógłby się poświęcić i siedzieć przez kilka godzin na kanapie z Remisem i trzymać go w ramionach.

58. Brotherhood
Kochał ich jak braci, naprawdę, serio, przysięgał im braterstwo huncwotów. Ale to zaszło ZA DALEKO.
- DLACZEGO PIEPRZYCIE SIĘ NA MOIM ŁÓŻKU?!

59. No way out
Zakochał się, bardzo się zakochał i nie było sposobu, by przestać.

60. Rejection
- Nie jestem gejem
- Jesteś.
- Nie, już nie.
- Syriusz, nie bądź kut*sem.
- Naprawdę, Remus, to hańbi moją reputację.
- Zrywasz ze mną?
- Tak.
- Psiakrew!

61. Smile
Powiedział mu, żeby się uśmiechnął, ale jedyne, co potrafił zrobić to zacząć płakać, myśląc w koło, zastanawiając się, dlaczego to okazało się takie.

62. Destination
- And we're going up the stairs! Up the stairy stairs! - śpiewał Syriusz, podskakując wesoło. Remus westchnął, ściskając nasadę nosa.
- Syriusz! PRZESTAŃ ŚPIEWAĆ! - ryknął James, przykładając rękę do głowy. Syriusz tylko pokazał mu język i zaczął śpiewać jeszcze głośniej.
- And now we're going down, down, down, down!
- Uderz go, proszę! - błagał James Remusa. Pokręcił tylko głową, bo już zbliżali się do Wielkiej Sali i nawet Syriusz nie był taki głupi, by śpiewać w czasie obiadu, prawda?

63. Do not disturb
Pióra bazgrały po pergaminach, głosy wzdychały, uczniowie jęczeli, tusz bryzgał, nikt nic nie mówił, nikt się nie ruszał. Aż nagle:
- REMUS! - Grymas przebiegł przez twarz wszystkich w pomieszczeniu, a wspomniany chłopak odwrócił się powoli z płonącymi oczami.
- Idź sobie, Syriusz!
- Ale mi się nudzi!
- Wyjdź z biblioteki!

64. Spring
Pociąganie nosem, kaszel, kichanie i jęczenie. Remus nienawidził alergii i wiosny.
Śmiechy, skakanie, nucenie i robienie kawałów. Syriusz kochał wiosnę.

65. Horror
Była tylko jedna możliwość i to go przerażało. Był tylko jeden sprawca, jeden sensowny zdrajca.

66. My world
Syriusz był całym światem Remusa, a Remus całym światem Syriusza i oboje o tym wiedzieli.

67. Song
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie rób - wymamrotał Remus, pocierając uszy. Syriusz nadąsał się.
- Nie śpiewam tak źle, prawda?
- Ty nie śpiewałeś, ty piszczałeś.

68. Running
Remus uwielbiał biegać. To pozwalało mu na oderwanie umysłu od spraw, skupiać uwagę na ćwiczących ramionach i nogach, pieczeniu w piersi, a płuca skupiały się na oddychaniu, wdech, wydech, wdech, wydech. Potrafił zapomnieć.

69. Annoyance
- Ale mi się nudzi.
- Nie obchodzi mnie to, Syriusz. Próbuję skończyć esej.
- Możesz to zrobić jutro.
- On jest na jutro.
- Nie prawda.
- Prawda, a teraz sio.
- Pobaw się ze mną!
- Jesteś irytujący, Syriuszu. Odejdź!

70. 67%
- W porządku, jestem w 67% pewny, że Remus nie jest gejem.
- I w 33%, że jest?
- Yhym.
- Cóż, dlaczego nie zaryzykować na te 33%? Możesz sprawdzić swoją matmę.

71. Obsession
Łzy płynęły w nieskończoność, słowa pojawiały się na kartce, pisane w kółko, rozcinały wściekle skórę, krwawiły do umysłu i znowu i znowu i znowu i tak jak każde słowo, które się powtarza, zaczynały tracić znaczenie. Syriusz Black powoli zaczął zanikać.

72. Wings
Czasami Syriusz czuł się tak, jakby potrafił latać, jakby miał skrzydła i za każdym razem, gdy to czuł, był z Remusem.

73. I can't
Remus Lupin został uszkodzony, jego serce było rozbite i żeby więcej się nie uszkodzić, zamknął swoje serce i wyrzucił klucz. Kiedy Syriusz spytał, czy go kocha, Remus odpowiedział nie.

74. Are you chellenging me?
- Jeśli będę miał wyższy wynik na następnym teście od ciebie, umówisz się że mną - stwierdził Syriusz. Remus uniósł brew.
- Czy to wyzwanie?
- Tak.
- Dobra, jeśli będziesz miał wyższy wynik, umówię się z tobą.
- Dobra. - Syriusz był pewny siebie; Remus się pomyli.
- Więc w porządku. - Remus był pewny siebie. Zawsze miał perfekcyjny wynik.
- Doskonały wynik, a ty co masz, Remus?
- Cholera, dobrze, umówię się z tobą.- Remus skrzywił się. JEDNO PYTANIE! Ominął jedno cholerne pytanie!

75. Mirror
Remus nie lubił patrzeć w lustro, bo jedyne, co widział to wstyd, blizny i brzydota. Remus nie lubił widzieć swojego ciała. Czuł się ohydny. Ale Syriusz kochał ciało Remusa. Bo było piękne.

76. Pieces
- Czekaj, jesteś gejem?
- Tak.
- I chodzisz z Remusem?
- Załapałeś.
- DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁEŚ?! - James był wściekły. Cholerne kundle! Ale potem zamarł, bo wszystkie kawałki wskoczyły na swoje miejsce. Ten przypadkowy dotyk, zbyt długie uściski, bardziej niż przyjacielskie przekomarzanie się. Elementy pasowały idealnie.

77. Test
To wszystko był test, próbowali zobaczyć, czy zwariuje, czy w końcu się złamie. Ale on tego nie zrobi, nie mógłby się złamać. Ponieważ on nigdy nie oblał testu.

78. Friend
- Chodzicie ze sobą?
- Nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi - odparł Syriusz radośnie ze swojego miejsca na kolanach Remusa.
- Więc czemu się migdalicie?
- Bo ja mam na to ochotę.
- Więc całujesz się z wszystkimi kumplami?
- Nie, tylko z Remusem.
- Racja... Więc bawcie się dobrze.

79. Wrath
Syriusz zachichotał maniakalnie i przerzucił stronę, czytając szybko.
- Hej, Łapo, co robisz? - zapytał Remus, klękając obok jego tortu i odsunął go. Syriusz roześmiał się.
- Nic.
- Tak, coś robisz. Co to za książka? Wygląda znajomo... - Remus sięgnął po nią i zamarł, gdy zobaczył okładkę. Gniew rozgorzał w jego oczach.
- Łapo, radzę Ci zacząć uciekać... - stwierdził Remus z wymuszonym spokojem. Syriusz zaśmiał się i posłuchał, wybiegając z dormitorium. Remus warknął.
- TY PRZEKLĘTY KUTASIE! NIE MIAŁEŚ PRAWA CZYTAĆ MOJEGO DZIENNICZKA!

80. Words
- Kocham cię. - Remus został uratowany, gdy usłyszał te słowa.
- Nienawidzę cię. - Remus zginął, gdy usłyszał te słowa.

81. Gone
Szarpał się, dysząc; pot przecinał jego czoło. Obudził się z sapnięciem, siadając prosto na łóżku. Splątane prześcieradło oplatało jego nogi, lepiąc się do spoconej skóry. Z cichym szlochem podciągnął kolana do piersi i zaczął płakać. Syriusz naprawdę odszedł.

82. Shape
- Doodododdo - nucił Syriusz, pisząc notatki. Remus zmarszczył brwi i zerknął na bazgroły.
- Co to?
- Mój nowy zarys.
- To gryzmoły.
- To Zwinger*.
- Masz problemy.
- Wiem.

83. Heal
Syriusz Black uzdrowił Remusa Lupina, kochając go. Syriusz Black uzdrowił Remusa Lupina, dzięki całowaniu go. Syriusz Black uzdrowił Remusa Lupina dzięki poznaniu go.

84. Cold
Syriusz drżał, patrząc na nocne niebo, na którym wisiały gwiazdy, migając i uśmiechając się. Jego oddech buchał, na zimnym powietrzu zamarzając w pokryte rosą pajęcze sieci. Nigdy dotąd nie czuł się tak samotny, nie czuł takiego chłodu. Ciepło ominęło się wokół jego ramion, więc spojrzał zaszokowany w bok. Stał tam Remus, uśmiechając się.
- Wyglądasz, jakby było ci zimno.

85. Spiral
Życie Remusa wymykało mu się spod kontroli, zmierzając ścieżką prosto do piekła. Wszystko, co mogło pójść źle, szło źle. Był zafascynowany swoją spiralą i nie mógł się uwolnić.

86. Seeing red
Tylko Syriusz potrafił sprawić, że Remus wpadał w furię, tylko Syriusz sprawiał, że Remus pragnął krwi. Kiedy Syriusz krzyknął, kiedy zadrżał, kiedy szeptał wśród okrucieństw życia, Remus wpadał w furię, obiecując ból tym, którzy zranili Syriusza.

87. Food
Syriusz lubił jeść; lubił próbować różne rodzaje nowych potraw. Czasami były obrzydliwe, czasami dobre. Syriusz lubił gotować różne rodzaje potraw. Remus lubił jeść. Remus lubił jeszcze różnorakie jedzenie. Ale czy lubił jedzenie Syriusza? Nie. Czy perspektywa gotującego Syriusza sprawiała, że Remus biegł do drzwi? Tak, właśnie tak.

88. Pain
Remusowi ból nie był obcy. Całe jego życie było wypełnione bólem, bólem wywołanym krzykiem ojca, bólem wywołanym razami ojca, bólem przemian każdego miesiąca. Remus był przyzwyczajony do bólu. Ale ten ból był nowy. Ten ból był nie do zniesienia i Remus pękał pod jego naciskiem.

89. Through the fire
Walczyli, kłócili się, KRZYCZELI. Cały czas zastanawiali się, co poszło źle, co zrobili, że się od siebie oddalili. Zastanawiali się, czy będą jeszcze w stanie się pokochać.

90. Triangle
- Remus, Syriusz, James - przeczytał na głos Remus, przechylając głowę na bok. - Co to jest, Syriuszu?
- Miłosny trójkąt! - odparł Syriusz radośnie. James momentalnie zaczął się krztusić sokiem dyniowym, poczerwieniał na twarzy, oczy zwilgotniały. Odwrócił się, by spojrzeć ostro na Syriusza.
- Czemu też tam jestem?!
- Bo cię kocham, Jamie! - powiedział radośnie Syriusz, walcząc że złośliwym uśmieszkiem i owinął ramiona wokół Jamesa. Remus siłą powstrzymał uśmiech, na widok traumatycznego wyrazu twarzy Jamesa.

91. Drowning
Remus czasem czuł, jakby nie mógł oddychać, jakby tonął w przeszłości i nie potrafił uciec. Ale wtedy nadchodził Syriusz i Remus był wyciągany z mętnej wody i wrzucany do basenu pełnego szczęścia. Tonął w miłości i nie przeszkadzało mu to za bardzo.

92. All that I have
- Syriuszu, kocham cię.
Oto moje serce.
- Umówisz się ze mną?
Jest wszystkim, co mam. Proszę, nie złam go.

93. Give in
Remus nie był w stanie odmówić szczenięcym oczom Syriusza.
- Proszę?
- Nie.
- Pięknie proszę?
- NIE, Łapo!
- Proszę, proszę, proszę?!
- Nie, nie zamierzam, nigdy. Nie możesz mnie zmusić... Cholera! Przestań patrzeć na mnie tym szczenięcym wzrokiem!
-...
- Dobra!
- Hurra!

94. Last hope
Syriusz naprawdę nie wierzył, że mu uwierzą, że go wysłuchają. Chciał na nich krzyknąć. Dlaczego go zabierali? To nie on; prawdziwy zdrajca dawno uciekł. Syriusz naprawdę nie wierzył, że Remus będzie na niego czekał. Ale miał nadzieję.

95. Advertisement
Remus był wściekły. Jak Syriusz mógł wpaść na taki pomysł? Gdziekolwiek Remus poszedł, błyskały na niego szyldy i plakaty że zdjęciami mrugającego seksownie Syriusza, a pod zdjęciem rozciągał się napis:
- Hogwart zamieszkuje bóg seksu. Pocałunki za tylko pięć sykli!
O tak, Remus kipiał ze złości.

96. Need
Syriusz nie potrzebował niczego, tak długo jak miał Remusa. Syriusz nie potrzebował niczego, oprócz Remusa. Wszystkim, co Syriusz potrzebował, był Remus i to było ważne.

97. Safety first
- Wrrrrr - zawarczał Łapa. James skrzywił się.
- Odwróć się, Syriuszu.
- Wrrrrr.
- Żadnego seksu, jeśli się nie odwrócisz - stwierdził Remus.
- Wrrrrr.
- Cholera, nie gryź! Założę ci kaganiec!

98. In between
- Nie chciałem tego!
- To niczego nie zmienia, Syriuszu! Odejdź! - warknął Remus, odpychając na bok drugiego chłopaka, wmaszerowując gniewnie do Wielkiej Sali. Syriusz za nim podążył.
- Proszę, Lunatyku!
- JAK ŚMIESZ?! - wrzasnął Remus, szokując wszystkich, którzy ucichli i odwrócili głowy w jego stronę. Jego twarz była zaczerwieniona, ręce zaciśnięte w pięści, dyszał ciężko. - Straciłeś jakiekolwiek prawo do nazywania mnie tak!
- Luni...
- Zamknij się, Black!
Syriusz zamarł, a łzy wypełniły jego oczy.
- Ale Remus!
Remus zaklął na Syriusza, ponownie wszystkich szokując. Spokojny, wyluzowany, opanowany, słodki, mały Remus klął na Syriusza, tak zaciekle, tak płynnie.
- Remus, kocham cię! Proszę, błagam, nie bądź taki! - błagał Syriusz. Remus zamknął oczy, wziął głęboki oddech, wydawał się uspokoić. Gdy nagle uniósł pięść i zamachnął się, by zatrzymała się boleśnie na szczęce Syriusza. James złapał swojego najlepszego przyjaciela, kiedy poleciał do tyłu, chwytając się za szybko puchnące miejsce. Remus spojrzał na niego wściekłe, odwracając się i wychodząc z Wielkiej Sali. James patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami. Jak on nie znosił być między nimi!

99. Solitude
Remus lubił być sam, podobało mu się to. Kiedy był sam, nie musiał się martwić o innych. Mógł krzyczeć, miotać się i płakać, nie martwiąc się o to, co pomyślą inni, mógł przeklinać niebo, nie martwiąc się, że kogoś przestraszy, mógł rozwalać rzeczy bez obawy, że kogoś zrani, mógł płakać nie dbając o to, czy ktoś patrzy.

100. Relaxation
Nie potrafił się uspokoić, nie ważne, ile razy mu to powtarzano. Mogli go zmusić do wzięcia eliksiru, mogli go zmusić do położenia się do łóżka, mogli go zmusić do mówienia, ale nigdy się nie uspokoi, dopóki nie znajdzie tego, czego szukał. Nigdy się nie uspokoi, nie, póki nie wie, nie, póki Syriusz Black żyje.

*Zwinger to późnobarokowy zespół architektoniczny znajdujący się w centrum Drezna. Jest zaliczany do najbardziej znaczących budowli późnego baroku w Europie. Nie do końca rozumiem tego punktu i o co dokładnie chodzi Syriuszowi ^^" Ogólnie po angielsku Zwinger to międzymurze... Jeśli ma ktoś jakieś koncepcje, napiszcie ;)