niedziela, 16 października 2016

NDH - Rozdział 24



Po bardzo krótkim czasie, Ron już chrapał w dalekim łóżku, ale Harry nie potrafił zasnąć. Nie znosił kłamać opiekunowi, ale gorsze od tego byłoby, gdyby zawiódł mężczyznę. Profesor zrobił wszystko, co obiecał, będąc lepszym opiekunem, niż Harry kiedykolwiek marzył, ale Harry nadal nawalał. To nie tak, że jego profesor umieścił na nim ogromne brzemię; jedyne, co musiał to zachowywać się i nie robić głupich rzeczy, ale nie mógł sobie z tym poradzić. Może Dursleyowie mieli rację, nazywając go bezwartościowym dziw… Harry powstrzymał się i spojrzał nerwowo na wyjście.
Jego opiekun jeszcze nigdy nie spełnił groźby, że umyje mu usta mydłem, ale Harry zorientował się, że to nie jest najlepszy moment, by kusić mężczyznę. Reszta piekącego ciepła już dawno opuściła jego tyłek, ale siła dwóch klapsów dała mu jasno do zrozumienia, że jego profesor był naprawdę przerażony. Harry nie chciał, by był jeszcze o coś zły tego wieczora, jednak nie mógł nic na to poradzić.
Harry westchnął. Jego profesor nie zasłużył na tak kłopotliwego podopiecznego. Harry powinien próbować pomagać mężczyźnie, a nie robić rzeczy, które denerwowały kadrę i nierozsądnie straszyły jego profesora. Dursleyowie powiedzieli, że jest bezwartościowy; co jeśli mięli rację?
Myślenie o Dursleyach sprawiło, że Harry poczuł się gorzej. Tak wiele zawdzięczał profesorowi, więcej, niż człowiek mógłby zrobić. Wcześniej nikt nigdy nie martwił się o Harry’ego lub podkreślał, że jego życie jest cokolwiek warte. Nikt nigdy nawet nie pomyślał, że mógłby być dobrą osobą, a co dopiero, że chce robić dobre rzeczy. Wuj Vernon często mawiał:
- Pieczący tyłek nauczy cię, by nie być tak dziwacznym, chłopcze! – A potem upewniał się, że tyłek Harry’ego nie był tylko ciepły, ale spalony. Leżąc na brzuchu na cienkim materacu pod schodami, tłumiąc płacz, gdy delikatnie potarł piekący tyłek, Harry często zastanawiał się, ile razy będzie musiał znosić takie traktowanie, zanim dziwactwo zostanie z niego wybite. Ponieważ nigdy naprawdę nie dowiedział się, jak robił te dziwaczne czynności, które doprowadzały do najgorszych cięgów, Harry nie mógł zrobić nic więcej oprócz próbowania ukojenia ukaranej skóry i mieć nadzieję, że w końcu bicie wygna z niego dziwaczność.
Och, profesor groził i karcił go jak szalony i nawet realizował kary, kiedy było to konieczne – jak dzisiaj, - ale nigdy nie miał tego pełnego satysfakcji spojrzenia, które mięli Dursleyowie, kiedy uderzyli tyłek Harry’ego szczotką do włosów albo zamknęli go do komórki. Nie cieszyli się tak bardzo z powodu tego, że ranili Harry’ego (cóż, poza Dudleyem), ale bardziej dlatego, że czuli się szlachetnie, że dali mu bolesną i/lub nieprzyjemną lekcję. Przełożony przez kolana ciotki lub wuja, patrząc w dywan i jęcząc, gdy straszne ukłucie zakwitło na jego tyłku, zawsze modlił się o kogoś, kto nie karałby go, by mu udowodnić, jak był zepsuty, ale pomóc mu przypomnieć sobie, że naprawdę był lepszą osobą, niż jego zachowanie to sugerowało.
Vernon i Petunia zawsze karały go z ponurą pewnością, że ich wysiłki są po części daremne; Harry był przeznaczony do tego, że marnie skończy i choć mogli być w stanie opóźnić nieuniknione przez srogie lanie, finał i tak pozostanie taki sam. To nadawało jakiś straszny rodzaj przekonania ich klapsom i ponurą satysfakcję w ich zdecydowanych uderzeniach. Wykonywali swoje obowiązki, ale los Harry’ego był przesądzony.
Natomiast profesor Snape oczekiwał od Harry’ego Wielkich Rzeczy, w tym (ale nie wyłącznie) dobrych ocen, doskonałego pisania referatów i stale rosnącej magicznej wiedzy. Kiedy karcił Harry’ego albo – niechętnie, - karał, wyraźnie dawał do zrozumienia, że robi to, ponieważ czuje, że Harry nie spełniał oczekiwań, co do jego potencjału. Harry nigdy wcześniej nie usłyszał, że ma jakikolwiek potencjał poza wyrośnięciem na pijanego darmozjada i był zdeterminowany udowodnić Snape’owi, że ma rację, a swoim krewnym, że się mylili. Również desperacko chciał być dobrym podopiecznym i nie dawać Snape’owi żadnego powodu do żałowania tego, że zaakceptował rolę opiekuna.
A jednak, pomimo dobrych intencji, po raz kolejny nawalił.
Harry pociągnął nosem. Nie znosił denerwować profesora, ani dzisiaj, ani nigdy. Próbował tylko nie popsuć Halloween profesora Snape’a, a mimo to, co zrobił? Zniszczył święto całej kadry, ryzykował życie swoich najlepszych przyjaciół, przez niego Ron dostał lanie za kłamstwo, niemal został pobity na śmierć przez trolla… Harry spróbował zagłuszyć płacz. Nie ważne, jak bardzo się starał, wydawało się, że nie mógł trzymać się z dala od kłopotów, a starając się tak bardzo, bardzo mocno, nie być ciężarem, tylko wszystko dziesięć razy pogorszył.
^^^
Po ukaraniu chłopców, Snape wyszedł z pokoju Harry’ego i ruszył prosto do swojego składziku. Po wypiciu dwóch Eliksirów Uspokajających w krutkim czasie, w końcu poczuł się tak, jak zwykle. Co za okropny bachor! Czy on próbował się zabić? A potem, praktycznie powodując u Snape’a zawał serca, wyzdrowiał w mgnieniu oka – do momentu, gdy on i ta ruda zmora, która przykleiła się do Snape’a,  chichotali zamiast blednąć ze strachu na wieść o nadchodzącej karze!
A potem musiał leczyć tyłek Weasleya i – ponieważ nikt inny by tego nie zrobił, - zorganizować małemu smarkaczowi funkcjonującą różdżkę… Czy te upokorzenia nigdy się nie skończą? Nie pozwoliłby przyjacielowi Harry’ego tułać się bez broni, nie po tym, jak podsłuchał, jak Hermiona mówi Minervie, że Harry zachęcał pozostałą dwójkę do ucieczki, podczas gdy on zajmie trolla w desperackiej walce.
Troll. Jedenastoletni bachor był gotów wyzwać do walki dorosłego TROLLA w obronie własnych przyjaciół. Czy ktoś jeszcze się zastanawia, dlaczego nie chciał pozwolić Weasleyowi łazić bez różdżki? Kiedy rozbudowane poszczucie opiekuńczości Harry’ego było tak nadaktywne?
Dlaczego w ogóle Snape został obciążony najmłodszym chłopakiem Weasleyów?  McGonagall nigdy nie powinna powierzać nie tylko jednego, ale dwóch cennych lwów Nietoperzowi z Lochów, chyba że – tak jak te małe szczeniaki, - uznała, że nie ma się czym martwić. Wiedział, że to się może stać. Jego reputacja była zszargana i ta w klasie również będzie, gdy tylko nie będzie nic, co powstrzyma niebezpiecznych wybryków kretyńskich uczniów.
Uśmiechnął się złośliwie, gdy przypomniał sobie minę bachora Weasleyów, kiedy usłyszał, że ma zakaz na słodycze przez cały tydzień. Hmmm. Być może to wystarczy, by się upewnić, że rudzielec nadal będzie o nim myślał „tłusty głupek”.
Co dziwne, odebranie ukochanej miotły Harry’ego nie było aż tak satysfakcjonujące, jak oczekiwał. Rzeczywiście poczuł bardzo dziwne ukłucie, gdy mina Harry’ego zrzedła. To pewnie tylko konsekwencja jego wcześniejszego spanikowanego biegu przez zamek – opóźnione tętno, czy coś takiego. Przecież to nie tak, że nie zasługiwał na to tak, jak zasłużył na te klapsy.
Snape poruszył się niespokojnie, gdy pomyślał o uderzeniach. Tak, chłopak zarobił na te klapsy – Harry dobrze wiedział, że złamał zasady, a książki były jednogłośne na temat jednolitych konsekwencji, - ale Snape nie zamierzał bić bachora tak mocno. Był zwyczajnie przerażony tym, na jakie niebezpieczeństwo mały potwór nieuważnie się naraził… Severus zastanawiał się, czy powinien wkraść się do pokoju chłopaka i zaaplikować mu jakiś balsam na siniaki na tyłek, kiedy spał. Z Weasleyem było niewątpliwie w porządku, ale Harry był taki chudy… A tak surowo uderzając z pewnością dodatkowo podkopał jego poczucie bezpieczeństwa. Czyż nie obiecał chłopcu, że nie uderzy go tak mocno, by zranić? A potem natychmiast odwrócił się i złamał słowo.
Potrząsnął głową. Albus był szalony. Nie miał szans tego zrobić. Dumbledore będzie musiał znaleźć nowego opiekuna. Kogoś, kto potrafiłby kontrolować swój temperament i nie powodowałby u chłopca kolejnego urazu.
Severus podniósł się na nogi, zdecydowany, by sprawdzić, co z bachorem. Jeśli dzieciak zasnął – bez wątpienia domagając się od siebie snu, - od razu zafiuka do Albusa. Jeśli Potter nadal nie śpi, zmusi go do przyjęcia mieszanki mikstur leczniczych i Eliksiru Słodkiego Snu, a potem skontaktuje się z dyrektorem.
Ledwie wszedł do pokoju, potwierdziły się jego najgorsze obawy. Weasley leżał na łóżku, chrapiąc głośno, podczas gdy Harry wypłakiwał się niemal bezgłośnie w poduszkę. Czując miażdżący ciężar winy osiadający na jego ramionach, Snape podszedł do chłopca i poklepał go po plecach.
Harry wzdrygnął się gwałtownie, a Snape przeklął na to, co zinterpretował jako skulenie się ze strachu.
- Chodź ze mną, Potter – wyszeptał. – Obudzisz Weasleya.
Harry pociągnął nosem i zsunął się niechętnie z łóżka. Jak mógł spojrzeć profesorowi Snape’owi w twarz po tym wszystkim, co zrobił? Jego profesor był dla niego taki dobry, nawet sprawdził, by się upewnić, że potrafi zasnąć! Harry poczuł głęboki wstyd przez swoje kłamstwo.
- Siądź tu, Potter – nakazał Snape, gdy tylko weszli do salonu. – Zaraz podam ci eliksir.
Harry spojrzał na niego zaskoczony.
- Nie potrzebuję go – stwierdził, przecierając rękawem oczy.
Snape prychnął.
- Użyj chusteczki, niewychowany dzieciaku! – Przywołał jedną i podał mu ją.
Harry zatrąbił na nosie i wytarł się.
- Przepraszam – wymamrotał. – Ale nie potrzebuję eliksiru.
- Jeśli nie możesz spać, bo jesteś przestraszony lub obolały to zdecydowanie musisz przyjąć eliksir, głupi bachorze! – odparł Snape, ukrywając poczucie winy za gniewnym tonem.
Harry był zdezorientowany. Dlaczego profesor miałby myśleć, że jest przestraszony lub obolały?
- Ale ja nie jestem.
- Ah, tak? Więc dlaczego szlochałeś w poduszkę? – zapytał Snape.
Harry zarumienił się.
- Nie szlochałem – bronił się.
- Nadal oczywiście jesteś przemęczony przez dzisiejsze wydarzenia – oświadczył Snape. – Jeśli czujesz zbyt wielki ból, by siedzieć, połóż się na brzuchu na kanapie, a ja…
- Zbyt wielki ból? – powtórzył Harry tępo. – Dlaczego miałbym… och. Nie, wszystko gra. Nie uderzył pan aż tak mocno. Znaczy, tak, tyłek mnie trochę piekł, ale teraz już jest okej.
- Nie jest w porządku, a ja nie doceniam bycia okłamywanym. Jesteś czymś wyraźnie zdenerwowany – skrzywił się Snape. – O co chodzi?
Harry spuścił wzrok, a jego oczy ponownie napełniły się łzami. Profesor był dla niego taki miły! Nie zasługiwał na to.
- Potter! – Pomimo wściekłego tonu Mistrza Eliksirów, palce, które uniosły podbródek Harry’ego były łagodne. – Powiesz mi, co się dzieje w tej chwili albo będziesz głęboko żałował swojej bezkompromisowości.
Harry pociągnął nosem i uśmiechnął się jednocześnie. Czuł się tak dobrze, mając kogoś, kto się o niego troszczył i całe to żołądkowanie się i wściekanie profesora nie mogło ukryć oczywistego niepokoju.
- Przepraszam.
- A za co w szczególności? Jest wiele rzeczy, do których możesz się odwoływać, więc musisz być bardziej konkretny – wycedził Snape, ale jego czoło nadal było pomarszczone z niepokoju.
Harry czuł gromadzące się łzy.
- Wszystko schrzaniłem – wykrztusił. – Nie chciałem po prostu rujnować pana dnia i próbowałem się upewnić, że tego nie zrobię, ale w końcu i tak wszystko zrujnowałem!
Snape westchnął głośno. Dlaczego dzieci były tak emocjonalnymi małymi kreaturami? Wciągnął Harry’ego na kanapę i usiadł, owijając jedną rękę wokół ramion chłopaka – tylko po to, by się upewnić, że potwór nie ucieknie, zapewnił się.
- O czym ty mówisz? – zapytał gniewnie. – Tylko dlatego, że zgodziłeś się towarzyszyć pannie Granger do biblioteki, gdy ona nie chciała uczestniczyć w uczcie, nie oznacza…
- To nie było tak! – wypalił Harry. – Ona poszła ze mną. To był mój pomysł. Nie chciała żebym był całkiem sam, a ponieważ naprawdę nie miała ochoty iść na ucztę, nie było to dla niej trudne.
Wściekłe spojrzenie Snape’a było naprawdę przerażające.
- Skłamałeś?
Harry oklapł.
- Yhym – wyszeptał. – Znaczy, dokładnie to nie skłamałem. Po prostu nic nie powiedziałem, gdy Hermiona… eee… dała panu mylne wrażenie.
- Naprawdę sobie wyobrażasz, że jest to różnica, którą zaakceptuję? – zapytał Snape.
- Nie, proszę pana. – Harry spojrzał na swoje bose stopy.
Snape podążył za jego wzrokiem i wydał z siebie nieartykułowane parsknięcie frustracji, po czym przywołał nowe kapcie Harry’ego z baraniej skóry.
- Głupi dzieciaku! Chcesz złapać śmiertelne przeziębienie? Musisz nosić kapcie w lochach!
Harry skrył uśmiech. Tak, to był jego profesor. Nawet gdy Harry właśnie został złapany na wielkim kłamstwie, profesor Snape nadal bardziej martwił się o jego zdrowie niż był zły za zachowanie.
- Przepraszam.
- Jeszcze będziesz przepraszał, Potter – warknął profesor. – Nie będę tolerował kłamstwa. W tym przypadku, być może bardziej zawiniła panna Granger, a zatem otrzyma bardziej surową karę, ale ty…
Harry przerwał mu z sapnięciem czystego przerażenia.
- Nie! Proszę, profesorze! To nie była jej wina… tylko próbowała mi pomóc. Proszę jej nie karać. Naprawdę, to wszystko moja wina!
Snape zmierzył zrozpaczonego młodzika wzrokiem, a jego umysł skrzętnie pracował.
- Hymmm. Dobrze, panie Potter. Potargujmy się. Tym razem nie ukarzę panny Granger za to przewinienie. – Harry osunął się z ulgą. – Jednakże, jeśli kiedykolwiek dowiem się, że mnie okłamałeś – odnośnie czegokolwiek, - nie tylko ukarzę cię za łganie, ale również ukarzę pannę Granger i obiecuję, że dotkliwość jej kary będzie niedościgniona w historii Hogwartu. – Widzisz? Nie tylko te małe bachory potrafią być melodramatyczne.
Oczy Harry’ego rozszerzyły się, ale przytaknął z ulgą.
- Dobrze, proszę pana. Dziękuję. – Zawahał się. – Czy… czy to znaczy, że muszę mówić panu o wszystkim?
Snape spierał się ze sobą przez moment, ale w końcu zdecydował się być rozsądny.
- Nie. Możesz grzecznie odmówić odpowiedzi na pytanie, ale nie możesz kłamać. Zrozumiano?
- Tak, proszę pana.
- Więc możemy uważać tę sprawę za zamkniętą… póki co.
Harry uniósł gwałtownie głowę. A co z jego karą? Jego profesor obiecał nie karać Hermiony za kłamstwo, ale co z jego kłamstwem? Harry przygryzł na moment wargę, zastanawiając się, czy powinien wytknąć mężczyźnie zaniedbanie, ale w końcu postanowił siedzieć cicho. To nie tak, że chciał uniknąć zasłużonej kary, ale wiedział, że jego profesor nie lubił wytykania błędów. Może dla obu będzie lepiej, jeśli zignoruje pominięcie?
Snape odetchnął w duchu. Twarz bachora była obrzydliwie łatwa do odczytania, ale okazało się, że w końcu rozwinął w sobie instynkt samozachowawczy i nie zamierzał upominać się o wciąż zasłużoną karę. Zadowolony z dowodu na ślizgońskie cechy bachora, zacisnął bezwiednie dłoń na ramieniu chłopaka.
Harry z wdzięcznością pochylił się do uścisku. Był takim szczęściarzem. Jak wiele dzieciaków miało tak wyrozumiałych opiekunów?
- W porządku, panie Potter – powiedział w końcu Snape. – Ale dlaczego nie chciałeś iść na ucztę? Teraz już ustaliliśmy, że to ty zdecydowałeś się ją opuścić. Chcę wiedzieć, dlaczego… i ma to być prawda!
Harry wtulił się mocniej w mężczyznę.
- Zwyczajnie nie chciałem iść na dużą imprezę. Nie dzisiaj.
Snape spojrzał na niego zaciekawiony.
- Dlaczego nie? Nie oczekuj, że uwierzę, że panna Granger przekonała cię do porzucenia lizaków i czekolady, choć mogłoby to być wspaniałe.
Harry skrzywił się.
- Nie! Ale, no…
- Prawda, Potter – pouczył Snape.
- Hermiona dała mi książkę o Vold… Nim. A w niej było napisane, że moi rodzice umarli w Halloween. Więc ja… po prostu nie sądziłem, że to dobry dzień na pójście na ucztę. – Harry zaryzykował spojrzenie na profesora, błędnie odczytując zastygniętą w bezruchu twarz mężczyzny i wpadając w panikę. – Ale nie chciałem zniszczyć jej nikomu innemu! Wiem, że wszyscy uwielbiają ucztę i pan musi pilnować Ślizgonów, i to dlatego niczego nie powiedziałem, bo nie chciałem, by ktoś był zdenerwowany lub by robił zamieszanie. – Ramiona Harry’ego opadły. – Ale tak się stało, bo nie umiem nic zrobić dobrze. Przepraszam.
- Nie bądź głupi! – skarcił go automatycznie Snape, ale w duszy miotał się w szoku. Przed chwilą uderzył, pouczył i ukarał dziecko za chęć szanowania dnia śmierci jego rodziców. Ponieważ był zbyt nieuważnym opiekunem, by połączyć dzień z rocznicą morderstwa Potterów, to udręczone małe dziecko znalazło się w niemożliwej sytuacji i musiało kłamać i wymknąć się, aby nie być zmuszonym do wzięcia udziału w święcie. Severus nawet planował zaangażować go w swój coroczny rytuał zapalania świecy ku pamięci Lily, zanim pójdzie do łóżka, ale nigdy nie przyszło mu do głowy, by porozmawiać o tym dniu z dzieckiem Lily.
- Przepraszam – powtórzył Harry, a łzy ponownie popłynęły po jego policzkach. – Nie powinienem opuszczać uczty. To nie tak, że chociaż pamiętam rodziców, a pan jest świetny. Ale po prostu pomyślałem, że w tym roku mógłbym pomyśleć o tym, jak… jakby to było, gdyby… - urwał, szlochając. Teraz profesor Snape naprawdę znienawidzi go za bycie niewdzięcznym małym dziwakiem, ale on zwyczajnie czuł się tak bezpiecznie w Hogwarcie, i tak lubił bycie częścią czarodziejskiego społeczeństwa i uwielbiał dowiadywać się o rodzicach, którzy byli tu uczniami i miał teraz sweter swojej mamy… Pierwszy raz czuł, że są dla niego rzeczywiści i pomyślał, że byłoby miło, gdyby spędził trochę czasu, myśląc o nich. Ale zamiast tego skłamał, sprowadził na wszystkich kłopoty, niemal został zabity i teraz profesor będzie zakładać, że ponieważ Harry tęskni za rodzicami, Snape nie podoba mu się jako opiekun.
Snape wyrwał się z mentalnego samobiczowania. Jak zwykle, musiał zignorować swoje własne potrzeby i skupić się czyichś – w tym wypadku, histeryzującego bachora.
- W porządku, Potter. Cicho. Już cicho. – Niezgrabnie poklepał chude ramiona chłopaka, powodując tym więcej łez i smarków.
Minęło kilka dobrych minut zanim Harry dał się przekonać, że Snape nie był na niego wściekły, nie nienawidzi go, nie jest smutny, nie chce zaprzestać bycia jego opiekunek i rozumie niechęć Harry’ego do uczestnictwa w uczcie. Dopiero wtedy Harry uspokoił się na tyle, by myśleć w miarę spójnie.
Snape wyrzucił zmoczoną chusteczkę i przywołał świeżą.
- Jak sobie wyobrażałeś uczczenie pamięci swoich rodziców? – zapytał cicho.
Harry pociągnął nosem w nową chusteczkę.
- Nie byłem pewny. Naprawdę nie wiem o nich wiele, a książka Hermiony nie mówiła wiele więcej.
-Hymm. – Snape nie lubił być uznawanym za troskliwego, ale nie był bez serca. Oderwał się od Harry’ego – właściwie, w jaki sposób bachor znalazł się na moich kolanach? – i podszedł do kominka. – Minervo, przyjdź tu, proszę – rozkazał, gdy tylko starsza czarownica zamrugała sennie w jego stronę.
Chwilę później, czarownica stała w jego ogniu, wiążąc pasek na swojej szacie w szkocką kratę i przyglądając się czarodziejom z zaciśniętymi ustami.
- Co to ma znaczyć, Severusie? Masz pojęcie, która godzina?
Harry patrzył na to przerażony. Dlaczego profesor sprowadził tu jego Opiekunkę Domu? Chciał wyrzucić Harry’ego? Domagać się, by wzięła go natychmiast do Wieży, wyjaśniając, że niewdzięczni podopieczni nie mogą spać w jego kwaterach?
Snape wziął ją na bok, podczas gdy Harry czekał z niepokojem i napięciem.
- Jesteśmy idiotami – powiedział, marszcząc brwi.
Minerva uniosła swoje.
- Och, przepraszam bardzo!
- Który dzisiaj jest, Minervo? Data?
- Oczywiście, że jest Halloween. 31października. Co…
- A co się stało tego dnia w Dolinie Godryka?
Minerva sapnęła, gdy zrozumiała, o co mu chodzi.
- Och, mój boże!
- To dlatego nie chciał uczestniczyć w uczcie, ale nie zamierzał nikomu powiedzieć, bo się bał, że popsuje komuś radość z uroczystości – Głos Snape’a był szyderczy, ale Minerva dostrzegła cierpienie skrywane za wściekłym tonem.
- Och, mój drogi. – Położyła dłoń na jego ramieniu. – Czy wszystko gra?
- Ze mną?! – Severus spojrzał na nią. – Straciłaś rozum? To nie o mnie powinnaś się martwić tylko o swoje cenne lwiątko. To on przeżył dzisiaj coś traumatycznego – najpierw przez trolla, a potem przeze mnie.
Minerva zerknęła na kanapę. Harry obserwował ich nerwowo, ale nie przegapiła tego, że był wygodnie rozwalony na poduszkach, ciasno owinięty w nowy szlafrok, miał na nogach kapcie i zdawał się bardziej martwić o swojego opiekuna niż o cokolwiek innego.
- Nie wygląda, jakby był w szoku – zauważyła.
Spojrzał na nią z wściekłością. Zidiociali Gryfoni!
- To, że – przed chwilką – w końcu przestał płakać, lamentować i chować się za meblami, nie oznacza, że jest z nim w porządku – warknął. – Wcześniej byłem dla niego bardzo ostry.
Minerva wzruszyła lekko ramionami.
- Severusie, jakkolwiek zrozumiała jest jego motywacja, dzieciak skłamał i celowo opuścił ucztę bez zezwolenia. Zrobił też bardzo głupio, gdy dowiedział się, że troll chodzi sobie po zamku i niemal dał się zabić. Harry doskonale wie, że zasłużył na karę za swoje działania.
Snape zacisnął zęby na objaw niewrażliwości wiedźmy.
- Minervo! Dałem mu klapsa! I zabrałem na tydzień miotłę!
- I dobrze! – powiedziała energicznie. – Dzięki temu w przyszłości pomyśli dwa razy zanim tak źle się zachowa. Mam nadzieję, że dałeś podobną karę panu Weasleyowi?
Snape spojrzał na nią zbyt oszołomiony, by zrobić coś oprócz skinięcia głową.
- Żadnych deserów przez tydzień.
McGonagall uniosła brew.
- Jesteś zły, Severusie. Jestem pewna, że pan Weasley na długo zapamięta tę karę. Zanim wyjdę powinnam prosić cię o jakieś sugestię odnośnie panny Granger. Ale póki co, pytam się, dlaczego tu jestem? Tylko po to, żebyś mógł wyznać swoje wyimaginowane złe uczynki?
Zgryźliwe pytanie pomogło Snape’owi wrócić do równowagi. Spiorunował ją wzrokiem.
- Poprosiłem, żebyś tu przyszła, by powiedzieć Har… Potterowi o jego rodzicach. Ci jego morsopodobni krewni opowiedzieli mu tylko kłamstwa, a ja raczej nie jestem dobrą osobą do częstowania chłopaka, eee, bachora, gryfońskimi wspomnieniami. Jednak, takie działanie wydaje mi się dobrym sposobem na uczczenie ich pamięci. Kto sobie wyobrażał, że Severus Snape jest tak sentymentalny?
- Wspaniale. Panie Potter – powiedziała, odwracając się do chłopca z uśmiechem, - twój opiekun powiedział mi, że chciałbyś upamiętnić śmierć swoich rodziców poprzez wysłuchanie kilku opowieści o ich czasach szkolnych.
Harry przeniósł oczy na Snape’a z wyrazem zdumienia na twarzy, który szybko zmienił się w uwielbienie. Snape zakaszlał, zaczerwienił się i patrzył wszędzie tylko nie na uśmiechającą się złośliwie McGonagall. Nagle Harry zorientował się, że nie odpowiedział swojej Opiekunce i szybko odwrócił się do niej.
- Tak, proszę pani. Proszę?
- Bardzo dobrze. Jak może wiesz, twoi oboje rodzice byli w moim Domu. Będę szczęśliwa mogąc podzielić się z tobą kilkoma wspomnieniami, i oczywiście twój opiekun też może. Wiesz, że znał twoją matkę, nawet zanim przybyli do Hogwartu?
Harry ponownie spojrzał na Severusa i uśmiechnął się.
- Tak, proszę pani. Pamiętam, jak dyrektor kilka tygodni temu mówił o tym reporterce. – Urwał, gdy uderzyła w niego pewna myśl. – Ale proszę, dzisiaj bez smutnych opowieści, dobrze? – poprosił, drżącym głosem.
Minerva zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc.
Snape usiadł spokojnie obok chłopca i wyjaśnił równym głosem.
- Potter odnosi się do faktu, że dzisiejszego wieczora wolałby nie słyszeć o przykładach niedojrzałego zachowania jego ojca, jak również o jego skłonnościach do znęcania się nad słabszymi. Niech się pan nie martwi, panie Potter, jestem pewny, że profesor McGonagall nie będzie miała trudności ze znalezieniem przyjemnych historii.
W tym momencie profesor McGonagall jednak dostrzegła, że miała trudność, by nie zemdleć z czystego niedowierzania. Czy to naprawdę był Severus Snape, mężczyzna, który bez dwóch zdań mógłby wygrać Turniej Trójmagiczny, gdyby jednym z zadań było Żywienie Urazy? Minerva już dawno pogodziła się z wiedzą, że Severus nigdy nie będzie w stanie prowadzić cywilizowanej rozmowy o Jamesie Potterze; wściekłość i nienawiść, z jaką Huncwot traktował go w czasach szkolnych była w nim zbyt głęboko zakorzeniona. A jednak nagle teraz rozmawiał o nim spokojnym tonem i nic nie wskazywało na to, że tak jak w ciągu dekady będzie się burzyć tak, jak za każdym razem, gdy zostało wymienione imię Jamesa.
Spojrzała na Harry’ego, który tulił się do Snape’a ze spojrzeniem pełnym czci na twarzy. Mistrz Eliksirów powarkiwał i krzywił się w stronę chłopaka, mimo że jego ręce delikatnie przyciągnęły Harry’ego do jego boku i poprawiały szatę. Minerva zamrugała, starając się uwierzyć w to, co widziała. Wiedziała, że sztywne poczucie honoru Snape’a – gdy tylko łuski opadną z jego oczu, - zapewni ochronę dla chłopca i będzie traktował go z pedantyczną ostrożnością. Była pewna, że dobrze zadba o fizyczne potrzeby Harry’ego, choć zakładała, że chłód Severusa i zimny sposób bycia spowodują powstanie między nimi bariery. Ani przez moment nie brała pod uwagę tego, że Severus może skorzystać z tej relacji.
Jednak tuż przed nią był dowód: Severus naprawdę próbował pokazać szczere uczucie, którym darzy chłopaka i nawet fakt, że zaprosił ją do swoich prywatnych kwater był ogromnym przełomem dla mężczyzny uwielbiającego prywatność. Nigdy nie myślała, że zobaczy Severusa tak… spokojnego.  Wydawało się, że cała gniew i gorycz zostały przytłumione. Och, nadal był zgryźliwy i kąśliwy, odeszła ta krawędź brzytwy, która tak często raniła go oraz wszystkich dookoła. Fakt, że potrafił potwierdzić to, jak traktowali go Huncwoci bez syczenia oraz wybuchu złości był jasnym dowodem.
Minerva usiadła po drugiej stronie kanapy zajmowanej przez Harry’ego.
- Może chcesz usłyszeć, jak twoja matka zdecydowała się zabrać z mugolskiego świata ubezpieczenia dla skrzatów domowych. Znasz mugolskie cukierki nazywane „pixy stix”?
Kilka godzin później Harry, całkowicie wiotki i głęboko śpiący, był przewieszony przez kolana profesora. Profesorowie opowiadali mu historię za historią, malując wspaniale zróżnicowany obraz dwójki młodych ludzi, wesołych, bystrych i uwielbiających zabawę. Zasnął z uśmiechem na ustach, czując, że jest bezpieczny i kochany, gdy tak leżał na opiekunie i słuchał głębokiego głosu mężczyzny odbijającego się w jego klatce piersiowej.
- Wielkie nieba – westchnęła McGonagall. – Myślałam, że nigdy nie zaśnie. Nie mogłeś podsunąć mu trochę Bezsennego Snu?
Snape spojrzał na nią groźnie.
- Nie będę mu podawał leków dla własnej wygody – powiedział urażony.
McGonagall zaśmiała się miękko.
- O jejku, Severusie. Tak łatwo cię rozdrażnić.
Prychnął z oburzeniem. Głupi Gryfoni. Kto może liczyć na zrozumienie ich poczucia humoru?
- W porządku, Severusie, zanim wyjdę, powiedz mi, jak ukarałeś moje dwa lwiątka, żebym mogła upewnić się, że się do nich stosują.
- Przez tydzień będą pod ścisłą kontrolą i muszą napisać esej na trzy stopy o błędach, które zrobili, decydując się na opuszczenie biblioteki. Ponadto, jak już wiesz, oboje w tym czasie mają szlaban na ich ulubione czynności.
McGonagall skinęła głową.
- Doskonale.
- A jaką pokutę wyznaczyłaś pannie Granger?
- Żadną. – Na widok zszokowanego wyrazu twarzy Snape’a, McGonagall wyjaśniła. – Zabrałam ją do Poppy, by uleczyła jej nadgarstek i podała pannie Granger pół dawki eliksiru Bezsennego Snu. Nie miało sensu karcenie dziecka, które jest zbyt oszołomione, by słuchać. Powiedziałam pannie Granger, że rano omówię z nią karę – uważam, że kilka godzin zamartwiania się o karę jest najbardziej efektywną formą tortury.
Snape spojrzał na nią z podziwem. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że McGonagall potrafi być tak złośliwa.
- Imponujące.
Posłała mu koci uśmieszek.
- Dziękuję. Wyznaczę jej tą samą kontrolę i esej, co ty chłopcom, ale nie jestem pewna, co ze szlabanem na ulubioną czynność. Mimo wszystko, jej ulubioną rozrywką są takie rzeczy, do których nie chciałabym jej zrazić. Powinnam zabronić jej chodzić do biblioteki? A może uczestniczyć w zajęciach?
Harry wymamrotał coś przez sen i chwycił się szaty Snape’a. Oczy McGonagall zalśniły, gdy zobaczyła, jak Severus chwyta i uspokaja dzieciaka, ale zdołała się powstrzymać od komentarza.
- Jakieś sugestie?
Snape pomyślał przez chwilę, gdy przypomniał sobie rozmowę sprzed kilku tygodni.
- A co powiesz na to, by zamiast zabronić jej jakiejś czynności, zmusić ją do udziału w innej? – Na widok nierozumiejącego wzroku Minervy, sprecyzował. – Czy to nie aby panna Granger rozpatrywała Quidditch jako bezużyteczną stratę czasu, ku wielkiej irytacji jej przyjaciół? Wyznacz jej esej na cztery stopy o grze oraz obowiązkowe uczestnictwo we wszystkich meczach i treningach przez kolejny tydzień.
Minerva wybuchła śmiechem.
- Och, Severusie, jesteś nikczemnym człowiekiem! Panna znienawidzi każdą sekundę tego zadania, zwłaszcza, gdy będzie musiała poprosić pana Weasleya o pomoc. – Snape napuszył się na tą pochwałę. – A gdy zrozumie zasady gry, lepiej będzie mogła uczestniczyć w działaniach Domu, rozmowach z innymi uczniami… To wspaniały pomysł! A co do jutrzejszego meczu – spojrzała na Harry’ego, - zakładam, że nie będzie mógł w nim uczestniczyć?
- Właśnie tak – powiedział Snape ostrożnie, wyczekując wielkiej walki z gryfońską Opiekunką.
Ku jego zaskoczeniu, Minerva westchnęła tylko i przytaknęła.
- To i tak postawiłoby go w niezręcznej sytuacji. Może to nawet dobrze i będzie w stanie zagrać przeciw Pochonom i Krukonom – powiedziała, pocieszając samą siebie. – W takim razie pozwolisz Harry’emu na oglądanie meczu, żeby mógł go wytłumaczyć pannie Granger? Jeśli nie będzie z nią jednego z chłopców, sama jej obecność nie zdziała wiele, a Ron otrzymał specjalne pozwolenie na spędzenie gry na ławce Gryfonów razem z braćmi.
Snape zmarszczył brwi, patrząc na dzieciaka i jednocześnie zastanawiając się, kiedy zaczął gładzić jego potargane włosy.
- On został ukarany, Minervo – zaczął surowo.
- I właśnie dlatego nie będzie mógł zagrać w meczu – zgodziła się. – Ale czy mógłby uczestniczyć w grze w ramach specjalnej dyspensy? Będzie tam cała kadra, więc to jest oficjalna metoda szkoły do nadzorowania ucznia.
Snape prychnął, ale zadręczyło go wspomnienie przygnębienia Harry’ego, kiedy ten dowiedział się, że ma szlaban na latanie przez tydzień.
- Och, w porządku – powiedział niechętnie. – Ale tylko dlatego, że będzie pomagał Granger w jej karze.
- Wspaniale! – Minerva podniosła się na nogi i skierowała do kominka. – Och i jeszcze jedno, Severusie – masz jakiś pomysł, czym jest „trwała dokumentacja” albo, dlaczego wspomnienie o niej tak przeraża pannę Granger?

CDN…

Dziękuję za każdy komentarz ;)