Ważne

Zanim zaczniecie czytać jakikolwiek tekst, warto poszukać go w zakładkach. Często tłumaczenia są kontynuowane przeze mnie po kimś innym - w takich wypadkach podaję tylko linki do pierwszych rozdziałów, więc warto zerknąć, czy dane opowiadanie nie jest czasem już zaczęte gdzie indziej. Dzięki temu nie dojdzie do nieporozumień i niepotrzebnych pytań, typu: "A gdzie znajdę pierwsze rozdziały?" Wszystko jest na blogu, wystarczy poczytać ;)
Po drugie, nowych czytelników bardzo proszę o zerknięcie do zakładki "Zacznij tutaj" :) To również wiele ułatwi :D
Życzę wam miłego czytania i liczę, że opowiadania przypadną wam do gustu.
Ginger

sobota, 3 listopada 2018

CP - Rozdział 7 - Sprawdziany do Quidditcha


Ten wieczór w wieży Gryffindoru był z pewnością nerwowy. Fred i George testowali swoje produky na pierwszakach, czego Hermiona nie pochwalała. Posunęła się tak daleko, że zagroziła, że pośle kilka słów pani Weasley, w co żaden z bliźniaków nie mógł uwierzyć. Pani Weasley w pewnością wysłałaby im wyjca przy pierwszej możliwej dogodności. Hermiona zdecydowanie brała swoją pozycję prefekta na poważnie, podczas gdy Ron wydawał się nieco niechętny do mieszania się w sytuacje, które nie dotyczyły jego albo Harry’ego.
Ponieważ Harry spędził poprzednią noc w skrzydle szpitalnym, to była pierwsza szansa, by wszyscy Gryfoni mogli swobodnie porozmawiać z Harrym. Nie trwało to długo, bo Ron oświadczył, że ktokolwiek będzie przeszkadzał Harry’emu, dostanie szlaban ze Snapem. To załatwiło sprawę. Po tym oświadczeniu Ron nie stał się popularny, ale zostawiono Harry’ego w spokoju. Hermiona, wciąż wściekła na Freda i George’a, wcześniej poszła do łóżka, przez co Ron dał spokój zadaniom domowym niedługo później. Pomimo swojego wyczerpania, Harry wiedział, że jeśli odłoży zadania domowe na później, będzie tego żałował.
Na początek stawił czoło zadaniu z eliksirów, kończąc je półtorej godziny później. Do tego czasu w pokoju wspólnym zostało tylko kilka osób. Pocierając zmęczone oczy, Harry zaczął zadanie z historii magii, zdeterminowany, by je skończyć. Było gotowe niemal dwie godziny później. Nie będąc w stanie dłużej utrzymać oczu otwartych, Harry ruszył spać. Nastawił budzik na tak wczesną godzinę, by mógł iść do skrzydła szpitalnego i wrócić, zanim ktokolwiek zauważy. Rzucił również kilka zaklęć wyciszających wokół swojego czterokolumnowego łóżka, żeby przypadkowo nie obudzić innych, gdyby miał koszmar.
Według Harry’ego ranek nadszedł zbyt szybko. Wychodząc z łóżka, ubrał się jak najciszej, po czym wyszedł z dormitorium i pobiegł do skrzydła szpitalnego. Powiedzenie, że pani Pomfrey była niezadowolona ze stanu Harry’ego było poważnym niedopowiedzeniem. Natychmiast rozpoznała jego wyczerpanie i podała mu różne eliksiry, które nie wchodziły w konflikt z jego przepisaną miksturą. Gdy Harry wyszedł ze skrzydła szpitalnego, czuł się o wiele lepiej niż wcześniej i to od dłuższego czasu. Ból leczących się mięśni zmalał i z pewnością czuł się teraz bardziej obudzony.
Podobnie jak dzień wcześniej, Harry usiadł przy stole Gryffindoru w Wielkiej Sali, czekając aż wszyscy się obudzą. Wyciągnął swój dziennik snów i spisał to, co zapamiętał ze swojego nocnego snu. Było w nim kilka dziwnych rzeczy, ale przynajmniej nie widział ponownie cmentarza. Nie działo się to co noc, ale wciąż każdego wieczora Harry się tego obawiał. Nie znosił ciągłego patrzenia, jak Cedric jest mordowany. Nie znosił budzić się z krzykiem. Nie znosił budzić się z krzykiem. Nie znosił budzić innych swoim wrzaskiem.
Nie minęło dużo czasu, nim ludzie zaczęli przychodzić na śniadanie. Odkładając swój dziennik snów, Harry wyjął książkę do zaklęć i przeglądnął ją. Zanim Harry się zorientował, ktoś usiadł z hukiem po jego prawej, a zaraz portem ktoś delikatniej opadł po jego lewej. Harry musiał stłumić uśmiech, gdy Hermiona zaczęła nalewać sobie filiżankę kawy, podczas gdy Ron napełnił talerz jedzeniem.
- Dlaczego mnie nie obudziłeś, Harry? – zapytał Ron,  zakrywając usta, by zapobiec ucieczce ziewnięcia. – Poszedłbym z tobą.
Harry zamknął podręcznik do zaklęć i spojrzał na Rona z uniesioną brwią. Ron wyglądał, jakby w każdej chwili mógł zasnąć.
- Nie, nie poszedłbyś – powiedział szczerze Harry. – Już dłuższą chwilę jestem na nogach. Pani Pomfrey chciała się ze mną zobaczyć, żeby się upewnić, że wszystko w porządku.
Hermiona natychmiast dotknęła jego ramienia.
- I wszystko w porządku, Harry? – zapytała. – Powiedziałeś, że byłeś zmęczony…
- I spodziewałem się tego, biorąc pod uwagę, że w domu robiłem sobie drzemki – przerwał jej spokojnie Harry. – Wszystko gra. Pani Pomfrey chce tylko mieć na mnie oko przez resztę tygodnia. Chce być całkowicie pewna, że to, co się stało w pociągu, nie opóźni mojego powrotu do zdrowia. – Zasadniczo była to prawda. Poza tym z jego prawym bokiem było dzisiaj lepiej, więc po co to wspominać i ich martwić?
- Co za ulga – powiedział Ron, po czym zaczął wpychać jedzenie do ust.
Wielka Sala szybko wypełniła się uczniami i nauczycielami. Spoglądając na stół nauczycielski, Harry musiał zauważyć nieobecność pewnego wielkiego, przyjaznego mężczyzny o imieniu Hagrid. Westchnął, chwytając kawałek tostu. Minęły niemal dwa tygodnie, od kiedy słyszał coś od Hagrida, który był na misji dla profesora Dumbledore’a. Ostatnio Harry słyszał od nauczyciela opieki nad magicznymi stworzeniami, że „sprawy idą wolniej niż się spodziewali” i że Hagrid zobaczy się z nim jak najszybciej to będzie możliwe. Harry mógł tylko mieć nadzieję, że nic mu nie jest.
Pierwszymi zajęciami były podwójne zaklęcia. Profesor Flitwick spędził przynajmniej piętnaście minut strasząc ich ważnością sumów, a przez następną godzinę powtarzali zaklęcie przywołujące, ponieważ miały być na egzaminie. Pod koniec zajęć, profesor Flitwick zadał im największe zadanie z zaklęć, jakie kiedykolwiek dostali. W tym momencie Harry bardzo cieszył się, że zeszłej nocy został do późna, dzięki czemu mógł dzisiaj wieczorem popracować nad tym zadaniem.
Po zaklęciach piątoroczni Gryfoni mieli podwójną transmutację. Po raz kolejny słuchali o ważności sumów (co już stawało się irytujące). Gdy przemowa się skończyła, klasa zaczęła pracować nad zaklęciem znikającym – trudną magią, która miała być na egzaminie z sumów. Przez resztę zajęć wszyscy próbowali zniknąć dane im ślimaki. Hermiona zdołała zrobić to za trzecim razem, a Harry za piątym, ale tylko im się udało. Oboje zarobili dziesięć punktów dla Gryffindoru i nie dostali zadania. Wszyscy inni musieli dzisiaj ćwiczyć.
Po szybkim obiedzie była opieka nad magicznymi stworzeniami. Wczorajszy deszcz sprawił, że trawnik przesiąknął wodą, co uczyniło podróż do chatki Hagrida przy Zakazanym Lesie interesującym doświadczeniem. Wszyscy starali się unikać wielkich kałuż, ale niektórzy nie mieli tyle szczęścia i mieli na ubraniach rozpaćkane błoto, na co narzekało kilka dziewczyn (Parvati i Lavender były jednymi z nich).
Ponieważ Hagrida wciąż nie było, na jego zastępstwo była profesor Grubbly-Plank. Stała jakieś dziesięć jardów od frontowych drzwi chatki, a przed sobą miała stolik pokryty gałązkami. Gdy wszyscy przybyli, zwołała klasę do porządku. Harry, Ron i Hermiona stali przy końcu długiego stołu po lewej nauczycielki.
- Dzień dobry, klaso – powiedziała profesor Grubbly-Plank. – Czy ktoś umie mi powiedzieć, jak nazywają się rzeczy przede mną?
Hermiona natychmiast uniosła rękę. Malfoy zaczął się z niej naigrywać, zdobywając tym chichoty od strony swoich kolegów ze Slytherinu. Harry mógł tylko przewrócić oczami z irytacją, klękając, by bliżej się przyjrzeć. Po bliższej inspekcji, Harry zauważył, że gałązki wcale nie były gałązkami. Przypominały małe wróżki, ale wyglądały, jakby były zrobione z drewna. Miały maleńkie ramiona i nogi, a na końcu każdej ręki miały płaską głowę z małymi brązowymi oczkami. Harry już miał się odsunąć, gdy jeden z nich poruszył się i wskoczył na lewe ramię Harry’ego, sprawiając, że kilku uczniów krzyknęło z zaskoczenia.
- Uspokójcie się! – powiedziała ostro Grubbly-Plank.
Starając się zachować spokój, Harry wyciągnął rękę dłonią do góry ku swojemu lewemu ramieniu i pozwolił stworzonku zeskoczyć na nią, zanim wróciło na stół. Unosząc wzrok na profesor Grubbly-Plank, Harry zauważył, że patrzyła na niego z zaskoczeniem, jak w zeszłym roku, gdy uspokoił jednorożca. Naprawdę nie lubił tego spojrzenia. Dostawał je tylko wtedy, gdy robił coś, czego normalni czarodzieje i czarownice nie powinni robić.
Profesor Grubbly-Plank w końcu skupiła uwagę na klasie i rozrzuciła pełną garść czegoś wyglądającego jak brązowy ryż wśród podobnych do patyków stworzeń.
- Panno Granger – powiedziała wreszcie. – Czym są te stworzenia?
- To nieśmiałki – powiedziała natychmiast Hermiona. – Strażnicy drzew, którzy normalnie żyją w pniach, z których robi się różdżki. Jedzą korniki i jeśli są w stanie je zdobyć to jaja wróżek.
- Bardzo dobrze – powiedziała profesor Grubbly-Plank. – Dziesięć punktów dla Gryffindoru. Nieśmiałki żyją w drzewach, które mogą być użyte do robienia różdżek. Gdy potrzebuje się liści albo drewna z drzewa, które zamieszkuje nieśmiałek, mądrze jest mieć dla niego prezent dla rozproszenia, jak na przykład korniki. Nie wydają się niebezpieczne, ale ich palce są bardzo ostre. A teraz podejdźcie bliżej, weźcie nieco korników i nieśmiałka. Wystarczy jeden na trzech uczniów. Przyjrzyjcie się im blisko. Pod koniec zajęć spodziewam się od was szkiców wszystkich jego części ciała wraz z opisami.
Harry ponownie ukląkł i pozwolił nieśmiałkowi wskoczyć z powrotem na jego ramię. Odwracając się do Rona i Hermiony, dostrzegł, że dziewczyna ma już nieco korników w dłoni. Przeszli do kępki trawy z dala od wszystkich innych. Hermiona wyjęła różdżkę i osuszyła ziemię, by mogli usiąść. Harry zrobił to wolno, by nie zaskoczyć nieśmiałka.
- Um… Harry, mógłbyś może przekonać to do położenia się na ziemi? – zapytała Hermiona.
Harry uniósł swoją prawą dłoń do lewego ramienia dłonią do góry i nieśmiałek wszedł na nią. Powili opuścił rękę i przeniósł stworzenie przed swoją twarz. Odwróciło się i przez długi moment patrzyli sobie w oczy. Nagle Harry poczuł coś, czego nie potrafił wytłumaczyć. Czuł jak poczucie spokoju i opiekuńczości miesza się z odrobiną strachu. Nieśmiałek bał się, co z nim zrobią. Harry uśmiechnął się do stworzonka i pozwolił swoim uczuciom – ciekawości i życzliwości – zmieszać się z tym, co czuł. Powoli Harry poczuł, jak strach odpływa.
- Ona nie jest „tym”, Hermiono – powiedział cicho Harry, powoli opuszczając nieśmiałka na ziemię i nie spuszczając z niego wzroku. – Boi się, co możemy jej zrobić. Próbuję ją uspokoić, żeby była cierpliwa.
Nieśmiałek zsunął się z ręki Harry’ego na ziemię. Lewą ręką Harry skinął na nią, by położyła się na ziemi, mając nadzieję, że nieśmiałek zrozumie. Zrozumiała i powoli ułożyła się w pozycji leżącej, a jej oczy nie opuściły ani na moment Harry’ego, który uśmiechnął się do niej i dał jej nieco korników. Ron i Hermiona natychmiast zaczęli rysować, a Harry podążył ich śladem. Nie zajęło im to dużo czasu, a potem zaczęli opisywać. Gdy skończyli, Harry skinął na nieśmiałka, by wstała, po czym delikatnie położył ją na ramię, gdzie cierpliwie czekała.
- Myślę, że to wszystko – powiedziała Hermiona z uśmiechem, zwijając wypełniony diagram, po czym rozejrzała się po reszcie grupy, która wciąż pracowała nad swoimi rysunkami i rozmawiała ze sobą. – Chyba pierwsi skończyliśmy.
- Cóż, pomogło to, że mogliśmy porozmawiać z… eee… nią – powiedział Ron, wzruszając ramionami, po czym spojrzał na Harry’ego z zaciekawieniem. – Jak to zrobiłeś, Harry?
Harry wzruszył ramionami. Tym razem był całkowicie szczery. Nie wiedział, skąd miał pewność, co robić. Po prostu czuł, że robi dobrze.
- Nie potrafię tego wyjaśnić – powiedział, zwijając diagram. – Bała się, że ją zranimy, więc starałem się ją zapewnić, że tego nie zrobimy. To było takie samo jak w zeszłym roku z jednorożcem. Bał się nas. One nie rozumieją naszej ciekawości nimi, ponieważ oni nie są ciekawi nas.
Hermiona przemyślała to przez moment, po czym skinęła głową.
- Właściwie to ma sens – powiedziała. – Nigdy nie myślałam w taki sposób. Te stworzenia są wyciągane ze swoich domów, żebyśmy mogli się o nich uczyć. Może powinieneś o tym powiedzieć profesor Grubbly-Plank, Harry. Nie sądzę, by ktokolwiek kiedykolwiek o punkcie widzenia tych stworzeń. Pomyśl, jaką wielką pomocą byłbyś podczas zajęć!
Harry pokręcił głową.
- Nie ma mowy – powiedział stanowczo. – Widziałem wyraz twarzy Grubbly-Plank. Coś takiego nie jest normalne. Nie potrzebuję więcej uwagi. Chodźcie, zajęcia zaraz się skończą. Powinniśmy oddać zadania.
Wiedząc, że rozmowa dobiegła końca, Harry powoli wstał i podszedł z Ronem i Hermioną do profesor Grubbly-Plank. Wręczyli jej swoje zadanie, po czym zwrócili nieśmiałka na stół i po pożegnaniu, skierowali się w stronę szklarni, gdzie wkrótce mieli zielarstwo. Dokładnie gdy dotarli pod szklarnię rozległ się dzwonek i uczniowie zaczęli wychodzić. Wiedzieli, że to czwarty rok, bo Ginny była jedną z pierwszych na zewnątrz.
- Cześć! – powiedziała Ginny z uśmiechem, gdy zobaczyła Harry’ego, Rona i Hermionę. – Jak tam wasz dzień?
- Długi – odpowiedział kwaśno Ron. – Wszyscy dają nam zadania.
Harry potrząsnął głową, pocierając oczy pod okularami, po czym spojrzał z powrotem na Ginny.
- Innymi słowy, plotki, że piąty rok jest stresujący są z pewnością prawdziwie – wyjaśnił. – Do zobaczenia na kolacji?
Uśmiech Ginny poszerzył się.
- Oczywiście! – zawołała, a następnie zaczęła przechodzić dalej z resztą klasy. – Więc do zobaczenia! Bawcie się dobrze!
Ron prychnął.
- Bawcie się dobrze – wymamrotał. – Jak dla mnie jest zbyt radosna.
- A ty zbyt humorzasty – stwierdziła Hermiona, prowadząc do cieplarni. – Doprawdy, Ron, czy naprawdę musisz narzekać na wszystko. Bardziej spodziewałam się usłyszeć coś od Harry’ego, przez sposób, w jaki wszyscy go traktują, ale to ty byłeś cały dzień rozdrażniony. Dlaczego?
- Eee… bez powodu – powiedział skrępowany Ron, rzucając torbę na ziemię. – Jest tyle pracy domowej. Dzisiaj mamy jeszcze do zrobienia wczorajsze. Wiesz, ile czasu zajmie nam esej dla Snape’a? Mamy też historię, zaklęcia i transmutację. Nie będę spał całą noc!
Harry i Hermiona wymienili spojrzenia, ale pozostali cicho, jako że piątoroczni Gryfoni i Puchoni zaczęli wchodzić do szklarni. Kto by pomyślał, że Ron będzie zestresowany drugiego dnia szkoły? Mimo że zwykle tylko Hermiona wyrażała na głos opinię na temat zadań, Harry nie miał wątpliwości, że on też byłby pewnie zestresowany, gdyby nie skończył zeszłej nocy dwóch ze swoich zadań.
Gdy tylko zaczęły się zajęcia, profesor Sprout powiedziała im o ważności sumów, zanim nakazała im pracować z nawozem ze smoczego łajna, ulubionym profesor Sprout. Na koniec zajęć dostali do zrobienia kolejny esej, zanim zostali wypuszczeni, przez co Ron był w nawet gorszym humorze, niż wcześniej, o ile to w ogóle możliwe.
Głodni i świadomi czekającej ich długiej nocy, Harry, Ron i Hermiona zjedli wcześniejszą kolację (z Ginny, która dołączyła do nich chwilę przed tym, jak zaczęli jeść), po czym powrócili do wieży Gryffindoru. Ron i Hermiona byli zszokowani, gdy usłyszeli, że Harry zrobił już dwa zadania i uporali się z tymi pierwszymi, podczas gdy Harry zaczął swoją pracę z zaklęć. Po wyciągnięciu kilku książek ze swojego kufra, Harry był w stanie dokończyć zadanie, podczas gdy Ron i Hermiona niemal zrobili esej z eliksirów. Harry przystąpił do eseju z zielarstwa, które nie było aż tak trudne jak z zaklęć, więc skończył je w mgnieniu oka.
Ron dokończył dwa eseje i zadanie z zaklęć, po czym stwierdził, że potrzebuje świeżego powietrza. Hermiona drgnęła, by zaoponować, ale Harry uciszył ją spojrzeniem. Może nieco świeżego powietrza było dokładnie tym, czego Ron teraz potrzebował. Ron nie cieszył się robieniem zadań tak, jak Hermiona i nie leczył się z ran, jak Harry. W głębi duszy Harry wiedział, że coś jeszcze się dzieje z jego najlepszym przyjacielem, ale nie wiedział, jak o to zapytać.
Następny ranek przebiegł tak samo, jak poprzedni. Harry obudził się wcześnie, został przebadany przez panią Pomfrey i skończył siedząc w Wielkiej Sali i pisząc swój dziennik snów, zanim wszyscy przybyli. Jego prawy bok bolał tylko od czasu do czasu, co niezmiernie ucieszyło pani Pomfrey. Do jutra Harry będzie wolny od bólu, a przed końcem tygodnia pani Pomfrey zapewniła Harry’ego, że będzie w stanie ponownie latać pod nadzorem. Jednak to oznaczało, że Harry będzie uziemiony podczas kwalifikacji, o czym musiał porozmawiać z Angeliną. Mógł mieć tylko nadzieję, że nie będzie na niego zła z tego powodu.
Zanim Ron i Hermiona usiedli obok niego, Harry zapisał sen, który zdołał zapamiętać. To było dziwne. Trzecią noc z rzędu nie miał snów o trzecim zadaniu. Te sny miały sens. Widzenie w kółko śmierci Cedrica, choć trudno mu było sobie z tym poradzić, były przez niego uważane za normalne. Jego ostatnie sny były tylko kolorami, zniekształconymi głosami i poczuciem instynktu opiekuńczego z nutką strachu. Jeśli to nie było wystarczająco dziwne, gdy tylko Harry się budził, uczucia zostawały, zanim całkiem zniknęły.
Hermiona powoli nalała sobie filiżankę kawy, a Harry odłożył na bok dziennik snów.
- Bez obrazy, Harry, ale jak, do licha, umiesz być na tyle obudzony, by robić zadanie? – zapytała ze zmęczeniem. – Śpisz mniej niż my, a nie wyglądasz w najmniejszym stopniu na zmęczonego. Nikt nie jest w stanie przejść tak szybko od tego, jaki byłeś dwa dni temu, do tego, jak wyglądasz teraz.
Harry wzruszył ramionami na ten komentarz.
- Przyzwyczaiłem się do wczesnego wstawania – powiedział bezceremonialnie. – Chyba po prostu potrzebowałem dnia na powrót do zdrowia po tym, co się wydarzyło w pociągu. Nie miałem też żadnych koszmarów od powrotu tutaj, więc naprawdę przesypiam całą noc. Wcześniejsze pójście wczoraj spać też pomogły.
- Więc nie umiesz się doczekać piątkowych kwalifikacji, Harry? – zapytał Ron, nakładając jedzenie na talerz.
- Ciężko powiedzieć – odparł szczerze Harry. – Będzie ciężko kogokolwiek wybrać po tym, co osiągnął Oliver jako obrońca. Musiałem sprostać temu, co osiągnął Charlie, gdy dołączyłem do drużyny. Nie jest łatwo żyć w cieniu innych. Chyba bardziej martwię się, jak Angelina wywrze presję na tej osobie niż o cokolwiek innego.
- Masz jakiś pomysł, jak będą wyglądać te testy? – zapytał zaciekawiony Ron.
Harry potrząsnął głową.
- Cokolwiek Angelina planuje, nie mogę brać w tym udziału – przyznał. Ron i Hermiona spojrzeli na niego ze zdezorientowaniem. Harry musiał przyznać, że on nie uczestniczący w czymś związanym z Quidditchem był tak prawdopodobny jak miły Malfoy. – Och, ja… eee… jestem uziemiony aż przynajmniej do przyszłego tygodnia. Nakaz pani Pomfrey.
Hermiona posłała Harry’emu dodający otuchy uśmiech, podczas gdy Ron wydawał się rozczarowany. Jako że pierwsze było dzisiaj wróżbiarstwo, Harry i Ron opuścili Wielką Salę wcześniej, by dojść do wieży Północnej. Byli jednymi z pierwszych, dzięki czemu Ron miał wiele czasu, by wymyślić kilka snów do swojego dziennika snów. Większość zajęć wróżbiarstwa spędzili na rozumieniu ukrytych znaczeń snów, zanim profesor Trelawney przypomniała wszystkim o ciągłym pisaniu ich dzienników.
Transmutacja mijała wolno, a Harry i Hermiona zostali oddzieleni od reszty klasy i poinstruowani tak, żeby mogli rzucać zaklęcie znikające za pierwszym razem, podczas gdy wszyscy próbowali je rzucić po raz pierwszy. Przed końcem zajęć, oboje wypełnili swoje zadanie, zdobywając kolejne dziesięć punktów dla każdego.
Profesor McGonagall, Grubbly-Plank i Sinistra dali im więcej zadania, co oznaczało, że piątorocznych Gryfonów czekała kolejna długa noc. Tego wieczora Harry zdołał porozmawiać z Angeliną Jonhson o piątkowych testach. Nie spodobały jej się rozkazy pani Pomfrey, ale zaakceptowała fakt, że Harry nie ma wyboru co do uziemienia. Jak poprzedniej nocy, Harry odrobił pracę domową z Ronem i Hermioną i jak wczoraj po zrobieniu kilku zadań Ron wyszedł, twierdząc, że potrzebuje nieco powietrza.
Reszta tygodnia wydawała się płynąć w ten sam sposób dla Harry’ego. Wstawał wcześniej, był badany przez panią Pomfrey, szedł na zajęcia, otrzymywał zadania domowe, kończył je i szedł do łóżka. Zanim się zorientował, piątkowe zajęcia się skończyły, co oznaczało, że musiał zjeść wcześniejszą kolację, zanim spotka się z resztą zespołu na boisku.
Kiedy Harry przybył, Angelina już przygotowywała się do kwalifikacji. Gdy skończył jej pomagać, przyszła reszta drużyny. Alicja Spinnet i Katie Bell pomogły wyciągnąć ze schowka miotły dla uczniów. Fred i George przyprowadzili tych, którzy starali się o wolną pozycję. Harry nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, gdy zobaczył Rona wchodzącego na boisko. Więc to knuł.
Było dziesięciu kandydatów na pozycję obrońcy. Harry obserwował z ziemi, jak jego koledzy z drużyny próbują każdemu strzelić gola. Każdy obrońca miał dziesięć prób, co z łatwością zmniejszyło grupę do pięciu, a potem do trzech. Ron wyglądał na całkowicie zdenerwowanego, ale za każdym razem strzelono mu tylko trzy bramki. Miał podstawy, ale wydawało się, że nie do końca czuje się dobrze na miotle. Po drugiej rundzie Harry wystrzelił czerwone iskry, sygnalizując drużynie, że chce z nimi porozmawiać. Nastała ciemność, przez co ich jedynym źródłem światła został księżyc będący niemal w pełni, prześwietlający przez częściowo zachmurzone niebo.
Pierwsze wylądowały Angelina i Katie.
- Coś nie tak, Harry? – zapytała Katie z ciekawością.
- Mam pomysł – powiedział Harry chowając różdżkę do kabury. Wiedział, że Weasleyowie są czystokrwiści i najprawdopodobniej nie zrozumieją, o czym myślał, ale miał nadzieję, że to pomoże zdecydować, kto jest najlepszy na tą pozycję. – Powiedzcie wszystkim, żeby wylądowali. Chcę czegoś spróbować.
Angelina spojrzała na niego z zaciekawieniem, po czym zeszła z miotły i kazała wszystkim wylądować. Gdy byli już na ziemi, Harry skinął Angelinie z podziękowaniem, po czym przejął pałeczkę. Pokazał Fredowi, by podał kafla i bez słowa jak najmocniej rzucił go w stronę Rona. Kilka osób krzyknęło zszokowane, po czym westchnęło, gdy Ron go złapał. Harry skinął na Rona, by odrzucił piłkę i gdy tylko Harry miał ją w ręce, rzucił ją do jedynej biorącej udział w kwalifikacjach dziewczyny, Vicky Frobisher. Złapała go, ale nie tak pewnie, jak Ron. Gdy go odrzuciła, Harry pojrzał na Angelinę i zobaczył, że zrozumiała, do czego zmierza. Nawet nie patrząc na finalistów, Harry rzucił kafla trzeciemu, Geoffreyowi Hopperowi, który złapał go mocno.
- Istnieje wiele aspektów roli, którą każdy z was chce grać w drużynie, ale ten jest najważniejszy – powiedział finalistom Harry. – Waszym obowiązkiem jest powstrzymać kafel przed przejściem przez jeden z okręgów bramkowych, bez względu na to, ile rzeczy będzie was rozpraszać. – Harry skinął na Geoffreya, by odrzucił mu kafla, co ten natychmiast zrobił. Potem Harry rzucał ją między Ronem i Vicky. Ron szybko się poruszał, łapał, a potem odrzucał piłkę. – Rzadko będzie leciała prosto do was – dodał Harry. – Będziecie musieli użyć każdej części waszego ciała, w tym waszej miotły, by piłka nie przedostała się przez was.
Harry podał kafla Angelinie, po czym podszedł do finalistów.
- Rozejrzyjcie się i unieście wzrok – powiedział i poczekał, aż trójka to zrobi. – To wasze miejsce, wasze terytorium, o ten teren się martwicie. Musicie go bronić każdym kosztem, bo w innym wypadku wasza pozycja nie ma znaczenia. Sądzę, że pamiętacie Mistrzostwa Świata w Quidditchu. Nawet mimo tego, że Krum złapał znicz, Bułgaria wciąż przegrała mecz, bo Irlandia więcej zdobyła punktów. Właśnie dlatego obrońca jest tak ważny dla drużyny.
Po kilku chwilach ciszy, Harry odwrócił się i wrócił do swojej drużyny, zostawiając finalistów, by przemyśleli, co powiedział. Całkowicie szczerze, Harry nie miał pojęcia, skąd mu się to wzięło, ale nie zamierzał nikomu o tym mówić.
- Są cali twoi – powiedział cicho Angelinie, która skinęła w odpowiedzi, po czym zrobiła krok do przodu.
- Harry ma rację – powiedziała Angelina. – Obrońca jest niezwykle ważną pozycją. To dlatego jesteśmy tak ostrzy. A teraz wsiądźcie na miotły, zrobimy jeszcze jedną rundkę, zanim podejmiemy decyzję.
Wszyscy poza Harrym wsiedli na miotły i wzbili się w powietrze. Harry obserwował finałową rundę i był zadziwiony zmianą w finalistach. Ron zawalił tylko w jednej próbie, podczas gdy Vicky i Geoffrey w dwóch. To z pewnością będzie trudna decyzja. Wszyscy będą potrzebowali wiele praktyki z drużyną przed pierwszą grą. Harry tylko się cieszył, że on nie jest kapitanem. Nie uważał, by mógł podjąć tak trudną decyzję.
Wszyscy wylądowali na ziemi. Trójka finalistów czekała ze zdenerwowaniem, gdy Angelina skinęła na drużynę, by do niej podeszli. Skupili się piętnaście stóp od trójki pełnych nadziei kandydatów. Angelina wyglądała na zmęczoną i zdenerwowaną, spoglądając na drużynę z nadzieją.
- Co myślicie? – zapytała. – Rozmawiałam z Vicky przed kwalifikacjami i powiedziała mi, że dla niej priorytetem jest jej klub zaklęć. Potrzebujemy obrońcy, który uzna drużynę za bezwzględny priorytet.
- Cóż, Hopper i Frobisher wydają się nieco bardziej stabilni na swoich miotłach – zauważyła cicho Katie Bell. – Nie możemy mieć kogoś, kto spadnie z miotły w połowie gry. Z drugiej strony, Ron ma swoją własną miotłę. Nie musi używać szkolnych, które wyglądają, jakby jeden tłuczek miał je wykończyć.
- Ron właśnie dostał własną miotłę – wyjaśnił George. – Nie miał wiele czasu, by ćwiczyć przez ostatnie kilka dni. Jeśli chcesz kogoś zaangażowanego w Quidditch, Ron jest twoim graczem. Wie wszystko o grze.
- Sądzę, że to właśnie próbował zaznaczyć Harry, gdy rzucił w nich kafla, stojąc na ziemi – powiedziała Alicja. – Z praktyką każdy może poradzić sobie z miotłą. Pytaniem jest, z kim na tej pozycji będziemy czuć się najwygodniej?
Wszyscy spojrzeli na Angelinę, czekając na odpowiedź. Fred, George i Harry nie mogli nic powiedzieć o Ronie, więc zostawili decyzję trójce dziewczyn. Angelina, Katie i Alicja zebrały się razem i przez kilka minut rozmawiały ze sobą. Fred, George i Harry dali im miejsce i podeszli do finalistów, którzy wyglądali na dość zdenerwowany. Ron spojrzał na Harry’ego po wyjaśnienie, co się dzieje, ale otrzymał tylko dyskretne potrząśnięcie głową.
- Co się dzieje? – zapytał Geoffrey.
- Angelina musi się naradzić, zanim podejmie swoją decyzję – powiedział Fred z szerokim uśmiechem. – Nie powinno zająć to dużo czasu.
Nie minęło długo, zanim Angelina, Katie i Alicja podeszły z pełnymi ulgi wyrazami na twarzach. Podjęły decyzję i wszyscy to wiedzieli.
- Po pierwsze, chcę waszej trójce podziękować za przyjście ty dzisiaj – powiedziała Angelina finalistom. – Wszyscy jesteście utalentowani, ale możemy wybrać tylko jednego. Proszę, zrozumcie to, że decyzja bazuje na umiejętnościach. Nowym obrońcą w drużynie Quidditcha Gryffindoru zostaje Ron Weasley.
Oczy Rona rozszerzyły się w szoku, gdy natychmiast członkowie drużyny i inni finaliści zaczęli mu gratulować. Gdy w końcu szok minął, Ron miał na twarzy największy możliwy uśmiech, gdy Fred i George klepali go z dumą po plecach. Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu na widok trójki braci. To było niesamowite, że mimo wszystkiego, co się działo i różnic między nimi, rodzina Weasleyów wciąż była tak blisko, jak to tylko możliwe. Pomimo swoich beztroskich masek, które przed wszystkimi zakładali Fred i George, byli równie troskliwi i dumni ze swojej rodziny, jak pan i pani Weasley.
Tej nocy w pokoju wspólnym Gryfonów była impreza, ale nie minęło wiele czasu, nim wszyscy poszli spać. Wiele osób było wyczerpanych wielką ilością zadań domowych i chcieli tylko zażyć dobrego nocnego odpoczynku. Z pewnością był to długi pierwszy tydzień dla wszystkich, zwłaszcza uczniów z piątego i siódmego roku. Wszyscy nie potrafili doczekać się weekendu, ale nie było wątpliwości, że nie będzie ani trochę relaksujący.