wtorek, 16 stycznia 2018

Rada Minervy


Autor: HP Slash Luv
Oryginał: Minerva’s Advice
Rating: +15
Pairing: James/Syriusz/Remus
Ilość części: miniaturka
Opis: James dostaje od swojej Opiekunki Domu radę odnośnie związku.


James wpatrywał się w spadający śnieg. Jego umysł wirował, gdy próbował połączyć kropki, kiedy chodziło o to, co czuł.
Dlaczego było to takie trudne?
Usłyszał energiczne kroki, ale nie odwrócił się. Pomyślał, że ktokolwiek to jest, zwyczajnie go minie. Kiedy kroki zamiast zanikać, zatrzymały się, wziął głęboki oddech, przygotowując się do tego, co miało nadejść.
- Panie Potter, mogę zapytać, co pan tu robi? Patrząc w taki sposób na okno?
- Tylko oglądam spadający śnieg, pani profesor – mruknął. Być może nie było najlepszym sposobem, by zwracać się do nauczycielki transmutacji, siedząc do niej tyłem, ale jego umysł był zajęty czymś innym.
- Jest tego jakiś powód?
- To pomaga mi myśleć – odparł lekko James.
Rozległy się kolejne kroki, ale dźwięk stawał się głośniejszy, zamiast zanikać, więc kiedy stanęła obok niego, z ramieniem zaledwie kilka cali od jego ramienia, nie był zaskoczony.
- Chce pan porozmawiać, panie Potter?
James przemyślał to. Nigdy nie był taką osobą, która rozmawiałaby z profesorem, zwłaszcza o prywatnych sprawach, ale może powinien przełamać narzuconą sobie regułę. Choć normalnie porozmawiałby z Syriuszem albo Remusem, nie było to możliwe w tych okolicznościach.
Z kim innym miałby móc porozmawiać, jeśli nie ze swoją Opiekunką Domu?
James spojrzał na nią, marszcząc brwi.
- Syriusz i Remus są w związku.
Profesor McGonagall nie wyglądała na zaskoczoną. Więc znów, tylko on musiał być tak ślepy, by nie widzieć uczuć pomiędzy dwójką Gryfonów.
- I to ci przeszkadza? – zapytała.
- Tak, ale nie w taki sposób, jak mogłoby się pani wydawać. Nie mam problemu z parą facetów. I szczerze mówiąc, sądzę, że Syriusz i Remus są dobrą parą.
- Więc w czym problem? – zapytała cierpliwie.
James wziął uspokajający oddech. Jeśli nie powie tego jej, jak będzie w stanie powiedzieć to im?
- Bo widzi pani… - urwał.
- Tak? – przytaknęła profesor McGonagall.
- Czuję coś do obu, Syriusza i Remusa. I myślałem, że może miałbym szansę u przynajmniej któregoś z nich, ale teraz oni mają siebie, więc chyba straciłem jakąkolwiek szansę.
Profesor McGonagall była chwilę cicho.
- Prawda? – zapytał niepewnie James.
- Dlaczego sądzisz, że straciłeś szansę? – zapytała w końcu.
James zamrugał; nie spodziewał się tego pytania.
- Bo są razem – odpowiedział powoli, jakby to miało być oczywiste.
Profesor McGonagall przewróciła oczami.
- James, jesteś czystej krwi. Z pewnością wiesz, że w czarodziejskim świecie istnieją różnego rodzaju związki. Tak, związki pomiędzy dwójką ludzi są najpopularniejsze, ale znane są przypadki trójek, w których więzi między trójką ludzi są zwyczajnie nierozerwalne.
James słyszał o czymś takim, ale to nie oznaczało, że mogło się to odnosić do tego konkretnego przypadku.
- Może, ale dlaczego Syriusz i Remus mieliby mnie chcieć, kiedy są tak idealnie zsynchronizowani ze sobą?
- Jedynym sposobem na uzyskanie odpowiedzi, jest zadanie im tego pytania.
James spuścił wzrok na podłogę.
- A co jeśli mnie odrzucą? Mogą być całkowicie obrzydzeni samym pomysłem. Co wtedy?
Łagodna dłoń spoczęła na jego ramieniu.
- James, spójrz na mnie.
Chciał zignorować cichy komentarz, ale zwyczajnie nie potrafił. Jego piwne oczy napotkały zielone oczy profesorki.
- Tak?
- Kochasz ich?
- Bardziej niż kogokolwiek innego – odparł w wahaniem.
- Więc zaryzykuj. Są twoimi przyjaciółmi. Najgorsze, co mogą powiedzieć to, że nie są zainteresowani. Wątpię, by byli okrutni, ale nigdy się nie dowiesz, co czują, jeśli nie spróbujesz.
James zmusił się do uśmiechu, ale wiedział, że miała rację.
- Dzięki, pani profesor.
Uśmiechnęła się.
- Nie ma problemu. Po prostu bądź Gryfonem. Pokaż im, że ci na nich zależy. Możesz być zaskoczony ich reakcją.
James został sam ze swoimi myślami. Wrócił do oglądania śniegu, by przemyśleć wszystko, co powiedziała koci animag.
Był Gryfonem, a zachowywał się jak tchórz. Był zakochany i powie im o tym.
Tego wieczoru, wszedł do dormitorium Gryfonów. Peter zniknął na wieczór, mając szlaban z Filchem, więc był to idealny czas, by wyznać dwójce pozostałych w pokoju swoje uczucia bez przerywania mu.
Kiedy wszedł do dormitorium, James z zaskoczeniem odkrył, że Remus i Syriusz siedzą wygodnie w jego łóżku, zamiast w swoich.
Spojrzał na nich z zabawnym wyrazem twarzy.
- Wiecie, że oboje macie łóżka, prawda?
Syriusz wyszczerzył się.
- Cóż, twoje jest o wiele wygodniejsze.
- Wszystkie łóżka są dokładnie takie same – odparł z kamienną miną James.
Remus wzruszył ramionami.
- Masz nas. Po prostu lubimy twoje łóżko.
- Dlaczego? – zapytał James.
Syriusz i Remus wymienili spojrzenia, milcząco się komunikując. Skinęli do siebie.
Syriusz wstał.
- Lubimy je, ponieważ pachnie tobą.
- Huh? – zapytał niezbyt inteligentnie James.
Remus przygryzł wargę, również wstając.
- Mieliśmy nadzieję, że przyjdziesz do nas, ale zdaliśmy sobie sprawę, że to może się nie stać z powodu gryfońskiej szlachetności, czy czegoś równie głupiego. Syriusz i ja kochamy się.
James skinął głową.
- Wiem.
Syriusz podjął w miejscu, gdzie urwał Remus i stał się jasne, że to planowali.
- Kochamy też ciebie. Myśleliśmy, że możesz oddać nasze uczucia, ale z jakiegoś powodu, nigdy nie powiedziałeś ani słowa. Zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli poczekamy, aż to ty zrobisz pierwszy krok, to możemy czekać wiecznie.
Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Jamesa.
- Zamierzałem dziś wieczorem powiedzieć wam, co czuję.
- Czemu tak długo ci to zajęło? – zapytał Remus.
- Obawiałem się, że nie będziecie mnie chcieć, bo macie siebie nawzajem. Myślałem, że nie będziecie nawet mną zainteresowani i pomyślicie, że to całkowicie odrażając pomysł.
Syriusz potrząsnął głową.
- Gdzie twoja zwykła kokieteria?
- Chyba nieco zniknęła, gdy chodziło o was – przyznał James. – Właściwie to profesor McGonagall zapewniła mnie, że muszę przynajmniej powiedzieć wam, co czuję.
- Przypomnij mi, żebym posłał jej kartkę z podziękowaniem – mruknął Remus.
Syriusz trącił Remusa łokciem, po czym przyciągnął Remusa bliżej ich.
- Umierałem z niecierpliwości, kiedy będę mógł to zrobić – wymamrotał, po czym przyłożył swoje usta do ust Jamesa.
James jęknął, gdy inna dłoń – dłoń Remusa, był tego pewny – potarła jego pierś. Kiedy pocałunek się urwał, pocałował wargi Remusa, a Syriusz zajął się pocieraniem.
Tylko tego chciał i właśnie to dostał. Może również powinien wysłać nauczycielce liścik z podziękowaniem.
^^^
Minerva cieszyła się śniadaniem, kiedy wszystkie sowy wleciały do Wielkiej Sali, by dostarczyć listy i paczki do uczniów. Z zaskoczeniem odkryła, że ląduje przed nią sowa.
Z ustami zaciśniętymi w cienką linię, wzięła list i małe pudełko. Najpierw otworzyła pudełko i niemal wybuchła śmiechem na widok małej puszki kocimiętki. Potem otworzył liścik. Był całkiem prosty.
Dziękujemy,
James, Remus i Syriusz
Minerva zerknęła na stół Gryffindoru i potrząsnęła ręką, gdy Syriusz i James bezczelnie pomachali jej, podczas gdy Remus pomachał jej nieco spokojniej. Cała trójka kuliła się blisko siebie, jakby nie mogli znieść bycia daleko od siebie, nawet na chwilkę.
Chyba wszystko zadziałało, pomyślała radośnie.
Jej usta zwinęły się w lekki uśmiech. Była radosna, widząc, że jej uczniowie są tak szczęśliwi i zakochani, zwłaszcza, że wiedziała, że nadchodziły mroczne czasy.
Będą się potrzebowali, jeśli chcieli przeżyć.