środa, 13 grudnia 2017

NDH - Rozdział 55


Minęły dwa tygodnie bez odzewu od Lucjusza i Snape zaczął się irytować. W międzyczasie, Dumbledore i McGonagall zaczęli robić postępy w wiedzy nad badaniami Toma Riddle’a na temat tworzenia horkruksów, choć wciąż uczestniczyli w kilku spotkaniach w tygodniu związanych ze szkołą. Na jednym z nich, Dumbledore uniósł zwój pergaminu i zmarszczył brwi.
- Filiusie, Severusie… podczas semestru będziecie musieli być bardzo ostrożni na takie prośby, jak ta – doradził. – Będzie potrzeba nieco… polityki… by odmówić bez powodowania trwałej obrazy. – Spojrzał znacząco na Snape’a, po czym odwrócił się do Filiusa. – Być może jako, ach, nieco starsza osoba, Filiusie, ty powinieneś zająć się takimi sprawami.
Snape przewrócił oczami. Jeśli dzięki osobowości trolla miał zapewniony mniej papierkowej roboty, to raczej nie miał zachęty, by zachowywać się inaczej.
- Co to jest, Albusie? – zapiszczał Filius, wyglądając na zainteresowanego, gdy przyjmował zwój.
- Minister poprosił o zezwolenie na wykorzystanie hogwardzkich błoni na konferencję prasową. Oczywiście zamek jest szczególnym miejscem dla znaczenia czarodziejów i często dostajemy sowy ze zgodami na zorganizowanie tutaj wesel, zbiórek pieniędzy i różnych innych wydarzeń. Normalnie, podczas wakacji, jestem bardziej otwarty na takie prośby, ale biorąc pod uwagę zachowanie Korneliusza w poprzednim semestrze…
Umysł Snape’a pracował na najwyższych obrotach.
- Co dokładnie napisał w liście?
Flitwick przyjrzał mu się.
- Wydaje mi się, że Minister Knot planuje poważne ogłoszenie – prawdopodobnie coś na temat jego planów na dążenie do kolejnej kadencji – i chce przemawiać tutaj, przy jeziorze, z zamkiem w tle. Pisze ze swoją zwykłą nieśmiałością – powiedział oschle mały czarodziej, – że ponieważ jego ogłoszenie konsekwencje dla wszystkich brytyjskich czarodziei i czarownic, jego doradcy zasugerowali, że powinien zrobić to w miejscu o wielkim znaczeniu historycznym. – Flitwick potrząsnął głową na taką arogancję Knota. – Zakładam, że Stonehenge było zarezerwowane.
Dorady Knota – to prawdopodobnie oznaczało Lucjusza Malfoya… Snape zamyślił się. Dlaczego Malfoy wybrał Hogwart? Jedną z możliwości było to, że chciał, by Snape był w centrum okaleczających skutków, które miały się pojawić. Inną, że Malfoy miał coś jeszcze w zanadrzu i zamiast podwójnie wejść Knotowi w drogę, miał zamiar zrobić to potrójnie z Severusem. Jednak, Snape zdecydował, jeśli tak się sprawa miała, lepiej, żeby te wszystkie wydarzenia stały się na jego terenie.
- Sugeruję mu na to pozwolić – wycedził, starając się nie zachichotać, gdy wszystkie głowy natychmiast odwróciły się w jego stronę, by na niego popatrzeć.
- Jesteś chętny pomóc Knotowi? – zapytała z niedowierzaniem McGonagall.
- Czy nam się to podoba, czy nie, jest naszym Ministrem – przynajmniej w tym momencie – a skoro szkoła ma wakacje, trudno będzie wziąć odmowę za coś innego niż lekceważenie. Wolałbym, żeby Knot nie był w pozycji, w której może żądać jeszcze większej przysługi podczas roku szkolnego.
Dumbledore wyglądał, jakby był pod wrażeniem.
- Dobrze rozumujesz, mój chłopcze. Doskonały punkt widzenia.
Flitwick skinął głową.
- Zgadzam się z Severusem, dyrektorze. Lepiej teraz rzucić Knotowi kość, niż zacząć nowy rok na złych warunkach.
Tak więc w następnym tygodniu, Minister i jego świta pojawili się w Hogwarcie z bardzo hałaśliwym zespołem prasowym. Kilka osób z kadry, którzy mieszkali w szkole, w większości wybrali zbojkotować to wydarzenie, ale Snape, Lupin, Black i Harry obserwowali ze skraju tłumu, jak Knot wspiął się na magicznie wzniesioną platformę i machnął ręką, uciszając wszystkich.
- Tato, dlaczego uśmiecha się i w taki sposób kiwa głową? Jakby myślał, że ludzie go oklaskują – zauważył z powątpiewaniem Harry.
- To dlatego, że jest szaleńcem – odpowiedział Syriusz, zanim Snape mógł to zrobić.
Harry parsknął, gdy Remus i tata skarcili jego chrzestnego za język, a potem Knot zaczął kierować się do tłumu.
- Panie i panowie z prasy, chcę podziękować za wasze dzisiejsze przybycie na tą doniosłą okazję. Jak wiecie,  jestem tylko pokornym sługą ludu i jeśli zostanę tylko na własny użytek, radośnie zostałbym tylko jednym z wielu pomijanych urzędników, harujących w Ministerstwie.
- Jak wujek Artur? – zapytał sceptycznie Harry, przyglądając się przemawiającemu mężczyźnie w meloniku. – Naprawdę nie potrafię go takiego zobaczyć, a wy?
- Ciii – skarcił go tata.
- Jednakże, kiedy jest się wezwanym do służby, nawet najpokorniejsi z nas muszą robić swoje i to dlatego z wielką dumą i wdzięcznością rozmyślam nad moimi latami służby, jako wasz Minister.
- Za chwilkę się porzygam – wyszeptał głośno Syriusz.
- Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że niektórzy ludzie zaczną spekulować, jak długo będę gotów pozostać na tej pozycji, ale skoro pewne sprawy podano mojej uwadze, cóż, - rozłożył skromnie ręce, – co mogę zrobić?
Syriusz udał, że wymiotuje na Harry’ego, ku wielkiemu rozbawieniu chłopca i został przywołany do porządku przez łokieć surowo wyglądającego Remusa (którego zawinięte usta zdradzały jego prawdziwą opinię).
- Jak wiecie, nie uganiam się za biurem ze względu na siebie i dlatego poczułem, że mam obowiązek zwrócić się do mojego najbardziej zaufanego doradcy, Lucjusza Malfoya, po jego opinię w tej sprawie. Bardzo przyjemnie jest mi przedstawić wam mężczyznę, który nie potrzebuje przedstawienia, Lucjusz Malfoy!
Gdy głośne obwieszczenie Knota spowodowało sporadyczne oklaski, Harry odwrócił się do Snape’a z zaintrygowanym wyrazem twarzy.
- To naprawdę nie ma żadnego sensu, prawda, tato?
- Knotowi rzadko zdarza się mieć sens, Potter – odpowiedział Snape, nie spuszczając wzroku z blondwłosego arystokraty.
Lucjusz uniósł elegancką brew w stronę zgromadzonych reporterów.
- Dzień dobry. Po długich badaniach nad tą sprawą, nie wspominając o dokładnym przeglądzie ministralnych akt, z przyjemnością informuję, że można wyciągnąć jeden jasny i niedwuznaczny wniosek. – Machnął ręką i duży, zwinięty transparent wzniósł się za nim w niebo. Kolejne machnięcie różdżką i transparent odwinął się z fanfarami.
Nastąpiła chwila martwej ciszy, a potem eksplozja dźwięków.
- Och, tato! – sapnął Harry.
Remus zagapił się.
- Jasna cho-chusteczka – poprawił się szybko.
Na transparencie było większe niż naturalnej wielkości zdjęcie trzech czarodziei: Lucjusza Malfoya, Artura Weasleya i Syriusza Blacka, stojących razem przed budynkiem Ministerstwa. Nad ich głowami widniały słowa: „W JEDNEJ rzeczy się zgadzamy”. Poniżej mężczyzn biegło proste zdanie: „KNOT TO IDIOTA”.
Poza czarodziei celowo przywoływała pierwszą stronę Proroka sprzed kilku miesięcy, na której byli Draco, Ron i Harry. Podczas gdy mężczyźni nie mieli ramion zawieszonych na swoich szyjach, jak wtedy chłopcy, nie można było źle zrozumieć podobnej solidarności głów trzech starożytnych, historycznie wrogich czystokrwistych rodów.
- Syriusz! – wykrztusił Remus, patrząc na transparent. – Ty… wy…!
Syriusz dosłownie tańczył z podekscytowania, że był w stanie wyciąć tak doskonały żart bez najmniejszego i najdroższego odkrycia.
- Czy to nie jest wspaniałe, Luni?
- Jestem pod wrażeniem twojej zdolności dotrzymywania tajemnic – skomentował chłodno Snape, choć wewnątrz siebie był całkiem radosny. To wspaniały kawał polityki ze strony Lucjusza.
- Jak mogłeś! – Krzyk Knota na Lucjusza w końcu zdominowały krzyki prasy kierowane w jego stronę. – Ufałem ci! Obiecałeś, że znowu mnie wybiorą!
- Ministrze! – Rita Skeeter wiedziała, że cokolwiek wydarzy się w Hogwarcie, będzie dobre dla jej kariery. – Mówi pan, że wybory na Ministra są kontrolowane przez kilka czystokrwistych domów? Czy to Lucjusz Malfoy spowodował pana ostatnią wygraną? Za jakie wynagrodzenie zrobił coś takiego?
Knot najpierw zrobił się purpurowy, potem blady.
- N-nigdy tego nie powiedziałem – wycofał się pospiesznie, ściskając swój melonik z przerażeniem.
- Więc co miał pan na myśli, mówiąc, że pan Malfoy „obiecał”, że zostanie pan wybrany? Sugeruje pan, że nasze wybory w rzeczywistości nie odzwierciedlają woli brytyjskiego czarodziejskiego społeczeństwa?
Lucjusz obserwował radośnie, jak Knot bulgocze coś i się wścieka. Severus miał rację; to było równie zabawne jak rzucanie Crucio na mugoli. Mimo wszystko, gdzie w tym był sport? Przecież te żałosne stworzenia nie mogły nawet podjąć walki. Ale dzisiaj, obserwując skręcającego się i wijącego w agonii Ministra Magii, którą spowodował on sam, Lucjusz przypomniał sobie, dlaczego myślał, że dołączenie do Czarnego Pana było dobrym pomysłem. Zdołał powstrzymać drżenie przyjemności.
Rita Skeeter nie zadawała sobie trudu, by stłumić wyśmienite uczucia, które wtedy przebiegały przez jej ciało. To był ten rodzaj historii, która obalała reżimy! Poprowadziła natarcie prasy na  oblężonego Knota, który zaczął się wycofywać, zanim złamał się i uciekł na granicę pól antydeportacyjnych. Stado reporterów podążyło za nim w pościg, zadając pytania.
- No, no, ależ reakcja na nasz mały plakacik – skomentował Malfoy, podchodząc do trójki mężczyzn i Harry’ego.
Syriusz prychnął.
- Jesteś sadystycznym bucem, Malfoy, ale muszę przyznać, że całkiem fajnie było popatrzeć.
Malfoy delikatnie otarł górną wargę jedwabistą chusteczką.
- Cóż, wiesz co mówią o tych, którzy wolą patrzeć niż robić, Black.
- Nie, co? – zapytał niewinnie Harry.
Snape z przyjemnością obserwował, jak Malfoy zostaje kompletnie zbity z tropu. Wiedza, że Harry najprawdopodobniej podzieli się z Draco z wszystkim, co powie, poważnie ograniczało zdolność Lucjusza do odpowiedzi.
- Nieważne, panie Potter – przerwał surowo Snape. – Powiadom Hagrida, że konferencja prasowa wydaje się być zakończona i błonia powinny powrócić do swojego zwykłego stanu.
Harry wyglądał na rozczarowanego, ale wiedział, że lepiej nie kłócić się z tym tonem. Odbiegł truchtem, zostawiając za sobą piorunujących się wzrokiem Blacka i Malfoya.
- Ładnie to tak, Malfoy. Nie mogłeś się doczekać, by przywołać swoją dewiację seksualną przed moim chrześniakiem?
- A twoim zdaniem, kto rozpoczął przezywanie, Black? – syknął Lucjusz.
- Cóż, drogi kuzynie – parsknął Syriusz, wiedząc, że Lucjusz nienawidzi ich związku wywołanego jego małżeństwem, – być może gdybyś nie był tak serwer…
- Wystarczy! Jak wasza dwójka zdołała zrobić ten transparent bez przeklęcia się nawzajem? – zapytał Remus.
- Artur stał między nami i nie pozwalał nam do siebie mówić – burknął Syriusz.
Remus westchnął.
- Co za mądry facet.
Malfoy spojrzał na Snape’a.
- Ufam, że dzisiejsze wydarzenia cię usatysfakcjonowały?
Snape pochylił głowę.
- Nieźle rozegrane.
Malfoy uśmiechnął się ironicznie i odszedł.
- To była twoja robota? – Syriusz popatrzył na niego. – Wtedy, gdy Malfoy mnie wezwał, pomyślałem, że zrobił to, bo w końcu zrozumiał, jak szalony jest Knot, a po tym, co Knot próbował zrobić Harry’emu, z radością chciałem pomóc mu pozbyć się tego idioty. Ale tak naprawdę to ty stałeś za wszystkim?
Remus uśmiechnął się do Severusa.
- Myślę, że Severus zaangażował wiele wspaniałych rzeczy w imię dobra Harry’ego, o których nie wiemy, Łapo. Po prostu musimy być gotowi, by pomóc, gdy tylko możemy.
Syriusz wzruszył ramionami.
- Tak, dobra. Więc, co następne, och wielki i najpodstępniejszy?
Snape przewrócił oczami. Zidiociali Gryfoni. Mimo to, przynajmniej wydają się w pewien sposób dać się wyszkolić.
- Ponieważ zapytałeś – odpowiedział, decydując, że to dobry moment na rozpoczęcie następnej fazy planu, – chciałbym, żebyś zbliżył się do Amelii Bones i zachęcił ją do walki z Knotem w nadchodzących wyborach.
- Ja? – Syriusz był jednocześnie zaskoczony i mile połechtany. – Dlaczego ja?
- Prędzej zaufa radzie byłego aurora, niż dawnego śmierciożercy – zauważył sucho Snape. – Jesteś też głową starożytnego, czystokrwistego rodu i właśnie publicznie oświadczyłeś, że chcesz widzieć odejście Knota. Możesz zaoferować jej finansowe i polityczne wsparcie, a jeśli zabierzesz ze sobą wilkołaka na spotkanie, powinieneś być w stanie zapamiętać odpowiednio swoje kwestie.
- Technicznie rzecz biorąc, to jej śledztwo oczyściło cię z zarzutów – zauważył Remus, – więc prawdopodobnie uwierzy, że, niezależnie od tego, jakie urazy możesz mieć dla rządu, nie obciążysz jej osobiście jakąś złą wolą.
- Dobrze – powiedział zgodnie Syriusz. – Ale kiedy obejmie urząd, nie będzie takim frajerem jak Knot. Ona nawet nie była członkiem Zakonu, wiesz?
- Liczę na niezależność jej wszelkich wpływów – powiedział stanowczo Snape. – Ze wszystkich względów pani Bones nie jest winna lojalności nikomu i jest bezstronną, choć w pewien sposób szorstką, wiedźmą. A ponadto, jest przewodniczącą PPC, więc mało prawdopodobne, że zlekceważy zagrożenie, jakim jest powrót Sami Wiecie Kogo, a zatem wesprze i ochroni Pottera.
Jak się spodziewał, tak argumentacja zatryumfowała i Black z Lupinem zgodzili się zobaczyć z Bones przy najwygodniejszym terminie.
Przez następne kilka dni, parę innych wpływowych rodzin, w tym Longbottomowie i Parkinsonowie, poparli Bones, a odrzucili Knota. Podczas gdy Malfoy nie był na tyle głupi, by zaoferować Bones swoje poparcie – wiedząc, że szefowa PPC wciąż uważa go za śmierciożercę – jego brak jakiejkolwiek opozycji posłał wiadomość, szczególnie do tych, którzy patrzyli na Lucjusza Malfoya jak na wskazówkę podczas nieobecności Voldemorta. Inni zwolennicy Czarnego Pana mogli być zdezorientowani przez wyraźną aprobatę Lucjusza w kwestii takiej czarownicy jak Amelia Bones na Ministra, ale byli przyzwyczajeni do jego zawiłych spisków i byli na tyle dobrze wytrenowani do posłuszeństwa przez ich nieobecnego mistrza.
Ewentualne wybory, które zostały dość szybko rozpoczęte przez wybuchowe nagłówki Proroka, były rozczarowujące, a Amelia Bones została zaprzysiężona jako Minister Magii, podczas gdy Kingsley Shacklebolt został szefem PPC. Dumbledore był zarówno zaskoczony i rozentuzjazmowany, podczas gdy prywatnie, na cześć Snape’a, został wzniesiony toast – ku jego zewnętrznej gderliwości i wewnętrznej radości – przez Huncwotów.
^^^
Pod koniec wakacji, Harry uzyskał zdrową opaleniznę dzięki spędzaniu sporej części czasu na zewnątrz, gdy przechadzał się po błoniach (ale nie po Zakazanym Lesie) z Hagridem albo latał z Hooch, która wróciła wcześniej z wakacji dla szansy trenerowania Harry’emu. Miała wizję chłopca, grającego w profesjonalny Quidditch i gorliwie chciała być znana, że to ona pierwsza go zachęcała.
Harry skończył także swoje letnie zadania i, dzięki swoim treningom, gwałtownie zwiększył swoje umiejętności w większości przedmiotów, zwłaszcza OPCM-ie, eliksirach i transmutacji. Pomagał również Sprout w szklarniach, ponieważ lubił tę pracę i miłą Puchonkę, ale jasne było, że nadal będzie potrzebował pomocy Neville’a w zadaniach z zielarstwa.
Ostatnie kilka dni wakacji spędził znowu w Norze, towarzysząc Weasleyom podczas ich corocznej eskapady na zakupy szkolne na ulicę Pokątną i nawet udało mu się dostać pozwolenie na jazdę do Hogwartu z resztą uczniów Expressem. Tam spędził większość przejazdu, zapewniając Ginny i jej przyjaciółkę, Lunę, że – wbrew twierdzeniom bliźniaków – zapasy z trollami nie są wyznacznikiem, do którego domu się trafi. Ginny poczuła ulgę, podczas gdy Luna była wyjątkowo rozczarowana.
Draco na początku lekceważył pierwszoroczne, a kiedy Luna wymyśliła jakiś wyjątkowo niespójny komentarz na temat chrapaka krętorogiego, był gotów całkowicie opuścić przedział. Wtedy dowiedział się, że jej ojciec jest redaktorem Żonglera i usiadł z powrotem, posyłając Harry’emu pełne podziwu spojrzenie.
- Sprytnie, Potter! – wyszeptał. – Ślizgońsko z twojej strony! Przymilasz się do prasy… nieźle.
Harry zmarszczył ze zdezorientowaniem brwi, ale odrzucił ten komentarz jako jedną z nierzadkich niezrozumiałych wypowiedzi Draco. W tym momencie Ron wyjął przenośny zestaw do gry w szachy, Ginny wydobyła talię kart do Eksplodującego Durnia i reszta podróży minęła wszystkim dzieciom bardzo towarzysko. Crabbe i Goyle z przyjemnością pożarli skamieniałe ciasteczka, które Hagrid przesłał Harry’emu przez Hedwigę „na podróż” i trzeba złożyć hołd ich przewodowi pokarmowemu, że nie potrzeba było interwencji medycznej (albo stomatologicznej).
Po ich przybyciu, nowi drugoroczni poczuli się o wiele lepsi, gdy obserwowali, jak pierwszaki są prowadzone do łódek przez Hagrida, podczas gdy oni z resztą szkoły wchodzą do powozów ciągnionych przez testrale. Uczta Powitalna była godna uwagi przez nieobecność profesorów Dumbledore’a i McGonagall, ale wszystkie spekulacje na temat stanu Dumbledore’a zostały szybko wyparte przez przerażające oświadczenie, że profesor Snape był teraz nowym Zastępcą Dyrektora, odpowiedzialnym za dyscyplinę. Dreszcze przebiegły przez ciała uczniów, a bliźniacy Weasley żałośnie rozważali nudę wolnego od żartów roku, by nie narazić się na gniew ich potężnego „wujka Seva”. Z kolei pojawienie się dwóch nowych nauczycieli zostało stosunkowo zbagatelizowane, choć wiele uczennic zaczęło sprzeczać się na temat ich „wymarzonego” nowego nauczyciela, który również okazał się być sławny, bogaty i samotny.
Remus z łatwością zadomowił się w roli nauczyciela, choć miał tendencję do bycia bardziej „bezpośrednim” Opiekunem Domu, niż profesor McGonagall. Podczas gdy nie posunął się tak daleko, jak profesor Snape, by ustanawiać porę snu dla pierwszaków, postanowił kilka razy w tygodniu spędzać nieco czasu w pokoju wspólnym i spotykać się indywidualnie z każdym uczniem. I nałożył drakońskie kary za znęcanie się, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz Domu.
Nowy nauczyciel transmutacji był dla uczniów nieco trudniejszy do zaklasyfikowania. Zaczął swoje zajęcia od przełomowego oświadczenia, że nie będzie dawał szlabanów, ale ci uczniowie, którzy chętnie (i głupio) będą próbowali wykorzystać tą oszałamiającą hojność, szybko staną się ofiarami psikusów, które będą tak oszałamiająco nowatorskie i poniżające, że bliźniacy Weasley będą podchodzić do Syriusza na kolanach i błagać, by był ich mentorem. Reszta uczniów zdecydowała szybko, że publiczne upokorzenie było nieskończenie gorsze niż prywatny szlaban i Syriusz z pewnym rozczarowaniem stwierdził, jak dobrze zachowuje się jego klasa.
Aż do momentu, gdy klasa szóstego roku zdecydowała oddać mu żart.
Przez dziesięć dni, reszta szkoły patrzyła z zapartym tchem, by zobaczyć, kto wygra całą wojnę, podczas gdy Flitwick cieszył się przedstawieniem, a Snape łykał zwiększoną ilość eliksirów uspokajających, ale ostatecznie (i z ukradkową pomocą nauczyciela OPCM-u i bardzo przydatnej mapy, która została odesłana z powrotem do bliźniaków Weasley), Syriusz wyłonił się jako bezsprzeczny zwycięzca. Szósty rok nikczemnie poddał się potężniejszemu przeciwnikowi i szkoła wróciła do… mniej więcej normalności.
Tymczasem Harry cieszył się początkiem roku, gdzie żaden z nauczycieli nie wydawał się chcieć go zabić, Zgredek ograniczył swoją uwagę do prania, a jego tata sprawdzał jego pracę domową przynajmniej dwa razy na tydzień.
Jakieś sześć tygodni po rozpoczęciu semestru, wrócili Dumbledore i McGonagall – pod osłoną ciemności – by poinformować o dotychczasowych postępach.
- Z tego, co powiedział nam Horacy i inne informacje, które byliśmy w stanie znaleźć, wydaje się, że jako uczeń Hogwartu, Tom miał obsesję na punkcie swojego rodowodu i faktu, że jego rodzina od strony matki wywodziła się od Slytherina  - wyjaśniła Minerva, podczas gdy obok niej siedział niezwykle cichy Albus. – Wydaje mi się, że to go doprowadziło do idealizowania Założycieli i pożądania wszelkich artefaktów, które były z nimi powiązane.
- Więc myślisz, że mógł użyć przedmiotów, które należały do innych Założycieli, jako horkruksów? – zapytała Pomona Sprout. – Mój boże!
- To wydaje się prawdopodobne – zgodziła się McGonagall. – I tak spędziliśmy ostatnie kilka tygodni, próbując wyśledzić wszystkie własności Założycieli, które tylko mogliśmy znaleźć. Oczywiście, natychmiast odrzuciliśmy diadem Roweny Ravenclaw, jako że zniknął na długo przed tym, jak żył Sami Wiecie Kto, ale wciąż pozostało kilka możliwości. Albus miał wspaniały pomysł, by pójść do ostatniego znanego domu Gauntów, jako że wydawało się prawdopodobne, że ktoś ma taką obsesję na temat rodziny, Sami Wiecie Kto przynajmniej raz by go odwiedził.
- I znaleźliśmy horkruks i go zniszczyliśmy – zakończenie Albusa było nietypowo lakoniczne. Reszta kadry wymieniła zaskoczone spojrzenia.
- To wszystko? – zapytał Syriusz. – Co znaleźliście?
- Och, Albus, przestań się już dąsać! – skarciła go gniewnie Minerva.
Ku zaskoczeniu wszystkich, Dumbledore nie odpowiedział zwykłym błyskiem w oczach, ale założył ramiona na piersi i odwrócił wzrok.
- Dobry boże. Co się dzieje? – Poppy w końcu przerwała ciszę.
McGonagall przewróciła oczami.
- W domu Gauntów – który nie był czymś więcej niż chatką – znaleźliśmy pierścień, który Albus szybko uznał, że to rzeczywiście jest horkruks. Szukałam miejsca, gdzie moglibyśmy go bezpiecznie spalić szatańską pożogą, gdy ku mojemu przerażeniu, zobaczyłam, że zamierzał założyć pierścień na palec!
Reszta z kadry wzdrygnęła się.
- Dobry boże, starcze! – warknął Snape. – Oszalałeś? Taki mroczny przedmiot? Stworzony przez Czarnego Pana? Masz pomysł, jakie obrzydliwe klątwy mogły na nim być? Nawet czarodziej twojego formatu raczej nie mógłby…
- Tak, tak, mój chłopcze – rzucił gniewnie Dumbledore. – Masz całkowitą rację, ale wciąż twierdzę, że nie musiałaś używać tak bolesnej klątwy, Minervo!
- Byłam zbyt daleko, żeby pacnąć się w rękę – odpowiedziała bez skrupułów czarownica, – a chciałam, żebyś rozsądnie to upuścił!
Dyrektor nadąsał się i potarł dłoń, jakby wciąż go bolała.
- To był Kamień Wskrzeszenia – wyjaśnił innym nauczycielom niemal biadoląc. – Naturalnie byłem ciekawy.
Minerva przewróciła oczami.
- Kiedy go upuścił, przywołałam pierścień i go zniszczyłam. – Na słabo ukryte mruknięcie Dumbledore’a, westchnęła. – Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że to bezcenny artefakt, Albusie, ale co miałabym zrobić? Nie możemy pozwolić, by jakikolwiek fragment duszy Sami Wiecie Kogo przeżył, a jad bazyliszka raczej nie łatwo byśmy znaleźli!
Dumbledore skinął głową smutno.
- Masz rację, moja droga – przyznał, a jego zwykła dobra natura ponownie się ujawniła. – I jestem całkiem pewny, że, jak mówił Severus, ocaliłaś mnie od bardzo bolesnej śmierci. To było tylko chwilowe szaleństwo… albo tęsknota.
McGonagall posłała mu współczujące spojrzenie.
- Zobaczysz ją ponownie, Albusie, po drugiej stronie zasłony. Nie chciałam po prostu, żeby pierścień przyspieszył wasze ponowne spotkanie.
Albus wyciągnął rękę i ścisnął dłoń Minervy.
- Dziękuję, moja droga.

CDN…