poniedziałek, 20 listopada 2017

NDH - Rozdział 53


Ku jednoczesnemu zaskoczeniu i uldze Snape’a, reszta semestru przebiegła bez dodatkowych kryzysów, ataków czy śmierci. Nawet tradycyjne końcowo roczne żarty uczniów były jakoś stłumione, pewnie dlatego, że ci zwykle niestrudzeni uczniowie byli równie wyciśnięci z całego podniecenia końca roku. W rezultacie, pierwszy rok Harry’ego doszedł do wyjątkowo spokojnego zakończenia, choć dopiero, gdy Hogwart Express odjechał, Snape – i większość reszty kadry – w końcu odprężył się.
Parę niewielkich wątpliwości zaatakowało Harry’ego, gdy reszta pakowała swoje rzeczy i obawiał się, że, pomimo wszystkich wydarzeń, skończy z powrotem u Dursleyów. Ale obserwowanie, jak reszta uczniów wsiada do pociągu, podczas gdy on stał u boku Snape’a, w końcu przekonało go, że jego zaufanie nie jest błędne.
Harry pomachał wesoło do przyjaciół, czując raczej pewne uprzywilejowanie, że może zostać w zamku. Większość kadry wyjeżdżało na krótki odpoczynek – albo leczenie, jak słyszano mamrotanie Poppy – podczas gdy Snape przyznał, z grymasem, że razem z Harrym odwiedzą Blacka i Lupina w Szwajcarii.
Harry poradził sobie tak dobrze na zajęciach, że nie tylko uniknął skarcenia przez tatę, ale nawet zarobił sobie na wyjście do lodziarni Fortescue's, nagrodę, przez którą uścisnął się z zachwytu. Był szczęśliwy, że ma czas sam na sam ze swoim ojcem, po tym, jak przez ostatnie tygodnie Mistrz Eliksirów był zbyt zajęty egzaminami i ocenami. Snape również wyjaśnił, że Harry spędzi kilka tygodni z Weasleyami pod koniec lata, zanim dołączy do niego w Hogwarcie. Mówiąc ogólnie, Harry nie mógł sobie wyobrazić lepszych wakacji.
Snape z drugiej strony był bardziej niż nieco zrzędliwy z powodu tego, co go czeka. Zamiast miłych, spokojnych, wolnych od dzieci wakacji spędzonych na warzeniu, musiał z Dumbledorem, McGonagal i Flitwickiem rozważyć wszystkie szczegóły administracyjne na następny rok, upewnić się, że kundel i wilkołak są dobrze przygotowani na swoje nowe role w Hogwarcie, nauczać bachora obrony i eliksirów i upewnić się, że ich obłąkany skrzat domowy nie wyrządzi jakiejś dodatkowej psoty.
Mimo to, musiał przyznać, że podróż do Szwajcarii była raczej interesującą perspektywą, gdy tylko zorganizował ponowne spotkanie z Brunhildą…
Syriusz i Remus, zgodnie z oczekiwaniami, byli zachwyceni, widząc Harry’ego i chłopiec został niemal uduszony przez ich uściski.
- Przebrnąłeś przez pierwszy rok! – powiedział z dumą Remus. – A Severus powiedział nam, że twoje oceny były wspaniałe!
- Zdaje mi się, że powiedziałem, że są odpowiednie – poprawił ostro Snape. Nigdy nie pozwoliłby bachorowi się pysznić.
Remus mrugnął do Harry’ego.
- Prawda. A wszyscy wiemy, że odpowiednie dla twoich standardów oznacza wspaniałe dla kogokolwiek innego.
Harry roześmiał się, gdy Snape skrzywił.
- To było łatwe dzięki tej całej pomocy i nauczaniu, które zorganizował dla mnie tata – wyjaśnił. – Na większości lekcji, wyprzedzałem klasę i nawet eliksiry nie były tak trudne, gdy przez większość wieczorów tata pozwalał nam pomagać mu przygotowywać składniki.
Syriusz wyszczerzył się do Snape’a.
- Brzmi to tak, jakbyś dorobił się całej armii chętnych niewolników, Snape!
Mistrz Eliksirów robił wszystko, by wyglądać obojętnie.
- Niektórzy nauczyciele są w stanie uczynić temat na tyle interesującym, żeby przyciągnąć uwagę uczniów poza zajęciami.
- Będziemy musieli zapamiętać to i robić wszystko, co w naszej mocy, by to naśladować – wtrącił Remus, wymieniając psotne spojrzenie z Syriuszem.
- Co masz na myśli, Luni? – zapytał z ciekawością Harry.
Dwójka Huncwotów spojrzała na Snape’a, który wzruszył z irytacją ramionami. Naprawdę nie mógł mieć nadziei, by trzymać to przed bachorem w sekrecie dłużej.
- Twoi ojcowie chrzestni – ogłosił, – będą uczyć w Hogwarcie w następnym roku.
Szczęka Harry’ego opadła.
- Naprawdę? – sapnął z uciechą. – WSPANIALE!
- Hmf. – Snape prychnął, gdy pozostali mężczyźni uśmiechnęli się szeroko na oczywistą radość Harry’ego.
- Tak! Więc będziesz musiał mnie nazywać „profesorem”! – droczył się z Harrym Syriusz, ignorując wyraz bólu, przebiegający przez oblicze Snape’a na tą myśl.
- Tak jest, „sir” – odparował Harry. – Ale ty będziesz musiał się do tego przyzwyczaić i nie rozglądać się dookoła, by zobaczyć, do kogo mówię! – Potem przerwał, gdy uderzyła w niego pewna myśl. – Ale czego będziecie uczyć?
- Dyrektor i profesor McGonagall będą na urlopie – przerwał Snape. – Dyrektor będzie musiał wziąć wolne, by odzyskać siły po ekscytujących zdarzeniach z tego roku – on już nie jest młodzikiem – a profesor McGonagall będzie się nim opiekować, jednocześnie samej kontynuując swoje badania.
Harry zmarszczył brwi.
- Profesorowi Dumbledore’owi nic nie jest, prawda? – zapytał ze zmartwieniem.
- Nic a nic, Potter. Jest tylko nieco zmęczony – uspokoił go raźnie Snape. – Ale po ich odejściu, będziemy potrzebowali jakiś tymczasowych nauczycieli, by zastąpić ich na okres semestru lub dwóch, gdy ich nie będzie.
- Będę uczył OPCM-u i służył jako Opiekun Domu Gryffindor – powiedział Remus Harry’emu. – Więc żadnego wymykania się po godzinie policyjnej, panie Potter! – burknął z udawaną powagą.
Harry zachichotał z zachwytem.
- To wspaniałe! A ty, Łapo? Czego ty będziesz uczył?
- Transmutacji! – wykrzyknął Syriusz, szczerząc się. – Jeśli do końca roku nie będziemy mieli dwóch całkiem przemienionych – i niezarejestrowanych – animagów, zjem swoje buty!
- Już pewnie je obgryzłeś, kundlu – burknął Snape pod nosem.
- Oooch, będzie super! – Harry był podekscytowany.
- Tak, pomyśl o dodatkowych zajęciach, które dla ciebie przygotuję, nie wspominając o tym, że teraz będziesz miał w szkole trzech dorosłych, którzy powstrzymają cię od psot – powiedział mu Snape jedwabistym tonem.
To skutecznie przebiło entuzjazm Harry’ego, gdy z opóźnieniem uświadomił sobie, że przynajmniej Remus będzie o wiele mniej pobłażliwym profesorem niż jego ojciec chrzestny.
- Nie będziecie dawać mi szlabanów, prawda? – zapytał niespokojnie.
- Wolisz po prostu, żebyśmy zwracali się do twojego taty po karę dla ciebie? – zapytał rozbawiony Remus.
Harry potrząsnął gwałtownie głową.
- Ale nie będziecie używać tego specjalnego pióra, prawda? Tylko zwykłe linijki albo esej, albo takie inne?
Snape uszczypnął grzbiet nosa. Teraz to będzie.
- Jakie specjalne pióro, Harry? – zapytał tępo Syriusz.
Powstała eksplozja nie pozostawiła wątpliwości, że ktoś miałby użyć Krwawego Pióra i dopiero po wielokrotnym przejrzeniu dłoni Harry’ego, by upewnić się, że naprawdę nie ma na niej blizn, Syriusz niechętnie pozwolił, by Harry nie był izolowany w Szwajcarii i prywatnie uczony.
- Jakiego rodzaju pieprzonym psycholem jest Dumbledore, że na to pozwolił? – zapytał z irytacją Snape’a. – Jak mógł pozwolić komuś na użycie cholernego narzędzia tortur?
Snape przewrócił oczami.
- Zatrudnił pohańbionych olbrzymów, byłego śmierciożercę i charłaków, nie wspominając o osobie, opanowanej przez samego Czarnego Pana. Dla porównania, Umbridge była niemal normalna.
Syriusz prychnął.
- Dobrze, że ta dziwka zniknęła albo pokazałbym jej kilka rzeczy, które moja szalona kuzynka Bella robiła kiedyś skrzatom.
Remus zerknął na Snape’a zwężonymi oczami.
- Jesteś pewny, że to się nie powtórzy?
- Całkowicie – powiedział Snape z  wymownym spojrzeniem. Nie chciał mówić wiele, zwłaszcza przed chłopcem na kanapie , którego oczy były rozszerzone i słuchał on gorliwie, jak Syriusz wścieka się i przeklina.
- Może to dobrze, że Albus rezygnuje z kontroli, przynajmniej na razie – skomentował Remus, potrząsając głową.
Reszta wizyty była mniej ekscytująca i, dla Harry’ego, mniej pouczająca, ponieważ Remus baczniej uważał na język Syriusza, ostrzegając, że były auror musi przyzwyczaić się do uważania na słowa w przygotowaniu do nowej roli nauczyciela. Mimo to, Harry był zadowolony, że pojedynczy wybuch Syriusza dostarczył mu przynajmniej pół tuzina nowych wyrażeń, których mógł nauczyć innych chłopców, gdy wrócą do szkoły.
Snape spędził kilka popołudni fiukając, by odwiedzić Brunhildę w Bazylei. (Ursula i Syriusz, jak się spodziewał, dawno temu się rozeszli.) Ku uciesze Harry’ego, przy kilku takich okazjach towarzyszył Snape’owi i również dołączyli do nich chrześniak Brunhildy – Jonah i jego młodszy brat – Seth.
Harry był przyzwyczajony do bycia najmłodszym i najmniejszym, więc miło było być tym „dużym chłopcem” dla odmiany, szanowanym przez dziewięcioletniego Jonah i siedmioletniego Setha i wziął tę rolę na serio, ku wielkim rozbawieniu Brunhildy i Snape’a.
- Jesteś pewny, że potrafisz? – zapytał po raz szósty tego popołudnia w parku miotlarskim. Brunhilda i Snape rozmawiali na pobliskiej ławce, podczas gdy chłopcy ćwiczyli na swoich miotłach i z zabawkowym zniczem. Harry już zademonstrował kilka ruchów, których używał podczas szkolnego sezonu Quidditcha i naturalnie Jonah i Seth szalenie chcieli tego spróbować.
- Tak, Harry! Wiem, że potrafię! – obiecał Seth z błyszczącymi oczami.
Harry spojrzał na niego z wątpliwością.
- No, nie wiem… Strasznie łatwo jest spaść – ostrzegł.
- Och, daj spokój, Harry. Powiedział, że potrafi – poparł brata Jonah, ku niewiarygodnej radości Setha. Zwykle Jonah ignorował go w tradycyjny sposób, w jaki starsi bracia robili to na całym świecie i podekscytowało go to, że słyszy w głosie brata zaufanie i to przed samym Chłopcem, Który Przeżył.
- Przysięgam, że dam radę! – Seth był bardziej zdeterminowany niż kiedykolwiek, by pokazać starszym chłopcom, że mógł wykonać Zwód.
- No, dobrze… - Harry podał mu miotłę, ponieważ ta od Setha wciąż była bezpiecznie zaczarowana, by trzymać się blisko ziemi.
Seth świetnie poradził sobie z instrukcjami Harry’ego, ale szybkość miotły w połączeniu z małą wagą Setha spowodowały siłę odśrodkową zbyt dużą dla siedmiolatka. Seth zdał sobie sprawę, że ma kłopoty zaledwie kilka sekund przed tym, jak stracił przyczepność, a wszystkie jego gwałtowne wysiłki, by zwolnić miotłę, poszły na nic. Spadł z przeraźliwym krzykiem przerażenia.
Wystrzeliły dwa groty energii i złapały go w powietrzu, po czym spuściły łagodnie na ziemię. Seth z ulgą osunął się na kolana, walcząc z łzami. Ostatnią rzeczą, jakiej chciał, było jeszcze większe zhańbienie się. Spanikowani Harry i Jonah podbiegli do niego, podczas gdy Snape i Brunhilda, z wciąż wyjętymi różdżkami, byli tylko krok za nimi.
- Wszystko w porządku?
- Zraniłeś się?
- Co się stało?
Ku wielkiemu przerażeniu Setha, Brunhilda zgniotła go w mocnym uścisku, podczas gdy wściekły Snape przesłuchiwał starszych chłopców.
- Harry Jamesie Potterze! Coś ty sobie myślał? – zbeształ go ze złością Snape, gdy tylko opowiedziano mu całą historię. – Dałeś miotłę wyścigową siedmiolatkowi?
Harry skręcił się w udręce zażenowania i wstydu. Złe już było to, że został skrytykowany przed innymi, ale nawet gorsza była wiedza, że na to zasłużył. Seth mógł zginąć!
- To nie była jego wina! – zaprotestował Jonah. – Seth powiedział, że potrafi! – Posłał gniewne spojrzenie na brata, który wciąż był badany przez Brunhildę. Siedmiolatek skulił się, jeszcze bardziej zażenowany niż Harry.
- To prawda! – przemówił Seth. – To nie była wina Harry’ego.
- Głupi mali chłopcy składają różne błędne zażalenia – powiedział chłodno Snape, omiatając całą trójkę ciemnym, groźnym spojrzeniem. – Spodziewałem się, że ty będziesz miał na tyle rozumu, by to zrozumieć – powiedział surowo Harry’emu.
- Przepraszam – Harry przełknął ciężko. On też się tego spodziewał. Myślał, że jego serce się zatrzyma, kiedy Seth spadł z miotły.
- Nie ma żadnych urazów – poza moimi nerwami – powiedziała radośnie Brunhilda, zbliżając się z Sethem. – Ale myślę, że na dzisiaj koniec latania.
- W rzeczy samej! – warknął Snape, zmniejszając wszystkie trzy miotły i wkładając je do kieszeni.
- Przepraszam – mruknął Seth, patrząc na ziemię, by nie musieć widzieć zirytowanego spojrzenia brata.
Harry położył mu rękę na ramieniu.
- W porządku. Powinienem był bardziej pomyśleć – przyznał.
Jonah prychnął z rozdrażnieniem i odwrócił wzrok, ale Seth poczuł się nieco lepiej. Przynajmniej Harry go nie nienawidził.
- Co możemy teraz robić, jeśli nie latać? – zapytał Jonah nieco ponuro.
Harry spojrzał na tatę. Z pewnością nie musieli wychodzić?
- Myślę, że powinniśmy zjeść nieco lodów, by wyleczyć się z szoku – powiedziała stanowczo Brunhilda. – Lecznicza czekolada, tak?
Chłopcy natychmiast doszli do siebie.
- Idźcie znaleźć nam stolik, a my pójdziemy po smakołyki – pouczyła, łapiąc za ramię Snape’a. – Jeśli nie będziecie siedzieć cicho, kiedy wrócimy, sami zjemy całe lody! – zagroziła.
Seth i Jonah roześmieli się i nawet Harry musiał się szeroko uśmiechnąć. Co więcej, nawet jego tata stracił swoje zrzędliwe spojrzenie i spojrzał na Brunhildę z niemal łagodnym wyrazem twarzy.
- Jesteś o wiele zbyt pobłażliwa – sprzeciwił się jej Snape, ale jasne było, że wewnętrznie się ze sobą nie zgadzał.
Odciągnęła zwykle srogiego mężczyznę i chłopcy, nie chcąc ryzykować utraty swoich lodów, pobiegli znaleźć pusty stolik. W parku było wiele rodzin, ale w końcu znaleźli pusty stół na skraju pobliskiego lasku.
- Tu – zawołał Jonah do reszty. Harry i Seth podbiegli, ale Seth natychmiast potknął się o korzeń drzewa i upadł.
- W porządku? – Harry zatrzymał się, by sprawdzić, co z młodszym chłopcem.
- Musisz patrzeć, gdzie idziesz – skarcił go Jonah, mimo to pomógł bratu wstać.
Seth wyrwał się, rumieniąc.
- Nic mi nie jest!
Jonah przewrócił oczami i wskazał na odrapane kolana chłopca.
- Tak, tak bardzo nic ci nie jest, że krwawisz – warknął. – Daj mi swoją chusteczkę to pójdę do fontanny i zmoczę ją, żeby wyczyścić to, zanim Brunhilda zobaczy.
- Sam to zrobię – zaprotestował Seth, ale Jonah tylko pchnął go na ławkę piknikowego stołu i odbiegł.
Seth skulił ramiona i wykrzywił się okropnie w kierunku stołu.
- Nie jestem dzieckiem! – mruknął. – Mogłem zrobić to sam. Nie potrzebuję niczyjej pomocy!
Harry usiadł obok niego i poklepał go ze współczuciem po ramieniu.
- Wiem, że mogłeś – zapewnił drugiego chłopca, – ale czasem dobrze jest pozwolić innym sobie pomóc. Wiesz, przez długi czas, musiałem wszystko robić sam, bo nie było nikogo, kto chciałby mi pomóc.
Oczy Setha rozszerzyły się i zapomniał tym, że miał się dąsać.
- Ale jesteś chłopcem, który przeżył! Jesteś sławny… wszyscy muszą chcieć ci pomagać!
Harry roześmiał się bez humoru.
- Nie jestem sławny w mugolskim świecie, a moi… ludzie, z którymi mieszkałem, nie lubili mnie ani trochę. Więc musiałem się nauczyć robić wszystko samemu i nie polegać na niczyjej pomocy. – Spojrzał na młodszego chłopca. – Teraz mam tatę i czasami nie pozwala mi robić wielu rzeczy, które wiem, że potrafię zrobić. Mówi, że jestem zbyt młody albo że jest to zbyt niebezpieczne albo cokolwiek innego. – Seth skinął głową. On też tak miał. – Ale wiesz, tak bardzo, jak czasami mnie to złości, wciąż jest dużo lepiej, gdy ma się ludzi, którzy się o ciebie troszczą i chcą cię chronić i pomagać w różnych sprawach. Tak pokazują, jak bardzo cię kochają, tak?
- Ta-ak – powiedział powoli Seth.
- Czasami trudno jest pozwolić komuś innemu pomóc, zwłaszcza, jeśli jest się przyzwyczajonym nie ufać nikomu albo nie dopuszczać nikogo do siebie – kontynuował Harry, bardziej do siebie niż do Setha, – ale to naprawdę dobre uczucie, gdy się to zrobi, kiedy pozwoli się innym ludziom zaopiekować sobą. Ponieważ, choć nie znoszę przyznawać tego mojemu tacie, naprawdę nie jesteśmy na tyle duzi, by sami o siebie dbać i miło jest, kiedy już się tego nie musi robić. Musisz pozwolić innym na pomoc i nie trzymać cały czas pewnych rzeczy w sobie albo próbować naprawić coś samemu. Jeśli tak zrobisz, najprawdopodobniej wszystko zepsujesz i sprawisz, że inni ludzie też będą się źle czuć. Znaczy, Jonah nie poszedłby po wodę, gdyby naprawdę nie chciał, żebyś poczuł się lepiej, prawda?
Seth uśmiechnął się krzywo.
- Chyba nie – przyznał. – A moje kolana naprawdę pieką.
- Woda pomoże, a gdy zmyjemy krew, może nikt nie zauważy, aż nie skończymy lodów – uśmiechnął się szeroko Harry.
- Mam. – Jonah właśnie wrócił i pochylił się, by obmyć kolana Setha. Był nieco zaskoczony, kiedy jego brat nie zaprotestował ani nie próbował go kopnąć, tylko pozostał nieruchomo.
- Dzięki – powiedział cicho Seth. – To pomaga.
Jonah zamrugał ze zdumieniem.
- Nie ma za co – zdołał powiedzieć. – Jestem twoim starszym bratem; powinienem ci pomagać, wiesz?
Seth uśmiechnął się, choć nie uniósł głowy.
- Dobrze, że wasza matka chrzestna nie jest zbyt gderliwa – powiedział Harry, gdy usiedli i czekali na lody. – Nie sądzę, że mój tata pozwoliłby nam na słodycz, gdyby nie ona.
- Twój tata jest dość surowy – zauważył Jonah.
- Tak, naprawdę poważnie traktuje sprawy związane z bezpieczeństwem – przyznał Harry. – Naprawdę nic ci nie jest, prawda? – zapytał Setha.
Najmłodszy skinął głową.
- Byłem tylko trochę przestraszony – przyznał, rumieniąc się. – Znaczy, wtedy, gdy spadłem.
- Żartujesz? Myślałem, że upadnę, gdy to się stało! Nie sądzę, że byłem tak przestraszony nawet wtedy, gdy widziałem samego Voldemorta! – wykrzyknął Harry.
- Naprawdę? – Oczy Setha rozszerzyły się.
- Tak, a twój brat chwycił mnie za ramię tak mocno, że chyba zostały mi siniaki – dodał Harry, ku przerażeniu Jonah.
Seth odwrócił twarz ku bratu.
- Naprawdę? Też się martwiłeś?
Jonah wymyślnie wzruszył ramionami.
- Cóż, znaczy, przyzwyczaiłem się do ciebie, wiesz? Byłoby… dziwnie… gdyby coś ci się stało. To wszystko.
Seth rozpromienił się. To było najbardziej ckliwe oświadczenie, jakie otrzymał od brata oraz deklaracja, że też się przestraszył. Nagle Seth przestał się czuć aż tak dziecinnie.
- Co ja ci mówiłem, Igor? – Przemówił dziwny głos od strony lasu, zaskakując chłopców. – To jest Harry Potter i jest całkiem sam. Żadnych aurorów w pobliżu.
Dzieci okręciły się i dostrzegły dwóch mężczyzn, stojących przy stole, patrzących na Harry’ego ze złym błyskiem w oczach.
- Jak myślisz, ile jest wart? Carrowowie chcieliby mieć go w swoich rękach.
- Żywego czy martwego? – odpowiedział drugi mężczyzna ze swobodą, która wysłała dreszcz wzdłuż kręgosłupa Harry’ego. – Znaczy, dużo łatwiej będzie go przetransportować martwego.
- Biegnijcie po pomoc – syknął Harry do dwóch chłopców, stając między nimi a mężczyznami. Potrząsnął nadgarstkiem i poczuł się nieco lepiej, gdy różdżka wleciała w jego dłoń z kabury. Wiedział, że nie powinien używać magii przez wakacje, ale podejrzewał, że jego tata nie miałby nic przeciwko w tych okolicznościach.
- Och, spójrz, Igor. Mały bachor myśli, że jest duży i chce walczyć – zadrwił pierwszy.
- Jak powiedziałem, łatwiej otwarcie go zabić.
To go przekonało. Harry przypomniał sobie, co profesor Flitwick mówił mu o walce w większymi przeciwnikami i posłał oszałamiacz w drugiego mężczyznę, po czym rzucił szybkie Protego, kiedy pierwszy się zemścił. Drugi mężczyzna pochylił się i chwycił ramię Harry’ego z różdżką, po czym krzyknął zaskoczony, gdy Jonah uderzył go w brzuch.
- Zostaw go! – wrzasnął Jonah, uderzając czarodzieja pięściami i stopami.
Tymczasem pierwszy mężczyzna wymówił zaklęcie lewitujące na ławkę obok Harry’ego i użył ją, by powalić go.
Harry z trudem podniósł się na nogi, jednak dostrzegł, że jego ramię znajduje się w żelaznym uścisku, podczas gdy jego druga zaciska się na jego ustach, uniemożliwiając mu krzyk o pomoc.
- Chodź! Mam go! Idziemy! – krzyknął agresor do drugiego czarodzieja, pociągając Harry’ego w stronę lasu. – Wyjmij świstoklik!
- Tylko sekunda – burknął drugi mężczyzna. Trzymał Jonah za kark i odsunął pięść w przygotowaniu do uderzenia walczącego chłopca.
- ZOSTAW JONAH W SPOKOJU! – krzyknął Seth i nagły wybuch czystego,  białego światła wstrząsnął ziemią.
Kiedy ich wzrok wrócił do normy, Harry i Jonah odkryli, że są po drugiej stronie przewróconego stołu piknikowego, tuż obok trzęsącego się Setha, podczas gdy dwaj napastnicy byli zgniecieni, nieprzytomni u podstawy pobliskich drzew. Zerwane gałęzie wykazywały niemy dowód, że mężczyźni zostali ciśnięci w drzewa z niewiarygodną siłą.
Drugi raz tego popołudnia nadbiegli całkiem bladzi Snape i Brunhilda.
- Co się stało? – sapnęła kobieta.
- Próbowali porwać Harry’ego! – wydyszał Jonah, podczas gdy Seth powiedział:
- Zamierzał uderzyć Jonah! – i wybuchnął płaczem.
Snape nie czekał na wyjaśnienia i użył różdżki, by związać dwóch czarodziei.
- Nie mogliśmy was znaleźć – powiedział do Harry’ego, gdy upewnił się, że zagrożenie zostało zneutralizowane. – Musieli użyć na waszą trójkę zaklęcia Kameleona. Póki nie zostało złamane, nie zdawaliśmy sobie sprawy, co się dzieje. Nic ci nie jest?
Harry skinął drżąco głową.
- Mówili, że zabiorą mnie i wyślą do Sparrowów*, i starali się zdecydować, czy zabić mnie najpierw, czy nie. Powiedziałem chłopakom, żeby uciekali i starałem się chronić, ale Jonah przyszedł z pomocą, a potem jeden z nich go złapał i drugi złapał mnie, a potem Seth uratował nas obu.
- Ciii, wszystko w porządku – Brunhilda uspokajała najmłodszego, który wciąż szlochał. – Nikomu nic nie jest.
- Tak, Seth. Dlaczego płaczesz? Uratowałeś mnie i Harry’ego – powiedział Jonah tonem niezwykłego szacunku, klepiąc brata po ramieniu.
Seth pociągnął na nosie i uniósł wzrok.
- Tak?
- Tak! – zgodził się Harry. – Spójrz… pokonałeś ich obu.
Seth wytarł oczy i zaczął się uśmiechać.
- Ja to zrobiłem?
- To był jeden z najpotężniejszych wybuchów niekontrolowanej magii, jaki wydziałam – powiedziała Brunhilda, przytulając go.
Seth otarł twarz i wyślizgnął się z uścisku. Nie chciał, żeby pozostali chłopcy myśleli, że potrzebuje rozpieszczania!
- To, jak twój brat nas uratował, było całkiem odjazdowe – powiedział Harry do Jonah, podczas gdy Seth przyglądał się dwóm nieprzytomnym mężczyznom, teraz bezpiecznie związanym. – Znaczy, tak naprawdę chronił ciebie.
Jonah spojrzał na młodszego brata z nowoodkrytym uznaniem.
- Tak. Naprawdę, nie jest taki zły.
Seth złapał aprobatę i uśmiechnął się szeroko. Ten dzień zmieniał się w najlepszy w jego życiu! Nieczęsto jego bardziej podziwiany starszy brat raczył zauważyć jego istnienie, nie mówiąc o korzystnym skomentowaniu go, a teraz nawet zdołał zaimponować Harry’emu Potterowi!
Snape zabrał trójkę chłopców z powrotem do bardzo strzeżonego domu Syriusza i Remusa, podczas gdy Brunhilda wezwała władze i wyjaśniła, co się stało. Dorośli zgodzili się, że lepiej będzie, gdy obywatelka Szwajcarii złoży skargę, podczas gdy Snape był w lepszej pozycji, by bronić dzieci, gdyby nastąpił kolejny atak.
Remus i Syriusz byli w zrozumiały sposób przerażeni na bliskie spóźnienie i zgodzili się zabrać chłopców na mugolski film, kiedy przybyły władze, by pomówić ze Snapem. Nawet Snape musiał przyznać, że sam Czarny Pan musiałby się pojawić, by wyrwać Harry’ego i resztę z rąk rozwścieczonego wilkołaka i byłego aurora, a teraz byli na ich ziemiach i raczej mało prawdopodobne, że większość śmierciożerców w ogóle pomyślałoby, żeby szukać Harry’ego na terenie mugoli.
W końcu, po całej papierkowej robocie i gdy dwóch niedoszłych porywaczy zostało dopuszczonych do procesu, Brunhilda i Snape opadli na kanapę.
- Czy to często zdarza się tobie i Harry’emu? – zapytała zwykle opanowana czarownica tonem przerażenia.
- Częściej niż bym chciał – przyznał Snape. – Może następnym razem ty z chłopcami powinniście odwiedzić nas w Hogwarcie, gdzie osłony są jednymi z najsilniejszych na świcie. Chyba że – dodał, odwracając wzrok, – wolisz już nam nie towarzyszyć.
Brunhilda uśmiechnęła się i sięgnęła po niego.
- Skoro chłopcy są daleko, pozwól mi cię uspokoić.
^^^
Po tym doświadczeniu, Snape, Black i Lupin zdecydowali, że lepiej jak najszybciej wrócić do Hogwartu. Harry nie miał nic przeciwko. Świetnie bawił się w Szwajcarii, ale nie umiał się doczekać, aż jego ojciec chrzestny zamieszka w zamku i będzie mogła rozpocząć się wojna na żarty.
Jedynym problemem, z jakim zmierzyli się mężczyźni było to, co zrobić z Dursleyami. Trudno będzie Huncwotom wciąż prześladować mugoli, gdy tylko uczniowie wrócą do Hogwartu i ostatniego wieczora przed powrotem Harry’ego i Severusa do zamku, mężczyźni zostali do późna, starając się zdecydować, co zrobić.
Rozważyli świstokliki, wielosokowy i pelerynę niewidkę Harry’ego i odrzucili je, a potem Syriusz zaczął się szczerzyć.
- Mam! – wykrzyknął.
- Co masz? – zapytał z irytacją Snape. – Pchły?
- Idealne rozwiązanie naszego problemu – zapewnił go nonszalancko Syriusz. – Co jeśli razem z Lunatykiem oddalibyśmy nasze zadanie komuś innemu?
Mistrz Eliksirów przewrócił oczami na ten kolejny przykład idiotyzmu Blacka.
- A co jeśli ta osoba zdradzi nas władzom? Albo zacznie współczuć „biednym mugolątkom”? Co wtedy?
- Mogę zagwarantować, że to się nie stanie – wyszczerzył się Syriusz. – Stworek!
Ku zaskoczeniu Snape’a, pojawił się przy nich mały, odrażający skrzat.
- Czego teraz żąda okropny, nikczemny, odrażający mistrz Zdrajca Krwi? – zapytał Syriusza tonem całkowitego wstrętu.
- Powiedziałem ci, że masz mnie tak nie nazywać! – wykrzyknął zirytowany Syriusz.
Stworzenie zaśmiało się szyderczo.
- Tak, mistrzu Zdrajco Krwi.
Black wyglądał, jakby go kusiło, by kopnąć skrzata w ścianę, ale ostrzegawczy dźwięk od strony Lunatyka powstrzymał go i przywołał go do zadania.
- Stworku – zaczął, skupiając się na tym, by jego ton był inteligentny i rozochocony, – mam dla ciebie zadanie.
Skrzat splunął na bok, ledwo mijając stopę Snape’a.
- A co Stworek może zrobić dla podłego mistrza Zdrajcy Krwi i jego bezużytecznych, głupich przyjaciół?
- Co ty na to, żebyś poszedł torturować dla mnie mugolską rodzinę? – zapytał nęcąco Syriusz.
Stworek zamrugał zszokowany.
- Czy mistrz Zdrajca Krwi w końcu ujrzał światło i naprawił swoje niegodziwe zachowanie? Och, pani będzie tak zadowolona! – Mały skrzat przerwał z uśmiechem, który był nawet bardziej przerażający niż jego krzywienie. – Tak, Stworek z chęcią będzie torturować mugoli! Jak miło ze strony mistrza, że pomyślał o Stworku! Co Stworek może zrobić, by podziękować mistrzowi?
- Posłuchaj, to tylko jedna rodzina – ostrzegł Syriusz. – Nie będziesz torturował żadnych innych mugoli… przynajmniej nie do czasu, aż nie udowodnisz, że dobrze sobie radzisz. Zrozumiano?
Stworek pokiwał gorączkowo głową, przypominając oszołomionemu Snape’owi (bardziej) obłąkanego Zgredka.
- Tak, mistrzu. Tak, tak, tak! Stworek rozumie! Stworek dobrze się sprawi! Stworkowi można ufać, że będzie za mistrza torturować paskudnych mugoli!
- Dobrze – Black rozsiadł się z zadowolonym westchnięciem. – Sam ich torturowałem przez te miesiące i zrobiłem się nieco zmęczony.
- Och, Stworek może pomóc! – obiecał szybko stary skrzat. – Stworek jest bardzo, bardzo dumny z mistrza! Mistrz torturował mugoli od miesięcy, a zły, wstrętny Stworek wciąż pluł mu do drinków i nazywał go Zdrajcą Krwi. Zły, zły Stworek!
- Tak, no to idź przynieść nam ognistej whiskey, ale tym razem żadnego plucia! – pouczył go Black.
- Och, nie, mistrzu! Żadnego więcej plucia! A potem czy mistrz powie Stworkowi wszystko o tych złych mugolach i o tym, co mistrz chciałby, żeby Stworek im robił?
- Tak przypuszczam… - pozwolił Black, i ze skowytem radości, skrzat domowy zniknął.
- Pluł ci do jedzenia? – zapytał Snape, czując mdłości.
Black wzruszył ramionami.
- Tylko po tym, jak próbował mnie otruć. Choć to szybko odkryliśmy – to jedna z zalet posiadania współlokatora z nadnaturalnym węchem – skinął na Remusa, który machnął skromnie ręką. – Więc, jakieś pytania?
Snape musiał przyznać, że to wydawało się rozwiązać problem.
- Dobra. I dołączycie do nas w Hogwarcie za kilka tygodni?
Oboje skinęli głowami.
- Nic wam nie będzie do tego czasu? – zapytał Remus. – Jasne jest, że śmierciożercy wciąż chcą schwytać Harry’ego.
- Zacznę z chłopcem letnie zajęcia, gdy tylko wrócimy. Będzie zbyt zajęty, żeby się martwić.
Syriusz zadrżał.
- Letnie zajęcia! Naprawdę jesteś draniem, Snape!
Mistrz Eliksirów uśmiechnął się ironicznie z dumą. Wciąż miał w sobie to coś.

CDN



* W oryginale: „They were saying they were going to take me away and sell me to some sparrows…” ale jako że nie da się przetłumaczyć tej „gry słów”, bo  sprrow to wróbel, więc uznałam, że Harry musiał oglądać choć jedną część Piratów z Karaibów XD Tym sposobem mamy podobieństwo do nazwiska Carrow, a i charakterystyczne dla Harry’ego przekręcenie wyrazu ;)