sobota, 23 września 2017

Twoje liczne wdzięki


Autor: Amanuensis
Oryginał: The Many Charms About You
Zgoda: jest
Rating: +18
Pairing: Harry/bliźniacy
Ilość części: miniaturka
Opis: Nie, nie chcesz być obiektem testów Magicznych Dowcipów Weasleyów. Zaufaj mi.
Notka: Ostrzeżenie przed gwałtem. Nie lubisz, nie czytaj. Mogę jednak przyznać, że złagodziłam większość przekleństw, żeby nie wyszło to tak drastycznie ;)


- Jest genialne – powiedział Harry.
I tak było. Prawda, rozmiar mieszkania sprawiał, że Nora wyglądała luksusowo, ale był tam pokój do spania i pracy – no, prawie – a Fred i George podejmowali potencjalnych klientów na lunch, więc jakie miało znaczenie to, czy rozmieszczenie krzyczało: brud początkującego biznesu. I było ich, a Harry oddałby wszystko, by mieć tak samo.
Fred i George nazywali go swoim „cichym partnerem”, ale to nie była część, której zazdrościł. Ich maleńkie mieszkanie nie było nawet gustownie urządzone, a w ich kuchni było tyle półproduktów, że pomysł gotowania tam jedzenia był nieco zbyt przerażający – puste pudełka po curry na wynos wypełniały cały kąt – ale Harry nigdy nie był tak chętny do odwiedzin. I ciężko o to walczył – letni dzień, poza ochroną Dursleyów albo nawet ukrytym bezpieczeństwie Grimmauld Place 12. Harry wiedział, że w pobliżu było przynajmniej trzech członków Zakonu, cmokających językiem nad jego głupotą. Harry’ego to nie obchodziło.
Fred wyszczerzył się do niego znad curry z wołowiną (George ciągle zadręczał tym Freda – pomysł, że jeden mógł mieć „curry z wołowiną” oznaczał, że było dalekie od autentyczności, jak tylko można sobie wyobrazić, a Fred ciągle powtarzał, żeby się wypchał, kiedy George poparł danie zwane „Kurczak z Cesarską Sałatką z Curry”, bo raczej nie był tym, który mógł mówić o autentyczności).
- Mamy masę projektów do opracowania. Druga fala Bombonierek Lesera wyjdzie jeszcze przed początkiem roku szkolnego…
- Musieliśmy wymyślić kilka nowych chorób, żeby nauczyciele zbyt szybko się nie zorientowali.
- Ta partia ma Lizaki Zapalne Krtani, Migrenowe Miętusy…
- Słodkie wszy są moje ulubione. Po tym, jak pielęgniarka cię wypuści, wyjmujesz je z włosów i zjadasz. Fred poszedł po nie. Znajdź całą garść do spróbowania, Fred. – Fred przeszukiwał liczne miski, tacki i słoiki na szafce. Wydawało się cudem, że może znaleźć cokolwiek w tym bałaganie. – I zaczęliśmy produkty na święta. Halloweenowa linia już została wyprzedana w przedsprzedaży.
- George planuje już linię na Święta i Walentynki. Ach, znalazłem je. – Fred pochwycił papierowe pudełko ze środka blatu, a robiąc to, jego ramię trąciło buteleczkę różowego płynu na krawędzi. Harry zobaczył, jak się trzęsie; wyciągnął rękę, by ją przytrzymać w momencie, gdy Fred zrobił to samo. Zderzyli się, fiolka zaczęła się przechylać – a Harry chwycił ją i wyprostował tuż przed upadkiem. Róż zalała jego rękaw.
Harry wyciągnął ramię.
- Muszę zdjąć to szybko, zanim wypali mi skórę?
- Uch, nie sądzę. – Fred chwycił ramię Harry’ego, spoglądając na plamę. – George, który to już raz? – To nie sprawiło, że Harry poczuł się pewnie i zastanowił się, czy i tak nie powinien ściągnąć koszuli.
- To miało być na Walentynki, ale dodałem zbyt wiele skalnicy. Trzymaliśmy to, żeby zobaczyć, czy możemy coś z tego odzyskać. Nie wiem, co to teraz robi.
Dobra. Zdecydowanie powinien ściągnąć koszulę.
Jednak Fred nie puścił jego ramienia. Jego dłoń ześlizgnęła się w dół, aż złapał rękę Harry’ego. Harry uniósł wzrok i zobaczył, że Fred patrzy na niego dziwnym spojrzeniem. Wyglądało to tak, jakby Harry właśnie ściągnął na siebie coś zgubnego przez różowy płyn.
- Harry – powiedział Fred. – Wiesz, że jesteśmy… naprawdę szczęśliwi, że jesteś naszym przyjacielem, prawda?
Zamrugał. To był jeden z tego rodzaju momentów, których nie spodziewał się od bliźniaków. Sentymentu, tak, ale nie spojrzenia i nie uścisku dłoni. Bo to był uścisk, nie tylko chwycenie, palce splotły się z jego własnymi.
George wstał.
- On ma rację. – Harry zerknął na niego i zobaczył to samo spojrzenie dziwnego… pragnienia, był to jedyny sposób określenia tego, co było na twarzy George’a. – Bardzo nam na tobie zależy, Harry.
Harry nie wiedział, co powiedzieć. George podszedł bliżej i położył dłoń na ramieniu Harry’ego. Coś było nie tak. Harry nie był osobą, która lubiła dotyk, a bliźniacy o tym wiedzieli.
A potem George pocałował go.
I Harry czekał, aż zmieni się w żabę albo papużkę o wysokości dwudziestu stóp, albo pokryje olbrzymimi purpurowymi pryszczami, a Fred i George upadną na ziemie, śmiejąc się z ich najnowszego udanego wynalazku w postaci szminki albo czegokolwiek innego oraz zażenowanego spojrzenia Harry’ego.
Żadna z tych rzeczy się nie stała. Zamiast tego, George wsunął język do ust Harry’ego. Chłopak odskoczył, zbyt zszokowany, by pluć czy przeklinać. Ręka Freda znalazła się na jego plechach.
- Ciii. Nie bój się.
- Co do cholery… - Jego głos powrócił.
- Nie! Nie, naprawdę, Harry, wszystko gra. To tylko… oboje…
- …kochamy cię…
- …tak bardzo…
Jedna para rąk była na jego ramionach, druga trzymała go od przodu. George ponownie starał się go pocałować.
- Nie! Kuźwa, odczepcie się…
- Wszystko w porządku, Harry.
- Nie zranilibyśmy cię. Nie bądź zły. – Ale wciąż go dotykali, wciąż go trzymali, a George całował go w szczękę, zanim mógł uciec i chwycił przód koszulki Harry’ego.
- Przestań. Po prostu przestań!
I wtedy George powiedział:
- Chwyć jego ręce.
Harry nie mógł uwierzyć, że to słyszy. Nie, do momentu, gdy Fred chwycił jego nadgarstki i pociągnął je na jego plecy, pochylając się, by od tyłu pocałować policzek Harry’ego, a palce George’a zacisnęły się na guzikach koszuli Harry’ego. Chłopak poczuł, że przez jego żołądek, dopiero co zjedzone curry na kolację zmierza do ucieczki. To nie mogło się dziać.
- Potrzebujemy go…
- … jest tak piekielnie seksowny…
- …Boże, tak…
Koszula Harry’ego została odpięta, a George strząsnął ją z jego ramion.
- Spójrz na siebie. Cholera. Jest tak śliczny… - Pochylił się, a Harry wepchnął się do tyłu we Freda, gdy George docisnął Harry’ego i polizał jego sutek. Potem wziął go w usta, a jego oczy rozbłysnęły w kierunku twarzy Harry’ego, jakby pytając, czy mu się to podoba.
- Pieprzone pedały! – Harry szarpnął się w zakleszczonych nadgarstkach. – Puśćcie mnie, do cholery! – To coś na jego rękawie. Musiał rozebrać koszulę. To ich zatrzyma. To musi ich zatrzymać.
- Nie przezywajmy się, Harry.
- To nie miłe – powiedział George, liżąc go. Przeniósł usta do drugiego sutka Harry’ego, jęcząc, gdy possał.
Harry nie jęczał. Było mu niedobrze. Byli jego przyjaciółmi. Byli jego przyjaciółmi, a próbowali… nie, nie może o tym myśleć.
- Najpierw buty. Potem spodnie – powiedział Fred.
- Nie! – Fred oparł się o ścianę z nadgarstkami Harry’ego w dłoniach, a żadne z prób Harry’ego, by kopnąć George’a nie były w stanie wyprowadzić z równowagi Freda. W momencie, gdy George zdjął buty i skarpety, przeniósł się do zamka Harry’ego.
Harry ponownie szarpnął się; jedyne, co zrobił to wepchnął biodra bliżej dłoni George’a.
- Popatrz, Fred, on naprawdę tego chce.
- Oczywiście, że chce. Nie skrzywdzimy go. Nie zrobilibyśmy tego, gdyby tego nie chciał. – Głos Freda w uchu Harry’ego był lekko chrapliwy. Pragnący. Harry wydał z siebie odgłos, którego nigdy się od siebie nie spodziewał, nie wierzył, że mógł pochodzić od niego, nawet gdy George zahaczył palce o jego pas spodni i pociągnął je do jego kolan.
- Jezu Chryste, on jest wspaniały. – George nie dotknął go. Nie dotykał jeszcze, och, kurcze. Tylko patrzył. – Musimy to z niego zdjąć. Chcę go widzieć nagiego.
- Zaklęcie wiążące. Szybko.
- Tak. – George pogmerał w rękawie za swoją różdżką.
- NIE! – krzyknął Harry. – ODPIEPRZCIE SIĘ ODE MNIE!
- I zaklęcie wyciszające – powiedział Fred.
- Pieprzyć zaklęcie wyciszające. – George, tak zaradny jak zwykle, chwycił jedną z odrzuconych skarpetek Harry’ego i wsadził niezbyt smaczny zwitek w usta Harry’ego. Harry zadławił się, spróbował ugryźć, ale zrobił to za późno. George rozciągnął drugą skarpetkę na ustach Harry’ego, by nie wypluł zwitka. Musiał zawiązać jej końce za szyją Harry’ego, ale nogi chłopca zostawały uwięzione w połowie ściągniętych spodniach i spudłował, kiedy próbował kopnąć kolanem w krocze George’a.
- Przestań, Harry – powiedział uspokajająco George, kiedy ostatnia część ciuchów Harry’ego została szarpnięta. – Jesteś strasznym malkontentem, wiesz?
- Zaklęcie wiążące – ponaglił Fred, a srebrzyste liny wystrzeliły z końca jego różdżki i otoczyły tors Harry’ego, przytrzymały jego ramiona przy bokach i uformowały pierścienie wokół jego kostek. Harry spróbował krzyknąć przez knebel. George pogładził jego włosy.
- Cii. Nie bój się. Spodoba ci się.
To tyle, jeśli chodzi o pomysł, że efekty eliksiru znikną, gdy zdejmie koszulę. Kuźwa, kuźwa, kuźwa.
- Sypialnia?
- Sypialnia. Mobilicorpus.
Przez zaklęcie, Harry został pociągnięty do sypialni, gdzie George zniósł je i pozwolił Harry’emu opaść na łóżko z łomotem i podskokiem. Momentalnie bliźniacy znaleźli się na nim. Fred zawisł nad jego kroczem, wzdychając.
- Chryste. Tak piękny. Mszę…
- Spróbować go. Wiem.
- Zróbmy to jednocześnie.
Jeden z nich przyszpilił jego nogi; Harry chciał walczyć, ale nie mógł, a mógł tylko dźwignąć głowę, by zobaczyć, co robią. To był błąd. Harry zobaczył, jak dociskają usta do podstawy jego członka, ich języki rozciągają się w dwa różowe wiry, liżące jego członek. Harry zadrżał. Nie mógł już dłużej patrzeć, opuścił głowę i ścisnął oczy, żeby nie mógł widzieć twarzy jego przyjaciół, gdy go lizali. Ale to nie pomogło, ani odrobinę, mógł ich poczuć i wyobrażać sobie, jak wyglądają. Otwarte usta, wysunięte języki, ich własne oczy zamknięte w odpowiedzi na te pełne zachwytu małe jęki, które wyrywały im się, gdy go lizali.
- Mmm – powiedział George. – Wyssę go całego.
- Oboje wyssiemy. Twoja kolej.
- Tak dobrze smakuje.
Nie, starał się krzyknąć Harry przez knebel. Nie było sposobu, by tworzony przez niego hałas mógł być wzięty za cokolwiek innego. Ale nie przestali; jeden z nich się roześmiał.
- No i jest.
Co jest? Och, kurcze. Harry zdał sobie sprawę – niemożliwe, że zrozumienie tego zajęło mu tak długo – że robił się twardy. Mimo że wszystko w nim krzyczało, że to tylko reakcja, fizyczna reakcja. Niech to szlag trafi. Mdłości chwyciły go podwójnie, zwłaszcza, że bliźniacy nie przestawali o tym mówić.
- To takie pociągające.
- Nie powinniśmy pozwolić mu szybko dojść, wiesz?
- Tak. Utrzymamy go takiego przez godziny. Chcę widzieć, jak go tak boli.
Harry otworzył oczy, posyłając w ich kierunku tak wściekłe spojrzenie, jak tylko potrafił. Fred dostrzegł to, ale nic się nie zmieniło. George zamknął usta wokół końca członka Harry’ego, a Fred posłał mu najbardziej grzeszny z uśmiechów, zanim trącił językiem jego jądra, unosząc je i biorąc w usta z kolejnym dźwiękiem satysfakcji. Zdesperowany Harry wydał z siebie kolejny pomruk, ale Fred tylko zaczął ssać, a George odsunął usta na tyle długo, by powiedzieć:
- Ach, ostrożnie, Harry… nie chciałbym, żebyś się skrzywdził.
- Może to lubi – powiedział Fred między uwalnianiem jednego jądra Harry’ego, a braniem drugiego w usta.
- Może tak. Powinniśmy się dowiedzieć. – Usta George’a prześlizgnęły się w dół członka Harry’ego do podstawy, zasysając go tak mocno w gardło, że Harry nic nie mógł na to poradzić; jego pośladki zacisnęły się, a biodra uniosły, jego członek był boleśnie twardy, nie mógłby tego chcieć. Nie przez ten śmiech, który był w gardle bliźniaków.
Poczuł nagły ból w kroczu, jak ugryzienie, ale nie aż tak intensywne. Fred uszczypnął skórę jego moszny, mocno, ale tylko skórę – nie było to tak złe, jak mogło być.
- Podoba mu się to? – zapytał Fred.
- Mmmm. – George zsunął usta z członka Harry’ego z wielką powolnością. – Musi. Wciąż jest twardy jak skała – powiedział, zerkając na wymuszoną, zdradziecką erekcję.
Nie! pomyślał Harry, czemu towarzyszył kolejny odgłos i nawet bardziej wściekłe spojrzenie, gdy Fred uszczypnął go ponownie.
- Nawet, jeśli nie myśli, że mu się to podoba, odpowiada tak przyjemnie. Powinniśmy się upewnić, by ciągle był zainteresowany.
George uniósł się na łóżku.
- Och, Harry. Podoba ci się to? Lubisz lekki ból? Hymm? – Pochylił głowę, a jego usta zbliżyły się do sutka Harry’ego. Harry jęknął i spróbował się odwrócić, ale pierwsze ssanie zmieniło się w ugryzienie i George gryzł tylko mocniej, gdy Harry walczył. Usta Freda wciąż znajdowały się na jego jądrach i Harry nie miał pojęcia, kiedy Fred zdecydował gryźć go również tam. Skomląc, znieruchomiał.
George nie znieruchomiał. Jego ugryzienie zelżało, a potem zmieniło się w żucie – króciutkie ugryzienia od irytujących do okrutnych. Harry wciąż protestował mimo knebla, starając się znaleźć ton, który przebiłby się przez zaklęcie i sprawił, żeby Fred i George zrozumieli, że nie podoba mu się to, nie lubi tej brutalności i chciał, żeby przestali tak mocno, że mógłby obiecać, że już nigdy nie opuści Dursleyów ponownie, gdyby tylko mógł się stąd wydostać w tym momencie.
Taki ton nie istniał. Fred zdecydowanie uznał, że jego bliźniak wyglądał tak, nie podobała mu się ta asymetryczność i przeniósł się w górę łóżka, by skupić się na drugim sutku Harry’ego. Chłopak odkrył, że Fred gryzie mocniej. Na tyle mocno, że Harry znowu zaczął się szarpać, ale bliźniacy przyszpilili go swoimi ciałami i zdołał tylko jeszcze mocniej docisnąć swoje sutki do ich zębów. Opadł bezsilnie, wściekły i chory z mdłości, zastanawiając się, czy wkrótce go wypuszczą i dadzą szansę na uwolnienie.
Zastanawiał się, czy ma na to większą szansę, jeśli przestanie walczyć. Jeśli… jeśli będzie udawał, że…
Nie. To nie byli Fred i George, których znał. To wina tej pieprzonej różowej rzeczy i nie zamierzał obwiniać ich za cokolwiek on sam zrobił. I wiedział, że nie potrafiłby udawać, że mu się to podoba.
Jedna z rąk Freda znalazła się na kroczu Harry’ego, pieszcząc go i nie był przywiedziony, by dojść właśnie teraz – sprytne paluszki, przesuwające się w górę i w dół jego członka i muskały szczelinę – och, kurcze, ciekł, mógł to poczuć. Fred poczuł lepkość na swoich palcach i rozsmarował ją na dłoni. Nie chciał tego, naprawdę nie chciał; nie potrafił powstrzymać dłużej tej reakcji tak, jak nie powstrzymałby krwawienia, gdyby go rozcięli. To nie oznaczało, że tego chciał. Nie ważne, co mówili.
- Zobacz, jaki jest sztywny. Jaki purpurowy.
- Piękny.
- Dajmy mu to, co obiecaliśmy.
Jednocześnie przesunęli się i przewrócili go na brzuch. Jego dłoń prześlizgnęła się między jego tyłkiem.
- I co? Podnieca cię to, Harry?
Mógł pokręcić głową – zrobił to, na tyle mocno, by załatwić sobie wstrząs mózgu – i mógł tylko wymamrotać coś poza kneblem, ale nie przykładali do tego żadnej uwagi.
- Zerknijmy.
Poczuł szarpnięcie w kostkach, a potem liny wokół nich opadły. Harry natychmiast próbował podciągnąć kolano, potrzebując dźwigni, by sturlać się z łóżka, ale Fred i George nie pozwolili mu na to. Jego nogi zostały rozdzielone, a jego łydki przyszpilone po jego obu stronach. Ręce pieściły jego jądra, wyciągnęły jego erekcję spod brzucha z nieczułą prędkością, przez którą jęknął. Dłonie przemieściły się w to miejsce, przesuwając napletek w uzdolnionych palcach, a Harry po raz kolejny zacisnął pośladki i poczuł, jak fala przepływa przez jego biodra do członka.
- Och, tak – westchnął George. – Mocniej, Fred.
Fred ponownie klepnął go w tyłek. I znowu. Każdy klaps był jak lód, sprawiając, że krew odpływa z kawałka skóry o wielkości dłoni, a potem w ciągu uderzenia serca wraca pulsującym paleniem. Harry jęknął ponownie, spróbował uwolnić nogi i poległ. Kolejny klaps. I następny. Palce na jego członku wciąż ciągły, wciąż gładziły.
- Patrz, jaki rumieniec. Och, tak.
- Będę patrzył; twoja kolej. Boli mnie już dłoń.
Zmienili się. Dłoń Freda na jego członku była mniej pieszcząca, a bardziej szarpiąca, a George dociskał dłoń do tyłka Harry’ego przez sekundę po każdym klapsie. Żaden sposób nie wydawał się mniej bolesny.
Klapsy przeniosły się na szczyt jego ud, a Harry zaprotestował i szarpnął się na wzmożony ból.Było coraz gorzej. Fred i George zdawali się dojść do tego samego wniosku w tym samym momencie – że mogę mieć obie ręce zajęte i czerpać podwójną radość. Każdy jedną dłonią gładzili jego udo, bolące jądra i członka, a drugą uderzał jego tyłek i uda ciężkimi ciosami – szybkimi klapsami, które nie miały rytmu, nie dało się na nie przygotować.
Jego skóra paliła od kości ogonowej do kolan i pomyślał, że nie może być gorzej, kiedy paznokcie przeciągnęły się od jego pośladków do kolan, powoli przeciągając je w dół. Harry zawarczał w proteście przez charczące gardło i zawył.
- Rozgrzaliśmy go dla nas.
- Jakie miłe uczucie. – W odpowiedzi pogładzono go w tyłek.
- Myślisz, że to jego pierwszy raz?
- Założę się. – Dwa kciuki rozchyliły pośladki Harry’ego. Potem kciuk przeniósł się głębiej w jego szczelinę, tuż po bokach jego zaciśniętego odbytu – który próbował zacisnąć, kręgosłup wygiął w łuk, ramiona uniósł ponad łóżko, gdy kciuki wepchnęły się w niego.
- Nnnn! – krzyknął Harry. Nie. Z pewnością nie zamierzali… naprawdę nie zamierzali tego zrobić, prawda?
Poczuł oddech, a potem był pieprzony przez język, wbijający się w niego, wycofujący i liżący wokół wejścia, a potem dołączył do niego palce, wilgotny, jakby został possany. Wsunął się w niego, kręcąc się, kiedy wszedł i uderzył w coś wewnątrz, przez co zadrżała cała jego skóra.
- Och, poczuj, jak to robi. Będę go miał. Chcę, żeby robił tak wokół mnie.
- Przyjemność po twojej stronie. I jego, oczywiście. Mówiąc o tym, nie chcę, żeby doszedł, zanim oboje nie spróbujemy, prawda?
- Kuźwa, nie sądzę, żebyśmy chcieli, by doszedł do końca tygodnia.
- Wspaniałe. Załapałeś.
Harry pomyślał, że ponownie zostanie uściśnięty, ale wtedy został ściśnięty. I jeszcze mocniej. Fred zacisnął coś – pewnie jeden z tych magicznych wiązań – wokół podstawy jego członka i jąder. Gdyby zmiękł, pomyślał, mógłby wyślizgnąć się na wolność. Ale że były magiczne, nie wątpił, że zacisną się, jeśli zmięknie. Cholera.
- Accio olej. – Chwilę później coś uderzyło w dłoń, a Harry nie miał czasu, by zastanowić się, jaki to był olej, zanim nie prześlizgnął się w jego szczelinę. Nie szczypało, a tylko tyle mógł zauważyć, zanim nagie kolana George’a dociskające się do tyłu jego własnych. Harry nie mógł wymyślić, jak tak szybko zdjął spodnie. Kciuki ponownie rozdzieliły jego pośladki i poczuł dłoń George’a i coś, co mogło być jego członkiem gmerały w nim. Zaciskanie nic nie pomogło, a pulchna główka wsunęła się w niego. To było całkiem złe. Czuł się zbyt pełny, zanim był w nim głębiej niż na cal, ale George pchnął mocniej i, do cholery, był rozciągany, paliło. Zmusiło go do krzyku przez knebel, żeby przestał, jednak nie był w stanie…
Był moment, gdy uderzyło w niego ponownie to drażniące skórę uczucie, kiedy członek George’a poruszył się w tym samym miejscu w jego wnętrzu, co wcześniej palce, ale George pieprzący jego tyłek nie wydawał się ani trochę milszy, niż George naciskający na jego otwór kciukami. Członek Harry’ego zmiękł, nie w oczekiwaniu na orgazm, jak się przechwalali – a liny wokół jego jąder i członka zacisnęły się tak, jak sądził. Dochodzenie było ostatnią rzeczą, która pojawiła się w umyśle Harry’ego. Albo ciele.
Ale potem George doszedł – Harry nie potrafił nawet powiedzieć, że doszedł, poza tym, że przestał w niego wchodzić – i wyszedł z niego, zostawiając Harry’ego z takim uczuciem, że pomyślał, że jego wejście wciąż jest szeroko rozwarte – a Fred i George odwrócili go i wrócili do pracy nad jego miękkim członkiem. Dłonie, usta – zarówno zęby i język – wszystko, co mogli zrobić, by jego członek stanął z uwagą owinięty srebrnym, magicznym pierścieniem. Jego jądra były niemal tak twarde, jak jego członek i kompletnie nie mogły być inne, ze względu na wiązanie. I wtedy ponownie został obrócony, nogi rozchylone i przytrzymane, kiedy Fred radośnie zaczął wykorzystywać tyłek Harry’ego motywował swojego bliźniaka i nazywał Harry’ego najwspanialszą, pragnącą szmatą.
Kiedy Fred skończył, George wrócił do siebie. I ponownie był gotów na swoją kolej.
^^^
Bliźniacy zasnęli, zanim przybył Lupin.
To były godziny. Godziny, podczas których Fred i George wykorzystali go, poklepali, wyssali i posiedli w każdej możliwej pozycji i kilku takich, których Harry sobie nie wyobrażał, mówiąc mu, jak bardzo go kochają przez cały czas i jak Harry’emu spodoba się to bardziej, jeśli jeszcze powstrzymają go przed dojściem, jeszcze trochę, och, zdecydowanie jeszcze nie. Dopóki nie opadł w kompletnym wyczerpaniu, dwa piegowate śmiertelnie ciężkie ciała zabezpieczyły swoją zabawkę na późniejszą zabawę. Harry nie ośmielił się poruszyć. Gdyby się obudzili, chcieliby więcej. Wiedział to.
Ale nie obudzili się, gdy Lupin otworzył drzwi do sypialni z różdżką w dłoni.
- O kurwa. – Harry nigdy nie słyszał, by Lupin to mówił. Uniósł głowę, mruknął w kierunki Lupina słabo i poczuł coś przy piersi, kiedy Lupin ukląkł obok łóżka – odsuwając różdżkę – i wyciągnął skarpetkę z ust Harry’ego. Chłopak wypluł wilgotną, zwiniętą skarpetkę dzięki językowi i odrobinie pomocy Lupina.
- Harry – powiedział Lupin, dotykając twarzy chłopca wierzchem dłoni, jak rodzic sprawdzający gorączkę.
- Pomóż – tylko tyle Harry zdołał powiedzieć.
- Nrf? – Fred przeturlał się, ale nie obudził się. – Whz… - Chwilę później znów był nieruchomo.
- Tak. Tak, oczywiście – powiedział Lupin, szepcząc, jakby rozumiał potrzebę nie budzenia ich. – Oczywiście, że ci pomogę. Wiesz, że nie chciałbym, żeby coś ci się stało, Harry.
I pochylił głowę, całując Harry’ego w usta.
Harry zamarł.
Jakby z daleka, usłyszał głos George’a.
- Och, cześć, Remus. Przyszedłeś do nas dołączyć?
- Tak – mruknął Lupin, jego oczy były nieco szkliste i całkiem przerażające. – Myślę, że tak.