poniedziałek, 27 czerwca 2016

Ty i ja



Autor: ObsidianEmbrace
Oryginalny tytuł: You and me
Zgoda: Czekam
Streszczenie: Syriusz pierwszy raz opiekuje się Harrym.
Notka: To część opowiadania „A life More Ordinary”, które nie jest niestety skończone i nie zamierzam go tłumaczyć. Autorka jednak zaznacza, że może być czytane bez znajomości tamtego tekstu.

~~~
- Będzie cały i zdrów – powiedział Syriusz już chyba pięćdziesiąty razy, ponownie wyciągając ramiona, ale Lily nie była całkiem gotowa, by go oddać.
- Jest po prostu taki mały… James, może powinniśmy…
- Będzie cały i zdrów – James powtórzył stanowczo słowa Syriusza, zbliżając się, by delikatnie zagarnąć Harry’ego z rąk żony. – Poza tym prawdopodobnie przez większość czasu będzie spał. A Syriusz potrafi trzymać go tak dobrze, jak my.
- Ale co jeśli…
- Syriusz karmił go mnóstwo razy. I choć to nie jest jego ulubiona czynność – powiedział James uśmiechając się ironicznie do przyjaciela, - potrafi nawet zmienić pieluchę. Czyż nie, Łapo?
- Lepiej niż ty.
James zachichotał.
- Możesz się tym zająć, kumplu.
Syriusz przyjął ciche zawiniątko od Jamesa, uśmiechając się zachęcająco do Lily, która nerwowo skubała wargę. Syriusz przyciągnął chrześniaka bliżej piersi.
- Będziemy się dobrze bawić – powiedział cicho, żeby nie obudzić dziecka.
Lily poprawiła z roztargnieniem szal, gdy James owinął nim jej ramiona.
- Remus jest w domu… gdybyś potrzebował pomocy?
- Nie będzie potrzebował pomocy – powiedział James. Pochylił się, by pocałować ją w policzek. – Przestań już drażnić… to tylko kolacja.
- Och… - Ale Lily pokiwała głową z determinacją. Stanęła na palcach i pocałowała policzek Syriusza. – Uważaj na niego.
- Będę go traktować jak własnego chrześniaka – powiedział z drażniącym uśmiechem.
Uśmiechnęła się i przeczesała palcami gęstą czarną czuprynę Harry’ego. Nadal niechętnie, cofnęła się. James objął ramieniem jej ramiona i z delikatnym naciskiem rywalizującym z Lily, skierował się w stronę drzwi.
- Dzięki, Łapo – powiedział, tuż przed tym, jak wymknął się za drzwi.
Gdy tylko drzwi za nimi kliknęły, Harry ziewnął i wyszczerzył się do wspaniałych zielonych oczu, tak podobnych do Lily.
- Niezły czas, dzieciaku.
Harry spojrzał na niego, jego usta ściągnęły się, a potem otworzyły w szerokim ziewnięciu.
- Nic z tego, Harry – powiedział Syriusz z miękkim śmiechem, - albo ja też zasnę i twoja mama nigdy mi już nie pozwoli z tobą posiedzieć.
Harry popatrzył uroczyście, zamrugał kilka razy i podniósł zaciśniętą pięść do ust. Syriusz pogłaskał palcami miękką skórę z tyłu pulchnej dłoni.
- Jesteśmy głodni?
W odpowiedzi, jego chrześniak kontynuował ssanie palców.
- Myślę, że mogę przygotować butelkę – powiedział Syriusz, odwracając się w kierunku kuchni. – Robiliśmy to wcześniej, prawda? – Pochylił się i pocałował czoło Harry’ego, szczerząc się, gdy puchowe włosy połaskotały jego skroń. – Nawet jeśli twój tata był tam wtedy z nami.
^^^
Godzinę później, gdy Harry był nakarmiony, przebrany i beknął, Syriusz zastanawiał się, czy może Lily miała rację i był kiepski w tych rzeczach ojca chrzestnego. Bezwzględnie kiepski. Dlaczego jeszcze Harry mógł nadal płakać?
Spojrzał na zegar, nadal kołysząc się w tył i przód, z Harrym bezpiecznie umieszczonym w zgięciu łokcia – dwadzieścia minut i nie było widać końca.
Twarz Harry’ego była jasno czerwona, zmarszczona w niedoli; wielkie łzy wpływały po jego policzkach. A Syriusz był całkiem pewny, że jego serce rozpadnie się na miliony kawałeczków, jeśli nie dowie się, jak wszystko naprawić.
Nie wspominając o jego bębenkach.
- No dalej, kochany – zanucił. – O co chodzi?
Ale oczywiście Harry nie mógł mu odpowiedzieć – nawet nie miał pojęcia. Wystarczał ten łamiący serce głośny płacz.
Syriusz spojrzał w kierunku kominka, w krótkiej, wykalkulowanym momencie desperacji, rozważając przeszkodzenie Remusowi – w jego końcowej redakcji pierwszej przyjętej powieści. I mimo, że Syriusz wiedział, że Remus przyszedłby od razu, westchnął i szybko pominął tą myśl. Potrafił sobie poradzić.
- Twoja mama uważa, że jestem trochę głupi, jeśli chodzi o dzieci – powiedział miękkim głosem, przesuwając Harry’ego w ramionach. Harry wywrzeszczał swoją zgodę. – No już, nie chcesz, żeby przyszła i dostrzegła, że miała rację, prawda?
Najwyraźniej jego chrześniak tego chciał.
- Hej, mały draniu – powiedział z czułym uśmiechem, - twój tata będzie mnie niemiłosiernie drażnić. – Syriusz zakołysał nim ponownie. Koc pofrunął na podłogę, gdy Syriusz podniósł Harry’ego w powietrze tak, że szkarłatna twarz jego chrześniaka znalazła się tylko centymetry od jego własnej.
Cisza była natychmiastowa.
Harry zamachał małymi rączkami i nóżkami, rzucając się odruchowo przy stracie kokonu, w którym Syriusz trzymał go cały wieczór.
- Oho – powiedział Syriusz, szczerząc się, gdy z rozkoszą obserwował zaskoczony wyraz twarzy jego chrześniaka. – W taki sposób, co?
Zielone oczy Harry’ego rozszerzyły się, gdy patrzył z nowej perspektywy. Upewniając się, by nie chwiać nim za bardzo, Syriusz podrzucił go ponownie, śmiejąc się na widok drugiej fali zaskoczenia. Przyciągną go bliżej i parsknął mokro na ciepły policzek, samemu się uśmiechając.
- Bardziej tak – powiedział wesoło. Podciągając lekko koszulkę Harry’ego nosem, pocałował okrągły brzuszek. Tym razem uśmiech rozjaśnił twarz Harry’ego, sprawiając, że zielone oczy zabłyszczały. Syriusz odbił się lekko na palcach. – Powinieneś mi powiedzieć, że jesteś po prostu zmęczony opakowaniem – upomniał, potrząsając głową. Harry zagruchał i Syriusz pokiwał głową. – Masz rację… to moja wina, że myślałem, że jesteś parówką.
Usiadł na sofie, układając Harry’ego na poduszce naprzeciw niego, łaskocząc trochę wystający brzuszek. Syriusz trzymał ręce po obu stronach Harry’ego, który machał dość szczęśliwie rączkami.
- Nie chcę, żebyś spadł.
Harry zagruchał w zgodzie. Syriusz uśmiechnął się i złożył kolejny pocałunek na jego czole, chichocząc, gdy Harry mocno klepnął go w policzek.
- Masz całkiem imponującą rączkę, dzieciaku. – Chwycił małą piąstkę, pomachał nią, a oczy szeroko otworzyły się, gdy zainicjował następne uderzenie w jego policzek. Harry uśmiechnął się.
- Tak – powiedział cicho Syriusz, - po prostu będzie dobrze. Ty i ja.
^^^
- Już jesteśmy – powiedział James, gdy stanął z Lily na ganku. - Nie było tak źle, prawda?
Niepokój Lily powoli rozproszył się, gdy wieczór się rozkręcał, a w końcu zrelaksowała się na tyle, by zjeść deser. Uśmiechnęła się do niego.
- Nie było całkiem nieprzyjemnie.
James pocałował ją, szczerząc się w jej usta,  gdy owinęła ramiona wokół jego szyi i przycisnęła go plecami do drzwi.
- Może powinniśmy poprosić Syriusza, by popilnował Harry’ego jeszcze przez godzinę…
Lily roześmiała się; oparła ręce na jego piersi i odsunęła się.
- Nie poproszę Syriusza, by zajął się Harrym, gdy my na piętrze będziemy uprawiać seks.
- Kto powiedział cokolwiek o byciu na piętrze? – szepnął James do jej ucha, przyciągają ją bliżej. Tym razem pocałował ją głębiej. Po kilku minutach trąciła jego szyję, gdy James wtulił twarz w jej włosy, wdychając jej kwiatowy zapach.
- Lepiej jak pójdziemy – powiedział w końcu z żalem. Pocałowała go w szyję.
- Harry teraz śpi całe noce – przypomniała mu i czując się podbudowany przez to – i niepisaną obietnicę Lily, - otworzył drzwi i ruszył pierwszy do środka. Zaśmiał się na widok, który ich powitał.
Syriusz zasnął na jednym z krzeseł z Harrym w ramionach – również śpiącym.
- Wyczerpał go – szepnął James, gdy podeszli bliżej.
- Po prostu dałem odpocząć oczom – wymamrotał Syriusz, uchylając oko. James uśmiechnął się ironicznie.
- Zasnąłeś.
Syriusz ziewnął.
- Nie… - Ale nasączone snem słowa zdradziły go. – Dobrze się bawiliście? – zapytał między kolejnym ziewnięciem.
- Tak – odparła Lily, poprawiając koc, by zakrywał ramiona Harry’ego. – Nie robił kłopotów, prawda? – zapytała z niepokojem.
Usta Syriusza uniosły się w sennym uśmiechu.
- To aniołek.
Napięte ramiona Lily opadły z ulgą
- Lepiej włożę go do łóżeczka.
- Ja to zrobię – powiedział Syriusz, otwierając w pełni oczy. – To go mniej rozbudzi. – Wstał powoli, trzymając rękę na plecach Harry’ego. Oczy jego chrześniaka zatrzepotały, ale jego oddech został głęboki i nawet, gdy szedł po schodach, tylko trochę poruszył się, gdy Syriusz położył go delikatnie w łóżeczku.
- Wracaj spać… właśnie tak… - zanucił cicho Syriusz; tonem ze słowami, których nie mógł sobie przypomnieć. Ale to załatwiło sprawę; oczy Harry’ego zamknęły się, a jego pięść jakoś trafiła z powrotem do jego buzi. Syriusz musnął kciukiem jeden z policzków, uśmiechają się.
- Branoc…
Lily i James stali ramię w ramię przy drzwiach. Oboje się do niego uśmiechali.
- Dzięki, że z nim posiedziałeś – powiedziała Lily.
- Dobrze się bawiliśmy – odparł Syriusz, gdy wyszli na korytarz, a James zamknął za sobą cicho drzwi.
Uderzył lekko w ramię Syriusza.
- Chcesz znowu z nim posiedzieć w przyszłą sobotę?
Syriusz uśmiechnął się.
- Będę tu.

Dzięki za każdą opinię

1 komentarz:

  1. Hej,
    uroczy, słodki tekst, Syriusz wspaniale zaopiekował się Harrym, a Lily...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń