środa, 3 lutego 2016

NDH - Rozdział 8



- Tak - powiedział Harry wesoło. U jego boku Snape stłumił jęk, wiedząc, co będzie dalej. - Jestem jeszcze trochę obolały od dzisiejszego popołudnia.
- Obolały! - powtórzyła Molly wyższym tonem, jej oczy zabijały furią Severusa. Naturalnie, usłyszawszy, że Harry został uderzony tego dnia, doszła do wniosku, że miał na myśli następstwo tej kary. - Nadal cię boli?
- Tak - przyznał Hary zupełnie nieświadomy obecnych zawirowań wokół niego. - Profesor Snape mówi, że to trochę potrwa, póki się nie przyzwyczaję. Chociaż dał mi jakiś balsam na moją pupę. Bolała nawet bardziej niż moje plecy i ręce.
Artur rzucił jedno spojrzenie na twarz swojej żony i już był na nogach, ciągnąc ją do kuchni.
- Eee, Severusie, zechciałbyś nam pomóc. Po prostu jedz dalej, Harry - polecił spokojnie, - zaraz będziemy z powrotem.

Gdy tylko drzwi kuchni zamknęły się za dorosłymi, Artur rzucił zaklęcie wyciszające na pokój. W ostatniej chwili.
- PRZYZWYCZAIĆ SIĘ DO TEGO? ZARZĄDAŁEŚ OD NIEGO, BY SIĘ PRZYZWYCZAIŁ? TO KONIEC! W TYM MOMENCIE KONTAKTUJĘ SIĘ Z DUMBLEDOREM!
Snape potarł czoło. Gdyby, teoretycznie, działo się to komuś innemu, byłoby to dość zabawne. Jednak biorąc pod uwagę jego rolę w tym dramacie, odkrył, że jest to trochę bardziej niż denerwujące.
- Źle zrozumiałaś sytuację - powiedział Molly, naprawdę nie spodziewając się, że posłucha.
Ku jego zaskoczeniu, przerwała.
- Jak to? - zapytała. - Chcesz powiedzieć, że nie uderzyłeś tego dziecka? Tego słabego, bezbronnego dziecka?
- To biedne, bezbronne dziecko niemal nie roztrzaskało swojego malutkiego mózgu na ścianie zamku! Zasłużył na karę.
- Wtedy jego Opiekunka Domu ukarałaby go linijkami, punktami albo szlabanem! Co miałeś na myśli interweniując i karając go tak, że nadal jest obolały, godziny później? Co ty, na Merlina, mu zrobiłeś? Jego plecy, ramiona, tyłek... jeśli Albus nie zawiadomi Aurorów, ja to zrobię!
- Nie jest obolały przez moją karę, głupia wiedźmo! - warknął Snape. - Jest obolały od Quidditcha. Minerva McGonagall zobaczyła jego lot i szybko zażądała go w zespole swojego Domu! Poddała go dwu godzinnym kwalifikacjom i to dlatego go boli.
- To najbardziej absurdalne usprawiedliwienie, jakie kiedykolwiek słyszałam - odparła Molly. - Zapomniałeś, że mam siedem - SIEDEM - dzieci z obsesją na punkcie Quidditcha? Doskonale wiem, że pierwszoroczni nie grają w drużynie. Czy masz pojęcie, jak wiele skarg słyszałam na temat tej reguły na przestrzeni lat? Między innymi w tym roku?
- Szanowna pani, może uważasz mnie za zdolnego do brutalnego traktowania dziecka, ale czy naprawdę wyobrażasz sobie, że byłbym na tyle głupi, by pobić dzieciaka, a następnie zabrać go tu, by opowiedział o tym?
Po zmieszaniu jego zadowolenia i zniewagi, sprawiły, że przerwała.
- Cóż, nie. Właściwie to nie ma żadnego sensu - przyznała Molly. - A wasze zachowanie, kiedy przybyliście... Ale nie podejmę żadnego ryzyka jeśli chodzi o dobrobyt tego dziecka. Powiedziałeś mi, że Dumbledore umieścił go u niewłaściwych mugoli w ciągu ostatnich dziesięciu lat, więc dlaczego mam wierzyć, że ma się teraz lepiej?
Snape zirytowany zdał sobie sprawę, że rzeczywiście miał wspólną płaszczyznę z Weasley. Co gorsza, była groźnym przeciwnikiem i to jedno bardzo mu się przyda w jego przyszłych walkach z Dumbledorem (i McGonagall) nad wychowaniem dzieciaka. Odrzucił swój instynkt ślizgona. Oczywiście musiał przeciągnąć ją na swoją stronę.
- Odpowiedz dla mnie na pytanie - powiedział nagle, zaskakując obu Weasleyów zmianą tematu. - Jeśli Ronald nie posłuchałby pani Hooch i podjął się zagrażających życiu akrobacji, ale również zaprezentował niezwykłą zdolność latania, co byście zrobili?
Weasleyowie wymienili spojrzenia.
- Łajałbym go aż w uszach by mu dzwoniło, wysłałbym go do łóżka bez kolacji, skonfiskowałbym jego miotłę na tydzień, a potem starałbym się znaleźć pieniądze na jego dodatkowe lekcje latania - odpowiedział Artur za ich oboje.
- Pozwoliłbyś mu dołączyć do drużyny, zakładając, że dyrektor przyznałby wyjątek?
- Tak - przytaknął Artur.
- Pozwoliłbyś mu dołączyć do drużyny bez karania go?
- Powiedziałabym nie! - prychnęła Molly.
Snape przytaknął. Zrobiliby to.
- Bardzo dobrze. Wierzę, że ten pomysł wspólnego wychowania może działać.
- Przepraszam bardzo! - Molly przerwała gwałtownie. - Miałam powiadomić Aurorów!
- Działasz pod wpływem błędnego założenia - warknął Severus. Ani on, ani Molly nie zauważyli, że Artur się wymyka. - Po wyczynie Pottera, Minerva zignorowała wszystko oprócz sprawności latania dzieciaka - och, brała pod uwagę symboliczne ukaranie, ale cała jej uwaga skupiła się na potencjale Pottera na szukającego. Wyjaśniłem, że ta odpowiedź była nie do przyjęcia na jego zachowanie i zająłem się jego problemem sam. Jednak - dodał pospiesznie, - nie zraniłem go. Otrzymał zaledwie dwa pacnięcia w tyłek, jeden za nieposłuszeństwo i jedne za narażanie się na niebezpieczeństwo, a także linijki i esej. Następnie udał się na kwalifikacje i został bezlitośnie pokonany. Oczywiście, że jest obolały - trzymali go na obcej miotle przez dwie godziny zmuszając go wielokrotnie do łapania znicza.
Molly zmarszczyła brwi, rozważając jego słowa. Wciąż miała podejrzliwy wyraz twarzy.
- Oczekujesz, że uwierzę, że Minerva McGonagall była gotowa przymknąć oko na celowe nieposłuszeństwo jednego z jej lwów?
- Widziałaś wyraz jej twarzy, gdy patrzyła na Puchar Domu? - spytał Snape ze znużeniem.
- Cóż, tak... - Molly zawahała się. - Ale co z twoim traktowaniem chłopca, Severusie? Nie pozwolę, by płacił za to, jak jego ojciec traktował ciebie!
Snape zaczerwienił się. Jak ta wiedźma śmie go osądzać?
- Och, a ty nie próbujesz odpokutować lekceważenia go przez ostatnie dziesięć lat? Myślałem, że jesteś dość blisko z Potterami, a mimo to oczywiście byłaś zbyt zajęta własnymi dziećmi, by pomyśleć o dobru ich sierotki.
Molly sapnęła.
- To okropne, co mówisz!
Snape uśmiechnął się ironicznie.
- Odrobina prawdy boli?
- Ty tłustowłosy nietoperzu...
- Ty podróbko bogini płodności...
^^^
Kiedy tylko poczuł wystarczająco pewnie, że Molly i Severus nie przeklną siebie w chwili zapomnienia, Artur opuścił kuchnię i wrócił do Harry'ego do stołu.
- Zrobiłem coś nie tak? - spytał Harry z niepokojem, spoglądając na cichą kuchnię.
- Tylko na lekcji latania, z tego, co mi powiedziałeś - odpowiedział Artur składnie, rozsiadając się i dokładając kilka warzyw więcej na talerz Harry'ego.
Chłopak skrzywił się, ale posłusznie zaczął je jeść.
- Harry, nie sądzę, że całkiem śledziłem to, co mówiłeś wcześniej. Dlaczego jesteś obolały?
Harry spojrzał w górę ze zdziwieniem, brokuł zwisał z jego widelca.
- Nie powiedziałem? Dostałem się do drużyny Gryffindoru!
Brew Artura uniosła się w zdumieniu.
- Na pierwszym roku? Żartujesz!
- Nie, naprawdę!
Artur spojrzał na niego i zadał przebiegłe pytanie.
- Ron jest zachwycony tobą, czy zielony z zazdrości?
Harry musiał się roześmiać.
- Myślę, że po trochę z obu. Nie miałem wiele czasu, by mu to wytłumaczyć, bo musiałem śpieszyć się, by przyjechać tutaj.
- Minęło dużo czasu od kiedy pierwszorocznego dopuszczono do drużyny Domu, Harry. Musisz być bardzo dobry. Dużo latałeś przed przyjazdem do Hogwartu?
Harry dumnie potrząsnął głową.
- Ani trochę. Oliver Wood, on jest naszym kapitanem, i on oraz McGonagall trenowali mnie jakieś dwie godziny tego południa. Kazali mi latać i gonić tą rzecz w kółko i w kółko. Ale w końcu, powiedzieli, że mogę być w drużynie, a profesor Snape już wyraził zgodę. Kiedy w końcu udało mi się zsiąść z miotły, czułem się jakbym dostał największą na świecie szczotką do włosów. Nigdy wcześniej nie byłem na miotle, rozumie pan. Moi krewni - wyglądał na skrępowanego, - nie lubią magii.
- Niektórzy mugole tacy są - powiedział Artur spokojnie, a Harry znowu się rozluźnił. - Cóż, to wyjaśnia, dlaczego jesteś taki obolały. Myślę, że gdybym miał spędzić popołudnie na treningu Quidditcha leżałbym na kanapie jęcząc.
Harry roześmiał się.
- Profesor Snape dał mi eliksir - smakował okropnie, ale poczułem się od razu lepiej. I nawet pocierał moje bolące mięśnie, póki były tak dotkliwe. - Spojrzał z niepokojem na Artura, wszystkie jego obawy pojawiły się na nowo. - Co zamierza mu pan powiedzieć?
- Komu? Severusowi? - Artur nie zrozumiał. - O czym?
- O tym, jak mnie wychowywać. Robi wiele rzeczy, których nie powinien - przyznał Harry za smutkiem. - Ma pan zamiar mu powiedzieć, żeby przestał?
Artur rzucił okiem na drzwi do kuchni. Nie było śladu na to, że im przeszkodzą.
- Mogę mu powiedzieć, by przestał - zgodził się ostrożnie, zniżając głos i pochylając się w kierunku Harry'ego. - Co takiego robi, czego nie powinien?
Harrry przełknął, czując zbierające się łzy. Wiedział, że to nie w porządku korzystać z niewiedzy profesora, ale bał się utraty delikatnego dotyku, przytulania i delikatnych pacnięć na rzecz bardziej tradycyjnych krzyków, uderzeń i rozkazów, by zachowywał się jak przystało na jego wiek.
- Harry? - głos Artura był miękki. - Co profesor powinien przestać robić?
- J-ja myślę, że powinien pan opowiedzieć mu o prawdziwych karach - wykrztusił Harry ocierając łzę. - On nie bardzo rozumie.
- Co masz na myśli? Jak cię dzisiaj ukarał?
Harry spojrzał na Artura ze strachem. Mężczyzna wydawał się być miły, ale czy będzie chciał ukarać Harry'ego jeszcze raz? Tym razem za nieposłuszeństwo wobec pani Hooch?
- Harry? - głos Artura był łagodny, ale natarczywy.
- O-on po prostu powiedział, że muszę napisać kilka linijek i esej - przyznał, opuszczając wzrok. - Ale to po prostu pomoże mi wyćwiczyć mój charakter pisma. I mam napisać esej w jego kwaterach, więc dostanę więcej czasu, by z nim spędzić. On nie zdaje sobie sprawy, że kary mają boleć. - Pociągnął nosem więcej łez. - Przepraszam, że mu nie powiedziałem. Proszę niech pan nie będzie zbyt wściekły. C-czy ma pan zamiar kazać mu ukarać mnie ponownie, ale pokazując mu, jak zrobić to tym razem dobrze? – Czekał ponuro na srogą zgodę pana Weasleya.
Artur siedział i mrugał. Harry obawiał się, że Severus Snape, którego samo imię sprawiało, że kilka roczników studentów Hogwartu (przeszłych i teraźniejszych) moczyło się, nie znał przerażających kar? Że on, Artur Weasley, zamierza uczyć Severusa, jak naprawdę zaszczepić strach w dziecku? Jego własne dzieci bardziej bały się Snape's niż jego. Nawet Ginny, która nigdy nie spotkała mężczyzny, była nieufna wobec Snape's przez opowieści jej braci, ale widok wściekłości jej ojca łajającego ją przyjmowała irytująco spokojnie - albo z przebiegłą skruchą.
- Ale, Harry, myślałem, że powiedziałeś, że dał ci lanie.
Harry westchnął. Równie dobrze może powiedzieć wszystko panu Weasleyowi.
- On nawet nie bije dobrze - wyznał. - Myśli, że to nie ma boleć, tylko pokazać mi, że jest naprawdę wściekły. Mówił, że jeśli będzie chciał mnie skrzywdzić to użyje magii, ale potem powiedział, że nigdy tego nie zrobi, więc to znaczy, że nigdy naprawdę nie będzie mnie ranił, nawet, kiedy będę naprawdę zły. - Zmusił się, by spojrzeć na Artura. - Wiem, że musi pn go nauczyć, jak naprawdę dawać klapsy... wie pan, że to boli i w ogóle... ale proszę, czy może to nie być zbyt surowe? To znaczy, wiem, że profesor Snape potrafi uderzyć tak mocno jak wuj Vernon, ale on uważa, że to błąd i powiedział, że nigdy więcej tego nie zrobi. Więc może mógłby pan powiedzieć mu po prostu, by bił mocniej niż dotychczas, ale nie tak mocno, jak tylko potrafi. Proszę?
- Pozwól mi się upewnić, że zrozumiałem - powiedział Artur, znowu czując się jak w alternatywnej rzeczywistości. - Severus powiedział, ze nie będzie używał magii, by cię skrzywdzić. - Harry skinął głową poważnie. - Czy mówił o czymś konkretnym, jak klątwa żądląca albo Crucio? Albo czy powiedział, że w ogóle nie będzie używał magii?
Harry zmarszczył brwi.
- Powiedział tylko, że gdyby chciał mnie skrzywdzić to istnieją czary, które ranią obrzydliwie mocniej niż jakikolwiek klaps, ale to nie jest coś, co dorośli mają robić. - Westchnął. - On naprawdę nie rozumie. Za każdym razem, gdy robię coś złego, on robi coś miłego. Jak wtedy, gdy powiedziałem mu, że nie wiem jak kupić dobre ubrania, kiedy byłem na Pokątnej, powiedział, że zabierze mnie na zakupy, zamiast ukarać mnie za bycie głupim. A kiedy Draco i Ja nie posłuchaliśmy pani Hooch była bardziej zły o to, że mogłem się zranić niż, że nie posłuchałem nauczyciela. - Harry przygryzł wargę obserwując wyraz twarzy pana Weasleya. Była wykręcona w rozbawieniu. Musiał nie zdawać sobie sprawy, jak bardzo profesorowi Snape’owi jest potrzebna pomoc.
- Więc Severus powiedział, że nie będzie ranił cię za pomocą magii. Jakiejkolwiek magii. I również, że nie będzie bił cię bardzo mocno?
Harry skinął głową ponownie.
- Kiedy dzisiaj uderzył cię w tyłek...
- To wcale nie bolało. Nawet nie przełożył mnie przez kolano, czy coś. Tylko tak jakby sięgnął po mnie i dał mi małego klapsa - przyznał Harry ze smutkiem, żałując, że musi zdradzać niekompetencje profesora. Biedny profesor Snape! Pan Weasley może pomyśleć, że jest prawdziwym nieudacznikiem.
- Martwisz się, że zamierzam powiedzieć mu, że powinien bić cię o wiele mocniej?
- Wiem, że ma pan nauczyć go, jak być ojcem - wyjaśnił Harry starając się nie rozpłakać. - Ale lubię, gdy pozwala mi się przytulać i nawet nie krzyczał, gdy obsmarkałem go od płaczu. I pozwala mi zachowywać się jak dziecko bez upominania mnie. Jak wtedy, gdy przeniósł mnie przez tą sieć, jak jej tam, i nie śmiał się ze mnie. Wiem, że ma pan mu powiedzie, by przestał robić to wszystko, ale...
- Harry. - Artur mu przerwał. - Czy jest coś, co robi Severus, a co nie chcesz, by robił? Cokolwiek, co sprawia, że jesteś smutny albo, co rani twoje uczucia lub zawstydza cię?
- Nie, proszę pana.
- Nie mówi nic dziwnego albo czy dotyka cię w niektórych miejscach lub ma tajne gry, o których nie wolno ci nikomu mówić?
Harry zmarszczył brwi w zdziwieniu.
- Nie, proszę pana.
- Nie zaszkodził ci w żaden sposób? Jedynie martwisz się o to, że jest dla ciebie zbyt miły, zbyt pobłażliwy, i że ja zamierzam mu powiedzieć, by przestał?
- Tak, proszę pana.
- I nie rani cię, nie obraża albo czy sprawia, że czujesz się głupi lub zagrożony?
- Nie, on sprawia, że czuję się bezpiecznie - zaprotestował Harry. - I powiedział, że jeśli ktokolwiek spróbuje mnie skrzywdzić, nawet dorosły, to mogę się bronić. - Półuśmiech szarpnął jego usta. - Myślę, że trzeba mu powiedzieć, że pan i pani Weasley m-możecie mnie bić.
- Harry, myślę, że mylisz się - powiedział powoli Artur. - To nie Severus ma błędne pojęcie o byciu tatą. Tylko ty. - Harry spojrzał na niego ze zdumieniem. - Tatusiowie nie powinni ranić swoich dzieci. Jeśli zapytasz Rona, myślę, że powie ci, że nie boi się mnie albo swojej mamy. Że go nie ranimy. Że nie pozwolimy nikomu go zaatakować. Wszystkie te rzeczy, o których mówił Severus... są prawdziwe. On będzie dobrym tatą. Niczego nie muszę go uczyć. W rzeczywistości, to on prawdopodobnie może nauczyć mnie kilku rzeczy, ponieważ był taki czas, gdy traciłem panowanie przy Ronie i reszcie. Chyba dawałem im klapsy, które bolały dłużej niż kilka sekund, mówiłem coś, co raniło ich uczucia lub robiłem błędy innego rodzaju. I Harry, to możliwe, że jest tak, że Severus dba o ciebie, ale też robi kilka błędów. Ale mogę sobie wyobrazić, że jeśli przypomnisz sobie, że robi wszystko, co najlepsze, by być dobrym ojcem, a ty ciągle będziesz starał się być dobrym synem, wtedy wasza dwójka będzie się miała dobrze.
Usta Harry'ego otwarły się w szoku.
- Myśli pan? Robi to dobrze? Ale wuj Vernon powiedział... - sapnął i zakrył usta obiema dłońmi. - Niech pan nie mówi profesorowi Snape'owi, że tak powiedziałem! - błagał. - Zezłości się!
Artur nie mógł powstrzymać uśmiechu na widok pobudzenia Harry'ego.
- Czy naprawdę?
Harry pokiwał gwałtownie głową.
- Jest naprawdę wściekły na Dursleyów i mówi, że rzeczy, które mi wmawiali, są gorsze od brzydkich słów, które mógłbym powiedzieć. Mam już napisać 500 zdań, że są głupimi kłamcami i powiedział, że jeśli zacytuję ich ponownie to umyje mi usta mydłem. - Zerknął przez ramię na drzwi do kuchni i zniżył głos. - Nie sądzę, że by to zrobił, ale nie chcę się upewniać.
Właśnie wtedy drzwi do kuchni się otworzyły, a Molly i Severus szybko z niej wyszli. Artur był zadowolony widząc, że oboje nadal stoją i nie widać żadnej krwi.
Harry, zaskoczony nagłym powrotem hałasów, gdy zaklęcie wyciszające zostało unieważnione, szarpnął się w zdumieniu, a jego ręka przewróciła szklankę z sokiem dyniowym. Molly sięgnęła ponad jego dłonią, by ją złapać, a Harry wzdrygnął się gwałtownie.
Wszyscy zamarli.
Jestem takim idiotą! pomyślał żałośnie Harry. Wiedział - cóż, był dość pewny - że Molly nie miała zamiaru go uderzyć. Teraz będą myśleć, że jestem dziwa... że jestem dziwny.
Artur i Molly wymienili zaskoczone spojrzenia. Traktowanie Harry'ego przez Dursleyów było gorsze niż sobie wyobrażali, że wypracował sobie tak zakorzenione reakcje.
Wtedy ciszę przerwał spokojny głos.
- Doskonały refleks, panie Potter. Jak już mówiłem, spodziewam się, że nie będziesz tylko siedzieć i pozwalać, by ktoś cię skrzywdził. Usunąłeś się z drogi dość szybko. Cieszę się, że podążasz za moimi instrukcjami tak ściśle. Następnie będziemy pracować nad odróżnianiem przyjaciela od wroga, ale jestem pewny, że pani Weasley jest pod wrażeniem twoich umiejętności.
Z tymi słowami, Snape zajął miejsce.
- Eee, tak, Harry, kochany - zgodziła się Molly. Powoli postawiła prawidłowo szklankę i szybkim machnięciem różdżki usunęła rozlany sok.
Harry wyprostował się i posłał Severusowi pełne wdzięczności spojrzenie. Zostaw to profesorowi, aby uratować sytuację! Teraz Weasleyowie nie będą myśleć, że jest dziwny albo głupi - zrozumieją, że po prostu się uczy. Uśmiechnął się do pani Weasley.
- Kolacja była świetna - powiedział.
Ujęła jego podbródek w dłoń i spojrzała głęboko w oczy.
- Jestem szczęśliwa, że ci się podobało, Harry. - Złożyła delikatny pocałunek na jego policzku. - Chcesz zaoszczędzić miejsce na deser?
Uśmiechnął się.
- Tak, proszę pani!
- Pozwól, że ci pomogę - powiedział Artur i dwójka zniknęła z powrotem w kuchni.
Harry zerknął na nich w zamyśleniu. Wydawało się pewne, że dorośli czarodzieje lubili spędzać czas w kuchni.
- Proszę pana? - zwrócił się do Snape'a.
- Mmm? - Snape szturchnął swoją zimną kolację z wyraźnym brakiem entuzjazmu.
- Lubię Weasleyów.
- Mpf - Snape starał się zignorować zimny dreszcz, który przebiegł wzdłuż jego kręgosłupa na słowa. Tak jakby uczucia bachora go obchodziły!
- Myśli pan, że oni mnie lubią?
- Jestem pewny, że tak - odpowiedział z taką obojętnością, na jaką tylko się zdobył.
Harry rozpromienił się.
- To dobrze!
Teraz, gdy nie musiał martwić się, że Artur zmieni profesora w wuja Varnona, o wiele bardziej cieszył się wizytą.
- Proszę pana?
- Co? – warknął Snape.
- Będziemy mogli wkrótce pójść?
- Co? - Tym razem Snape nie brzmiał na zniecierpliwionego, tylko na oszołomionego.
- Podoba mi się tu - wyjaśnił pospiesznie Harry, - ale pomyślałem, że jeśli byśmy wkrótce wyjszli to może mógłbym zostać w pana kwaterach na chwilę. Zanim udam się do Wieży. - Spojrzał na profesora spod grzywki, oceniając reakcję mężczyzny. - Mógłbym napisać kilka linijek - zaproponował.
- Możesz to zrobić w wieży Gryffindoru - zauważył Snape, spoglądając na dzieciaka. Co ten mały bachor chce? Dlaczego, do licha, miał ochotę opuścić Norę dla zostania dłużej ze Snapem w wilgotnych i lepkich lochach?
Harry wydął wargi.
- Chcę spędzić trochę czasu tylko z panem - przyznał. – Chyba, że nadal jest pan na mnie zły?
Snape uznał, że ciepłe uczucie w piersi to musi być zgaga od gotowania Molly. Tak, cholerna czarownica prawdopodobnie próbuje go otruć, powiedział sobie, choć wydawało mu się, że wcześniej oboje osiągnęli nieco niepewny rozejm, ale to nie tak, że Snape rozumiał, jak to się stało. Po kilku minutach rzucania na siebie obelg, ona nagle wybuchnęła śmiechem, przytuliła go (!) i powiedziała:
- Zaczynam rozumieć, co Lily w tobie widziała, Severusie! Nie ma wielu mężczyzn, którzy potrafią stanąć naprzeciw rudowłosym czarownicom.
Nie miał pojęcia, co kobiecy kolor włosów ma do jego dolności rodzicielskich, ale wydawało się, że uznała, że w rzeczywistości dobrze traktuje Harry'ego. Nawet przyjęła jego słowo, że nie pobił Pottera na kwaśne jabłko - na jej miejscu, nalegałby na zbadanie chłopca, ale ona nawet tego nie zasugerowała. Zamiast tego, mruknęła coś o języku ciała Harry'ego i zeszła z tematu.
Podniesiony na duchu przez jej nieoczekiwaną ugodową postawę, raczej niezręcznie wyjaśnił sytuację z odzieżą Harry'ego i zapytał, co normalny jedenastoletni chłopiec powinien mieć w swojej szafie. Obiecała, że następnego ranka pośle mu sowę z listą, a kiedy usłyszała o jego planach zabrania chłopca na zakupy, zaczęła się szeroko uśmiechać.
- Powiedz mi jeszcze, za jak duży kłopot uważasz Harry'ego, Severusie?
- Nie wykorzystuj swoich ckliwych sentymentializmów na mnie - warknął. - Tylko upewniam się, że potrzeby materialne bachora są odpowiednio uwzględnione.
- Hymm... Więc nie zamierzasz wtedy zatrzymywać się w sklepie ze sprzętem do Quidditcha?
Zarumienił się.
- Nie rozumiem, co to ma do pytania w sprawie ubrań chłopca. Jeśli zdecyduję kupić kilka... dodatkowych rzeczy... dla dzieciaka, to tylko po to, by nie robił psikusów, gdy jest w moich kwaterach. Nie pozwolę mu próżnować i szukać kłopotów.
- Ah. To brzmi dość prawdopodobnie. Ćwicz dalej - uśmiechnęła się, a on uciekł...eee... wyszedł szybko z pomieszczenia.
Po całym tym stresie to nic dziwnego, że jedzenie wywołuje u niego rozstrój żołądka. Choć ciepłe właściwie nie było niedobre. Wręcz przeciwnie, po prawdzie.
- Nie, nie jestem zły za twój kretyński wyczyn - powiedział bachorowi Snape. - Zostałeś ukarany, prawda?
- Tak jakby. To znaczy, wciąż jestem panu winny linijki i esej - zauważył Harry.
- Może właściwe jest byś został w moich kwaterach aż do godziny policyjnej i zaczął swoją karę - zgodził się Snape surowo. Po tym wszystkim mały diabeł będzie potrzebować stałego nadzoru albo nigdy nie zrobi swojego zadania.
Harry uśmiechnął się w swój talerz. Ha! Zdobył zgodę Snape'a.
- Będzie pan tam, prawda? - powiedział, nagle wpadając w panikę, gdy pewna myśl przyszła mu do głowy. - Nie zamierza pan odejść, by zrobić eliksir albo coś?
- Potter, nie "robić" eliksiry, eliksiry się "warzy", a jeśli myślisz, że zostawię cię samego w moich kwaterach bez nadzoru to niestety jesteś w błędzie. Będziesz w bezpośredniej obecności mnie, póki się nie upewnię, że wiesz, jak się satysfakcjonująco zachować.
- Pokaże mi pan, jak trzymać pióro? - naciskał Harry. - To znaczy, jeśli ma pan zamiar czytać te wszystkie linijki, powinien pan pomóc mi nauczyć się pisać odpowiednio.
- Pisać dokładnie, Potter - warknął Snape. Czego ci mugole uczą w ich szkołach?
- Dobrze. Zrobi to pan? - błagał Harry. - Proszę?
- Och dobrze, Potter. Jeśli tylko to zatrzyma twoje nieustanne marudzenie.
Severus zrzędliwie wypił ostatni łyk soku dyniowego. Tak jak się obawiał, jego czas wolny był całkowicie podporządkowany temu irytującemu bachorowi. Gdzie powinien szukać czasu na planowanie wycieczki na zakupy, zlecić komuś ocenianie esejów jego studentów?
W tym momencie pojawili się Molly i Artur. Oboje wyglądali na bardzo szczęśliwych i raczej rozbawionych, ku oszołomieniu Harry'ego i irytacji Severusa. Harry pochłonął trzy porcje budyniu czekoladowego, a czwarty tylko napoczął, kiedy Severus posłał mu gniewne spojrzenie w połączeniu z ostrym klepnięcie w kostkę.
- Więc, Harry, czy ty i Severus wrócicie na kolację w sobotę? Wtedy będą w domu dzieci i będziemy mogli pomówić o uczynieniu waszą dwójkę honorowymi członkami rodziny - ogłosił Artur.
Harry ożywił się szczęśliwy, ale Snape zakrztusił się swoim ostatnim kęsem budyniu.
- Mnie! - Mistrz Eliksirów w końcu wypuścił świszczący oddech. - Ho... honoro...
- Oczywiście, mówimy o was obu - powiedziała Molly ze złośliwym błyskiem w oku. - Jesteście w pakiecie, prawda?
- Tak - zgodził się szybko Harry. - Prawda, profesorze?
Snape osunął się z niespójnym bełkotem, który reszta stołu optymistycznie przyjęła za zgodę.
- Nie wspominaj nic chłopcom, Harry - zleciła Molly. - Jutro wieczorem przyprowadzimy ich do domu, by wszystko wyjaśnić, a wasza dwójka przyjdzie w sobotę i może zostaniesz na noc z Ronem i resztą?
- Jak pidżama party? - spytał Harry z nadzieją. Nigdy nie był na żadnym, ale dzieci w szkole rozmawiały o nich.
- Tak, kochaneczku - zgodziła się Molly. - Coś w tym stylu.
Harry spojrzał w stronę Severusa, który wyglądał jakby dusił serwetkę i zdecydował, że to może nie być najlepszy moment, by pytać o pozwolenie.
- Chciałbym tam być - powiedział szczerze. - Dziękuję.
- Będziemy zadowoleni, gdy tu będziesz, Harry - powiedziała Molly miękko. - Czy, przed wyjazdem, chcesz rozejrzeć się po domu?
Harry spojrzał na Severusa i otrzymawszy zgodę, wystrzelił z miejsca.
- Podejrzewam, że Fred i George mogą znaleźć dobrego przeciwnika w Harrym i Ronie - powiedział Artur, chcąc zmienić temat na jakiś, który mniej prawdopodobne, że rozzłości ich gościa. - Rozumiem, że jasno wytłumaczyłeś Harry'emu, że nie może być zastraszany lub, że nie mogą się go czepiać.
Snape skinął głową, wyglądając ponuro.
- Jego mugolski kuzyn robił coś, co nazywał "polowanie na Harry'ego", a jego rodzice zapobiegali jakimkolwiek karom. Postawiłem sprawę jasno, że nie jest dłużej związany z tymi zasadami.
Artur na chwilę wyglądał na zmęczonego.
- Biorąc pod uwagę, że na zewnątrz są czarodzieje, którzy naprawdę bawią się w "polowanie na Harry'ego", to jest lekcja, której musi się nauczyć szybko i dobrze.
Molly spojrzała na dwójkę mężczyzn.
- Uważacie, że to znowu się zacznie? Mieliśmy blisko dziesięć lat ciszy...
Snape uniósł brew.
- Cisza nie oznacza, że nic się nie dzieje.
- Wiem. Ale to tylko mały chłopiec... Ucz go dokładnie, Severusie.
- Od razu - odparł krótko, ale bez swojej zwykłej opryskliwości. - Jednak, jak możecie zauważyć, jest wiele do zrobienia. Jego krewni byli okropni. Nie czuł się fizycznie bezpieczny przez większość swojego dzieciństwa.
- Powiedziałbym, że zaczyna się tak czuć - uśmiechnął się Artur. - Mówił mi, że powiedziałeś, że żaden dorosły nie ma prawa go dotknąć. Wydawał się być bardzo pod wrażeniem.
Snape walczył z chęcią pysznienia się z dumy.
- To całkiem właściwie. I to prawda także w czasie jego pobytu tutaj. Jeśli będzie niegrzeczny, zwróci się po karę do mnie.
Molly uniosła brew.
- Jeśli zachowa się źle w jakikolwiek sposób? Pamiętasz, że to jest jedenastoletni chłopic, prawda?
Severus skrzywił się.
- W ciągu ostatnich dziesięciu lat był bity, głodzony, patrzyli na niego z góry i używali do niewolniczej pracy. Ważne jest to, by nie przypominać obecnymi karami o życiu z jego okropnymi krewnymi.
- Co powiesz na to? - zaproponował Artur. - My na pewno nie uderzymy go lub nie pozbawimy posiłków, ale jeśli dostanie się w drobne kłopoty z naszymi dziećmi, wtedy Harry będzie na równi z naszą bandą. Czy jeśli on i Ron pójdą wcześniej do łóżka albo będą musieli odgnomić ogród to przywróci to złe wspomnienia? Jeśli będzie karany tak jak Ron, czy nie pomoże mu to zobaczyć, że jest on częścią rodziny?
Snape niechętnie skinął głową, że może to być do zaakceptowania. Molly i Artur wymienili niezbyt dobrze ukryte uśmiechy.
- Może powinniśmy... - pytanie Molly zostało przerwane przez potężny łoskot od strony klatki schodowej.
Dorośli podskoczyli jak jeden mąż i rzucili się, by znaleźć Harry'ego patrzącego z poczuciem winy i walczącego, by wstać na nogi.
- Przepraszam - wyrzucił z siebie, gdy tylko się pojawili.
- Co się stało, Harry? - spytała Molly, spiesząc, by sprawdzić, czy nie ma żadnych kontuzji.
Cofnął się.
- Potknąłem się na drodze i spadłem w dół schodów. Naprawdę przepraszam. Myślę, że złamałem poręcz.
Z wahaniem wskazał na jedną ze zniszczonych osi, które biegły wzdłuż schodów, ale zatrzyma nieufne spojrzenie na obu Weasleyów i spróbował przesunąć się niepostrzeżenie bliżej Severusa.
-To w porządku, Harry. Jesteśmy po prostu zaniepokojeni, że mogłeś złamać siebie - powiedział Artur. - Jesteś ranny?
- Nie, proszę pana - powiedział Harry szybko. - Czuję się dobrze.
- Harry, twoja noga! - Molly wskazała na rozdarcie na jego spodniach.
- Przepraszam - powiedział nerwowo, patrząc na Severusa. - Mogę to naprawić, naprawdę!
- Harry, krwawisz - nie ustępowała Molly.
- Jest w porządku - zaprotestował Harry, ale Severus już wyciągnął różdżkę i rzucał zaklęcie diagnozujące.
- Panie Potter - rzucił po chwili. Harry wzdrygnął się na ten ton. - Sądzę, że sygnalizowałem ci moją nietolerancję na kłamstwa?
Harry przełknął ślinę i przytaknął.
- Ale to nie było prawdziwe kłamstwo. Ja tylko...
- Panie Potter - Snape pochylił się, by nawiązać kontakt wzrokowy, - czy jest to jedna z reguł Dursleyów? Nie przyznawanie się, gdy jesteś ranny.
Harry zadrżał, gdy spojrzał we wściekłe oczy profesora, ale nie był w stanie odwrócić wzroku.
- T-tak, proszę pana - przyznał w końcu.
- A co ci mówiłem o ich zasadach?
- Aby o nich zapomnieć.
Głos Harry'ego był cichy i przepraszający. Profesor prychnął.
- Jeśli jesteś ranny albo w jakikolwiek sposób w trudnej sytuacji, oczekuję, że mi o tym powiesz - powiedział Snape surowo. - Rozważę zaniedbanie, jak tylko to nie kłamstwo, ale na przykład także gdy sam wpadniesz w zagrożenie. Rozumiesz? - spytał wymownie.
Harry nieświadomie zakrył swój tyłek.
- Tak jest.
- Może teraz chcesz ponownie odpowiedzieć na pytanie pana Weasleya?
Harry przytaknął pospiesznie.
- Tak jest. Um, boli mnie noga i nadgarstek, proszę pana.
- Twój nadgarstek jest nadwyrężony. Dam ci eliksir, gdy wrócimy do Hogwartu. Co do rozcięcia na nodze...
- Zostaw to mnie - poprosiła Molly. Wzięła Harry'ego za rękę i uśmiechnęła do niego zachęcająco. - Przy siedmiu podatnych na wypadki dzieciach, jestem praktycznie certyfikowanym Uzdrowicielem.
Poprowadziła Harry'ego na kanapę w salonie.
- Nie jestem tak giętka i tak szczupła jak kiedyś - wyjaśniła Harry'emu, - więc zamiast się zginać, by zobaczyć twoje kolano, dlaczego nie siądziemy oboje na kanapie?
Usiadła, Harry obok niej, a następnie pomogła mu obrócić się tak, by jego plecy były naprzeciw podłokietnika, a jego kolana leżały na jej udach. Delikatnie podniosła nogawkę i zacmokała z dezaprobatą nad małym nacięciem.
Harry patrzył, zdumiony i zachwycony, jak delikatnie oczyszcza ranę, usuwając całą krew, a następnie magicznie zamyka ranę wymruczanym zaklęciem, śledząc czubkiem różdżki nad jego raną.
- I jak, kochaneczku? - spytała.
- Świetnie! - rozpromienił się. To pewnie zaoszczędziłoby mnóstwo użytecznego czasu w przeszłości!
Kolejny czar i jego spodnie zostały oczyszczone i naprawione, a Harry nawet mocniej polubił magię, niż dotychczas.
- To było genialne, pani Weasley! Dziękuję!
Zaczął wstawać, tylko po to, by być pociągnięty w dół.
- Och, nie, Harry. To jeszcze nie wszystko.
Artur uśmiechnął się i trącił Severusa.
Na widok zdziwienia Harry'ego, Molly wyjaśniła.
- W tym domu, jeśli stanie ci się krzywda, musisz siedzieć nieruchomo przez kilka minut pozwalając zaklęciom leczniczym dać efekt, i jest zasada, że jeśli stanie ci się krzywda, zostaniesz przytulony. W porządku?
Harry zamarł. Mama Rona była gotowa dać mu się przytulić? Ale czy nie ma robić tego tylko z jej własnymi dziećmi? I czy, tak czy tak, nie był już na to za stary?
Musiała zobaczyć niezdecydowanie w jego oczach, więc Molly pochyliła się i wyszeptała.
- Nie mówi im, że ci powiedziałam, ale Ron skręcił kostkę dwa dni przed pójściem do Hogwartu i nie miał nic przeciwko przytulaniu.
Harry poczuł, że jego serce zaczyna bić szybciej. W końcu zobaczy jak to jest być przytulonym przez mamę! Oczywiście, była kogoś innego, nie jego własną, ale to było prawie tak dobre, zwłaszcza, że był praktycznie honorowym Weasleyem.
- Cóż - powiedział ostrożnie, - jeśli to zasada...
Molly uśmiechnęła się i wyciągnęła ramiona. Chwilę później, Harry był przytulany przez nią, a ona kołysała go, nucąc mu do ucha.
Snape pomyślał, że mógłby zwymiotować od tego całego sentymentializmu, ale również dziwne uczucie zazdrości było odczuwalne głęboko w jego piersi. Mógłby tak robić. Nie, że chciałby, ale mógłby.
Harry poczuł się jakby był pochłonięty przez obłok miłości. Nie wiedział, że bycie tak przytulanym jest tak miłe. Gdy przytulał Snape'a czuł się bezpieczny, rozgrzany, ale to było inne. To było... delikatniejsze.
Po kilku minutach, usłyszał, że profesora Snape odchrząknął i posłusznie spojrzał w górę. Ku jego zaskoczeniu, twarz Molly była mokra od łez, gdy uśmiechała się do niego.
- Jesteś takim dobrym chłopcem, Harry - powiedziała, całując go.
Harry zdecydował, że mógłby spadać ze schodów Nory prawie regularnie.
Gdy Harry wstał i podszedł do niecierpliwego Snape'a, Molly wydała z siebie okrzyk.
- Och! Prawie zapomniałam! - Pobiegła do małego gabinetu i wyjęła płaskie pudełko - Mam coś dla Harry'ego.
Harry nie zbliżył się.
- To nie moje urodziny, pani Weasley - powiedział zdumiony.
Zaśmiała się.
- Przechowywałam to dla ciebie bardzo długo, Harry. Możemy to zaliczyć jako prezent urodzinowy, którego po prostu nie odebrałeś, dobrze?
Usiadła z powrotem na kanapie i poklepała się po kolanie. Harry, posłusznie, podszedł do niej.
Wciągnęła go na kolana tak, że opierał się plecami o jej pierś i podniosła pudełko kładąc je na jego udach.
- Zamknij oczy - poleciła.
Harry spojrzał na profesora Snape'a. Severus zmarszczył brwi i podszedł bliżej. To nie dlatego, że nie ufał Molly Weasley, ale nie miał zamiaru ryzykować. Zatrzymał się jakąś stopę dalej, jego ręka dyskretnie spoczęła na różdżce.
- Śmiało. - Skinął głową.
Harry zamknął mocno oczy. Molly wyszeptała zaklęcie i zdjęła wieko pudełka, trzymając je tuż pod nosem Harry'ego.
- Co czujesz, kochaneczku? - zapytała cicho.
Harry pociągnął nosem. Zapach róży wyszedł mu na spotkanie, a jego serce szarpnęło się. Jakoś, na poziomie zbyt głębokim dla świadomej myśli, poznał słodki, cytrusowy zapach. Całe jego ciało się napięło i pociągnął kolejny głębszy oddech. Jego gardło się zacisnęło.
- Mamusia - wyszeptał, a łzy zaczęły przenikać spod jego zamkniętych powiek.
Snape zamarł. Nie może być.
Napełnione oczy Molly spotkały jego własne i opuściła pudełko wystarczająco, by mógł zobaczyć. W środku leżał, starannie złożony, sweter.
- Otwórz oczy, Harry, kochanie - szepnęła. - To należało do twojej mamusi. Przetrzymywałam to dla ciebie.
Harry wyciągnął palec i delikatnie zbliżył go z szacunkiem, lekko muskając błękitną wełnę.
- Skąd... skąd to pani ma? - spytał głosem grubym od łez.
- Twoi rodzice byli z nami w Zakonie - zaczęła.
- Co to Zakon? - przerwał jej Harry, spoglądając w górę i odrywając wzrok od swetra, na który patrzył, jakby była to święta ikona.
Molly wyłapała, że Severus kręci głową.
- To była... grupa, w której wszyscy byliśmy, Harry. Twoi rodzice, Severus, Artur i ja - wszyscy byliśmy członkami. A twoja mama i ja byłyśmy przyjaciółkami. Obie byłyśmy w ciąży w tym samym czasie - choć byłam kilka miesięcy wcześniej niż ona - i zanim twoi rodzice poszli do... - urwała nagle. - Zanim twoi rodzice odeszli, często przychodziła do Nory. Podczas jednej z jej ostatnich wizyt, zostawiła swój sweter. Zamierzałam jej go oddać, ale nigdy nie miałam szansy. Kiedy usłyszałam, że umarła, ale ty przeżyłeś, nałożyłam na sweter zaklęcie zastoju, więc możesz go dostać, gdy jesteś starszy.
Harry zdusił szloch. W jakiś sposób, móc poczuć swoją matkę - zapach, który całkowicie zapomniał na świadomym poziomie - sprawiło, że nagle brakowało mu jej tysiąc razy bardziej. To tak jakby właśnie wyszła i mogła w każdej chwili wrócić, tylko że wiedział, że tak nigdy nie będzie. To sprawiało, że było to jednocześnie nieskończenie gorsze i niezmiernie lepsze. To było tak, jakby była tutaj, ale nie w taki sposób jaki chciał. Ale to urzeczywistniało ją w sposób, w jaki nie mogła być dla niego, od kiedy nie był dzieckiem. Po raz pierwszy od bardzo dawna, Harry Potter rozpaczliwie pragnął mieć matkę.
- Mamo! - sapnął, po czym odwrócił się i schował twarz w pierś Molly, pozwalając łzom płynąć.
Molly pchnęła pudełko w stronę Severusa i skrzyżowała ramiona wokół Harry'ego, kołysząc go i szepcząc, gdy on płakał. Artur wziął Severusa, który teraz trzymał pudełko jak religijny relikt, do kuchni. Rzucił jedno spojrzenie na twarz Severusa i wyszedł, wracając po chwili ze szklanką ognistej whisky. Postawił ją przy jego łokciu i zostawił go samego.
Snape delikatnie pogłaskał cienką wełnę w bardzo podobny sposób, jak Harry to zrobił. Zniżając twarz tuż nad pudełko, zaciągnął się głęboko i pozwolił, by zapach Lily wypełnił jego umysł. Wspomnienia obezwładniły go. Urodzone wśród mugoli dziecko, które pierwsze zostało jego przyjacielem, nastoletnia Lily podczas ich dnia w Hogwarcie, młoda kobieta, którą widywał tylko przez moment podczas okazjonalnych spotkań zakonu... Była tutaj - a jednak nie była. Jej oczy przeżyły i jej współczucie, bezgraniczna zdolność do miłości - to wszystko przetrwało w Harrym. Jej dziecku. Nagle wiedział, że jej syn jest teraz najważniejszą rzeczą w jego życiu.
Obecność Lily naparła na niego i nagle, choć z daleka od duchowego człowieka, Snape był przekonany, że była tam z nim. Patrząc. Czekając.
- Przysięgam, Lily. Przysięgam, że będę dbać o niego tak, jakbyś była tu. Przysięgam.
Gdy złożył swoją drugą Wieczystą Przysięgę, mógłby przysiąc, że jej zapach zintensywniał. Zamknął oczy, zdesperowany, by zobaczyć ją ostatni raz, nawet jeśli oczami umysłu. Poczuł, jak coś muska jego policzek, ale kiedy jego oczy otworzyły się, był sam, sweter Lily leżał w pudełku obok.
Zajęło trochę czasu zanim Snape wyszedł z kuchni, z zaczerwienionymi oczami, swetrem, który wrócił do swojego pudełka z zaklęciem zastoju, a ognista whisky wciąż paliła go w gardle. Znalazł Artura i Molly siedzących w salonie, Harry zasnął w ramionach Molly.
- Płakał aż do zaśnięcia - wyjaśniła Molly szeptem. - To był dla niego tak emocjonalny dzień.
- W rzeczy samej - powiedział Snape sztywno. Podał pudełko Molly, ale ona pokręciła głową.
- To Harry'ego, Severusie, i wiem, że nikt nie będzie chronił tego lepiej od ciebie.
Przełknął niecodzienną grudkę w gardle.
- To bardzo... miłe... z twojej strony.
- Wiedz, że Lily była, by ją kochać, Severusie, ale myślę, że ty, Harry i James wiedzieliście to lepiej niż ktokolwiek inny.
Automatycznie zjeżył się, gdy usłyszał swoje imię w jakikolwiek sposób połączone z Jamesem Potterem, ale nie mógł znaleźć siły, by podtrzymać swoje oburzenie. Sięgnął w dłó i chwycił Harry'ego w ramiona. Chłopiec opadł bezwładnie, a on manewrował nim aż głowa Harry'ego opadła na jego pierś.
- Dziękuję za waszą gościnność - powiedział formalnie Severus.
- To była dla nas czysta przyjemność. Zobaczymy się ponownie w weekend - powiedział Artur. Molly pomachała, gdy Artur wrzucił dla niego proszek Fiuu w ogień.
Severus wyszedł w swoich kwaterach i dumał nad małym dzieckiem w swoich ramionach. Wiedział, ze właściwą rzeczą, snapeowską rzeczą, którą należało zrobić byłoby potrząśnięcie nim i wysłanie do dormitorium. Mimo wszystko, chłopiec miał jedenaście lat, a długi dzień czy nie, był na tyle duży, by położyć się do łóżka. Więc dlaczego, do licha, Snape kładł go ostrożne na kanapie i otulał go ciężkim kocem?
Severus skrzywił się, gdy ściągnął okulary bachora i położył je na sąsiednim stoliku. Nie był miękki. To tylko dlatego, że była już prawie godzina policyjna, a on nie miał zamiaru słuchać narzekań McGonagall o zatrzymywaniu jej studentów po godzinach. Poza tym, był opiekunem chłopca, więc nie był to niczyj biznes, gdyby zdecydował zatrzymać tutaj bachora. Lepiej to zrobić niż ryzykować, że bachory Weasley będą przesłuchiwać go, gdzie był. Tak, to było to. Zatrzymał tutaj chłopca, by uniemożliwić mu natknięcie się na niewygodne pytania ze strony jego kolegów z Domu. Doskonale. To jest to. To nie miało nic wspólnego z błękitnym swetrem i mnóstwem wspomnień. Absolutnie nic.

CDN...

Kolejny rozdział może nie pojawić się tak szybko, ale czekajcie :D

2 komentarze:

  1. Och! Cudownie!
    Liczę na to, że jednak kolejny rozdział pojawi się "tak szybko", bo kocham to opowiadanie - ale poczekam tyle, ile będzie trzeba.

    Severus, Lily i Harry - idealnie, choć pewnie im obu łatwiej by było bez tego rozdrapywania ran. Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale będzie równie dużo czułego Severusa, który będzie sam ze sobą walczył o okazywanie tej czułości.
    Liczę po cichu na to, że większość jednak będzie o Severusie i Harrym i o tym jak sobie radzą, niż o Weasleyach. Nie mogę się wprost doczekać ich wspólnych świąt!

    Po raz kolejny dziękuję, że zdecydowałaś się tłumaczyć to opowiadanie i pozdrawiam, niecierpliwie oczekując kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    dobrze, że Artur wyjaśnił Harremu, że Severus zachowuje się jak dobry ojciec, jak widać naprawdę się stara...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń