czwartek, 21 kwietnia 2016

NDH - Rozdział 14



Snape westchnął. Były czasy, kiedy raczej przegapiał wydarzenia dawnych czasów. Dopasowanie sprytu do uczniów – nawet bliźniaków Weasley, - to po prostu nie to samo, co służenie jako podwójny agent, złapany między dwoma najpotężniejszymi czarodziejami tych lat.

Potem znowu, Snape wspominał, zatrzymując się przed zakratowanymi żelaznymi drzwiami. Było tam jakieś wspomnienie dawnych czasów, bez którego mógłby żyć. Tyle nostalgii. Skinął niecierpliwie i drugi strażnik Azkabanu niechętnie otworzył drzwi.
-Ten jest niebezpieczny! Zabije cię, gdy tylko na ciebie spojrzy! – ostrzegł.
- Wiem o tym lepiej niż ty. – Snape przecisnął się obok niego i wszedł do wilgotnej celi. Strażnik za nim burknął urażony, ale odszedł. Choleratu rzeczywiście jest nieco cieplej niż w moich lochach. Naprawdę muszę zacząć myśleć nad nowymi czarami ogrzewającymi. Podszedł do małej, wąskiej pryczy i energicznie kopnął w bok leżącą postać. – Obudź się, draniu.
- Kto…? – Zaczerwienione oczy zamrugały, skupiły się i w końcu rozszerzyły. – Smarkerus?
Snape westchnął. Cóż, właśnie odeszła jedna z jego długo żywionych nadziei. Czubek nie był jeszcze całkowicie szalony. Z drugiej strony, to znaczy, że może jest w stanie odegrać rolę, o której myślał Snape.
Zajęło mu dni rozgryzienie tego, ale w końcu to stało się strasznym rodzajem sensu. Snape chciał torturować Dursleyów i to nie tylko przez kilka dni czy tygodni, jak potrafili Lucjusz i Bellatrix. Kto wiedział, jak uczynić czyjeś życie prawdziwym nieszczęściem do końca życia? Kto jak nie Huncwot?
Niefortunnie dla planu Snape’a, zarówno Potter i Pettigrew byli martwi, a parszywy wilkołak był najbardziej praworządnym z tego grona. Z drugiej strony, Black nie był martwy, tylko wysłany do Azkabanu. Równie dobrze mógł być szalony po tylu latach w takim miejscu, ale gdyby nie był… Kto wiedział lepiej od Syriusza Blacka, jak uczynić czyjeś istnienie zupełnie nieszczęśliwym? I kto wiedział o tym lepiej od Severusa Snape’a? Więc Snape musiał przezwyciężyć wstręt i pójść do Azkabanu wypytać Blacka o najlepsze sposoby dręczenia Dursleyów.
To szczęśliwy pomysł, pogratulował sobie Snape. Nikt nigdy nie zakładałby, że ze wszystkich ludzi on podszedłby na odległość dwunastu mil od Syriusza Blacka, nie mówiąc już o szukaniu jego pomocy. Była to jedna fabuła, której był przekonany, że Dumbledore nigdy by nie przewidział.
- Co do ch-cholery… - Black drżał i był bliski niespójności. Snape użył klejącego zaklęcia do przymocowania go do pryczy – może i był zdezorientowany, ale Black wciąż jeszcze był potężnym czarodziejem, nawet bez różdżki – i wmusił, by przełknął czekoladę i eliksir pieprzowy. Po zaskakująco krótkim czasie, mógł dostrzec powrót normalności do oczy Blacka.
- Przyszedłeś tryumfować, Smarkerusie? – warknął Black i krzyknął, gdy piekące zaklęcie uderzyło go w pierś.
- Uważaj na maniery, Black – wycedził Snape leniwie. – Mogłeś zauważyć wyraźny brak innych Huncwotów, za którymi mógłbyś się schować.
- Sukin… Au! – Drugie zaklęcie, jeszcze bardziej bolesne niż pierwsze i Syriusz przerwał piorunując go wzrokiem.
- No, no, jestem zaskoczony – powiedział Snape drwiąco. – Wystarczyły tylko dwa zaklęcia, by nauczyć cię trzymać język za zębami? Twoje IQ musiało gwałtownie wzrosnąć w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Azkaban naprawdę był dla ciebie dobry.
- Czego chcesz? – prychnął Syriusz.
Snape leniwie opuścił różdżkę.
- Hymm. Tak wielki wybór. Może by zapłacić ci za przemiłą uwagę podczas naszych szkolnych czasów? – Uśmiechnął się złośliwie, gdy Black zarumienił się na jego słowa. – Widzę, że dementorzy nie zabrali ci wszystkich wspomnień. Może pomyślisz o kilku rzeczach, które mógłbym zrobić?
- Dobrze – weź swój chory dreszczyk emocji, cholerny śmierciożerco!
- Przyganiał kocioł garnkowi, Black – warknął Snape i skrzywił się z mimowolnej gry słów*. – To ty odwróciłeś się od swoich najlepszych przyjaciół i przy okazji zabiłeś kilkanaście mugoli. Uczyniłbyś Voldemorta dumnym, gdyby wciąż żył, by to docenić!
- Co? – Syriusz pokręcił głową, zamęt znowu przysłonił jego oczy.
Snape zawarczał z frustracji i wepchnął mu więcej czekolady w gardło. Gdy Black wydawał się wrócić, zaczął.
- Black, gdybyś miał mugolską rodzinę do torturowania, jakbyś się za to zabrał?
Black patrzył na niego przez chwilę, po czym splunął mu prosto na twarz. Snape  odskoczył w tył, wyciągając różdżkę.
- Zrób to! Zabij mnie! Przeklnij mnie! – krzyknął Black z twarzą wykrzywioną wściekłością. – Ale nie oczekuj, że pomogę ci robić niewinnym krzywdę, ślizgoński draniu!
Snape oczyścił twarz ze śliny, ale dziwne słowa Gryfona uniemożliwiły natychmiastową zemstę, ale przykleił go do łóżka.
- Czujesz wyrzuty sumienia za wszystkich mugoli, których zabiłeś? – zaszydził. – Czy nie jest trochę za późno, by odgrywać rolę szlachetnego bohatera?
Black spojrzał na niego.
- Myślałem, że to ja jestem tym szalonym, Smarkerusie. O czym ty mówisz?
- Próbujesz udawać, że to wszystko jest złym snem, Black? Pettigrew, mugole, Potterowie… zabiłeś ich wszystkich. Zaprzecz jeśli potrafisz!
Syriusz pokręcił głowa, jakby chciał ją oczyścić.
- Co? Nie… Voldemort zabił Jamesa i Lily.
Snape starał się ukryć wzdrygnięcie na imię Czarnego Pana.
- Po tym, jak ty zdradziłeś ich ujawniając ich lokalizację. A potem, kiedy ten biedny idiota Pettigrew starał się cię złapać, ty go zabiłeś, wysadzając przy okazji kawałek miasta pełnego mugoli!
- To – to nie prawda – zaprzeczył Syriusz, jego oczy skoncentrowały się na czymś wewnątrz, gdy starał się zagłębić we wspomnienia. Długotrwałe narażenie na dementorów miało szkodliwy wpływ na racjonalne myślenie. – Pettigrew… Peter był zdrajcą. To ja próbowałem go złapać. To on wywołał wybuch, który wszystkich zabił… A potem obudziłem się tutaj… - Spojrzał na Snape’a. – Kim teraz jesteś, Smarkerusie? Ministrem Magii? Albo to Malfoy złapał to dla siebie po zniknięciu Voldemorta? Codziennie się napawasz swoimi wspaniałymi zwycięstwami?
Snape zmarszczył brwi.
- Jakimi zwycięstwami?
- Tymi, które pozwalają zwolennikom Voldemorta przejąć kontrolę nawet po tym, jak ten drań umarł – warknął Syriusz. – Jesteś dumny z siebie, tłusty draniu? – Zamrugał i spojrzał na Snape’a ponownie. – Hej, co się stało z twoimi włosami?
- Knot jest Ministrem, Dumbledore wciąż kieruje Wizengamotem, a zwolennicy Czarnego Pana zostali wyłapani i uwięzieni po tym, jak upadł – poinformował Snape Blacka, ignorując pytanie o włosy. – Dlaczego uważasz, że Malfoy i śmierciożercy wygrali?
Oczy Syriusz stały się jeszcze bardziej zdezorientowane.
- Ale-ale jeśli nie wygrali, jeśli Dumbledore wciąż żyje, to co ja tu robię? – Jego wyraz twarzy stał się jeszcze bardziej dotknięty. – Merlinie – co się stało z Harrym? Jeśli śmierciożercy nie doszli do władzy i nie zabili go…
Dość tego. Snape miał dość tej podwójnej rozmowy. Z jednej strony podejrzewał, że Black ma tylko urojenia, ale musiał mieć pewność. Unosząc różdżkę, warknął: Legilimens! i chwilę później był już w umyśle Blacka.
Emocje, obrazy i dźwięki błysnęły obok niego w zawrotnych plamach – zawsze wiedział, że Black jest chaotycznym, emocjonalnym bałaganem, a Azkaban nie pomógł w tym względzie, - ale na pewno nie był szalony. Jeszcze.
Snape poskładał wystarczająco skrawków i strzępek wspomnień, by poczuć przerażenie. Nawet jego niesłabnąca nienawiść do tego mężczyzny nie mogła powstrzymać grozy i współczucia, gdy zrozumiał, co się stało. Wyrwał się i spojrzał na więźnia osłupiały.
Black w to wierzył – uważał, że był Azkabanie, bo Czarny Pan wygrał, że Pettigrew zdradził Jamesa i Lily, że w powstałym chaosie, Harry i pozostali członkowie Zakonu Feniksa zostali zabici, a wojna przegrana.
- Udowodnij to – Snape starał się utrzymać jego drżący głos. – Udowodnij, że to, co myślisz jest prawdą.
Syriusz zerknął na niego, jego głowa zwijała się z bólu po psychicznym ataku Snape’a.
- Wypchaj się. Nie wykonuję poleceń śmierciożerczych drani.
Snape zignorował słowa Blacka i odkleił go od łóżka, choć nadal mierzył w drugiego mężczyznę różdżką.
- Twoje wspomnienia pokazały, że wszyscy mieliście animagiczne formy. Udowodnij, że to coś więcej niż wymysł twojego zepsutego umysłu.
Syriusz wstał z wysiłkiem.
- W porządku. Cokolwiek cię uszczęśliwi, ślizgoński du… - Zanim zdążył dokończyć słowo, duży, czarny szkieletor psa stał tam, gdzie chudy mężczyzna.
Jedynie żelazna kontrola Snape’a pozwoliła mu utrzymać się na nogach. Czyli to prawda. Pettigrew był Strażnikiem Tajemnicy i zdradził resztę Huncwotów. Przez niego, umarli James i Lily, a Syriusz został wrobiony w zbrodnię, której nie popełnił. Ale dlaczego Dumbledore nie… Snape zmusił się nie myśleć o tym. To nie byłoby pytanie, na które mógłby odpowiedzieć tu i teraz, a po prawdzie nie był pewny, czy chce poznać odpowiedź. Albo dyrektor był o wiele bardziej omylny niż ktokolwiek marzył, albo był o wiele bardziej bezwzględnym manipulatorem niż ktokolwiek się obawiał. Żadna z tych opcji nie była mile widziana, a Snape nie mógł sobie pozwolić na rozproszenie.
Syriusz powrócił z powrotem do swojej ludzkiej postaci.
- Więc? Już zadowolony, śmierciożerco? – zapytał złośliwie, ponownie siadając na pryczy. Widocznie spędzenie jakiegoś czasu w zwierzęcej formie raczej uspokajało; wydawał się mieć lepiej, był bardziej skoncentrowany niż wcześniej.
- Zjedz to – zarządził Snape, podając mu więcej czekolady. – Będziesz tego potrzebował.
- Więc, dlaczego tu jesteś? – chciał wiedzieć Black. – Jeśli twoja strona przegrała, jak to się stało, że nie jesteś w celi obok?
- Byłem szpiegiem Dumbledore’a, idioto – warknął Snape. – Jak myślisz, skąd wiedział, że Czarny Pan poszukuje Lily i Jamesa? – Black zamrugał. – Po wojnie Dumbledore wstawił się za mną i zabrał mnie z powotem do Hogwartu. Jestem Opiekunem Slitherinu i nauczycielem eliksirów.
- O Merlinie – westchnął Black. – Dumbledore napuścił cię na te biedne bezbronne dzieci?
Snape popatrzył na niego z ukosa.
- Zamknij się, kundlu.
- Co z Harrym? Co się z nim stało? Bez Lily i Jamesa i ze mną, zamkniętym tutaj…
- Dumbledore umieścił go z siostrą Lily.
Syriusz zbladł.
- Nie Petunia! Ona jest…
- Tak. A jej mąż jest gorszy. – Snape spojrzał na niego. – A ja wyobrażałem sobie, że rzeczywiście możesz okazać się przydatny choć raz w twoim niewydarzonym życiu.
- O czym ty mówisz?
Snape machnął ręką z frustracją.
- Miałem nadzieję, że możesz mieć jakieś nowatorskie pomysły na odpłacenie się Dursleyom za uczynienie dzieciństwa Harry’ego nędznym, ale to było wtedy, gdy wyobrażałem sobie ciebie jako tajemniczego śmierciożercę. Oczywiście jesteś tak bezużyteczny jak zwykle – skończył, czując raczej przygnębienie. Wszystko, co udało mu się zrobić, to udowodnić niewinność jego dziecięcego nemezis i wnieść kilka bardzo niepokojących obaw o zachowanie jego mentora. Co za cholerna noc.
- Nie denerwuj się, Smarkerusie – zbeształ go Black. – Mogę nie być mordercą, ale nadal jestem Huncwotem. Oczywiście, że będę miał kilka dobrych pomysłów. – Następnie zarejestrował wszystkie słowa Snape’a. – Czekaj. Co masz na myśli mówiąc, że unieszczęśliwili Harry’ego?
Snape wzruszył ramionami, misternie niedbale.
- Och, ma to dla ciebie znaczenie? Cóż, zobaczmy. Zmuszali go do życia w komórce, ledwo go karmili i wykorzystywali jak skrzata domowego, podczas gdy rozpieszczali swojego własnego małego potwora. Och i regularnie go bili. Przyjechał do Hogwartu zbyt potłuczony, by siedzieć jak należy.
Spojrzenie oczu Blacka sprawiło, że Snape cofnął się o krok, unosząc różdżkę. Dopiero, gdy zrozumiał, że furia drugiego mężczyzny nie jest skierowana na niego, poczuł, że jego serce zaczyna zwalniać.
- Zrobili to mojemu chrześniakowi? – Głos Blacka był niskim pomrukiem.
- W rzeczy samej.
- A Albus odpłacił im za to?
Snape przewrócił oczami. A mówią, że to Puchoni są lojalni.
- Albus, człowiek, który nie zrobił nic, by wyplątać się z niesprawiedliwego uwięzienia, zostawił ukaranie obu Dursleyów i opiekę nad Harrym w moich rękach.
Black w jednym skoku wstał z łóżka i Snape w ostatniej chwili zdołał unieść różdżkę. Cisnął Blacka z powrotem na pryczę i usadził go znowu.
- Draniu. Musisz być zachwycony – teraz możesz zemścić się za nas wyładowując się na Harrym. Albus musi być cholernie szalony.
- Uspokój się, kundlu! – prychnął Snape. – Przypomniałbym ci, że to nie ja byłem tyranem w czasie szkoły, czepiającym się kolegów z roku, podczas gdy miałem przewagę czterech na jednego. Chłopcu nic się nie stanie z mojej ręki, choć trudno mi powiedzieć to samo o jego własnych krewnych.
Black sapnął, ale nie miał siły podtrzymywać wściekłości i furii, które ogarnęły go, szybko ustępując.
- Nie skrzywdzisz Harry’ego? Przysięgasz? – zabrzmiał dość żałośnie.
- Oczywiście – powiedział Snape gniewnie, zmuszając się do opanowania niespodziewanego współczucia do drugiego mężczyzny. – Jest potwornym, biednym małym bachorem, ale jest zbyt przestraszony własnego cienia – podziękuj za to tym przerażającym mugolom, - by przypominać mi ciebie albo Jamesa. – Cóż, nie po tym pierwszym wieczorze… pomyślał niespokojnie.
Black patrzył na niego przez kolejny moment, jakby oceniał, czy miałby mu uwierzyć, zanim spuścił wzrok na podłogę. Nastała długa cisza, gdy:
- Przepraszam.
Snape ukrył szok i nawet zdołał nonszalancko machnąć ręką.
- Jakaś kolejna zniewaga, Black? Prawie nigdy nie zauważam.
- Nie. Chodzi mi o to, że przepraszam za to, co robiliśmy ci w szkole. – Teraz Snape był naprawdę oniemiały. Black utkwił wzrok w podłodze, ale kontynuował. – My – James, Remus i ja – cóż, głównie James i ja – byliśmy draniami. A raczej ja niż James, zwłaszcza, gdy zaczął widywać się z Lily i ta nalegała, byśmy cię zostawili. My – ja – traktowałem cię jak gówno i przepraszam za to. Przez te dziesięć lat dowiedziałem się jakie to uczucie był złapanym i torturowanym. Nigdy nie powinniśmy cię tak traktować. Przypuszczałem, że biorąc pod uwagę, jacy byliśmy okropni, wyładujesz się na Harrym. Za to też przepraszam.
- Cz-czego chcesz, Black? – Severus zdołał odzyskać głos.
Black uśmiechnął się, choć to był tylko cień jego starego bezczelnego uśmiechu.
- Zawsze Ślizgon, co? Cóż, nie powiedziałbym nie na więcej czekolady, ale nie przepraszam tylko po to, by dostać się w twoje łaski, Smark… er, Snape. Po prostu wydawało mi się, że przynajmniej to mogę zrobić, biorąc pod uwagę to, że opiekujesz się moim chrześniakiem, po tym jak reszta z nas się opierdalała. Nie ma wiele rzeczy, które teraz mogę dla ciebie zrobić.
- Nie – zgodził się kwaśno Snape, odzyskując panowanie nad sobą. – Co za niespodzianka.
- Nie jęcz, Snape – zbeształ go Black. – Przysięgam, że jesteś rozczarowany, że nie byłem śmierciożercą. Właśnie, co zaplanowałeś krewnym Harry’ego?
Snape mentalnie wzruszył ramionami i przedstawił plany, podkreślając trudności, które bezużyteczność Blacka nie utworzyłaby. Może mam jeszcze czas, by wpaść do Bellatrix…
Syriusz patrzył na niego z mieszaniną irytacji i niepewnej nadziei.
- Snape, cholerny idioto. Może i nie jestem jednym z małych lizusów Voldemorta, ale czy zapomniałeś, kto zmieniał twoje życie w piekło przez tyle lat? Zabierz mnie stąd, a ja sprawię, że Dursleyowie zwariują w ciągu roku. Sprawię, że zapłacą za krzywdzenie Harry’ego.
Severus rozważył ofertę. Nie było wątpliwości, że Black potrafiłby być nieustępliwym – i zbyt pomysłowym – przeciwnikiem. Po wyposażeniu w nową różdżkę, byłby w stanie torturować Dursleyów od sprowadzenia na nich inwazji termitów, a podczas gdy jego ucieczka niewątpliwie rozpoczęłaby masowe polowanie, nikt nie zakładałby, że Snape miał z tym cokolwiek wspólnego. Snape niechętnie przyznał, że jeśli będzie właściwie potraktowana to ucieczka Blacka może również pomóc w postawieniu kilku pytań odnośnie jego uwięzienia – takich jak, dlaczego nie otrzymał procesu, dlaczego nie było użyte Veritaserum, i tak dalej. Choć ostatnią rzeczą, którą pragnął był Syriusz Black z powrotem w jego życiu w przyszłych latach – nie mówiąc już o tym, że wilkołak nie będzie daleko, gdy tylko Black zostanie uniewinniony, - Harry potrzebowałby wszystkich dostępnych ochroniarzy. A jeśli Dumbledore grał w jakąś głęboką grę, to posiadanie sojuszu poza Hogwartem byłoby pomocne – mogą być bardzo potrzebni.
- Och, w porządku – warknął w końcu Snape. – Jesteś pewny, że nikt nie wie o twojej animagicznej formie?
- Nie wiem, czy Peter powiedział komukolwiek, ale zakładam, że Remus nie pisnął ani słowa albo przez cały czas byłyby tu zaklęcia antytransformacyjne.  Bycie w stanie spędzić większość czasu jako pies to jedyna rzecz, która utrzymuje mnie przy zdrowych zmysłach. – Black zignorował uśmieszek Snape’a. – Wiem, że Dumbledore i McGonagall nigdy nie wiedzieli albo nalegaliby, żebyśmy się zarejestrowali.
- Hmf. – Snape rzucił Blackowi ostatnie groźne spojrzenie. – Spróbuj czegoś, a zmienię cię w dywanik, zapchlony psie. – Odkleił mężczyznę, po czym wyczarował symulację na łóżku w jego miejscu. – Nie potrwa to dłużej niż kilka dni, ale zakładam, że nie masz zbyt dużo kompanów, którzy mogliby dostrzec różnicę – powiedział złośliwie.
- Nie martw się. Chcesz, bym był w postaci psa?
- Tak długo, jak będziesz nauczony porządku.
Duży czarny pies usiadł i uniósł jedną łapę uprzejmie.
- Nawet o tym nie myśl – powiedział mu chłodno Snape, a potem rzucił na zwierzaka zaklęcie niewidzialności. – Trzymaj się blisko mnie. Jeśli zostaniesz w tyle, już nie wrócę. – Poczuł dotyk dużego zwierzęcia na jego nodze i przewrócił oczami. Miał wielką nadzieję, że użycie określenia „zapchlony” nie okaże się dosłownie prawdziwe.
Kiedy znaleźli się bezpiecznie na kontynencie, Snape przekazał drugi eliksir do usłużnego nieuczciwego strażnika więzienia i wyruszył do Surrey z wciąż niewidzialnym Blackiem przy boku. Aportowali się do domu Dursleyów i Snape poinstruował Syriusza, co do rodziny. Skończył mówić, po czym rzucił złowrogim okiem na teraźniejszy obraz psa.
- Nie jesteś w stanie rozpocząć kampanii terroru – ogłosił z niesmakiem. – Jesteś wychudzony i masz wszystkie włosy splątane. Sąsiedzi raz na ciebie spojrzą i wezwą hycla. Byłoby lepiej, gdybyś zaszył się gdzieś i odzyskał trochę siebie. Wtedy może będziesz w stanie podać się jako rodzinne zwierzątko.
Syriusz przemienił się ponownie.
- Nie mam żadnego miejsca, gdzie mogę się zatrzymać – stwierdził ociężale. Było oczywiste, że był bliski zasłabnięcia; lata w Azkabanie zrobiły swoje. – A w ciągu kilku godzin – może i dni, - dowiedzą się, że uciekłem i wtedy okleją moją twarzą cały kraj, zarówno czarodziejskie i mugolskie miejsca. Nie mogę po prostu zarejestrować się w hotelu i mieć nadzieję, że nikt nie zauważy, że wynajmuje pokój obok zbiegłego mordercy.
- Nie myślę o tym, idioto.
- A jaki jest twój genialny plan? Nie mam siły utrzymywać uroku – odwarknął Black, choć było jasne, że rani jego dumę przyznanie się do słabości. – Wiem, że jesteś Mistrzem Eliksirw, ale naprawdę możesz rozbić dla mnie wystarczająco Wielosokowego, żeby utrzymać przebranie całymi tygodniami?
- Nie. – Snape ponuro obserwował drugiego mężczyznę. Dlaczego on? Dlaczego to zawsze jemu się dzieje? – Chodź.
- Gdzie pójdziemy? – Zgodnie z przewidywaniami, gryfoński idiota zatrzymał się.
Snape wskazał na niego groźnie różdżką.
- Pójdziemy tam, gdzie powiem, choć będę szczęśliwy ogłuszając cię i zaciągając tam.
- Widzę, że twoje skłonności nie zmieniły się z wiekiem – mruknął Black buntowniczo, nawet gdy chwycił ramię Snape’a pojawiając się.
- Tutaj. – Snape strząsnął rękę Gryfona tak szybko, jak tylko mógł. – To jeden z domów rodziny mojej matki. Jest nienanoszalny, a ja jestem Strażnikiem Tajemnicy, więc jeśli nie będziesz mnie irytować to powinieneś być bezpieczny. – Ignorując pomruk drugiego mężczyzny: „Jestem skazany!”, Snape kontynuował. – Są dwa skrzaty, które się tobą zaopiekują. Nie opuszczaj posiadłości – są tu książki, które zajmą twój czas, a nawet kilka starych mioteł z tyłu. Jeśli spadniesz i się zabijesz, bądź tak dobry i zrób coś ze swoimi zwłokami, by nie zrujnowały krajobrazu. Kilka pokoi jest zabezpieczonych. Jeśli do nich wejdziesz, zabiję cię, jeśli nie zrobią tego podopieczni. – Snape spiorunował wzrokiem bardzo niemile widzianego gościa. Następna rzecz będzie trudna do powiedzenia, ale alternatywa była nawet gorsza. – Ponieważ mam lepsze rzeczy do roboty niż opiekować się tobą, dzięki czemu będziesz potrafił dotrzymać kroku wymaganiom Dursleyów, mogę… - zmusił się, by powiedzieć następne słowa, - iść i skontaktować  się z wilkołakiem, jeśli chcesz.
Oczy Blacka rozszerzyły się.
- Mógłbyś skontaktować się dla mnie z Remusem?
- Nie, planowałem posłać po Fenrira Greybacka. Oczywiście, że mówię o Lupinie, półgłówku! Myślisz, że uwierzy w twoją historyjkę, czy będzie próbował przypodobać się Ministerstwu wydając cię?
Black przełknął początkową złośliwą ripostę i rzeczywiście myślał przez chwilę.
- Myślę, że będzie chciał się ze mną zobaczyć, zwłaszcza, jeśli powiesz mu, że mi wierzysz. Możesz zaryzykować.
Snape wzruszył ramionami.
- To ty będziesz ryzykował. Jeśli złapią cię zanim oczyszczą twoje imię, na pewno dostaniesz Pocałunek. Wciąż ufasz wilkołakowi?
Black spiorunował go wzrokiem.
- Tak. W przeciwieństwie do ciebie, mam przyjaciół, którym ufam.
- Mmm. Jak Peter Pettigrew. – Snape był zaskoczony, gdy Black nie spróbował uderzyć go za tę uwagę. Oczywiście mężczyzna był jeszcze słabszy niż utrzymywał.
- Zbliż się. – Przedstawił Black skrzatom domowym, upewnił się, że jest całkiem dobrze zadomowiony i udał się do Hogwartu. Choć nie miał żadnych wątpliwości, co do zdolności Blacka w sianiu zemsty na Dursleyach, był bardziej niż trochę zirytowany na siebie, że w rzeczywistości pomógł mężczyźnie. Pierwsze bachor Pottera, potem Black, a teraz miał zamiar skontaktować się z wilkołakiem! Co się z nim dzieje? Jeszcze minuta, a będzie klepał Longbottoma po głowie i pomagał Hagridowi karmić łyżeczką osierocone kuguchary! To jasne, że to wina bachora! Nawet bezpiecznie schowany w Norze, Potter wciąż sprawiał mu niekończące się kłopoty.
Snape wrócił do swoich kwater i sprawdził czas. W pół do czwartej. Uśmiechnął się do siebie złośliwie. Przynajmniej będzie miał przyjemność obudzić wilkołaka. Po upewnieniu się, że były dwa tygodnie do pełni księżyca, Snape ponownie wszedł w kominek.
Nie omieszkał śledzić lokalizacji wilkołaka, odkąd Dumbledore pierwszy raz wpadł na pomysł, by zatrudnić go na stanowisko OPCM, co było jeszcze jednym dowodem na pogłębiające się wariactwo dyrektora. Wilkołak krążący wokół ciał studentów – och, to jest genialny pomysł. Czasami Snape był zdumiony, że Dumbledore nie został jeszcze zawieszony przez tłum rodziców, zirytowanych na spotkaniach kadry nauczycielskiej. Ignorując burzliwą przeszłość Snape’a, był jeszcze zhańbiony olbrzym, niekompetentna jasnowidz, obecny jąkający się nauczyciel OPCM… Właściwie, wilkołak dobrze by pasował.
Mimo, że do tej pory udało mu się odwieść Dumbledore’a, gdy tylko pomysł zatrudnienia Lupina przychodził starcowi, choć zastanawiał się, jak długo jego głośne napady złości i grożenie dymisją będą działać. Starzec potrafił być irytująco uparty, gdy tylko chciał.
To dość przydatne, że Lupin dał mu hasło do sieci Fiuu po tym, jak Snape niechętnie, pod wielką presją Dumbledore’a, zgodził się dostarczać mu miesięcznej dawki eliksiru na wilkołactwo. Wiedząc, że wilkołak nie ugryzłby go przypadkowo, nie było tak dużym komfortem dla Snape’a i powiedział to wielokrotnie Albusowi. Jak zwykle, dyrektor jedynie uśmiechnął się i skinął głową. Z drugiej strony to sprawiło, że wchodzenie do sypialni Lupina we wczesnych porannych godzinach było raczej łatwe.
- Wstawaj! – prychnął Snape, kopiąc w łóżko. Ku jego rozczarowaniu – choć nie zdziwieniu, – Lupin był sam.
- Uhm? So to? Kto tam? – Lupin rzucił się, zaplątany w kołdrę.
- Aguamenti! – Lupin wyswobodził się z kołdry w sam raz, by zimny strumień wody Snape’a zalał jego twarz.
Gdy wilkołak kaszlał i prychał, Snape uśmiechnął się złośliwie.
- Och, mój drogi. Wybacz mi, Lupin. Myślałem, że możesz potrzebować pomocy w obudzeniu się.
- Severus? Co ty tu robisz? – Remus wytarł wodę z oczu i spojrzał na Snape’a z niepokojem. – Albus cię wysłał? Czy stało się coś złego?
Snape popatrzył na niego wilkiem. Wilkołak nie był zabawny. Black zacząłby się pienić i przekląłby go, ale Remus po prostu zignorował wybryki i obelgi.
- To zależy od tego, czy uważasz, że niesłuszne uwięzienie kogoś na dziesięć lat do Azkabanu stanowi „coś złego”.
Remus zesztywniał.
- Syriusz. Mówisz o Syriuszu.
- Nie, Lupin. Mówię o Bellatrix Lestrange. Oczywiście, że mówię o Blacku, kretynie. Dlaczego nie powiedziałeś władzą, że był animagiem?
Lupin przełknął ślinę.
- Jak się dowiedziałeś?
Snape uśmiechnął się do niego złośliwie.
- Cz-czy jest ranny? Próbował uciec i został złapany? Czy on jest…? – Głos Lupina zamarł.
- Martwy? – zaproponował Snape usłużnie.
Bursztynowe oczy Lupin rozszerzyły się z przerażenia i przez chwilę Snape był pewny, że ujrzał w nich pojawiający się żółty błysk. Nagle drażnienie wilkołaka nie wydało się takim dobrym pomysłem.
- Nie, nie, nie jest martwy – powiedział pospiesznie. – Uspokój się, wilku! Wszystko z nim było w porządku, gdy ostatni raz sprawdzałem. Poza tym, jakie to ma dla ciebie znaczenie? Czyż nie zabił twoich najlepszych przyjaciół?
Lupin schował twarz w dłoniach, nie zważając na mokre prześcieradła, które nadal były pomarszczone wokół niego.
- Wiem, wiem. Powtarzam sobie, ale nie potrafię przestać się o niego martwić. To po prostu tak trudne do uwierzenia…
- Mimo to zrobiłeś to.
Lupin spojrzał w górę.
- Co masz na myśli, Severusie? Co zrobiłem?
- Uwierzyłeś w tę historię – że zdradził Potterów, zabił Pettigrew i tych wszystkich mugoli.
- Cóż, dowody były tak mocne… – Lupin znowu zamarł.
- Jakie dowody? – zapytał Snape.
- Co?
- Cóż, ja nie potrzebuję dowodów, by sądzić jak najgorzej o Blacku, ale co przekonało ciebie do zdrady najlepszego przyjaciela?
Wilkołak wyprostował się.
- Severusie, o czym ty mówisz? Wszystko było na papierze – Ministerstwo i aurorzy wyjaśnili, co się stało. Dumbledore i reszta Zakonu nie unieśli ręki, by mu pomóc. W co miałem uwierzyć? A poza tym dlaczego wgłębiasz się w tą starą historię?
- Ponieważ wydaje się, że kundel tego nie zrobił – powiedział Snape z irytacją.
Lupin spojrzał na niego z niedowierzającą nadzieją wymalowaną na twarzy.
- Naprawdę? Jesteś pewien? Dumbledore znalazł dowody, które do oczyszczą?
Snape zacisnął zęby. Całe to ślepe przywiązanie do dyrektora było już denerwujące.
- Czy to Dumbledore jest tutaj? – zapytał gniewnie. – Nie. Ja jestem. To ja pomagam mu udowodnić swoją niewinność. Jesteś zainteresowany, czy wolisz raczej wezwać aurorów?
- Jeśli Syriusz tego nie zrobił, to… - Lupin urwał. – Jestem zainteresowany. Powiedz mi, jak mogę pomóc.
Snape spojrzał na niego. Zaufał wilkołakowi? To prawda, że gdyby zostali złapani, Black dostałby Pocałunek, ale Snape najprawdopodobniej skończyłby sam w Azkabanie. On miał zbyt dużo do stracenie, jeśli wilkołak ich zdradzi… Ale trudno mu było sobie wyobrazić wilkołaka, nawet tak obrzydliwie podporządkowanego jak Lupin, zdradzającego członka swojej paczki, obecnej lub przeszłej.
- Zabiorę cię do niego i wasza dwójka będzie mogła ustalić pewne rzeczy. Będzie potrzebował ubrań, nowej różdżki i prawdopodobnie jakieś wsparcie, by wrócić do siebie po takim czasie w Azkabanie. Kiedy dowiedzą się, że uciekł, prawdopodobnie będą szukać ciebie.
Remus rzucił smutne spojrzenie wokół swojego małego łóżka.
- Nie ma tu nic, za czym będę tęsknił. Zabierz mnie do Syriusza – dwójka może przetrwać na wygnaniu łatwiej niż jeden.
- Nie jeśli któryś jest wilkołakiem, który potrzebuje stałego dostępu do wywaru tojadowego – warknął Snape. Zidiociali Gryfoni! – Dam ci trzy dni na wymyślenie wiarygodnego podtekstu, który zabierze cię z kraju. Zanim zorientują się, że Black uciekł i przesłuchają ciebie. Po tym wybierzesz się w podróż. Pójdziesz na kontynent i kupisz dodatkową różdżkę. Poślesz mi sową swoje miejsce pobytu i spotkamy się tam, a następnie zabiorę cię do Blacka. Załapałeś wszystko, czy mam powtarzać, aż twój niedorozwinięty mózg będzie w stanie to pojąć?
Remus uśmiechnął się jak zwykle, ignorując obelgi.
- Dziękuję, Severusie. Jesteś bardzo miły.
Snape prychnął z niesmakiem i odwrócił się na pięcie. Głupi wilkołak.
Będąc już z powrotem bezpieczny w swoich kwaterach na godzinę przed wschodem słońca, Snape ponuro przeglądał swoją noc, wchodząc do łóżka. Opadł na poduszkę i mentalnie odhaczał każde zadanie. Spotkać się z mugolskim przestępcą? Jest. Zaaranżować następną karę dla Dursleyów? Jest. Spędzić resztę wieczoru coraz bardziej szalejąc? Jest.
Tak, dostał zadziwiająco spójne przeprosiny od Blacka, ze wszystkich ludzi – dzisiaj w piekle muszą jeździć na łyżwach, - ale to nie wymazywało faktu, że nie tylko przemycił tego wielkiego idiotę z najbardziej strzeżonego więzienia w czarodziejskim świecie, ale też ukrył go w swoim własnym domu rodzinnym! Co było dalej? Zabrałby kolejną paczkę od Molly Weasley i zrobiłby Blackowi sweter na święta?
A potem zrobił również coś miłego dla Lupina? Powinien tylko posłać głupiego Gryfona, by szedł prosto do Blacka, tak jak chciał. Wtedy ta dwójka zapewne zdecydowałaby, że muszą sprawdzić, co z Harrym i wtedy wpadliby prosto w ręce aurorów. Black dostałby Pocałunek, wilkołak zostałby ścięty… A nawet lepiej, gdyby twierdzili, że Snape im pomógł to nikt by im nie uwierzył. Raczej uwierzyliby w Malfoya pod Wielosokowym niż w prawdziwego Snape’a – to byłby idealny, ślizgoński plan, opłakiwał. Ale nie, tylko dlatego, że Black i Lupin mogą być silnymi sojusznikami Harry’ego w nadchodzących latach, musiał im pomóc.
Te rzeczy, które robił dla tego małego potwora – i czy istniało prawdopodobieństwo, że dzieciak byłby wdzięczny? Ha! Gdyby imię Syriusza zostało oczyszczone i mógł spotkać się z Harrym, byłby niczym więcej niż przerośniętym kolegą. Harry by go uwielbiał, a Black bez wątpienia okazałby się zupełnie bezużytecznym opiekunem. Dyscyplina? Nie potrafiłby nawet przeliterować tego słowa, nie mówiąc już o zaszczepieniu jakiejś w dzieciaku. Snape przewrócił oczami. Och, tak, chciałby zobaczyć Blacka próbującego nakłonić Harry’ego do zjedzenia warzyw. Mężczyzna nie poznałby brukselki nawet gdyby się o nią potknął.
Cóż, jeśli ten zidiociały kundel – lub jego oswojony wilkołak, - myślą, że przejdą przez to łatwo i podejmą opiekę nad Harrym, dowiedzą się rzeczy lub dwóch! Spędził zbyt wiele czasu i wysiłku przy tym przerażającym bachorze, by po prostu pozwolić tym dwóm wkroczyć do akcji i zebrać całe laury. Prychnął pod nosem. Typowi Gryfoni – bezmyślny pośpiech i oczekiwanie, że ktoś inny weźmie się w garść! Cóż, zaszczepiłby w Harrym pewne ślizgońskie cechy, nawet, jeśli by go to zabiło. Snape nie zamierzał pozwolić, by Czarny Pan zmartwychwstał i zniewolił świat tylko, dlatego, że Black nie pomyślał, by upewnić się, że dzieciak będzie dostatecznie wypoczęty na lekcji OPCM!
Nie, w rzeczy samej. Snape nie pozwoli Zbawicielowi Czarodziejskiego Świata być pod opieką idioty, który nawet na siódmym roku rutynowo zapominał zawiązać buty. Black mógł być łamaczem serc, ale był również bezmyślnym głupkiem, którego poczucie odpowiedzialności pewnie nie sięgało dalej niż pamiętanie, by nie upuścić małego Harry’ego na głowę. O czym Lily i James myśleli powierzając swojego bezbronnego synka takiemu niedojrzałemu palantowi? Wystarczy spojrzeć, co zrobił, gdy zostali zabici. Natychmiast podjął opiekę nad osieroconym dzieckiem? Nie, zostawił dziecko Hagridowi (!!) i Dumbledore’owi i pobiegł szukać Pettigrew – bez, proszę zwrócić uwagę, starania się powiedzieć, ze Pettigrew był Strażnikiem Tajemnicy i animagicznym szczurem. Naprawdę, to sprawiło, że trudno czuć współczucie do jego uwięzienia. Może idiotyzm powinien być przestępstwem.
W każdym razie, niezależenie od życzeń starszego Pottera dziesięć lat temu, Snape nie miał absolutnie żadnego zamiaru zrzec się Harry’ego dla lekkomyślnego przygłupa, którego odpowiednio minimalny mózg został ponadto przyćmiony od lat w Azkabanie. Mruknął do siebie. To było tak gryfońskie założyć, że wychowanie dziecka to tylko zabawy i gry. Kruche jak Harry dziecko, z historią nadużyć, przetrwałoby około trzydziestu sekund pod nadzorem porywistego Blacka.
Snape mruknął ponownie i przewrócił się na bok. Ten zepsuty bachor. Żąda coraz więcej czasu i uwagi. Jakby nie miał lepszych rzeczy do roboty.  Jakby chciał się opiekować takim małym irytującym diabłem. Jakby mógł właściwie opiekować się tą kreaturą. Jakby to było dla niego ważne, by był szczęśliwy albo lubił swój nowy pokój… Snape odpłynął w sen, a jego ostatnią myślą było wspomnienie wyrazu twarzy Harry’ego, gdy dotknął czule swojej nowej miotły.

CDN…

* W oryginale: „Let’s not play the pot and the kettle, Black!” – wyrażenie “the pot calling the kettle black” to idiom tłumaczony jako “przyganiał kocioł garnkowi”, także Snape stosuje taką niewielką grę słów z nazwiskiem Syriego ;) (dziękuję Zozolowi za pomoc w ubarniu tego w słowa)

2 komentarze:

  1. N jak Nicość9 maja 2016 06:04

    Cześć :D

    Widzę, że nie tylko ja nie mam czasu na nic. Dopiero przeczytałam rozdział - weszłam nadrobić zaległości, spodziewając się trzech rozdziałów, a tu psikus.

    Jeśli chodzi o rozdział, to bardzo mi się podobał. Sev był tu taki jak go sobie wyobrażam - z jednej strony złośliwy, ale i bystry, mający jakieśtam współczucie nawet dla wroga i przede wszystkim znowu słodko nieporadny - martwi się o Harry'ego, a oczywiście się nie przyzna do tego nawet przed sobą. To strasznie urocze :D

    Czekam z niecierpliwością na opis spotkania Blacka i Lupina, no i na powrót Harry'ego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    oho, Severus w Azkabanie odwiedził Syriusza, i poznał prawdę, że to ktoś inny zdradził Potterów... Remus mówił, że były dowody na Syriusza, w co pogrywa dyrektor w takim razie?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń