niedziela, 10 kwietnia 2016

NS - Rozdział 2 - Ratunek

– POTTER! NATYCHMIAST WSTAWAJ!
Panika wypełniła Harry’ego, gdy wyskoczył z łóżka, ignorując krzyczący ból zalewający jego ciało oraz zawroty głowy. Zaspał! Gdy rozejrzał się po pokoju i nigdzie nie zobaczył Midnighta, odetchnął z ulgą. Przynajmniej pies będzie bezpieczny.
Jak najszybciej się przebrał, a następnie wybiegł z pokoju i zbiegł po schodach do kuchni, by zacząć robić śniadanie. Wymamrotał przeprosiny do ciotki, która tylko skinęła głową w odpowiedzi. Harry był zbyt rozgorączkowany, by zauważyć ten gest. Wiedział, że ma tylko piętnaście minut, zanim Vernon przyjdzie i zażąda posiłku.
Gdy się poruszał, musiał usiał zagryzać krzyk bólu, który promieniował z jego nogi i żeber. Dziś nie mógł dostać żadnej kary. Było mu niedobrze, w głowie się kręciło, a każdy krok powodował ból. Jeśli wyglądał choć w połowie tak źle, jak się czuł, wuj Vernon musiał to zauważyć.
Na szczęście udało mu się skończyć, gdy Vernon i Dudley weszli do kuchni. Obaj byli zbyt pochłonięci jedzeniem, by zauważyć, że ich kucharz jest na granicy omdlenia. Wiedząc, że nie należy zakłócać ich posiłku, Harry wyszedł z kuchni i usiadł na najniższym stopniu schodów.
– Co powinniśmy dać dzisiaj chłopakowi do roboty, Petunio? – spytał wuj Vernon ostro. – Nie możemy teraz pozwolić sobie na żadne z jego dziwactw. Ciągłe dawanie mu zajęć uchroni go od kłopotów.
Harry potrząsnął powoli głową. Powinien wiedzieć, że będą mówili o nim od chwili, gdy wyjdzie z pokoju. Nie żeby mógł używać jakiejkolwiek magii, i oni o tym wiedzieli, więc dlaczego tak bardzo się o to martwią?
– Czy ty nawet nie spojrzałeś na niego dziś rano? – zapytała ciotka Petunia. – On jest chory, Vernon. Myślę, że powinniśmy dać mu jeden dzień odpoczynku. Nie chcę, żeby ci ludzie zadawali pytania. Wystarczy, że musimy z nim wytrzymywać.
Rozumiejąc, że byłby w tarapatach za podsłuchiwanie, Harry wstał powoli i pokuśtykał na górę do swojego pokoju. Musiał wyglądać, jakby był zajęty. Wolno zaczął ścielić łóżko i sprzątać niewielki bałagan, który zrobił. Ciężko oddychał z bólu, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
Odwróciwszy się, zobaczył ciotkę Petunię stojącą w drzwiach.
– Masz dzień wolny – powiedziała krótko. – Skorzystaj z niego i nie dawaj Vernonowi powodu, by żałował swojej hojności.
Nie potrafił powstrzymać westchnięcia ulgi.
– Dobrze, ciociu – rzekł posłusznie.
Stał w miejscu, aż nie wyszła, po czym uciekł do swojego łóżka, nawet nie zadając sobie trudu, by przebrać się z powrotem w piżamę. Był po prostu zbyt zmęczony.
Nakrywając się kołdrą, Harry nie chciał niczego więcej niż zasnąć, ale jego umysł szybko popłynął do Midnighta. Harry nie miał pojęcia, gdzie pies jest, i nie miał szansy go poszukać bez wzbudzania podejrzeń. Musiał przyznać, że Midnight z pewnością był inteligentnym psem, ale wątpił, że zwierzę mogłoby wiedzieć, że należy unikać wuja Vernona, ciotki Petunii czy Dudleya.
Odpływając powoli,  nawet nie zauważył, że jego lewe ramię spada z łóżka, dopóki nie dotknęło czegoś mokrego. Zamroczony i zdezorientowany sięgnął pod łóżko i poczuł futrzany łeb Midnighta. Odetchnął z ulgą. Mimo wszystko Midnight go nie zostawił.
– Hej, piesku – powiedział Harry miękkim i sennym głosem. – Przykro mi, że nie przyniosłem ci jedzenia. Wybaczysz mi?
Wilgotny język polizał rękę Harry’ego, co wywołało jego śmiech.
– Dzięki, Midnight. Jestem naprawdę zmęczony. Proszę, zostań w ukryciu, dobrze?
Lizanie po dłoni było ostatnią rzeczą, którą poczuł, zanim zasnął.
^^^
– CHŁOPCZE! WSTAWAJ NATYCHMIAST!
Smagnięcie bólu na twarzy obudził zdezorientowanego Harry’ego. Chłopak szybko otworzył oczy, by zobaczyć rozmytą wersję swojego wuja, kipiącego ze złości. Harry był mokry od potu, a całe ciało go bolało. Chwilę zajęło mu zrozumienie, że jest na podłodze. W jego pokoju prawie nie było światła, czyli zapadł mrok. Spał cały dzień!
Midnight!
Nie mógł uwierzyć, że spał tak długo. Powoli odwrócił głowę i zobaczył dużego czarnego psa, wciąż ukrytego pod łóżkiem. Odetchnął z ulgą. Przynajmniej Midnight był nadal bezpieczny.
Zwracając swoją uwagę z powrotem na wuja, Harry spróbował usiąść, ale ból żeber mu na to nie pozwolił. Złapał się za klatkę piersiową i spojrzał na wuja nerwowo. Co takiego zrobił, że Vernon był tak zdenerwowany? Ciotka Petunia powiedziała, że ma dzień wolny, Midnight wciąż pozostawał w ukryciu, a on był w pokoju cały dzień.
– Co ja zrobiłem? – spytał zdezorientowany.
Złe pytanie.
TRZASK!
Twarz Harry’ego zdrętwiała z bólu tak, że widział jeszcze bardziej niewyraźnie niż zwykle. Poczuł smak krwi w ustach, więc ją wypluł. Przez dłuższą chwilę próbował zrozumieć, co się stało. Nic nie zrobił. Wuj Vernon znowu był w jednym ze swoich nastroi i nic, co Harry powie czy zrobi, nie zadowoli masywnego mężczyzny.
Duża dłoń chwyciła Harry’ego za szyję i podniosła z podłogi.
– JESTEŚ ŻAŁOSNYM DZIWADŁEM! – krzyknął Vernon, potrząsając chłopcem. – JESTEŚ SAMOLUBNYM, NIEWDZIĘCZNYM SMARKACZEM! DAŁEM CI DZIEŃ, CAŁY DZIEŃ, WOLNY I W TAKI SPOSÓB SIĘ ODWDZIĘCZASZ! DLACZEGO NIE MOGŁEŚ UMRZEĆ RAZEM ZE SWOJĄ PODRÓBKĄ  RODZICÓW, WYJAŚNIJ MI!
Niskie warczenie spod łóżka rozproszył wuja Vernona. W głowie Harry’ego się kręciło i huczało. Chciał tylko zemdleć, by już nie czuć tego nieznośnego bólu.
Zanim Harry się obejrzał, leciał do tyłu na ścianę. Patrząc w górę, zobaczył czarny rozmazany kształt, atakujący większą niewyraźną plamę, którą był wuj Vernon. Chciał krzyknąć na Midnighta, by go zatrzymać, ale nie potrafił znaleźć na to siły. Zamknął oczy, gdy w głowie mu zaszumiało. Myślenie stało się trudniejsze, a poruszanie w ogóle nie wchodziło w rachubę.
Gdyby Harry bardziej uważał, zauważyłby, że czarna plama, którą był Midnight, zmienia się w mężczyznę z długimi, czarnymi włosami.
– Witaj, Dursley – powiedział zimno nieznajomy. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął różdżkę, która wyglądała bardzo znajomo. – Z tego, co widzę, mamy parę zaległości.
Vernon zatoczył się do tyłu w kierunku drzwi.
– Jesteś jednym z tych dziwaków! – wyjąkał ze strachem. – Jak... jak...
Mężczyzna zrobił krok i uśmiechnął się złośliwie.
Petrificus Totalus – powiedział po prostu, a potem patrzył, jak ramiona Vernona przyklejają się do jego boków, nogi złączają, a całe ciało sztywnieje tak, że zachwiał się w miejscu, a następnie upadł na twarz, sztywny jak deska.
– Chciałbym cię zabić, ale nie mogę ryzykować, że Harry zostanie o to oskarżony. Aha, i jeszcze jedno. Obliviate! Drętwota!
Chowając różdżkę, mężczyzna podbiegł do boku Harry’ego i zauważył, że chłopiec jest nieprzytomny. Będąc wdzięcznym za swoje szczęście, spakował rzeczy Harry’ego do kufra (upewniając się, by zabrać wszystko spod luźnej deski, którą Harry pokazał mu kilka dni temu). Jedyne, co pozostało, to peleryna-niewidka Harry’ego.
Kiedy skurczył kufer i schował go do kieszeni, mężczyzna podszedł do posiniaczonego i poobijanego dziecka. Naprawdę nie chciał przypadkiem zranić chłopca mocniej, ale tak naprawdę nie miał wielkiego wyboru. Harry potrzebował pomocy medycznej.
Tak ostrożnie, jak to możliwe, mężczyzna wziął Harry’ego na ręce, a następnie zakrył ich obu peleryną-niewidką. Nie mógł ryzykować, że ktoś zobaczy któregoś z nich. Trzymając mocno chłopca, mężczyzna posłał ostatnie nienawistne spojrzenie Vernonowi Dursleyowi, po czym wyszedł.
^^^
Albus Dumbledore siedział przy biurku, jak każdego lata, walcząc z niekończącą się papierkową robotą. Dużo wymagano od dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, a w tym roku nie było inaczej. Ministrowi Magii, Korneliuszowi Knotowi, cały czas były potrzebne jego „rady”; zwłaszcza po wiadomości o incydencie w Azkabanie.
Ucieczka więźnia była naprawdę nerwowo wykańczająca, ponieważ wierzono, że to niemożliwe. Ale bardziej niepokojące było to, kto uciekł. Syriusz Black, zdrajca i śmierciożerca, siedział dwanaście lat w budzącym postrach więzieniu i wierzono, że jest szalony. Cóż, dyrektor wierzył, że Black był szalony przed pójściem do więzienia, więc Dumbledore mógł sobie tylko wyobrazić, jaki jest teraz.
Huk dochodzący z kominka, zmusił Dumbledore’a do szybkiego odwrócenia się i zobaczenia zmartwionej twarzy Korneliusza Knota, patrzącego na niego. Zerkając na zegar, Dumbledore nie potrafił powstrzymać zainteresowania. Godzina czwarta rano nie była zwykłym czasem na rozmowę.
Rozsiadając się trochę wygodniej przed ogniem, Dumbledore westchnął, wiedząc, że miał otrzymać raczej złe wiadomości.
– Co cię trapi, Korneliuszu? – spytał uprzejmie.
– Syriusz Black był widziany zeszłej nocy – powiedział nerwowo Knot. – Właśnie otrzymałem zawiadomienie z Wydziału Niewłaściwego Użycia Czarów, Sekcji Nieletnich.
Dumbledore uniósł brew. Naprawdę nie podobało mu się to, gdzie ta rozmowa zmierzała.
– Co oznacza, że jakiś niepełnoletni czarodziej lub czarownica go zobaczyli – stwierdził. – Gdzie, jeśli mogę spytać, był widziany?
Teraz Knot wyraźnie się wiercił. Jego wzrok nie padał na Dumbledore’a.
– Był widziany na Privet Drive – rzekł w końcu. – Dokładniej przy numerze czwartym.
Dumbledore pochylił się z oczywistą troską widoczną na jego twarzy.
– Czy z Harrym wszystko w porządku? – zapytał szybko.
Wiedział, że osłony wokół gospodarstwa domowego Dursleyów są silne, ale nie mógł się nie martwić.
Cisza w pokoju była ogłuszająca.
– Harry Potter zaginął, Albusie – powiedział w końcu Knot. – Wygląda na to, że Black zaatakował Vernona Dursleya, po czym zabrał chłopca. W pokoju została znaleziona krew Pottera. Zacząłem organizować poszukiwania zarówno Pottera, jak i Blacka, ale obawiam się, że nie mam pojęcia, gdzie szukać.
– Jak dawno się to stało? – spytał dyrektor z powagą.
– Około pięć, sześć godzin temu – odparł Knot. – Wysłałem już aurorów, by zaglądnęli do zwykłych miejsc, ale teraz Black może być wszędzie. W dochodzeniu ustalono, że została użyta różdżka Pottera, ale Dursley twierdzi, że to Black jej użył, nie Potter.
– Nie wyobrażam sobie, by Harry chętnie oddał swoją różdżkę nieznajomemu – powiedział Dumbledore w zamyśleniu. – Co jeszcze pan Dursley powiedział?
Knot znowu stał się bardziej nerwowy.
– Dursley nie był zbyt skłonny do udzielenia informacji, szczególnie dla będących tam aurorów – przyznał. – Po pewnej... em... perswazji, Dursley przyznał, że karał chłopca, kiedy Black go zaatakował. On znęcał się nad Potterem, Albusie.
Dumbledore zamknął oczy, gdy uderzyła w niego świadomość słów Ministra. Harry był maltretowany, i to prawdopodobnie od dłuższego czasu.
– Tak – powiedział, gdy w końcu otworzył oczy i spojrzał na unoszącą się w ogniu głowę Knota. – Chcę, by Vernon Dursley był aresztowany za znęcanie się nad dzieckiem. Chcę również sprowadzić kogoś do pomocy z tym wszystkim. On zna Syriusza Blacka lepiej niż my. Będę też potrzebował do mojej dyspozycji kilku aurorów w przypadku, gdy coś odkryjemy, a może nawet szybciej. Proponuję Kingsleya Shacklebolta i Nimfadorę Tonks.
Nimfadora Tonks nie skończyła jeszcze szkolenia, ale była krewną Blacka, a teraz Dumbledore potrzebował każdego atutu.
– Oczywiście – powiedział szybko Knot. – Cokolwiek potrzebujesz. Bezpieczeństwo Harry’ego Pottera jest teraz priorytetem. Mam nadzieję, że będziesz mnie informował o rozwoju sytuacji?
Dumbledore przytaknął tylko w odpowiedzi. Pożegnał się z Ministrem i natychmiast zabrał się do pracy, zapominając o jego papierkowej robocie. Skontaktował się z kilkoma członkami „starej paczki”, informując ich o problemie, w tym z jego kluczem do zrozumienia Syriusza Blacka i Dumbledore mógł się tylko modlić, by Harry nie był ranny lub jeszcze gorzej.


Betowała Pirat

2 komentarze:

  1. Hej,
    Dumbledor dowiedział się, że Harry był przez Dursleyów maltretowany, ale zastanawia mnie jedno czy dyrektor uważa, że Syriusz zdradził potterów, i gdzie go zabrał...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę tylko zaznaczyć, że dolaczylam do grona czytelników :) głównie ze względu na zajęcie się czymś w oczekiwaniu na NDH, ale opowiadanie zapowiada się bardzo ciekawie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń