Ważne

Zanim zaczniecie czytać jakikolwiek tekst, warto poszukać go w zakładkach. Często tłumaczenia są kontynuowane przeze mnie po kimś innym - w takich wypadkach podaję tylko linki do pierwszych rozdziałów, więc warto zerknąć, czy dane opowiadanie nie jest czasem już zaczęte gdzie indziej. Dzięki temu nie dojdzie do nieporozumień i niepotrzebnych pytań, typu: "A gdzie znajdę pierwsze rozdziały?" Wszystko jest na blogu, wystarczy poczytać ;)
Po drugie, nowych czytelników bardzo proszę o zerknięcie do zakładki "Zacznij tutaj" :) To również wiele ułatwi :D
Życzę wam miłego czytania i liczę, że opowiadania przypadną wam do gustu.
Ginger

poniedziałek, 16 lipca 2018

ZS - Rozdział 9 - Najlepsze lekarstwo



Twixie pojawiła się prosto w chacie Hagrida, machając ze wzburzeniem rękami. To nie był pierwszy raz, gdy zobaczyła Severusa rannego po spotkaniu ze Złym, jak nazywały Voldemorta skrzaty, ale nie znosiła, jak jeden z czarodziei będących pod jej opieką zostaje tak okrutnie ranny – przez to miała poczucie winy, jakby mogła zrobić coś, by go ochronić. Twixie brała swoje obowiązki bardzo poważnie i bardzo lubiła Severusa, który był cichy, grzeczny i nie polegał na niej we wszystkim, jak robili inni czarodzieje swoim skrzatom. Skrzat, który służył Gilderoyowi Lockhartowi, miał obowiązek oceniać każdy ciuch w szafie profesora, dopasowywał ubrania kilka razy na dzień i poprawiał włosy elegancika przynajmniej dziesięć razy dziennie. Wszystkie skrzaty były bardzo wdzięczne, że czarodziej nigdy nie wrócił do zamku.
Tak więc, gdy usłyszała, jak jastrząb woła jej imię, nie wahała się, by odpowiedzieć na zrozpaczone wołanie ptaka, ani też nie przestawała myśleć o tym, by zabrać ze sobą kogoś innego niż Hagrida, wiedząc, że był jedną z osób, którym Severus ufał w takim stanie i który prosił ją, by pilnowała Mistrza Eliksirów. Pojawiła się prosto w chatce gajowego, przed kominkiem, przed którym pies Hagrida, Kieł, leżał jedząc mięsistą kość.
- Panie Hagridzie! Musi pan szybko iść i pomóc panu Snape’owi! – krzyknęła, a jej wielkie niebieskie oczy wypełniły się łzami.
Hagrid był tak zaskoczony, że niemal upuścił dzbanek na herbatę.
- Twixie? Co się stało Severusowi, dziewczynko?
- Och, panie Hagridzie, jego chowaniec wezwał mnie – biedny ptak był w takim stanie – i przyszłam, a pan Severus leżał na ziemi i sądzę, że właśnie wrócił z kolejnego z tych spotkań. Wciąż i wciąż mu powtarzałam, żeby nie wracał do Złego, ale nigdy mnie nie słucha! Mówi, że to jego obowiązek! – zawodziła, wybuchając płaczem. – Biedny pan Severus. Musi pan iść i mu pomóc.
Hagrid ze stukotem odłożył dzbanek na stół.
- No, już, dziewczynko. Severus się wyliże, zobaczysz. Idź i zawołaj panią Pomfrey, bo będziemy potrzebować eliksirów i maści. Ja pójdę i zobaczę, co w międzyczasie mogę zrobić dla psora Snape’a.
Twixie skinęła głową, wydmuchując nos o wielką chusteczkę, którą podał jej Hagrid.
- Zaraz będę, panie Hagridzie! – Potem zniknęła z ostrym trzaskiem.
Hagrid szybko wyszedł, po tym jak nakazał Kłowi pilnować domu, poruszając się szybko ścieżką w stronę zamku.
Wiedział, że szybszą drogą do zamku był sekretny tunel, ale nie był na tyle duży, żeby mógł go użyć, więc musiał przejść dłuższą trasą przez zamek i lochy, aż nie dotarł do kwater Severusa, które były osłonięte dla wszystkich poza nim, Dumbledorem i Poppy. Zatrzymał się przed gobelinem przedstawiającym srebrnego węża, rozmawiającego z czarnowłosym czarodziejem i odsunął go na bok, ujawniając to, co wyglądało jak pusty, kamienny mur.
Wymamrotał hasło: „Semperoccultus”. Kamienna ściana zniknęła i w jej miejsce pojawiły się drzwi.
Hagrid nie tracił czasu, przekręcił klamkę i wszedł do kwater profesora.
Poppy już tam była z wyjętą różdżką, ale miała wyraźne trudności z badaniem nieprzytomnego Snape’a z powodu jastrzębia, siedzącego na jego ramieniu, który skrzeczał i syczał na nią, a jego bursztynowe oczy płonęły.
- Hagrid! Och, dzięki Merlinowi, że tu jesteś. Nie mogę odsunąć tego jastrzębia od profesora, a za każdym razem, gdy się do niego zbliżam, jastrząb próbuje mnie ugryźć.
- Tak, jastrząb jest nowym chowańcem Severusa i wydaje się być nieco nadopiekuńczy. Nie denerwuj się, Poppy, za chwilkę go uspokoję – zapewnił ją Hagrid. Podszedł i naciągnął rękawicę, leżącą blisko żerdzi – dopasowała się do niego magicznie – po czym ukląkł obok jastrzębia i powiedział cicho: – Spokojnie, chłopaku. Nikt nie zamierza skrzywdzić twojego pana. Próbujemy mu pomóc. No już. Chodź tu. – Uniósł rękawicę i wyciągnął też z kieszeni nieco suszonej wołowiny.
Jastrząb nieufnie spiorunował go wzrokiem, mrugając. Nie spotkał nikogo z personelu, poza Dumbledorem, od kiedy obudził się w laboratorium Severusa i jego instynkt ostrzegł go, żeby nieufnie podchodził do obcych, zwłaszcza tych, którzy próbują odciągnąć go od okropnie rannego czarodzieja, jak robiła kobieta w wykrochmalonej czapce. W naturze jastrzębi leżało bronić swoich, nawet jeśli okazuje się nim być ktoś bez piór i chodzący na dwóch nogach, a Severus był podatny na zranienia, przez co jastrzębi instynkt kazał mu chronić go, pomimo ludzkiej logiki, posiadanej przez Freedoma.
Hagrid kontynuował mówienie do jastrzębia jeszcze wolniejszym tonem, mlaskając łagodnie językiem.
- Chodź, chłopaku. Nie martw się. Twojemu panu nic nie będzie. My go nie zranimy. Spokojnie. – Zaoferował mu pasek wołowiny.
Freedom uważnie przyjrzał się wielkiemu mężczyźnie. W jego głosie było coś znajomego, już go kiedyś słyszał. Głos i ręce – pamiętał ręce, głaszczące jakieś inne stworzenie… wielkie skrzydlate coś, przypominające konia. Hipogryf. To właśnie było to. I on uderzył Malfoya. Pamiętam, jak ten tu również płakał nad hipogryfem. On dba o dzikie stworzenia. Freedom przekrzywił głowę, przypominając sobie inny żywy obraz tego mężczyzny, gdy zajmował się jajkiem smoka. Znam cię. Byłeś… jesteś przyjacielem. Ufam ci. Nie zranisz Severusa.
Nagle wyrwał mięso z dłoni Hagrida, a potem pozwolił wielkiemu mężczyźnie wziąć się na nadgarstek. Przez wiele dezorientujących obrazów, które kłębiły się w jego głowie i troskę o jego czarodziejskiego pana, Freedom wiedział jedno – temu wielkiemu mężczyźnie – Hagridowi – jak nazwała go Twixie, można było ufać. Usadowił się na nadgarstku gajowego, a Hagrid pogłaskał go.
- No i to jest dobry jastrząb. Teraz spokojnie. Na razie posadzimy cię tu, ponieważ muszę pomóc Poppy z Severusem, w porządku? – nucił Hagrid, zabierając Freedoma z powrotem na żerdź.
Jastrząb obserwował, jak Czarownica-Z-Białym-Nakryciem-Głowy klęka i zaczyna machać różdżką nad Severusem. Nie wyglądała na zadowoloną.
- Obawiam się, że jest gorzej niż ostatnim razem. Połóżmy go do łóżka, Hagridzie, a wtedy będę mogła zacząć go leczyć. Jest w szoku od tych przeklętych klątw, a jego poziom bólu jest poza skalą. Kolejna a by umarł. Niech go szlag, tego przeklętego potwora. I Albusa też, za to, że znowu go tam posyła!
Hagrid pochylił się i delikatnie uniósł Severusa w swoich ramionach, ostrożnie, by go nie zgnieść.
- Wiesz, Severus wybrał powrót, Dumbledore go tylko zapytał.
Uzdrowicielka posłała mu wściekłe spojrzenie.
- On nigdy nie musi robić czegoś poza pytaniem, Hagridzie. Oboje wiemy, dlaczego. Dumbledore może być wspaniałym czarodziejem, ale czasami jego Wielki Cel oślepia go i nie widzi poświęcenia innych. Severus nie jest jego jedynym szpiegiem.
Hagrid zaniósł Mistrza Eliksirów do sypialni i łagodnie położył go na łóżku, które Poppy przygotowała machnięciem różdżki.
- Wiem. Ale jest najlepszy w tym, co robi.
- Tak, ale nawet „najlepszy szpieg” ma swoje granice. A jeśli Severus się złamie, co wtedy? Albus będzie miał poczucie winy, a potem pójdzie i sprawi sobie nowego szpiega – prychnęła Poppy. Potem usunęła ubrania Mistrza Eliksirów, które były poplamione krwią, żeby mogła go dokładnie zbadać.
Najpierw rzuciła na niego przeciw-szokowe zaklęcie i odetchnęła z ulgą, widząc, jak nieco koloru wraca na woskowe policzki. Potem rzuciła zwykłe zaklęcie odświeżające, oczyszczając skórę z krwi. Jedną z cech Cruciatusa było, że zaklęcie miało tendencję do rozrywania mniejszych naczyń krwionośnych, przez co na skórze ofiary zostawały dziwaczne siniaki i krwawe plamy, jak również niszczyło nerwy.
Usta Poppy zacisnęły się, gdy zobaczyła ślady na bladej skórze Snape’a. Ten drań ponownie celował w punkty uciskowe, z dokładnością chirurga, by wywołać maksymalną ilość bólu w najkrótszym okresie czasu. Zastanawiała się ze smutkiem, dlaczego przydzielił Severusowi tego rodzaju karę, ponieważ Mroczny zwykle nie powodował takich obrażeń u swojego ulubionego Mistrza Eliksirów – był zbyt świadom tego, że nikt z jego kręgów nie posiadał takiego poziomu umiejętności, jeśli chodzi o eliksiry, jak Severus oraz nikt nie był w stanie dostać się tak blisko Dumbledore’a. Poppy była całkiem świadoma, w jak niebezpieczną grę gra Severus – wyjawił jej wszystko pewnej nocy w majakach, a potem kazał jej przysiąc, że dochowa tajemnicy.
Uzdrowicielka potrząsnęła głową. Nie dało się pojąć argumentacji szaleńca. Teraz jej jedynym zmartwieniem było wyleczenie szkód, które wyrządził. Wyjęła z torby fiolkę eliksiru przeciwneuropatycznego i wysłała go bezpośrednio do żołądka Severusa – to poradzi sobie z najgorszymi spazmami, które go nękały.
Zaraz po tym, mężczyzna przestał drgać spazmatycznie. Potem wysłała w niego drugi eliksir, tym razem przeciwbólowy szóstej klasy, który był najmocniejszym ze wszystkich możliwych. Po nim kilka zmarszczek na jego twarzy wygładziło się i westchnął.
- Śpij. Dokładnie tak. – Delikatnie odgarnęła jego czarne włosy z oczu, zakładając mu je za ucho. Natychmiast potem zaczęła rzucać zaklęcia, aby naprawić uszkodzone żebra – były popękane, jego płuca i nerki – wszystko to ucierpiało podczas klątwy. Kiedy się wyprostowała, żeby wyjąć słoiczek specjalnej maści, który przygotowała dla Severusa, gdyż najczęściej był tym, który jej potrzebował, odkryła, że stoi za nią Hagrid z jastrzębiem na nadgarstku.
- Hagridzie, co ty sobie myślisz, przynosząc tu tego ptaka? To niehigieniczne.
Freedom kłapnął dziobem na jej irytację. Masz czelność, paniusiu. Jestem idealnie czysty, nie mam wszy ani chorób.
- Ach, Poppy, on jest chowańcem Severusa, więc powinien być ze swoim panem, rozumiesz? Szalał, bo nie mógł zobaczyć profesora, więc wziąłech go tu, by sobie popatrzył. Będzie się teraz zachowywał, bo widzi, że opiekujesz się Severusem.
Poppy zerknęła na ptaka z ciekawością.
- Zachowujesz się tak, jakby mógł cię zrozumieć.
- W jakiś sposób może. Jastrzębie są mądrymi ptakami, bystrzejszymi od sów – powiedział żarliwie Hagrid. – Co z nim?
- Miał poważne urazy nerwów i mięśni, typowe dla Cruciatusa, obrażenia żeber, płuc i nerek, które naprawiłam, a dodatkowo ma gorączkę. Zauważysz na nim też plamy. Przez kilka dni będzie potrzebował eliksirów i będzie musiał mieć cicho i spokojnie. Po nałożeniu maści, podam mu też eliksir przeciwgorączkowy, a potem trzeba go będzie obserwować. Naprawdę powinien być w skrzydle szpitalnym, gdzie sam mogłabym go monitorować.
Hagrid potrząsnął głową.
- Wiesz, że woli być tutaj.
- Tak, wiem. W innym wypadku jego przykrywka może zostać zniszczona. Merlinie broń, by ktokolwiek zobaczył Severusa Snape’a w chwili słabości. – Potem jej wyraz twarzy złagodniał. Chwyciła maść i zaczęła zręcznie ją nakładać, obserwując z zadowoleniem, jak w kilka minut leczy ona siniaki i czerwone wybroczyny. Severus ani razu się nie poruszył, nawet gdy Hagrid odwrócił go, by Poppy mogła wyleczyć jego plecy, gdzie były najgorsze siniaki i rany.
Olbrzym wzdrygnął się i wymamrotał wściekle:
- Pieprzony drań! Powinien być wyśledzony i rozerwany na strzępy przez mantykory oraz spalony przez smoki!
Freedom syknął wściekle na zgodę. Prawda, a ja wyrwałbym mu serce, gdyby tylko tu był, śmierdzący zgred!
- Tak, gdyby tylko tu był, złamałabym swoją Przysięgę Uzdrowiciela i popełniła morderstwo – oświadczyła Poppy, a jej brązowe oczy stwardniały. – Musi zostać powstrzymany.
- Harry go powstrzyma – stwierdził cicho Hagrid.
Poppy westchnęła, wyczarowała na śpiącym pacjencie zestaw spodenek i szpitalnej piżamy.
- O niego też się martwię. Chłopiec jest zbyt młody, zbyt wielki ciężar położono mu na ramiona. Albus prosi o zbyt wiele. Oczekuje, że piętnastolatek zmierzy się z takim potworem. Lily pewnie przewraca się teraz w grobie.
- Tak, ale przepowiednia… on jest wybrańcem – wyszeptał Hagrid.
Poppy prychnęła.
- Tak jak Severus, nie ufam przepowiedniom. Mogą być interpretowane na zbyt wiele sposobów. Ale Albus w nią wierzy, a jeśli Dumbledore w coś wierzy, wierzy też połowa czarodziejskiego świata. Jednak lepiej żeby uważał, bo dostanie to, czego sobie życzył.
- Co masz na myśli?
- Chodzi mi o to, że przepowiednia może okazać się prawdziwa i Harry może pokonać Sam Wiesz Kogo, jednocześnie tracąc własne życie. A wtedy Albus będzie miał całą krew na rękach, dla tego swojego większego dobra!
- N-nigdy nie myślałem o tym – wymamrotał Hagrid.
- Więc zacznij o tym myśleć. Albus, chociaż w większości jest dobrym człowiekiem, nie jest bogiem i popełnia błędy, czasem naprawdę przerażające. – Wskazała na Severusa. – To jest jeden z nich. Stracilibyśmy go, gdyby nie ty, Hagridzie. A to byłaby naprawdę wielka tragedia. Mam tylko nadzieję, że nie zrobi tego samego błędy z Harrym. – Westchnęła. – Widziałam zbyt wiele żyć, zniszczonych przez chcących dobrze ludzi, walczących z potworem, by po raz drugi mieć tyle pobłażliwości, Hagridzie. Droga do piekła jest wybrukowana dobrymi intencjami, a przynajmniej tak mawiał mój ojciec.
- Był mugolem, prawda? – zapytał Hagrid, sadzając Freedoma na wezgłowiu.
- Tak, i jak Severus, jestem półkrwi. Tak jak Harry Potter. Tylko że mój ojciec był o niebo lepszy niż biednego Severusa. – Uzdrowicielka wysłała w śpiącego Mistrza Eliksirów eliksir przeciwgorączkowy, po czym otuliła go okryciem i rzuciła na nie urok ochładzający. Otarła pot z czoła. – Hagridzie, chyba nie zamierzasz pozwolić temu ptaku być tu przez cały czas?
- A dlaczego nie? Poppy, ten ptak kocha Severusa, a czasami to jest najlepsze lekarstwo na wszystko, lepsze nawet od eliksirów i zaklęć – ta świadomość, że ktoś, kogo się kocha, jest w pobliżu. – Potem dodał: – Poza tym, jeśli cokolwiek stanie się temu jastrzębiowi, Severus nigdy nam nie wybaczy.
Poppy poddała się, ponieważ rozumiała więź między panem a chowańcem, a poza tym Hagrid potrafił być tak uparty jak skała, gdy wbił sobie coś do głowy, zwłaszcza jeśli chodziło o zwierzę.
- No dobrze. Ale pamiętaj, że masz obserwować Severusa, a nie bawić się z jastrzębiem, słyszysz? Powinien spać przez dobre cztery, pięć godzin, ale jeśli gorączka stanie się wyższa, wezwij mnie. Severus ma proszek Fiuu albo możesz posłać Twixie. Zostawiam fiolki eliksiru przeciwbólowego, przeciwgorączkowego i kolejną dawkę przeciwneuropatycznego oraz mugolski termometr. Wiesz, jak go używać od ostatniego razu, prawda? – Hagrid skinął głową. – Dobrze. Daj mu wodę i bulion z kurczaka, gdy się obudzi, ale żadnego stałego jedzenia przez jakiś dzień. Jego organizm nie będzie go tolerował. I powiedz mu, że ma zostać w łóżku, póki nie wrócę go przebadać, czyli do jutrzejszego poranka. Mam szpital pełen chorych uczniów.
- Zajmę się nim, Poppy, nie martw się.
Uśmiechnęła się do niego.
- Wiem. Zawsze to robiłeś. – Wyprostowała czapkę i fartuch, po czym powiedziała: – Cóż, pójdę poinformować Albusa o kondycji jego szpiega. Niech się Merlin zmiłuje, ale mam ochotę mocno nim potrząsnąć!
Odeszła z cichym szelestem jej szarych szat, a Hagrid zachichotał i podciągnął sobie krzesło, by usiąść obok łóżka Severusa.
- Poppy lubi narzekać, ale to dobra dusza – powiedział jastrzębiowi. – Kocha Severusa jak syna, wiesz?
Freedom pokiwał twierdząco głową, po czym zeskoczył, by umościć się koło śpiącego Mistrza Eliksirów, wydając z siebie uspokajające odgłosy, niczym matka pocieszająca swoje pisklęta, by je uspokoić i pocieszyć. Teraz to widzę. Razem pomożemy Severusowi wyzdrowieć. Przyjaciele są najlepszym lekarstwem.
Severus poruszył się, wybudzając się z narkotycznego snu z ostrym sapnięciem. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, był jego chowaniec – oczy Freedoma spoglądały w jego własne. Niemal się uśmiechnął. Ale odczuwany przez niego ból nie sprzyjał temu wyrazowi twarzy, ani też już nie był przyzwyczajony do uśmiechania się. Choć kiedyś robił to całkiem często do Lily. Potem zorientował się, że leży na czymś miękkim, a nie na zimnej podłodze salonu w swoich kwaterach. Bardzo powoli odwrócił głowę, bo nawet poruszanie cholernie bolało i wtedy zobaczył Hagrida.
Oczy olbrzyma pojaśniały, gdy zobaczył, że Severus w końcu się obudził.
- Obudziłeś się? Witamy z powrotem, Severusie,
Snape zwilżył usta, po czym zdołał zapytać:
- Jak długo… spałem?
- Jakieś sześć czy pięć godzin. Poppy powiedziała, że będziesz tyle spał. Nie będę się kłopotał pytaniem, jak się czujesz, bo mogę powiedzieć że okropnie. Chcesz coś do picia?
Severus skinął głową, krzywiąc się. To był chyba dotychczas najgorszy jego stan po sesji z Voldemortem. To w jakiś sposób pamiętał. Zacisnął zęby, gdy Hagrid delikatnie wsunął ramię pod jego głowę, pomagając mu się unieść na tyle, by się nie zakrztusił, gdy Hagrid docisnął szklankę wody do jego ust i pozwolił mu przełknąć.
Woda smakowała doskonale chłodno i dało się odczuć posmak cytryny.
- I jak?
- Lepiej – powiedział Severus, mówiąc wyraźniej, gdy jego gardło nie było tak suche. – Jak mnie znalazłeś?
- Twój chowaniec zawołał Twixie, ona zawołała mnie, ja zawołałem Poppy i tak jesteśmy w tym miejscu – odpowiedział zwyczajnie Hagrid.
- Freedom zawołał Twixie?
- Z pewnością. Masz tu ciekawego jastrzębia, Severusie.
Musiałem coś zrobić, Severusie. Myślałem, że umierasz i… nie chciałem być znowu sam.
- Cii. Mówiłem, że nie umieram, głupi ptaku – wymamrotał zrzędliwie Mistrz Eliksirów, choć był całkiem poruszony oddaniem swojego chowańca. Krzywiąc się, zdołał unieść dłoń i przeczesać pióra jastrzębia.
Freedom pochylił głowę, żeby Severus mógł łatwo go dotknąć, a szczęka Hagrida opadła.
- Możesz go zrozumieć? Ale jak?
- Eliksir. Pozwala mi na rozmowę z jastrzębiami przez cztery dni.
Brodatą twarz Hagrida rozjaśnił szeroki uśmiech.
- To wspaniałe, Severusie! Teraz masz kogoś, z kim możesz porozmawiać i ci odpowie. To imponujące, naprawdę!
Severus poczuł, że jego usta drgają lekko, bo entuzjazm Hagrida był zaraźliwy.
- Tak, chyba że akurat jest pyskatym wrzodem na tyłku.
Hej, pamiętaj, że ten pyskaty wrzód na tyłku uratował ci życie.
Severus uniósł brew.
- Och, naprawdę? Hagridzie, jak źle było?
- Bardzo, chłopaku. Poppy powiedziała, że dwa razy gorzej niż ostatnim razem. Zostawiła dla ciebie eliksiry i powiedziała, że masz nie wychodzić z łóżka, póki nie wróci. Dała mi ścisłe rozkazy i zamierzam upewnić się, że je dokładnie wypełnisz.
Snape parsknął, choć sądząc po tym, jak się czuł, w tym momencie nie zamierzał sprzeciwiać się żadnemu ze swoich opiekunów. Mógł być dumny, ale nie głupi. A to, że Hagrid znowu zaczął nazywać go „chłopakiem”, jak to robił, gdy Severus był uczniem, oznaczało, że był bardzo zmartwiony i zaniepokojony, ponieważ przestał to robić, gdy Severus został profesorem. To oznaczało, że jastrząb miał rację.
Severus delikatnie przekręcił głowę i wymamrotał:
- Dziękuję, Freedom.
Nie ma za co.
Severus skupił wzrok z powrotem na Hagridzie.
- Kto jeszcze wie poza tobą i Poppy?
- Dyrektor. Poppy powiedziała mu, gdy tylko skończyła cię leczyć i sam przyszedł się upewnić. Wyglądał na bardzo zmartwionego i próbował cię dotknąć, ale twój jastrząb – Freedom, tak? – niemal odgryzł Dumbledore’owi palec. Nie rozumiem, dlaczego.
Bo to JEGO wina, że Severus jest w takim stanie! – syknął wściekle Freedom. – On wysłał go z powrotem do tej żałosnej żmii!
- Zgodziłem się iść – sprzeciwił się Severus. – Wiesz, dlaczego. Obiecałeś, że będziesz się zachowywał. Ja bym tego nie nazwał zachowywaniem się.
Naprawdę go nie ugryzłem. Tylko go trochę postraszyłem.
- Następnym razem się powstrzymaj. Jeśli jesteś w stanie. Muszę pod nim pracować, a nie chcę, żeby Ministerstwo nakazało mi cię uśmiercić, bo jesteś zagrożeniem – tak samo zrobili Hagridowi z Hardodziobem, jego hipogryfem.
- Dumbledore nigdy nie nakazałby zabić twojego chowańca, Severusie – zaprotestował Hagrid.
- Albus może nie, ale są inni, którzy by to zrobili, gdyby się dowiedzieli o jego tendencji do odgryzania ludzkich palców – powiedział surowo Mistrz Eliksirów. – Na przykład Umbridge. Jest urzędniczką Ministerstwa w każdym calu i nie ufam jej.
Nigdy nawet nie dotknąłem tego starego głupca! Chroniłem cię! I za to by mnie zabili?- zaskrzeczał Freedom. – Coś jest naprawdę nie tak z ludźmi u władzy w tym miejscu!
- Uspokój się. Nikt cię nie zabije. Chyba że ja, za to że ogłuchłem od skrzeczenia w ucho.
Och. Wybacz.
- Jednak masz rację. Ministerstwo nie jest najbystrzejsze, gdy chodzi o politykę względem czegokolwiek niezwykłego czy innego, a zwłaszcza, jeśli chodzi o nie-ludzi. Więc dla własnego dobra… i mojego… trzymaj dziób z dala od dyrektora.
Dobrze, Severusie, powiedział pokornie Freedom, a Snape rzucił jastrzębiowi ostre spojrzenie.
Nagła akceptacja ptaka wzbudziła w nim podejrzliwość, bo jastrząb nie był łagodnym chowańcem, ale potem westchnął, zbyt zmęczony, by zastanawiać się nad zachowaniem ptaka. Być może groźba przestraszyła nieco ptaka, choć Severus szczerze w to wątpił.
- Lepiej zostaw też Umbridge w spokoju, Freedom – powiedział Hagrid jastrzębiowi. – Nie wydaje się typem, który przepada za zwierzakami. Wywołuje u mnie gęsią skórkę, naprawdę.
Freedom tylko skinął głową, a samo wspomnienie jej imienia wywołało u niego dreszcz, choć nie do końca wiedział, czemu. Ale jeśli Severus jej nie lubił, ani Hagrid, to z pewnością on też by jej nie polubił.
Hagrid nagle przypomniał sobie, że powinien podać Snape’owi eliksiry, które zostawiła Poppy.
- W każdym razie, Dumbledore kazał ci przekazać, gdy się obudzisz, że bardzo mu przykro, że zostałeś ranny i żebyś wracał szybko do zdrowia. A to są twoje kolejne eliksiry.
Snape zerknął na fiolki, stojące na jego szafce nocnej.
- Przeciwbólowy, przeciwgorączkowy i przeciwneuropatyczny, zgadza się?
Hagrid skinął głową, niezbyt zaskoczony tym, że Mistrz Eliksirów rozpoznał eliksiry zwyczajnie na nie spoglądając. Severus był znany z bycia najlepszym Mistrzem Eliksirów w Europie i miał pamięć fotograficzną.
- Tak, chłopaku. Który chcesz pierwszy?
Snape rozważył to pytanie.
Zobaczmy, jak dobrze ty zniesiesz swoje leki, rozradował się Freedom.
Snape spiorunował go mroźno wzrokiem, po czym odpowiedział:
- Najpierw eliksir na nerwy.
- Dobrze. – Hagrid odkorkował fiolkę. – A teraz pomogę ci nieco usiąść. – Olbrzym delikatnie ułożył Snape’a w pozycji półsiedzącej, podpierając mu głowę jedną ręką.
Snape spróbował sam przytrzymać fiolkę, ale jego dłoń trzęsła się tak, że niemal rozlał zawartość na siebie. Przeklął w duchu – Boże, ale on nie znosił być tak bezradny!
- Spokojnie. Pozwól sobie pomóc – wyszeptał Hagrid, przechylił butelkę, kładąc dłoń na palcach profesora.
Severus przełknął eliksir, krzywiąc się z powodu okropnego smaku. Ale spodziewał się go. Żaden uzdrawiający wywar nie smakował dobrze z powodu tego, że większość ziół i składników uzdrawiających było gorzkimi esencjami.
To dlatego większość czarownic lękało się podawać leki swoim małym dzieciom.
Po eliksirze Hagrid podał mu wody, a następnie Severus wskazał, że chce wziąć następny przeciwgorączkowy.
Pół szklanki wody później, wziął ostatni eliksir.
Poczuł, jak przepływa przez niego senność, gdy eliksiry ponownie stępiły ostry ból.
Hagrid delikatnie położył jego głowę na poduszce.
- Chciałbyś trochę rosołu? Poppy mówi, że możesz jeść to i wodę, bez solidnych posiłków. W innym wypadku zwymiotujesz.
- Wiem. Potem. Jestem zmęczony.
W następnej chwili ciemne oczy zamknęły się i Mistrz Eliksirów zasnął.
Pojawiła się Twixie i przyniosła Hagridowi kolację, lewitując ją przy łóżku Severusa, podczas gdy gajowy jadł, jednocześnie karmiąc Freedoma kolejnymi dwoma myszami. Potem półolbrzym wrócił do obserwowania Severusa, wiedząc, że ofiary klątwy Cruciatus często cierpią po niej na koszmary.
Rzeczywiście, bardzo wcześnie rano, Severus zaczął rzucać się i jęczeć, zaskakując śpiącego na wezgłowiu Freedom.
Hagrid natychmiast obudził się i zobaczył, co się dzieje. Podszedł do łóżka i zawołał Severusa po imieniu, wiedząc, że lepiej go nie dotykać, gdy jest w takim stanie.
- Severus? No dalej, chłopaku, obudź się!
Severus!
Po kilku minutach, Mistrz Eliksirów obudził się – głosy jego przyjaciół przeniknęły do koszmarnego labiryntu, w którym wędrował, labiryntu pełnego kości i twarzy wszystkich niewinnych i tych, których kochał, a którzy zginęli z rąk Czarnego Pana, wszyscy sięgali po niego, krzycząc i błagając o ratunek, podczas gdy on obserwował bezradnie, bezustannie dręczony.
- Co? Gdzie?
- Miałeś koszmar, ale teraz już wszystko w porządku.
- Och. – Severus skrzywił się, wściekły na samego siebie.
Hagrid patrzył na niego z niepokojem, zauważając, że rumieńce wróciły na blade policzki.
- Wygląda na to, że znowu dostałeś gorączki. Zmierzmy ci temperaturę. – Wziął termometr, który zostawiła Poppy, a Severus otworzył usta.
Kilka minut później, Hagrid wyjął urządzenie i skinął głową.
- Tak. 38,5 stopni Celsjusza. Zawołam Poppy. Potrzebujesz mocniejszego eliksiru przeciwgorączkowego.
- Nie – powiedział ochryple Severus, jego ciemne oczy były zaszklone, ale pełne logiki. – Mam tutaj silniejszy, w szafce łazienkowej. Mam też Bezsennego Snu.
- Och. Powinienem to wiedzieć – zadudnił olbrzym i wstał, by znaleźć nowe eliksiry.
Po podaniu ich pacjentowi, wrócił do swojego nocnego czuwania, łagodnie obmywając twarz Mistrza Eliksirów chłodną, mokrą szmatką. Freedom siedział nad nim, obserwując to z niepokojem.
Ale stan Severusa ustabilizował się i spał spokojnie, aż następnego ranka nie przybyła Poppy, by go przebadać.
Jego gorączka do tego czasu spadła i kobieta ogłosiła, że powoli wraca do siebie oraz pozwoliła mu chodzić tylko do łazienki, ale po tym nakazała mu zostać w łóżku i podała mu więcej eliksirów. Nalegała też, żeby zjadł nieco bulionu z kurczaka zmieszanego z eliksirem odżywczym oraz mały kawałek tostu z sokiem.
Severus burknął, ale posłuchał, ponieważ nie znosił bycia tak słabym, a wiedział, że najszybszą drogą na powrót do zdrowia jest odpoczynek.
Poppy uniosła brew i zdecydowała, że jego nowy chowaniec musi mieć na niego dobry wpływ, bo normalnie trudno było z nim wytrzymać, gdy był chory.
Severus posłał jej mordercze spojrzenie za ten komentarz, ale Hagrid tylko zachichotał i powiedział:
- Mówiłem ci, Poppy. Najlepszym lekarstwem na wszystko jest dobry przyjaciel. Albo chowaniec.
- Hymm. Następnym razem, jak pan Potter pojawi się w skrzydle szpitalnym, przyprowadzę do niego Hedwigę z Sowiarni. Może wtedy będzie siedział na miejscu. Zawsze próbuje zbyt szybko wstać, dokładnie jak profesor. Dziękuję, Hagridzie.
Severus skrzywił się, burcząc pod nosem coś o byciu porównywanym do „tego cholernego bachora, ze wszystkich koszmarów!”
Dwójka zignorowała do, bo wiedzieli, że powiedzieli tylko prawdę. Chłopiec, który przeżył i złośliwy Mistrz Eliksirów byli bardziej do siebie podobni, niż którykolwiek z nich miałby kiedykolwiek przyznać.



Wybaczcie, że nie było mnie tak długo, ale teraz postaram się spiąć tyłek i przetłumaczyć (i napisać!) nieco więcej. Życzcie weny!!!

3 komentarze:

  1. Miło znowu coś od Ciebie przeczytać nawet jeśli to tylko tłumaczenia. Chociaż nadal nie mogę doczekać się nowego rozdziału Twojego opowiadania.
    Pozdrawiam F:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się że wróciłaś. Powodzenia w spinaniu tyłka i dużo weny

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    wspaniale, Freedom o tak wspaniałe imię bardzo troszczy się o Severua ma najlepsza opiekę...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń