sobota, 14 maja 2016

NDH - Rozdział 15



Harry zbiegł po schodach do Wielkiej Sali. Nie wiedział, że uprawianie magii może tak bardzo poprawić apetyt, ale po spędzeniu ostatnich dwóch godzin z profesorem Flitwickiem i pracując nad swoim Accio, Harry był wygłodniały.
Gdy, cztery dni temu, Harry wrócił ze swojej nocnej wizyty u Weasleyów, profesor Snape powitał go ze zmienionym planem lekcji. Oprócz swoich regularnych zajęć (i, oczywiście, Quidditcha), Harry miał teraz indywidualne zajęcia z profesorami Flitwickiem, McGonagall i, oczywiście, Snape’m. Zamrugał, gdy profesor Snape zamachał mu nowym harmonogramem pod nosem.
- Ale dlaczego mam mieć dodatkowe lekcje? – spytał zaciekawiony.
- Głupi dzieciak! – skarcił go Snape. – Musisz dążyć do przezwyciężenia niedoskonałości w swoim wychowaniu. Te obrzydliwe stworzenia, z którymi żyłeś, źle przygotowali cię do życia w czarodziejskim społeczeństwie. Podobnie jak musisz brać odżywcze mikstury, żeby przezwyciężyć fizyczne zaniedbania, musisz tak samo pobierać naprawcze zajęcia, by przezwyciężyć ich nieuwagi w rozwoju twoich zdolności magicznych. – Snape nie widział powodu, by wyjawić bachorowi, że powiedział innym profesorom jasno, że nie tylko mają skoncentrować się na naprawczym materiale, ale w rzeczywistości oczekuje, że poszerzą wiedzę Harry’ego tak szybko, jak to możliwe.
Wizyta Snape’a w Azkabanie, słuchanie maniakalnych krzyków i wycia Bellatrix i groźby kilku innych towarzyszy, uświadomiły mu rzeczywistą sytuację Harry’ego jak cios w brzuch. Chłopiec był praktycznie mugolem, a jednocześnie jedni z najbardziej złych i pokręconych czarownic i czarodziejów w Wielkiej Brytanii chcieli go zabić. Jeśli Czarny Pan kiedykolwiek wróci – albo niekończące się starania Lucjusza Malfoya, by umocnić jego władzę polityczną się powiodą – Harry będzie musiał być dobrze przygotowany do obrony. Siedzenie w klasie, będąc otoczonym przez bandę małych cymbałów próbujących unieść pióro, było śmiesznym marnowaniem czasu. Powinien być pospieszany przez materiał tak szybko, jak pozawalały na to jego umysł i magia, nie musząc cierpliwie czekać, aż idioci jak Longbottom postarają się nadrobić zaległości.
Jeśli pomyślał, że Albus pozwoliłby mu uciec, Snape w ogóle wyciągnąłby Harry’ego ze szkoły i zamiast tego nauczał indywidualnie w nienanoszalny miejscu. Zdając sobie sprawę, że szalejący sentymentalizm Dumbledore’a nigdy nie pozwoliłby Harry’emu ominąć rzekomej radości z młodości w szkole (nie żeby Snape kiedykolwiek znalazł jej wiele, by cieszyć się czasem, gdy był uczniem Hogwartu, a przynajmniej innej poza bezspornym faktem, że był z dala od domu), a McGonagall nigdy by nie pozwoliłaby odejść swojemu utalentowanemu Szukającemu z drużyny domu, Snape zdecydował, że lepiej nie angażować się w walkę, wiedząc, że się przegra. Zamiast tego, upewnił się, że Harry zacznie dostawać zaawansowane lekcje z profesorami, którym Snape ufał… to jest, tak bardzo jak ufał komukolwiek.
Snape był bardziej niż gotowy mieć do czynienia z tym małym potworem, gdyby chciał jęczeć o utratę wolnego czasu i jego możliwość do siedzenia bezczynnie z innymi pustogłowymi idiotami. Być może kilka godzin spędzonych na patrzeniu w kąt lub na przepisywaniu stron z podręcznika przekonałoby bachora, że dodatkowe lekcje były dużo bardziej zabawne niż alternatywy.
- Nie będę tolerował żadnych skarg na temat twojego braku niezaplanowanego czasu wolnego, Potter – kontynuował Snape podniesionym głosem. – Jesteś tutaj, by się uczyć, niezależnie od tego, co twoi kretyńscy rówieśnicy mogą myśleć, a jeśli…
Harry skrzywił się z zakłopotaniem.
- Ja nie narzekam, profesorze – zaprotestował. – Tylko nie wiem… eee, to znaczy, nie mogę… - Spuścił wzrok zakłopotany. To upokarzające!
Harry doskonale wiedział, że potrzebuje dodatkowych lekcji; jego wizyta w Norze, gdzie magia była wykorzystywana w sposób przypadkowy, automatyczny do wykonywania codziennych prac domowych, nauczyła go, jak nowy jest świat, w który wszedł. Tak bardzo, jak cieszył się czasem u Weasleyów – po tym dość niefortunnym początku, - uświadomiło mu, jak niewiele wiedział o czarodziejskim społeczeństwie.
Hogwart był miejscem, gdzie uczniowie uczyli się wykorzystywać ich magię, więc naturalnie była wokoło. Ale ponieważ większość uczniów była wciąż stosunkowo niewykwalifikowana w magii, nie była jeszcze w pełni zintegrowana z życiem uczniów. Harry i jego koledzy nadal robili wiele ze swoich codziennych zadań w sposób, który nie różnił się od mugolskiego, ale w Norze Harry po raz pierwszy zobaczył, jak to jest żyć w magicznym domu, pomiędzy potężnymi, dojrzałymi czarodziejami i czarownicami.
Molly, Artur, Bill i Charlie używali magii tak samo łatwo jak oddychali. Raczej przywoływali przedmioty zamiast przejść do kolejnego pokoju, by je odnaleźć. Sprzątanie w domu odbywało się za pomocą magii, a nie wysiłku. Książki, czasopisma i gdy w tym domu były (mimo fascynacji Artura wszystkimi mugolskimi przedmiotami) zupełnie dla Harry’ego obce.
Więc, gdy zafiukał z powrotem do Hogwartu i profesor Snape poinformował go – z typową troskliwością! – że zorganizował dodatkowe korepetycje, pierwszą reakcją Harry’ego była prawdziwa ulga. Potem jednak przypomniał sobie, jak dużo w mugolskiej szkole specjalne lekcje – czy to dodatkowe przygotowanie z matematyki, czy nauka grania na instrumencie, czy uczestnictwo w sportowym zespole – kosztują. Chociaż Harry wciąż przyzwyczajał się do czarodziejskiego świata, nie potrafił wymyślić żadnego powodu, dlaczego czarodziejscy nauczyciele mieliby różnić się od tych mugolskich i unikać zapłaty za dodatkowy czas i wysiłek.
Harry wiedział, że musi się jeszcze wiele nauczyć o ekonomii w swoim nowym świecie – poza takimi podstawami jak ile knutów jest w galeonie, - ale opłata za Hogwart musi dużo kosztować i choć nie miał szans rozejrzeć się w swoim skarbcu, gdy Hagrid zabrał go do Gringotta, wiedział, że jakiekolwiek pieniądze, które tam były, musiały mu starczyć dopóki nie będzie na tyle dorosły, by mieć własną pracę. Był pewien, że oprócz opłat za szkołę, mundurki, składniki do eliksirów, podręczniki i różnorodne czekoladowe żaby, będą inne wydatki, gdy będzie dorastał – czy czarodzieje chodzą na uniwerek, a jeśli tak, jak dużo to kosztuje? – i dlatego był podejrzliwy, wydając pieniądze, które niekoniecznie musi wydać.
Może zamiast nauczania, mógłby po prostu dodatkowo czytać? Granger byłaby prawdopodobnie podekscytowana do granic możliwości, gdyby poprosił ją o radę, a może profesor Snape zasugerowałby mu kilka książek. Faktycznie jeszcze nie spędził wiele czasu w hogwardzkiej bibliotece, ale na pewno mieli jakieś książki, które pomogłyby urodzonym w mugolskiej rodzinie i – podniosłyby wiedzę na temat czarodziejskiego świata?
- Czego nie możesz, bezczelny bachorze? – zażądał Snape. Tracić czasu? Przeszkadzać? Oczywiście dziedzictwo po ojcu chłopca dało o sobie znać.
Harry, szkarłatny, gapił się na swoje nogi. Teraz już wiedział, jak czuł się Ron, gdy wszyscy inni kupowali mu słodycze w Hogwart Express.
- Eee… Po prostu moi krewni nie, no wie pan, pomogą mi pieniężnie, a po prostu nie jestem pewny, ile pieniędzy zostało w skarbcu rodziców, a chcę być pewny, że wystarczy mi na wszystkie siedem lat w Hogwarcie…
- I? – zażądał Snape. Co ten dzieciak plecie? Co za różnica, ile pieniędzy jest na koncie Potterów?
- No – wymamrotał Harry, - wiem, że potrzebuję korepetycji, ale pan i inni profesorowie musicie być bardzo wysoko opłacani skoro jesteście tacy mądrzy i pracowici i w ogóle, i po prostu nie jestem pewny, czy potrafię za to zapłacić.
Świat Snape’a zawirował wokół niego. Chłopak naprawdę myślał…
- Potter! – trzask w jego głosie sprawił, że dzieciak podniósł głowę z szeroko otwartymi z niepokoju oczami. – Czy twój prostacki kuzyn musiał sam płacić za szkołę?
- Nie, proszę pana – odpowiedział Harry, myśląc, że mugolski świat musi być dla profesora kompletnie nieznany, skoro wyobraża sobie coś takiego. – Moja ciotka i wuj płacili za wszystko, czego Dudley potrzebował do szkoły – czy cokolwiek innego – dodał niechętnie. – Tak to działa u mugoli. Rodzice płacą za rzeczy swoich dzieci. Ale moi krewni nigdy nie płacili za coś dla mnie, mnie tylko w mugolskiej szkole i zdecydowanie nie tutaj. Mam na myśli, że gdy Dudley chciał…
Snape chwycił grzbiet swojego nosa, gdy mały przygłupi nowicjusz opowiadał o tym, jak jego straszni krewni zepsuli ich tłustego syna, kompletnie nie rozumiejąc jego pytania.
- Potter. Twoja ciotka i wuj płacili za twojego kuzyna, prawda?
- Tak, proszę pana.
- Bo jest to ich obowiązek.
- Tak, proszę pana. – Harry pomyślał, że rozumie, co Snape ma na myśli. – Ale, proszę pana, oni naprawdę nie myślą o mnie jako o obowiązku, któremu są coś winni. Jestem bardziej jak…
Snape przerwał mu, zanim Harry mógł powiedzieć coś, co mogłoby się okazać zbyt przygnębiające.
- Tak, twoi krewni postawili swoje opinie dość prosto. – To dlatego Black będzie miał z nimi niezłą zabawę. – Jednak, zapomniałeś o czymś.
Harry zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- Ummm, o czym, proszę pana?
Snape spiorunował go wzrokiem. Bezczelny, arogancki, lekkomyślny bachor!
- Jesteś teraz moim obowiązkiem. Jako taki, ja będę odpowiedzialny finansowo za ciebie, gdy jesteś niepełnoletni.
Szczęka Harry’ego opadła. To jedno, że profesor kupił mu kilka prezentów – wspaniałych prezentów, pamiętajcie! – a co innego, przejąć pełną odpowiedzialność finansową za Harry’ego. Nigdy nie przebiegło Harry’emu przez myśl, że profesor Snape był gotów zrobić więcej niż pozwolenie Harry’emu mieć swój pokój w jego kwaterach i zapewnianie ojcowskiego nadzoru i dyscypliny. Z pewnością to było wystarczające obciążenie dla tego mężczyzny!
Powiedzieć, że oprócz tego wszystkiego, był gotów wydawać własne pieniądze na Harry’ego, jakby naprawdę był członkiem jego rodziny… Nawet prawdziwi krewniacy Harry’ego byli temu niechętni. Dursleyowie zawsze wyjaśniali ich pazerne traktowanie Harry’ego głośnymi skargami, jak wiele kosztuje zapewnienie dachu nad głową i nakarmienie niechcianej sieroty. A teraz profesor Snape kładł na siebie taki ciężar i nawet nie komentował tego?
- A-ale dzieci są drogie, profesorze! – wypalił Harry, zanim zdążył przyzwyczaić się do tego pomysłu. Oczywiście, profesor nie miał pojęcia, co oferuje. – To znaczy, nie będę dużo jeść, gdy nie będzie semestru w Hogwarcie, ale po prostu pozwolenie mi żyć z panem będzie dużo kosztować. Pomyślałem, że wezmę pieniądze z mojego skarbca i…
- Czy ja wyglądam na właściciela gospody, Potter? – warknął Snape, czując ostry ból w klatce piersiowej na głębokie przekonanie dzieciaka, że nikt nigdy nie chciałby go jako członka rodziny, ale byłby tylko skłonny tolerować jego obecność w zamian za finansową rekomendację. Jak zwykle, empatia wprawiła go w zły humor. – Nie chcę i nie potrzebuję zwrotów za moją opiekę. Jestem teraz w podobnej pozycji, jak twój wuj do twojego kuzyna. Wątpię, że twój kuzyn miał przedstawiany tygodniowy rachunek na pokrycie pokoju i wyżywienia.
Harry prychnął.
- Gdyby tak było byłby długi na cztery zyliony stron! – Ale potem spoważniał. – Ale, proszę pana, po co to wszystko?
Snape uniósł brew.
- Czy nie prosiłeś mnie, bym został twoim opiekunem?
Szczęka Harry’ego ponownie opadła. Snape rzeczywiście myślał, że oczekiwał od niego podjęcia tak ogromnego ciężaru? I Snape naprawdę był gotów to zrobić? Tylko dlatego, że Harry go poprosił?
- T-tak – przełknął, - ale nigdy nie miałem na myśli, że będzie pan musiał płacić za wszystkie moje rzeczy lub…
Snape spiorunował go wzrokiem.
- Durny bachor. Nigdy nie powinieneś żądać rzeczy, jeśli nie wiesz, o co prosisz, szczególnie w magicznym świecie. To dobrze, że przynajmniej jestem w pełni świadomy odpowiedzialności prawnego opiekuna.
- Ale… Ale nie powinien pan płacić…
Snape ponownie go zlekceważył.
- Pozwalasz sobie mówić mi, jak mam żyć z moimi obowiązkami, Potter? Albo – co gorsza – sugerujesz, że przejąłem odpowiedzialność, którą spełniam niechętnie?
Harry mógł być w szoku, ale nie był głupi.
- Nie, proszę pana!
- Zatem proszę, byś zachowywał swoje bezmyślne i źle poinformowane ględzenie dla siebie, bezczelny łotrze. Masz jedenaście lat. Nie masz martwić się o szczegóły dotyczące wsparcia finansowego. To jest mój obowiązek, nie twój. Twoim obowiązkiem jest przestrzeganie mojego zdania. Jeśli ustaliłem, że dodatkowe korepetycje są konieczne, masz się nie martwić o szczegóły finansowe korepetycji, ale po prostu uczestniczyć w sesjach zgodnie z wymaganiami i podnosić sowje umiejętności. Nie będę tolerował lenistwa, panie Potter! Jeśli nie uda ci się uczestniczyć w swoich zajęciach – jakichkolwiek zajęciach – możesz spodziewać się bardzo nieprzyjemnych wyników.
I znowu to się stało. Pomimo swojego najlepszego, najgroźniejszego spojrzenia, krnąbrny bachor rozpromienił się z naiwnym uśmiechem na twarzy! Snape prawie przeklął sfrustrowany. Jak miał zaszczepić strach w tym małym diable skoro jego ostrzeżenia zostały niezauważone?
- Będę się uczyć ciężej niż wszyscy – nawet Hermiona! – obiecał Harry, a jego serce śpiewało. Merlinie, to takie miłe mieć kogoś, kto się tobą opiekuje! Teraz nie będzie musiał czuć, że jest tak głupi, gdy inne dzieci zaczynały mówić o różnych zaklęciach lub czarodziejskich pismach lub którejkolwiek z tysiąca innych rzeczy, które  były drugą naturą dla tych, którzy dorastali w czarodziejskim świecie.
Hmf. Cóż, przynajmniej bachor mówi właściwe rzeczy. Snape spiorunował go wzrokiem jeszcze raz, tylko po to, by być po bezpiecznej stronie i odesłał go z powrotem do dormitorium.
Kilka pierwszych lekcji poszło dobrze, rozważał Harry radośnie. Uczenie się więcej niż tylko to, co było w programie nauczania  dawało mu lepsze zrozumienie materiału poprzez poszerzenie kontekstu. Teraz, gdy więcej rozumiał, do czego można by użyć transmutacji i zaklęć, było mu o wiele łatwiej być zainteresowanym ćwiczeniami, a po to, by zobaczyć znaczenie unoszenia piór i zmieniania igły w wykałaczkę. A fakt, że uczył się nowych rzeczy na dodatkowych lekcjach sprawiał, że czuł się, jakby wiedział trochę więcej niż jego koledzy, cóż, to była po prostu ta najlepsza część. Niektóre dzieci już zaczęły to dostrzegać i prosiły go o pomoc, co było zupełną zmianą od swoich mugolskich czasów szkolnych, kiedy zawsze był uważany za głupiego, dzięki Dursleyom.
Jedynym problemem jeśli chodzi o dodatkowe lekcje było to, że zazwyczaj były tak interesujące, że Harry zostawał do późna – a to oznaczało, że spóźniał się na kolację. Ponieważ profesor Snape był raczej marudny, gdy Harry był spóźniony, a zwłaszcza na posiłki, Harry starał się być punktualny. Myślał, że to strasznie miłe, że profesor Snape tak martwi się o jego nawyki żywieniowe – co jadł, ile, kiedy, czy zjadł szybko, czy wolno, i tak dalej, - ale doszedł do wniosku, że każdy ma swoje dziwactwa, a jeśli od profesora było robienie zamieszania wokół jedzenia przez Harry’ego wystarczającej ilości warzyw, cóż, to w porządku.
Ale to oznaczało, że Harry musiał się spieszyć, jeśli miał być przy stole Gryffindoru w momencie, gdy jedzenie było podawane. Musiał biec do dormitorium, by zostawić książki, po tym, jak profesor Flitwick wreszcie wygonił go z biura, i pomimo biegu przez większą cześć drogi, było już jasne, że będzie jednym z ostatnich, którzy przybędą do stołu. Po opuszczonych korytarzach mógł powiedzieć, że większość szkoły była już w Wielkiej Sali.
- Hej! Patrzcie, kto tam jest! – Na początku nie zarejestrował krzyku za nim, ale dopiero potem odgłos biegnących kroków przykuł jego uwagę.
Harry odwrócił się w samą porę, by zobaczyć czwórkę dużych chłopców – prawdopodobnie z szóstego lub siódmego roku – biegnących do niego. Wszyscy byli ubrani w szaty Krukonów i Harry nie sądził, że zna któregoś z nich.
- Cześć – zaoferował trochę niepewnie. Nie podobał mu się sposób, w jaki poruszyli się, by go otoczyć, a on wycofywał się, póki nie trafił na ścianę.
- Cześć – powiedział najwyższy chłopak, uśmiechając się. Harry nie był pewny, dlaczego, ale było coś w tym uśmiechu, co sprawiło, że czuł się nieswojo. – Jesteś Harry Potter, prawda?
Harry przytaknął. Miał prawdziwą nadzieję, że nie będą prosić, by pokazał bliznę.
Chłopak odwrócił się do pozostałych.
- Widzicie? Mówiłem wam, że to on. Chłopiec, Który Przeżył. Chłopiec, Który Nigdzie Nie Chodzi Sam.
Harry zmarszczył brwi. Słyszał o pierwszym tytule, ale o drugim, nie.
Inny Krukon uśmiechnął się i podszedł bliżej. Harry odsunął się. To zaczynało mu przypominać Polowanie-na-Harry’ego.
- Tak, masz rację, Jeffreys, choć nie można winić reszty za zakwestionowanie cię. Potter zawsze ma przy sobie świtę. Kto by się spodziewał, że będzie tu sam, samiuteńki?
- Nie mam świty – sprzeciwił się Harry. – Po prostu mam przyjaciół.
- Oczywiści, że masz – wymruczał pierwszy, przyjaźnie głaszcząc ramię młodszego chłopca. – Ale to sprawiło, że trudno nam porozmawiać z tobą na osobności.
Harry spojrzał na pozostałych chłopaków. Wszyscy byli wysocy i wysportowani i teraz otaczali go półkolem, skutecznie go zatrzymując.
- O czym chcecie porozmawiać? – zapytał, a jego niepokój wzrósł. Co mogłoby od niego chcieć grono starszych chłopaków z innego domu?


CDN…

4 komentarze:

  1. N jak Nicość14 maja 2016 11:07

    Trochę jestem zawiedziona - tak bardzo chciałam przeczytać o tym, jak Harry opowiada Severusowi o tym jak było u Rona, a tu nic :( ciekawe czy powie mu o tym, że chciałby wiedzieć co piszą młodzieżowe pisemka dla młodych czarodziejów ;)

    Jestem też bardzo ciekawa co to za ludzie na niego napadli przed wejściem do wielkiej sali. Mam wielką nadzieję na to, że Sev się zezłości, że nie ma Harry'ego i wyjdzie go poszukać, i że go uratuje tak jak należy <3 I mam nadzieję, że łobuzy nie będą chciały wmówić Harry'emu takich samych miłych rzeczy, do których przekonywali ich Dursleyowie przez te wszystkie lata.

    Poza tym mój ulubiony fragment:
    "jesteś teraz MOIM obowiązkiem" :D :D :D Snape taki czuły... :D :D <3

    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej :)
    Chciałabym serdecznie zaprosić cię do nowo powstałego katalogu opowiadań :)
    katalog-fanfiction-ksiazkowych.blogspot.com
    Pozdrawiam
    Nicolette

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdzial :D nie mogę się doczekać następnego xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    co to za jedni zaczepili Harrego? i w zasadzie po co? tak, tak Severusie twoje ostrzeżenia to dla Harrego po prostu to, że się niego martwisz...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń