sobota, 14 maja 2016

NS - Rozdział 5 - Gorzka prawda



Delikatny dotyk na twarzy wyrwał Harry’ego z bezsennego snu. Gest był znajomy, ale zarazem obcy. Nie chcąc opuścić spokoju, Harry jęknął w proteście i odwrócił twarz. Nadal był zmęczony i chciał nic więcej tylko odpoczywać.
Nagle dotarło do Harry’ego, że takie działanie może skutkować karą. Jego ciało natychmiast napięło się, gdy oczy szybko otworzyły. Nie potrafiąc widzieć wyraźnie usiadł prosto i cofnął się od rozmazanej osoby przy jego łóżku. Wyglądała zbyt chudo, by być jego wujem i była zbyt wysoka, by być jego ciotką. Chaos i strach wypełniły go. Co się tutaj, do diabła, dzieje?
- Harry? – spytał miękki głos. – Harry, wszystko w porządku?
Głos brzmiał przyjaźnie, ale Harry był zbyt zdezorientowany, by pomyśleć, kto mógłby zastanawiać się, czy wszystko z nim w porządku, czy nie. Odsuwał się od nieznanej osoby aż ręce chwyciły jego ramiona i uniemożliwiły mu dalsze uciekanie. Wspomnienie krytykującego go wuja pojawiło się w jego umyśle.
- Przepraszam! – zawołał szybko. – Przepraszam wuju! Nie chciałem zasnąć! Przysięgam!
- Harry, wsłuchaj się w mój głos. Nie jestem twoim wujem. Obiecuję, że nie zrobię ci krzywdy. Jesteś w Hogwarcie, pamiętasz? Jesteś tu bezpieczny, z dala od niego.
Harry przestał walczyć, ale jego ciało nadal było napięte. Dlaczego ten głos brzmiał tak znajomo? Skąd go znał?
- Hogwart? – spytał nerwowo. Jedno z jego ramion zostało uwolnione. Spojrzał na rozmazanego mężczyznę, który sięgał po coś, a następnie wsunął na nos Harry’ego. Wszystko nabrało ostrości. Patrząc przez okulary zobaczył zaniepokojoną twarz Lupina. – P-profesor? – spytał niepewnie.
Lupin puścił drugą rękę Harry’ego, ale nadal patrzył na niego.
- Przepraszam, że cię przestraszyłem, Harry – powiedział poważnie. – Chcesz, żebym przyprowadził panią Pomfrey?
Harry potrząsnął głową.
- Nic mi nie jest – powiedział, ostrożnie rozglądając się po pomieszczeniu. – Po prostu zapomniałem, gdzie jestem.
- Zauważyłem – powiedział Lupin miękko. – Chcesz o tym porozmawiać?
Drżąc w podświadomości, Harry szybko pokręcił głową. Nie chciał więcej litości niż tą, którą już otrzymał. W głębi siebie Harry wiedział, że wuj Vernon karał go niesłusznie, ale pamiętał wyraźnie ból. Jasno pamiętał gniew wuja. Jeśli powiedziałby cokolwiek to rozgniewałby go jeszcze bardziej.
Profesor Lupin westchnął rozczarowany, siadając na łóżku Harry’ego.
- Rozumiem – powiedział cicho. – Słuchaj, Harry, jest coś, co muszę ci powiedzieć i obawiam się, jak zareagujesz, dlatego musisz mnie wysłuchać, w porządku?
Harry nie wiedział, co odpowiedzieć na to ostrzegające oświadczenie.
- Eee, dobrze – powiedział nerwowo.
Wydawało się, że czas, gdy Lupin zbierał myśli sprawiał, że Harry był jeszcze bardziej niespokojny. Cokolwiek mężczyzna miał powiedzieć, wiedział, że będzie to coś złego. Po prostu modlił się, by nic nie stało się Hermionie albo Weasleyom. Proszę, niech wszystko z nimi w porządku.
- Lata temu, gdy ja i twój ojciec byliśmy w Hogwarcie była jeszcze dwójka osób, którzy byli naszymi przyjaciółmi – zaczął profesor Lupin. – Nazywaliśmy siebie Huncwotami. Byliśmy żartownisiami. James, twój ojciec, był prawdopodobnie najgorszy, naśladowany dokładnie przez naszego przyjaciela, Syriusza Blacka. Byłem bardziej nadzorem i badaczem, podczas gdy nasz inny przyjaciel, Peter Pettigrew, wydawał się po prostu być z nami w stosunkach. James i Syriusz byli nierozłączni. Oboje pochodzili z czystokrwistych rodzin, ale nie mieli tradycyjnych czystokrwistych poglądów. Po ukończeniu szkoły nasza czwórka dołączyła do Dumbledore’a w walce z Voldemortem...
Harry słuchał jak Lupin opowiada o ślubie jego rodziców, dniu, w którym się urodził, namierzaniu przez Voldemorta członków Zakonu Feniksa i o tym, jak jego rodzice ukryli się. W całej opowieści Syriusz Black wydawał się być kluczowym uczestnikiem wszystkiego. Był drużbą na ślubie jego rodziców, został ogłoszony jego ojcem chrzestnym (Harry nadal miał trudność z przyjęciem tego) i był Strażnikiem Tajemnicy Zaklęcia Fideliusa, które lokalizowało jego rodziców. Uderzyło w Harry’ego jakie to dziwne. Jeśli Syriusz Black był tak ważny to dlaczego nigdy o nim nie słyszał?
- ... Jedynym sposobem, by znaleźć tych, którzy są chronieni przez Zaklęcie Fideliusa jest ujawnienie lokalizacji przez Strażnika Tajemnicy – kontynuował Lupin. Przerwał patrząc na Harry’ego z niemal współczuciem na twarzy. – Harry, Syriusz wydał twoich rodziców Voldemortowi. Zdradził nas wszystkich.
Harry spojrzał na Lupina w szoku. Jego ojciec chrzestny, najlepszy przyjaciel jego rodziców dołączył do Voldemorta? Nie potrafił więcej. Nie mógł mówić. Nie mógł nawet oddychać. Syriusz Black był powodem, dlaczego jego rodzice zginęli tamtej nocy. Syriusz Black był powodem, dlaczego został oddany wujostwu, którzy nienawidzili go bardziej niż cokolwiek innego. Syriusz Black był powodem, dlaczego był Chłopcem, Który Przeżył.
Jednak Lupin unikał zszokowanego wzroku Harry’ego, zdeterminowany zakończyć historię.
- Peter znalazł Syriusza stając naprzeciw niego – kontynuował tym samym cichym głosem. – Niewiele wiadomo o tym, co się stało. Nastąpił wybuch i po tym, jak cokolwiek stało się wyraźne, trzynaście mugoli było martwych, a Peter, cóż, wszystko, co mogli znaleźć to palec. Syriusz został zebrany do Azkabanu i pozostał tam po opieką dementorów.
Harry nagle zdał sobie sprawę, że jego ręce są bardzo ciekawe. Czuł, że w głowie mu wiruje. To było po prostu za dużo, by to przetworzyć, więc skoncentrował się na ostatnim zdaniu.
- Co to dementorzy? – spytał cicho.
- Dementorzy to najbardziej ohydne kreatury, jakie chodzą po ziemi – powiedział Lupin przechodząc w tryb nauczyciela. – Opanowują ciemne miejsca, wysysają nadzieję i szczęście z powietrza wokół nich. Bycie zbyt blisko dementorów sprawia, że każde dobre uczucie, każde szczęśliwe wspomnienie jest wysysane z ciebie. Jeśli będą mogli dementorzy będą się żywić na tyle długo, że sprowadzą się do czegoś podobnego do ciebie – bez duszy i nieprzyjemnego. Będziesz odchodził z niczym tylko najgorszymi doświadczeniami swojego życia.
Harry zadrżał.
- J-ja nie wiedziałem, że istnieją takie stworzenia – przyznał. – Jak ludzie mogą przeżyć taką udrękę.
- Większość nie może – powiedział profesor Lupin szczerze. – Większość więźniów wariuje w krótkim czasie, ale Ministerstwo uważa, że jest to jedyny sposób na kontrolowanie tych ludzi, którzy popełnili odrażające zbrodnie. Problem polega na tym, że to nie zawsze działa. Wydaje się, że Syriusz Black nie był pod wpływem dementorów. On uciekł.
Głowa Harry’ego wystrzeliła w górę, gdy spojrzał na Lupina w szoku. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Jakby jego życie nie było już wystarczająco skomplikowane. Teraz musiał martwić się jednym ze sług Voldemorta, który okazał się być jego ojcem chrzestnym?
- Uciekł? – spytał z lękiem. – Ale nie przyjdzie po mnie, prawda? To znaczy, nic nie zrobiłem.
Lupin poruszył się nerwowo na krześle.
- Już to zrobił, Harry – powiedział poważnie. – On podobne widział jak wuj bije cię i wziął sprawy w swoje ręce. Zaatakował twojego wuja i wziął cię. Byłeś zaginiony przez dwa dni, Harry. Zaczeliśmy obawiać się najgorszego, gdy Dumbledore dostał list od Blacka informujący nas, gdzie cię znajdziemy. Zostawił cię w Dziurawym Kotle. Nie wiemy dokładnie, dlaczego to zrobił. To po prostu kolejne z niekończących się pytań, które mieliśmy, gdy cię znaleźliśmy.
Harry widocznie zadrżał. Syriusz Black go porwał? Profesor Lupin znał prawdę o jego wuju? Czy to znaczy, że profesor Dumbledore też wie?
- Dlaczego nikt mi nie powiedział? – zapytał Harry brzmiąc na tak zranionego, jak był. Nie znosił, gdy ludzie wiedzieli więcej o jego życiu niż on sam. Nie cierpiał nie wiedzieć nic o swoich rodzicach.
- Nie zrobiono tego, by cię skrzywdzić, Harry – powiedział profesor Lupin wciąż łagodnym tonem. – To było bolesne dla wielu osób i nadal jest. Jak powiedzieć dziecku, że jego rodzice zostali zdradzeni przez ich najlepszego przyjaciela? To nie jest coś, z czym trzynastolatek powinien mieć do czynienia.
Harry mógł tylko skinąć głową w odpowiedzi. Teraz, gdy wiedział, naprawdę tego żałował. Byłoby po prostu łatwiej obwiniać za wszystko Voldemorta.
- Czy wszyscy wiedzą? – spytał cicho. – To dlatego teraz mi pan to wszystko mówi?
- Niestety twoje uprowadzenie zostało opublikowane w Proroku Codziennym – przyznał Lupin. – Pomyśleliśmy, że będzie lepiej, jeśli będziesz wiedział, co o tobie mówiono. Tak długo jak czarodziejski świat wie, że zostałeś porwany przez Blacka, to wtedy jacyś aurorzy na niego natrafią. Nic nie powiedziano na temat traktowania cię przez wuja. Dumbledore czuł, że najlepiej ukryć to tak długo, jak to możliwe.
Harry nie mógł nic pomóc na to, że westchnął z ulgą. Mógł sobie z tym poradzić. Po prostu nie chciał, by ktokolwiek wiedział cokolwiek o jego życiu domowym. Problemem było to, że profesor Dumbledore i Lupin wyraźnie znali prawdę albo jej część.
- Eee... Co pan wie o moim wuju? – spytał nie bardzo pewny, czy chce odpowiedzi.
Profesor Lupin westchnął.
- Twój wuj wyznał, co na prawdę się stało, gdy zabrał cię Black – powiedział łagodnie. – Wiemy, że twoje obrażenia pochodziły od twojego wuja, a nie od Blacka. To czego nie wiemy to, jak długo to trwa. Powiedziałeś mi, że twoje żebra były złamane przez trzy tygodnie. Jak, do licha, udało ci się przeżyć trzy tygodnie ze złamanymi żebrami i nogą?
Harry mógł tylko wzruszyć w odpowiedzi ramionami. Miał nadzieję, że przez lata w Hogwarcie nikt nie odkryje jacy jego krewni są na prawdę. Pewnie, Ron i Hermiona wiedzieli, że Dursleyowie go nienawidzą i nie traktują dobrze, ale był to zakres ich wiedzy. Nikt więcej nie okazywał zainteresowania tematem.
- Rozumiem, że nie chcesz o tym mówić, Harry, ale ten rodzaj przestępczości nie jest tajemnicą, którą dziecko powinno zatrzymywać dla siebie – powiedział Lupin cierpliwie. – Czy zdajesz sobie sprawę, że mogłeś umrzeć, gdyby twój wuj posunął się o krok dalej? Nie obchodzi mnie jaki dał ci powód. Nie ma usprawiedliwienia dla jego działań.
- Ale to była moja wina – powiedział w końcu Harry głosem nie głośniejszym niż szept. – Gdybym nie powiedział Ronowi, by zadzwonił, nic z tego, by się nie stało.
Harry musiał przyznać, że to była ulga wypowiedzieć te słowa. Czuł się jakby ogromny ciężar zniknął z jego ramion.
- On nigdy wcześniej nie złamał mi celowo kości. Kiedyś, przed Hogwartem, zamykał mnie po prostu w mojej komórce...
- Co to znaczy „w komórce”? – przerwał mu Lupin.
- Eee... Cóż... Zanim dowiedziałem się o Hogwarcie moją sypialnią była komórka pod schodami – powiedział Harry niepewnie. Utkwił oczy w rękach bojąc się prawdopodobnego wzroku profesora Lupina. – Po tym, jak przyszedł mój pierwszy list oddali mi drugą sypialnię Dudleya. Myślę, że przestraszyli się, gdy zdali sobie sprawę z tego, że ktoś wiedział, gdzie śpię.
Lupin z pewnością był zdezorientowany.
- Co masz na myśli mówiąc „pierwszy list” – spytał.
Harry wzruszył ramionami.
- Nie chcieli, żebym pojechał – odpowiedział wciąż takim głosem, że wielu ludzi musiało by się wysilić, by go usłyszeć. – Oni... um... Zniszczyli wszystkie listy, które przychodziły zanim nawet na nie spojrzałem, więc profesor Dumbledore wysłał Hagrida, aby powiedział mi prawdę o... cóż... wszystkim. To było w moje jedenaste urodziny.
Zanim Harry się zorientował został pociągnięty do uścisku z głową schowaną w miękkich szatach.
- Tak mi przykro, Harry – usłyszał drżący głos Lupina tuż przy uchu. – Powinienem tam być. Nigdy nie sądziłem, że będą aż tak okrutni.
Harry, zaskoczony, nie wiedział, co zrobić, więc po prostu siedział. To brzmiało tak źle dla profesora Lupina, że przepraszał go za coś, czego nie zrobił. Cóż, ja robiłem to przez większość mojego życia. Na początku ciało Harry’ego było sztywne. Na prawdę nie pamiętał, kiedy ostatnio dorosły przytulał go tak chętnie. Powoli rozluźnił się przy młodym nauczycielu zastanawiając się, czy to, co czuje to posiadanie kogoś, komu na nim zależy.
^^^
Godziny później Remus Lupin miał problem pozostać obudzonym. Został przy łóżku Harry’ego bojąc się zostawić tego kruchego chłopca, zwłaszcza po złej wiadomości, którą się z nim podzielił. Remus zdawał sobie sprawę z kilku osób czekających na niego w gabinecie Dumbledore’a, ale nie przejmował się tym. Złożył cichą obietnicę, że pomoże Harry’emu jak tylko może. Był to winny Jamesowi, Lily i Harry’emu też.
Harry znowu spał spokojnie. Remus spojrzał na chłopca, który wyglądał na lata młodszego niż jego trzynaście lat. To niesamowite, że minęły tylko dwa dni, od kiedy go znaleźli. Tamta noc na stałe wpisała się w umysł Remusa. Harry’ego tak bardzo bolało, przez tyle przeszedł i kto mu pomógł? Syriusz Black.
O ironio. Im więcej Remus o tym myślał, tym bardziej zaczynał zgadzać się z uciekinierem z Azkabanu. Czy ktokolwiek chociaż próbował chronić Harry’ego Pottera, chłopca, który tak wiele poświęcił i stracił?
Dźwięk otwierających się drzwi wyrwał Remusa z zamyślenia. Zerkając przez ramię westchnął, gdy zobaczył Dumbledore’a, McGonagall i Snape’a, a za nimi Artura i Molly Weasleyów. Wyglądało na to, że z niecierpliwością chcieli się dowiedzieć, jak źle Harry przyjął wiadomość o Syriuszu Blacku.
- Zaczęliśmy się martwić, Remusie – powiedział cicho Dumbledore, gdy dotarł do łóżka Harry’ego. – Ufam, że mu powiedziałeś?
Remus skinął głową i odwrócił wzrok patrząc na śpiącego nastolatka.
- Jest zły, że to było przed nim ukryte – odpowiedział. – Nie podałem jeszcze żadnych szczegółów. Wystarczająco trudno było mi opowiadać mu o tej nocy i Peterze. – Przetarł zmęczone oczy i spojrzał na Dumbledore’a. – Byłeś świadom tego, że jego sypialnią przez dziesięć lat była komórka pod schodami? Czy wiedziałeś, że Vernon Dursley uderzył Harry’ego, łamiąc mu nogę i żebra z powodu jednego telefonu?
Pani Weasley sapnęła.
- Och – powiedziała cicho. – To Ron. Powinnam była coś podejrzewać, gdy następnego dnia przyleciała Hedwiga z listem Harry’ego i pytaniem, czy moglibyśmy ją zatrzymać na lato. Biedny chłopiec przeżywał piekło i nie miał możliwości skontaktowania się z nami.
- W każdym razie, co on myślał wysyłając swoją cholerną sowę? – Snape uśmiechnął się szyderczo.
- Może chciał, by jego sowa przeżyła – powiedziała McGonagall gorzko. – Szczerze mówiąc, Severusie, wiesz, że dzieci zrobią wszystko, aby chronić swoje zwierzęta. Pan Potter nie jest inny. Wszyscy wiemy, jak uwielbia swoją sowę.
Drzwi otworzyły się ze znajomym skrzypnięciem, które sprawiło, że wszyscy się wzdrygnęli.
- Co tu się dzieje? – zapytała pani Pomfrey ściszonym głosem. – Wszyscy wiecie, że pan Potter potrzebuje odpoczynku bardziej niż czegokolwiek innego. On nadal jest słaby. Wasze pytania będą musiały poczekać.
Dźwięk odległych głosów wyrwał Harry’ego ze snu. Mógł niejasno zrozumieć panią Pomfrey, profesora Dumbledore’a i panią Weasley szepczących o czymś. Senność zlekceważyła jakąkolwiek ciekawość, gdy Harry głębiej ukrył twarz w poduszce. Naprawdę nie chciał z nikim rozmawiać, zwłaszcza z panią Weasley. Nie chciał więcej ludzi litujących się nad nim.
Czując gorąco, Harry bezmyślnie spróbował odepchnąć przykrycie, ale ręce owinęły się wokół jego nadgarstków, zanim to zrobił. Wydał z siebie cichy jęk w proteście. Nienawidził, gdy jest za ciepło. To za bardzo przypominało mu pracę dla Dursleyów w palącym słońcu. To za bardzo przypominało Harry’emu gniew wuja Vernona.
Dźwięk otwieranych z hukiem drzwi zaskoczył Harry’ego za jego upór. Usiadł szybko, roglądając się po rozmytym pokoju i szybko cofnął się aż do wezgłowia łóżka. Podciągając kolana do piersi, Harry nie mógł powstrzymać drżenia ciała, gdy przyspieszone kroki zbliżyły się w teraz cichym pokoju.
- Korneliuszu – powiedział Dumbledore uprzejmie. – To nieoczekiwane. Wierzę, że mówiłem, że skontaktuję się z tobą, gdy Harry będzie gotowy do złożenia oświadczenia w sprawie jego porwania.
Harry nie zwracał na to uwagi. Jego umysł był uwięziony we wspomnieniu. Wuj Vernon zawsze tak wchodził do pokoju. To był pierwszy znak, że będzie boleć. To był pierwszy znak, że Harry zrobił coś, co rozgniewało człowieka-wieloryba.
- Wiesz, że jestem pod presją, Dumbledore – powiedział Knot niecierpliwie. – Musimy wkrótce znaleźć Blacka. W opinii publicznej nadal wrze.
Profesor Lupin pierwszy odwrócił się i zauważył cierpienie Harry’ego.
- Harry, co się stało? – spytał cicho. Brak odpowiedzi skłonił mężczyznę do podejścia bliżej i dotknięcia ramienia Harry’ego. – Proszę, powiedz coś.
Harry powoli spojrzał w kierunku głosu Lupina widząc znajomą plamę.
- Profesorze? – spytał cicho. – Nie ma go tu?
Lupin westchnął i pociągnął Harry’ego do uścisku, robiąc cokolwiek i wszystko, by pocieszyć drżącego chłopca.
- Nie, Harry – powiedział łagodnie. – Nie ma tu twojego wuja. Jesteś bezpieczny. Obiecuję.
W końcu wszyscy zauważyli, ża Harry obudził się i trzęsie się w ramionach Lupina. Pani Weasley szybko podbiegła do boku chłopaka, ale z żelaznego uścisku Harry’ego na szatach Lupina, było jasne, że nie miał zamiaru się z nich ruszać. Pan Weasley podszedł do niej i położył rękę na jej ramieniu, aby ją powstrzymać przed odciągnięciem chłopca. Wyglądało na to, że tym, kogo Harry potrzebował był Remus Lupin.
- Jak widzisz, Korneliuszu, Harry wciąż wraca do siebie – powiedział Dumbledore spokojnie. – Kiedy będzie gotów porozmawiać...
- Daj mu eliksir uspokajający – przerwał Knot. – Czy Potter zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji, w której jesteśmy? Jego zeznania mogłyby pomóc nam schwytać tego szaleńca! Czy spodziewasz się, że cała społeczność czarodziejska pozostanie w niebezpieczeństwie, bo Potter chce być rozpieszczany?
Pani Weasley była wściekła. Natychmiast zbliżyła się do mężczyzny, stając między Ministrem a łóżkiem Harry’ego.
- Jakim ty, za przeproszeniem, jesteś człowiekiem? – krzyknęła. – Harry przeszedł przez piekło, a ty boisz się opinii publicznej!
Minister spojrzał na pana Weasleya.
- Artur, proszę, kontroluj swoją żonę – wypluł z siebie.
Pan Weasley założył ramiona na piersi.
- Niestety, Ministrze, muszę się zgodzić z Molly – powiedział rzeczowo. – Harry jest jak członek naszej rodziny i jak którykolwiek z moich synów, więc zrobię wszystko, co dla niego najlepsze.
Kłócący się dorośli nie zauważyli, że pani Pomfrey podaje wstrętny eliksir uspokajający Lupinowi, by pomógł Harry’emu. O dziwo, profesor Snape stał u boku Lupina pomagając mu ułożyć chłopca, by wziął eliksir. Oczy Harry’ego było otwarte, ale to było prawie tak, jakby patrzył w dal. Eliksir przeszedł w dół jego gardła bez oporu.
Prawie natychmiast drżenie przechodzące przez jego ciało ustało. Jego wizja zniknęła, gdy popatrzył wprost na profesora Snape’a.
- P-rofesor? – spytał oszołomiony.
Nic nie miało sensu. Mógłby przysiąc, że chwilę temu słyszał krzyki wuja, ale było zbyt jasno, by był w swoim pokoju. Powoli jego umysł rozjaśnił się ostrzegając Harry’ego, że ktoś trzyma go troskliwie. Odwracając spojrzenie Harry uświadomił sobie, że to profesor Lupin.
- To nie było prawdziwe? – spytał go.
Lupin westchnął z ulgą.
- Nie, Harry – powiedział cicho. – Obiecuję, że jesteś bezpieczny.
Zapadła cisza tak jakby Lupin bał się powiedzieć coś więcej.
- Posłuchaj, Harry, Minister jest tutaj z pytaniami na temat twojego porwania – powiedział łagodnie. – Uważasz, że możesz mówić o tym, co się stało?
Harry popatrzył na Lupina ze strachem natychmiast się napinając. Czy był gotowy, by porozmawiać o tym, co się stało, z Ministrem Magii? Co pomyśli mężczyzna, gdy dowie się, że ich „zbawiciel” nie mógł ochronić się przed zwykłym mugolem? Co pomyślą Weasleyowie?
- Byś może pytania powinny być ograniczone do Blacka i tylko Blacka, póki ten prostak ma problem z utrzymaniem języka za zębami – zaproponował Snape Lupinowi zirytowanym tonem. – Niech Merlin broni, jeśli bezcenna reputacja Pottera ucierpi.
- Wystarczy, Severusie – ostrzegł Lupin i zwrócił uwagę na Harry’ego. – Będziemy tu, dobrze? Daj nam znać, jak będziesz chciał przerwać.
Harry niepewnie przytaknął. Naprawdę nie chciał tego robić, ale wiedział, że nie zostawią go w spokoju. Zamykając oczy, Harry rozpaczliwie odsunął od siebie strach i wstyd, gdy profesor Lupin pomógł mu usiąść prawidłowo. Powstrzymał grymas, gdy iskra bólu przebiegła przez jego wcześniej złamaną nogę. Przynajmniej nie jest tak źle, jak wcześniej.
- Ministrze, Harry zgodził się odpowiedzieć na pytania niezbędne do poszukiwań i tylko na te – powiedział Lupin troskliwie, podając Harry’emu okulary. Było jasne, że młody nauczyciel ledwo utrzymuje spokój.
Korneliusz Knot obszedł panią Weasley stając twarzą w twarz z Harrym. Wyciągnął wydanie Proroka Codziennego i przekazał mu go.
- Panie Potter, co pan pamięta o swoim porwaniu? – spytał Knot bez ogródek. – Nie pomijaj żadnych szczegółów.
Spojrzał na pierwszą stronę i zobaczył zdjęcie mężczyzny o zapadniętych policzkach z długimi, splątanymi włosami mrugającego powoli. Wydawało się niedobre to, że ktoś taki mógłby być najlepszym przyjacielem jego rodziców. Mężczyzna wyglądał na wpół umarłego.
- Tak wygląda? – spytał cicho Harry, nie mogąc oderwać wzroku od papieru. – To on?
- Panie Potter, jak pan może nie wiedzieć, jak Black wygląda? – spytał Minister z irytacją.
Harry w końcu spojrzał na Knota, po czym odwrócił wzrok. Knotowi na prawdę sie to nie spodobało.
- Eee... Nigdy go nie widziałem – przyznał Harry. – Nie wiedziałem, że mnie zabrał póki profesor Lupin mi nie powiedział.
Oszołomiony Knot cofnął się o krok.
- Co... Jak możesz w ogóle nie wiedzieć? – spytał. – Przetrzymywał cię dwa dni! Musiał coś powiedzieć...
- Byłem nieprzytomny – przerwał Harry brzmiąc na bardziej pewnego siebie niż się czuł. Przygryzł dolną wargę rozważając, czy dodać szczegóły. Inaczej mi nie uwierzą. – Ostatnią rzeczą, którą pamiętam, jest mój wuj rzucający mną na ścianę – dodał cicho.
Pani Weasley i profesor McGonagall sapnęły z szoku, profesor Lupin położył rękę na ramieniu Harry’ego ściskając je uspokajająco i przypominając nastolatkowi, że tam jest, a pan Weasley, Snape i profesor Dumbledore wydawali się być zbyt oszołomieni, by mówić. Jednak Knot pozostał sceptyczny.
- Dlaczego twój wuj miałby rzucać tobą o ścianę? – spytał Minister.
Harry wzruszył ramionami spuszczając wzrok.
- Ponieważ tam byłem – mruknął. – A może temu, że zaspałem i ich śniadanie nie było gotowe na czas?
Knot spojrzał na Dumbledore’a nerwowo, jakby w milczeniu prosząc o pomoc.
- Rozumiem – powiedział niepewnie. – Cóż, miał pan wielkie szczęście, że Black nie zaszkodził panu bardziej, panie Potter. – Nagle wydawało się, że Knot chce nic więcej tylko opuścić skrzydło szpitalne. – Mam nadzieję, że znalazłeś inny dom dla chłopca, Albusie?
Dumbledore skinął głową.
- Ależ tak, skoro już o tym wspominasz – powiedział uprzejmie. – Harry spędzi resztę swoich wakacji w Hogwarcie. Personel i ja zgodziliśmy się, że byłoby w najlepszym interesie Harry’ego trenować go jak chronić siebie, szczególnie, że Syriusz Black wciąż jest na wolności. Wierzę, że będziesz mnie informować na bieżąco o rozwoju sytuacji.
- T-tak, oczywiście – zająkał się Knot napotykając spojrzenie Harry’ego. – Dla pańskiej informacji, panie Potter, twój wuj ma postawiony zarzut w mugolskim sądzie. Był przekonany błagać o usprawiedliwienie. Nie będzie procesu, więc nie musi się pan martwić, że prasa się dowie. Miłego dnia.
Harry siedział oszołomiony aż Minister Magii wyszedł.
- C-co? – spytał z niedowierzaniem. Harry rozejrzał się powoli po wszystkich dorosłych. Każdy z nich (z wyjątkiem profesora Snape’a, który nadal po prostu wyglądał na zirytowanego) wydawał się być nerwowy. – O czym pan Knot mówił?
Profesor Dumbledore podszedł do przestraszonego nastolatka i tylko położył delikatnie rękę na jego ramieniu.
- Twój wuj przypadkowo wyznał w dochodzeniu Aurorów, co ci robił, Harry – powiedział czule. – To on powiedział, że Syriusz Black zabrał cię i użył do tego twojej różdżki.
Oddychanie stało się trudne. Człowiek, który zdradził jego rodziców miał jego różdżkę i wykorzystał ją.
- Nie, to niemożliwe! – krzyknął Harry. – Ukryłem ją w chwili, gdy wróciłem do domu! Nigdy nie powiedziałem nikomu, gdzie jest!
Oprócz Midnighta.
Świadomość uderzyła w Harry’ego jak tłuczek. Midnight zawsze wydawał się mądry... zbyt mądry. To był powód, dlaczego Midnight zawsze zdawał się go rozumieć. Pies naprawdę wiedział, co on mówi, bo rzeczywiście nie był psem. Midnight tak naprawdę nie istniał. Midnight był Syriuszem Blackiem. To było jedyne wytłumaczenie.
Opiekował się mordercą i zdrajcą trzymając go w swoim własnym pokoju i nie wiedząc o tym.
 

1 komentarz:

  1. Hej,
    nawet Severus jest zaskoczony tymi rewelacjami, dowiedział się o Syriuszu, mogłoby wyjść coś co by pokazało, że Syriusz nie zdradził Potterów Voldemortowi...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń