środa, 22 lutego 2017

Nie blefuję


Autorka: TheAmazingCellist
Oryginał: No bluffing
Zgoda: Wysłana, czekam
Rating: +18 (za autorką, ja powiedziałabym, że +15)
Pairing: Wolfstar


Światła pulsowały, bas dudnił, ciała podskakiwały, a moje oczy utkwione były w trzymanym przeze mnie drinku. Nie mogłem popatrzeć na parkiet, po prostu nie mogłem, bo gdybym spojrzał, moje oczy byłyby utkwione w tym mężczyźnie. Boże, dlaczego on zawsze sprawiał, że czułem się w ten sposób? Od lat sprawiał, że czułem się jak papka, jakbym się topił, za każdym razem, gdy na mnie spojrzał. Ostatecznie jednak, nie ważne, jak bardzo się starałem, moje oczy zawsze go odnajdywały i w chwili, gdy go zobaczyłem, byłem złapany w sidła hipnotyzującego tańca.
Wielobarwne światła oświetlały jego miodowe włosy, oprawiając je w mocne, złote światło. Przechyliłem głowę na bok, patrząc, jak się szczerzy, unosi ramiona nad głowę, jego biodra się kołyszą, a ciało dociska do innego mężczyzny. Boże, sposób, w jaki go dotknął sprawił, że zrobiło mi się niedobrze. Och, oczywiście to nie on to sprawiał, boże broń, nigdy nie potrafiłby tego zrobić, chyba że złapałby przeziębienie i mnie zaraził... Ale to nie o to chodzi! Wracając do tematu, sposób, w jaki sprawia, że czuję się... Sposób, w jaki jego ciało się porusza, tak zmysłowo i erotycznie, jak rozchyla wargi, błyskając wspaniale białymi zębami.
Westchnąłem i zamknąłem oczy, przerywając czar, pod którym mnie trzymał i odwróciłem się do baru, zamawiając kolejnego drinka. Mężczyzna za barem uśmiechnął się do mnie uprzejmie, jak do stałego klienta. Mieliśmy chłodną spółkę, on dawał mi drinki, ja jemu kasę. Widzicie? Wspólne.
Westchnąłem ponownie, spuszczając głowę między ramiona, prawdopodobnie wyglądając jak pijak, którego żona miała romans. W każdym razie w pewien sposób tak się czułem.
Nagle przestałem być sam. Odwróciłem głowę na bok i zobaczyłem go. Dyszał, uśmiechał się szeroko, twarz miał zarumienioną z wysiłku i pewnie przyjemności też... Nie mogłem powiedzieć. Gdy się do mnie odwrócił, jego oczy były podekscytowane. Jego uśmiech zarażał.
- Hej, Syriuszu. Dlaczego nie tańczysz?
- Nie mam ochoty, Lunatyku. Idź się bawić.
Spojrzał na mnie dziwnie, a ja odwróciłem wzrok do baru, biorąc łyka brandy, tylko po to, by połowę wypluć nosem, kiedy coś twardego zdarzyło się boleśnie z moimi plecami. Odwróciłem się, marszcząc jak wściekły smok, jak gotowa do ataku kobra, tylko po to, by zobaczyć kolejnego z moich kumpli; nie mam sekretnej, jednostronnej miłości. Rozmierzwione, kruczoczarne włosy opadły na parę przekrzywionych okularów. Jego orzechowe oczy były oszołomione i miał wyraźny rumieniec na opalonych policzkach. Uśmiechał się szeroko. Wyglądał na tak dumnego z siebie, jakby właśnie wygrał puchar Quidditcha albo coś w tym stylu. Pochylił się ku mnie, a raczej niebezpiecznie przechylił, zanurzając głowę tak, że czułem jego gorący oddech na swojej szyi. Chwycił mnie za ramiona i potrząsnął mną. Zacisnąłem zęby i spiorunowałem go wzrokiem.
- Syri-hic!-uszu, nigdy nie uwierzysz! Lily! MOJA Lily właśnie... - przerwał dramatyczne, a ja czekałem. Potem nagle, w zupełnie pijackim geście, wyrzucił obie dłonie w powietrze, przechylając ciało do tyłu i ryknął: - Pozwoliła mi na minetę!
Zagapiłem się na niego, a gdy usłyszałem zdławiony dźwięk, spojrzałem na Remusa, żeby zobaczyć jego czerwoną twarz, jak zaciska ręce na brzuchu, zginając się przez duszenie śmiechu. Ostatecznie zrezygnował z wojny ze sobą, by pozostać cicho i parsknął śmiechem. Jak zahipnotyzowany patrzyłem na jego trzęsące się ramiona i to, jak ociera dłonią załzawione oczy. Boże, dlaczego mi to robisz? Patrzyłem, jak mój pijany przyjaciel usadawia się na stołku i obserwuje, jak podchmielona Lily wychodzi z ukrytej toalety i odwraca się w jego stronę. Nagle pisnęła jak mała dziewczynka i zarzuciła ręce na szyję, całując głęboko i, muszę powtórzyć, pijacko. Nagle poczułem szarpnięcie w pasie. Odwróciłem się i zobaczyłem szczerzącego do mnie Remusa, który złapał mnie za rękę i poprowadził na parkiet. Podążyłem za nim, uwięziony w jego miodowym spojrzeniu.
Nagle zostaliśmy pożarci przez masę ciał i stało się trudne powiedzieć, które ramię było moje i czy to czyjaś ręka była na moim tyłku. Czułem się tak, jakbym się dusił. Tak wiele ciał na mnie napierało, że nie mogłem nawet znaleźć Remusa.
Nagle na mojej talii pojawiły się łagodne dłonie. Rozejrzałem się i ze zdumieniem dostrzegłem rozbawiony wzrok Remusa. Był tak blisko, bliżej niż kiedykolwiek,  cóż, z wyjątkiem tego razu, kiedy byliśmy zamknięci w schowku na miotły za wkurzenie Jamesa i wrócenie klątwy specjalnie dla Smarkerusa. Magiczny urok na drzwiach sprawił, że nie mogliśmy wyjść do czasu, aż znalazł nas profesor Dumbledore. Jego szok był całkowicie komiczny. Myślałem, że nic nie może go zaskoczyć, a tymczasem, znalezienie dwóch pięciorocznych chłopaków, zamkniętych w schowku na miotły i migdalących się na podłodze było zdecydowanie czymś, co każdego by zaskoczyło.
Remus wyszczerzył się do mnie i kierując rękoma moimi biodrami, przycisnął ich ciała do siebie, jak w zmysłowym tańcu zaklinacza i węża. Zaklinacz uwodzi węża, prowadząc go, by był posłuszny zaklinaczowi. Cóż, Remus był zaklinaczem, a ja byłem pijany, uwiedziony wąż wił się przy idealnie mocnym ciele mojego zaklinacza.
Przycisnął mnie bliżej, a ja zacząłem się zastanawiać, jak możliwe jest być jeszcze bliżej, cóż, nie żebym narzekał. Muszę powiedzieć, że sposób, w jaki się o mnie ocierał był całkiem podniecający. Jego ręce łaskotały moje boki, głaszcząc moje biodra oraz w górę i w dół mojego brzucha. Wyszczerzyłem się do niego i wyrzuciłem ręce nad głowę, i tańczyłem. W końcu pozwoliłem rytmowi przejąć nade mną kontrolę, muzyce poruszać moim ciałem, a moim biodrom kręcić się i kołysać w rytm muzyki.
Uśmiechnął się do mnie, a ja odpowiedziałem tym samym. Jego ręce, ułożone na łuku moich pleców, jak najpełniej przycisnęły do siebie nasze ciała. Moja twarz była zaczerwieniona, tak jak jego, może z wysiłku lub zakłopotania, do cholery, nie byłem w stanie powiedzieć.
Opuściłem ręce, kładąc je na jego ramionach. Nasze oczy były złączone. Już nie widziałem migoczących świateł, nie czułem rozgrzanych ciał, byliśmy tylko my, całkiem sami na parkiecie.
Mój oddech przyspieszył, serce boleśnie waliło w piersi i pod wpływem chwili chwyciłem garść jego włosów, szarpnąłem jego głowę, przyciskając jego usta do moich. Odepchnął mnie raczej zdyszany, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami. Przekląłem się i odwróciłem, by odejść, gdy nagle mnie szarpnął z powrotem, tak że wpadłem na jego szeroką pierś. Trzymał ręce na moim brzuchu, a ja odwróciłem lekko głowę na bok i wyszeptałem jego imię. Odwrócił mnie do siebie, chwycił mój podbródek i z powrotem przycisnął swoje usta do moich i przysięgam, że w tym momencie coś uderzyło mnie w tył głowy, bo jak w filmie zobaczyłem tańczące na świecącej tęczy krasnale, brykające jednorożce i inne magiczne bzdury.
Odsunął się ode mnie, w jego oczy były lekko oszołomione. Chwycił mnie za rękę i pociągnął z dala od parkietu. Jestem całkiem pewny, że miałem wstrząs mózgu albo coś, bo nie pamiętam nawet połowy tego, co działo się przed... Ehm... Tak. Wepchnął mnie (raczej ordynarnie, muszę dodać) do schowka na miotły i zatrzasnął za sobą drzwi. Byłem przyciśnięty plecami do ściany, uwięziony przez ścianę za sobą i nim przed sobą. Pocałował mnie tak namiętnie, że nie mogłem tego możliwie wyjaśnić. Czułem, jak rakiety i fajerwerki eksplodowały w moim mózgu, a w moim brzuchu nagle otworzyła się dzika menażeria. Ludzie mówią, że to jak horda motyli, ale nie, to jak  lwy, tygrysy i niedźwiedzie (o, boże!), które wpadły w szał. Motyle były słodkie i delikatne, a to uczucie z pewnością nie było słodkie i delikatne. Było dominujące i mocne, zupełnie jak Remus.
Sapnąłem, kiedy coś zaczęło mnie głaskać, przechyliłem głowę do tyłu, a Remus natychmiast zaczął całować moją szyję, szczypiąc i ssąc łagodnie. Jęknąłem i opuściłem ręce, chwytając jego pasek i odpinając go. Bawiłem się palcami jego guzikiem, zanim go odpiąłem, powoli rozsuwając zamek, drażniąc i szydząc.
Uśmiechnąłem się ironicznie i odsunąłem na kolana, łatwo zsuwając jego bokserki. Mój język śmignął po jego czubku i uśmiechnąłem się ponownie, biorąc go w usta. Uśmiechnąłem się szeroko, kiedy usłyszałem jego gardłowy jęk. Moja głowa zaczęła się kiwać, poruszając się w górę i w dół na jego członku.
Westchnął, odchylając głowę i zaciskając pięść na moich włosach.
- Wiesz... Myślę... Że gdyby... Profesor Dumbledore... Złapałby nas ponownie... Mógłby mieć... Traumę... Na całe życie! - wysapał, a ja zachichotałem, sprawiając, że ciężko mu było oddychać i zadrżał lekko. Przez sposób, w jaki dyszał, wiedziałem, że jest już blisko, jeszcze zanim wysapał moje imię i niepewnie próbował mi coś powiedzieć. Zwyczajnie go zignorowałem, uniosłem wzrok, po czym zamknąłem oczy, kiedy zacisnął dłonie na moich włosach i wystrzelił w moje gardło. Zakaszlałem i przełknąłem, odsuwając się i zlizałem odrobinę z kącika ust.
Remus opierał się o ścianę, oczy miał zamknięte, rękę na sercu i starał się przywrócić oddech do normy. Wstałem i owinąłem wokół niego ramiona. Uśmiechnął się i mnie pocałował, a jego ręka wślizgnęła się do moich spodni. Westchnąłem i odchyliłem głowę do tyłu, jęcząc, kiedy zdarzyła się że ścianą za mną.
Zaśmiał się i zaczął poruszać dłonią w górę i w dół. Jęknąłem bez tchu, a on uśmiechnął się złośliwie i zaatakował moją szyję, zostawiając na niej ślady i siniaki.
Nagle nasza mała kryjówka wypełniła się światłem. Zamrugaliśmy i zmrużyliśmy oczy, odwracając się do intruza. James stał oparty o framugę drzwi i uśmiechał się ironicznie.
- No, hej, chłopaki. Nigdy nie sądziłem, że zobaczę taki dzień.
- Tak, a jeśli chcesz zobaczyć jutro, sugeruję, żebyś wyszedł, James - warknął Remus.
Odwróciłem się, by na niego spojrzeć. Krzywił się na Jamesa, a oczy miał twarde i rozgniewane. Naprawdę nigdy wcześniej nie widziałem takiego Remusa. Praktycznie mogłem poczuć przepływające przez niego fale mocy. Poruszył się, a ja jęknąłem, zamykając oczy, całkiem nagle sobie przypominając, że jego dłoń nadal jest w moich spodniach. Odwrócił się do mnie i uśmiechnął złośliwie, ponownie całując moją szyję.
- Jeśli nie wyjdziesz w ciągu pięciu sekund to zacznę bzykać Syriusza z tobą jako świadkiem. Szczerze, nie może mnie to mniej obchodzić.
Zarumieniłem się i spojrzałem na niego, a on wciąż uśmiechał się w taki sposób. Oczy Jamesa rozszerzyły się, po czym on również uśmiechnął się ironicznie.
- Niezły blef, Remmy. Nie zrobisz tego.
Nagle odwrócił się do mnie i krzyknął moje imię. Podskoczyłem i spojrzałem na niego szerokimi oczami.
- JAMES! - odkrzyknąłem, unosząc brew. Powtórzył mój gest i powiedział:
- Nigdy nie sądziłem, że to ty będziesz tym zdominowanym, kumplu.
Spiorunowałem go wzrokiem, chcąc zripostować, kiedy poczułem wślizgujący się we mnie palec. Krzyknąłem, wyginając plecy. James spojrzał na nas, a potem w dół, gdzie ręka Remusa znikała w moich spodniach. Oczy Jamesa rozszerzyły się.
- Chłopaki, przestańcie się ze mną pieprzyć.
Remus odwrócił się do niego.
- Zły dobór słów... Nie ma żadnego sposobu, kształtu ani formy, w jakiej chciałbym cię pieprzyć.
James zarumienił się i spiorunował Remusa wzrokiem.
- WIESZ, O CO MI CHODZIŁO! - krzyknął. Remus wzruszył ramionami i odwrócił się do mnie, dodając jeszcze kilka palców i wpychając je parę razy, zanim je wyciągnął. Załkałem nieznacznie ze straty, a on zachichotał w moją szyję.
- James, masz dokładnie pięć sekund, zanim zacznę bzykać Syriusza... Raz...
- Nie wierzę ci.
- Dwa...
- Nie wyjdę...
- Trzy.
- Cholera! Załóż mu z powrotem te spodnie!
- CZTERY!
- Blefujesz!
- Ostrzegałem cię. Syriuszu, kiedy później będzie na mnie krzyczeć, przypomnij mu, że go ostrzegałem... Pięć.
Kiwnąłem głową, gdy Remus do mnie mówił, po czym niemal krzyknąłem, kiedy we mnie wszedł.
- Kurwa! To nie był blef!
Usłyszałem trzaśnięcie drzwi i ponownie nagle byliśmy w ciemności. Krzyczałem za każdym razem, gdy we mnie wchodził. Boże, to Remus, którego kocham. Mocny i szorstki. Nie dbał, by mój pierwszy raz był powolny i łagodny.
Później tego wieczora, wróciliśmy do mieszkania, które dzieliliśmy z Jamesem i Peterem, James spiorunował nas obu wzrokiem, siadając naprzeciw nas na krześle, podczas gdy my leniuchowaliśmy na kanapie.
- Dlaczego to, do cholery, zrobiłeś? - zapytał, a Remus wzruszył ramionami.
- Chyba cię ostrzegałem. Właściwie to kilka razy. Dałem Ci pięć sekund, a mimo to nie chciałeś wyjść, więc wiedziałeś, co robisz.
- Myślałem, że blefujesz!
Remus wzruszył ramionami.
- Nie moja wina, że tak myślałeś.
James westchnął i odwrócił się do mnie, uśmiechając się złośliwie.
- A więc dałeś dupy. Zawsze myślałem, że to ty będziesz na górze... - Nagle jego wzrok stał się zamyślony. - Zawsze wyobrażałem sobie ciebie z dziewczyną, nie chłopakiem.
Westchnąłem i wzruszyłem ramionami.
- Już wcześniej ci mówiłem, mój chłopczyku, że nigdy nie interesowałem się laskami...
James westchnął wybuchowo.
- Wiesz, zawsze myślałem, że to taka faza, kolejny etap, by wkurzyć matkę.
- Cóż, to oczywiście wystarcza, by ją wkurzyć... Nie mogę temu zaprzeczyć, ale to z pewnością nie jest faza - znów wzruszyłem ramionami i przechyliłem się, by oprzeć głowę na barku Remusa.
- Boże, Syriuszu, jesteś jak baba!
Sapnąłem.
- Nieprawda!
Uśmiechnął się do mnie złośliwie i pochylił się do przodu.
- Właściwie, kumplu, jesteś.
- Oj! Remus, James znowu jest dla mnie złośliwy! - jęknąłem. Zachichotał odwrócił się, by mnie pocałować. Natychmiast się zamknąłem, opadając bezwładnie w jego ramiona i opierając się o jego pierś. James i Peter jęknęli i James udał, że wymiotuje, wkładając palce do gardła. Odwróciłem się do niego i rzuciłem mu poduszkę w twarz. Złapał ją, choć to nie jego ręka ją złapała... Zdjął poduszkę z twarzy i spojrzał na mnie z kpiną, zanim odrzucił ją z powrotem. Już miałem ją złapać, kiedy para rąk skrzyżowała się z moim wzrokiem i capnęła ją z powietrza. Odwróciłem się do Remusa, który uśmiechał się do mnie z poduszką w ręce. Przechyliłem głowę na bok i wyszczerzyłem się. Remus rzucił poduszkę na kanapę i pociągnął mnie na nogi, szarpiąc do szorstkiego, ale namiętnego pocałunku, po czym wyszeptał:
- Chodźmy. Jestem napalony, a ty nie masz w tej chwili żadnych lepszych rzeczy do roboty. Chodź do pokoju. - I zaczął mnie prowadzić.
- Hej... Hej! Gdzie wy się wybieracie? -krzyknął za nami James. Odwróciłem się do niego i uśmiechnąłem ironicznie.
- James, zostań, to nie jest blef. Nie chcesz kolejnej mentalnej blizny, prawda?
Zatrzymał się, po czym skrzywił.
- Rzućcie zaklęcie wyciszające na drzwi!
Remus zachichotał, a ja zamknąłem za sobą drzwi, robiąc dokładnie to, co kazał James.
- Cieszę się, że nie wierzysz w blef - wyszeptał, wspinając się na łóżko obok Remusa. Uśmiechnął się wrednie i pociągnął mnie do pocałunku. Jęknąłem. Tak, blefowanie było złe... Tak jak Remus...

1 komentarz: