czwartek, 7 lipca 2016

NDH - Rozdział 17


Nawet po tym, jak pani Pomfrey wyleczyła guzy i siniaki, które pierwszoroczni zdobyli w walce, Snape nie był przekonany, że z Harrym wszystko w porządku. Oczywiście z Weasleyem było wszystko w porządku – był przyzwyczajony do awanturowania się ze swoimi braćmi, - a walka stworzyła rzeczywiście niespotykaną bliskość między nim a Percym. Podobnie, Malfoy rozkoszował się swoją nową popularnością, jako ulubieniec Domu Slytherinu.
Arogancja chłopaka, którą pysznił się od pierwszego dnia w Hogwarcie została katastrofalnie przyjęta przez kolegów z wyższych klas – jedna rzecz to promować ślizgońską wyższość wśród innych Domów; zupełnie inna promować wyższość Malfoya w Slytherinie – i mieli absolutną przyjemność ograniczając młodszego chłopaka przy każdej okazji. Zanim Draco uświadomił sobie, że jego zachowanie odseparowuje cały Dom, było już za późno, by to poprawić, a szepty o jego traktowaniu tylko potęgowały zniewagę. Snape wiedział aż nadto dobrze, jak fachowo cały Dom Slytherinu może dręczyć jednego ze swoich i chociaż Draco miał przynajmniej bezmyślną lojalność Crabbe’a i Goyle’a – czyli coś, czym Snape nigdy się nie ciszył, - było jasne, że życie chłopaka w Slytherinie było samotne i nieprzyjemne.
Ale jego dzisiejsze zachowanie było uosobieniem ślizgońskich wartości – ochrona współdomownika , powrót ze wsparciem zamiast samemu (jak robili Gryfoni), zaprezentowanie odwagi fizycznej, gdy jest to potrzebne i złośliwe pokazanie wcześniej nieodkrytych wykroczeń pokonanego wroga, tym samym dodatkowo niwecząc swoją potencjalną przyszłą szkodliwość – a wszystko to było wystarczające, by jego współdomownicy zapomnieli o dawnych urazach. Draco wygrzewał się w oczywistej zgodzie Flinta i Jones – choć prefekci po cichu mu wyjaśnili, że jeśli w jakiś sposób powróci do swojego zarozumiałego snucia się, znów mógł sprawić, że jego tyłek zostanie wcielony do służby jako cel wszystkich kolegów, którzy lubili ćwiczyć swoje piekące klątwy.
Swojego ósmego wieczora w Hogwarcie, Draco popełnił błąd zakładając, że dziedzictwo Malfoyów upoważnia go do wsunięcia się przed trzecioklasistów w kolejce pod prysznic. Flint był świadkiem tego zdarzenia i, zamiast pozwolić wściekłym trzeciorocznym wepchnąć głowę Draco do toalety, przechylił Draco przez oparcie sofy w pokoju wspólnym, przykleił go do tego miejsca i nazwał posiedzenia jako „Domowa Tarcza do Praktyk”. Kolejne dwadzieścia minut przekonująco pokazały Draco, że a) ręcznik wokół bioder (który pozwolono mu zachować po wielu panicznych błaganiach) jest całkiem niewystarczającym zabezpieczeniem przed palącymi klątwami, b) takt i skromność są decydującymi umiejętnościami przetrwania oraz c) przyszłe przemądrzałe uwagi o wyższości Malfoyów nieuchronnie doprowadzą do niezwykle bolącego i piekącego tyłka. Był również absolutnie pewny, że nie chce powtarzać tego doświadczenia. W rezultacie, Draco był bardzo wdzięczy za swoją nową pozycję w Domu i było mało prawdopodobne, że zrobiłby cokolwiek, by jej zagrozić.
Hermiona również znalazła nową reputację „lodowatej panny kopiącej tyłki”, co było znacznie przyjemniejsze niż w przypadku „świętoszkowatej przemądrzałej”, a posiadając aprobatę Jones rzeczy stawały się słodsze. Oczywiście wtedy, Snape zdecydował, że inne dzieci nie doznały trwałych uszkodzeń przy spotkaniu – w rzeczywistości, wręcz przeciwnie.
Natomiast Harry znowu miał rozbite nierzeczywiste wrażenie o bezpieczeństwie Hogwartu. Chłopak dopiero co zaczął czuć się bezpiecznie po maltretowaniu przez jego wstrętnego kuzyna, gdy został brutalnie zaatakowany, przez co musiał czuć się jak podczas kolejnej rundy tego nikczemnego „Polowania na Harry’ego”. Snape zacisnął zęby z wściekłości. Ta czwórka Krukonów niewątpliwie spowodowała ogromne psychiczne szkody kruchemu bachorowi Potterowi i to ponownie Snape będzie tym, który pomoże mu się pozbierać.
Po odeskortowaniu innych uczniów z powrotem do ich pokoi, Snape wkroczył z Harrym do swoich kwater. Chłopiec zdziwił się, że nie wrócił do swojego dormitorium z Ronem i Hermioną, ale Snape nich miał ochoty, by zbliżające się załamanie nastąpiło, gdy chłopak będzie sam, pomijając jego zidiociałych rówieśników. Że niby Longbottom albo Weasley mogliby wiedzieć, jak zareagować na pourazowe przebłyski wspomnień! Snape prychnął z drwiną na sam pomysł.
Harry spojrzał przez ramię na opiekuna. Tak jak się spodziewał, Snape w skrzydle szpitalnym pochylał się nad panią Pomfrey przez cały czas badania Harry’ego. Uzdrowicielka była nawet coraz bliżej przeklnięcia go, gdy twierdził, że powinna rzucić zaklęcie diagnostyczne dwukrotnie, na wypadek, gdyby przypadkowo coś przeoczyła. W końcu przykleiła profesora do krzesła przy łóżku Harry’ego i zagroziła mu zaklęciem wyciszającym, jeśli dalej będzie próbował mówić jej, jak ma wykonywać swoją pracę.
Harry spojrzał na czarownicę – jak śmiała mówić do jego profesora, jakby był małym dzieckiem! – ale ona pomyliła jego gniew z bólem i dała mu dodatkowy eliksir przeciwbólowy. Harry westchnął; musiał ciężej popracować nad swoim grymasem, jeśli miał nadzieje, że będzie kiedyś tak zastraszający, jak jego opiekuna.
Snape spojrzał na małego dzieciaka obok siebie i zmarszczył brwi. Dlaczego bachor wzdychał i wyglądał na tak ponurego? Martwił się swoją popularnością jako cel? Bał się, kto będzie następnym, by go zaskoczyć?
Harry rzucił kolejne spojrzenie Snape’owi. O-ho, profesor wyglądał na ponurego. Czy nadal był zły na uzdrowicielkę albo czy zamierzał skarcić Harry’ego za bezczelność, gdy prosił, by zjedli kolację zanim pójdą do szpitala? Harry przygryzł wargę. Nie miał zamiaru kłócić się ze swoim opiekunem w takim miejscu publicznym, ale po prostu nie chciał wyglądać jak beksa lala i naprawdę był strasznie głody… Po prostu wypalił bez zastanowienia, a potem, zanim zdążył cofnąć to i przeprosić, Ron zaczął trąbić na prawo i lewo, a wtedy profesor Dumbledore odrzucił pomysł profesora Snape’a na oczach wszystkich.
Harry pokręcił się. Nie był dokładnie nieposłuszny, ale na prawo nie był grzeczny. Gdyby kiedykolwiek odpyskował tak Dursleyom (dodatkowo w miejscu publicznym!), dostałby co najmniej tydzień podwójnych obowiązków, a także pas wuja na swoje pośladki. Był przekonany, że profesor Snape go tak nie potraktuje, ale to nie groźba kary sprawiała, że czuł się tak okropnie; to wiedza, że zawiódł profesora i sprawił, że źle wyglądał na oczach innych nauczycieli.
Snape mocniej zmarszczył brwi, kiedy oblicze bachora stało się jeszcze bardziej nieszczęśliwe. Miał rację – dzieciak był bliski załamania. Ledwo drzwi do jego kwater się zamknęły, Harry odwrócił się do Snape’a ze zdławionym krzykiem.
- Przepraszam! – wypalił, a łzy już zaczęły spływać po jego policzkach. – Proszę, niech pan nie będzie bardzo zły!
Snape zamrugał zaskoczony.
- Za co, do licha, ty przepraszasz, głupi dzieciaku? – chciał wiedzieć, ciągnąć Harry’ego do sypialni chłopaka i wyciągając piżamę.
Harry pociągnął nosem i zawiesił głowę.
- Przepraszam, że byłem niedobry.
Snape zazgrzytał zębami i usiadł na łóżku, przyciągając pochlipującego chłopca, by stanął przed nim. Czy chłopak szczerze myślał, że ściągnął na siebie atak? Albo, że pomylił się walcząc? W takim tempie, nigdy nie będzie w stanie powstrzymać Voldemorta. Czarny Pan musiałby jedynie zaskowyczeć fałszywie przy ich pierwszym spotkaniu, a Harry speszyłby się, zalany przestrachem i wyrzutami sumienia. Tak mi przykro! Czy to bolało? Wiedziałem, że nie powinienem używać tak złośliwego zaklęcia! To wszystko moja wina!
- Nie byłeś niedobry. To działanie tych czterech Krukonów było naganne.
Teraz była kolej na Harry’ego, by zamrugać w niezrozumieniu.
- Co?
- Co, co? – chciał wiedzieć Snape. Jak Harry mógł nie zrozumieć takiego stwierdzenia? Och, może „naganne” to zbyt wielkie słowo jak dla Gryfona. Uścisnął nasadę nosa. – Nie byłeś zły – powtórzył powoli, mając nadzieję, że trzy proste słowa będą wystarczająco jasne. Jeśli nie to, co mógłby jeszcze zrobić? Narysować obrazek?
- Byłem – wykłócał się Harry, marszcząc brwi.
- Nie byłeś! – Typowe maltretowane dziecko – zawsze myśli, że jest winne sposobu, w jaki zostało potraktowane.
- Byłem! – Harry miał już trochę dość tego, że profesor zawsze przymyka oko na zachowanie, zwłaszcza, gdy robił mu złe uwagi. Profesor Snape musiał przestać być dla wszystkich tak miły! Pozwalał dyrektorowi, uzdrowicielce i tak, nawet Harry’emu, być traktowanym ze zbyt małym szacunkiem. Musiał bardziej stanąć w swojej obronie!
- Potter – wycedził Snape, - to nie była twoja wina, że ci chłopcy cię zaatakowali.
- Och, to wiem! – Harry przewrócił oczami. Nagle pojaśniał. – Widział pan, jak z nimi walczyłem? Tak jak pan powiedział, prawda? Nawet Marcus powiedział, że byłem naprawdę niezły! I użyłem tego nowego zaklęcia i w ogóle!
- Ee, tak – Teraz Snape był bardzo zdezorientowany. Czy ci, którzy przeżyli traumę powinni mieć takie straszne wahania nastroju?
Pokrzepiony oczywistą zgodą opiekuna, Harry wspiął się na kolana mężczyzny.
- Powinien mnie pan widzieć! – powiedział z entuzjazmem, przygotowując się, by na nowo przeżyć bitwę na korzyść profesora. – Jeffreys zrobił tak, a ja wtedy pow! I powinien pan zobaczyć jak krwawił mu nos! A wtedy użyłem tego całego „Accio!” i różdżka tego drugiego chłopaka, jakby, poleciała wszędzie, a to wtedy ten kolejny chłopak trzask i później próbowali złapać mnie tak… - Harry zaczął kręcić się tak bardzo, że Snape przestraszył się, że ma jakiś napad. Złapał dzieciaka zanim ten strząsł się z jego kolan na ziemię. -… i nie mogli mnie przytrzymać! I wtedy ja haja! – Harry naprawdę niesamowicie oddał wrażenie krzyku karate i kapnięcia, wbijając się w pierś swojego opiekuna. -  A potem…
- Tak, tak, panie Potter. Doskonale rozumiem – przerwał mu pospiesznie Snape. – Właśnie tak było… dobra robota. – Zdołał wykrztusić niezwykłą pochwałę, a Harry zajaśniał z dumy. – Ale w takim razie za co przepraszasz, głupi dzieciaku? – chciał wiedzieć.
- Och – Harry zachmurzył się. – Za to, że byłem niegrzeczny.
Snape zmarszczył brwi, próbując wydedukować, o czym chłopak bełkotał.
Harry przełknął na widok grymasu, który przeszedł przez oblicze profesora. Miał rację; mężczyzna był zirytowany.
- Nie chciałem być bezczelny – tłumaczył się. – Byłem po prostu głodny i nie pomyślałem…
- Twoja pospolita wada, Potter. Musisz pomyśleć zanim zadziałasz – warknął automatycznie Snape, próbując nawet zrozumieć, co dzieciak ma na myśli.
- Tak, proszę pana – wymamrotał Harry żałośnie, spoglądając na mężczyznę spomiędzy grzywki. – Nigdy więcej nie będę się z panem kłócił przy ludziach. Nie chciałem, by źle pan wypadł. Proszę, niech pan nie będzie bardzo wściekły.
Snape zamrugał. Chłopiec został zaatakowany przez wyższe roczniki, czterech na jednego, mających kilkanaście kilogramów przewagi i kilka lat magicznego doświadczenia. Uciekł przed poważnymi ranami, jeśli nie śmiercią, i to tylko ze względu na nieoczekiwany sojusz między rywalizującymi Domami. Zarobił tyle guzów i siniaków, że zwykły jedenastolatek padłby na łóżko ze łzami, a jedyną rzeczą, która go niepokoiła było to, że przez pobitewną adrenalinę był nieco bezczelny w stosunku do swojego opiekuna?
Snape zmarszczył brwi. Oczywiście chłopak wypierał to i przenosił się do bezsensownej obawy, że sprawił, że Snape źle wypadł. Jakby Potter kiedykolwiek dbał o coś takiego!
- Proszę, profesorze! – Niepokój Harry’ego wzrósł, gdy zobaczył grymas nauczyciela. Przekonał tym mężczyznę, by się go pozbył? Harry mógł zrozumieć, dlaczego profesor nie chce mieć tak niegrzecznego podopiecznego. – Przepraszam! Jeśli pan chce, przeproszę jutro przed wszystkimi albo…
- Cicho, Potter – skarcił go Snape. Tak, chłopak oczywiście uwznioślał swoje uczucia. Lepiej włożyć go do łóżka i pozwolić odpocząć. Ściągnął szatę Harry’ego, krzywiąc się, jak bardzo stała się zakurzona przez walkę.
- Chce mnie pan uderzyć? – zaproponował Harry, zaskoczony, ale nie niechętny. Jeśli profesor zdjął jego szatę, by go uderzyć, może znaczy to, że zamierza go zatrzymać.
- Nie bądź śmieszny, Potter! – Snape spiorunował go wzrokiem, wściekły na dowód, że dzieciak myśli, że zasłużył na bycie napadniętym i pobitym. – Doskonale nasz zasady dotyczące kar cielesnych. Nie zrobiłeś nic, by zasłużyć na bicie.
- Ale… ale… powiedziałem… - słowa Harry’ego zostały stłumione, gdy Snape ściągnął jego sweter. – Aj! – krzyknął, gdy kołnierz przejechał po bolącym miejscu na jego czaszce.
- Hmf. – Snape poczuł – zaskakująco delikatnymi palcami, - pozostały guzek z tyłu głowy Harry’ego. – Będę musiał dać ci na to kolejny eliksir. Panie Potter, to oczywiste, że dostałeś urazu głowy w walce. W rezultacie, trudno pociągnąć cię  do odpowiedzialności za to odrobinę impulsywne późniejsze wystąpienie.
Harry zamrugał.
- Naprawdę?
- Tak. A teraz przestań stać, jakbyś właśnie zobaczył bazyliszka i właź w piżamę.
- Ale jest za wcześnie, by iść do łóżka! – poskarżył się automatycznie Harry. – Nie jestem zmęczony!
- Oczywiście, że jesteś – poinformował go Snape stanowczo, poluzowując krawat chłopca. – Niedawno byłeś poddany wielkiej próbie.
Harry podrapał się po nosie i myślał nad tym, podczas gdy profesor Snape kontynuował przebieranie go w piżamę, jakby był małym dzieckiem. Wielką próbę? Naprawdę? To wszystko nie wydawało się Harry’emu niezwykłe. Był długo przyzwyczajany do odskakiwania w każdej chwili – jeden z niepożądanych objawów posiadania Dudleya jako kuzyna. Jedyną rzeczą, która się różniła było to, że nie tylko pozwolono mu walczyć, ale miał również do pomocy cały szereg sojuszników.
Ale może profesor Snape był zaniepokojony, że tak wiele emocji – nawet dobrych emocji, - było wyczerpujące. Gdyby to była prawda, to tak, Harry będzie bardzo zmęczony, bo nigdy wcześniej w całym swoim życiu, nie czuł się tak bezpieczny i chroniony jak w Hogwarcie. A to wszystko dlatego, że profesor Snape zorientował się, jacy są Dursleyowie i zabrał go z dala od nich.
Snape parsknął cicho z satysfakcją, przeciągając piżamę przez ta niesforną czarną czuprynę. Przebieranie krnąbrnych dzieciaków w ich nocne ciuchy nie było aż tak trudne, jak pisali w książce. Oczywiście musiało się po prostu mieć zdecydowane podejście do małych potworów.
Sięgnął po pasek Harry’ego, a chłopak pisnął i odskoczył, łapiąc się za spodnie.
- Profesorze! Mogę to zrobić sam! – zaprotestował z oburzeniem.
Snape wstał.
- Więc natychmiast to zrób. Wrócę za chwilę z eliksirem na twoją głowę i jeśli nie będziesz w pełni przebrany, będą… - przerwał dramatycznie, - konsekwencje. – Wyślizgnął się z pokoju, powiewając szatami.
Harry popatrzył za nim będąc pod wrażeniem. Konsekwencje? Wow. Nigdy wcześniej mu nimi nie grożono. Nie był nawet pewny, czym były, ale brzmiały na tyle złowieszczo, że zaczął szamotać się ze spodniami od piżamy.
Snape wrócił do pokoju i zobaczył ubranego w strój nocny dzieciaka, otoczonego przez pogniecione ubrania.
- Przebrałem się! – zauważył Harry z dumą, zadowolony, że pobił powrót profesora o całe 30 sekund.
- Gratulacje – powiedział Mistrz Eliksirów srogo. – Wypij to.
Harry mruknął, wiedząc, że będzie to okropnie smakować, ale nadal był zdenerwowany tymi Konsekwencjami, więc zrobił, co mu kazano.
- Fuj! Dlaczego nikt inny nie musiał brać dodatkowych eliksirów? – jęknął, rzucając Snape’owi raczej wykalkulowane spojrzenie z ukosa.
Tak, jak miał nadzieję, profesor dał się nabrać.
- Ponieważ, bachorze, nikt inny nie jest moim podopiecznym, pod moją opieką i ochroną – warknął na niego Snape. Harry poczuł błysk szczęścia na te słowa. Uwielbiał, gdy profesor był tak opiekuńczy i pokazywał, jak bardzo mu zależy. – Teraz marsz do łazienki i umyj się. – Odwrócił Harry’ego za ramię i lekko pchnął. – Pospiesz się – jak możesz oczekiwać, że pozbędziesz się smaku napoju, jeśli nie umyjesz zębów, głupi dzieciaku?
Harry radośnie skierował się do łazienki. To tak podobne do profesora – dać mu eliksir tuż przed myciem zębów, dzięki czemu miętowa pasta usunie nieprzyjemny smak. Pani Pomfrey nie była tak troskliwa. Dała im po prostu wszystkie eliksiry lecznicze na ich rozcięcia i siniaki bez czegoś więcej niż późniejsza szklanka wody. Tak, była bardzo zajęta, ale profesor Snape nigdy by nie zapomniał czegoś takiego.
Snape rozejrzał się po sypialni i skrzywił z irytacją. Dzieciak mieszkał tu zaledwie kilka dni, a już wyglądało, jakby przeszło tu stado hipogryfów. Schylił się, by zebrać ubrania chłopca i ułożyć je prawidłowo. Czy tak to jest z dorastającymi chłopakami, rozrzucającymi tu i tam ubrania? Ktoś powinien napisać referat na ten temat: Podświadoma produkcja pól chaosu przez nastoletnich chłopców.
Kiedy odwrócił się od szafy, ułożywszy równo buty Harry’ego na podłodze, bachor wyszedł z łazienki, rumieniąc się i uśmiechając. Stracił uśmiech, gdy spojrzał na łóżko.
- Nie chcę spać! – jęknął. – Jest za wcześnie!
-Właź. Do. Łóżka.
Harry popatrzył na podłogę, ale powoli poczłapał do łóżka i – znów z obraźliwą powolnością, - wspiął się na nie.
- Nie będę spać! – oświadczył wyzywająco. – Będę tu siedział i patrzył w sufit i się nudził. Nie może pan kazać mi zasnąć.
Snape uniósł na to brew i Harry nagle zastanowił się, czy nie posunął się za daleko. Tylko dlatego, że nie chce iść spać, nie oznacza, ż powinien być tak bezczelny. Czyż nie przeprosił za to samo? I choć tym razem nie byli w miejscu publicznym, profesor Snape może nie być tak wyrozumiały – nie ważne, czy ma uraz głowy, czy nie.
Harry poniewczasie przypomniał sobie, że gdy ostatni raz był w kwaterach profesora i skarżył się na nudę – raczej mając nadzieję, że profesor załapie aluzję i zaproponuje grę z nim w Eksplodującego Snape’a albo w mini-quidditcha, - zamiast tego został odeskortowany do stołu, obdarowany piórem i atramentem i miał przepisywać Kompendium Mistrza Eliksirów o Składnikach Eliksirów: 1500 Magicznych Ingrediencji, Bez Których Nie Możesz Żyć. Spędzenie kolejnych 45 minut na przepisywaniu kompendium nauczyło go, że narzekanie Mistrzowi Eliksirów na nudę, nie było najbystrzejszym pomysłem na świecie. Z drugiej strony, przekonał potem mężczyznę, by pozwolił mu wykorzystać swoją nową wiedzę, pomagając Snape’owi przygotowywać składniki. Ku zadowoleniu Harry’ego, to sprawiło, że spędzili razem prawie trzy godziny w laboratorium.
Ale ponieważ wątpił, że dzisiaj profesor pozwoliłby mu być w jego laboratorium, Harry naprawdę nie miał ochoty na siedzenie i przepisywanie strona po stronie informacji o składnikach. Gdyby to był jego wybór, wolałby raczej leżeć w wygodnym łóżku i przeżywać Wielką Bitwę w swoim umyśle. Spojrzał nerwowo na profesora. Zepsuł to? Czy mężczyzna zamierza kazać mu przynieść kompendium?
Snape zmrużył oczy na bezkompromisowość chłopca. Nic dziwnego, że mały diabeł kręcił się jak chochlik kornwalijski na sterydach – na pewno w jego systemie wciąż biegło dużo adrenaliny, a jego gwałtowne wahania nastrojów – od przepraszających łez do ponurego uporu, - były kolejnym dowodem na przemęczenie, zestresowanie i emocjonalne zmącenie stanu umysłu. Mógłby zaaplikować mu eliksir uspokajający, ale dzieciak był już zalany miksturami leczniczymi. Lepiej poradzić sobie z tym mugolskimi sposobami – twardą ręką.
- Odwróć się na brzuch – rozkazał, siadając na łóżku.
Oczy Harry’ego rozszerzyły się. Dobrze, technicznie, był nieposłuszny – a przynajmniej groził, że będzie, - ale tak naprawdę nie oczekiwał, że profesor będzie tak zdenerwowany. Jednak oczywiście, mężczyzna zdecydował, że ma już dość pyskówek Harry’ego. Głupio, Harry! Tak głupio! Tak chcesz mu podziękować za opiekę? Bardziej się kłócąc?
Harry przełknął i zrobił, co mu kazano, chwytając poduszkę i chowając w niej twarz. Poczuł, że ręce profesora ściągają przykrycie i przygotował się na nadchodzący klaps. Wiedział, że tyłek bardzo nie zaboli, ale ból w klatce piersiowej sprawił, że pomyślał, że znowu zezłościł i rozczarował mężczyznę.
Dziwne, jednak profesor nie odkrył jego tyłka, pozostawiając przykrycie tuż nad nim. Czy profesor upewnia się, że klaps nie zaboli tak bardzo przez koce? Gdy Harry zastanawiał się, co się dzieje, zdecydowana ręka profesora opadła i zaczęła pocierać jego plecy.
- Rozluźnij mięśnie, niemożliwy bachorze – nakazał Snape szorstko. Mógł poklepywać małego potwora, ale to nie oznacza, że stał się ckliwy i sentymentalny. – Oczyść umysł. Zrelaksuj się.
Harry pisnął z zaskoczenia, gdy zamiast dostania piekącej nagany, ręka jego profesora zacząła ugniatać mięśnie jego pleców, odganiając wszystkie napięcia dnia. Po raz kolejny Harry dziwił się, jak mężczyzna jest kiepski, jeśli chodzi o dyscyplinę i martwił się, że inni uczniowie muszą pewnie z tego korzystać. Ale potem wszystkie spójne myśli zostały szybko odegnane przez aksamitny głos i silne palce wolno usuwające uścisk i stres.
- Mrglph – wymamrotał Harry w zupełnej błogości, gdy profesor wyciągnął rękę i delikatnie pomasował skórę głowy. Czuł się tak, jakby unosił się na chmurze, gdy jego mięśnie rozsupływały się, a stres wysączał się z niego.
- Oczyść umysł. Wyobraź sobie, że jesteś otoczony przez aksamitną ciemność. Jesteś otoczony przez nią, unosisz się w pustce. Nic nie może cię skrzywdzić. Nic się nie kłopota. Nic nie może cię dotknąć. Jesteś bezpieczny i chroniony – niski głos profesora mruczał hipnotycznie i Harry rozluźnił się jeszcze bardziej, praktycznie topniejąc na materacu, gdy zarówno umysł i ciało zostały opuszczone przez dzisiejsze emocje.
- Pływasz w głębokiej czarnej pustce…
- Latam – wymamrotał Harry, dając znać ostatnią iskierką świadomości.
- Co?
- Nie pływam. Latam – powiedział niewyraźnie Harry. – Lubię latać.
Snape przewrócił oczami.
- Jasne, latasz. Latasz w pustce. Umysł jest spokojny, ciało rozluźnione. Nic nie może cię dotknąć. Nic nie może zobaczyć. – Pod palcami poczuł, że mięśnie chłopca rozluźniają się, a jego oddech spowalnia i pogłębia. Ha! To tyle, jeśli chodzi o Pana „Nie Pójdę Spać i Nie Możesz Mi Kazać”, pomyślał z zadowoleniem. To powinno pokazać bachorowi, kto ma władzę. Dalej powoli, delikatnie masował i przekonująco mruczał, aż był pewny, że dzieciak głęboko śpi.
Cóż. To było obrzydliwie łatwe. A był zaniepokojony uczeniem dzieciaka Oklumencji. Oczywiście taka umiejętność była niezbędna Chłopcu, Który Przeżył, w razie gdyby jakiś Czarny Legilimenta próbował rozerwać jego umysł, ale Snape obawiał się, że z przeszłością dzieciaka, będzie niemożliwe, by rozwinął na tyle zaufania do drugiej osoby, by podążać jej instrukcjami, w jaki sposób oczyścić umysł. Najwyraźniej nie musiał się tym martwić. Jeśli to była jakaś wskazówka, Harry był wręcz zbyt ufny, podążając za instrukcjami Snape’a bez sprzeciwu.
Snape zdecydował, że będą musieli zrobić z tego regularną procedurę – przyzwyczaić chłopca do oczyszczania przed snem umysłu. To nauczyłoby go podstaw Oklumencji i jednocześnie ułatwiłoby głęboki, spokojny sen. I unikać przyszłych szczeniackich postaw „nie jestem zmęczony”. Fakt, że oznaczałoby to, że będzie musiał zaangażować się przed snem w regularny rytuał z małym potworem był, oczywiście, irytujący. Miał wiele ważniejszych rzeczy, które mógłby robić zamiast siedzenia przy łóżku małego bachora, uspokajając go i tuląc do snu swoimi słowami. Czemu, nieświadomy obserwator mógłby nawet pomyśleć, że przytula bachora!
Snape popatrzył wilkiem. Nie był czuły i opiekuńczy; relaksujący masaż to jedynie pomoc w nauce Oklumencji. To wszystko.
Spojrzał w dół, gdzie jego ręka, w niewytłumaczalny sposób, lekko odsuwała włosy małej okropności z twarzy. Spał w taki sposób, że można było niemal zapomnieć, jak bachor był niemożliwy – zawsze wpadał w kłopoty i siał spustoszenie, gdziekolwiek się udał. Snape skrzywił się, myśląc o wydarzeniach wieczoru. Jak ci Krukoni śmieli wyobrażać sobie, że mogą zaatakować Pottera? Gdyby Granger i chłopcy nie trafili przypadkiem na nich… Snape wzdrygnął się, a jego ręka stała się jeszcze bardziej delikatna, gdy z roztargnieniem pogłaskał głowę Harry’ego. Najwyraźniej zaczął opiekować się  dzieciakiem w ostatniej chwili.
Usłyszał ryk kominka, po czym zawołał go głos dyrektora. Szybko wstał z łóżka – to nie byłoby do zaakceptowania, gdyby był znaleziony siedząc tutaj i głaszcząc bachora. Albus na pewno źle to zrozumiał i wyobrażałby sobie, że Snape raczej staje się sentymentalny, niż tylko stosuje techniki niezbędne do prowadzenia nauki Oklumencji.
Snape zamknął za sobą drzwi do sypialni i podszedł na spotkanie z dyrektorem.
- Tu jestem, Albusie – zawołał.
- Ach, tu, mój chłopcze. Czy z Harrym wszystko w porządku? – Dumbledore próbował zajrzeć mu przez ramię, ale został pokonany przez zamknięte drzwi.
- Śpi.
- Hymm. Ciekawy zbieg okoliczności, prawda?
- Jeśli uważasz zasadzkę i napad na pierwszorocznego przez czterech starszych studentów za „ciekawe”.
Błysk w oku Dumbledore’a nieco wyblakł.
- Tak, muszę przyznać, że trochę niedoceniałem zagrożenia Harry’ego od strony jego kolegów. Nie przewidywałem, że niektórzy rodzice tak uszkodzili umysły swoich dzieci nienawiścią…
Snape uniósł brew.
- Nie? – W rzeczywistości, Snape nie był bardzo zaskoczony. W oczach Snape’a, największą wadą Dumbledore’a była jego nieograniczona wiara w najlepsze, co w każdym. Dając ludziom przywilej wątpliwości, dając drugą (i trzecią, i czwartą…) szansę, wszyscy byli specjalnością Dumbledore’a. Głęboko w sercu dyrektor był romantykiem, bez końca wierzącym, że każdy w końcu zrobi dobry uczynek, jeśli da się mu wystarczająco dużo możliwości. Natomiast podejrzliwa natura Snape’a znaczyła, że nie ufał wszystkim w zasięgu wzroku i, niestety, miał aż nazbyt często rację. Z drugiej strony to oznaczało, że rzadko był zaskoczony.
- Niezależnie od twojego zdziwienia, dyrektorze, ufam, że teraz docenisz zagrożenie czyhające na mojego podopiecznego i wesprzesz jego przyspieszoną naukę zaklęć obronnych? – Twarz Dumbledore’a wyrażała smutek, ale skinął przyzwalająco.
- I oczywiście, miałeś wydalić tę czwórkę Krukonów – kontynuował Snape, choć nadal miał niewielką nadzieję, że Dumbledore już podjął to działanie. Dyrektor brzydził się wydalania kogokolwiek i wykorzystywał każdą ilość czasu, by uniknąć tej ostatecznej kary, co Snape doskonale wiedział. Z drugiej strony, Mistrz Eliksirów niemal nie umiał się doczekać możliwości wyegzekwowania swojej zemsty na czterech chłopakach – nie mówiąc już o tym, co jego Dom i lwy Gryffindoru mogą zrobić, gdy nie będzie w pobliżu kogoś z kadry. Wiedząc, że mają milczącą aprobatę Snape’a, jego uczniowie upewnią się, że dla reszty szkoły będzie jasne, że zabieranie się za Ślizgona było bardzo złym pomysłem.
Przyjemne fantazje Snape’a zostały brutalnie zniszczone, gdy Albus westchnął.
- Tak, miałem niewielki wybór w tej sprawie.
Szczęka Snape’a opadła.
- Co? Naprawdę? Wydaliłeś ich? Całą czwórkę?
Albus odzyskał odrobinę iskierek w oczach na widok zdumionej twarzy Mistrza Eliksirów.
- Cóż, Severusie, doskonale wiedziałem, że nie pozwoliłbyś mi zrobić inaczej. Nawet, jeśli atak chłopców nie miał tak wyraźnie morderczych intencji, jasno wyjaśniłeś, że bierzesz bezpieczeństwo Harry’ego bardzo poważnie. Wiedziałem, że nie pozwolisz mu zostać w Hogwarcie, jeśli jego napastnicy zostaną na wolności, a biorąc pod uwagę okoliczności, to jedynym sprawiedliwym wyjściem jest, by to jego napastnicy odeszli. – Albus rzucił mu ostre spojrzenie. – Chłopcy nie kłócili się z moją decyzją. Wszyscy byli zbyt zalęknieni tym, co może się z nimi stać, gdyby zostali w szkole. Myślę, że czuli, że ich własne bezpieczeństwo jest… zagrożone.
- Ojoj – Snape uniósł brew. – Dlaczego mieliby tak myśleć?
Albus nie raczył odpowiedzieć. Zamiast tego, kontynuował:
- W związku z tym przekonaniem, cała czwórka była nawet zbyt skłonna do pełnego wyznania. Nie miałem wyboru – aurorzy zostali wezwani i zabrali chłopców. Podejrzewam, że panowie Peterson i O’Leary zostaną zwolnieni do rodziców po przesłuchaniu, ale Jeffreys i Smythe prawdopodobnie trafią do więzienia.
- Dobrze – warknął Snape nieprzychylnie.
Dumbledore westchnął ze znurzeniem.
- Nie, Severusie. To nie dobrze. To bardzo smutne zobaczyć, by taka młodość i potencjał zostały roztrwonione przez gorycz i stare urazy.
- Wybrali, dyrektorze, i są teraz pociągnięci do odpowiedzialności za swoje działania. Czy nie to powinieneś zaszczepić w takich dzieciach?
Albus lekko szarpnął ramionami.
- Myślę, że tak…
- A jaką wiadomość przekazałbyś innym uczniom, nie mówiąc o Har… eee, bachorze Pottera… gdybyś nie usunął ich ze szkoły.
Dumbledore poklepał go po ramieniu.
- Dziękuję, że próbujesz mnie rozweselić, mój chłopcze. – Snape skrzywił się; wcale nie miał takiego zamiaru! – Ale muszę przyznać, że nie przyszedłem tu tylko dla twojego dobrego samopoczucia. Mam złe wieści.
Snape zesztywniał.
- Co?
- Kiedy przybyli aurorzy, by zabrać chłopców, powiedzieli, że Syriusz Black uciekł z Azkabanu. – Dumbledore przerwał, patrząc na młodszego mężczyznę z głęboką troską.
Snape podtrzymał swoją charakterystyczną chłodną maskę.
- Wiedzą, jak Blackowi udało się dokonać takiego wyczynu? – zapytał głosem pozbawionym wszelkich emocji.
- Ministerstwo stara się utrzymać tą sprawę w tajemnicy, dlatego nie zostałem wcześniej poinformowany, ale jeden z aurorów powiedział mi, że kilka dni temu odkryli podobiznę Blacka w jego celi. Nie byli w stanie dowiedzieć się, jak Black uzyskał dostęp do różdżki – najwięcej mogli powiedzieć, że ktoś wsunął mu jedną, pod pozorem wizyty u innego więźnia. Już przesłuchują wszystkich gości więzienia z ciągu ostatnich kilku miesięcy, ale nie dokonali żadnych aresztowań.
- Na pewno odpowiedź jest oczywista – zadrwił Snape, ciesząc się z kodeksu etycznego Albusa, który zabraniał mu użycia na nim swoich umiejętności Legilimenty. – Wilkołak musi być w to zamieszany.
Albus westchnął.
- Och, mój chłopcze, gdybyś tylko potrafił nie zwracać uwagi na dawne obelgi. Aurorzy już przesłuchali Remusa dwukrotnie – drugi raz pod Veritaserum, - i nie wiedział nic na temat aktualnej lokalizacji Blacka, ani nie był w Azkabanie, ani nie był zaangażowany w ucieczkę.
Snape’owi udało się powstrzymać westchnienie ulgi. Nie spodziewał się, że użyją Veritaserum, choć biorąc pod uwagę chorobę Remusa, nie powinien być zaskoczony. Łatwo było dostać pozwolenie na użycie Veritaserum na wilkołakach.
Stłumił niechętny podziw dla Lupina. Oczywiście jego status, jako Huncwota był zasłużony, jeśli udało mu się zmylić aurorów nawet będąc pod wpływem serum prawdy – nie, że w ogóle musiał kłamać, ale Remus najwyraźniej odpowiadał bardzo ostrożnie. Dobrze, że Snape nie powiedział wilkowi czegoś więcej o ucieczce albo o tym, gdzie schował Blacka.
- Co więcej, Remus podjął pracę na kontynę cie – Włochy są bardziej tolerancyjne dla likantropii, - i był w stanie udowodnić, że rozpoczął rozmowy z nowym pracodawcą przed ucieczką Syriusza. Nie ma sposobu, by mógł być w to zaangażowany, choć wyobrażam sobie, że będziesz zadowolony, wiedząc, że wkrótce będzie mieszkał za granicą. – Snape uśmiechnął się ironicznie. – Obawiam się, że Ministerstwo jest na całkiem straconej pozycji jeśli chodzi o odnalezienie Syriusza, a wieść o jego ucieczce zaczyna wyciekać – to dlatego ten Auror czuł, że mógłby mi powiedzieć. Jestem pewny, że ta informacja cię denerwuje, Severusie, ale nie mogę uwierzyć, że Syriusz byłby tak głupi, by przyjść po Harry’ego – albo ciebie.
- W przeciwieństwie do ciebie, Albusie, jestem przekonany, że idiotyzm Blacka jest nieograniczony. Uczynię pewne kroki w celu upewnienia się, że nic nie zaszkodzi bachorowi albo mnie.
Dumbledore skinął głową i odwrócił się do wyjścia. Przy kominku zatrzymał się i odwrócił.
- Ten Auror wspomniał coś dziwnego, Severusie. – Na widok uniesionej brwi Mistrza Eiksirów, Dumbledore kontynuował: - Pod wpływem Veritaserum Remus stwierdził, że jest pewny, że Syriusz był niewinny. Amelia Bones, która była tam obecna, jest bardzo zainteresowana tym, dlaczego ktokolwiek mógłby żywić jakieś wątpliwości co do przypadku, który był od dawna uważany za otwarty i zamknięty, i – jako że jest sumienną czarownicą, - wznawia wstępne dochodzenie w sprawie śmierci Petera i mugoli. – Spojrzał na niego niezręcznie. – Obawiam się, że to może wskrzesić stare i bolesne wspomnienia, mój chłopcze. Oczywiście, postaram się zrobić co mogę, by ich od tego powstrzymać, ale…
- Nie – Snape spojrzał gniewnie na Albusa. – Nie zrobisz nic, by utrudnić Bones dochodzenie, dyrektorze. – Świetnie – wpadłem w te wszystkie kłopoty z uwolnieniem kundla z Azkabanu, a Albus już utrudnia całą moją pracę.
Starszy czarodziej spojrzał na niego ze zdumieniem.
- Ale myślałem, że pamiętając te straszne dni – morderstwo Lily i Jamesa, - byłoby to dotkliwie bolesne dla ciebie i Harry’ego.
Snape zacisnął zęby.
- Lepiej dla chłopca pogodzić się teraz z perfidią Blacka i śmiercią rodziców, niż być rozpuszczonym przez jakąś fikcję, taką jak pojęcie, że jego rodzice byli pijani, gdy zginęli w wypadku samochodowym – zadrwił, patrząc na dyrektora.
Dumbledore zaczerwienił się na to przypomnienie nieprzydatności Dursleyów.
- Rozumiem twój punkt widzenia, Severusie. Być może lepiej dla Harry’ego, by poznał prawdę, nawet tą bolesną. – Spojrzał uważniej na Snape’a. – A ty, mój chłopcze? Co będzie z tobą, gdy po raz kolejny usłyszysz o tym, jak Lily została zdradzona?
Snape zmusił się do pogardliwego uśmiechu.
- Słuchanie o nikczemności i tchórzliwych działaniach Blacka będzie dla mnie niezbyt bolesne, Albusie. To o Minervę powinieneś się martwić.
Dumbledore westchnął na ten kolejny dowód uporczywej goryczy Snape’a.
- Tak, chyba masz rację. Cóż, w takim razie, dobrze, że zostawiłem ci opiekę nad Harrym. – Odwrócił się ostatni raz. – Masz dużo powodów, by być dziś dumnym ze swojego Domu, mój chłopcze – podobnie jak z reszty szkoły.
Snape starał się nie wyglądać na zbyt zadowolonego.
- Tak, to było całkiem imponujące, nieprawdaż?
Dumbledore mrugnął do niego.
- Całkiem.
Snape tylko zrelaksował się, gdy dyrektor użył Fiuu. Cóż. Zrobił to – albo wydawało mu się, że zrobił. Będzie nieuniknione poruszenie, gdy rozniesie się wieść o ucieczce Blacka, ale szybko będzie wyparta przez najnowszy skandal sław albo zwycięstwo w Quidditchu. Spodziewał się, że Lupin skontaktuje się z nim lada dzień, a wtedy przeniesie wilkołaka do Blacka i pozwoli mu zadbać o tego idiotę, by wrócił do zdrowia. Za kolejny tydzień lub dwa, polowanie na Blacka powinno ucichnąć i wkrótce po tym, Black będzie mógł zacząć pracować nad mugolami. Snape zwalczył uśmieszek – udało mu się dostać dwóch Huncwotów za cenę jednego. Rzeczywiście Dursleyowie będą bardzo nieszczęśliwi.

CDCjj
CDCjj
CDN…

Dzięki za każdą opinię ;)

5 komentarzy:

  1. N jak Nicość8 lipca 2016 04:27

    Lubię takie rozdziały, bo dużo się działo. No i było dużo Severusa z Harrym. I dyrektor wreszcie choć raz zrobił to, co mu Severus zasugerował i to w tak kluczowej sprawie jak wyrzucenie uczniów ze szkoły! I przecudowniesłodki był opis tego, jak Harry bez skrępowania wpakował się na kolana Severusa i jak opowiadał w przejęciu i jak go Sev objął! To był chyba najfajniejszy fragment. Choć podobało mi się też, jak po uśpieniu Harry'ego Sev sobie rozmyślał o tym jak to miał rację i jak to nie mógł młodemu "kazać" spać. Strasznie to urocze! Bardzo mi się podobał ten rozdział. Czekam z niecierpliwością na to, aż szum wokół Syriusza ucichnie i zacznie nawiedzać Dursleyów ^^

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. N jak Nicość8 lipca 2016 04:29

      A jeszcze bardziej czekam na to, aż padną magiczne słowa "tata" i "syn" :D

      Usuń
  2. Hihi!! Wersja Harry'ego opowiadana Seviemu była świetna. Ale i tak chyba najbardziej rozwala mnie Sev z tym jego "ja się wcale nie troszczę o tego bachora", "NIE jestem czuły i opiekuńczy" i innymi tego typu tekstami. To jest po prostu genialne, jak Sev za wszelką cenę stara się oszukać nawet samego siebie. Nie mogę się doczekać, aż w końcu sobie uświadomi, że nie ma się co wypierać - dba o Harry'ego z własnej woli i JEST w stosunku do niego opiekuńczy.
    Czekam na nexta. Weny, czasu i chęci~!
    ~Daga ^.^'

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedyna godna reakcja do tego rozdziału to.... "awww" xd


    Jejku moment kiedy Harruś siedzi na kolanach Seva i opowiada z przejęciem no po prostu cudo *-*

    Czekam na dalsze tłumaczenie ;*

    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    o tak Severus musi zobaczyć świataopogląd Harrego, bo cały czas będą nieporozumienia, świat dowiedział się o ucieczce Blacka, śledztwo, mam nadzieję, że prawda wyjdzie na jawi jaki opiekuńczy Severus...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń