sobota, 16 lipca 2016

NS - Rozdział 12 - Mapa Huncwotów



Pozostała część weekendu była długa. Gdy pani Pomfrey kompletnie wyleczyła Harry’ego, nalegała, by został w skrzydle szpitalnym do poniedziałkowego ranka. Harry nie opierał się ani nie narzekał. Po prawdzie nie mówił prawie nic. Był zbyt zrozpaczony po stracie swojej miotły i ponownym wspomnieniu przerażonego głosu jego matki. Nie powiedział nikomu o usłyszeniu jej lub Voldemorta, ale wiedział, że coś podejrzewają. Ostatecznie może tylko siedzieć na parapecie i gapić się na dziedziniec tak długo, aż ludzie zaczną się martwić.
Bez przerwy odwiedzali go goście, ale Harry odpowiadał na ich pytania jednym słowem, o ile w ogóle odpowiadał. Nauczyciele nawet próbowali, bez powodzenia, podnieść Harry’ego na duchu. Wielu myślało, że Harry wpadł w jakiś rodzaj depresji, ale ci, którzy znali Harry’ego wiedzieli, to nie jest powód jego zbolałego spojrzenia. Ron, Hermiona i Ginny widzieli to spojrzenie w pociągu po wyjściu dementora.
Problem polegał na tym, że w przeciwieństwie do ostatniego razu, Harry nie miał z kim porozmawiać. Nie chciał tym obciążać Rona i Hermiony albo któregokolwiek z nauczycieli. Tak czy inaczej, co mogli zrobić? Profesor Lupin wiedział, co powiedzieć, ale Harry nadal czuł się zraniony nawet myśląc o zbliżeniu się do niego. Harry zaufał temu człowiekowi ponownie po ustaleniu, że Lupin wiedział, że Midnight to faktycznie Syriusz Black, ale tylko po to, by się zorientować, że zaufanie było jednostronne. Profesor Lupin nigdy mu nie ufał, więc dlaczego on miałby zaufać profesorowi Lupinowi? Dlaczego miałby ufać komukolwiek?
Spanie w nocy było niemożliwe. Za każdym razem, gdy Harry zamknął oczy, zostawał wciągnięty w błagania jego matki, szalony śmiech Voldemorta i intensywne zimno dementorów. Pani Pomfrey zauważyła niechęć Harry’ego do snu i skończyło się na tym, że zaczęła uciekać się do używania Eliksiru Bezsennego Snu. Harry był wdzięczny, ale wiedział, że to tylko tymczasowe rozwiązanie. Wiedział, że to niepokoi go tak bardzo, bo nie może zrobić nic, tylko słuchać. Znowu był bezradny.
Powrót do zajęć w poniedziałek przyniósł przynajmniej trochę rozproszenia uwagi i zmiany scenerii. Od kiedy Gryffindor wygrał mecz Malfoy musiał uciec się do szydzenia z Harry’ego wspominając dementorów i upadek z miotły. Jedynym problemem było to, że niewielu śmiało się razem z nim. Harry wydawał się być wyczerpany i nadal wyglądał na przygnębionego. Wszyscy wiedzieli o działaniu dementorów i wywnioskowali, że tym razem jest gorzej niż poprzednio.
Ron i Hermiona zrezygnowali z próbowania wyciągnięcia z Harry’ego informacji i ratowali się staniem przy jego boku przez cały czas, na wypadek, gdyby chciał porozmawiać. Harry wiedział, że to źle odtrącać wszystkich od siebie, jak to robił, ale nic nie mógł na to poradzić. Po prostu wydawało się, że musi to robić. Wszyscy go okłamywali. Midnight… eee… Syriusz Black skłamał o byciu psem. Profesor Dumbledore kłamał o tym, jak jego rodzice zostali zamordowani. Profesor Lupin skłamał… no, a raczej powstrzymał się od mówienia prawdy, ale to to samo.
Przynajmniej dla Harry’ego.
Docierając do klasy Obrony, Harry już miał wejść do środka, gdy został odsunięty przez Rona.
- Nie sądzę, że mogę sobie poradzić ze Snapem uczącym innego przedmiotu – powiedział Ron. – Nie zgodzisz się ze mną, Harry?
Harry wzruszył tylko ramionami w odpowiedzi i wszedł do klasy, zauważając, że profesor Snape nie jest nauczycielem. Wrócił profesor Lupin. Harry nie do końca wiedział, jak się z tym czuć. Tak, Snape był zgorzkniałym i stronniczym dupkiem, ale zobaczenie Lupina było jedynie przypomnieniem o bólu, który Harry starał się rozpaczliwie utrzymać wewnątrz siebie.
Profesor Lupin nadal wyglądał źle i najwyraźniej stracił trochę na wadze. To zbyt wiele zbiegów okoliczności, by je zignorować. Profesor Snape omówił temat wilkołaków tylko z jednego powodu: by uświadomić uczniów o stanie profesora Lupina.
Jednak klasa była zbyt zajęta narzekaniem o tym, co musieli znosić pod wodzą profesora Snape’a. Profesor Lupin uśmiechał się na oburzenie, póki nie spojrzał na Harry’ego i nie zauważył, że jego podopieczny unika kontaktu wzrokowego. To nie dobrze. Po kolejnej rundzie skarg, profesor Lupin odzyskał kontrolę nad klasą i zapewnił, że zadanie nie musi być oddane. Cała klasa została z niego zwolniona za wyjątkiem Hermiony, która wyglądała na rozczarowaną, ponieważ już skończyła.
Omawiając zwodniki, Gryffindor odzyskał z powrotem wszystkie punkty, które stracili podczas Obrony ze Snapem. Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy ruszyli do drzwi. Harry wiedział, że musi stąd wyjść, zanim wybuchnie, ale niestety profesor Lupin nie pozwolił mu na to tak łatwo.
- Harry, mogę cię prosić na słówko? – zawołał profesor Lupin.
Harry westchnął i pozostał w miejscu, podczas gdy inni wyszli. Powoli odwrócił się i wreszcie napotkał zmęczony wzrok Lupina. Naprawdę nie chciał teraz tego robić. Nie chciał rozmawiać o tym weekendzie. Chciał po prostu być sam.
- Przykro mi z powodu twojej miotły, Harry – powiedział profesor Lupin, układając książki w torbie. – Profesor Dumbledore opowiedział mi o dementorach. Podejrzewam, że zareagowałeś tak samo, jak w pociągu?
Harry spuścił wzrok.
- Nie chcę o tym rozmawiać, profesorze – powiedział w napięciu.
Profesor Lupin był zaskoczony tonem Harry’ego.
- Harry, czy coś się stało? – spytał, zbliżając się powoli. – Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko, cokolwiek tylko chcesz.
Harry powoli pokręcił głową. Chciał krzyczeć, ale powstrzymał to. Musiał zrozumieć, dlaczego wszyscy zawsze go okłamują.
- Już nie – wymamrotał, po czym spojrzał na Lupina. – To był długi weekend, profesorze, więc jeśli już nic więcej…
Profesor Lupin wyciągnął rękę, by dotknąć ramienia Harry’ego, ale Harry szybko cofnął się i pozostał poza jego zasięgiem.
- Czy zrobiłem coś złego, Harry? – zapytał ostrożnie. – Przykro mi, że nie mogłem cię odwiedzić w weekend, ale byłem raczej chory.
Kłamstwa! Nie mogąc już tego wytrzymać, Harry sięgnął do plecaka i wyciągnął swój esej o wilkołakach. Uderzył dwoma zwojami pergaminu o biurko po swojej prawej.
- Mój esej, profesorze – powiedział Harry z ożywieniem. – Proszę się upewnić, że profesor Snape go dostanie. Wiem, że nie cierpiałby tego, że nikt nie zorientował się prawdziwego powodu poruszenia tematu wilkołaków.
Oczy Lupina rozszerzyły się z zaskoczenia, a twarz pobladła.
- Harry… Ja…
Harry nie dał mu szansy.
- Okłamałeś mnie! – zawołał, nieświadom tego, że przedmioty w pomieszczeniu zaczynają się trząść. – Ufałem ci we wszystkim, a ty mnie okłamałeś! Wszyscy mnie okłamują! Myślałem, że jesteś inny!
Kilka kawałków szkła eksplodowało. Lupin odruchowo zakrył głowę, by zasłonić ją od szkła. Czując, że nic go nie uderzyło, spojrzał w górę i zobaczył łzy spływające po twarzy Harry’ego.
- Harry, posłuchaj mnie – powiedział ostrożnie. – Przepraszam, że ci nie powiedziałem. Bałem się. Myślałem, że jeśli się dowiesz to będziesz się mnie bał. Nie chciałem cię stracić. Jesteś wszystkim, co mam.
Harry upadł na kolana i ukrył twarz w dłoniach. Tego było zbyt wiele. Wszystko było poza jego kontrolą: Syriusz Black, dementorzy, Dursleyowie, krzyki jego matki, wysoki głos Voldemorta… ten nieludzki głos i zrozumienie prawdy o profesorze Lupinie. Dlaczego wszystko musiało być takie trudne? To po prostu niesprawiedliwe!
Profesor Lupin pospieszył do jego boku i pociągnął nastolatka do swojej piersi.
- Już w porządku, Harry – powiedział miękko. – Będzie dobrze. Po prostu pozwól temu odejść.
Dopiero, gdy Harry zemdlał z wyczerpania, profesor Lupin poruszył się. Musiał przyznać, że jest zły, nie, jest wściekły. Severus Snape nie miał prawa tego robić. Teraz pozostało pytanie, jak naprawić ten bałagan i jak ponownie zdobyć zaufanie Harry’ego.
Wiedząc, że Harry potrzebuje odpoczynku bardziej niż czegokolwiek innego, Lupin wziął Harry’ego z powrotem do swoich kwater i położył chłopca do łóżka. Zanim go przykrył, zdjął jego okulary i buty. Gdy się upewnił, że Harry’emu jest wygodnie, Remus poszedł wykonać dwa połączenia przez Fiuu: jedno do Albusa Dumbledore’a i jedno do Severusa Snape’a.
^^^
- NIE MIAŁEŚ PRAWA!
Głośny głos szybko wyrwał Harry’ego ze snu. Nie musiał nawet otwierać oczu, by wiedzieć, gdzie jest. Miękkie łóżko i zapach pokoju to wszystko, co potrzebował, by wiedzieć, że jest w kwaterach dla gości profesora Lupina; w pokoju, w którym Harry spędził prawie miesiąc w czasie wakacji. Ostatnią rzeczą, którą Harry chciał, było wstanie. Wciąż był wyczerpany, a jego głowa pulsowała. Dlaczego był tak bardzo zmęczony?
- To nie moja wina, że byłeś niedysponowany – powiedział Snape chłodno. – Twoja klasa była w tyle. Każdy inny nauczyciel zrobiłby to samo.
Nie trzeba było być geniuszem, by zrozumieć, że to profesor Lupin i profesor Snape kłócą się w pokoju obok o to, co zaszło w klasie Obrony. Harry chciał wstać i powiedzieć dwóm nauczycielom, by się zamknęli, ale sama myśl o poruszeniu się była zbyt wielka dla rosnącego bólu głowy Harry’ego. Dlaczego tak bardzo bolała go głowa? To nie miało żadnego sensu.
- Nie, nie zrobiliby! – powiedział profesor Lupin głośno. – Nie waż się nawet próbować wymigać od tego! Poruszyłeś temat wilkołaków tylko po to, by kogoś zastanowić! Harry się zorientował, o co ci chodziło!
- Harry wie? – zapytał profesor Dumbledore. – Severusie, myślałem, że wyraziłem się jasno. Harry jest teraz bardzo kruchy. Potrzebuje kogoś, komu może ufać. To Remus miał zdecydować, kiedy powie Harry’emu o swoim stanie.
Harry jęknął z bólu, zmuszając się, by usiąść. Zignorował natarczywe pulsowanie i trzymając oczy zamknięte, ruszył chwiejnie ku drzwiom. Musiał kazać im przestać. Musiał zatrzymać ten ból głowy.
- O tak, rozpieszczajmy Pottera tak mocno, jak tylko można – zadrwił Snape.
- Wystarczy, Severusie – ostrzegł Dumbledore. – Idź do mojego biura. Wkrótce się tobą zajmę.
Zapadła cisza. Harry mógł tylko przypuszczać, że Snape odszedł przez kominek, bo gdyby wyszedł przez drzwi, trzasnęłyby tak głośno, by zaskoczyć wszystkich w zamku. Docierając do ściany, Harry wyczuł klamkę i zachwiał się, gdy uderzyła w niego fala zawrotów głosy.
- Co z Harrym? – spytał profesor Dumbledore zaniepokojonym tonem.
- Jest zły – odpowiedział Lupin wprost. – Już mi nie ufa. Wiedziałem, że to zły pomysł. Nigdy nie powinienem się zgadzać na to stanowisko. Nie mogę znieść tego, że Harry mnie nienawidzi, Dumbledore. Jest tak trudno zdobyć jego zaufanie. Nie mam pojęcia, jak to naprawić.
- Bądź z nim szczery – poradził Dumbledore. – Harry był wychowany przez mugoli, więc nie rozumie, co doświadczałeś przez tak wiele lat. Czy jest jeszcze ktoś, kto może się zorientować?
- Być może Hermiona – powiedział Lupin. – Była jedyną kolejną osobą, która zakończyła zadanie, które dał im Severus.
Nie mogąc się dłużej skupić, Harry upadł z hukiem. Usłyszał, że drzwi się otwierają, a potem dwoje ludzi pomaga mu wrócić do łóżka. Harry mógł tylko przypuszczać, że to Lupin i Dumbledore. Po uchyleniu powiek i zerknięciu na zamazane postacie, Harry zauważył, że to rzeczywiście oni.
- Poślę po Poppy – powiedział Dumbledore cicho. – Niech się nie denerwuje, Remusie.
Lupin utrzymywał uwagę na Harrym, podczas gdy dyrektor wyszedł z pokoju. Widział, że nastolatek walczy, by nie odpłynąć z wyrazem bólu na twarzy. Profesor Lupin niezobowiązująco dotknął czoła Harry’ego, ale nie poczuł żadnych oznak gorączki.
- Nie potrafię wyrazić, jak mi przykro, Harry – powiedział cicho. – Nigdy nie chciałem, żebyś dowiedział się tego w taki sposób. Starałem się tylko chronić cię. Myślałem, że jeśli dowiesz się o mojej ciemnej stronie, będziesz się mnie bał.
Harry nie mógł zebrać sił, by odpowiedzieć. Mrugnął powoli, patrząc nadal na plamę, którą był profesor Lupin. Dlaczego mężczyzna miałby się bać? To nie miało żadnego sensu. Wiedział, że wilkołaki były uznawane za ciemne stworzenia, ale wężomowa też była czarno magiczną umiejętnością. Jeśli Lupin nie wierzył, że Harry jest czarno magiczny, to dlaczego Harry miałby wierzyć, że Lupin jest?
Rozległo się pukanie do drzwi. Profesor Lupin spojrzał przez ramię i zobaczył, że pani Pomfrey spieszy do Harry’ego, a za nią podąża Dumbledore. Odsunął się z drogi, gdy Pomfrey machnęła różdżką nad Harrym i jęknęła z trwogi.
- Dobry Boże, Potter! – wykrzyknęła. – Jak to, do licha, możliwe, że jesteś przytomny?
- Co jest nie tak? – spytał profesor Lupin pilnie.
Pani Pomfrey sięgnęła do torby i wyciągnęła fiolkę eliksiru.
- Ból głowy, profesorze – powiedziała, odkorkowując butelkę. – Poważny, ale niezagrażający życiu. – Delikatnie odchyliła jego głowę, więc Harry patrzył w sufit i przekrzywił ją. – Otwórz usta, Potter.
Harry zrobił, co mu kazano i wzdrygnął się, gdy okropny w smaku eliksir wlał się w jego gardło. Ból powoli się zmniejszył i Harry poddał się ciemności.
^^^
Następnym razem, gdy Harry się przebudził, profesor Lupin był przy jego łóżku. Gdy Harry zjadł, Lupin wytłumaczył mu, jak wilkołaki są traktowane w czarodziejskim świecie. Po usłyszeniu o dyskryminacji i starych wierzeniach, Harry nie był zaskoczony, że profesor Lupin ukrywał prawdę.
Gdy to się skończyło, zarówno Harry jak i profesor Lupin odkryli, że są bardziej do siebie podobni, nż którykolwiek z nich pierwotnie sądził. Oboje byli postrzegani i oceniani za coś, nad czym nie mieli kontroli (Harry będąc Chłopcem, Który Przeżył, a Lupin jako wilkołak). Nikt nie przeszkadzał sobie, by się dowiedzieć, kim są poza swoimi tytułami. I oboje byli sami.
Gdy Harry usłyszał wszystko z punktu widzenia profesora Lupina wielokrotnie przepraszał za swój wybuch. Lupin machnął na to ręką, nie obwiniając Harry’ego w najmniejszym stopniu. Rozmawiali od wczesnych godzin porannych zanim nazwali je nocą. Harry powiedział profesorowi Lupinowi o usłyszeniu jego matki i Voldemorta podczas meczu Quidditcha, a Lupin ujawnił, że został ugryziony, gdy był dzieckiem. Sprawy nie były tam, gdzie powinny, ale zostały szybko naprawione.
Weekend nastał szybko. Korzystając z wymówki, że profesor Lupin i Harry będą rozmawiać o jego rodzicach była wystarczająca dla Rona i Hermiony, by zostawić Harry’ego z profesorem Lupinem, gdy tylko skończył się obiad. Profesor Dumbledore przyszedł niedługo później i przez trzy godziny nad Zakęciem Patronusa, póki Harry znów nie przeciążył zaklęcia, chociaż nie tak mocno jak wcześniej. Harry robił postępy. Srebrna mgła wychodząca z jego różdżki była bardziej określona, ale jeszcze nie przyjęła kształtu. Profesor Lupin miał rację. Opanowanie Zaklęcia Patronusa to ciężka praca.
Koniec listopada przyniósł kolejny mecz Quidditcha, w którym Ravenclaw bez trudu pokonał Hufflepuff, stawiając Ravenclaw w czołówce do Pucharu Quidditcha. To pchnęło Olivera do stworzenia zupełnie nowej strategii, która zapewni Gryfonom Puchar Quidditcha. Treningi były męczące i trudne w marznącym deszczu, który zdawał się nie mieć końca, nawet w grudniu. Cały zespół wziął za przykład Harry’ego i mieli zwyczaj korzystania z uroków ogrzewających, by zapobiec zamarznięciu na śmierć.
Harry rzeczywiście zrobił wszystkie świąteczne zakupy z katalogów za pomocą profesora Lupina. Jego lista w tym roku była z pewnością dłuższa o jego nową rodzinę. Trudno było znaleźć cokolwiek, ale Hary czuł, że musi znaleźć sposób, by podziękować tym, którzy tak wiele dla niego zrobili. Musiał robić tę cześć świątecznych zakupów w tajemnicy, bo żadne uczeń nie zrozumiałby tego.
Gdy zbliżały się święta, Harry odkrył, że zarówno Ron i Hermiona zostają, ale prawie cały zamek jechał do domu. Starał się przekonać przyjaciół, że będzie w porządku, ale się uparli. Ron twierdził, że nie mógłby przez dwa tygodnie znieść Percy’ego w Norze, podczas gdy Hermiona była trochę do tyłu z pracą domową i musiała nadrobić zaległości. Czując ulgę, że będzie spędzać święta z ludźmi w jego wieki, Harry nie kwestionował ich zachowania. Po prostu je przyjął.
Była jeszcze jedna wycieczka do Hogsmeade podczas całkiem ostatniego weekendu semestru, która miała miejsce w czasie kolejnej lekcji Patronusa, więc Harry nie był zbyt zawiedziony. Jego Patronus był powoli coraz bardziej określony, choć nikt nie mógł zrozumieć, jaki ma kształt. Jego przeciążenia magii były już bardzo rzadkie, co było ulgą dla wszystkich w pokoju.
Rankiem w dniu wycieczki do Hogsmeade, Harry pożegnał swoich przyjaciół, patrząc przez „Którą Miotłę”, którą pożyczył od Olivera próbując znaleźć miotłę zastępczą. Używał szkolnej miotły, która była stara i wolna. Nie mógłby użyć takiej w następnym meczu, bo inaczej przegrają na pewno.
Było jeszcze wcześnie, więc był zaskoczony, gdy naprzeciwko niego prze stole usiedli bliźniacy Weasley, ubrani i gotowi na podróż do Hogsmeade.
- Hejka, Harry – powiedział Fred. – Zdecydowaliśmy dać ci prezent pod choinkę wcześniej.
Harry spojrzał na nich sceptycznie.
- Ech, no nie wiem – powiedział. – Doskonale pamiętam wasz ostatni prezent, który daliście Ronowi.
Fred i George uśmiechnęli się z dumą.
- To było trochę amatorskie, ale mieliśmy kryzys – powiedział George. – To nic z tych rzeczy. Uwierz mi, spodoba ci się. – Wyciągnął bardzo duży i zużyty kawałek pergaminu z płaszcza i podał go Harry’emu.
Harry przyglądał mu się przez chwilę, zanim spojrzał na nich.
- Obawiam się, że nie rozumiem – powiedział.
- To, Harry, jest kluczem naszego sukcesu – powiedział Fred. – Używaliśmy jej z dumą przez wiele lat…
- … Ale zgodziliśmy się, że potrzebujesz jej bardziej niż my – kontynuował George za brata. – Wiesz, wracając na pierwszy rok, gdy byliśmy jeszcze niewinni i naiwni…
- … szokujące, wiemy – dodał Fred. – Byliśmy w pewnym miejscu z Filtchem i znaleźliśmy ten mały przedmiot w szafce z napisem skonfiskowane i bardzo niebezpieczne. Cóż, można się domyślić, co zrobiliśmy.
- Teraz to jest najważniejsza lekcja, którą kiedykolwiek będziesz miał w Hogwarcie – powiedział George z uśmiechem, po czym wyjął różdżkę i dotknął nią lekko pergaminu. – Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.
Cienkie linie atramentu zaczęły się rozprzestrzeniać z miejsca, gdzie dotknęła różdżka George’a. Złączyły się razem i skrzyżowały. Na górze utworzył się napis, ogłaszając:
Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz
Zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
Mają zaszczyt przedstawić:
MAPĘ HUNCWOTÓW
Oddech Harry’ego uwiązł w gardle. Huncwotów? Jego ojciec ją zrobił? Ale kim są Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz? To muszą być pseudonimy, więc który to który? Harry natychmiast pomyślał, by spytać profesora Lupina, ale szybko odrzucił ten pomysł. Jak mógłby wyjaśnić, że zna imiona Huncwotów?
Przyglądając się bliżej pergaminowi, Harry zrozumiał, że była to szczegółowa mapa Hogwartu. Drobne kropki poruszały się wokół, podpisane imionami. Mógł widzieć, że profesor Dumbledore chodzi po swoim gabinecie i że profesor Lupin właśnie wchodzi do biura.
- Więc, istnieje siedem przejść do Hogsmeade – powiedział Fred, zaczynając śledzić je palcem. – O tych czterech Filtch wie… - zwrócił uwagę na dane przejścia, - ale jesteśmy jedynymi, którzy wiedzą o tych. Lepiej nie używać tego, ponieważ tuż przed przejściem posadzono Bijącą Wierzbę i nie korzystaj z tego zza zwierciadła na czwartym piętrze. Jest zawalone. To dochodzi do piwnicy Miodowego Królestwa. Właśnie to polecamy. Wejście jest tuż obok tego pomieszczenia, w garbie jednookiej wiedźmy.
- Dobrze – powiedział George, rozglądając się dla upewnienia, że nikt nie podsłuchuje. – Nie zapomnij jej wyczyścić, gdy już przestaniesz jej używać…
- …albo każdy będzie mógł ją odczytać – dodał Fred, wyciągając różdżkę i dotykając mapy.
- Wystarczy dotknąć jej ponownie i powiedzieć…
- …Koniec psot! – powiedzieli razem.
Harry patrzył, jak mapa z powrotem staje się pustą kartką pergaminu. Niezliczone myśli przebiegły mu przez głowę. Ta mapa mogła być pomocna w znalezieniu Syriusza Blacka. Powinien zwrócić ją profesorowi Lupinowi? Używać jej sam? Harry po prostu nie wiedział.
- Do zobaczenia – powiedział George, mrugnął i odszedł z bratem.
Harry miał dylemat: oddać ją czy nie oddać jej. Wiedział, że jeśli to zrobi, już nigdy jej ponownie nie zobaczy. Profesor Lupin był jednym z Huncwotów, więc musiał odegrać jakąś rolę w tworzeniu mapy i dlatego wiedziałby, jak działa. Lupin mógłby zabrać ją i oddać profesorowi Dumbledore’owi, by znaleźć Syriusza Blacka. Ale ta mapa była jego ojca, tak jak peleryna niewidka. Było tak mało rzeczy, które Harry miał po rodzicach, że zbyt mu na niej zależało, by ją oddać.
Wczesnym popołudniem, Harry spotkał się z profesorem Lupinem i profesorem Dumbelderem na koleją lekcję Zaklęcia Patronusa, a mapa Huncwotów leżała bezpiecznie w jego kufrze. W końcu to serce wygrało nad rozumem. Nie mógł zrezygnować z mapy, którą pomagał tworzyć jego ojciec. Nie chciał używać jej tak, jak Fred i George oczekiwali, że ją użyje. Zbyt się bał.
Profesor Lupin znalazł bogina do treningu, przez co nauka była niezwykle trudna. Harry był tak skupiony na zamknięciu się na głosy, że nawet nie próbował przeciążyć uroku. Udało mu się rzucić zaklęcie kilka razy zanim zemdlał przy każdej próbie, ale to, co wyszło z jego różdżki nie było nawet podobne do tego, co osiągnął przed dzisiejszym dniem.
Zarówno Lupin jak i Dumbledore próbowali uspokoić Harry’ego, że wciąż osiąga więcej, niż się spodziewali, ale to wciąż było frustrujące. Robił wszystko, co mu powiedziano, więc dlaczego to nie działało? Wiedział, że to miało być trudne, ale to było aż śmieszne.
Bardziej wycieńczony po lekcji, niż mógłby kiedykolwiek przyznać, Harry wycofał się do swojego łóżka z baldachimem, zanim Ron i Hermiona wrócili z Hogsmeade. Nie wiedział, jak długo leżał zamyślony. Ron i Hermiona wrócili i sprawdzali wielokrotnie, pytając cicho, czy się obudził, ale Harry pozostawał w całkowitym bezruchu, udając, że śpi. Tak czy inaczej, nie miał pojęcia, co miałby im powiedzieć. Nienawidził zatajać tyle rzeczy przed nimi. To było tak, jakby w ogóle ich nie znał.
Muszę ustalić z nimi parę rzeczy. Jak tylko dowiem się, jak to zrobić.

1 komentarz:

  1. Hej,
    jak widać wciąż ćwiczy, och ten wybuch... poczół się zraniony...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń