czwartek, 28 lipca 2016

NS - Rozdział 13 - Stare rany i nowe zmartwienia



Dźwięk zatrzaskiwanych kufrów przestraszył Harry’ego, wyrywając go ze snu. Szepczące, stłumione głosy, powstrzymywały Harry’ego przed ponownym zaśnięciem. W każdym razie, dlaczego wszyscy wstali tak wcześnie? Będąc zbyt zmęczonym, by zapytać, Harry po prostu nałożył poduszkę na głowę, by odciąć się od hałasu. Osiągnął cel, kiedy ktoś uchylił zasłony, pozwalając światłu słonecznemu ogrzać plecy Harry’ego. Harry natychmiast miał ochotę przekląć osobę niepokojącą go. Chciał tylko spać. Czy to zbyt wiele?
- Harry? – zapytał niepewnie Ron. – Eee… wszyscy idą na pociąg. – Nie było odpowiedzi. – Um… możesz po prostu przyjść, gdy będziesz gotowy. Hermiona i ja będziemy w Pokoju Wspólnym.
Zasłony zostały ponownie zasłonięte, ale Harry wiedział, że nie będzie już w stanie spać. Nie mógł po prostu zostawić Rona i Hermiony, by na niego czekali. Jęknąwszy, Harry niechętnie podniósł się z łóżka i przebrał w proste jeansy i koszulkę z długim rękawem. Ocierając pozostałe zmęczenie z oczu, Harry założył okulary i wyszedł z pokoju.
Dochodząc do końca schodów, Harry zauważył, że Ron siedzi przed ogniem zajadając słodycze, podczas gdy Hermiona już miała zadanie domowe rozłożone na wielu stołach. Przywitał się mruknięciem zanim zwalił się na kanapę przed ogniem. To proste działanie wystarczyło, by odciągnąć zarówno Rona i Hermionę od tego, co robili.
- Harry, dobrze się czujesz? – spytała Hermiona zatroskanym tonem. – Nie wyglądasz dobrze. Może powinieneś zobaczyć się z panią Pomfrey.
- Dobrze się czuję – powiedział Harry automatycznie. Wymyśl coś szybko! – To było po prostu bardzo długie kilka miesięcy.
Hermiona dołączyła do Harry’ego na kanapie, a Ron przeniósł się na pobliskie krzesło.
- Wiesz, że możesz nam powiedzieć wszystko, prawda Harry? – zapytała łagodnie. – Chcemy pomóc, ale byłeś taki skryty. Może pomoże ci porozmawianie o tym, cokolwiek cię niepokoi. To nie jest zdrowe, trzymać wszystko wewnątrz siebie.
Harry odruchowo podciągnął kolana do piersi, chcąc rozpaczliwie się ukryć. Nie był na to gotowy. Nie chciał, by wiedzieli. Nie był gotowy podjąć ryzyka i zaufać im w czymś, co tak desperacko próbował ukryć.
- Nie mogę – powiedział cicho. – To by wszystko zmieniło. Tyle już się zmieniło… ja… nie mogę… po prostu nie mogę…
Ron i Hermiona spojrzeli na siebie z szeroko otwartymi oczami, zanim zwrócili z powrotem swoją uwagę na Harry’ego. Taka reakcja tylko potwierdziła to, że coś jest naprawdę nie tak z Harrym.
- Co się stało, kumplu? – spytał Ron. – Czy to z powodu pojawienia się Syriusza Blacka w Halloween? Profesor McGonagall powiedziała, że nie byłeś ranny. Nie okłamała nas, prawda?
Harry nie wiedział, co zrobić. Nie chciał im powiedzieć, ale potrzebował to zrobić. Potrzebował ich pomocy, ale nadal bał się, co pomyślą. Był zmęczony tymi wszystkimi kłamstwami. Tęsknił za dobrymi stosunkami, które zwykł mieć ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Kiedyś to była jedyna rzecz, na której mógł polegać.
Delikatna dłoń dotknęła jego prawego ramienia i lekko ścisnęła.
- Nic się nie zmieni, Harry – powiedziała cierpliwie Hermiona. – Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, najlepszymi przyjaciółmi. Cokolwiek to jest, jestem pewna, że potrafimy przez to przejść. Jak zawsze.
- Wkrótce złapią Blacka, Harry – dodał Ron. – Możemy porozmawiać z Dumbledorem, więc nie musisz ponownie się ukrywać, ale nawet jeśli to przynajmniej jest to lepsze ni Dursleyowie, prawda?
Harry spojrzał w bok i westchnął zmęczony. Teraz nie mógł się wycofać.
- Nie wrócę do Dursleyów.
Ron i Hermiona spojrzeli na Harry’ego z zaskoczeniem. Oboje wiedzieli, że Harry nie ma innej rodziny i innego miejsca, gdzie mógłby się zatrzymać oprócz Dursleyów.
- Co? – spytała Hermiona. – Dlaczego? Dlatego, że Black cię tam znalazł?
 Harry potrząsnął głową, przygryzając dolną wargę.
- Ja, eee, nie mogę tam wrócić – powiedział tak cicho, że Ron i Hermiona musieli się wysilić, by go usłyszeć. – Profesor Dumbledore i profesor Lupin nie puszczą mnie.
Hermiona poruszyła się tak, że klęczała na podłodze przed Harrym. Ostrożnie dotknęła policzków Harry’ego i odwróciła jego twarz, by ich oczy się spotkały. Pełne bólu spojrzenie Harry’ego sprawiło, że Hermionie trudno było mówić.
- Harry – powiedziała w końcu, - co się stało tego lata? Co oni ci zrobili? Zranili cię?
Łzy wymknęły się spod jego powiek, gdy Harry próbował odwrócić się, ale Hermiona mu nie pozwoliła. Harry mógł zauważyć, że zrozumiała.
- Wuj Vernon był zły… bardzo zły – powiedział w końcu Harry. – O-on myślał, że jeśli ukarze mnie wystarczająco mocno, nie będę więcej używać magii. O-on był zły za… pewne rzecz, które przypominały mu o tym, kim jestem.
- Ukarany? – zapytał Ron z zakłopotaniem, zanim uderzyło w niego to, czego Harry nie powiedział. – Masz na myśli, że bił cię… wiele razy?
Łzy popłynęły po twarzy Hermiony. W jednym ruchu chwyciła Harry’ego w ciasny uścisk nie wykazując objawów, że chce go w najbliższym czasie puścić.
- Harry, to nic nie zmienia – powiedziała stanowczo. – Nadal jesteśmy twoimi przyjaciółmi. To się nigdy nie zmieni. Czy twój wuj uderzył cię kiedykolwiek przed tymi wakacjami?
Harry potrząsnął głową. Musiał przyznać, że czuł ulgę, ale nadal był zdenerwowany nimi (zwłaszcza Rona), gdy dowiedzą się, co to zaczęło. Wiedział, że pan i pani Weasley dowiedzieli się i czuli się winni tego całego zdarzenia, więc Harry nie miał zamiaru robić tego samego Ronowi. Mimo wszystko to nie miało znaczenia, co to zaczęło. Harry miał wrażenie, że wuj Vernon znalazłby jakąś inną wymówkę bez względu na to, co się stało.
Ron pochylił się i ukrył twarz w dłoniach.
- O tym mówili – powiedział głównie do siebie. – Myślałem, że rodzice mówią o Blacku. Nigdy nie pomyślałem, że rozmawiali o twoim wuju, Harry. – Uniósł głowę, patrząc na Harry’ego z niedowierzaniem. – Chwileczkę, jeśli to twój wuj cię krzywdził, to znaczy, że Black uratował cię.
Hermiona cofnęła się i spojrzała na Rona.
- Szczerze, Ron – powiedziała rzeczowym tonem. – Syriusz Black prawdopodobnie nie wiedział…
- Wiedział – przerwał Harry. – Dumbledore powiedział, że Black widział, jak mój wuj… eee… karze mnie. Zaatakował mojego wuja i zabrał mnie. Potem zostawił w pubie i powiedział Dumbledore’owi, gdzie mnie znaleźć. Chce mojej śmierci, więc dlaczego mi pomaga? Dlaczego ostrzegł mnie w Halloween? To nie ma po prostu żadnego sensu.
- Cóż, wszyscy mówią, że jest szalony – stwierdziła Hermiona.
Harry tylko pokręcił głową.
- Ale w Halloween brzmiał rozumnie – odparował. – Wydawał się niemal… przestraszony. To było prawie tak, jakby chciał mnie chronić przed kimś lub czymś, co było w wieży Gryffindoru, ale wszyscy byli na kolacji. Mógł mnie zabrać. Mógł mnie zabić, ale nie zrobił tego. A zamiast ostrzegł mnie, bym był ostrożny.
- Są różne stopnie szaleństwa, Harry – powiedziała łagodnie Hermiona. – Sam to powiedziałeś: nikogo nie było w wieży tego wieczoru. To dość możliwe, że perspektywa Blacka jest nieco… er… zniekształcona. Może on nie pamięta… no wiesz, ale to nie znaczy, że nie jest niebezpieczny. Wszedł do Hogwartu, Harry. Został przekazany dementorom.
- Wiem – powiedział Harry zmęczonym głosem. Nie wiedział, dlaczego zaczynał się zastanawiać nad motywami Syriusza Blacka, ale było tego tak wiele, że nie miało żadnego sensu. Black miał prawie tydzień szans udając Midnighta, ale wszystko, co pies robił to słuchał i pomagał, kiedy tylko mógł. To wydawało się być prawie tak, jakby Blackowi rzeczywiście zależało, ale to było niemożliwie. Dlaczego człowiek, który zdradził jego rodziców dbał o niego?
^^^
Świąteczny poranek nastał szybko. Tego ranka Harry został obudzony przez dwie osoby rzucające się na jego łóżko. Jęknąwszy, Harry chwycił swoje okulary i założył je zauważając rozpromienione twarze Rona i Hermiony. Nie dbając o to, jaki dziś dzień, Harry odwrócił się i nakrył głowę poduszką. Nie wiedział, dlaczego jest tak zmęczony przez ostatnie kilka dni. Wstanie wcześnie było niemożliwe i zazwyczaj pierwszy z ich trzech szedł spać.
Ron i Hermiona zauważyli to, więc postanowili postępować ostrożnie.
- Harry, jest Boże Narodzenie – powiedziała łagodnie Hermiona. – Nie chcesz otworzyć prezentów? Jest ich z pewnością dużo.
- Nie – wymamrotał Harry spod poduszki. – Pozwólcie mi spać. Jestem zbyt zmęczony.
- Zawsze jesteś zmęczony, Harry – powiedziała Hermiona ze śmiechem. – Myślę, że ostatni semestr za bardzo cię osłabił. Chodź. Otwórz prezenty i będziesz mógł zrelaksować się w Pokoju Wspólnym aż do śniadania. Umowa stoi?
Harry niechętnie zgodził się i usiadł. Ron podbiegł do swojego łóżka i począł otwierać szybko swoje prezenty, podczas gdy Harry zabrał się za swoje. Dostał szkarłatny sweter od pani Weasley z lwem Gryffindoru wydzierganym z przodu, razem z kilkunastoma babeczkami z kruchego ciasta nadziewanymi bakaliami*, ciastem z bakaliami** i pudełkiem orzechów w karmelu. Od profesora Lupina dostał kaburę na różdżkę przyczepianą do nadgarstka, którą Harry musiał od razu wypróbować. Na początku było to niewygodne, ale Harry szybko przystosował się do machania różdżką ruchami nadgarstka.
Hermiona spojrzała zazdrośnie, ale rozumiała, dlaczego Harry otrzymał prezent. Harry powiedział swoim przyjaciołom, że profesor Lupin jest tymczasowym opiekunem i byli z tego powodu bardzo szczęśliwi. Lupin nie był całkiem rodziną, ale był Harry’emu najbliższy.
Profesorowie Dumbledore, McGonagall, Flitwick, Sprout i pani Hooch dali Harry’emu rzadki zestaw książek o Obronie Przed Czarną Magią, co było zaskoczeniem. Hermiona natychmiast zaczęła zerkać na nie, wyglądając jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Harry nie wiedział, czy to dobrze, czy źle. Hermiona już znała więcej zaklęć niż on i Ron razem wzięci.
Następny prezent, który zobaczył Harry był długi i chudy. Otworzywszy przesyłkę, oczy Harry’ego rozszerzyły się niedowierzająco na widok błyszczącej miotły. Jego oddech uwiązł w gardle. Nigdy wcześniej nie widział takiej miotły. Z wahaniem Harry podniósł ją i mógł poczuć, jak wibruje mu w dłoni. Puścił ją i był zaskoczony widząc, że wisi w powietrzu, jakby mówiąc: „wsiądź na mnie”.
- MERLINIE! – wykrzyknął Ron, podbiegając do łóżka Harry’ego, by przyjrzeć się bliżej. – To Błyskawica! Prawdziwa Błyskawica! Najnowszy model miotły wyścigowej. Podobno ma przyspieszenie do 150 mil na godzinę w ciągu dziesięciu sekund. To miotła o międzynarodowym standardzie! – Odwrócił się do Harry’ego, wciąż z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. – Kto ci ją wysłał?
Hermiona znalazła się u boku Harry’ego i sprawdziła opakowanie.
- Nie ma kartki – powiedziała wzruszając ramionami. – Widzieliśmy takie na Pokątnej. Wydaje mi się, że kartka mówiła „cena dostępna na żądanie”.
- Eee… w porządku – powiedział Harry niezręcznie. – Więc była droga. Więc kto wydałby tak dużo na mnie? – To nie tak, że znał dużo ludzi, nie mówiąc o tych z mnóstwem pieniędzy, którzy wydaliby je na miotłę. – Cóż, to musiał być ktoś, kto wiedział, że mój Nimbus został zniszczony, co zostawia nam wszystkich w Hogwarcie.
- Nie koniecznie – poprawiła Hermiona. – Każdy uczeń mógł wysłać list do rodziców i powiedzieć im, co się stało. Ich rodzice mogli powiedzieć komukolwiek. Ale nie sądzę, że ktoś mógłby wydać tak wiele na ciebie, chyba że rzeczywiście cię zna.
- Jak Dumbledore – zaproponował Ron. – Może czuje się źle po tym, co się wydarzyło, bo to wina dementorów.
- Nie wydałby tyle na ucznia, Ron – zaoponowała Hermiona, zerkając na Harry’ego, bezgłośnie wzywając go, by się z nią zgodził. – Nie może tak faworyzować. Może powinniśmy powiedzieć o tym profesorowi Dumbledore’owi albo profesor McGonagall. Choć to trochę dziwne. Ktokolwiek chciałby wydać tyle, wysłałby przynajmniej kartkę.
Harry przygryzł dolną wargę i spojrzał na miotłę. Znał ten ton i wiedział, że teraz Hermiona była w trybie śledczym. Nie sądziła, że prezent jest w ogóle prezentem.
- Myślisz, że jest przeklęta, prawda – bardziej stwierdził niż zapytał. – Myślisz, że ktoś mi ją wysłał, by mnie zranić.
Hermiona westchnęła.
- Kto byłby podejrzanym? – spytała. – Myślę, że po tym wszystkim, co się stało w tym roku, powinniśmy wystrzegać się przed lataniem na niej, Harry. Nie zgodzisz się?
- Postradałaś rozum? – spytał Ron z niedowierzaniem. – Kto przy zdrowych zmysłach przekląłby tak drogą miotłę jak Błyskawica?
Hermiona spiorunowała Rona wzrokiem.
- Och, no nie wiem – powiedziała sarkastycznie. – Ktoś, kto nie jest przy zdrowych zmysłach, jak może Syriusz Black?
Ron przewrócił oczami.
- Och, proszę – powiedział. – Naprawdę myślisz, że Syriusz Black mógłby po prostu wmaszerować do Sklepu z Quidditchem i kupić miotłę? Każdy wie, jak on wygląda i wszyscy go szukają. Poza tym, gdzie miałby dostać pieniądze? Jest ściganym przez Ministerstwo!
Harry opadł na łóżko, uderzając głową o poduszkę. Wiedział, że kłóciliby się godzinami, jeśli tego nie przerwie. Problem polegał na tym, że zgadzał się z obydwoma. To dziwne, że nie ma kartki, ale kto wydałby tak dużo na coś, co mógłby łatwo zrobić z tańszym modelem? Dlaczego kupił najdroższy dostępny model?
Może po to, by pokusa była zbyt duża, by się jej oprzeć.
^^^
Harry podążał za Ronem i Hermioną do Wielkiej Sali na obiad. Po raz kolejny Ron i Hermiona nie odzywali się do siebie i Harry został umieszczony pośrodku. Oboje chcieli, by Harry udowodnił błąd tego drugiego sprawiając, że Harry chciał tylko wyjść z pokoju. Nienawidził brać stron dlatego, że zawsze ktoś był zraniony. Oboje mieli rację, dlaczego nie mogli tego zaakceptować?
Wchodząc do Wielkiej Sali, Harry zauważył, że wszystkie stoły domów były pod ścianami, a jeden stół stał na środku, zastawiony na dwanaście osób. Profesorowie Dumbledore, McGonagall, Snape, Sprout i Flitwick już siedzieli, wraz z woźnym Filchem, dwoma nerwowymi uczniami z pierwszego roku i piąto rocznym Ślizgonem. Na końcu stołu byłby trzy wolne miejsca, które zajęli Harry, Ron i Hermiona. Harry był oczywiście pomiędzy swoimi upartymi przyjaciółmi.
Harry wlepił wzrok w talerz, jego ramiona opadły. Nie miał pojęcia, co robić. Jeśli zwróciłby Błyskawicę już nigdy nie zobaczy jej ponownie, ale jeśli jej nie odda, podejmie ryzyko, że zostanie ranny albo zabity, gdy się na niej przejedzie. To jest po prostu niesprawiedliwe! Wiedział co musiał zrobić, ale to nie znaczy, że chciał tego. Przeciwnie.
- Wszyscy wcinać! – powiedział entuzjastycznie profesor Dumbledore.
Gdy wszyscy się częstowali, drzwi otworzyły się i ukazała się profesor Trelawney spacerująca w ich kierunku. Harry stłumił jęk. Właśni teraz, gdy myślał, że dzień nie może być gorszy.
- Sybilla – powiedział Dumbledore wstając. – Proszę, przyłącz się do nas. To dość niespodziewane. – Machnięciem różdżki, Dumbledore wyczarował krzesło, które pojawiło się znikąd i spadło między Snape’a i McGonagall.
Profesor Trelawney została tam, gdzie była.
- Obawiam się, że nie mogę, dyrektorze – powiedziała niemal z lękiem. – Trzynaście osób jedzących obiad jest najbardziej nieszczęśliwe! Pierwszy, kto wstanie, pierwszy umrze!
Profesor McGonagall parsknęła z irytacją.
- Myślę, że możemy zaryzykować, Sybillo – powiedziała. – Usiądź proszę, zanim jedzenie nie jest zbyt zimne.
Trelawney usiadła, jej oczy były szczelnie zamknięte, jakby wymawiała cichą modlitwę. Kiedy znów je otworzyła, rozejrzała się i powiedziała:
- A gdzie jest profesor Lupin?
Ron i Hermiona spojrzeli na Harry’ego, który w końcu podniósł głowę i spojrzał na nauczycielkę wróżbiarstwa. Jego frustracja wobec profesor Trelawney i ochronna natura wobec profesora Lupina uniemożliwiły mu milczenie.
- Nie wie pani? – spytał Harry z zaciekawieniem. – Myślałem, że widziałaby to pani.
Profesor McGonagall zakaszlała zamaskowując śmiech, czym zarobiła na klepnięcie plecy przez profesora Dumbledore’a. Profesorowie Flitwick i Sprout nie zdołali ukryć uśmiechów, a piorunujące spojrzenia profesora Snape’a było trochę mniej zastraszające niż zwykle. Hermiona szybko zakryła dłonią usta i odwróciła się, podczas gdy Ron zakrztusił się dużym kęsem ziemniaków, który wszedł z złą dziurkę.
Trelawney spojrzała prosto na Harry’ego.
- Oczywiście, że wiedziałam, panie Potter – powiedziała stanowczo. – Muszę udawać, że nie mam oka, by wszyscy inni nie czuli się nieswojo w mojej obecności.
Harry powoli pokiwał głową, jakby zrozumiał i zaczął robić górę ze swoich ziemniaków.
- Jakież to ślizgońskie – mruknął.
Ron wypluł swoje picie i zaczął kaszleć. Profesor McGonagall nie powstrzymała śmiechu tym razem z profesorami Sprout i Flitwick. Oczy Dumbledore’a migotały na widok przekomarzań ucznia z nauczycielką. Dwaj pierwszoroczni i Ślizgon patrzyli na Harry’ego w szoku. Nigdy nie słyszeli, by uczeń mówił w taki sposób do nauczyciela i uniknął kary.
Jednak profesor Trelawney nie była rozbawiona, gdy wstała.
- Nie podoba mi się twój ton, panie Potter – powiedziała.- Ze wszystkich ludzi ty powinieneś wiedzieć, jak to jest być innym.
Harry odłożył widelec i usiadł wygodniej na krześle i napotkał rozgniewany wzrok Trelawney.
- No, no – powiedział zatroskanym tonem. – Kto pierwszy wstanie ten pierwszy umrze. Czy to nie tak pani powiedziała, pani profesor? – Uśmiech pojawił się na jego twarzy. – Witam w moim świecie.
Trelawney popatrzyła na Harry’ego w szoku z całkowicie bladą twarzą. Bez słowa pospieszyła do wyjścia wywołując u prawie całego stołu wybuch śmiechu. Były jedynie trzy osoby, które się nie śmiały, czyli profesor Snape, Filch i Harry, którego uśmiech zniknął w chwili, gdy profesor Trelawney wyszła. Po prostu wrócił do tworzenia góry z ziemniaków.
Gdy tylko śmiech się skończył, wszyscy w końcu zauważyli stonowaną postawę Harry’ego. Profesorowie zerknęli na siebie z niepokojem, w końcu Ron i Hermiona popatrzyli na siebie i pochylili głowy ze wstydem. W końcu zrozumieli, co ich walka zrobiła Harry’emu. To był jego wybór, by to zrobić, a oni nie ułatwili mu tego.
- Harry, Ron, Hermiono, czy stało się coś, co powinniśmy wiedzieć? – zapytał profesor Dumbledore z zaciekawieniem.
Ron i Hermiona spojrzeli nerwowo na Harry’ego, nie wiedząc, co powiedzieć. Wzruszając ramionami w porażce, Harry w końcu spojrzał na profesora Dumbledore’a.
- Ja, um, dostałem rano prezent na Boże Narodzenie – powiedział niepewnie. – Nie było żadnej kartki.
Wszyscy nauczyciele odwrócili się do Harry’ego, bezpośrednio zainteresowani.
- Co się stało, Harry? – zapytał profesor Dumbledore stanowczym głosem.
Harry powiercił się na krześle.
- Eee, nic… jeszcze – powiedział. – Chodzi o to, że nie znam nikogo, kto wydałby tak dużo na mnie i nie powiedział, kim jest, więc zastanawialiśmy się, czy istnieje sposób, by dowiedzieć się, kto to wysłał.
Dumbledore spojrzał na McGonagall zanim zwrócił z powrotem wzrok na Harry’ego.
- Harry, co dostałeś?
- Błyskawicę, proszę pana – powiedział Harry cicho.
Wszyscy nauczyciele i trójka nie-gryfońskich uczniów popatrzyli na Harry’ego w głuchej ciszy. Nie lubiąc takiej uwagi, Harry ponownie zaczął się wiercić na krześle i nie patrzeć nikomu w oczy. Nagle zapragnął się ukryć i zaczął rozglądać się na lewo i prawo szukając szybkiego wyjścia. Dlaczego nikt nic nie powiedział? Dlaczego musiał coś powiedzieć? Dlaczego posłuchał Hermiony?
Profesor McGonagall wstała powoli.
- Potter – powiedziała stanowczo. – Proszę, chodź za mną.
Harry niechętnie wyszedł za McGonagall z Wielkiej Sali. Wiedział, że teraz miotła zostanie prawdopodobnie zabrana, pozostawiając go znowu bez miotły do Quidditcha. W chwili, gdy drzwi się zamknęły, poczekała na niego i ruszyła dalej. Żaden z nich nic nie powiedział, aż dotarli do portretu Grubej Damy i nawet wtedy było to tylko hasło.
Profesor McGonagall ruszyła za Harrym przez Pokój Wspólny, po schodach i do dormitorium. Harry podszedł do łóżka i otworzył zasłony pokazując błyszczącą miotłę. To co robił rozdzierało mu serce. Obawiał się, że już więcej jej nie zobaczy.
Drżącymi rękami, Harry podniósł miotłę, ignorując uczucie drgającej magii w przedmiocie. W głębi duszy Harry wiedział, że nie jest przeklęty, ale kto miałby mu uwierzyć? Nikt. Mimo wszystko, jaki miał dowód? Żaden. Wyrywając się z zamyślenia, Harry przeniósł ją McGonagall.
Profesor McGonagall posłała Harry’emu współczujące spojrzenia, biorąc od niego miotłę.
- Poproszę profesora Flitwicka i panią Hooch, by od razu na nią spojrzeli, Harry – powiedziała łagodnie. – To może zająć kilka tygodni, ale gdy tylko upewnimy się, że nie jest przeklęta, otrzymasz ją z powrotem. Rozumiesz, dlaczego muszę to zrobić?
Harry skinął głową, ale nie mógł na nią spojrzeć.
- Tak, proszę pani – powiedział automatycznie. – Um, jeśli to nie problem… Nie jestem już głodny.
Harry stał tam, gdy profesor McGonagall wychodziła z Błyskawicą trzymaną ochronnie w rękach. W chwili, gdy drzwi się zamknęły wszystko, co Harry zmuszał się, by nie czuć, ujawniło się. To był kolejny przypadek, gdzie Harry nienawidził  bycia Harrym Potterem, Chłopcem, Który Przeżył. Nic nigdy nie było łatwe dla Harry’ego Pottera, a przynajmniej nie było słuszne.

*mince pie – babeczki spożywane w okresie świąt Bożego Narodzenia
**Christmas cake 

Dziękuję za każdą opinię ;)

2 komentarze:

  1. A Juz sie balam ze Lupin wstanie pierwszy z krzesla, tak chyba bylo w kanonie? Zabrali blyskawice ;(
    Pamietam, ze czytajac 3 czesc HP bylam zla na Hermione za ten wywiniety numer z miotla, dobrze ze tutaj zrobil to Harry xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    zastanawia mnie barzo, kto, może Syriusz przysłał, Ron i Hermiona nic nie ułatwiają...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń