wtorek, 12 lipca 2016

NS - Rozdział 10 - Zaklęcie Patronusa



Obrona przed Czarną Magią szybko stała się ulubionymi zajęciami większości uczniów. Profesor Lupin robił przyjemne lekcje i nalegał, by brać w nich udział. Było sporo lekcji, na których uczniowie zadawali pytania i wyrażali opinie, co powodowało, że klasa spędzała czas na debatach na różne poglądy. Profesor Lupin często grał mediatora, od czasu do czasu dorzucając swoje dwa knuty, gdy dyskusja wymykała się spod kontroli.
Z drugiej strony, profesor Snape był bardziej wybuchowy niż kiedykolwiek. Informacja o boginie Neville’a szybko się rozprzestrzeniła i podczas gdy dla trzech z czterech domów było to zabawne, dla Snape’a i Ślizgonów nie. Słowa profesora Lupina były prawdą, profesor Snape nie miał poczucia humoru i wyładowywał zakłopotanie spowodowane boginem-Snapem na Gryfonach, gdy tylko miał szansę.
Cóż, na każdym, ale nie Harrym.
Wydawało się zaskoczyć wszystkich, że poza kilkoma złośliwymi komentarzami tu i tam, profesor Snape zdawał się kompletnie Harry’ego ignorować. Harry nie narzekał, ale miał trudności w wyjaśnieniu swoim domowinkom zachowania Snape’a. Mógł tylko przypuszczać, że nauczyciel eliksirów współczuł mu z powodu jego życia w domu, ale to by oznaczało, że profesor Snape ma serce.
Draco Malfoy otwarcie skarżył się wszystkim, którzy słyszeli, że był wciągnięty do gabinetu Snape’a za coś tak trywialnego jak ostrzeżenie. Jak się okazało, profesor Snape w ogóle nie upomniał Malfoya. Mistrz Eliksirów po prostu poinformował ucznia, by powstrzymywał się od tego rodzaju uwag w jego klasie.
Zajęcia Wróżbiarstwa były prawdopodobnie najmniej ulubionymi lekcjami Harry’ego, co sporo mówiło. Profesor Trelawney wychodziła z siebie, by udowodnić, że śmierć dybie na Harry’ego Pottera. Na początku Harry potrafił to ignorować, ale teraz było to po prostu irytujące. Nie lubił być wyróżniany zwłaszcza w sprawach dotyczących życia i śmierci. Ron i Hermiona też zaczynali mieć tego dość i było im trudno nie przekląć kobiety do nieprzytomności. Jak można być tak głupim, by powiedzieć nastolatkowi, że umrze, podczas gdy masowy morderca na wolności chce nic więcej tylko zabić go?
Opieka nad Magicznymi Stworzeniami była interesująca, ale bezpieczna. Hagrid ujawnił, że chciał, by uczniowie pojeździli sobie na Hipogryfach na pierwszych zajęciach, ale profesor Dumbledore sprzeciwił się temu. Nie wolno było opuszczać dziedzińca podczas zajęć, chyba że z nauczycielem i klasa nie mogła być zostawiona bez opieki. Harry czuł się trochę winny, ponieważ większość ograniczeń były wprowadzone w życie, by go chronić, ale wiedział, że to bez sensu cokolwiek mówić.
Harry skończył czytać o Zaklęciu Patronusa i poszedł do profesora Lupina, który postanowił, że zaczną pod koniec października w czasie, gdy większość szkoły będzie w Hogsmeade. Myśl o tym, że musi czekać tak długo zmartwiła Harry’ego, ale nic nie powiedział. Profesor Lupin miał rację. Musieli to zrobić dyskretnie.
Na wierzchu zajęć, Quidditch rozpoczął się w październiku i oczywiście Oliver Wood, kapitan i student siódmego roku, jak zawsze, miał obsesję na punkcie zdobycia Pucharu Quidditcha. Ćwiczyli długo i ciężko pod okiem pani Hooch. Każdy chciał zdobić Puchar Quidditcha, który powinien być ich od dwóch lat, ale okoliczności przeszkadzały, by tak się wydarzyło.
Późnym wieczorem wracając do Pokoju Wspólnego Gryfonów, Harry chciał nic więcej tylko pójść bezpośrednio do łóżka. Całe jego ciało było obolałe, a umysł przeciążony, ale po wejściu, Harry wszedł na scenę przed jego oczami i wiedział, że nie wejdzie do łóżka w najbliższym czasie. Ron i Hermiona piorunowali się wzrokiem, podczas gdy inni obserwowali ich z szeroko otwartymi oczami.
Harry jęknął, gdy zdejmował strój do Quidditcha.
- O co znowu wasza dwójka się kłóci? – zapytał.
Ron i Hermiona nie poruszyli się. To wyglądało prawie jak konkurs na spojrzenia, który Ron i Hermiona bardzo dobrze opanowali.
- Ten przeklęty potwór ZNOWU próbował zabić Parszywka! – krzyknął Ron z frustracją. – Mówiłem ci, żebyś trzymała tą… tą  rzecz z daleka!
Hermiona przewróciła oczami.
- Krzywołap nie rozumie, że Parszywek to pupil! – powiedziała. – To naturalne, że koty ścigają szczury.
Z brzmienia tego, działo się to od dłuższego czasu i będzie prawdopodobnie całą noc, chyba że ktoś to zatrzyma.
- Gdzie jest teraz Parszywek? – zapytał Harry. Ron wskazał na swoją kieszeń, gdzie znajdowała się drżąca bryła. Harry podszedł do przyjaciół i gestem wyciągnął rękę, by Ron położył na nią przerażonego zwierzaka. Gdy Ron to zrobił, Harry odwrócił się do Hermiony. – Masz rację, Hermiono – powiedział Harry spokojnie. – To w kociej naturze ścigać szczury, ale tak samo w naturze psów jest gonić koty. Psy można wyszkolić, by nie goniły kotów, więc dlaczego nie można zrobić tego samego z kotami? – Odwrócił się do Rona. – Wiesz, że Krzywołap uwziął się na Parszywka. Tak więc, póki Krzywołap nie ma swoich instynktów pod kontrolą, Parszywek musi pozostać w dormitorium. Drzwi muszą być zamknięte przez cały czas.
Zanim któryś z nich mógł się sprzeciwić, Harry skierował się na schody.
- Położę Parszywka na łóżku, Ron – powiedział zmęczonym głosem. Proszę pomyśl nad tym.
Z Parszywkiem w jednej ręce i strojem do Quidditcha w drugiej, Harry poszedł do swojego dormitorium. Wszedł do pustego pokoju, rzucił szatę na łóżko, a następnie podszedł do posłania Rona i odwrócił Parszywka, by byli do siebie twarzą.
Patrząc na szczura, Harry nagle został trafiony przez zażyłości, ale szybko się go pozbył. Znał Parszywka od lat.
- Wiesz, Ron naprawdę się o ciebie troszczy – powiedział Harry. – Mam nadzieję, że to doceniasz.
Położył szczura na łóżku i chciał się wycofać, gdy zauważył przednią lewą łapę Parszywka. Brakowało w niej palca. Dziwne, pomyślał Harry. Nigdy wcześniej tego nie zauważyłem.
^^^
Ron i Hermiona uparcie twierdzili, że rozwiązali tą sprawę, że każdy mógł zobaczyć, że nadal było między nimi napięcie. Nie bardzo chcąc ponownie grać mediatora, Harry po prostu im na to pozwolił. Nie wiedział, dlaczego tak często w ciągu roku skaczą sobie do gardeł. To było tak, jakby walczyli dla samej walki.
Jako że zbliżał się koniec miesiąca, wszyscy byli podekscytowani nadchodzącym wyjściem do Hogsmeade, które miało być na Halloween. Nawet Ron i Hermiona pohamowali się w ich walkach, by porozmawiać o wszystkich sklepach, które mają zamiar odwiedzić. Nie chcąc niczyjej litości, Harry milczał. Jedyną z tego dobrą rzeczą było to, że rozpocznie dodatkowe lekcje z profesorem Lupinem. To nie było wiele, ale to wszystko, co mógł zrobić.
Kiedy nastał Halloweenowy poranek, Harry zjadł śniadanie z Ronem i Hermioną, potem pożegnał się z nimi polecając, by przynieśli wykazy cen, jeśli tylko będą mieć czas wolny. Zarówno Ron i Hermiona spojrzeli na Harry’ego dziwnie, ale Harry nie rozwinął tego. Nie miał zamiaru im powiedzieć, że to jedyny sposób, by kupić im świąteczne prezenty.
Siedząc samemu przy stole Gryffindoru, Harry mógł się tylko zastanawiać, jak by to było iść odwiedzić Hogsmeade. Z tego, co słyszał, Sklep Zonka i Miodowe Królestwo są niewiarygodne. Zamykając oczy, Harry starał się nad tym nie rozwodzić. Profesor Dumbledore podjął decyzję i nie było sposobu, by ją obejść. Dodatkowo, po wszystkim, co nauczyciele zrobili dla Harry’ego, nie zamierzał być nieposłuszny wykradając się z zamku w ręce dementorów.
Z pędzącymi godzinami do lekcji z Lupinem, Harry zorientował się, że najlepiej byłoby zająć się pozostałymi zadaniami. Wycofał się do Pokoju Wspólnego Gryfonów, chwycił swoją pracę domową, przeniósł się w kąt pokoju i rozpoczął swój budzący postrach esej z eliksirów. Zignorował zamieszanie stworzone przez uczniów z pierwszego i drugiego roku. Żaden z nich go nie zauważył, co było jego zamiarem. Od Eliksirów przeszedł do Transmutacji, a następnie Zielarstwa.
Rozpaczliwie potrzebując przerwy, Harry wyszedł z Pokoju Wspólnego i bezmyślnie przemierzał korytarze. Zanim się zorientował, Harry zauważył, że stoi przed klasą do Obrony. Mając nadzieję, że profesor Lupin nie miałby nic przeciwko, Harry wszedł i cicho podszedł do komnat nauczyciela. Przygryzł nerwowo dolną wargę, gdy poruszył się, by zapukać do drzwi. Czy profesor Lupin uważałby go za utrapienie? Czy był utrapieniem?
Zbyt przestraszony, by się dowiedzieć, Harry odwrócił się, by odejść, gdy drzwi powoli się otworzyły. Odskoczył, zaskoczony, po czym zesztywniał, kiedy wyszedł profesor Lupin. Profesor Lupin był tak zaskoczony jak dobrze to ukrył.
- Harry – powiedział z uśmiechem. – A to niespodzianka. Dlaczego nie wejdziesz? Wierzę, że zamek jest dzisiaj trochę nudny.
- Tylko trochę – przyznał Harry. – Eee… Jeśli jest pan zajęty to może przyjdę później.
- Bzdura – powiedział Lupin i skinął, by Harry ruszył za nim. – Więc, powiedz, co cię gryzie?
Wchodząc do pokoju, Harry wzruszył ramionami i rozejrzał się wokół. Nie mógł nie zauważyć parującego kociołka, który był dziwnym elementem w biurze nauczyciela Obrony. Zerknąwszy na profesora Lupina, Harry w końcu zauważył, jak źle wygląda. Zmartwienie i strach zastąpiły wszystkie poprzednie myśli Harry’ego.
- Profesorze, czy jest coś nie tak? – spytał Harry nerwowo.
Profesor Lupin zauważył kociołek i westchnął.
- Ostatnio nie czuję się za dobrze, Harry – powiedział, podchodząc do biurka, - ale nie masz się o co martwić. Obiecuję.
Harry nie był przekonany.
- Może powinien pan zobaczyć się z panią Pomfrey, tylko aby się upewnić – powiedział szybko. – Lepiej dmuchać na zimne.
Lupin uniósł brew na wytrwałość Harry’ego. Rzadko się zdarzało, by Harry niemal go odgadł.
- Co się stało, Harry? – zapytał cierpliwie. – Co naprawdę cię martwi?
Odwróciwszy wzrok, Harry wzruszył bezradnie ramionami.
- To po prostu… Nie chcę, by cokolwiek się panu stało – powiedział cicho. – Może powinniśmy dzisiaj zrezygnować z lekcji, by mógł pan odpocząć. Nie mam nic przeciwko, naprawdę.
Profesor Lupin usiadł za biurkiem, nie spuszczając wzroku z podenerwowanego nastolatka.
- Harry zapewniam ci, że nigdzie nie idę – powiedział z przekonaniem. – Tego lata dałem ci słowo, że będę tu, gdy będziesz mnie potrzebował i mam zamiar dotrzymać tej obietnicy. Zamierzam także irytować cię i wprowadzać w zakłopotanie, gdy tylko będę miał szansę przez wiele lat. Jest to z pewnością coś, co twój ojciec by chciał.
Harry skrył uśmiech. Nienawidził, gdy Dursleyowie wprowadzali go w zakłopotanie, ale to było inne. Profesor Lupin nie myślał, że Harry jest dziwakiem i nie ogłaszał tego światu. Dla profesora Lupina Harry był tylko Harrym, co było tym, co Harry zawsze chciał.
- Doceniam twoją troskę, Harry – powiedział profesor Lupin z uśmiechem. – Naprawdę, ale to naprawdę nie ma się o co martwić. Nic mi nie będzie. – Zauważając, że Harry jest jeszcze niezdecydowany, zmienił temat. – Więc, dlaczego nie zaczniemy lekcji? Teraz, gdy jestem pewny, że przeczytałeś, Patronus jest strażnikiem, który jeśli chcesz, działa jak tarcza. Jest to pozytywna siła, która przeciwdziała negatywnym odczuciom przy dementorach. Jest to projekcja wszystkich pozytywnych emocji, którymi żywią się dementorzy, ale ponieważ nie jest to człowiek, dementorzy nie mogą go zranić.
Harry skinął głową.
- Jest unikalny dla każdej osoby, która go wyczaruje – wyrecytował, - i działa tylko, gdy czarodziej koncentruje się na szczęśliwym wspomnieniu.
Profesor Lupin uśmiechnął się.
- Bardzo dobrze, Harry – powiedział, wyciągnął różdżkę i skinął na Harry’ego, by zrobił to samo. – Pamiętaj, musisz skupić się na swoim szczęśliwym wspomnieniu wymawiając zaklęcie Expecto Patronum. Zamknij oczy, Harry, i znajdź to szczęśliwe wspomnienie.
Harry zrobił, jak mu kazano i zamknął oczy. Myślał ciężko, starając się myśleć o wspomnieniu, wspomnieniu, które było w jakikolwiek sposób szczęśliwe. Od razu zignorował wszystkie połączone z Dursleyami i przeniósł się do swoich lat w Hogwarcie. Nie musiał myśleć długo. Wiedział, którego użyć. Przypomniał sobie radość, którą odczuwał, wolność, adrenalinę, która wypełniła jego ciało w chwili, gdy wystartował.
Lupin zauważył spokojny wyraz twarzy Harry’ego i uśmiechnął się.
- To jest to, Harry – powiedział miękko. – Teraz zatrzymaj to wspomnienie, unieś różdżkę i wyrecytuj zaklęcie.
Unosząc różdżkę, Harry wyobraził sobie tą pierwszą lekcję latania.
- Expecto Patronum – powiedział stanowczo. Był tak pogrążony we wspomnieniu, że nie zauważał niczego wokół niego. – Expecto Patronum – powtórzył Harry. Pamiętał szydzącego Malfoya i wyraz jego twarz, gdy faktycznie złapał Przypominjkę. – Expecto Patronum!
Znikąd Harry poczuł, że coś nim ciska i wysyła go lecącego tyłem na ścianę. Usłyszał, że Lupin wykrzykuje jego imię, kiedy upadł na podłogę w oszołomieniu. Zmuszając oczy, by były otwarte, Harry zobaczył dziwną srebrną mgłę, która ogarnęła pokój jak gęsta para. Zamrugał parę razy i spojrzał w prawo, aby zobaczyć, że profesor Lupin klęczy koło niego z troską na twarzy.
Lupin wyciągnął rękę i dotknął czoła Harry’ego, a następnie przechylił chłopca do przodu, by móc sprawdzić jego plecy. Podnosząc koszulkę Harry’ego, młody nauczyciel skrzywił się, gdy zobaczył forujący się już siniak.
- Bardzo cię boli, Harry? – spytał szybko.
Chwilę zajęło Harry’emu przetrawienie słów pochodzących z ust profesora Lupina. Jego umysł był trochę zamglony. Gdy zorientował się, co było powiedziane, Harry pokręcił głową. Naprawdę nie czuł niczego. Jego ciało z jakiegoś powodu było zdrętwiałe.
- C-co się stało? – spytał zdezorientowany.
Profesor Lupin wyczarował kilka poduszek i ułożył je odpowiednio.
- Połóż się na brzuchu, Harry – pouczył i pomógł Harry’emu ułożyć się na poduszkach w sposób, który był dla chłopca komfortowy. – W jakiś sposób przeciążyłeś zaklęcie. Wysłałeś zbyt wiele mocy przez różdżkę. Leż spokojnie. Muszę zrobić coś z twoimi plecami.
Tak szybko, jak to możliwe, Lupin pospieszył do kominka, chwycił garść błyszczącego proszku z kominka i rzucił go w płomienie.
- Dumbledore! – powiedział pilnie Lupin. – Jesteś nam potrzebny!
Gdy w ogniu pojawił się duży kształt, profesor Lupin podbiegł do biurka, otworzył dolną szufladę po lewej i wyciągnął słoik kremu. Odwrócił się z powrotem do ognia, by zobaczyć wychodzącego Dumbledore’a, który oczyszczał szatę z popiołu.
Profesor Dumbledore wyprostował się, rozejrzał i spojrzał na Lupina z błyskiem w oczach.
- Wyniki nieudanego żartu? – spytał uprzejmie.
- Nic takiego – powiedział szybko profesor Lupin i podbiegł do boku Harry’ego. – Mieliśmy mały wypadek. Chciałbym byś przeprowadził szybki skan zdrowia, podczas gdy ja uleczę siniaki.
Harry wydawał się być w półśnie, mocno ściskając swoją różdżkę w dłoni. Podczas gdy Lupin podniósł tył koszuli Harry’ego, profesor Dumbledore ukląkł, sięgając po różdżkę, ale w momencie, gdy jego palce dotknęły drewna Dumbledore szybko wyciągnął je i spojrzał na profesora Lupina.
- Co się stało, Remusie? – spytał z ciekawością.
Profesor Lupin spojrzał na profesora Dumbledore’a i kontynuował wcieranie maści w plecy Harry’ego.
- Zaczęliśmy już zaklęcie Patronusa – powiedział. – Oczywiście, coś się stało. Poleciłem mu znalezienie szczęśliwego wspomnienia, ale kiedy zaczął zaklęcie, coś poszło nie tak. To było tak, jakby był w jakimś miejscu głęboko w swoim umyśle. Powiedziałem mu, by przestał, ale zdawał się mnie nie słyszeć.
- Jego moc rośnie – powiedział Dumbledore w zamyśleniu. – Powinniśmy się tego spodziewać po treningu, przez który przeszedł. – Dyrektor machnął różdżką nad Harrym po czym westchnął. – Oprócz siniaków na plecach jest po prostu wyczerpany. To może być tylko początek, Remusie. Zgadzam się, by Harry uczył się, jak bronić się przed de mentorami, ale chciałbym być obecny na następnej lekcji. Będę musiał też poinformować personel.
Lupin był oszołomiony.
- Nie sądzisz, że to trochę za wcześnie? – spytał ostrożnie, gdy podciągał tył koszulki Harry’ego z powrotem w dół. Siniaki już zaczęły znikać. – Z tego, co wiemy, mogło to wystąpić jednorazowo.
- Możliwe – powiedział profesor Dumbledore, gdy wstał. – Jest twoim podopiecznym, Remusie, więc powinienem pozostawić decyzję tobie. Nikt nie powiedział, że musisz poradzić sobie z tym samemu. Jeśli magia Harry’ego dojrzewa, nauczyciele będą musieli pomóc mu ją kontrolować, zwłaszcza na Zaklęciach i Transmutacji. Muszę brać pod uwagę bezpieczeństwo wszystkich moich uczniów, nie tylko Harry’ego. Może być zagrożeniem, jeśli nie będzie potrafił się kontrolować.
Remus pochylił głowę i przytaknął.
- Wiem – powiedział cicho. – Po prostu się martwię, jak Harry to przyjmie. Tak desperacko pragnie być normalnym, a to tylko kolejna rzecz, która oddzieli go od całej reszty.
Oczy Dumbledore’a zabłyszczały.
- Kto powiedział, że wszyscy muszą o tym wiedzieć? – spytał uprzejmie, po czym odszedł tą samą drogą, którą przyszedł.
^^^
Minęło kilka godzin zanim Harry doszedł do siebie. Profesor Lupin wyjaśnił mu, co się stało.. do pewnego stopnia. Rozmawiali o przeciążaniu zaklęć i konsekwencjach, które sprawiły, że Harry się trochę przestraszył próbowania uroku kolejny raz. Tak, chciał bronić się przed dementorami, ale jak dobre to jest, jeśli tak czy tak skończy się to mdleniem?
Harry przyznał, że był tak pogrążony we wspomnieniu, że nie był świadom, co się naprawdę dzieje. To zdawało się przynieść ulgę profesorowi Lupinowi, gdy upierał się, że z czasem i praktyką Harry będzie potrafił znaleźć złoty środek. Harry nie mógł powstrzymać ulgi na to wyjaśnienie. Wciąż była nadzieja.
Gdy Lupin był usatysfakcjonowany z powrotu Harry’ego do zdrowia, pożegnał się, ale nie zanim nie ustalił ich następnej lekcji na za dwa tygodnie, ponieważ w następny weekend był mecz Quidditcha przeciwko Slytherinowi i Dumbledore byłby chętny do pomocy. To zaskoczyło Harry’ego, ale stwierdził, że nic nie powie. Nie był nawet świadomy, ze Dumbledore wiedział o tych lekcjach.
Gdy wychodził, Harry nie mógł nie zauważyć, jak źle wygląda profesor Lupin. Było jeszcze gorzej niż zaledwie kilka dni temu. Nie chcąc obrazić mężczyzny, Harry po prostu ugryzł się w język i odszedł do Wieży Gryffindoru. Był prawie na miejscu, gdy, dosłownie, wpadł na dwójkę zmartwionych nastolatków. Ron i Hermiona prawie upadli do tyłu, podczas gdy Harry naprawdę upadł i wylądował ciężko na podłodze.
- Harry! – krzyknęła Hermiona, gdy pomagała mu wstać. – Czy wszystko w porządku? Wszędzie cię szukaliśmy. Gdzie byłeś? Ginny powiedziała nam, że nie widziała cię cały dzień.
Harry spojrzał na Hermionę z uniesioną brwią.
- Eee… Cześć – powiedział nieco zaskoczony ożywieniem Hermiony. – Czuję się dobrze i byłem z profesorem Lupinem. Kiedy wróciliście?
Ron wzruszył ramionami.
- Nie tak dawno temu – powiedział, po czym zrobił krok w stronę Harry’ego. – Posłuchaj, my tak jakby zastanawialiśmy się, o co chodzi z tobą i profesorem Lupinem.
- Przepraszam? – zapytał Harry, któremu nie podobało się to, gdzie zmierza rozmowa.
Hermiona wydawała się zauważyć ton Harry’ego.
- Chodzi o to, że wasza dwójka wydaje się być naprawdę blisko, Harry – powiedziała. – Sposób, w jaki zachowuje się przy tobie… w prawie rodzicielski sposób… to nie jest złe, ale po prostu dziwne dla nowego nauczyciela, by zachowywać się tak przy uczniu, którego dopiero co spotkał.
- Och – powiedział Harry rozglądając się nerwowo. Nie widząc nikogo w pobliżu, skinął na Rona i Hermionę, by się przybliżyli. – Bo widzicie, profesor Lupin znał mnie, kiedy byłem dzieckiem.
Oczy Hermiony rozszerzyły się.
- Więc znał twoich rodziców? – spytała ściszonym głosem.
Harry skinął głową.
- W czasach szkolnych byli ze sobą bardzo blisko – powiedział z uśmiechem. – Profesor naprawdę pomógł mi z tym bałaganem z Syriuszem Blackiem i nawet opowiedział mi o moich rodzicach. Teraz rzeczywiście wiem, jacy byli. Są rzeczywistymi ludźmi z prawdziwymi mocnymi i słabymi stronami. Nie potrafię wyjaśnić jakie to uczucie…
- Rozumiemy – powiedziała Hermiona oddając uśmiech. – Jestem taka szczęśliwa z tego powodu, Harry, ale dlaczego nam nie powiedziałeś?
- Taa, myśleliśmy, że nas ignorujesz, a tylko odkrywałeś swoich rodziców – dodał Ron wyglądając na zadowolonego. – Więc, jacy oni byli?
Harry uśmiechnął się szerzej.
- Myślę, że moja mama była taka jak ty, Hermiono, a tata był jak bliźniaki – powiedział. – Myślę, że był znanym dowcipnisiem czy coś w tym stylu. Dotychczas profesor Lupin nie wnikał w szczegóły na temat ich wyciętych dowcipów.
Zarówno Ron i Hermiona popatrzyli na Harry’ego w szoku.
- Nie ma mowy! – powiedziała Hermiona. – Byli kompletnym przeciwieństwem! Jak to się stało, że się zeszli?
- Twój tata był jak oni? – spytał Ron i wyszczerzył się. – Genialnie!
Czując ulgę, że zadowolił Rona i Hermionę, Harry postanowił zmienić temat.
- To, jak wam się podobało Hogsmeade? – spytał z ciekawością. Następnie spędził tą odrobinę czasu przed kolacją na słuchaniu, jak Ron i Hermiona opisują ich podróż do czarodziejskiej wioski. Zapewnili Harry’ego, że przynieśli dla niego wykazy cen, ale Harry nie przegapił ich wzroku pełnego współczucia.
Kolacja tego wieczora była taka, jak na poprzednie święta Halloween w Hogwarcie, niesamowicie udekorowana i pełna pysznego jedzenia. Wydawało się, że wszyscy się dobrze bawią. Ron i Hermiona głęboko pogrążyli się w debacie na temat, który sklep jest lepszy: Zonka czy Miodowe Królestwo, a wszyscy inni zdawali się rozmawiać na swoje tematy.
Spoglądając na główny stół, Harry był zaskoczony widząc, że zarówno profesor Lupin i profesor Dumbledore obserwują go. Od razu poczuł się skrępowany i wrócił wzrokiem na talerz. Dlaczego go obserwowali? Czy to miało coś wspólnego z jego lekcją? Zrobił coś złego i o tym nie wie?
Świadomość obserwujących go osób sprawiła, że stracił apetyt. Nagle uczta stała się ostatnim miejscem, gdzie Harry chciał być. Wywijając się bólem głowy jako pretekstem, Harry powiedział Ronowi i Hermionie, że zobaczą się później w Pokoju Wspólnym. Zareagowali sceptycznie na to usprawiedliwienie, ale pozwolili mu odejść.
Idąc pustymi korytarzami do Wieży Gryffindoru, Harry nie mógł nic poradzić, ale zastanawiał się, dlaczego dwójka profesorów go obserwowała. Czy stało się coś w poszukiwaniach Syriusza Blacka? Zrobił coś, nie wiedząc o tym? Ktoś dowiedział się o lecie przed porwaniem?
Myśl o tym, że tak się stało wywołała dreszcz na plecach Harry’ego. Ciężko pracował, by zostawić ten bałagan za sobą. Nie potrzebował przypominania sobie tego teraz. Wuj Vernon jest w więzieniu, przypomniał sobie Harry. Już mnie więcej nie skrzywdzi. Profesor Lupin i profesor Dumbledore nie pozwolą by tak się stało.
Dochodząc do portretu Grubej Damy, Harry spojrzał na nią by powiedzieć hasło, gdy zauważył coś dziwnego. Wyglądała na przestraszoną, nawet przerażoną. Harry chciał zapytać, co się stało, gdy zauważył, że jej oczy rzucają szybkie spojrzenie na coś za nim. Całe jego ciało napięło się, gdy powoli sięgał do swoich szat po różdżkę. Prawie ją miał, gdy ktoś złapał go za kark i pchnął na ścianę. Nie było to mocne, ale to nadal nie było pożądane.
- Nie jestem tutaj, by cię skrzywdzić, Harry – powiedział cicho szorstki, męski głos. – Muszę się dostać do wieży. On jest tutaj, w Hogwarcie. Nie mogę pozwolić mu, by zrobił ci krzywdę. Musisz mnie wpuścić.
Harry nie słuchał. Spróbował się wyrwać, ale mu się nie udało. Mimo, że nie mógł zobaczyć twarzy, Harry wiedział, kto to jest: Syriusz Black. Szybko zapanowała nad nim panika. Miał być tutaj bezpieczny! Dementorzy byli tutaj, by go chronić! Jak Black ich obszedł?
- Pozwól mi odejść! – krzyknął. – Damo! Sprowadź pomoc! Szybko!
Usłyszał, że Gruba Dama opuszcza swój portret, podczas gdy on nadal walczył z uściskiem Blacka. Dlaczego wcześniej wyszedł z uczty? Dlaczego nie mógł po prostu zostać razem z innymi?
Miękki głos włamał się w jego myśli.
- Harry, uspokój się – powiedział. – Obiecuję, że cię nie zranię. Musisz mi uwierzyć. On jest tutaj, w Hogwarcie. – Jego głos nagle zmienił się w ponaglający. – Nigdy nie opuszczaj swojej ochrony i nigdy nie idź nigdzie bez swojej różdżki. Bądź ostrożny, Harry.
Zanim Harry mógł zrobić albo powiedzieć cokolwiek, coś uderzyło go w tył głowy. Wszystko stało się czarne.
^^^
Profesor Dumbledore właśnie miał wysłać wszystkich do łóżek, gdy duchy domów weszły do Wielkiej Sali i rzuciły się do stołu prezydialnego. Wszystkie rozmowy ustały na ten dziwny widok. Cztery duchy rzadko były spotykane razem. Cokolwiek miały do powiedzenia, wszyscy wiedzieli, że to jest ważne.
- Dyrektorze Dumbledore! – powiedział pospieszająco Prawie Bezgłowy Nick. – Syriusz Black jest w zamku! Gruba Dama poinformowała nas, że ma Harry’ego Pottera!
Cały stół nauczycielski szybko wstał.
- Uczniowie, proszę pozostać tutaj – powiedział Dumbledore spokojnie, ale stanowczo. – Bądźcie posłuszni Prefektom Naczelnym póki nie wrócimy.
Bez słowa, personel razem z duchami, wyszli z Sali, zamykając za sobą drzwi, by upewnić się, że uczniowie zostaną w Wielkiej Sali.
Wszyscy nauczyciele ruszyli za duchami, z profesorami Dumbledorem, McGonagall i Lupinem na czele. Ruszyli po niestabilnych schodkach w górę na klatce schodowej i przez korytarz prowadzący do Wieży Gryffindoru. W chwili, gdy mogli zobaczyć portret Grubej Damy, wszyscy się zatrzymali na ten widok.
Gruba Dama była z powrotem w jej portrecie i klęczała z twarzą schowaną w dłoniach. Przed nią, twarzą w dół leżał Harry Potter. Słabe siniaki w kształcie dłoni obejmowały jego kark. Nie poruszał się.
Profesor Lupin pierwszy poruszył się i podbiegł do nastolatka, swojego podopiecznego, syna jego przyjaciela. Szybko, ale ostrożnie obrócił chłopca wyczuwając puls drżącymi rękami. Od razu odetchnął z ulgą i pociągnął Harry’ego do piersi, zdecydowany nigdy więcej nie pozwolić chłopcu odejść.
- Żyje – powiedział do swoich współpracowników.
Profesor Dumbledore odwrócił się do reszty personelu i duchów domów.
- Przeszukajcie zamek – powiedział stanowczo i odwrócił się do McGonagall. – Minervo, wróć do Wielkiej Sali i upewnij się, że nikt nie panikuje. Możesz powiedzieć przyjaciołom Harry’ego, że został znaleziony. – Potem odwrócił się do pani Pomfrey. – Harry zostanie przeniesiony do moich gościnnych kwater, póki nie będziemy pewni, że jest dla niego bezpiecznie. Pozbieraj zaopatrzenie i tam się z nami spotkaj.
Nie musząc nic więcej słyszeć, personel i duchy odeszli. Wzdychając, Dumbledore odwrócił się do młodego nauczyciela, który trzymał mocno rannego chłopca, z twarzą schowaną w rozczochrane włosy chłopaka. Dyrektor przykucnął i delikatnie położył dłoń na ramieniu Lupina.
- Remusie, musimy pozwolić pani Pomfrey sprawdzić urazy Harry’ego – powiedział miękko. – Wiem, że głęboko dbasz o Harry’ego, ale on potrzebuje, byś był teraz silny.
Profesor Lupin skinął głową i ułożył Harry’ego w ramionach, zanim wstał, wciąż mocno trzymając chłopca. Jego oczy spotkały się z Dumbledore’a z wyrazem, który wyraźnie mówił „spróbuj mi go odebrać a umrzesz”. Profesor Dumbledore westchnął kolejny raz, po czym ruszył za Lupinem do swoich komnat, gdzie pani Pomfrey już na nich czekała.
Weszli po schodach w milczeniu. Kiedy weszli Dumbledore przyglądał się, jak Remus i Poppy biorą Harry’ego do kwater dla gości. Było jasne, że profesor Remus J. Lupin beznadziejnie przywiązał się do swojego podopiecznego. Profesor Dumbledore nie mógł zignorować rosnącego w nim zmartwienia. Jeśli coś się stanie z Harrym Potterem, Remus będzie zdruzgotany.
Będzie musiał zrobić coś, by mieć pewność, że to się nigdy nie stanie.


1 komentarz:

  1. Hej,
    och zużył bàdzo wiele mocy, Syriusz dostał się do Hogwartu, mam nadzieję, że szybko wyjdzie na jaw, a Snape i jego zachowanie, może będzie chociaż w jakimś minimalnym stopniu przyjazny...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń