wtorek, 4 lipca 2017

NDH - Rozdział 41

Ostrzegam, że tym rozdziałem możecie zadławić się jak tęczowymi wymiocinami ;)

Ku zaskoczeniu Snape’a, zimowe ferie przebiegły bardzo sprawnie. Och, cała kadra przeszła przez swój zwykły atak świątecznej niepoczytalności, tylko pogorszony faktem, że – dla wszystkich zamiarów i celów – były to pierwsze święta Harry’ego. Ale pomimo obaw Snape’a, że Harry użyje ferii jako wymówki do wszelkiego rodzaju ekscesów, chłopak był raczej bardziej przyciszony niż zazwyczaj. Trzymał się blisko Severusa i wydawał się zadowolony tylko, gdy spędzał czas w towarzystwie opiekuna, przygotowując składniki eliksirów albo robiąc pracę domową, podczas gdy Snape sprawdzał testy uczniów. Snape zdawał się raczej cieszyć cichym towarzystwem chłopca, a jego oczekiwana tęsknota za poprzednią samotnością nigdy się nie pojawiła.
Samo Boże Narodzenie było nieco problematyczne. Oczywiście straszne przepowiednie Snape’a się zrealizowały: reszta kadry Hogwartu pojawiła się na jego progu o brzasku, by być światkiem pierwszych prawdziwych świąt Harry’ego. Jakkolwiek irytujące było ich świąteczne ignorowanie jego prywatności, obecność innych nauczycieli był zdecydowanie katastrofalna, kiedy Harry zdecydowani odmówił uwierzenia, że wszystkie te prezenty pod choinką są dla niego. Wśród głośnych szeptów: „Awwww” i „Jak słodko”, nie wspominając o donośnym chlipaniu Hagrida, Snape znalazł się w nieoczekiwanej pozycji, kiedy publicznie uspokajał Harry’ego, że ten zasługuje na to, by cieszyć się feriami i zachęcał chłopca do przyjęcia prezentów. Odegrał się więcej niż jeden napad „łez szczęścia”, kiedy chłopiec zareagował na okazaną mu hojność i pomimo najstraszniejszego warczenia, mały potwór leciał się do niego uspokoić za każdym razem – wysmarowując jego szatę niepokojącą ilością smarków i powodując, że reszta kadry cierpiała na drobne apopleksje, starając się powstrzymać radość.
Snape był całkiem pewny, że Flitwick robił wszystko, żeby zniweczyć jego histerię, a to był jedyny jasny moment całego ranka. Harry zniszczył całą surową reputację, którą Snape odzyskał po tym, jak dał bachorowi och-tak-bardzo-publicznego klapsa w Wielkiej Sali, poprzez siadanie na kolanach Snape’a, by odpakować i krzyczeć przy każdym jednym prezencie. Zanim sterta prezentów pod choinką wyczerpała się, Sprout i Hagrid praktycznie rozchorowali się przez szlochanie z radości nad „nowym, szczęśliwym życiem biednego Harry’ego”, a złośliwy uśmiech Hooch zdobyłby punkty dla Slytherinu. Snape był bliski granicy wytrzymałości, a kiedy Dumbledore zasugerował, żeby wszyscy podzielili się ajerkoniakiem i zaśpiewali świąteczne kolędy, by powitać dzień, tylko szybka interwencja Minervy ocaliła dyrektora przed dostaniem Niewybaczalnym pomiędzy oczy.
- Albusie, Severus i Harry wciąż są w piżamach i są też inni uczniowie w szkole, o których trzeba się zatroszczyć. – Urwała, spoglądając czule na Harry’ego, który wciąż siedział na kolanach Snape’a, radośnie badając flet, który wyrył dla niego Hagrid. – Możemy wspólnie zaśpiewać kolędy później w Wielkiej Sali.
- Cóż, jeśli nalegasz – westchnął Dumbledore, ale błogi wyraz twarzy Harry’ego złagodził jego rozczarowanie. – Dobrze, zostawimy was teraz w spokoju, moi chłopcy. Widzimy się w Sali na śniadaniu!
Taka bliskość Harry’ego uniemożliwiła Snape’owi prostolinijną odpowiedź, a Minerva – po kolejnym spojrzeniu na pulsującą żyłę na skroni Snape’a – skutecznie wyprosiła resztę.
Snape odetchnął z ulgą, kiedy drzwi zamknęły się za nimi i natychmiast wstał i wzmocnił swoje tarcze w, jak wiedział, daremnej próbie powstrzymania Dumbledore’a przed powrotem. Piskliwy gwizd koło jego ucha sprawił, że podskoczył i skierował swoje przerażające spojrzenie na Harry’ego, który natychmiast opuścił flet i przygryzł wargę.
- Przepraszam – powiedział szybko Harry, próbując ukryć flet za sobą. Czy jego tata teraz skonfiskuje i rozwali prezent, jak zrobiłby z pewnością wuj Vernon?
Złośliwy uśmiech zakradł się na twarz Snape’a, kiedy prawdziwie sadystyczna myśl pojawiła się w jego umyśle.
- Najwyraźniej potrzebujesz nauki, jak grać na flecie – powiedział surowo bachorowi.
- Tak, jest – zgodził się nieszczęśliwie Harry. Zaraz będzie ­– „a ponieważ nie umiesz grać, nie masz po flecie żadnego pożytku, więc oddaj… TRZASK!”.
- Jestem pewny, że Hagrid ucieszy się, mogąc udzielić ci tej nauki – kontynuował Snape, chichocząc wewnętrznie. – Myślę, że powinieneś ograniczyć się do grania w jego chacie, podczas nauki. Jeśli pokażesz się u niego kilka razy w tygodniu, bez wątpienia nauczysz się grać. – To powinno ukarać tego tępego giganta, by nie dawać dziecku tak głośnych zabawek!
Harry natychmiast pojaśniał. Ależ był głupi! Wyobrażał sobie, że jego tata zniszczy prezent, kiedy chciał tylko zasugerować Harry’emu, że mógłby brać lekcje. Przytulił tatę po raz tysięczny tego ranka.
- Dziękuję, tato!
Teraz, gdy nie miał widowni, Snape był skłonny dać bachorowi w odpowiedzi szybki uścisk.
- Tak, tak, już – powiedział szorstko. – Głupi dzieciaku, powiedziałeś to już sto razy.
- Ale to jest najlepszy dzień mojego życia! – stwierdził Harry, spoglądając na niego. – A to tylko dzięki tobie.
Snape zwalczył gulę w gardle.
- Idiota. Czy nie zdajesz sobie sprawy, że to ty jesteś stroną odpowiedzialną? Gdybyś nie zachowywał się dobrze przez ostatnie kilka tygodni, jestem pewny, że nie znalazłbyś dzisiaj nic, oprócz kilku bryłek węgla pod drzewkiem albo witkę, którą można użyć na tyłek niegrzecznego dziecka.
Nawet Harry’ego nie mógł oszukać tą straszną groźbą. Chłopak parsknął i ukrył twarz głębiej w pierś taty.
Snape obwinił to szpiczaste czółko za ostry ból w piersi, który groził mu odebraniem oddechu. Uznał, że pochylenie do przodu pomoże – fakt, że to sprawiało wrażenie, że przytula bachora był niefortunny, ale nic nie mógł na to poradzić. Oczywiście musiał zrobić coś, co polepszyłoby to wrażenie. Dostrzegł, że jego twarz jest schowana w szopie na głowie chłopca, a jej kosmki łaskoczą go w nos. Nie miał innego wyjścia, musiał zmusić się, by cofnąć twarz i przycisnąć usta do skóry łowy bachora, co zdawało się pomóc.
Harry westchnął z rozkoszy, kiedy tata przytulił go i nawet złożył szybki pocałunek na jego głowie. Nigdy nie sądził, że będzie tak traktowany, jednak tutaj był – jako duży, jedenastoletni chłopiec! – przytulany i wszyscy poświęcali mu uwagę. Przysunął się bliżej. Tata był bardzo ostrożny, roztkliwiając się dopiero, gdy reszta wyszła. Harry nie chciałby, żeby profesor McGonagall widziała, jak jest przytulany niczym czterolatek… choć poddałby się temu doświadczeniu za wszystkie czekoladowe żaby z Miodowego Królestwa.
Wreszcie uczucie w piersi Snape’a osłabło na tyle, że był w stanie uwolnić chłopca. Zacmokał z niecierpliwością na wilgotne policzki chłopca i błyszczące oczy, i przywołał chusteczkę, by wytrzeć bachora. Doprawdy! Te łzy szczęścia były całkowicie irytujące… choć czuł lekki łaskotanie z tyłu własnych zatok. Może złapał jakąś chorobę. Tak. To musi być wytłumaczenie. Dzieci były stale wypełnione bakteriami – to przeziębienie, nic więcej.
- Och! – Oczy Harry’ego rozszerzyły się i nagle wyswobodził się z uścisku opiekuna. – Prawie zapomniałem! – Wpadł do swojej sypialni, zostawiając za sobą marszczącego brwi Snape’a. Co za niemożliwe dziecko! Zawsze pędzi to tu to tam.
Harry wrócił szybko do pokoju i stanął przed Snapem, kręcąc się nerwowo.
- Tak? – Mistrz Eliksirów uniósł brew. Bachor wyglądał, jakby chciał mu wyznać jakieś złe uczynki, przygryzając z niepokojem wargę i z rękami za sobą – chroniąc tyłek przed nadchodzącym klapsem?
- J-ja…
- TAK? – Cierpliwość Snape’a gwałtownie się wyczerpała.
- Eee, ja… uch… todlaciebie – rzucił Harry, nagle wyciągając zwój, wesoło związany jaskrawo kolorową wstążką, w jego stronę.
Mimo że dzisiejszy poranek był zupełnie niecodzienny, stwierdzenie, że bachora ma prezent dla niego wystarczyło, by Snape zakołysał się do tyłu i bardzo się cieszył, że już siedzi.
- To dla mnie? Od ciebie? – zapytał niepewnie.
Harry skinął głową, rumieniąc się wściekle i wpatrując w ziemię.
-Pewnie pomyślisz, że to głupie i w ogóle.
- Hymmm. – Snape spojrzał na rolkę. Gdyby Harry był bardziej jak ojciec lub chrzestny, spodziewałby się jakiegoś głupiego żartu, jak stary knebel „eksplodujący zwój”, ale znał dobrze chłopca, by zdawać sobie sprawę z tego, że takie rzeczy nie zdarzają się Harry’emu. Stłumił zaskoczenie i pociągnął za wstążkę, wiedząc, że będzie się musiał zmierzyć z największym szokiem dnia.
Rozwinął zwój i uniósł brwi w lekkim zdziwieniu. Prezentem bachora był zaskakująco dobry amatorski rysunek jego samego, razem z esejem zatytułowanym „Mój tata”. Spojrzał na Harry’ego, który wciąż gorączkowo wpatrywał się w podłogę, po czym zaczął czytać.
Mój tata, pisze Harry, nie jest jak tatowie innych dzieci. Mój tata wybrał mnie, po tym, jak go poprosiłem. Mój tata jest Mistrzem Eliksirów, co oznacza, że jest naprawdę, naprawdę mądry. Jest też Opiekunem Slytherinu, co znaczy, że jest też naprawdę, naprawdę podstępny – ale w dobrym sensie. Troszczy się o wszystkie dzieci w jego Domu, tak samo jak troszczy się o mnie. Był szpiegiem w wojnie z Voldemoldem i jest tak bystry, że nigdy się nie zorientowali, że to on ich szpiegował. Był jednym z tych, którzy wiedzieli, że moi rodzice muszą się ukryć i robił wszystko, by ich chronić, mimo że nie za bardzo lubił mojego tatę, ale był naprawdę dobrym przyjacielem mojej mamy. Ale to mój tata – robi Dobre Rzeczy, nawet jeśli tego nie chce. Uratował także mojego ojca chrzestnego, ale to wielki sekret, więc nie napiszę, jak. Ale zrobił to właśnie dla mnie, a nie dlatego, że lubi mojego ojca chrzestnego, ponieważ tak naprawdę go nie znosi. Ale mimo to uratował go. I robi eliksiry dla wszystkich, którzy ich potrzebują, jak Remus i pani Pomfrey. Robi też dla mnie dodatkowe eliksiry, żeby pomóc mi urosnąć i takie tam. Czasami chciałbym, żeby nie był Mistrzem Eliksirów, bo jego eliksiry smakują okropnie!
Mój tata naprawdę dobrze się o mnie troszczy. Cały jego Dom na mnie uważa i gdyby ktoś próbował mnie zranić, pozbyłby się go. Jest naprawdę silny i potężny. Ci chłopcy z Ravenclaw byli zbyt przerażeni, by zostać w szkole, kiedy on był na nich zły. Pozwolił mi się także bronić. Nie muszę już siedzieć i pozwalać, by ludzie jak Dudley mnie ranili. Mój tata powiedział mi, że jeśli kiedykolwiek ponownie zobaczę Dudleya i będzie próbował mnie uderzyć, mogę go przekląć tak, jak chcę! Powiedział, że mógłbym nawet przekląć wuja Vernona lub ciotkę Petunię – ale nie wiem, czy naprawdę mógłbym to zrobić. Pewnie pozwoliłbym zrobić to mojemu tacie.
Wiele ludzi boi się mojego taty. Myślę, że to dlatego, że jest naprawdę wysoki i ubiera się na czarno, i piorunuje wzrokiem w naprawdę straszny sposób. Ale nie krzyczy i nie rzuca rzeczami. Nawet kiedy jest wściekły, wciąż mówi naprawdę cicho i używa trudnych słów, więc można powiedzieć, że nie traci kontroli, czy coś. Wie, jak naprawdę dobrze używać słów i zna wiele takich trudnych, więc trzeba najpierw pomyśleć, co mówi, zanim naprawdę się to zrozumie. I czasami nawet nie zdaje sobie sprawy, że nazywa kogoś głupim, albo coś takiego, co jest całkiem zabawne, jeśli się o tym pomyśli.
Mój tata musi być w klasie wredny, żebyśmy nie robili głupich rzeczy i nie roztopili kociołków, ponieważ to mogłoby być naprawdę niebezpieczne. Nie jest tak, jak na zaklęciach czy zielarstwie, gdzie nie może się stać coś naprawdę złego, nawet jeśli się wygłupia. Eliksiry są naprawdę fajne i wybuchają, jeśli się zrobi najmniejszą rzecz źle. Mój tata pozwala mi przygotowywać jego składniki do eliksirów. To naprawdę fajne. I wszystkie dzieci są zazdrosne o to i ciągle mnie dręczą, by też mogły przyjść i pomóc. To fajna zabawa z tymi śliskimi, śmierdzącymi rzeczami i kiedy trzeba je rozciapkać lub posiekać. Jednak mój tata nie pozwala nam się zabawiać. Mimo że to fajne, kiedy tryskamy na siebie ropą z czyrakobulw, powiedział mi, Ronowi i Draco, że jeśli zrobimy to ponownie, nie będziemy w stanie siedzieć następnego dnia. Mówi takie rzeczy i ludzie się naprawdę boją, ponieważ myślą, że naprawdę to ma na myśli, ale tak nie jest. Po prostu nie chce, żebyśmy się zachowywali jak głupcy.
Zawsze o mnie myśli i mnie lubi. Uważa, że jestem mądry i oczekuje, że tak się będę zachowywał. To dlatego czasami się na mnie wścieka, gdy zrobię coś głupiego. Nigdy nikt wcześniej nie powiedział mi, że jestem mądry. Ale mój tata mówi, że jestem. Mówi, że jestem czasem ZBYT mądry, ale można powiedzieć, że naprawdę myśli, że to dobrze. Zawsze mówi, że jeśli nie zrobię czegoś najlepiej jak potrafię, to będę miał kłopoty. Umie mówić mi rzeczy, które sprawiają, że czuję się tak, jakbym miał tylko dwa cale wzrostu, ale nawet wtedy mówi takie miłe rzeczy jak to, że jestem zbyt mądry, by zachowywać się tak głupio. I nawet wtedy, gdy jest na mnie zły, wciąż mi mówi, że jestem mądry i w ogóle. Nigdy nie nazwał mnie brzydko, ani nie powiedział, że jestem bezużyteczny, ani że chciałby, żebym  był martwy, jak mówiło moje wujostwo. I nie pozwala mi się przezywać na przykład dziwakiem. Jeśli się zapomnę, zaczyna szaleć i nawet da mi za to klapsa. Naprawdę nienawidzi moich krewnych za to, co mi robili. Ja też ich nienawidzę.
Mój tata jest zawsze miły dla mnie i moich przyjaciół. Pozwala nam uczyć się w jego Domu albo w moim pokoju i zawsze jest naprawdę cierpliwy, pozwalając mi zadawać pytania, nawet jeśli wiele moich pytań jest głupich, bo jeszcze nie przyzwyczaiłem się do Czarodziejskiego Świata. Jednak nie śmieje się ze mnie, nie ważne, o co zapytam. Czasami inne dzieci śmieją się ze mnie z powodu rzeczy, których nie wiem, ale tata nigdy. Po prostu siada i wyjaśnia. Nigdy nawet nie powiedział, że wolałby nie zgodzić się na bycie moim tatą.
Lubię też innych nauczycieli – teraz, kiedy nie ma już Quirrella – ale żaden z nich nie jest tak miły, jak tata. Dał mi naprawdę świetny pokój i wypełnił go różnymi świetnymi zabawkami i książkami, i innymi rzeczami. Prawie poprosiłem, żebym mógł sprowadzić tutaj Dudleya, tylko raz, żeby mu pokazać mój świetny pokój. Byłby naprawdę zazdrosny! Mój tata dał mi też najlepszą miotłę na świecie i pozwolił mi grać w drużynie Quidditcha, po tym, jak byłem niedobry. Kupił mi nowe ubrania i spalił wszystkie stare od Dursleyów, więc nie wyglądam zabawnie i inne dzieci nie śmieją się ze mnie jak w mojej starej szkole. Kupuje mi wiele prezentów, niemal tak wiele, jak dostawał Dudley, ale Dudley dostawał podarunki dlatego, że krzyczał i wrzeszczał, jeśli ich nie dostał. Mój tata daje mi prezenty, by mi pokazać, że zrobiłem coś dobrze i ponieważ mnie kocha.
Mój tata nawet nie wścieka się, kiedy poprosiłem go, żeby to powiedział. Wiesz, większość facetów nie powiedziałaby tego, ale mój tata tak. Mój tata nie lubi, kiedy mówię, jaki jest dobry. Wolałby być anonimowy i żeby inni nie wiedzieli, jaki jest świetny. Sądzę, że to dlatego, że łatwo go zawstydzić.
Mój tata jest też naprawdę łagodny. Nawet kiedy daje mi klapsa, nigdy nie bije naprawdę mocno i nie szarpie mnie, ani nie ciągnie za włosy, czy inne takie. Chociaż prawie nigdy nie dostałem packą. W większości tata karci mnie albo zabiera moją miotłę, albo daje mi szlaban, albo każe mi napisać esej lub linijki. Sądzę, że karcenie jest najgorsze. Zawsze wie, co powiedzieć, żebym zdał sobie sprawę, że zrobiłem coś złego i żebym poczuł się naprawdę głupio, i zaczął płakać jak trzylatek, albo coś koło tego. To zabawne, bo nigdy mi nie pozwalano płakać, kiedy mieszkałem z Dursleyami, więc po prostu przestałem. Ale mój tata nie ma nic przeciwko, jeśli płaczę, więc ponownie zacząłem. I mimo że czasem go obsmarkam albo oblepię innymi rzeczami, nie wścieka się. Nigdy nie mówi mi, że jestem dzieciakiem, ani nie śmieje się ze mnę, ani nie bije, aż przestanę płakać. Po prostu mnie przytula albo klepie po ramieniu, albo coś takiego, aż sam przestaję. Nigdy po prostu mnie nie zostawia, kiedy płaczę, nawet gdy zrobiłem coś naprawdę złego.
Ale nie jest babski – pociąga mnie do góry, popycha lekko i czasem daje klapsa, ale w sposób, w jaki faceci to robią, żeby pokazać przyjaźń, a nie zranić. Naprawdę się o to troszczy. Nawet kiedy jest wściekły i daje mi prawdziwego klapsa, wiem, że to nadchodzi. Nigdy nie podkrada się i nie udaje, że nie jest zły, kiedy jest. Mój tata zawsze mówi mi prawdę, nawet jeśli czasem jest straszna. Mój tata mi ufa. Mówi mi rzeczy, których większość dorosłych nie powiedziałaby dzieciom. Wie, że potrafię dotrzymać sekretu i że nigdy nikomu nie powiem, nawet gdyby wyrywali mi paznokcie, czy coś w tym stylu. Traktuje mnie jak dorosłego – no, w pewnym sensie. Znaczy, nie mówi mi WSZYSTKIEGO – i wścieka się, kiedy robi to Łapa – ale nie zachowuje się tak, jakbym miał tylko cztery lata i nie widział różnicy między rzeczami ważnymi a takimi, które nie mają znaczenia. Ufa mi, że zrobię to, co mi każe. A ja ufam jemu. Wiem, że jest mądry i zadba o mnie, i że będę dzięki niemu bezpieczny. Wiem, że mnie nie zrani ani nie będzie dla mnie wredny. Ufam mojemu tacie. Sprawia, że czuję się bezpiecznie.
Czasami, kiedy chcę coś zrobić, a on mówi nie, wściekam się. Ale zwykle ma rację. I zwykle pamiętam o tym i robię to, co mi każe. Ale nawet jeśli zapominam, nie nienawidzi mnie. Po prostu wyjaśnia, że zrobiłem źle (a potem mnie karze) i to wszystko. Czasem trudno mi pamiętać, żeby go słuchać, ale jestem w tym coraz lepszy. I jeśli spytam, dlaczego mówi nie, w większości wypadków wyjaśnia mi, więc zaczynam rozumieć. Czasami wciąż myślę, że się myli, ale potem zwykle rozprasza mnie czymś innym i zapominam, co chciałem zrobić. Jak powiedziałem, mój tata jest całkiem podstępny! Nawet dla Ślizgonów!
Kiedy dorosnę, chcę być taki, jak mój tata. Chcę być odważny i silny jak on. Chcę jak on pomagać ludziom. Chcę być mądry i wiedzieć praktycznie wszystko, co on i chcę, żeby inni ludzie szanowali mnie tak, jak szanują jego. I kiedy będę miał dzieci, będę je traktował tak, jak on traktował mnie, jakby coś znaczyły i były ważne, i w ogóle. Wujek Artur powiedział mi raz, że nie rozumiem, jacy są tatowie. Myślałem, że są po to, by bić, gdy się jest złym, jak wuj Vernon robił mi, albo dają mnóstwo prezentów i smakołyków, i innych rzeczy, jak wuj Vernon robił dla Dudleya. Teraz jednak wiem, jaki jest dobry tata, ponieważ pokazał mi to mój własny.
Długo czasu minęło, zanim uwierzyłem, że mój tata mnie kocha. Nie sądziłem, że dziecko może być kochane przez kogoś, kto nie jest jego rodzicem, więc zrozumiałem, że ponieważ moi nie żyją, nikt nigdy nie będzie mnie kochać. Ale mój tata pokazał mi, że myliłem się. Kocha mnie i sprawia, że jestem tego pewien. Mówi, że mnie kocha, ale też pokazuje, że to prawda. Pokazuje mi to każdego dnia. Jestem naprawdę wielkim szczęściarzem.
Kocham mojego tatę.
Drogi tato, nie wiedziałem, co dać ci na Święta, więc zapytałem profesor McGonagall. Powiedziała mi, żebym napisał ten esej. Nie rozumiem, dlaczego, bo już i tak masz bardzo dużo esejów do przeczytania. Najpierw myślałem, że zamiast tego mogłoby ci się spodobać kilka składników do eliksirów, ale powiedziała mi, że to spodoba ci się o wiele bardziej. Nie mogłem pozwolić, by ktoś inny to przeczytał, bo są tu rzeczy o Łapie i w ogóle, więc nie mogłem jej zapytać, czy napisałem to dobrze. Mam nadzieję, że ci się spodoba, ale jeśli nie, wciąż mogę pójść i kupić ci zamiast tego składniki. Kocham cię, Harry.
Nawet jego żelazna kontrola nie wystarczyła w tym zadaniu i Snape musiał złapać nagłe, poważne przeziębienie, które wyjaśniało jego łzawiące oczy i cieknący nos zmartwionemu bachorowi. Potem oczywiście, Harry szybko wezwał zarówno panią Pomfrey, jak i skrzaty domowe, które zmusiły go do wypicia ohydnych eliksirów i niezliczonych ciepłych napoi.
- Jest naprawdę źle – Harry z niepokojem poinformował Poppy. – Potrzebował aż dwóch chusteczek, zanim poczuł się lepiej!
Poppy przestudiowała swoje badania i posłała piorunującemu ją wzrokiem Mistrzowi Eliksirów ostre spojrzenie.
- Hymm. Tak, no cóż, chyba szybko dochodzi do siebie, panie Potter. Może jednak najlepsza będzie chwila ciszy. Powiem dyrektorowi, żeby nie oczekiwał was w Wielkiej Sali na obiedzie.
Ta myśl znacznie rozjaśniła ducha Snape’a, a Harry został uspokojony szybkim „ozdrowieniem”. Snape był nawet w stanie przekonać bachora, żeby spędził dzień na budowaniu ruchomego bałwana z Hagridem i innymi uczniami, żeby zapewnić sobie prywatność w czytaniu w kółko eseju. Obrazek umieścił w swojej sypialni – to nie powstrzyma Albusa przed zobaczeniem go i myśleniem, że złagodniał – ale esej położył obok swetra Lily dla bezpieczeństwa. To były jego dwie najbardziej wartościowe rzeczy, nawet jeśli nie miał zamiaru wyjawiać tego faktu nikomu. Nigdy.

CDN…


Rozdział SR około soboty, ale może w międzyczasie dodam jakąś miniaturkę ;)



5 komentarzy:

  1. Moje myśli ograniczają się do donośnego "AWWWWWWWW". To było kochane <3
    Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O JA NIE MOGĘ WOOW TO BYŁO TAKI WSPANIAŁE SŁODKIE WIEM ALE IDEALNIE PASUJĄCE DO SYTUACJI PEWNIE KAŻDY Z NA CIESZYŁ BY SIĘ CZYTAJĄC TAKI LIST KTÓRY OTRZYMAŁ BY W PREZENCIE
    CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ NA KOLEJNY ROZDZIAŁ POZDRAWIAM GOSIA

    OdpowiedzUsuń
  3. No dobrze, autorka chyba za mocno popłynęła tym razem, bo nawet mnie (a jestem wielką fanką słodkich czułości) zrobiło się mdło przy czytaniu tego eseju :D Szkoda, że reakcja Severusa jest tak mało opisana, bo chętnie bym przeczytała o tym co myślał i co powiedział zamiast o tym, że smarkał w chusteczkę, bo coś przecież temu Harry'emu musiał na to odpowiedzieć! Ale może mi się poszczęści i będzie w następnym rozdziale jakieś wrócenie do tematu prezentów? Zobaczymy.
    Pozdrawiam i życzę weny do tłumaczenia

    OdpowiedzUsuń
  4. To było takie słodkie że m się łezka w oku zakręciła :) Snape jak widać też się wzruszył, z czego się wcale nie dziwię :)
    Życzę dużo weny do tłumaczenia :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ryczę, ryczę... T.T
    Ten esej Harry'ego był po prostu... och, cóż, wzruszający. I wcale się Sev'owi nie dziwię, że uważa go za jeden ze swoich najcenniejszych skarbów :) To było po prostu piękne :)
    Pozdrawiam i życzę WENY!!
    ~Daga ^.^'

    OdpowiedzUsuń