czwartek, 13 lipca 2017

Nikt nie lubi ponurego Łapy

Autor: articcat621
Zgoda: czekam
Rating: K+ (wg ff.net)
Pairing: Wolfstar
Ilość części: miniaturka
Notka: Syriusz jest nieco zdenerwowany, a Remus stara się zrobić wszystko, żeby przy nim być, pomimo swoich sprzecznych uczuć.


Remus skierował się do stołu Gryfonów, opadając na ławkę. Położył na niej plecak, a książki wylądowały z głuchym łomotem. SUM-y były już za tydzień i Remus nie potrafił przestać się uczyć. Wiedział, że zda śpiewająco, ale nie mógł odepchnąć od siebie wątpliwości.
Syriusz pojawił się kilka chwil później, wyglądają szczególnie ponuro. Ale nawet z takimi dąsami na twarzy, Remus nie potrafił się powstrzymać, by nie pomyśleć, że Syriusz wciąż jest poruszająco przystojny.
Byli najlepszymi przyjaciółmi, ale Remus chciałby, żeby byli czymś więcej.
- Hej, Syriuszu, skąd ta smutna mina? – zapytał Remus, trącając przyjaciela łokciem.
Syriusz zignorował go, nakładając jedzenie na talerz.
- Łapo, poważenie, co jest?
Cisza.
Remus przewrócił oczami.
- Przestań być takim sztywniakiem, Syriuszu. Powinniśmy być dzisiaj dla siebie mili. Może pójdziemy nad jezioro?
- Taka wesołość wcześnie rano może być niezwykle nieznośna, zwłaszcza, kiedy jestem wkurzony – burknął Syriusz.
- Ach, mówi! – powiedział Remus, klepiąc Syriusza w plecy. – Co się dzieje?
- Powiem ci później – mruknął, a jego spojrzenie popłynęło na lewo.
Remus podążył za jego wzrokiem i dostrzegł, że patrzy na Marlenę. Typowe, pomyślał, przewracając oczami.
- Możemy iść nad jezioro, żeby się pouczyć, jak tylko skończę jeść – powiedział Syriusz, biorąc gryz tosta.
Remus skinął głową, uśmiechając się szeroko.
- Brzmi nieźle.
W ciszy skończyli śniadanie, po czym skierowali się w stronę Czarnego Jeziora.
Remus robił wszystko, by ignorować Syriusza; wydymał wargi, kiedy schodzili w dół zbocza. Czarne włosy Huncwota muskały wysoką trawę, sprawiając, że wznosiła się w małych pęczkach. Wymamrotał coś nieskładnie do siebie.
Remus zawsze lubił chodzić nad jezioro. Była tam cisza i spokój, nawet z tą całą wrzawą wokół niego. To było jego serdeczne miejsce i zawsze mógł przyjść tam z Syriuszem i Jamesem.
W dwójkę usiedli na trawie pod wielkim dębem. Rozejrzeli się po Czarnym Jeziorze, obserwując, jak co kilka minut kałamarnica wypływa na powierzchnię.
- Więc chcesz pomówić o tym, co cię gnębi? – zapytał Remus, zerkając na Syriusza.
Syriusz prychnął.
- Marlena już nie chce spędzać ze mną dużo czasu.
- Dlaczego?
- Ponieważ już nie bierze mnie na serio. Jestem zbyt wielkim podrywaczem i po prostu nie może mi ufać.
Remus zmarszczył brwi, słuchając słów Syriusza. Uznał za dziwne to, że Marlena mówi takie rzeczy, zwłaszcza, że widywali się ze sobą przez ostatnie trzy lata.
- Najwyraźniej jestem dla niej zbyt zarozumiały? Nie jestem materiałem na męża, więc lepiej zakończyć to teraz…
Wilkołak wyczuł, co jest nie tak.
- Ach – powiedział.
- Co? – spytał Syriusz, przekrzywiając głowę w stronę Remusa.
- Jesteś zdenerwowany, bo przypalono ci ego.
Oczy Syriusza rozszerzyły się.
- Bzdura.
- A właśnie tak – powiedział Remus, przebiegając palcami przez ostrą trawę. – Zawsze myślałeś, że jesteś lepszy od innych. Myślisz, że możesz mieć wszystko, co chcesz, Syriuszu. Ale teraz widzisz, e to tak nie jest.
Syriusz westchnął drżąco.
- Chyba masz rację.
- Smutek przejdzie – powiedział z przekonaniem Remus, uśmiechając się do przyjaciela. – Wkrótce wrócisz do swojego egoistycznego ja.
Syriusz uśmiechnął się ironicznie.
- Tak, myślę, że masz rację. Dzięki, Remus. – Poklepał przyjaciela po plecach, po czym wstał. – Zobaczymy się później.
Remus patrzył, jak Syriusz odchodzi. Bez wątpienia skieruje swój urok na jakąś inną kobietę. Syriusz nie był jednym z tych, których trzeba było długo pocieszać, kiedy ich uczucia zostały zranione. Podnosił się, otrzepywał z kurzu i szedł dalej. Tak właśnie załatwiał rzeczy.
Bolała Remusa świadomość, że Syriusz nigdy nie odda jego miłości, ale trzymał to wszystko wewnątrz siebie. Byli najlepszymi przyjaciółmi i nigdy by nie mógł tego zniszczyć.
Pewne rzeczy lepiej trzymać w tajemnicy.
Spoglądając w górę, obserwował, jak wiatr sprawia, że jezioro się marszczy. To było jego miejsce… tutaj mógł powoli uczyć się, jak sklejać kawałki złamanego serca.
Wzdychając, wyjął podręcznik do eliksirów, by trochę poczytać. Siedząc na ziemi, spędził resztę dnia ucząc się do egzaminów.



W niedzielę dodam rozdział SR ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz