sobota, 15 lipca 2017

SR - Rozdział 9 - Rita Skeeter


- Mam go!
Harry usłyszał, jak ktoś podbiega do jego boku, ale jeszcze nie miał ochoty otwierać oczu. Czuł ciepło i odprężenie; w przeciwieństwie do całej nocy. Zimna dłoń dotknęła jego twarzy, sprawiając, że zadrżał. Harry niechętnie otworzył oczy i zobaczył zaniepokojoną twarz Hermiony, a potem czwórkę rudzielców. Harry nagle poczuł zdezorientowanie. Czemu wszyscy wyglądali, jakby czuli wielką ulgę? Wciąż miał godzinę, zanim zacznie się śniadanie, prawda?
Wszyscy byli ubrani w płaszcze, szaliki i rękawiczki. Zawinięty w płaszcz, na którym wciąż było zaklęcie ogrzewające, Harry czuł tylko chłodny wiaterek na twarzy. Nadal było zimno, ale z pewnością nie aż tak, jak wcześniej, kiedy rozmawiał z ojcem chrzestnym. Jak długo tutaj był? Nie wydawało się, że aż tak długo, by wszystkich tak zmartwić.
- Wszędzie cię szukaliśmy, Harry – powiedziała szybko Hermiona. – Profesor Dumbledore miał zamiar rozpocząć poszukiwania. Co ty tu robisz w tym zimnie? Byłeś tu całą noc?
- Co? – zapytał zdezorientowany Harry. – Dlaczego Dumbledore miałby zacząć poszukiwania? Większość szkoły wciąż śpi.
Czwórka rodzeństwa Weasley spojrzała na siebie nerwowo.
- Eee, Harry, jest niemal pora obiadu – powiedział George. – Musiałeś tutaj zasnąć. „Zaginąłeś” kilka godzin temu.
Harry jęknął i zdjął okulary, by potrzeć oczy. Już mógł poczuć sztywność w karku i wiedział, że pewnie zapłaci za zaśnięcie tutaj przez resztę dnia.
- Przepraszam – powiedział cicho, zakładając okulary z powrotem na nos. – Chyba byłem bardziej zmęczony, niż myślałem. Są już tu Syriusz i Remus?
- Przyjdą? – zapytał Ron.
Harry skinął głową, spoglądając na jezioro. Słońce było niemal dokładnie nad nim. Spał przez kilka godzin.
- Syriusz nie był zadowolony, kiedy się dowiedział, że ktoś wpisał mnie do Turnieju – powiedział Harry tym samym cichym głosem. – To, że nie myślałem jasno, gdy mu o tym mówiłem, nic nie pomogło. Miałem nadzieję, że jest jakiś sposób, by się z tego wyplątać.
- W jaki sposób mogłeś rozmawiać z Syriuszem? – zapytała zdumiona Hermiona. – Nie ma tutaj żadnego kominka.
Harry wyciągnął lusterko i podał je Hermionie.
- Syriusz ma drugie – powiedział. – Muszę tylko wypowiedzieć jego imię i możemy rozmawiać. Najwyraźniej Syriusz i mój tata używali ich nieco, kiedy mieli oddzielne szlabany.
Fred i George popatrzyli na lusterko z przejęciem.
- Genialne – powiedział ze zdziwieniem Fred. Potem spojrzał na Harry’ego ze skonsternowanym wyrazem twarzy. – Eee, nie obraź się, Harry, ale dlaczego miałbyś chcieć znaleźć sposób na wydostanie się z Turnieju? – zapytał.
Harry spojrzał na Freda z niedowierzaniem.
- Żartujesz sobie? – zapytał. – Turniej został stworzony dla uczniów z siódmego roku, nie czwartego. Nie jestem gotowy na coś takiego, a gdybym nawet był, nie zrobiłbym tego. Nie potrzebuję takiej uwagi. Nie chcę takiej uwagi. – Odwrócił spojrzenie w stronę jeziora. – Myślę, że tutaj zostanę.
- Musisz zmierzyć się z innymi wcześniej czy później, Harry – powiedziała łagodnie Hermiona, podając lusterko Harry’emu. – Wiemy, że nie włożyłeś swojego nazwiska do Czary. Nie miałeś na to czasu. Byliśmy w skrzydle szpitalnym. Wierzymy ci. Tylko to ma znaczenie.
Fred i George podeszli do Harry’ego i pomogli mu podnieść się na nogi.
- No już, drogi bracie – powiedział George z uśmiechem i mrugnął. – To nasz przywilej i obowiązek zrobić żart każdemu, kto przysporzy ci kłopotów.
- Pomyśl o tym jako o próbie dla naszego sklepu z żartami – dodał Fred. – Dostarczysz nam osoby do testów…
- …którzy potrzebują lekcji – zakończył za brata George.
- Tak długo jak nie będziecie testować swoich eksperymentów na mnie, wchodzę w to – powiedział Ron z szerokim uśmiechem. – Chodźmy na obiad. Umieram z głodu.
- Ron! – zbeształa go Hermiona. – Nie mogę uwierzyć, że w takim momencie myślisz o jedzeniu. – Otrzymując tylko bezsilne wzruszenie ramionami, Hermiona przewróciła oczami i odwróciła się do Harry’ego. – Więc co się stało zeszłej nocy? Diggory powiedział, że byłeś dość roztrzęsiony, kiedy rozmawialiśmy z nim rano. Czy Dumbledore wie, kto włożył twoje nazwisko do Czary?
Harry potrząsnął głową, a grupa zaczęła iść w stronę zamku. Zdjął zaklęcie ogrzewające z płaszcza i zadrżał, kiedy w końcu dopadł go chłód. Harry nie potrafił powstrzymać ulgi. Hermiona i Ron wierzyli mu razem z Fredem, Georgem i Ginny. Może nie będzie tak źle.
Weszli do Wielkiej Sali i usiedli na końcu stołu Gryfonów. Ron i Hermiona starali się zacząć rozmowy, ale jasne było, że wszyscy myśleli tylko o Turnieju. Przy stole Puchonów był wielki tłum wokół Cedrica Diggory’ego, w którym stali głównie Puchoni i Krukoni. Wszyscy wydawali się czekać na każde słowo Cedrica. Harry musiał się uśmiechnąć, kiedy Hermiona prychnęła z irytacją. Przynajmniej skupili się na Cedricu, nie na nim.
- Doprawdy, nie wierzę, że niektórzy tak robią – powiedziała Hermiona. – Jak mogą się tak przed nim płaszczyć?
- Sława to rzecz kapryśna, panno Granger – powiedział poważnie Fred, czym zyskał chichoty George’a, Ginny i Rona. Nawet Hermiona uśmiechnęła się lekko na ten komentarz. Mimo wszystko kto wiedział lepiej, jak kapryśna jest sława, niż przyjaciele chłopca, który przeżył?
Po obiedzie, Harry, Hermiona i rodzeństwo Weasley wycofali się do wieży Gryffindoru. Wiedząc, że Harry chce ciszy i spokoju bardziej, niż czegokolwiek innego, Hermiona i Weasleyowie otoczyli Harry’ego przy stoliku w pokoju wspólnym, pracując nad zadaniami. Kilka osób próbowało podejść do Harry’ego i zapytać o Turniej, ale czwórka Weasleyów odsyłała wszystkich samym spojrzeniem, podczas gdy Hermiona starała się robić cokolwiek, by Harry skupił się na czymś innym, a nie na tych, którzy próbowali z nim pomówić o byciu czwartym reprezentantem.
Późnym popołudniem wszyscy już wiedzieli, że powinni trzymać się z daleka od stołu w najdalszym kącie pokoju wspólnego. Kiedy Gryfoni nie dostali szansy na przepytanie Harry’ego, zwyczajnie znaleźli sobie miejsca w pokoju wspólnym i pracowali nad zadaniami, wciąż zerkali na Harry’ego, mimo wszystko mając nadzieję, że będą mieli szansę z nim pomówić. Rozmowy były toczone szeptem, poza okazjonalnymi krzykami irytacji.
Było to całkowicie drażniące, ale Harry ugryzł się w język i starał się to zignorować. Nie znosił, kiedy ludzie traktowali go tak, jak na pierwszym roku. Myślał, że jego własny dom zna go lepiej, żeby wiedzieć, że nienawidzi uwagi. Nie sądził, że musi uciekać się do tego, by rodzina Weasleyów służyła mu jak jego własna ochrona, choć wydawało się, że nieskończenie bawi Freda i George’a.
Wszyscy za mocno skupiali uwagę na Harrym albo na swojej pracy domowej, by zauważyć, że wejście w portrecie otwiera się i do pokoju wspólnego wchodzą dwie osoby. Nikt nie zauważył, jak rozglądają się po pomieszczeniu, by znaleźć jedną osóbkę w całym tym bałaganie. Zauważyli skupisko rudych głów w najdalszym kącie i zrozumieli, że tam najlepiej zacząć.
- To zwyczajnie smutne – ogłosił głośno Syriusz Black, sprowadzając na siebie uwagę wszystkich. – Jest sobotnie popołudnie, a wszyscy są w środku… tutaj, ucząc się. Życie w Hogwarcie z pewnością zmieniło się.
Wszyscy gapili się na niego w szoku. Syriusz Black, jedyny człowiek, który uciekł z Azkabanu, ojciec chrzestny i opiekun Harry’ego Pottera był w ich pokoju wspólnym razem z ich dawnym nauczycielem obrony przed czarną magią, Remusem Lupinem.
- Tak, to niezwykłe, jak wiele może zmienić się w ciągu roku – stwierdził Remus. – Raczej nie pamiętam, bym kiedykolwiek widział coś takiego.
- Myślę, że gdzieś tutaj może być jakiś dementor – powiedział Syriusz z namysłem, – bo to musi być mój najgorszy strach: dzieci chętnie uczące się w weekendy. Zaraz się dowiemy, że Snape będzie biegał po korytarzach z uśmiechem na twarzy… śmiejąc się… śpiewając… tańcząc…
- Augh! – krzyknął Remus z niesmakiem. – Syriusz, przestań! Przez ciebie wszyscy będą mieć koszmary. – Zadrżał widocznie. – Włącznie ze mną.
Syriusz wyszczerzył się i złączył palce, po czym wyprostował przed siebie ramiona.
- Więc wykonałem swoją robotę – powiedział z dumą, po czym rozejrzał się po uczniach, którzy obserwowali ich z osłupieniem. – Czy ktoś z was wie, gdzie może ukrywać się mój chrześniak?
Harry zamknął książkę i wstał.
- Tutaj jestem, Syriuszu – powiedział, po czym ostrożnie manewrując między innymi, by dotrzeć do opiekunów, desperacko starając się powstrzymać uśmiech. – Naprawdę wiecie, jak zrobić wielkie wejście. – Harry spojrzał na Syriusza z uniesioną brwią. – Śpiewający i tańczący Snape? Nie mogłeś wymyślić czegoś mniej prawdopodobnego albo bardziej szokującego?
Syriusz wzruszył ramionami.
- Nie wiem, jakie dziwne rzeczy mogą się wydarzyć – powiedział, po czym pomyślał przez moment. – Nie mogę teraz niczego wymyślić, ale daj mi trochę czasu. – Syriusz spojrzał uważnie na Harry’ego, a jego przed chwilą świetny humor zniknął z jego twarzy. – Masz czas na spacer po błoniach?
Harry skinął głową, po czym wyszedł z opiekunami, kompletnie zapominając o pokoju wspólnym pełnym patrzących na niego osób. W momencie, gdy stanął poza wieżą Gryfonów, Harry dostrzegł, że został pociągnięty do gwałtownego uścisku przez Syriusza, a potem przez Remusa. Spoglądając na opiekunów, Harry mógł zobaczyć to na ich twarzach. Wciąż musi wziąć udział w Turnieju.
- Co powiedział profesor Dumbledore? – zapytał cicho Harry.
Remus westchnął, kładąc ramię na barkach Harry’ego i zaczął iść korytarzem, milcząco sugerując Harry’emu i Syriuszowi, by szli razem z nim.
- Przeprosił, że nie poinformował nas o twoim wybuchu w piątek – powiedział miękko. – Mimo że oboje nie zgadzamy się z tym, w jaki sposób było to załatwione, zarówno Syriusz i ja zgadzamy się, że to najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza, że nadchodzi Turniej. Będziesz musiał skupić się na zadaniach, a takie zachowanie twojej magii może być katastroficzne.
- Próbowaliśmy wydostać cię z tego Turnieju, Harry – dodał Syriusz. – Naprawdę się staraliśmy, ale wiążąca magiczna umowa jest nieodwracalna. Uwierz mi, że Dumbledore wie, że spaprał sprawę. Wie, że jest tutaj ktoś, kto próbuje cię zranić. Sprawdza wszystkich, którzy przybyli, żeby się dowiedzieć, kto jest zagrożeniem.
- A co wy o tym wszystkim myślicie? – zapytał cicho Harry. Nie potrafił powstrzymać się przed zastanawianiem, czy coś jeszcze stało się w gabinecie profesora Dumbledore’a. Syriusz był trochę zbyt dyplomatyczny. Syriusz nigdy nie jest dyplomatyczny. Remus tak. To on jest tym spokojnym. Spoglądając to na jednego opiekuna, to na drugiego, Harry zaczął czuć zdenerwowanie. – Co się dzieje?
Syriusz i Remus wymienili szybkie spojrzenia.
- Po prostu tak naprawdę nie widzieliśmy się teraz oko w oko z Dumbledorem – powiedział ostrożnie Remus. – Nie zgodziliśmy się z nim, że zmusza cię do uczestnictwa, ponieważ nie zgłosiłeś się do Czary sam. – Harry chciał zaprotestować w obronie Dumbledore’a, ale Remus go powstrzymał. – Tak, wiemy o kontrakcie, Harry, ale to nie oznacza, że musi się nam to podobać. Dumbledore zapewnił nas, że nikt nie byłby w stanie przejść przez ochronę, którą nałożył na Czarę.
- Z tego, co słyszałem, nikt jej nie zdjął – zapewnił Remusa Harry, kiedy dotarli do poruszających się schodów. – Nikt poniżej siedemnastu lat nie mógł przejść przez barierę. Takie było ograniczenie.
- Oznacza to, że wszyscy powyżej siedemnastki mogli jakoś skonfundować Czarę, żeby zaakceptowała twoje nazwisko – stwierdził Syriusz. – To wydaje się dość skomplikowanym zadaniem dla siedemnastolatka, co oznacza, że zostają dorośli. Moim kluczowym podejrzanym jest Karkaroff.
Harry potrząsnął głową, kiedy schodzili po schodach.
- Ja tak nie sądzę – odparł. – Profesor Karkaroff i madame Maxime nie byli w najmniejszym stopniu zadowoleni z tego, że biorę w tym udział. Karkaroff nawet zagroził, że zabierze Kruma z Turnieju. Inni dorośli, jakich widziałem to Crouch i Bagman, ale dlaczego mieliby mnie zgłosić? To nie ma sensu.
- Masz rację – zgodził się Remus. – Bagman nie ma mózgu, żeby choćby spróbować wywinąć coś takiego, a Crouch nie ośmieliłby się, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się ostatnio. – Harry i Remus spojrzeli na Syriusza, który był teraz dziwnie cichy. Dla Ministerstwa był to wielki cios, kiedy Syriusz został uniewinniony. Ponieważ nie miał procesu, pojawiło się wiele pytań, co do tych, ukaranych za bycie śmierciożercami w poprzednich latach. Pytania, na które Ministerstwo naprawdę nie miało ochoty odpowiadać i dlatego byli tak chętni, by dać Syriuszowi cokolwiek chciał, w tym opiekę nad  Harrym Potterem.
Dotarli do końca schodów i przeszli przez Salę Wejściową. Uczniowie mijali ich z sapnięciami na widok Syriusza Blacka, idącego obok Harry’ego Pottera. Syriusz Black był niemal tak rozpoznawalny jak Harry. Wielu było ciekawych, jak ktoś, kto spędził tyle czasu w Azkabanie mógł być odpowiednim opiekunem dla nastolatka, nie mówiąc o Harrym Potterze.
Szli w ciszy, aż wyszli na błonia. Harry’emu nie podobało się napięcie, które niemal mógł wyczuć u opiekunów. Bolało go to, że on był powodem tego wszystkiego.
- Naprawdę was za to przepraszam – powiedział cicho Harry. – Nie chciałem was zezłościć…
Syriusz nagle zatrzymał się i jednym ramieniem pociągnął Harry’ego do uścisku.
- Nawet nie zaczynaj – ostrzegł. – To nie twoja wina, Harry. Nie jesteśmy na ciebie źli, nawet w najmniejszym stopniu. Oboje wiemy, że to bardzo trudne, zwłaszcza, że jesteś trzy lata młodszy od innych uczestników. Cała ta presja jest ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebujesz.
Spędzili resztę czasu do kolacji zwyczajnie rozmawiając o wszystkim i o niczym. Syriusz i Remus nawet przyznali, że odkażanie Domu Blacków było bardziej wstrętną robotą, niż pierwotnie myśleli. Najwyraźniej Stworek przez ostatnie dwanaście lat robił wszystko oprócz sprzątania. Harry tylko słuchał, z ulgą przyjmując rozproszenie uwagi. Przez krótką chwilę, wszystko było normalne.
Syriusz i Remus pożegnali się tuż przed rozpoczęciem kolacji, ale nie bez zasypania Harry’ego radami. Obiecali, że będą w Hogwarcie podczas pierwszego zadania pod koniec listopada, by go wesprzeć oraz ostrzegli go przed prasą. To, że chłopiec, który przeżył znalazł się w Turnieju było wielką wiadomością, a dwaj Huncwoci zamartwiali się, że Harry może być wykorzystany jako sposób sprzedaży gazet. Harry obiecał, że nie będzie rozmawiał z żadnymi reporterami bez nich, co nieco złagodziło obawy dwójki mężczyzn. Wiedzieli, że Harry nie był gotowy na to, jak okrutna potrafiła być prasa.
^^^
Kilka następnych dni z pewnością było dla Harry’ego przykrych. Rzadko zostawał sam, co uniemożliwiało wielu osobom zbliżenie się, ale nikogo nie powstrzymywało przed patrzeniem. Zdawało się, że Gryfonów nie mogło obchodzić mniej to, czy Harry zgłosił się sam, czy nie. Cieszyli się po prostu, że ktoś z Gryffindoru jest w Turnieju. Hufflepuff był wyraźnie podzielony. Cedric Diggory był Puchonem, który współczuł sytuacji Harry’ego, ciągnąc za sobą większość domu. Jednak byli tacy, którzy myśleli, że Cedric jest zbyt pobłażliwy, ponieważ to była szansa Hufflepuffu, by wygrzewać się w blasku świateł, które zwykle były skierowane na Gryffindor i Slytherin.
Ravenclaw też był podzielony, ale nie tak widocznie. Jedyny dom, który głośno ogłaszał, co myśli o Harrym w Turnieju był Slytherin. Draco Malfoy nie tracił czasu i zaczął drwić z Harry’ego i mówić, jak niebezpieczne mogą być zadania. Harry nic nie powiedział, bo wiedział, że to prawda. W pierwszej kolejności to był cały powód wiekowego ograniczenia.
Nie będąc w stanie znieść więcej spojrzeń i szeptów, Harry większość czasu spędzał w bibliotece. Pracował nad zadaniami, a potem nurkował do innych książek o klątwach, zaklęciach, przekleństwach… czymkolwiek, co mogłoby mu pomóc w Turnieju. Wiedział, że potrzebował każdej pomocy, jaką mógł uzyskać.
Zanim nadeszły podwójne eliksiry w piątek, Harry z desperacją chciał spędzić ten weekend w samotności. Malfoy musiał dodać coś od siebie do jego zdenerwowania, razem z przyjaciółmi pokazując swój najnowszy wynalazek. Wszyscy Ślizgoni nosili na szatach duże odznaki, które rozświetlały się zdaniem: Kibicuj Cedricowi Diggory’emu, PRAWDZIEWEMU reprezentantowi Hogwartu. Harry natychmiast odwrócił się i popatrzył za okno. Potrzebował wakacji.
Następnie Harry widział, jak Ron atakuje Malfoya. Skupiając się na sytuacji, Harry zauważył, że odznaki wszystkich rozświetliły się teraz napisem „Potter Cuchnie” zamiast poprzedniego napisu. Harry szybko pomógł Hermionie odciągnąć Rona od Malfoya i przytrzymał go mocno, czekając, aż Ron się uspokoi. Bez ostrzeżenia grot światła minął Harry’ego i Rona, uderzając w Hermionę.
Harry i Ron szybko odwrócili się do Hermiony, która trzymała się za usta. Bez słowa, Harry wyciągnął swoją różdżkę i szybko zablokował przekleństwo. Odciągając Hermionę od tłumu, Harry powili odsunął dłonie Hermiony od jej  ust i zerknął. Mógł tylko przygryźć wargę, kiedy zobaczył, że przednie zęby Hermiony urosły, wyglądając bardziej jaj bobrowe niż ludzkie. Hermiona wyciągnęła dłoń i dotknęła zębów, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Powinniśmy zabrać ją do pani Pomfrey – mruknął Ron zza Harry’ego.
Zerkając za ramię, Harry zobaczył, że Ron czuje się winny tego, że zaczął walkę i wiedział, że częściowo to też jego wina, bo Ron go bronił.
- Masz rację – powiedział Harry, po czym ponownie skupił się na Hermionie. – Chcesz, żebyśmy z tobą poszli, Hermiono? Tylko kiwnij głową, a zostaniemy przy tobie, nie ważne jak długo pani Pomfrey będzie musiała to naprawiać.
Hermiona przestała płakać i spojrzała to na Harry’ego, to na Rona. Nawet z zakrytymi ustami, Harry i Ron mogli zobaczyć, że uśmiecha się na jego słowa. Potrząsnęła głową i zrobiła krok, by odejść, ale zatrzymała się, ponownie spoglądając na przyjaciół.
- Wiemy – powiedział Ron ze zmęczeniem. – Zróbcie notatki i powiedzcie Snape’owi, gdzie poszłam. Zajmiemy się tym, Hermiono.
Hermiona wyszła szybko, po czym przyszedł profesor Snape. Harry stanął z tyłu, kiedy wszyscy wchodzili do klasy, więc był ostatni. W momencie, gdy doszedł do profesora Snape’a, Harry wziął głęboki oddech i stanął przed Mistrzem Eliksirów.
- Profesorze, Hermiona dostała klątwą i musiała iść do skrzydła szpitalnego – powiedział tak odważnym tonem, na jaki było go stać. – Gdyby mogła zrobić pracę…
- Jestem pewny, że mnie odnajdzie – przerwał mu profesor Snape. – A teraz rusz się, Potter.
Wiedząc, że lepiej się nie kłócić, Harry zrobił, co mu kazano i usiadł obok Rona. Zaczęli pracę nad odtrutkami, więc Harry i Ron zrobili dla Hermiony tyle notatek, ile byli w stanie. Oboje wiedzieli, że będzie strasznie niezadowolona, jeśli nie zapiszą wszystkiego, nie ważne, jaki to miałby być szczegół. Wszyscy właśnie zaczęli zbierać swoje zapasy do warzenia, kiedy rozległo się pukanie w drzwi lochów. Harry był zbyt skupiony na zrobieniu dobrze eliksiru, by to zauważyć.
Jednak profesor Snape zauważył i nie był zbyt zadowolony.
- Tak, panie Creevey? – zapytał chłodno.
- Eee… Harry jest potrzebny na górze – powiedział nerwowo Colin. – Pan Bagman chce się zobaczyć z nim i resztą reprezentantów.
Harry stłumił jęk irytacji, słysząc to. Czy nie może się uwolnić od tego przeklętego Turnieju chociaż na godzinę? Czy prosił o zbyt wiele? Chwycił mocno stół, sprawiając, że jego ręce drżały. Wszyscy zrobili krok w tył z przerażenia, kiedy ich kociołki zaczęły się niekontrolowanie trząść. Zamykając oczy, Harry spróbował odepchnąć od siebie złość. Wpadanie we wściekłość nikomu nie pomoże. Zniszczenie odtrutek innych również.
Kociołki przestały się trząść, przez co wszyscy spojrzeli nerwowo na profesora Snape’a. Nikt nie wiedział, co teraz robić… przynajmniej póki Snape nie spiorunował wszystkich wzrokiem, więc natychmiast wrócili do pracy. Przecież Snape i tak nie odpowiadał na żadne pytania, które chcieli zadać.
Powoli otwierając oczy, Harry zauważył, że profesor Snape stoi tuż przed nim i spogląda na niego kątek oka, po czym skupia się na Colinie. Harry westchnął, podświadomie unosząc rękę i dotykając naszyjnika, ukrytego pod kołnierzykiem koszulki. Myślał, że Dumbledore się tym zajął. To dlatego przez cały czas nosił naszyjnik.
- Potter, spakuj swoje rzeczy – powiedział zimno profesor Snape. – Zobaczę się z tobą i panną Granger później, żebyście uzupełnili to, co straciliście.
Harry skinął głową, po czym spakował rzeczy, mrucząc przeprosiny do Rona i wyszedł z lochów. Podążył za Colinem do Sali Wejściowej i korytarzem do małej klasy. Colin parę razy starał się rozpocząć rozmowę, ale Harry był zbyt zamyślony, by odpowiedzieć. Musiał porozmawiać z profesorem Dumbledorem. Musiał się dowiedzieć, co się, do licha, dzieje.
Wzdychając głęboko, Harry zapukał do zamkniętych drzwi, które powoli się otworzyły. Wsunął głowę do środka i zobaczył, że na środku pokoju jest duża, otwarta przestrzeń z pięcioma krzesłami ustawionymi w jednej linii. Ludo Bagman siedział na jednym i rozmawiał z kobietą w głęboko czerwonych szatach, której Harry nie rozpoznawał. Viktor Krum przechylał się przez jedno z biurek, podczas gdy Cedric i Fleur rozmawiali ze sobą cicho.
Bagman pierwszy zobaczył Harry’ego i szybko wstał.
- Wejdź, Harry – powiedział radośnie. – Gdy tylko przybędzie reszta sędziów, odbędzie się ceremonia sprawdzenia różdżek. Twoja różdżka zostanie przetestowana, żeby mieć pewność, że nie będzie żadnych problemów w nadchodzących zadaniach. Dumbledore jest na górze z ekspertem. Potem zrobimy małą sesję zdjęciową. – Bagman spojrzał na czarownicę, z którą wcześniej rozmawiał. – To jest Rita Skeeter, dziennikarka z Proroka Codziennego. Napisze mały kawałeczek o Turnieju.
Rita Skeeter popatrzyła bezpośrednio na Harry’ego. Jej kompletnie kręcone włosy zdawały się nie pasować do jej twarzy i błyszczących okularów.
- Rozmiar nie został jeszcze określony, Ludo – powiedziała Rita. – Może mogłabym przeprowadzić mały wywiad z Harrym.
- Przepraszam panią – powiedział uprzejmie Harry, czując nagłą radość, że Syriusz i Remus ostrzegli go przed reporterami. – Nie mogę mówić z prasą bez obecności moich opiekunów.
Rita Skeeter zmarszczyła na moment brwi, ale szybko wróciła do siebie.
- Nie wspomnimy o tym, jeśli nie chcesz – zaproponowała.
- Panno Skeeter – powiedział Cedric, podchodząc do boku Harry’ego. – Harry się nie zgodził. Jeśli tak bardzo chce pani z nim wywiad, może powinna pani zapytać jego opiekunów o pozwolenie. – Spojrzał na Harry’ego i mrugnął, po czym zwrócił swoje spojrzenie na Ritę Skeeter. – Oczywiście, tylko jeśli nie boi się pani Syriusza Blacka. Nie obawia się go pani, prawda?
Najwyraźniej Rita Skeeter bała się Syriusza, bo natychmiast się wycofała. Cedric pociągnął Harry’ego i oboje stanęli obok Fleur. Nie musieli czekać długo, aż przyjdzie profesor Dumbledore, a za nim profesor Karkaroff, madame Maxime, pan Crouch i pan Ollivander. Harry założył, że to pan Ollivander sprawdza różdżki, ponieważ ponad trzy lata temu kupił u niego różdżkę na ulicy Pokątnej. Rita Skeeter zajęła miejsce, wyjmując rolkę pergaminu i pióro, które natychmiast zaczęło samo pisać.
Profesor Dumbledore poprosił, by reprezentanci usiedli. Kiedy to zrobili, Dumbledore spojrzał przez ramię na pana Ollivandera i skinął głową.
- Panie i panowie, to jest pan Ollivander – powiedział uprzejmie Dumbledore. – To on sprawdzi wasze różdżki. Wyciągnijcie je i możemy zaczynać.
Pierwsza była różdżka Fleur, palisander, dziewięć i pół cala z rdzeniem z włosa Wili. Harry powstrzymał się, by nie otworzyć ust. Więc Fleur była w jakiejś części Wilą. Następny był Cedric, jesion, dwanaście i ćwierć cala z rdzeniem z włosa jednorożca. Kolejny był Viktor. Jego różdżka miała dziesięć i ćwierć cala, był z grabu i miała w rdzeniu włókno ze smoczego serca. To sprawiło, że Harry był ostatni.
Harry machnął prawym nadgarstkiem i chwycił różdżkę w dłoń. Od kiedy Remus da mu na poprzednie Święta kaburę na nadgarstek, Harry nigdy nie trzymał różdżki w innym miejscu. Tego lata Syriusz również nauczył go, jak dobrze pielęgnować różdżkę, co było całkiem przydatne, bo nie wyglądałaby tak reprezentacyjnie. Harry podał swoją różdżkę i odskoczył, kiedy pan Ollivander sapnął w szoku i szybko ją upuścił.
Wszyscy zebrali się wokół, by zobaczyć, co się stało, a pan Ollivander spojrzał na Harry’ego z podziwem na twarzy.
- Zaczyna pan personalizować swoją różdżkę, panie Potter – powiedział wytwórca różdżek. – To nadzwyczajne. Większość ludzi nawet nie zaczyna tego zadania, aż nie wyjdą ze szkoły. Ostatecznie tylko pan będzie mógł dotknąć różdżki bez bólu.
Harry spojrzał nerwowo na profesora Dumbledore’a, prosząc o pomoc. Nie zdawał sobie z tego sprawy. Po prostu używał jej sporo podczas ostatnich dwóch wakacji.
- Przepraszam pana – powiedział Harry do Ollivandera. – Ja, eee… nie wiedziałem.
Profesor Dumbledore ukląkł i z łatwością podniósł różdżkę.
- Nie ma za co przepraszać, Harry – powiedział uprzejmie. Machnął wolną ręką nad różdżką, po czym podał ją panu Ollivanderowi.
Harry przypomniał sobie dzień, kiedy pierwszy raz wszedł do sklepu pana Ollivandera i dostał jedenastocalową różdżkę z ostrokrzewa i rdzeniem z pióra feniksa, tego samego, co w różdżce Lorda Voldemorta. Harry powstrzymał dreszcz na tą myśl. Naprawdę nie chciał mieć czegokolwiek wspólnego z Voldemortem. Mógł sobie tylko wyobrazić, co powiedzieliby ludzie, gdyby Rita Skeeter opublikowała ten mały kawałek informacji.
Kiedy ceremonia sprawdzania różdżek się skończyła, wszyscy ustawili się do kilku zdjęć, po czym pozwolono im odejść. Harry odrzucił propozycję indywidualnych fotografii i wyszedł tak szybko, jak tylko potrafił. W momencie, gdy wyszedł z pomieszczenia, Harry westchnął z ulgą. Przeżył, ale nie znosił każdej minuty tego wszystkiego. Nie znosił Rity Skeeter, która próbowała sprawić, by był zauważalny i w jakiś sposób Harry wiedział, że to był dopiero początek.


1 komentarz:

  1. No to się porobiło. Ciekawe czy odkryją kto wrzucił do Czary imię Harrego. Oby sobie poradził z zadaniami.

    OdpowiedzUsuń