poniedziałek, 17 lipca 2017

Tym razem


Oryginalny tytuł: This Time
Autor: Amanuensis
Zgoda: jest
Rating: +18
Pairing: Harry/Syriusz
Ilość części: miniaturka
Notka: Harry wraca, by naprawić pewne rzeczy i dostrzega, że być może nie będzie chciał odejść.


Hermiono,
Udało się. Jak na razie, wszystko okej.

Nie podpisuje się.
Pomagał Hermionie poszukać czegoś, co było w bibliotece, co najmniej, trzydzieści lat (nie było to łatwe; musieli polegać na szkicach z archiwów Hogwartu), w czym mógłby zostawiać wiadomości.
- Będę je pisać, jak przybędę – powiedział. – I zostawię je dla ciebie w tej urnie. W ten sposób powiadomię cię, co się dzieje. Myślisz, że to zadziała?
- Nie – stwierdziła. – Nie sądzę. Uważam, że to bezużyteczny pomysł. Ponieważ nie będą się pojawiać jedna po drugiej. Jeśli je napiszesz, jeśli to zrobisz, już tu będą, cały czas, będą na nas czekały. Nawet jeśli to zrobisz, Harry, nie dostanę w ten sposób żadnego listu, nie rozumiesz?
Spojrzał na urnę.
- Może to nie zadziała w ten sposób. A może to zadziała, kiedy już odejdę.
Spojrzała na niego z przygryzioną wargą i założonymi ramionami.
- Może.
Nie może zapomnieć wątpliwości w jej „może”, kiedy upuszcza niepodpisaną notkę do urny, słysząc, jak osiada na ceramicznym dnie. Jest dla niego za wysoka, by do niej zerknąć; może mógłby przynieść krzesło, kiedy już wszyscy pójdą i spojrzeć do środka
^^^
Hermiono,
Opowiedziałem Dumbledore’owi historię, którą wymyśliliśmy. Zerknij na rejestry szkoły – czy coś się zmieniło? Może dzięki temu będziesz wiedzieć, jak długo tu jestem, nie wiem.

Dumbledore układa palce w wieżyczkę, a jego łokcie leżą na biurku.
- Tak, rzeczywiście na twojej szyi jest oznaczony przez Ministerstwo Zmieniacz Czasu, młody człowieku. W to, że jesteś z przyszłości, jestem skłonny uwierzyć. Podejrzewam, że spodziewałeś się ode mnie większych wątpliwości, prawda? – Miał na nosie te okulary połówki nawet wtedy – teraz – Harry’emu trudno uporządkować czasy – i patrzy przez nie na Harry’ego. – Ale nie podzielisz sięze mną swoją misją.
Harry nie odwraca wzroku.
- Jeszcze nie.
- I twoją ceną jest, jak mówisz, powiedzenie, że możesz pozostać w szkole. Póki nie dokończysz tego, po co przybyłeś. – Dumbledore wstaje, robi kilka kroków w stronę okna. – Mimo że nie wyczuwam w tobie wrogości, Harry, obawiam się, że nie mogę być tak emocjonalny, by zwyczajnie cię zlekceważyć. Niemniej, jestem skłonny pozwolić na to, o co prosisz. Przyszła do mnie obca propozycja i czuję, że twoją powinienem wziąć na poważnie. Nie próbuję wyjaśnić, dlaczego; wolę polegać na moich uczuciach. – Jego usta zaciskają się. – Niewiele osób próbuje napisać książki o uczuciach, tylko o faktach. Myślę, że przez chwilę zasługują na odrobinę łaski.
- To jest… dziękuję, proszę pana.
Dumbledore przeczesuje swoją brodę.
- Z twojej szaty zakładam, że powinieneś zostać przydzielony do Gryffindoru? I jeśli nie podasz mi swojego prawdziwego nazwiska, musimy wymyślić inne.
I ponieważ Harry nie może nazywać się Potterem, nie może być Jamesem czy Evansem, nie ryzykowałby nawet Dursleya, pozwala Dumbledore’owi wybrać. Dumbledore mówi, że nazwą go Foster, po szczeniaku, którego był właścicielem w dzieciństwie. I, że lubi grę słów.
^^^
Hermiono,
Syriusz.
Ledwo pamiętam rodziców; Remusa właśnie zostawiłem, tam gdzie jesteś ty, całego i zdrowego. Ale Syriusz. Widzę go ponownie.

Nie ma wielkiego ogłoszenia w Wielkiej Sali; zamiast tego, Dumbledore informuje profesor McGonagall, która mówi prefektom Gryffindoru, którzy ogłaszają to reszcie Gryfonów. Podczas pierwszego posiłku, Harry przyciąga zaciekawione spojrzenia swoich kolegów z roku i w jakiś sposób utrzymuje równowagę, co uznaje za niemałe zwycięstwo, bo jest bardzo bliski rzucenia się na nich – na Syriusza w szczególności – jak jakaś dziewczyna na bluzkę.
Remus, będąc prefektem, wita go głośno; Syriusz mówi „Hejka” i uśmiecha się lekko, a James i Peter odwzajemniają jego skinięcie głową – co na siedemnastoletnich chłopców jest całkiem dobrym osiągnięciem.
~~~
Hermiono,
Oni są tacy młodzi. Moi rodzice i Syriusz i Remus, są tacy młodzi, tacy beztroscy, tacy głupio szczęśliwi, że to aż boli.

- Masz pióro? – pyta James Remusa, który przewraca oczami i podaje mu zapasowe. – Dzięks, Lunatyku.
Remus na to porusza się lekko i kaszle, a James przesuwa się wraz z tym ruchem. Remus kopnął go pod stołem.
- Ach, nie martw się o to, Lunatyku. – Spogląda na Harry’ego. – Foster jest w porządku.
Harry nie do końca wie, gdzie patrzeć. Peter zerka na niego, mrugając.
- Tak. Jest w porządku. – Syriusz rzuca w Harry’ego kulkę z pergaminu. Automatycznie ją łapie i odrzuca z powrotem. Syriusz uśmiecha się szeroko. – To Lunatyk, Foster. Ja jestem Łapa. Tylko nie tam, gdzie wszyscy mogą usłyszeć, dobra? Tylko ty.
Harry kiwa głową.
- Dobra.
- Mówiłem, że jest w porządku – mówi James, wracając do swojego zwoju.
^^^
Hermiono,
Nie powiedziałem im jeszcze. Lubią mnie. To początek. Obawiam się, czy nie powiem im zbyt wcześnie.

- Zrozumiałem to – mówi Syriusz, rzucając się na krzesło po boku Harry’ego. – Dlaczego tak bardzo jesteś podobny do Rogacza. Nie musisz się martwić, kumplu. – Szczerzy się jak szaleniec. – Jestem asem w utrzymywaniu sekretów.
Usta Harry’ego są suche.
- Co?
Syriusz pochyla się.
- Tata James – szepcze, cichnąc konspiracyjnie. – Miał strasznie burzliwą młodość, ech? A Rogacz nie wie. Nie mógł wiedzieć. Co jest głupie. Pokochałby brata. Takiego jak ty, oczywiście. Gdyby wiedział. Ponieważ zna jedynie takiego brata jak mój, a nikt nie chciałby Rega. Powinieneś mu powiedzieć. Nie ma znaczenia jeśli…
- Przestań – mówi Harry, niemal unosząc dłonie, by powstrzymać tą powódź. – Już, przestań. Nie. To nie… to w ogóle nie tak.
- Musi tak być. – Syriusz naprawdę wydyma wargi. Jednak nie wygląda głupio, gdy to robi. Dolną wargę wydyma, a brwi ściąga jak o wiele młodszy chłopiec, a przez to Syriusz wygląda słodko, a nie kretyńsko. A przynajmniej wszystkie dziewczyny wydają się tak myśleć. – Moja wersja jest zbyt dobra. No dalej, przyznaj to.
- Słuchaj. – Harry wzdycha. – Moja mama nie mówiła nic o tacie Jamesa, nie mnie. My… nie mieszkaliśmy w pobliżu rodziny Jamesa. – To pewnie lepsze, zdaje sobie sprawę, jeśli zostawi to otwarte, zamiast kontynuować spór. – Jeśli to prawda, nic o tym nie wiem. Mogę ją zapytać, kiedy wrócę do domu na koniec semestru, dlaczego jestem tak podobny do Jamesa.
- Och, dobre. – Syriusz uśmiecha się radośnie. – W ten sposób brzmi to tak niewinnie. I możesz zobaczyć jej minę, by wiedzieć, czy mam rację. A oczywiście, mam rację, bo zawsze ją mam. – Rzuca się w jego stronę, owija ramię wokół szyi Harry’ego i trze kłykciami skórę głowy Harry’ego, aż chłopak krzyczy.
Drzwi do pokoju wspólnego otwierają się i wchodzi Peter.
- Puść go, Łapo. Wyglądasz jak pedał. – Harry ma nadzieję, że Syriusz nie zauważy, jak obecność Petera zawsze sprawia, że Harry staje się zimny. Może przypisze to obserwacją Petera.
- Chciałbyś. Nie sądzisz, że się nim stajesz!? – mówi radośnie Syriusz.
^^^
Hermiono,
Peter jest taki normalny. Nie sądzę, że jest zły, by to zacząć. Po prostu nie był tak silny, jak pozostała trójka. Skończył na boku i zrobił to, bo był tchórzem, to wszystko.
Chciałbym, żeby to było takie proste, by powiedzieć J, S i R, że nie można mu ufać, ale sądzę, że potrzebuję czasu. Mogę mi nie uwierzyć, jeszcze nie.

Słyszy, jak notka opada na dno urny, słyszy, jak szeleści z innymi notkami.
^^^
Spodziewał się, że będzie miał najwięcej szczęścia, mówiąc Syriuszowi, Remusowi i Jamesowi ostrzeżenie. I Dumbledore’owi, oczywiście – powie mu na końcu, ale jeszcze nie. To nie tak, że mu nie ufa, ale jest winny reszcie bezpośrednie ostrzeżenie. Ponieważ tego chciałby on, gdyby był nimi.
W ogóle nie spodziewał się, że zbliży się do własnej matki. Ale jest z nim, współpracuje z nim na eliksirach, a Snape piorunuje ich obu wzrokiem (Snape i jego matka? Snape? Nie może być. Nazwał ją szlamą. To niemożliwe). Lily Evans jest poważną uczennicą, ale ma złośliwą żyłkę, która rywalizuje nawet z jamesową. Mimo wszystko, jest jej to tak samo winny. Nie powinien był myśleć, że może ją pominąć, bo to zwyczajnie trudniejsze.
- Foster. Chcesz się później ze mną spotkać i przeczytać jeszcze raz notatki na egzamin?
- Ja… - Tuzin oczy stanęło na nim, a gwizdy zabrzmiały na końcu jej wypowiedzi. James wygląda jak kuguchar, zaciskając palce pod stołem.
Musi spróbować. Może wyjaśnić to Jamesowi później.
- Tak, pewnie.
^^^
Hermiono,
Wciąż nad tym pracuję.

- Szukają zmienników do Quidditcha, po kontuzji Thorne’a i Choudhury’ego. Spróbujesz?
Co? Nie widziała go na miotle.
- Lubisz Quidditch?
- Trochę. Ale wiem, że ty lubisz, sam tak powiedziałeś. – Lily sięga po książkę przy jej łokciu. – Powinieneś iść. Przyszłabym popatrzyć jak grasz.
Coś panicznego pojawiło się w jego piersi.
- Oglądałaś, jak gra James? Spodobałoby mu się to.
Zaciska usta.
- Nie dałabym mu tej satysfakcji. Nie znoszę tych, którzy pysznią się, jak on, jakby oczekiwał, że wszyscy padną przed nim, ponieważ dobrze wygląda. – Odkłada książki i Harry zdaje sobie sprawę, jak bardzo się przybliżyła, by ich sięgnąć. – Jesteś taki, jaki mógłby być James, gdyby nie był takim durniem.
Zamierza mnie pocałować, zdaje sobie sprawę Harry.
- Evans… - Wyskakuje do góry. – Muszę iść. O-oddam ci moje notatki później. Przepraszam. Naprawdę przepraszam.
^^^
Hermiono,
Co zrobię, jeśli mi nie uwierzą? Co zrobię, jeśli mnie znienawidzą za to, że nie powiedziałem im od razu?

- Foster! Psie ty. Opowiedz mi wszystko.
- Nie, ja… - Nie chce mówić o tym na korytarzu. W ogóle nie chce o tym mówić.
- Dajesz – mówi Syriusz. – Gdzie cię dorwała? Za posągiem czarownicy z garbem? To klasyka. Kto pierwszy zaczął migdalenie?
- Syriusz, przestań.
- Och, nie wciskaj mi kitu że się nie całowaliście, Foster. Gdzie dotarłeś? Dotknąłeś jej cycków? James jest gotowy coś odgryźć, jest taki zazdrosny. Nie martw się, przeżyje to. Nigdy nie była…
- Syriusz, do cholery, przestań!
Drży. Syriusz w końcu się zamyka.
- Co? Co się stało? – Podchodzi bliżej. – Merlinie, wyglądasz, jakbyś miał się porzygać. Ktoś was widział?
Harry ociera usta wierzchem dłoni, zbyt późno zdając sobie sprawę, że wygląda to tak, jakby ocierał pocałunek, ale nic nie mógł teraz na to pomóc.
- Słucha. Ja nie… interesuję się Evans. Powiedz to Jamesowi, dobrze? Sam mu powiem, ale chcę, żeby o tym wiedział.
Usta Syriusza układają się w okrągłe O.
- Nie… nie lubisz Evans?
- Nie interesuję się nią – powtarza.
Syriusz wpycha dłonie głęboko w kieszenie. Jest coś dziwnego w jego postawie.
- Och. No cóż. – Strząsa włosy z oczu, a to spojrzenie też wygląda dziwnie, nie było w nim zwykłego wdzięku. – Więc… to dlatego, że jest ktoś inny?
Harry zdaje sobie sprawę, że na tą chwilę to łatwiejsze wyjaśnienie.
- Tak. Ktoś inny.
- Och. No, a więc, to. Kto to?
Cholera. Oczywiście, że to musiało być kolejne pytanie.
- Naprawdę nie chcę teraz o tym rozmawiać.
- Możesz o tym porozmawiać ze mną, prawda? Harry… - Syriusz ponownie strząsa włosy z oczu w swój własny sposób. - … to my. Znaczy, ja. Trzymamy się razem, prawda? Znaczy, jeśli chodzi o pseudonimy – dlaczego my je mamy, a ty nie, mogę to wyjaśnić – naprawdę mogę. Lunatyk nie będzie miał nic przeciwko. Ponieważ to ty…
Syriusz zamierzał mu powiedzieć o tym. Jeśli Harry potrzebował jakiegoś innego sygnału, że są gotowi mu uwierzyć – przynajmniej Syriusz – powinien rozpoznać ten. Ufali mu. Naprawdę mu ufali.
Syriusz mówi w pośpiechu:
- Czy to dlatego nie interesujesz się laskami?
Nie, ponieważ ona jest moją ma… co? Jego mózg drga.
- Co? – pyta głupio.
- Znaczy, możesz mi powiedzieć. Jeśli o to chodzi. Albo jeśli nie jesteś. Nie sądzę, że to coś złego. – Syriusz wciąż ma tą dziwną postawę, a słowa wylewają się z niego, podczas gdy głos łamie się przy każdej sylabie. – Naprawdę. Wiele facetów jest takich. Znaczy, to jest cholerna szkoła z internatem. Praktycznie wszyscy choć raz tego próbowali. Wiesz. Niektórzy lubią obu. To też okej. A ty? Znaczy. Możesz mi powiedzieć. Nie wygadam. Naprawdę. Dotrzymuję tajemnic. Mówiłem ci. – Syriusz zbliża się do niego, a Harry nie jest w stanie wymyślić nic, co mógłby powiedzieć. Ani jednej rzeczy. – Ponieważ nikomu bym nie powiedział. Naprawdę cię lubię, Harry…
I Syriusz – zarozumiały, bystry młody Syriusz Black – jąka się jak pierwszak, który właśnie przekracza jezioro. Wyciąga dłoń, by dotknąć ramienia Harry’ego i to jeden z najbardziej niezręcznych dotyków; Harry nie jest w stanie powiedzieć, który z nich jest w tym momencie bardziej zaskoczony. Syriusz pochyla się i przesuwa swoje usta na wargi Harry’ego, naciska go nimi i językiem w czymś, co musi być najgorszą techniką całowania się w historii, a Harry otwiera usta i zdaje sobie sprawę, że ocenia pocałunek tak, jak zrobiłaby to dziewczyna, ponieważ ten całus jest twardy, kąśliwy i go ogarnia, nie ma w nim ani odrobinę słodyczy, a Syriusz smakuje kawą i tym, co zjadł na deser i Harry myśli Och, Kuźwa i naciska własnymi ustami, sięgając po Syriusza i ponownie myśląc Och, kurwa, tak.
I Syriusz śmieje się w jego usta, odrywa się od niego i śmieje tak, jak stary Syriusz, a w jego głosie jest wielka ulga, gdy mówi:
- Wiedziałem, że tak jest. Miałem nadzieję. Merlinie… - Liże Harry’ego po boku twarzy. – Chciałem, żebym to był ja. Że ci się spodoba. Chodź… - Szarpie Harry’ego za rękę, pociągając go głębiej w cień korytarza. – Mówiłem Rogaczowi – mówi Syriusz, wciąż się śmiejąc, wciąż będąc bez tchu. – Mówiłem mu, że mam cholerną ochotę na ciebie, jak na kogokolwiek innego. Powiedział, że to dobrze, że może go teraz zostawię. Jakbym… Jakbym kiedykolwiek zagrażał jego tyłkowi. Jedynie…
Syriusz opada na kolana przed Harrym.
- Mogę, prawda? – pyta, zerkając na twarz Harry’ego. Wygląda na tak pełnego nadziei, że Harry zastanawia się, czy zatrzymałby go, nawet gdyby, jak się okazało, nie miał na niego ochoty. Syriusz bierze ciszę za zgodę i sięga do guzików spodni Harry’ego. – Oprzyj się o ścianę – mruczy, kierując Harrym, żeby stanął plecami przy niej, naciskając lekko kostki Harry’ego, by je rozdzielić i klęknąć między nimi.
I przez pewien czas, jest to ostatnią rzeczą, jaką mówi Syriusz. Harry opiera się o ścianę, a Syriusz unosi w górę jego koszulkę, nurkując pod nią, by wsunąć odsłoniętą erekcję Harry’ego w swoje usta. Boże. Usta Syriusza są wilgotne i gorące, niezbyt łagodne. Harry bierze gwałtowny oddech i kładzie ręce na czubku głowy Syriusza, biorąc w garść jego włosy. Słyszy, jak Syriusz chichocze wokół tego członka. Opiera głowę o ścianę, sapiąc, a kiedy Syriusz sięga dłonią, by złapać jego jądra, Harry musi położyć własną dłoń na ustach, gryząc ją, by nie krzyczeć w miejscu, w którym stał.
Nie zostaje tak długo, bo wyraźnie wie, że najlepsza część tego wszystkiego – część, która przyciąga go do krawędzi – jest tam, w dole, kiedy patrzy w ponownie w dół i widzi, jak Syriusz patrzy na niego spod rzęs. Jego oczy skupiają się na Łapie, rozszerzonych źrenicach, przysłaniających niemal wszystko, oprócz niewielkiego skrawka błękitu. Harry mocniej przygryza dłoń, tłumiąc jęk, kiedy dochodzi w usta Syriusza. Jego uda i brzuch drżą pod płaszczyzną dłoni Syriusza, a gardło Blacka kurczy się wokół niego, gdy przełyka.
W końcu Syriusz odchyla się, ocierając usta wierzchem dłoni, powtarzając wcześniejszy gest Harry’ego. Wsuwa wiotczejącego członka Harry’ego z powrotem w jego spodnie i podciąga je  niewątpliwie łagodnym ruchu, po czym wstaje.
- Mogę ci coś pokazać? – pyta, pochylając się ku niemu.
Harry kiwa głową, a mówienie jest poza jego zasięgiem.
- Tak. Pewnie.
Syriusz bierze prawą dłoń Harry’ego w swoją lewą, odpina guziki swoich spodni i przesuwa dłoń Harry’ego do swojego krocza.
- Tylko… tak, jak ty lubisz. Proszę, pozwól… - Unosi nagle dłoń Harry’ego i liże ją od podstawy do opuszków palców. – Teraz. – Nakierowuje z powrotem rękę Harry’ego. Palce Harry’ego gładzą włoski na brzuchu Syriusza, a potem dotyka jego penisa, twardego i drgającego w jego uścisku. Zgodnie z instrukcją, naciska na niego z taką samą siłą, jak sam uwielbia.
- Dobrze?
Oczy Syriusza są zamknięte.
- Tak. Kurwa, Harry…
Trwa to trochę dłużej, ale wkrótce Syriusz oddycha ciężko, drga biodrami w pięść Harry’ego i chwyta go za ramiona, naciskając na niego i nie zauważa, jak krople nasienia plamią ubranie Harry’ego. Syriusz dociska usta do szyi Harry’ego, by stłumić krzyk, gdy dochodzi. Harry czuje jego pomruk w całej piersi i przytrzymuje pulsujące penisa i jądra Syriusza w dwojakim uścisku, szczerząc się absurdalnie do ciemnego otoczenia.
^^^
Hermiono,
To zajmie mi nieco więcej czasu, to wszystko.

Są ostrożni. Nigdy nie zachowują się względem siebie czule, gdy inni patrzą. Nawet przed innymi Huncwotami, ponieważ to tylko prowadzi do tego, że się krztuszą i Lunatyk, Rogacz oraz Glizdogon krzyczą: „Znajdźcie sobie pokój”, a oni im odpowiadają: „Znaleźliśmy; właśnie ten”. Czasami udają, że nieco ze sobą rywalizują, a Harry raz czy dwa razy proponuje, że zabierze gdzieś Lily, choć zawsze przed dokładnym wyjaśnieniem Jamesowi, co ten musi zrobić, zanim Lily go polubi. Wkrótce Lily to zauważa, więc kiedy odmawia Harry’emu, by zacząć spotykać się z Jamesem, Harry może tylko głośno lamentować, że został porzucony. Wszystko pięknie się układa.
- Harry. Chcemy cię o coś zapytać. Czy… czy wiesz, co to animag?
Pięknie.
Poza jednym…
Poza tym, jak obserwuje go Dumbledore. Poza tym, w jaki sposób Harry go unika, wymawiając się, kiedy nie może uniknąć spotkania. Jeszcze nie, powtarza. Jeszcze nie.
Nie może tego stracić. Jeszcze nie.
- No… Harry, chcemy cię nauczyć, jak się nim stać.
Może nigdy.
Późno w nocy, idzie do biblioteki. Znajduje krzesło, staje przy urnie. Widzi spiętrzony w niej stosik notek.
I stoi tam z ostatnią notką do Hermiony w dłoni. Czekając. Czekając, by zobaczyć, czy zamierza ją upuścić…
Albo zabrać całą resztę.



Rozdział NDH będzie prawdopodobnie dopiero w przyszłym tygodniu ;(

1 komentarz:

  1. Tylko miniaturka? nienawidzę miniaturek xD
    Tyle niedopowiedzeń, możliwości.
    Jak zwykle tłumaczenie na wysokim poziomie. Oby tak dalej.
    Crudeoil

    OdpowiedzUsuń