wtorek, 9 sierpnia 2016

NDH - Rozdział 19



Kłótnia uczniów się przerwała i oczy wszystkich zwróciły się na stół nauczycielski, sprawdzając, czy zanosząca się wrzawa się wydarzy. W rezultacie minęło kilka chwil, zanim ktokolwiek się zorientował, że drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się na oścież.

- Dość! – wymówił w końcu Dumbledore tonem ostateczności, wzmacniając żądanie magią. Hooch chmurnie odłożyła miskę z owsianką, którą chciała rzucić w Pomfrey, podczas gdy reszta kadry raczej stanowiła obraz poczucia winy. Snape i McGonagall wymienili ostatnie wściekłe spojrzenia, ale potem krzyk z końca Wielkiej Sali sprawił, że cała wrogość związana z Quidditchem wyparowała.
- Dyrektorze! Czy oczekuje pan, że taki rodzaj zachowania będą naśladować nasze dzieci?
Harry, wraz z innymi studentami, wyciągnął szyję, by zobaczyć, któż to powiedział. Wysoki, arystokratyczny mężczyzna z biało-blond włosami szedł zamaszyście w dół przejścia, trzymając jedną ręką laskę ze srebrną główką. U boku Harry’ego, Draco jęknął i szybko poprawił swoje szaty.
- Hej, on wygląda jak ty – wyszeptał Harry. – Czy to…
- Mój ojciec – przyznał krótko Draco. Przełknął ślinę i popatrzył z niepokojem, jak Lucjusz podchodzi do stołu nauczycielskiego.
- Dzień dobry, Lucjuszu – powiedział Albus uprzejmie, migocząc oczami w stronę starszego Malfoya. – Dostrzegłem, że energiczna debata to fantastyczny sposób na rozpoczęcie poranka. Zechciałbyś dołączyć do nas na śniadanie?
- Dyrektorze! – Drugi mężczyzna, ten z zabawnym małym melonikiem, wściekle podreptał w ślad za Lucjuszem. – Chcę wiedzieć, co tu się dzieje!
- Społeczeństwo chce wiedzieć – chuda kobieta w okularach wtrąciła gładko, dotrzymując kroku przy ramieniu małego mężczyzny. – Ma pan jakieś komentarze, dyrektorze?arHHHarHHH

Dumbledore mrugnął do nich wszystkich.
- Być może, gdybyście mogli wyjaśnić, co was tu sprowadza o tak wczesnej porze, Korneliuszu, byłbym w stanie odpowiedzieć na twoje pytania i przedstawić komentarze dla pani Skeeter.
Lucjusz zmagał się z odzyskaniem kontroli nad grupą.
- Jesteśmy tu, dyrektorze – oznajmił, - z powodu wczorajszych alarmujących wydarzeń w szkole!
- Mógłbyś sprecyzować? – Oczy Albusa błyszczały jeszcze mocniej. – Nawiązujesz do tego, że skrzatom domowym skończył się pudding, alarmującego wzrostu zaginionych skarpetek, czy…
- Wyobraź sobie mój szok i przerażenie – kontynuował Malfoy, ignorując dyrektora, - gdy dzisiaj rano wróciłem z zagranicznej podróży służbowej i zostałem zatrzymany w gabinecie Ministra Knota, by go o tym poinformować, tylko po to, by się dowiedzieć, że zeszłej nocy do szkoły zostali wezwani aurorzy. Kilku starszych chłopców zostało wyrzuconych i aresztowanych! Dlaczego nie poinformowano mnie o tych wydarzeniach, zarówno jako członka Rady Gubernatorów i zainteresowanego rodzica?
- Być może dlatego, że byłeś w podróży służbowej za granicą? – zasugerował Dumbledore łagodnie.
- Tak jest – ogłosił Lucjusz, mówiąc bezpośrednio do kobiety, która, jak Harry mógł teraz zobaczyć, patrzyła na skrzętnie notujące pióro, - spokojnie siedziałem w gabinecie Ministra, gdy przyszedł Auror i podrzucił raport, który zmroził mi krew w żyłach! Niewybaczalne zostało użyte w Hogwarcie! Mój własny syn był celem! Jak można było dopuścić do takiej przemocy na szkolnym korytarzu?
- Biedaku – zagruchała reporterka. – Co zrobiłeś potem, jako zatroskany rodzic i członek Rady Gubernatorów?
- Naturalnie zasugerowałem, byśmy natychmiast pojechali do Hogwartu, by uzyskać pełen raport od dyrektora. Zażądałem, by Minister zainicjował pełne dochodzenie w sprawie…
- I naturalnie ja zgodziłem się, że musimy dowiedzieć się dokładnie, co się wydarzyło. – Mały człowieczek w zabawnym kapeluszu w końcu miał dość bycia ignorowanym. Wziął reporterkę za łokieć i odwrócił ją twarzą do siebie. – Jako Minister Magii, oczywiście, że moim pierwszym priorytetem jest młodzież z naszego wielkiego narodu. Dowiedzenie się, że mieli do czynienia z takim zagrożeniem w miejscu, które powinno być najbezpieczniejszym miejscem w Wielkiej Brytanii było oczywiście niepokojące, więc od razu wyruszyłem, zatrzymując się tylko po to, by zebrać pracowników Ministerstwa, których dzieci również były zgłoszone jako zaangażowane. – Machnął ręką w stronę drzwi.
- Tata? – Ron, siedzący o drugiej stronie Harry’ego, pisnął ze zdumieniem, gdy ostatni członek grupy z Ministerstwa przesunął się do przodu.
Harry patrzył z zainteresowaniem, jak Ron i jego bracia zrywają się i podbiegając do rudego mężczyzny, który wyglądał na zażenowanego.
- Jak się pan czuł po usłyszeniu wiadomości o użyciu Niewybaczalnych w szkole, pani Weasley? – rzuciła kobieta.
- Nadal czekam na potwierdzenie tej plotki, panno Skeeter – powiedział tata Rona stanowczo, patrząc na główny stół. – Dzień dobry, profesorze Dumbledore. Mam nadzieję, że wybaczy nam pan najście.
- Nie mamy za co przepraszać – rzucił Malfoy lekceważąco. – Jesteśmy tu jako zmartwieni rodzice – choć może ze względu na reputację twoich dzieci…
- Ej! – Krzyknął jeden z bliźniaków z oburzeniem, podchodząc zza swojego ojca. – My nie…
-… zrobiliśmy niczego! I to nie…
-… prawda, że Niewybaczalne…
-… latały wszędzie dookoła! Tylko Harry…
Reporterka, panna Skeeter, osaczyła ostatniego bliźniaka.
- Harry? Harry Potter? Chłopiec, Który Przeżył? Był w to zamieszany? To on użył Niewybaczalnego?
Snape zesztywniał i strzelił ostrym spojrzeniem w Dumbledore’a. Trzeba to kontrolować. Teraz.
- Nie mów czegoś takiego o Harrym! – krzyknął wściekle Ron, podchodząc. – On tylko…
- DOŚĆ! – Ponownie magia dyrektora wypełniła powietrze, a wszystkie rozmowy ucichły, gdy zaklęcie tłumiące rozniosło się po Sali. McGonagall usiadła, wyglądając na zadowoloną z siebie, a Snape spojrzał na nią z niechętnym ukłonem szacunku.
- Dziękuję Minervo – uśmiechnął się Dumbledore do starszej czarownicy. – Skoro wydaje mi się, że większość uczniów zjadło śniadanie, sugeruję, by wszyscy udali się do klas. – Zignorował niesłyszalne jęki i rozczarowane spojrzenia, gdy dzieci wstały, by wyjść. – Chciałbym jednak, by pozostali ci, którzy byli bezpośrednio zaangażowani we wczorajsze zdarzenia.
W krótkim czasie, wyprowadzeni przez resztę personelu, uczniowie niechętnie opuścili Wielką Salę, pozostawiając tam profesorów Dumbledore’a, Snape’a i McGonagall, wraz z Harrym, Draco, Hermioną, Jones, Flintem, Woodem, Bell i wszystkimi Weasleyami.
- Dziękuję – uśmiechnął się Dumbledore, ignorując zarówno szybko purpurowiejącego Ministra Magii i blade z furii usta Lucjusza Malfoya. – Teraz, Minervo, zanim zdejmiesz zaklęcie wyciszające, byłabyś może łaskawa przypomnieć pani Skeeter i naszym gościom szkolną politykę odnośnie stosunków z mediami.
Podczas gdy McGonagall surowo pouczała resztę, Dumbledore  podszedł do Artura Weasleya.
- Witaj, Arturze – przywitał wesoło młodszego mężczyznę. – Jak się masz? – Zachęcające kiwnięcie wskazało, że wyciszające zaklęcie zostało zdjęte – przynajmniej w tym rogu pomieszczenia.
- Wszystko w porządku, dziękuję, Albusie – odpowiedział Artur i spojrzał na synów z niepokojem. – Czy któryś z was jest ranny? Harry? Wszystko w porządku?
Harry poczuł w sobie ciepło, że pan Weasley włączył w to również jego.
- Wszystko gra – obiecał, dołączając do chóru chłopaków.
- Masz powody, by być dumnym z synów – uśmiechnął się Dumbledore. – Spieszyli, by pomóc Harry’emu, podobnie jak kilku innych uczniów.
Artur zamrugał ze zdziwieniem, a jego wzrok spadł na bliźniaków.
- To… Dobrze to słyszeć, dyrektorze.
Bliźniacy pokręcili się, wiedząc, że ich ojciec był znacznie bardziej przyzwyczajony do tego, że musiał przychodzić do szkoły, by usłyszeć o ich występkach. Było dużo milej, gdy dyrektor chwalił ich działania, a nie przedstawiał rachunku za szkody i wyjaśniał ich ostatni szlaban.
- Obawiam się, że muszę upomnieć jednego z chłopców, który się trochę, ach, uniósł wydarzeniem i użył zarówno nieodpowiedniego języka i wyjątkowo paskudnej klątwy w obecności kilku członków kadry – powiedział Dumbledore przepraszająco, choć jego oczy błyszczały jak oszalałe.
Artur westchnął.
- Ronald – zaczął, znając temperament jego najmłodszego syna.
- Hymm, nie – Dumbledore potrząsnął głową.
- Fred? George? – Artur odwrócił się do nich. Było bardzo nietypowe, by tylko jeden z bliźniaków wpadł w kłopoty, choć, jak przypuszczał, to było możliwe.
- Nie.
Artur spojrzał na dyrektora.
- Nie…
- Eee, tak, to ja – przyznał Percy niezręcznie.
Szczęka Artura opadła.
- Percy? To Percy zaklął i przeklął kogoś? Przed nauczycielami?
- Obawiam się, że tak – powiedział Dumbledore. – Byłem zmuszony bardzo surowo z nim porozmawiać i wyjaśnić, że takie zachowanie nie będzie tolerowane u prefekta. Jeśli to zdarzy się ponownie, nie będę miał innego wyboru, jak poproszenie go, by zwrócił odznakę.
Teraz również wszyscy bracia patrzyli na Percy’ego. Nie zdawali sobie sprawy, że był zagrożony utratą jego cennej posady prefekta.
- Zrobiłbyś to dla mnie? – przełknął Ron. – Ale bycie prefektem… to coś, czego chciałeś przez całe życie.
Percy zarumienił się i wzruszył ramionami, mamrocząc coś niewyraźnie.
Dumbledore zamigotał oczami w stronę Artura.
- Jak mówiłem, Percy był dość silnie sprowokowany – chłopcy, którzy zaatakowali, dopiero co próbowali rzucić Crucio w młodego Ronalda. – W tym momencie Artur zbladł. Wyciągając ręce, przyciągnął blisko Rona, podczas gdy Dumbledore uśmiechnął się i wycofał się.
- Wszystko w porządku? – zapytał ponownie, przebiegając wzrokiem po najmłodszym synu.
Tym razem Ron się zarumienił.
- Wszystko gra, tato. – Pociągnął się za ucho, wyglądając na zakłopotanego. – Eee, To Draco Malfoy mnie ochronił. To znaczy, był tam zanim przybyli Percy i bliźniacy. To on zatrzymał klątwę.
Artur odwrócił się i spojrzał tam, gdzie Draco Malfoy stał teraz przy ojcu.
- Malfoy cię ochronił? Wiedział, kim jesteś?
Ron wyszczerzył się.
- Taak. Ale zrozum, ja pomagałem Hermionie, która pomagała Harry’emu, a ponieważ Harry jest dzieckiem Snape’a, jest on też wężem, więc ponieważ pomagałem wężowi, Malfoy pomógł mi. – Artur zamrugał, starając się to przetworzyć. Spojrzał na Harry’ego.
- Więc ty też byłeś ranny?
Harry poruszył się niezręcznie. Nadal nie był przyzwyczajony, że ludzie dbali o jego samopoczucie.
- Nie bardzo. To znaczy, tak, starali się mnie złapać, ale powinien pan to widzieć, panie Weasley – eee, znaczy wujku Arturze. Wszyscy przybiegli i skoczyli na tych gości, a gdy to się skończyło, a Draco doniósł na Smythe’a, Percy wściekł się i dopiero powstrzymała go prefekt Slytherinu.
- Ta ładna
-… i zgrabna
-… Prefekt Slytherinu – zaznaczyli chytrze bliźniacy.
Artur spojrzał ponownie na Percy’ego.
- K-która to ma być prefekt, synu? – zapytał nieco niepewnie.
- Davidellajones – przyznał Percy, bardzo nisko i szybko, patrząc na swoje buty. – Stoitamzhermioną.
Artur spojrzał w kierunku, gdzie mała Gryfonka stała obok wysokiej, smukłej, czarnej dziewczyny. Oczy Artura rozszerzyły się.
- Jest świetna! – zachwycał się Harry. – Była nawet straszniejsza niż Flint, wujku Arturze. I ona prawie… eee, cóż, zrobiła coś naprawdę znaczącego temu, który mnie zranił.
- Naprawdę? – Brwi Artura uniosły się aż pod linię włosów. Cóż, teraz wiemy, że Molly ją polubi. Przyjrzał się Percy’emu starannie, zauważając na wpół zawstydzony, na wpół dumny wyraz twarzy. – Chłopcy, dajcie mi porozmawiać z waszym bratem na moment.
Percy uniósł spojrzenie, by spotkać się ze spojrzeniem jego ojca, po czym spuścił wzrok. Zgarbił ramiona, jakby oczekując ciosu i odszedł kilka kroków na bok. Harry i reszta chłopaków patrzyli na niego z niepokojem.
- Wujku Arturze, nie będziesz dla niego bardzo zły, prawda? – zapytał nerwowo Harry, przypominając sobie słowa mężczyzny o klapsach, które czasem trwały dłużej niż kilka sekund.
- Tak, tato – wtrącił się Ron, wyglądając na zmartwionego. – Tylko mnie chronił. Proszę, nie karz go tak naprawdę.
- No dalej, tato… - przytaknęli bliźniacy.
-… to nie jest tak, jak…
-… z jednym z naszych kawałów.
- Perce Głupek rzeczywiście…
-… chronił małego Roniaczka.
- Nie możesz być na niego zły…
-… za to.
Artur delikatnie wyswobodził się i podszedł do Percy’ego. Zanim zdążył coś powiedzieć, prefekt wypalił:
- Przepraszam! Wiem, że nie powinienem, ale gdy usłyszałem, że próbował zrobić to Ronniemu, po prostu straciłem kontrolę. Wiem, że dyrektor jest wściekły, a profesor McGonagall powiedziała mi, że jeśli usłyszy, że używam takiego języka ponownie, zaklei mi usta zaklęciem, ale ja…
- Uspokój się, synu. Weź głęboki oddech.
Percy posłuchał, po czym posłał swojemu ojcu zawstydzone spojrzenie.
- Przepraszam. To było tak dawno, kiedy miałem duże kłopoty, że jakby spanikowałem.
Artur uśmiechnął się szeroko.
- Wiem – podziękuj bliźniakom, że nabyłem nawyku besztania jednego dziecka na raz. A teraz, czy twoi nauczyciele byli bardzo zdenerwowani?
Percy posłał mu spojrzenie z ukosa.
- Cóż… dyrektor zagroził, że weźmie moją odznakę prefekta, jeśli to się powtórzy. Ale cały czas błyszczały mu oczy i musiał dać mi kilka cytrynowych dropsów, więc nie wyglądało na to, żeby był bardzo zdenerwowany. A, eee, profesor McGonagall krzyczała na mnie tylko o języku, nie o czyrakach czy czymś, więc nie sądzą, by była tak bardzo zła. Znaczy, wiesz, jaka jest, kiedy jest naprawdę zła, nie sili się na krzyczenie, po prostu wlepia karę, więc fakt, że skarciła mnie tylko przez moment…
-… Sugeruje, że nie była bardzo zła – zakończył Artur. – Tak, cóż, wiesz, że mama i ja jesteśmy bardzo dumni z powodu twoich rekordów w Hogwarcie, a to, że zostałeś prefektem, wiele dla nas znaczy. – Percy skrzywił się. No i nadchodzi. – Ale rodzina jest ważniejsza i cieszy mnie, że twoje priorytety są proste. – Szczęka Percy’ego opadła. – A teraz, opowiedz mi o pannie Jones. – Podczas gdy jego syn wytrzeszczał na niego oczy, Artur sięgnął do kieszeni. – Proszę, musisz mieć kilka galeonów, by zabrać ją do Hogsmeade.
Gdy Artur rozmawiał z Percym, Snape złapał spojrzenia Harry’ego i zrobił rozkazujący gest. Tak długo, jak wokół byli dziennikarze, nie mógł dać chłopakowi szans na proste mielenie językiem bez nadzoru.
Harry posłusznie podreptał do niego.
- Stój przy mnie, chyba że powiem inaczej – nakazał surowo jego opiekun. Mając bezpiecznie otoczonego Harry’ego, Snape spojrzał na pozostałych uczniów. Weasleyowie byli z ojcem. Starsi uczniowie – Wood, Bell, Flint i Jones, - stali w grupie, a Jones wzięła przemądrzałą Gryfonkę pod swoje skrzydła. Pozostawał Draco.
Draco stał obok ojca, czekając aż się oderwie od wicedyrektorki. Tylko bladość chłopca ujawniała jego niepokój, ale Snape znał wybuchowy temperament Lucjusza Malfoya aż nazbyt dobrze. Nie było wielkich nadziei, że chłopak nie doświadczył go na własnej skórze, a sądząc po jego minie, Draco naprawdę nauczył się obawiać niezadowolenia ojca.
- Chodź – rzucił do Harry’ego. Potter nie był jedynym dzieckiem z brutalnymi krewnymi.
Podszedł do miejsca, gdzie Draco stał na baczność i położył dłoń na ramieniu chłopaka. Draco wzdrygnął się, po czym wyraźnie zrelaksował, widząc Opiekuna jego Domu. Harry uśmiechnął się do niego i – tak nieświadomy jak zawsze, - trącił drugiego chłopca. Draco uśmiechnął się słabo, zanim odwrócił się z powrotem, by czekać na ojca.
W końcu McGonagall odwróciła się od gości z zadowolonym, kocim uśmiechem, a cała trójka eksplodowała dzwiękiem.
- Jak śmiesz traktować mnie jak niesforne dziecko? – Minister kipiał z wściekłości.
- Hogwarckie Zakneblowanie Gości – Zaklęcie Tłumiące Wycisza Ministra – mruknęła Skeeter do swojego pióra, ignorując okrzyk konsternacji Knota.
- Hej, poczekaj! Nie chcesz pisać tego w taki sposób! – stwierdził, ciągnąc ją na bok.
- Draco – zaczął jedwabiście Lucjusz, a jego kostki zbielały na lasce. Jego syn przełknął konwulsyjnie, a Snape mógł poczuć, jak się trzęsie.
- Lucjuszu – przerwał mu Snape.
Oczy Malfoya oderwały się od jego syna i zwęziły się, gdy zobaczył, kto się do niego zwraca.
- Severus – pozdrowił go.
- Cześć! – Harry, czując się szczęśliwie bezpiecznie będąc blisko swojego opiekuna, wyciągnął rękę. – Jestem Harry Potter, panie Malfoy. Jestem jednym z przyjaciół pana syna.
Lucjusz zamrugał.
- Ah… tak? – Uścisnął dłoń Harry’ego raczej z roztargnieniem.
Draco przygryzł, nagle czując nadzieję. Jego ojciec dał mu rozkaz, by zaprzyjaźnił się z Potterem i Lucjusz był zirytowany, gdy Draco przyznał się do ich nieobiecującego spotkania w Hogwarcie Express. Może ten zwrot zadowoli jego ojca?
- Przepraszam. – Nowy głos zza nich sprawił, że się odwrócili, a Draco zauważył, jak twarz jego ojca pociemniała, gdy zobaczył, kto to.
- Czego chcesz, Weasley? – Jak zawsze wymówił to nazwisko z pogardą.
- Chcę podziękować twojemu synowi, Malfoy. Obronił mojego najmłodszego chłopca przed Cruciatusem. – Artur podszedł i wyciągnął rękę do Draco. – Jestem ojcem Rona, Draco, a to, co zrobiłeś było bardzo odważne i honorowe. Ja i moja rodzina dziękujemy ci za pomoc Ronowi.
Draco spojrzał nerwowo na ojca, ale czyste maniery zwyciężyły.
- Nie ma za co, proszę pana – powiedział, mając nadzieję, że jego ojciec nie wybuchnie za przyjęcie ręki zdrajcy krwi.
Artur uśmiechnął się do niego.
- Może chciałbyś odwiedzić Norę w czasie wakacji? Ron mówił mi, że lubisz Quidditch – zawsze mamy wystarczająco dużo graczy, by zorganizować dwie drużyny.
- Eee, dziękuję, proszę pana.
Artur odwrócił się z powrotem do Lucjusza.
- Twój syn jest chlubą twojej rodziny, Malfoy. – Wyciągnął rękę. – Musisz być z niego bardzo dumny.
Lucjusz spojrzał na wyciągniętą rękę i rozejrzał się po pomieszczeniu. Praktycznie wszystkie oczy spoczywały na nim. Przełknął ciężko. Weasley był niższym urzędnikiem Ministerstwa, zdrajcą krwi, który sprzeciwił się Czarnemu Panu i kimś bez absolutnie żadnego rankingu społecznego. Ale był też nienagannym czystokrwisty – nawet jeśli biedny, - rodowód i był kimś zarówno lubianym, jak i szanowanym w świecie czarodziejów. Publiczne obrażenie go dobrze by posłużyło Lucjuszowi i mogłoby zrazić innych, bardziej potężnych, czarodziejów.
- Eee, dziękuję – powiedział, dławiąc się tymi słowami, ostrożnie przyjmując rękę mężczyzny.
Jasny błysk prawie sprawił, że zajęczał głośno. Oczywiście ta cholerna reporterka zrobiła zdjęcie.
- Dwie stare rodziny pogodziły się dzięki bohaterstwu potomka Malfoyów! – syknęła Skeeter do pióra, po czym skupiła się na czarnowłosym dziecku przed nią. – Harry Potterze – uważasz, że Hogwart jest dla ciebie zbyt niebezpieczny? Czy chodzisz tu obawiając się o własne życie? Czy Chłopiec, Który Przeżył żyje w strachu?
Harry zamrugał.
- Huh?
- Dzieciak jest szczęśliwy, że tu jest. Jego jedynym strachem są nadchodzące egzaminy – zaznaczył Snape chłodno, kładąc rękę na ramieniu chłopca i pociągając go do tyłu, by stanąć przed nim.
Oczy Skeeter rozszerzyły się, a magiczny aparat błysnął.
- Dlaczego Chłopiec, Który Przeżył jest chroniony przez Opiekuna Domu i studentów Slytherinu? – chciała wiedzieć.
- Jestem jakby… - Wyjaśnienie Harry’ego, że jest jakby honorowym Ślizgonem przerwała ręka Snape’a zaciskająca się na jego ramieniu.
- Został przydzielony do Gryffindoru, ale również ma powiązania za Slytherinem – powiedział krótko Snape, choć wątpił, by wiedźma tak to zostawiła.
Skeeter zmarszczyła brwi.
- Jakie powiązania? Żaden Potter nie był przydzielony do Slytherinu od sześciu pokoleń i nawet jego ojciec chrzestny był Gryfonem, bez względu na to, kim była reszta Blacków.
- Ojciec chrzestny? – Uszy Harry’ego ożyły.
- Czy jesteś przerażony na myśl, że twój chrzestny idzie po ciebie? – zapytała Skeeter, szybko pochylając się do poziomu oczy Harry’ego. – Jakie są twoje przemyślenia o jego ucieczce? Jego zdradzie? Czy uważasz, że idzie tu, by – ajjjj! – Jej przesłuchanie dzieciaka zakończyło się nagle, gdy Snape chwycił ją za łokieć i w całości pociągnął ją w bok pomieszczenia.
- Nie wspomnisz mu o jego ojcu chrzestnym, albo zakończę ten wywiad i zafiukam z Potterem do biura Żonglera. Rozumiesz? – syknął Snape, nos w nos z reporterką.
Jej powieki zamrugały gwałtownie zza jej okularów.
- Czy to znaczy, że jeśli nie wspomnę o ucieczce z Azkabanu, mogę przeprowadzić z nim wywiad? – przycisnęła.
- Bardzo dobrze. – Puścił jej rękę i cofnął się. Skeeter przełknęła oddech i wyprostowała szaty.
- A poza tym, jaki masz w tym interes? – zapytała piskliwie, szybko odzyskując zimną krew, gdy tylko Snape dłużej się nad nią nie pochylał.
- Jest moim opiekunem! – pisnął Harry usłużnie.
Skeeter, Malfoy i Knot zamarli, patrząc na Snape’a, który zerkał na nich szyderczo w nadziei, że nie słychać łomotania jego serca.
- Co? – eksplodował Knot. – Z czyjego upoważnienia?
- Śmierciożerca Przejmuje Opiekę nad Chłopcem, Który Przeżył – Skeeter brzmiała na podekscytowaną, gdy podawała proponowany nagłówek.
Malfoy ruszył w stronę syna, z czerwienią w oczach, a Draco uniósł ręce w błagalnym geście.
- Wysłałem ci sowę, ojcze! Powiedziałem ci o wszystkim!
Lucjusz zatrzymał się; szczerość jego syna była zbyt oczywista, by w nią wątpić.
- Widocznie twoja droga matka nie uznała za stosowne przekazać mi wieści – syknął z pomiędzy zaciśniętych zębów. Rzucił wykalkulowane spojrzenia na Snape’a.
- Byłeś zajęty, Severusie.
- Chcę wiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny! – narzekał głośno Knot. – Ten chłopak ma być ze swoimi mugolskimi krewnymi! Kto zdecydował…
- Ja – powiedział cicho Dumbledore, ale moc w jego spokojnym słowie uciszyła wszystkie rozmowy.
- Ale… ale… ale ja jestem Ministrem – powiedział Knot, niemal płaczliwie.
- Tak i jesteś zbyt zajęty i wpływowy, by brać udział w takich drobiazgach, jak indywidualne znalezienie domu dla dziecka – zgodził się uprzejmie Dumbledore, mówiąc powoli i wyraźnie do gorączkowo notującego pióra reporterki. – Ponadto, jako osoba, która była odpowiedzialna za znalezienie domu dla chłopca dziesięć lat temu, było logiczne, że przejąłem nadzór, gdy były potrzebne nowe ustalenia.
- Dyrektorze! Dlaczego były potrzebne nowe ustalenia? – zawołała Skeeter. – Czy potwierdza pan, że chłopak był cały czas z mugolami? Czy się do tego nie nadawali?
Dumbledore wymienił spojrzenie ze Snapem.
- Pani Skeeter, mogę potwierdzić, że od kilku lat Harry mieszkał u krewnych, którzy tak się składa są mugolami. Jednak sytuacja się zmieniła i w ostatnim czasie stało się jasne, że Harry nie będzie w stanie zostać z nimi dłużej. Musiały być wykonane nowe ustalenia i z wielką przyjemnością dowiedziałem się, że profesor Snape jest gotów podjąć się opieki Harry’ego.
- Powierzono śmierciożercy Chłopca, Który Przeżył?
Dumbledore stracił błyski w oczach.
- Profesor Snape był szpiegiem wśród śmierciożerców, pani Skeeter. Jego wojenne rekordowe usługi są wyróżnione i zostały potwierdzone przez kilka innych osób, poza mną. – Jego spojrzenie było jak błękitna stal. – Jestem pewny, że nie sugeruje pani, że Minister Knot albo ja pozwolilibyśmy uczyć w Hogwarcie znanemu śmierciożercy?
- Oczywiście, że nie! Pożuć tę myśl! Jak możesz w ogóle sugerować coś takiego? – zaskrzeczał oburzony Knot.
Snape poczuł na sobie sardoniczne spojrzenie Lucjusza, ale nie chciał spojrzeć w jego stronę.
- Profesorze, co… - dotarł do niego zdezorientowany głos Harry’ego i pochylił się, by szepnąć cicho do ucha chłopaka.
- Omówimy to później. Teraz żadnych pytań.
Harry przygryzł wargę i skinął posłusznie.
Skeeter szybko zmieniła strategię.
- Przepraszam za pochopne wnioski – stwierdziła nonszalancko. – Ale dlaczego profesor Snape? Jest on kawalerem, prawda? Co kwalifikuje go do bycia opiekunem Harry’ego Pottera?
Snape uniósł brew i spojrzał na dyrektora wyzywająco. Dobre pytanie.
Dumbledore uśmiechnął się.
- Severus Snape był rówieśnikiem rodziców Harry’ego. Byli w Hogwarcie kolegami z klasy, a profesor Snape był przyjacielem z dzieciństwa matki Harry’ego. Kto lepiej niż stary przyjaciel zaopiekuje się jej osieroconym dzieckiem?
Harry i obaj Malfoyowie patrzyli na Snape’a w zaskoczeniu i był gotów udusić dyrektora jego własną brodą. Jak śmiał dzielić się tak prywatną informacją z całym czarodziejskim światem?
Oczy Lucjusza zwęziły się.
- Nie mogę sobie dokładnie przypomnieć, by James Potter i Severus Snape byli bliskimi przyjaciółmi, dyrektorze, a również byłem w Hogwarcie przez część ich nauki.
Dumbledore machnął lekceważąco ręką.
- Severus był zawsze bliżej z Lily niż z Jamesem, Lucjuszu. Ale wiesz, jak szkolne rywalizacje wybuchają i się kończą. – Snape z trudem powstrzymał parsknięcie wściekłości. Jego prześladowanie przez Huncwotów, niedbale odrzucone, jako „szkolna rywalizacja”? – Ale kiedy czasy stały się ponure pod koniec wojny, wtedy ludzie ujawniali swoją prawdziwą naturę. Nikt nie zrobił więcej niż Severus Snape, by próbować chronić Potterów, gdy się ukrywali i jestem pewny, że są głęboko wdzięczni Severusowi za opiekę i uczucie, którymi obdarzył ich syna.
W tym momencie Lucjusz przyglądał mu się z nagimi podejrzeniami, a Snape praktycznie płonął z wściekłości na jawną manipulację prawdą dyrektora. Tak, robił wszystko, by chronić Potterów – po tym, jak zdał sobie sprawę, kogo zdradził Voldemortowi dzieląc się z nim tym cholernym proroctwem. Tak, był, technicznie, członkiem Zakonu wraz z Potterami – ale nigdy się nawzajem nie widzieli, ponieważ jego prawdziwa lojalność nie mogła być wyjawiona nikomu prócz Dumbledore’a. Ale co najgorsze, jak Albus mógł po prostu wygadać się, że obdarzył bachora „opieką i uczuciem”, jakby rzeczywiście lubił tego łajdaka? Nic dziwnego, że oczy małego potwora lśniły jak gwiazdy! A to wszystko z powodu tego, że dyrektor kreatywnie miesza fakty. Co miałby zrobić z chłopakiem, gdy prawda rzeczywiście wyszłaby na jaw?
- Więc rozumiem, że profesor Snape ma pana całkowite zaufanie, dyrektorze? – zapytała Skeeter, a jej pióro pisało pracowicie. Na przytaknięcie Dumbledore’a, odwróciła się do Ministra. – A pan, Ministrze? Jak się pan z tym czuje?
Knot przełknął, czując się w pułapce. Oczywiście, że nie chciał, by jakiś niefotogeniczny nikt z haczykowatym nosem miał kontrolę – eee, opiekował się, - Chłopcem, Który Przeżył, a co dopiero ktoś, kogo wojenne rekordy były, w najlepszym razie, otwarte na interpretację. Z drugiej strony, zdawało się, że jest to fakt dokonany, a unieważnienie tego oznaczałoby stawienie czoła Albusowi Dumbledore’owi. Potarł nerwowo dłonie. Lepiej zrzucić całą sprawę na ramiona zgreda – w ten sposób, jeśli byłby problem, miałby wiarygodną możliwość zaprzeczenia lub zakwestionowania.
Gdy podjął decyzję, płynnie przeszedł w tryb prasowy.
- Cóż, Rito – powiedział, uśmiechając się szeroko, - jak słyszałaś, jako Minister Magii, nie jestem w stanie indywidualnie zająć się opieką nad każdym dzieckiem czarodziejskim świecie, nawet dla takiego dziecka, jak Chłopiec, Który Przeżył. Ufam naszym biurom, by upewniały się, że dobro naszych dzieci jest pod ścisłą kontrolą i oczywiście, z dyrektorem Albusem Dumbledorem podejmującym się osobiście tej sprawy, zaakceptuję jego słowo, że znalazł odpowiedniego opiekuna dla małego Harry’ego.
Skeeter pochyliła się, gdzie Harry marszczył z oburzeniem brwi na słowa „małego Harry’ego”.
- A ty, Harry? Co myślisz o swoim opiekunie? Czy dyrektor mądrze wybrał?
Harry spojrzał gniewnie na reporterkę.
- To nie był wybór dyrektora – warknął, brzmiąc zupełnie jak Mistrz Eliksirów. – Tylko mój. Ja poprosiłem profesora Snape’a , by był moim opiekunem.
Skeeter zamrugała.
- Ty? Dobrze. Eee, profesorze, to nieoczekiwane, ale wydaje się, że ma pan poparcie Ministra Magii, a także szefa Wizengamotu i Chłopca, Który Przeżył.
- Ma również wsparcie naszej rodziny – zaznaczył Artur. – Byliśmy przyjaciółmi rodziców Harry’ego i od dawna interesowaliśmy się dobrem chłopca. Tęskniliśmy za nim przez te dziesięć lat i byliśmy zachwyceni, że odnowimy naszą znajomość, ponieważ zaczął Hogwart. Widzieliśmy go również z jego opiekunem i uznaliśmy, że profesor Snape jest doskonałym wyborem do tej roli.
- Kolejna opinia – powiedziała Skeeter, choć spekulacje w jej oku nie pasowały do jej optymistycznego, wesołego tonu. – No, no, profesorze, musi pan być naprawdę niezwykłym człowiekiem, że otrzymał pan takie uznanie.
- Jest! – odpowiedział Harry. Nie podobał mu się chorobliwie słodki komentarz wiedźmy. – Jest genialny. Dzięki niemu wszyscy ze Slytherinu i Gryffindoru opiekują się mną. A kiedy ci czterej chłopcy próbowali na mnie naskoczyć, wszyscy pomogli. Hermiona zatrzymała ich, gdy nikogo nie było w pobliży, a wtedy Draco i Ron przyszli i wezwali pomoc i wtedy Draco uratował Rona przed tym całym Crunchy…
- Nie ‘crunchy’ tylko ‘crucio’ – syknął Draco.
- Eee, racja, przed Crucio, podczas gdy wszyscy inni zatrzymali resztę. I profesor Snape dał mi pokój i ubrania i miotłę i… - Harry w końcu przerwał, gdy uścisk Snape’a na jego ramieniu wzmocnił się boleśnie.
- Wystarczy – powiedział cicho Snape, choć wewnątrz był wściekły. Mały potwór! Po tym, jak Albus próbował i prześlizgnął się pod zaniedbaniami jego mugolskich krewnych, mały idiota zaczyna wygadywać o dostaniu ubrań i pokoju, pokazując, jak bardzo docenia tak podstawowe potrzeby.
Na szczęście Skeeter wydawała się tego nie zauważyć.
- Malfoy i Weasley współpracujący. No, no,  jaka jest pana reakcja na to wszystko, pani Malfoy? Nie znał pan bardzo dobrze profesora Snape’a od wielu lat?
Lucjusz spojrzał na Snape’a uważnie.
- Czy znałem profesora Snape’a? To doskonałe pytanie, pani Skeeter. Prawdą jest, że byliśmy razem w Hogwarcie przez kilka lat.
Harry rozpromienił się.
- Oni byli wtedy przyjaciółmi, a teraz Draco i ja jesteśmy! – Owinął ramię wokół szyi Draco, a Skeeter natychmiast zrobiła zdjęcie. – No dalej – nalegał Harry, ciągnąc Draco w stronę innych uczniów. – Chodźmy spotkać się z resztą, która pomagała w walce.
Skeeter, wietrząc pierwszą stronę, ruszyła za nim.
- Więc to są dzielni uczniowie, którzy pomogli udaremnić atak, hymm? – Knot potruchtał za reporterką, nie chcąc, by jej uwaga odwróciła się od niego.
Dumbledore podążył za nimi, by przedstawić ich sobie, zostawiając patrzących na siebie Snape’a i Malfoya samych.
- No, no, Severusie. Więc naprawdę byłeś zdrajcą – powiedział Lucjusz, a jego głos był cichy, ale pełen potwornej złośliwości. – Powinienem wiedzieć, że lepiej nie ufać takiemu małemu brudnemu człowiekowi półkrwi, jak ty.
- A jeśli ty byłeś takim lojalnym sługą, Lucjuszu, to czyż nie powinieneś gnić w Azkabanie, jako męczennik w wyższej sprawie czystej krwi, a nie usprawiedliwiać się Imperiusem i zrzekać się swojego Pana?
Wściekłe spojrzenie Lucjusza powinno spalić go na miejscu.
- W co ty grasz, Severusie? Jak długo oczekujesz, że będziesz w stanie czaić się za tym starym głupcem Dumbledorem? Gdy Czarny Pan powróci, jego gniew…
Severus ziewnął.
- Och, Lucjuszu, brzmisz jak nastolatek. Spodziewałem się po tobie czegoś więcej.
Malfoy zamrugał zdezorientowany.
- Co? – Jak Snape mógł być tak odporny na jego sposoby grożenia? Nie bał się zemsty Voldemorta?
- Spójrz na dyrektora, Lucjuszu. Jest, jak powiedziałeś, bardzo starym czarodziejem. Potężnym, tak, ale Czas jest potężniejszy niż cokolwiek innego, a wyobrażasz sobie, ile jeszcze lat mu zostało?
- Ale w takim razie, co robisz? Gdy Czarny Pan powróci…
- Lucjuszu, Czarny Pan na pierwszy rzut oka jest ledwie młodzieńcem. Tak, jest młodszy niż Dumbledore, ale tak samo jest z resztą czarodziejskiego świata. Jestem tobą rozczarowany. Podczas pierwszej wojny byliśmy trochę więcej niż dziećmi, ale teraz – miałem nadzieję, że wydoroślałeś.
- Co to ma znaczyć? – chciał wiedzieć Lucjusz.
- Jako dzieci, musieliśmy oczywiście podążać za kimś innym. Ale czasy się zmieniają. Ludzie dorastają i dochodzą do swojej własnej mocy.
Lucjusz prychnął z drwiną.
- Naprawdę wyobrażasz sobie, że jesteś na tyle potężny, żeby stanąć naprzeciw Dumbledore’a albo Czarnego Pana?
Snape westchnął.
- Masz tak małą zdolność widzenia, Lucjuszu. Czy Narcyza musi wyjaśniać ci każdego ranka Proroka Codziennego? – Ignorując rosnącą wściekłość drugiego mężczyzny, Snape kontynuował, - Moc Dumbledore’a słabnie w miarę upływu czasu. Czarny Pan został już raz pokonany przez zwykłe dziecko. Co myślisz, że się stanie, gdy to dziecko dorośnie?
Malfoy potrząsnął głową.
- O czym ty mówisz?
- Lucjuszu, Czarny Pan został już raz pokonany. Gdy powróci, nie sądzisz, że są duże szanse, że zostanie pokonany jeszcze raz?
- Ale to był tylko fart. Losowa szansa.
- Myśl jak Ślizgon, Lucjuszu – powiedział Snape, a jego głos ociekał pogardą. – Naprawdę wierzysz, że Czarny Pan mając największą moc może być pokonany przez „fart”? A nawet jeśli, czy naprawdę był tak potężny jak wierzyłeś, że jest?
- Więc wolisz sprzymierzyć się ze starcem? Dlaczego?
- Starzec tu jest – Czarny Pan nie. I starzec nie będzie tu na zawsze. Kiedy umrze, pojawi się pustka we władzy, niezależnie od tego, gdzie może być Czarny Pan. Jak myślisz, kto zajmie miejsce Albusa jako Obrońcy Światłości?
Oczy Lucjusza podążyły do dzieciaka z rozczochranymi włosami, który chętnie pomagał dyrektorowi z przedstawieniem sobie ludzi.
- Nie możesz wierzyć…
- Nie bądź naiwny, Lucjuszu. Czy kiedykolwiek byłbyś w stanie przyciągnąć tutaj reportera pokroju Skeeter, gdyby „Chłopiec, Który Przeżył” nie był zamieszany w tą burdę? Czarodziejski świat już zaakceptował go jako faktycznego zastępcę Dumbledore’a. Czarny Pan nie będzie miał wyboru, albo go pokona, albo przekupi go po swoim powrocie. Ten dzieciak będzie ogniwem Czarnych i Jasnych mocy w dającej się przewidzieć przyszłości.
Lucjusz uśmiechnął się szyderczo.
- A będąc dobrym, małym fagasem tego starego głupca, masz nadzieję na…
- Jeszcze nie dostrzegłeś, że nie jestem szczególnie dobrym, małym fagasem dla kogokolwiek? – zapytał Snape jedwabiście.
- To znaczy, że pielęgnujesz bachora Pottera, by zaprezentować go Czarnemu Panu? – Lucjusz usiłował to zrozumieć.
- Lucjusz! Bądź mężczyzną! Jesteś czarodziejem na własną rękę, nie nastolatkiem, który dołączył do gangu starszych dzieciaków. Moc Dumbledore’a jest u schyłku. Czarny Pan zniknął i będzie musiał odbudować swoje siły po powrocie. Dlaczego miałbym sprzymierzyć się którąkolwiek z grup?
- Rozważasz chłopaka, jako trzecią potęgę? – odetchnął Malfoy, a jego oczy się rozszerzyły. – Merlinie, masz jaja!
Snape pozwolił, by ślad uśmiechu zamigotał na jego ustach.
- Powiedzmy, że gdy Czarny Pan powróci, może się okazać, że jego największym wyzwaniem nie jest ani Dumbledore ani Ministerstwo.
- A dzieciak?
Wzruszył lekceważąco ramionami.
- To dzieciak. Potrzebuje wskazówek i twardej ręki. Ja mu to zapewniam.
- A dyrektor?
- Stara się zapewnić własne wytyczne. Tak jak oczekuję, że zrobi to Czarny Pan, gdy powróci. Zobaczmy, kto zdobędzie kontrolę. – Snape spojrzał ostro na Malfoya. – A ty, Lucjuszu? Czego ty chcesz? Przyłączysz się do przegranej drużyny czy sprzymierzysz się ze stroną, która już raz wygrała?
Malfoy posłał mu mały, wyniosły uśmieszek.
- Cóż, teraz, gdy rozumiem, że nie mówisz o tym migoczącym idiocie, powiedzmy, że jestem świeżo zaintrygowany. Grasz w bardzo niebezpieczną grę, Severusie. Jeśli Dumbledore wie, że ustawiasz się przeciwko niemu…
- Co sprawia, że sądzisz, że on nie wie? – zamruczał Snape. – Jest stary, nie zniedołężniały. Zmęczony, ale nie słaby. Ma swoje poglądy, jak przygotować chłopaka. Ja mam swoje. Jeśli moje nie przeważą, to nie zasługuję na pierwszeństwo w walce, prawda?
- Czego chcesz ode mnie?
Snape wzruszył ramionami.
- Jutrzejsza gazeta pokaże, że twój spadkobierca jest w kręgu Pottera. Gdy Czarny Pan powróci, to może być dobre lub też złe, w zależności od nastroju. W chwili, gdy odmówię przekazania chłopca, będę celem, ale twoja pozycja prawdopodobnie nie jest tak jednoznaczna. Byłoby… ciekawie… znać plany Czarnego Pana.
- Chcesz, żebym ja był szpiegiem?
- Nie, Lucjuszu, chcę, żebyś kontynuował robienie tego, co najlepsze dla Domu Malfoyów. Nie zgadzasz się, że zatrzymanie twoich możliwości i potencjalnych sojuszy byłoby w najlepszym interesie dla twojego Domu… i spadkobiercy?
Oboje mężczyźni spojrzeli w miejsce, gdzie uczniowie pozowali do grupowego zdjęcia – tego, które zapewne pojawi się na pierwszej stronie jutrzejszego Proroka Codziennego. Harry, Ron i Draco stali na przedzie, śmiejąc się, a ich ramiona były owinięte wokół ich szyi. Hermiona stała obok nich, trochę w oddaleniu, póki uśmiechający się Harry nie wyciągnął ręki i złapał jej dłoń. Wtedy zarumieniła się, przysuwając się bliżej. Zaraz za pierwszorocznymi stali trzej surowi prefekci, ze skrzyżowanymi rękami, podczas gdy szczerzący się bliźniacy Weasley stali jednej ich stronie, a Oliver i Katie robili miny do kamery z drugiej. Hermiona raz spojrzała za siebie, a Jones wyciągnęła rękę i uspokajająco poklepała ją po ramieniu, po czym trąciła Percy’ego i mrugnęła do niego. Wspaniały rumieniec Percy’ego został na zawsze uwieczniony przez aparat.
- Nigdy nie wyobrażałem sobie, że masz takie ambicje, Severusie – powiedział powoli Lucjusz, odwracając się, by spojrzeć na niego bliżej. – To samo w sobie jest imponujące. Weź mnie pod uwagę… jako na razie ostrożnie zainteresowanego.
Snape pochylił głowę w podziękowaniu, nadal patrząc na dzieci, śmiejąc się i szczerzące do aparatu reporterki. To nie ambicje, ty czystokrwisty prostaku, pomyślał do siebie. To desperacja i instynkt opiekuńczy. Poczekaj aż jakiś psychopata stawi sobie za cel głowę twojego dziecka i zobaczymy, jakie rzeczy mu nakażesz, by dorósł bezpiecznie i zdrowo. Będę paktował z samym Merlinem albo demonem z piekła, jeśli tego trzeba, by chronić bachora. Dla porównania, zmuszenie ciebie, Dumbledore’a, Blacka i Knota do nieświadomego sojuszu, a Skeeter do napisania historii takiej, jaką chcę, było dziecinnie proste.
CDN…

3 komentarze:

  1. Seeeeevvieeeee~!!!!! Hehehehehe!!
    .
    .
    .
    .
    .
    Nie wiem co dalej napisać T.T Ale rozdział był genialny. Zdecydowanie. Jestem MEGA ciekawa, jak to się dalej potoczy. I mam nadzieję, że niedługo się dowiem ^.^'
    Pozdrawiam i MEGA weny życzę.
    ~Daga ^.^'

    OdpowiedzUsuń
  2. Porzuć od rzucać ,pożuć od żuć :-) pozdrawiam / błąd ort. w wypowiedzi Knota/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    to bylo piękne, Lucjusz wraz z Knotem przybyli do Hogwartu tak, tak to było cudne... Severus bardzo troszczy się o Harrego...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń