sobota, 20 sierpnia 2016

NDH - Rozdział 20



Po wyjściu gości, dyrektor generalnie wygonił wszystkich do ich klas, ku irytacji Snape’a. Wiedział, że bachor będzie miał pytania odnośnie komentarzy, które wytrącono w Wielkiej Sali, a on chciał być tym, który naprostuje historię… albo przynajmniej poda swoją wersję, jako pierwszy.
W związku z tym, Snape zadbał, by zwinąć małego potwora w drodze na obiad i zaciągnął go do kwater, gdzie, podczas posiłku dostarczonego przez skrzaty wyjaśnił parę rzeczy.
- Jestem pewny, że masz jakieś pytania odnośnie rannego małego napadu Ministra, Potter, więc możesz je zadać.
Harry przygryzł w zamyśleniu kanapkę, chwilę przed tym, jak zaczął mówić.
- Więc tym jest ten dziwny człowiek w śmiesznym kapeluszu? Jakimś ministrem?
- Nie jakimś ministrem, Potter. Ministrem Magii – kimś jak mugolski Premier.
Oczy Harry’ego rozszerzyły się.
- To znaczy, że ludzie naprawdę na niego głosowali?
Snape westchnął.
- Przyznaję to z podobnym zdziwieniem.
- Więc, dlaczego on tu był?
- Pan Malfoy ma wielki wpływ na Ministra. Ponadto, on i dyrektor często sprzeczają się, w jakim kierunku powinien iść Hogwart. Kiedy dowiedział się o trudnościach, które musiałeś przejść zeszłego wieczora, pan Malfoy miał nadzieję, że może użyć tych zdarzeń, by zawstydzić dyrektora. W tym celu, zmusił Ministra, a także prasę w postaci pani Skeeter, by przyszli do Hogwartu. – Zobaczmy, co twój Gryfoński mózg z tym zrobi, pomyślał Snape, celowo nie zapewniając bachorowi wiele komentarzy lub interpretacji.
Harry zmarszczył brwi.
- Więc próbowali sprawić, by dyrektor źle wypadł? – zapytał powoli. – Myśli pan, że im się to udało?
Snape walczył z uśmiechem czystej pychy. Zgadza się. Jeszcze zrobimy z ciebie Ślizgona.
- Podejrzewam, że pani Skeeter będzie bardziej rozsądna, by napisać podnoszącą na duchu opowieść o tobie, zamiast sensacyjnej sztuki oczerniającej dyrektora.
Harry wyszczerzył się z ulgą.
- W takim razie w porządku. Nie chcę, by ktokolwiek miał kłopoty.
- Masz jakieś inne pytania? – zmusił się Snape, by zapytać, bojąc się odpowiedzi.
- Taak… powiedziała, że mam ojca chrzestnego. To prawda?
- Tak.
Harry czekał, ale nie nadchodziły żadne dalsze informacje.
- Gdzie on jest? Czemu go nie znam? Kim jest? Kiedy…
- Potter! Jeśli tak dalej pójdzie, będziesz się hiperwentylował. Zadaj inne pytanie, jeśli nie potrafisz mówić spójnie!
Harry nadąsał się, ale ciekawość nie pozwoliła mu siedzieć cicho.
- Co to śmierciożerca?
Snape chciał, żeby przedtem miał szansę wypić Eliksir Uspokajający zanim przechwycił bachora.
- Jesteś świadomy tego, jak umarli twoi rodzice – tej prawdziwej historii, a nie bzdur, które rozpowiadali ci obrzydliwi Mugole?
Harry przytaknął z powagą.
- Był taki zły czarodziej imieniem Volauvent, który…
- Nie wymawiaj… - Snape urwał z dziwnym wyrazem twarzy. – Co powiedziałeś?
Harry posłusznie zaczął jeszcze raz.
- Był taki zły czarodziej imieniem Volauvent…
Snape oparł się niemal przytłaczającej chęci rzucenia się na ziemię i śmiania się histerycznie.
- Nie, Potter – powiedział i tylko niewielkie drżenie w jego głosie ujawniło, jak wiele go kosztowało utrzymanie swojego normalnego, poważnego oblicza. – Vol-au-vent to lekka gorąca przekąska z pikantnym nadzieniem. Imię Czarnego Pana to… - Przywołał pergamin i pióro i napisał dużymi literami „VOLDEMORT”.
- Och. – Harry spojrzał na słowa, podczas gdy Snape ochoczo marzył o reakcji Voldemorta, gdyby ktoś kiedykolwiek zwrócił się do niego Lord Vol-au-Vent. Może Snape mógłby wymyślić jakieś zaklęcie, które zmusiłoby wszystkich do mówienia „Voldemort” w taki sposób?  - Myślę, że to ma więcej sensu. Ciotka Petunia kiedyś nazywała mi robić vol-au-vent dla jej klubu. Zastanawiałem się, dlaczego zły czarodziej miałby nazwać się w taki sposób. Voldemort brzmi troszkę straszniej.
- Nie mów przy mnie na głos tego imienia – warknął Snape, a jedna jego ręka już leciała w stronę jego przedramienia, mimo że zarejestrował dobrze zamaskowaną wesołość w lekceważącym tonie Harry’ego. Oczywiście „Voldemort” był, dla jedenastolatka, przeciętnym wyborem. – Masz odnosić się do niego, jako „Sam Wiesz, Kto”.
Harry zmarszczył nos.
- To głupie – przekonywał. – Znaczy, brzmi to jak coś, co powiedziałaby dziewczyna. Jeśli nie możemy mówić jego imienia, nie możemy przynamniej używać jakiegoś fajnego pseudonimu?
Snape zamrugał. Moc jedenastoletnich chłopców do skupiania się na najbardziej absurdalnych problemach, kosztem tych naprawdę ważnych nigdy nie przestanie go zadziwiać. Czy Harry naprawdę wyobrażał sobie, że Voldemort wybrał to imię mając nadzieję zaszczepić zachwyt i zdumienie w dorastających dzieciakach? Chłopcy i Dziewczęta! Lodziarnia Fortscue’a prezentuje konkurs pod tytułem „Nazwij Czarnego Pana”. Spróbuj wymyślić najbardziej Złą i Straszną nazwę! Pierwszą nagrodą jest siedzenie na Tronie Czarnego Pana! Drugą nagrodą są darmowe lody wielkości trolla!  Tylko jedno hasło na osobę; oszukiwanie karane jest Crucio.
- To znaczy, „Darth Vader” to naprawdę dobre imię dla złego gościa. Czy nawet „Szkieletor” albo…
- Wystarczy, Potter. Wątpię, by Czarny Pan był zmartwiony twoją dezaprobatą.
- Cóż, znaczy, czy to jego prawdziwe imię, czy próbował sprawić, by brzmiało źle i trudno? – naciskał Harry. – Była taka dziewczyna w mojej szkole, a nazywała się Janice, ale kiedy miała dziewięć lat, zdecydowała, że chce, by wszyscy mówili na nią „Angelique” i nie chciała odpowiadać, jeśli użyło się jej prawdziwego imienia. Czy on zrobił to samo? Wiesz, ten zły czarodziej? Po prostu wymyślił sobie nowe imię?
Snape nie mógł uwierzyć, że ze wszystkich rewelacji, które wirowały w głowie chłopaka tego ranka, bachor skupił się na wyborze Czarnego Pana do imienia.
- Urodził się jako „Tom Marvolo Riddle”. Przyjął to imię… - zastukał w pergamin, - starając się zdystansować do jego mniej niż idealnych rodzicieli.
- Więc miał fatalne dzieciństwo? – zapytał Harry. – W szkole mówili, że wiele przestępców miało złe dzieciństwo i to dlatego wybrali tą drogę. Albo naprawdę nie są przestępcami tylko szaleńcami, ale nie dostają pomocy medycznej, której potrzebują. Czy to jest jego problem?
Ponownie Snape musiał walczyć z niemęskim chichotem na to niewinne pytanie. Pomysł, że działalność Czarnego Pana można przypisać brakowi – jak Mugole to nazywają? – „leków zmieniających nastrój”  był całkiem atrakcyjny. Może gdyby wzmocnili sok dyniowy Voldemorta kilkoma eliksirami, szczęśliwie pracowałby w Ministerstwie obok Artura Weasleya?
- Nie – zmusił się do powiedzenia stanowczo. – Czarny Pan nie był niewinną ofiarą choroby psychicznej, ani też żadne dzieciństw, nie ważne jak przerażające, nie usprawiedliwia jego działań. Był złą osobą, która chciała rządzić światem poprzez zniszczenie całego sprzeciwu i terroryzowanie ludzkości, by podążali za jego rozkazami. Przyjął pełną nienawiści i nieścisłości filozofię, która zakładała, że niektórzy ludzie są lepsi niż reszta ze względu na ich czystość krwi. Pogardzał Mugolami i wszystkimi, którzy mieli z nimi powiązanie.
- Skoro był takim złym człowiekiem, dlaczego ktoś miałby do niego dołączyć?
Snape niemal wzdrygnął się. Pytania zaczynały być coraz bardziej nieprzyjemnie przykre.
- Był niezwykle potężnym czarodziejem. To samo w sobie było dla wielu atrakcyjne – pomysł bycia związanym z kimś, kogo magiczna moc jest taka silna. Wielu, którzy znaleźli moc było oszołomionych, zwłaszcza ci, którzy zazwyczaj byli na słabych stanowiskach. – Harry zmarszczył brwi, ale skinął głową. – Inni, których nie przyciągała siła, bali się przeciwstawić z jej powodu. Niektórzy przyjęli jego filozofię, ponieważ sprawiała, że czuli się lepsi od innych, nawet albo może zwłaszcza, gdy byli zazwyczaj mniej imponującymi i znakomitymi niż ci, których potępiali jako mniejsze stworzenia.  I wielu – może najwięcej, - czarodziei i czarownic byli zadowoleni ignorując całą sprawę i pozwalając innym walczyć w bitwie za nich.
- Tak jak walczyli z nim mama i tata? – zapytał cicho Harry.
Snape czuł, jak ciężar opada na jego pierś.
- Tak.
- Walczyli z nim, a on próbował ich zabić, ponieważ jakaś wiedźma powiedziała coś  o dziecku, a on myślał, że to byłem ja?
- Tak. Zostało przepowiedziane to, że urodzi się dziecko, które mogłoby go pokonać. Czarny Pan starał się znaleźć i zniszczyć dziecko. Ty, zidentyfikowany jako potencjalny kandydat i twoi rodzice ukryliście się. W końcu zostali zdradzeni i Czarny Pan cię znalazł.
Oczy Harry’ego były jasne od łez.
- I on zabił ich i próbował zabić mnie, a ja zabiłem jego i dostałem tę bliznę – zakończył. Hermiona pokazała mi o tym książkę.
Snape nie cierpiał tego, co musiał powiedzieć, ale wiedział, że na dłuższą metę lepiej będzie, by chłopak był świadomy tego, z czym będzie musiał się zmierzyć.
- To nie jest do końca jasne, że zabiłeś Czarnego Pana, Potter -  powiedział tak beznamiętnie, jak potrafił. – Wyraźnie go pokonałeś, ale możliwe jest, że po prostu… zniknął.
Oczy Harry’ego rozszerzyły się.
- To znaczy, że może wrócić?
- To możliwe. Niektórzy jego zwolennicy wierzą, że wróci i pozostają wobec niego lojalni.
- Ale książka mówiła, że wojna się skończyła!
- W książkach pisze wiele rzeczy, które nie są prawdą.
- Niech pan nie mówi tego Hermionie! – wykrzyknął Harry. Potem cień przysłonił jego twarz. – Więc są ludzie, którzy nadal go popierają? Pewnie mnie nie lubią.
- To prawda. I to także dlatego ważne jest, byś się ciężko uczyć, żebyś był zdolny do obrony samego siebie – i innych, o których się troszczysz – dodał szybko, zdając sobie sprawę, że instynkt samozachowawczy Harry’ego jest słabo rozwinięty.
- Więc to dlatego ci chłopcy po mnie przyszli?
Snape przytaknął.
- Utrzymywali, że ty jesteś winny nieszczęść ich rodzin, nie zważając na fakt, że ich rodziny wplątały się w to sami przez ich działania.
- Czy w szkole są inne dzieci, które nie będą mnie lubić z powodu tego, co się stało z Volauventem? – Harry był tak zaniepokojony swoim pytaniem, że nie dostrzegł, że wciąż używa złego imienia.
Snape również postanowił to zignorować. Jeśli Harry popełni tą pomyłkę publicznie, może to być pomylone z gryfońską brawurą, a to wcale nie musi być złe. Jeśli Czarny Pan naprawdę powróci, dowiedziawszy się, że jest nazywany jak ciasto francuskie może tak go rozwścieczyć, że może nie trafić kilkoma pierwszymi Niewybaczalnymi.
- Są tacy w Hogwarcie i reszcie czarodziejskiego świata, którzy gardzą tobą za te wydarzenia, tak samo jak jest wiele ludzi, którzy za to samo będą cię bezzasadnie wychwalać. – Na widok pustego wzroku Harry’ego, przeredagował to. – Niektórzy będą cie za to lubić, inni nienawidzić.
- Ale to po prostu głupie! Ja nawet tego naprawdę nie pamiętam. Jestem tylko Harry – dlaczego ludzie nie mogą zobaczyć po prostu mnie a nie tą bliznę? – Harry odgarnął grzywkę ze złością.
- Wiele ludzi to głupie owce, które nie potrafią same myśleć.
- Ale pan tak! Pan nie widzi tylko blizny! Pan widzi mnie – powiedział Harry. – Dlaczego inni nie mogą?
Snape zarumienił się. To nie blizna w pierwszym momencie zaślepiła go, co do dzieciaka; tylko podobieństwo Harry’ego do Jamesa. Czy naprawdę był cokolwiek lepszy od tych, którzy albo nadskakiwali bachorowi, albo życzyli mu śmierci, wszystko na podstawie blizny w kształcie błyskawicy?
- Jak powiedziałem, panie Potter, większość ludzi jest zbyt głupich albo leniwych, by wyciągnąć własne wnioski. To dlatego ludzie tacy jak pani Skeeter są tak potężni i pozwala się, by idioci tacy jak Korneliusz Knot byli wybierani na Ministra. Musisz mieć tego świadomość i być ostrożnym, by nie zacząć wierzyć w bzdury, które plotą inni.
Harry przez kilka minut bawił się z roztargnieniem chipsami. W końcu spojrzał w górę i zapytał:
- Profesorze, dlaczego ta reporterka nazwała cię śmierciożercą?
Snape przełknął ciężko, zmuszając się, by jego twarz pozostała nieruchoma.
- Śmierciożerca – zaczął, - to zwolennik Czarnego Pana.
Głowa Harry’ego szybko się podniosła, a oczy rozgrzeszyły.
- Volde-jak-mu-tam! Ale pan nie jest…
- Byłem.
Ku jego zaskoczeniu, Harry nie cofnął się ani nie wybiegł krzycząc z pokoju. Zamiast tego, chłopak popatrzył na niego intensywnie, jakby chciał odczytać jego duszę.
- Ale dyrektor powiedział, że był pan szpiegiem – powiedział w końcu. – Słyszałem go.
- Byłem. – Snape wziął łyk wody. – Dołączyłem do Czarnego Pana, gdy byłem bardzo młody i bardzo głupi. Kiedy zdałem sobie sprawę  z ogromu mojego błędu, poszedłem do dyrektora i poprosiłem go o pomoc. Z jego pomocą, zostałem szpiegiem w nadziei na pomoc w przyspieszeniu upadku Czarnego Pana.
- Więc już nie popiera pan Voldeventa? – przycisnął Harry ostrożnie.
- Nie, choć nadal wielu wierzy, że to robię,  jak zaobserwowałeś z pytań pani Skeeter.
Harry prychnął.
- Cóż, jest po prostu głupia.
Snape uniósł chłodno brew, choć deklaracja dzieciaka sprawiła, że ciepłe uczucie rozkwitło w jego piersi.
- No, jest – nalegał Harry. – I tak jak każdy, kto jej wierzy. To tak samo głupie, jak ci ludzie, którzy myślą, że mnie znają z powodu mojej blizny. Myślą po prostu, że cię znają przez to, co mówi reporter.
- Mmm. – Snape nie był pewny, czy ufa sobie na tyle, by powiedzieć coś więcej; bezwarunkowe zaufanie bachora jednocześnie zachwycało i przerażało go.
Harry pomyślał nad innym pytaniem.
- Eee, dlaczego ta pani spytała mnie o ojca chrzestnego? Brzmiała, jakbym powinien się go bać.
Snape wewnętrznie zazgrzytał zębami. Ta idiotka Skeeter miała wiele na sumieniu.
- Twój ojciec chrzestny był jednym z bliższych przyjaciół twojego ojca. Podczas Hogwartu, twój ojciec miał trzech najlepszych przyjaciół. Niestety okazali się być idiotą, wilkołakiem i tchórzem. – Snape uśmiechnął się szyderczo, gdy oczy Harry’ego się rozszerzyły. – Najbliższym jego przyjacielem był twój chrzestny. Uważa się, że powierzył także temu człowiekowi, Syriuszowi Blackowi, sekret twojej lokalizacji, gdy twoja rodzina się ukryła. Kiedy Czarny Pan cię znalazł, założono, że ten mężczyzna zdradził mu cię. Nastąpiła walka między twoim ojcem chrzestnym a drugim członkiem tego ich małego gangu, w rezultacie czego kilku zginęło i zniknął ten drugi czarodziej. Twój chrzestny został schwytany i uwięziony w Azkabanie, okropnym miejscu.
Harry starał się nadążyć.
- Dlaczego mój tata miałby mieć tak okropnych przyjaciół? – zapytał, po czym sapnął. – Czy to oni pana szykanowali?
Snape tylko skinął głową. Jednak na widok przerażonej twarzy Harry’ego, złagodniał.
- Twój ojciec – w końcu – dorosną do bardziej dojrzałej perspektywy, Potter. Wykazał on utajoną inteligencję, kiedy zakochał się w twojej matce i skutecznie o nią zabiegał. Pokazał wielką odwagę, kiedy ujawniło się proroctwo i umarł dzielnie, broniąc ciebie i twojej matki. Może jego przyjaciele nie dorośli tak, jak on, a to spowodowało rozłam, który doprowadził do ich zdrady; nie wiem. Jednak podczas gdy byli w szkole, upodobali sobie chodzenie dumnym krokiem wokół kampusu, dobierając się do tych, którzy mogliby uciec z tortur. Ja niestety byłem ich ulubionym celem, być może dlatego, że zazwyczaj byłem w stenie się bronić.
- Więc mój chrzestny pomógł zabić moich rodziców i trafił do więzienia i teraz jest w nim zamknięty – powiedział Harry ponuro.
- Niezupełnie – przyznał Snape. – Przede wszystkim, twój ojciec chrzestny niedawno uciekł, a ludzie spekulują, że będzie dążyć do zaszkodzenia ci przez twoją rolę w upadku Czarnego Pana. To dlatego reporterka spytała, czy się go obawiasz.
Harry przełknął.
- Nie pozwolę mu się zranić – powiedział trochę drżąco.
Ponownie rozkwitło ciepło.
- Nie pozwolę zranić cię komukolwiek, zwłaszcza Syriuszowi Blackowi – splunął, wymawiając imię Blacka z całym jadem dwudziestu lat nienawiści.
Harry rozluźnił się.
- W takim razie, okay. Poza tym, jak miałby się tu dostać?
- Dokładnie – zgodził się Snape. – Jednakże, jest jeszcze inne nieporozumienie, które muszę poprawić. Jak powiedziałem, twój chrzestny został uwięziony w Azkabanie. Jednak nie było żadnego procesu i wydaje się, że Ministerstwo dąży teraz do ponownego otwarcia sprawy.
Harry gapił się na niego zgorszony.
- Jak mógł nie mieć procesu? Ludzie nie mogą być po prostu zsyłani do więzienia bez procesu… mogą? – zapytał, na nowo zdając sobie sprawę, że nie jest dłużej w mugolskim świecie.
Snape poruszył się na krześle.
- Zwykle nie, ale wtedy wszyscy byli przekonani o jego winie i wydaje się, że niektóre… formalności… zostały pominięte.
- Ale to źle! Więc był po prostu uwięziony przez ten cały czas? Co jeśli tego nie zrobił?
- To jest wyraźnie opinia mniejszości, panie Potter – pociągnął nosem Snape. Nie byłoby dobrze, gdyby bachor był zbyt przekonany o niewinności Blacka, podczas gdy reszta świata oczekuje, że będzie przerażony.
- Tak, ale…
- A teraz wydaje się, że będzie dochodzenie i prawdopodobnie proces, więc nie ma o czym dyskutować – kontynuował Snape tonem nieznoszącym kłótni.
- To po prostu nie fair – wymamrotał Harry. Wtedy spojrzał ponowie w górę, marszcząc czoło. – Skoro był pan szpiegiem i ludzie myśleli, że był pan śmierciożercą, to jak to się stało, że kiedy Voldevent… - Snape dał spokój z próbą skorygowania bachora, - zniknął, pan nie został zesłany do Izkibibble’a jak mój chrzestny?
- Azkabanu. I zostałem oczyszczony z więzienia, ponieważ wstawił się za mną dyrektor i wyjawił moją rolę jako szpiega. Fakty nie zostały nagłośnione, ale prawda dotarła do Ministerstwa i zaakceptowali słowa dyrektora.
Zmarszczone brwi Harry’ego się pogłębiły.
- Więc dlaczego dyrektor nie wstawił się za moim chrzestnym albo nie sprawił, by Ministerstwo dało mu proces?
Dwa punkty za myślenie jak wąż a nie jak lew, pomyślał Snape, uśmiechają się ironicznie.
- Dobre rozumowanie, panie Potter – odparł. – Taka przenikliwość zasługuje na czekoladową żabę. – Przywołał smakołyk z zapasów, które miał ukryte w kwaterze, wiedząc z tej przeklętej książki, że to jest sposób na nagradzanie bachora.
Harry stwierdził ze zdziwieniem, że żaba wylądowała przed nim, ale bezwład szybko został pokonany przez żądzę czekolady.
- Dzięki! – powiedział, przeżuwając żabę. – Eee, dla co to przenikilowość?
Snape wywrócił oczami. Będzie musiał dać bachorowi słownik „Czarodziejskie Słówko Dnia”.
- Przenikliwość to synonim sprytu. To oznacza, że jesteś w stanie dostrzec subtelności i drobne różnice. W tej sprawie, prawidłowo zidentyfikowałeś podobieństwo tych dwóch niepowiązanych tematów i zapytałeś o nie. To było mądre i pokazuje, że masz zdolność do krytycznego myślenia.
Harry uśmiechnął się z dumą.
- Aby odpowiedzieć na twoje pytanie, musisz skonsultować się z dyrektorem, gdyż tylko on może się podzielić z tobą jego motywacjami. – Snape nie miał zamiaru otwierać tej puszki Pandory. Och, miał swoje podejrzenia, ale nie zamierzał dzielić się nimi z bachorem. Nawet jeśli Dumbledore wierzył w winę Blacka, nadal powinien naciskać na proces… chyba że miał inny powód, by załatwić tą sprawę szybko i cicho. Powód jak bardzo niekonwencjonalne wybranie dla Harry’ego miejsca z Dursleyami. Proces Syriusza Blacka z pewnością wywołałby mnóstwo pytań o Chłopca, Który Przeżył, a biorąc pod uwagę to, jak zamknięte usta miał wtedy Dumbledore, gdy chodziło o wszystko związane z Harrym, Snape mógł sobie nieźle wyobrazić, że nie był zadowolony czymkolwiek, co zwracałoby uwagę na Potterów i ich osierocone dziecko.
Nie chciał się zastanawiać, czy Dumbledore naprawdę wierzył, że Black jest winny i że proces, jako czysta formalność mógłby, jeśli by się odbył, narazić Harry’ego na niebezpieczeństwo ze strony pozostałych śmierciożerców. Jeśli nie uważał, że jest winny, ale z zimną krwią pozwolił Blackowi pokutować a Azkabanie, by Harry dorastał w środowisku, który sam wybrał… Nie, ta myśl była zbyt przerażająca.
Mimo to, jeśli Dumbledore nie manipulował tak strasznie, co najmniej nie interweniował, gdy cholernie dobrze wiedział, że powinien, a Snape miał okropne przeczucie, że w wyniku tego niewinny – cóż, powiedzmy Black, - znosił lata niezasłużonej męki. Sam to było wystarczające, by przekonać Snape’a, by nie powierzać własnego albo Harry’ego życia w ręce mężczyzny. Dumbledore był, w najlepszym wypadku, omylny, a to znaczyło, że nie zamierzał już mu zaufać w sprawie bezpieczeństwa Harry’ego. Nigdy więcej.
- Więc… Uważa pan, że to zrobił? Mam na myśli mojego chrzestnego – zapytał Harry niepewnie.
- Zdecydowana większość czarodziejskiego świata jest przekonana, że to zrobił, Potter, wraz z bezsensownymi artykułami Skeeter i resztą. Alternatywa – że Ministerstwo może pozwolić na tak ogromną pomyłkę, - jest po prostu zbyt wielka dla wielu, by ją uznać. – Odrzucił głowę. – Jednak ja nie mam wiary w Ministerstwo, więc podczas gdy mam wszelkie powody, by wiedzieć, jak złośliwy i lekkomyślny jest twój chrzestny, nie chcę potępiać go wyłącznie z powodu tego, że „każdy wie, że to prawda” – zadrwił.
Harry wyglądał na zasmuconego.
- Chciałbym, żeby życie było sprawiedliwe i…
- Nie paplaj jak naiwny przygłup, Potter. Gdyby tak było, nie spędziłbyś dziesięć lat swojego życia w komórce tych Mugoli, traktowany jak skrzat domowy i niemiłosiernie bity.
Harry poruszył się na krześle.
- Nie było tak źle – utrzymywał nieprzekonująco. – To znaczy, w większości był to policzek lub dwa, tak jak wtedy, gdy myśleli, że byłem bezczelny.
Snape spojrzał na niego gniewnie.
- Potrzebujesz kolejnego zestawu linijek?
- Nie, proszę pana! – zapewnił go szybko Harry.
Snape zerknął na niego z namysłem.
- Gdybym miał traktować twojego przyjaciela pana Weasleya tak, jak Dursleyowie traktowali ciebie, dając mu „policzek lub dwa”, gdy dostrzegę, że jest bezczelny, powiedziałbyś, że moje zachowania jest uzasadnione?
- Nie zrobiłby pan czegoś takiego! – zaprotestował Harry.
Snape wzruszył ramionami.
- Dlaczego nie, skoro nie jest to „takie złe”? – zaszydził. – Poza tym, Weasley potrafi być bardzo irytujący.
- W porządku! – warknął Harry, czując się zawstydzony i wściekły, choć nie był pewny, dlaczego. – W porządku, rozumiem! – Jego profesor nie musiał być taki złośliwy. Było tak po prostu, dlatego, że Harry nie lubił myśleć, że był traktowany aż tak źle. To sprawiało, że bolała go głowa. Lepiej było udawać, że nie było to takie straszne, tylko, że profesor Snape nie pozwoliłby mu tego robić.
- Dobrze – odpowiedział Snape surowo. – Nie chcę słyszeć, jak zwalniasz te obrzydliwe stworzenia z ich działań albo w jakikolwiek sposób łagodzisz ich zbrodnie. Nie zasługiwałeś na takie traktowanie. Jesteś bardzo wyjątkowym dzieckiem, którego samoocena jest strasznie niewielka. – Snape spojrzał na bachora tak bardzo, jak wypowiedział te słowa; nie chciał, by mały diabeł myślał, że jest miękki.
Harry poruszył się, gdy po słowach profesora jego irytacja powoli została zastąpiona przez mrowienie przyjemności. Bardzo wyjątkowe dziecko. Naprawdę podobało mu się, gdy jego profesor mówił takie rzeczy, zwłaszcza, że nie używał łzawego, bardzo słodkiego głosu, który okropnie zakłopotałby Harry’ego. Kiedy ciocia Molly nazywała go „kochanie” albo „mój drogi”, było to w porządku, ponieważ to miały w zwyczaju mówić mamy. Ale gdyby jego profesor mówił do niego takie bzdury, Harry zapadłby się pod ziemię. W ten sposób, nie było tak, że Harry był dziecinnym idiotą, który desperacko tęsknił za mamusią i tatusiem, tylko tak, że teraz miał opiekuna, który był silny, surowy i zmuszał go do przyjęcia uczucia. To było dużo łatwiejsze dla ego Harry’ego.
- W porządku, Potter, skoro zaspokoiłeś apetyt, a ja zaspokoiłem twoją nienasyconą ciekawość, możesz dołączyć do klasy – polecił Snape.
- Okej – powiedział Harry zgodnie, wstając i zbierając swoje rzeczy. – I nadal mogę dzisiaj pomagać w składnikach do eliksirów, prawda?
- Jeśli twoja praca domowa będzie mnie satysfakcjonowała – zastrzegł Snape.
Harry przewrócił oczami.
- Dobra. Och, i Hermiona też zamierza przyjść – zawołał, wyślizgując się przez drzwi, nie zważając na przerażoną twarz profesora.
CDN…

Komentarze bardzo mnie motywują ;)

5 komentarzy:

  1. Bardzo lubię te opowiadanie, choć niezaprzeczalnie wolę Twoje o podróży w czasie i władcach żywiołów... :)
    Harry jest taki wnikliwy i jednocześnie rozumuje logiką dziecka, że to aż piękne. Także nazwanie Czarnego Pana nazwą ciasta francuskiego było cudne! Wyobraziłam sobie jego minę!
    Czekam na kolejny rozdział tego opowiadania oraz Władcy ...
    Pozdrawiam,
    Astra

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę się przyznać że to opowiadanie mnie rozwala, za każdym razem gdy czytam kolejny rozdział. Najlepszy w całym rozdziale jest tradycyjnie sam koniec. Biedny Severus. Czyżby zaczęły spełniać się jego najczarniejsze scenariusze?
    Czekam na ciąg dalszy żeby uzyskać odpowiedzi na moje pytane. Życzę powodzenia przy tłumaczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień dobry :)

    Świetny rozdział, uwielbiam rozmowy Severusa z Harrym i to jak bardzo wdzięcznie Harry przyjmuje coraz bardziej sprawną opiekę Severusa. Dyrektor to manipulator - czasem się to przydaje, ale to co zrobił z Syriuszem (a raczej czego nie zrobił) przekreśla zaufanie, jakim go darzyłam. Cieszę się, że Sev myśli podobnie i że zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli Harry ma być bezpieczny to on sam musi się nim zaopiekować. I podobało mi się jeszcze bardzo to, że Severus jednak czyta te książki o wychowaniu dzieci, że nagradza Harry'ego i że troszczy się mimo antypatii do Jamesa. I że zaczyna korygować swoje przekonania względem nich. I jeszcze, że dba nie tylko o samopoczucie Harry'ego w zakresie codziennych spraw, ale i wtedy, gdy rozmawiają o jego rodzicach. Severus przedkłada samopoczucie Harry'ego nad własne. To bardzo słodkie!

    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha!! Biedny Sev. Spełniają się jego najgorsze obawy.
    A ta rozmowa z Harry'm była po prostu pozwalająca. Lord Ciastko Francuskie - jak to strasznie brzmi, czyż nie? XD I Sevvie tak fajnie tłumaczył~ Awww, to było słodkie.
    Ale i tak końcówka najlepsza XD
    Pozdrawiam i WENY życzęę~!!
    ~Daga ^.^'

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    wspaniale, lord valauvent bosko, Severus jest taki bardzo troskliwy jak i cieszy się, że Harry go szanuje, ciekawe co wykaże nowy proces i mam nadzieję, że zostanie uniewinniony, no i ciekawi mnie kwestia Dursley'ow i ich gnębienia...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń