środa, 24 sierpnia 2016

NS - Rozdział 19 - Rogacz, Lunatyk i Midnight


Profesor Dumbledore zerknął przez ramię na patrzącego na niego Blacka. Gdyby Black nie był taki wściekły, prawdopodobnie zacząłby w kółko krzyczeć „a nie mówiłem”. Wydawało się okropnie złe to, że jedyna osoba, która wierzyła, że Black jest niewinny była tą osobą, którą według wiary wszystkich chciał zabić. Dumbledore wiedział, że trzeba było wiele, by to naprawić i zamierzał to zacząć w tym miejscu.
- Właśnie usłyszeliśmy bardzo interesującą historię, Peter – powiedział mocno profesor Dumbledore, zwracając spojrzenie na trzęsącego się mężczyznę. – Zamierzasz wyjaśnić, dlaczego zdradziłeś przyjaciół Voldemortowi?
- J-ja nie… Nie wiem… - zająkał się Peter.
- Nawet nie sil się na kłamstwo, Peter – syknął Black, robiąc krok do przodu, a jego dłonie zacisnęły się w pięści, gdy próbował utrzymać nerwy na wodzy. – Byłeś ich Strażnikiem Tajemnicy! Wydałeś Jamesa i Lily Voldemortowi! Wydałeś mu mojego chrześniaka!
Profesor Lupin szybko położył rękę na ramieniu Blacka, zatrzymując go przed zrobieniem czegoś głupiego.
- Jak mogłeś, Peter? – zapytał Lupin z obrzydzeniem. – Jak mogłeś zdradzić nas w taki sposób? Jak mogłeś zdradzić Jamesa i Lily po tym wszystkim, co dla ciebie zrobili? Jak mogłeś zrobić to Harry’emu? Był tylko dzieckiem.
Wreszcie przemówił profesor Snape.
- Muszę przyznać, Pettigrew – powiedział chłodno, - że nie pomoże ci drganie na podłodze niczym dziecko. Nie zamierzamy cię zabić… jeszcze.
- Severusie – ostrzegł profesor Dumbledore, ale nie poprawił komentarza Snape’a. – Czekamy na jakieś wyjaśnienia, Peter.
Peter skulił się, wybuchając płaczem.
- Co miałem zrobił? – zapytał. – Czarny Pan mnie zmusił! Bałem się! Nie jestem odważny! Nigdy nie chciałem, by tak się stało! On… on ma broń… nie rozumiecie… zdobywał… zabiłby mnie! Nie mogłem mu odmówić!
Łzy wypełniły oczy Harry’ego, gdy stał tam w niedowierzaniu. Po raz kolejny wyjaśnienie nie było takie, jak się spodziewał. To było to? To, że Pettigrew się bronił zniszczyło pięć żyć? Zdradził jego rodziców, bo był słaby? Nie nienawidził ich. Nie zrobili mu nic, co sprawiłoby, że cię od nich odwrócił.
- Więc powinieneś umrzeć! – syknął Black. – Powinieneś umrzeć dla swoich przyjaciół tak jak my zrobilibyśmy dla ciebie!
Profesor Dumbledore spojrzał na widzów i spostrzegł Harry’ego.
- Severusie, proszę znajdź sposób, by obezwładnić Petera – powiedział spokojnie. – Minervo, gdybyś mogła poinformować Ministerstwo, bo wierzę, że jest pewna sprawa, która musi być załatwiona, a jest bardzo zaległa. – Dumbledore odwrócił twarz do Rona i Hermiony, gdy profesor McGonagall weszła w kominek. – Wasza dwójka może wyjść, ale muszę nalegać, byście nikomu o tym nie mówili. Póki sprawy nie zostaną rozwiązane, nikt nie może wiedzieć o obecności Syriusza i powrocie Petera z zaświatów.
- Eee… bez obrazy, profesorze, ale jak mamy to zrobić? – zapytała Hermiona. – Wszyscy widzieli, jak Harry oszołomił… eee… Pettigrew w Wielkiej Sali. Jak to mamy wyjaśnić?
- Ja nie wychodzę – parsknął Ron, nie odrywając oczu od Pettigrew. – To… to coś spędziło ze mną trzy lata. Chcę zobaczyć, jak Ministerstwo go zabiera. Jeśli Harry zostaje, ja też.
Profesor Dumbledore skinął głową, po czym podszedł do Harry’ego, profesora Lupina i Blacka.
- Wiecie, że pojawi się do was wiele pytań – powiedział miękko. – My znamy prawdę. Pytaniem jest, co chcemy powiedzieć Ministerstwu? – Spojrzał prosto na trzęsącego się nastolatka, chcąc jakiegoś sygnału, że zwraca uwagę na rozmowę. – Harry, wszystko w porządku?
Profesor Lupin i Black szybko spojrzeli na Harry’ego, zauważając łzy płynące po jego twrzy, gdy patrzył na profesora Snape’a przywiązującego Petera do krzesła. Gdy Harry nie odpowiedział, Lupin przyciągnął go do uścisku.
- Już dobrze, Harry – powiedział cicho, patrząc na Blacka i uśmiechając się. – To koniec. Nareszcie koniec. Żadnych więcej tajemnic.
- Nie dbam o to, co powiemy Ministerstwu, Dumbledore, ale chcę, by Harry i Remus nie brali w tym udziału – powiedział Black. Harry już dość przeszedł tego roku i nie musi mieć do czynienia z Knotem oskarżającym go o pomaganie mi. Harry nigdy nie zrobił czegoś takiego. Powiedział mi prosto z mostu, że nigdy by nie zdradził was w taki sposób.
- Może i jest to prawdą, ale Harry zachował dla siebie cenne informacje przed nami i Ministerstwem, Syriuszu – odparował Dumbledore. – Każdy, kto nie zna Harry’ego, uznałby, że pomagał ci od momentu, gdy zdał sobie sprawę z tego, że jesteś animagiem. Zgadzam się, że Harry przeszedł tego roku więcej niż to sprawiedliwe. Masz moje słowo, że zrobię wszystko, by odsunąć go od tego.
Black skinął głową, po czym odwrócił się do Harry’ego i profesora Lupina.
- Myślisz, że kiedykolwiek wybaczysz mi, że myślałem, że byłeś szpiegiem, Lunatyku? – zapytał cicho.
Lupin spojrzał na Blacka i uśmiechnął się.
- Tylko jeśli zrobisz to samo, Łapo – odparł. – Powinienem wiedzieć lepiej, a nie wierzyć w to, co mówią inni.
Profesor McGonagall dołączyła do grupy.
- Ministerstwo jest w drodze z kilkoma Aurorami – poinformowała Dumbledore’a. – Nie powiedziałam im o Pettigrew. Wątpię i tak, że uwierzyliby mi.
Profesor Dumbledore skinął głową.
- Masz rację – powiedział, po czym spojrzał na profesora Lupina. – Remusie, myślę, że byłoby mądrze ukryć Harry’ego, Rona i Hermionę w moich kwaterach dla gości, póki nie wyjaśnimy Korneluszowi paru rzeczy – Harry i Ron poruszyli się chcąc wyrazić sprzeciw, - i tylko do tego czasu. Wiem, że oboje musicie być zamknięci, więc temu nie zaprzeczam. Jest to po to by chronić Syriusza, tak samo jak was. Jeśli aurorzy cię tu zobaczą, Harry, będą zakładać, że Syriusz używa cię jako zakładnika. Oni muszą wysłuchać powodu.
Harry niechętnie pokiwał głową i ruszył za profesorem do gościnnych kwater Dumbedore’a. Gdy opuścili pomieszczenie, Harry obejrzał się na Blacka, który skinął głową, by Harry poszedł. Wzdychając pokonany, Harry wszedł do gościnnych kwater z Ronem i Hermioną, siadając na łóżku, gdy profesor Lupin zamknął drzwi. Harry patrzył na podłogę. Nie chciał widzieć, jakie spojrzenia rzucali mu przyjaciele.
- Jak długo wiedziałeś, Harry? – zapytał Ron nagle i ze złością. – Jak długo wiedziałeś, że Parszywek jest naprawdę człowiekiem, a mi o tym nie powiedziałeś?
- Nie wiedziałem, Ron – przyznał Harry, nie odrywając wzroku od podłogi. – Jedyne, co miałem, to wyznanie Blacka, które nie brałem bardzo pod uwagę. Przyjąłeś jego… eee… śmierć tak źle, że nie chciałem ci tego dokładać. Przepraszam, że to przed tobą zataiłem. Przepraszam, że nie powiedziałem wam o Midnightcie. Przepraszam, że nie powiedziałem wam o spotkaniu Blacka. Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć, więc jak miałem zacząć to wyjaśniać?
Hermiona usiadła obok Harry’ego na łóżku.
- Rozumiemy Harry, prawda, Ron? – bardziej stwierdziła niż zapytała i czekała na przytaknięcie. – Nie wiem, co bym zrobiła na twoim miejscu, ale nie musisz robić tego sam. Zawsze byliśmy drużyną. Myślę, że mnie to trochę zraniło. Wiem, że tego roku nie byłam dla was obu najlepszą przyjaciółką z powodu nadmiaru zajęć, które sobie wybrałam, ale jestem przede wszystkim waszą przyjaciółką. Pomogłabym ci, gdybyś mnie potrzebował.
- Tak samo ja, Harry – dodał Ron. – Prawdopodobnie nie uwierzyłbym w to całe bycie Parszywka Pettigrew, ale pomógłbym ci z Blackiem. – Potem uśmiechnął się do Hermiony. – Mówiłem ci, że Black go uratował, Hermiono. Choć raz, ja miałem rację, a ty się myliłaś.
Hermiona przewróciła oczami.
- No naprawdę, Ron – powiedziała z irytacją. – Tylko o tym potrafisz myśleć po wszystkim, co się stało? Syriusz Black jest niewinnym człowiekiem! Wiesz, co to oznacza?
- Eee… że jest niewinny? – powiedział Ron niepewnie.
- Nie – odpaliła Hermiona. – Jest ojcem chrzestnym Harry’ego! – Odwróciła się do Harry’ego i uśmiechnęła. – Nie rozumiesz, Harry? Mógłbyś mieć legalnego opiekuna innego niż Dursleyowie! Ministerstwo nie miałoby nic do powiedzenia!
Harry westchnął i potrząsnął głowę. Nie zamierzał zaczynać jeszcze myśleć o wakacjach albo przyszłości.
- Myślę, że trochę wychodzisz z siebie, Hermiono – powiedział. – Black nawet jeszcze nie jest wolnym człowiekiem i był w Azkabanie przez dwanaście lat. Naprawdę myślisz, że Ministerstwo ma zamiar dać mu opiekę nad nastolatkiem?
- Nie martw się, Harry – powiedział Ron pewnie. – Dumbledore sprawi, że tak się stanie.
Cisza wypełniła pokój. Chcąc zmienić temat, Harry odwrócił się do Hermiony.
- Więc skoro teraz dzielimy się sekretami – powiedział z szerokim uśmiechem. – Zechciałabyś wyjaśnić, jak udało ci się dostać na wszystkie twoje zajęcia, a zwłaszcza te, które były w tym samym czasie?
Hermiona powstrzymała uśmiech, sięgając do szaty i wyciągając bardzo długi i cienki złoty łańcuch, owinięty wokół jej szyi. Wisiała na nim mała i błyszcząca klepsydra.
- To się nazywa Zmieniacz Czasu – powiedziała. – Profesor McGonagall dała mi go we wrześniu, żebym dostała się na moje zajęcia, tylko jeśli nigdy nikomu nie powiem o nim i nie użyję i innym celu niż docieranie na zajęcia. Zasadniczo, cofałam się w czasie, by dostać się na lekcje, które były w tym samym czasie. Profesor McGonagall musiała dla mnie dostać specjalne pozwolenie od Ministerstwa, więc nie chciałam zdradzić jej zaufania.
- Wspaniałe – powiedział Ron z szerokim uśmiechem. – Więc to dlatego wyglądałaś na tak zestresowaną. Miałaś dłuższe dni od reszty.
Hermiona przytaknęła, chowając Zmieniacz Czasu pod szaty.
- Po prostu nie mówicie o nim, okej? – zapytała z nadzieją. – Nadal muszę przejść przez moje egzaminy, a bez niego będzie to niemożliwe.
- NIE MOŻECIE TEGO ZROBIĆ!
Harry szybko zerwał się na równe nogi.
- To był profesor Lupin – powiedział nerwowo. – On nigdy nie jest zły. – Jeśli nie liczyć tego razu, jak krzyczał na profesora Snape’a. Harry miał nagle złe przeczucie w dole brzucha. Zanim Ron i Hermiona mogli go zatrzymać, wybiegł z pomieszczenia i wpadł do gabinetu Dumbledore’a. Profesor Dumbledore i Lupin stali tam patrząc z wściekłością na Ministra Magii, Korneliusza Knota, podczas gdy profesor McGonagall wydawała się być w szoku, a profesor Snape wyglądał… cóż… normalnie. Black i Pettigrew zniknęli.
- Co się stało? – zapytał szybko Harry.
Knot podskoczył na nagłe pojawienie się Harry’ego, ale ani Dumbledore ani Lupin się nie poruszyli.
- Nie uwierzył nam, Harry – wyrzucił z siebie Lupin. – Zabierają Syriusza do dementorów.
Harry zbladł. To się nie może dziać.
- NIE! – krzyknął. – On jest niewinny! Co z Pettigrew?! Nie widział pan go?! Nie mówił pan z nim?! Pettigrew zdradził moich rodziców! Pettigrew zabił tamtych ludzi! Nie Syriusz!
- Nie mamy dowodu, że ten mężczyzna to był Peter Pettigrew – powiedział Knot z uporem.
- Więc zmierzasz z zasadzie dokonać egzekucji na Syriuszu Blacku bez nawet przyjrzenia się tej sprawie, nawet bez posłuchania? – zapytał Harry z niedowierzaniem. – Nie możesz tego zrobić! – Zanim ktokolwiek mógł coś powiedzieć, Harry podszedł do Knota i z ruchem nadgarstka miał w dłoni różdżkę. – Prawdopodobnie robisz największy błąd w swojej karierze. – Bez kolejnego słowa, Harry obszedł Knota do drzwi.
- Harry, gdzie idziesz? – krzyknęła Hermiona.
Harry nawet się nie obejrzał, otwierając drzwi.
- Idę uratować mojego chrzestnego – powiedział i wyszedł, a drzwi zamknęły się za nim. Jak najszybciej, Harry zbiegł po schodach, niemal wbiegając w pomnik pilnujący wejścia. W momencie, gdy otworzył się na tyle, by się przecisnął, pobiegł w kierunku Głównego Wejścia. Korytarze były ciemne, ale Harry zapamiętał drogę przez miesięczny pobyt w tym miejscu w sierpniu.
Gdy tylko Harry dostał się na dziedziniec, zamknął oczy i słuchał. Musiał się uspokoić i wykorzystać trening. To była jedyna rzecz, która pomoże Blackowi – Syriuszowi – Midnightowi – obojętne. Dźwięk szurania stopami daleko po prawej wypełnił uszy Harry’ego. Szybko otworzył oczy i ruszył w kierunku hałasu. Mógł niewyraźnie usłyszeć stłumione głosy z przodu i za nim, ale nie zwracał na to uwagi. Teraz to nie miało znaczenia.
Dotarł do końca dziedzińca i zobaczył trzech czarodziei ciągnących Blacka w kierunku jeziora. Nie byli daleko, ale nie byli też całkiem blisko. Zrywając się do biegu, Harry naciskał na swoje ciało, by biec tak szybko, jak tylko może, modląc się, by dotarł do nich, zanim oni dotrą do dementorów. Nie chciał się z nimi zmierzyć, ale zrobiłby to, gdyby musiał. Nie zamierzał pozwolić, by Black stracił duszę, tylko dlatego, że Knot jest idiotą.
Black walczył tak bardzo, że nikt nie zauważył podchodzącego od tyłu Harry’ego. Wskazując różdżką w czarodzieja idącego za Blackiem, Harry wyszeptał: „Drętwota” i patrzył, jak mężczyzna upada nieprzytomny na ziemię. Jeden z głosy, zostali dwaj. Harry kontynuował bieg, gdy dwaj pozostali czarodzieje szybko się zatrzymali i odwrócili, by zobaczyć ich upadającego towarzysza. Harry szybko opadł na ziemię i pozostał nieruchomo. Nie mógł się jeszcze zdradzić.
- Co się dzieje? – zapytał ten po lewej.
- Weźmiemy go później – powiedział ten po prawej. – Chodź, Black. Masz całuśną randkę z dementorami.
Mężczyźni odwrócili się z powrotem i dalej szli w stronę jeziora, brutalnie ciągnąc przy sobie Blacka. Harry powoli wstał i znowu podążył za nimi. Gdy mijał nieprzytomnego czarodzieja, Harry chwycił różdżkę mężczyzny i schował ją do kieszeni. Nigdy nie zostawiaj przeciwnika uzbrojonego. Profesor Lupin w kółko powtarzał tę zasadę razem z niezliczoną ilością innych. Harry miał szczery zamiar za nimi podążyć.
Przyspieszając tempa, Harry starał się ich dogonić. Poznaj z czym masz do czynienia. Mógł ich usłyszeć, jak rozmawiają na jakiś temat, zasypując Blacka pytaniami. Naprawdę czerpali z tego przyjemność. Harry pomyślał, że zwymiotuje. Jak ludzie mogli żartować o czymś tak strasznym jak pocałunek dementora? Jacy ludzie pracują w Ministerstwie?
Skup się na sprawie.
Wyrywając się z zamyślenia, Harry zdał sobie sprawę, że są niemal przy jeziorze. Popychając ciało do jeszcze cięższej pracy, Harry zmusił się, by nadrobić odstęp. Nie zamierzał stracić ojca chrzestnego teraz, gdy znał prawdę. Profesor Lupin nie straci swojego ostatniego dobrego przyjaciela. Oboje już dość stracili.
Jego mięśnie krzyczały, gdy trójka czarodziejów coraz bardziej się zbliżała. Gdy tylko byli dość blisko, Harry zaatakował. Chwycił tego po lewej przed nim, zwalając na niego całym ciężarem. To nie było wiele, ale udało mu się przewrócić czarodzieja, najpierw twarzą w zimną, wilgotną trawę. Staczając się z drogi, Harry szybko stanął twarzą w twarz z drugim mężczyzną, wskazując w niego różdżką i oszałamiając go. Zaskoczony Auror padł nieprzytomny na ziemię. Harry szybko przeturlał się ponownie stając przed pozostałą przeszkodą. Mężczyzna zerwał się na nogi i Harry uczynił to samo, a ich różdżki wskazywały na tego drugiego.
- Ty… ty jesteś Harry Potter – powiedział czarodziej w szoku. – Co ty tu robisz? Wiesz chociaż kim jest ten mężczyzna?
- To Syriusz Black – odpowiedział Harry. – Mój ojciec chrzestny i niewinny zbrodni, o które został oskarżony. Jak możecie na to pozwolić? Daliśmy wam Petera Pettigrew. Daliśmy wam osobę, która naprawdę zdradziła moich rodziców.
- Harry, musisz stąd iść – powiedział szybko Black. – Dementorzy…
Zanim Black mógł powiedzieć cokolwiek więcej, przetoczyło się przez nich intensywne zimno. Oddech Harry’ego utknął mu w gardle, gdy jego wzrok zaczął zachodzić mgłą. Odwracając się, Harry zobaczył źródło tych uczuć. Rój dementorów płynął w ich stronę, nad nimi i wokoło nich. Odległy krzyk wypełnił mu uszy. Harry wiedział, że zabrakło mu czasu. Harry szybko przekazał Blackowi różdżkę, którą odebrał.
- Nigdzie nie idę – powiedział Harry stanowczo. – Jeśli oni zamierzają cię pocałować, to mnie też.
Auror popatrzył na Harry’ego w szoku.
- Postradałeś zmysły, dzieciaku – powiedział, stając przed Harrym. – Wynoś się stąd!
Black przyciągnął Harry’ego bliżej, jakby próbował chronić go przed dementorami.
- Posłuchaj, Harry, wiem, że chcesz mi pomóc, ale musisz się stąd wydostać – powiedział pilnie. – Proszę, Harry. Nie rób tego Remusowi.
Zamykając oczy, Harry próbował ignorować krzyk i skupił się na czymś szczęśliwym, gdy dementorzy się zbliżyli. Przypomniał sobie tydzień z Midnightem i rozmowy z profesorem Lupinem.
- Możesz mieć legalnego opiekuna – powiedziała Hermiona. Odwracając się, Harry wyślizgnął się z ramiona Blacka i zrobił krok w stronę zbliżających się dementorów.
- Expecto Patronum! – krzyknął Auror, ale wyszła tylko srebrna mgła. – Expecto Patronum!
- Nie – jęknął nagle Black – Proszę… nie…
Harry obejrzał się przez ramię i zobaczył, jak Black upada na kolana.
- Syriusz przemień się! – powiedział szybko. – Przemień się w Midnighta!
Chłód stał się zbyt wielki, by go zignorować, zmuszając Harry’ego do drżenia. Zamykając oczy, Harry zmusił się, by skoncentrować się na swojej rodzinie, by sięgnąć w dół i znaleźć siłę, by chronić to, co desperacko pragnął. Unosząc różdżkę, czuł, że krzyk się oddala, gdy w głębi swojego umysłu znalazł potężny spokój. W ogóle żadnego bólu, tylko spokój.
- EXPECTO PATRONUM! – ryknął Harry, otwierając oczy. Oślepiające srebrne światło wybuchło z jego różdżki, tworząc trzy różne formy. Jedną był duży srebrny jeleń, Rogacz, drugą był dziki srebrny wilk, Lunatyk, a trzecią był wielki srebrny pies, Midnight. Trzy zwierzęta zajęły miejsce wokół czterech czarodziei (trzech świadomych, jednego nie), chroniąc ich przed dementorami. Srebrne światło przepływało wokół nich, gdy dementorzy powoli cofali się. Harry starał się zachować ostrość widzenia, ale czuł się osłabiony. Upadł na kolana, ale nadal trzymał różdżkę, wskazując nią, spychając coraz więcej siebie w rdzeń z feniksa. Krzyk odszedł, ale pozostało zimno. Mógł niemal przysiąc, że słyszał, jak ktoś woła jego imię, ale tym razem, nie był to pełen strachu głos jego matki.
- Harry! Harry, spójrz na mnie!
Jego ramię opadło do boku, gdy opadł w przód na coś mocnego, ale nie twardego. Ramiona owinęły się wokół niego i trzymały go silnie, gdy stłumione słowa były szeptane do jego ucha. Harry’emu zajęło chwilę, by się zorientować, że ktoś trzyma go przy piersi, jak robił to profesor Lupin, ale głos, który słyszał nie należał do Lupina. Kołysali się na boki, a głos zaczął się robić wyraźniejszy.
- No dalej, Harry. Proszę, niech wszystko jest w porządku. Proszę, obudź się.
- W imię Merlina, co się stało?! – krzyknął Minister. – Co to było?
- To był Potter, Ministrze – powiedział jedyny przytomny Auror, cucąc swojego współpracownika. – To był jego Patronus. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nigdy nie widziałem, by ktokolwiek miał trzy formy. Odepchnął wszystkich dementorów, ratując nas przed pocałunkiem.
- Przy okazji się poświęcając – prychnął profesor Lupin, spiesząc do nastolatka. – Co z nim, Syriuszu?
To wtedy Harry zdał sobie sprawę, że to były ramiona Blacka. To jego głos słyszał.
- N-nie wiem – powiedział Black nerwowo. – O-on nie reaguje. Dlaczego on nie reaguje?
Profesor Lupin westchnął.
- Prawdopodobnie znowu przeciążył zaklęcie – powiedział uspokajająco, sięgając do kieszeni i wyjmując tabliczkę czekolady i usunął opakowanie. – Za chwilę będzie dobrze. Otwórz mu usta, Syriuszu. – Black wykonał polecenie i patrzył, jak Lupin ułamuje kawałek czekolady i wkłada go do ust Harry’ego. Lupin obejrzał się przez ramię na gapiów i skinął głową, sygnalizując, że z Harrym będzie dobrze.
- Korneliuszu, obawiam się, że musze interweniować – powiedział profesor Dumbledore stanowczo. – Syriusz Black jest teraz po moją ochroną, póki nie będziesz mieć okazji na właściwe przesłuchanie Petera Pettigrew i potwierdzenie zarzutów Syriusza. Masz moje słowo, że on się nigdzie nie wybiera.
Harry jęknął, powoli otwierając oczy i zobaczył patrzących na niego profesora Lupina i Blacka. Mógł poczuć, że nadchodzi ból głowy i nie może poruszyć kończynami bez ekstremalnego wysiłku. Nadal czuł smak czekolady topniejącej w jego ustach, gdy jego mętny umysł powoli się oczyszczał. Powiedzenie, że jest zmęczony byłoby na pewno niedopowiedzeniem, ale Harry wiedział, że nie może zasnąć. To jeszcze nie był koniec.
- Nie zaczynaj się wtrącać w sprawy Ministerstwa, Dumbledore – powiedział gorąco Knot. – Black wywołał już dość problemów! Jest mordercą i porywaczem! W końcu dostanie to, na co zasłużył!
- Nie – wychrypiał Harry, starając się usiąść prawidłowo. Nie mógł pozwolić, by to się stało. Zamykając oczy, Harry starał się usunąć zamęt z głowy i skupić się na Ministrze. Profesor Lupin i Black pomogli Harry’emu usiąść, w zasadzie trzymając go w miejscu. – Nie możesz tego zrobić. Przestań starać się tuszować swoje błędy przez robienie kolejnych.
Knot zrobił krok w stronę Harry’ego, a jego oczy się zwęziły.
- Nie babraj się w sprawy, których nie potrafiłbyś zrozumieć, Potter – prychnął. – Już raz ingerowałeś w sprawy Ministerstwa. Powinieneś uważać się za szczęśliwca, że nie zostałeś aresztowany i wydalony.
Harry spojrzał z wściekłością na Knota, zbierając wszystkie siły i wstał powoli. Korneliusz Knot nie miał pojęcia, jak wiele naprawdę Harry wiedział o czarodziejskim prawie. Spędził godziny przeszukując bibliotekę, by znaleźć coś, co pomogłoby mu trzymać się z daleka od Dursleyów.
- Ja, Harry Potter, syn chrzestny i dziedzic Syriusza Blacka, oskarżam Ministerstwo Magii o bezprawne uwięzienie i spisek przeciw owemu Syriuszowi Blackowi – stwierdził Harry stanowczo, a jego spojrzenie i głos nie zawahały się pomimo tego, jak bardzo czuł się, jakby mdlał. – Oskarżam również Ministerstwo Magii o bezpośrednie przyczynienie się do bólu i cierpienia, które ja, Harry Potter, musiałem znosić przez dwanaście lat  przez nadużycia wymierzone we mnie przez mojego wuja, Vernona Dursleya, przez odmówienie mi umieszczenia mnie z moim ojcem chrzestnym, Syriuszem Blackiem, moim prawnym opiekunem.
Knot patrzył na Harry’ego z szeroko otwartymi oczami, po czym szybko odzyskał pewność siebie.
- Nie masz żadnych dowodów twoich oskarżeń – syknął.
Harry stał w miejscu, niezależnie od zawrotów głowy, które zaczęły nachodzić jego głowę i wzrok.
- A ty nie miałeś żadnego dowody, że Syriusz miał jakikolwiek związek ze śmiercią moich rodziców, ale to cie nie powstrzymało przed wrzuceniem go do Azkabanu bez procesu, w którym mógłby udowodnić swoją niewinność! – krzyknął. – Formalnie złożę moje oskarżenia, jeśli będzie to koniczne, by prawda została poznana! Pójdę do każdej czarodziejskiej gazety i powiem, jak Ministerstwo beztrosko pomogło śmierciożercy i mordercy wędrować wolno od dwunastu lat!
Knot zbladł na wspomnienie o gazetach i szybko odwrócił się do Dumbledore’a po pomoc.
- Albus, to twój uczeń! – powiedział z wściekłością. – Kontroluj go!
Profesor Dumbledore spojrzał na Harry’ego z rozbawionym wyrazem twarzy, zanim odwrócił się z powrotem do Ministra.
- Tak, Harry jest moim uczniem – powiedział uprzejmie, - z którego jestem ogromnie dumny. Harry ma rację, Korneliuszu. Mógłby pozwać Ministerstwo i zaskarżyć je dla zemsty. Nie chciałbym zobaczyć, co ława przysięgłych zasądziłaby Chłopcu, Który Przeżył po usłyszeniu zeznań Syriusza pod Veritaserum i prawdy o życiu w domu Harry’ego. To mogłoby osiągnąć liczbę tysięcy galeonów.
Wtedy Harry rozejrzał się i zobaczył, że wszyscy trzej Aurorzy są przytomni i stoją obok profesor McGonagall i Snape’a. Jeden z Aurorów podszedł i wyszeptał coś do ucha Knota. Natychmiast twarz Knota zaczerwieniła się ze złości i spojrzał na Aurora. Harry wiedział, dlaczego. Ponieważ Harry złożył oskarżenie w obecności świadków Ministerstwa, twierdząc, że zamierza złożyć formalne oświadczenie, wszyscy zaangażowani w to oskarżenie nie mogli w żaden sposób zaszkodzić. W skrócie, Harry po prostu dał Syriuszowi Blackowi tymczasowe zawieszenie wykonania egzekucji.
 Nie mogąc nic z tym zrobić, Knot opuścił Hogwart z  trzema Aurorami, którzy desperacko próbowali ukryć uśmiechy. Oczywiście uznali za zabawne, że Minister Magii został przechytrzony przez trzynastolatka. Syriusz miał pozostać w Hogwarcie, z daleka od uczniów. Harry patrzył, jak pracownicy Ministerstwa odchodzą, nadal starając się ukryć oznaki zmęczenia. W momencie, gdy zniknęli z widoku, Harry natychmiast został pociągnięty do uścisku przez Blacka i Lupina. To była ostatnia rzecz, którą Harry zapamiętał, zanim zabrała go ciemność.

1 komentarz:

  1. Hej,
    tp było wspaniałe, Harry wziął sprawy w swoje ręce, udało mu się i miał teraz trzy postacie patronusa, a potem to oskarżenie ministerstwa o brak procesu...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń