wtorek, 9 sierpnia 2016

To, co mi dałeś



Autor: ObsidianEmbrace
Tłumaczenie: Ginger
Oryginalny tytuł: What you given me
Zgoda: Czekam
Streszczenie: Po tym, jak Pióro Umbridge wyryło słowa na jego skórze, Harry nie odpowiadał. Syriusz nie pozwala mu na to dłużej.


Harry obserwował, jak Weasleyowie otaczają ich matkę. Złapał wzrok Syriusza i mógł dostrzec, że jego ojciec chrzestny również czuje się jak intruz. Pani Weasley ocierała oczy i nos, jednak w następnej chwili ogłaszając, że wszyscy muszą zjeść. Gdy ruda grupa się rozbiegła, Syriusz zaczął wyciągać z szafki garnki i miski, a Harry ruszył mu pomóc.
Sięgnęli po tę samą patelnię, a Syriusz natychmiast zamarł.
- Harry…
Harry spojrzał na niego, a szept zaskoczył go bardziej niż zrobiłby to krzyk. Syriusz patrzył na patelnię… na blizny na ręce i Harry w końcu zdał sobie z tego sprawę, gdy podąży za wzrokiem Syriusza. Harry odsunął rękę od żelaza, ale było za późno. Syriusz gapił się na niego.
- Twoja ręka… Co się stało?
- Nic. – Harry wepchnął rękę do kieszeni i odwrócił się. Ale Syriusz poruszył się razem z nim, blokując mu odwrót. – Syriuszu – powiedział, nie będąc w stanie spojrzeć chrzestnemu w oczy, - to nic. Wszystko gra…
- Na twojej skórze są wyryte słowa – szepnął Syriusz zaciekle, a Harry zamrugał. Syriusz wziął powolny oddech, zaciskając razem usta. – Kto to zrobił? – zapytał w końcu.
Harry zważył prawdę w porównaniu do możliwego wyniku jego uczciwości i potrząsnął głową.
- To nie ma znaczenia – powiedział, mając nadzieję, że brzmi tak obojętnie, jak zamierzał. Klatka Syriusza zafalowała, a jego szczęka tak zacisnęła, że wyglądało to boleśnie. Zanim Harry mógł zaprotestować, Syriusz złapał go za ramię i na oczach zamartwiających się Weasleyów, jego chrzestny bez przeszkód wciągnął go do biblioteki.
Jego twarz była perfekcyjnie nieruchoma, gdy odwrócił twarz do Harry’ego.
- Dla mnie to wiele znaczy – powiedział, a jego głos był tak opanowany, że to było aż niesamowite. – Kto to zrobił?
Klatka piersiowa i ramiona Harry’ego opadły.
- Umbridge.
Kilka skurczów przeszło przez szczękę Syriusza, ale oprócz tego, nie poruszył niczym innym, oprócz ust.
- Dlaczego?
Z wielkim wysiłkiem Harry wymówił te słowa:
- Ponieważ nie mógłbym powiedzieć, że Voldemort nie wrócił. Chciała, żebym przyznał, że kłamałem na ten temat… ale nie mógłbym. – Harry zacisnął rękę w kieszeni w pięść. – Więc na szlabanie kazała mi pisać linijki Krwawym Piórem.
Syriusz popatrzył na niego, podczas gdy przez jego policzki zaczął zabarwiać jasny róż.
- Ona… - Musiał odchrząknąć, by jego słowa były słyszalne. – Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Harry zignorował poczucie winy, które sprawiło, że jego żołądek burzył się i wzruszył ramionami.
- Wszystko jest w porządku – spróbował ponownie. – Nie miałem z nią szlabanu od jakiegoś czasu i…
- Od jakiegoś czasu! – powtórzył Syriusz ochryple. – Ile szlabanów ci dała?
- Nie wiem – skłamał Harry, spiesząc się, by dodać, - ale to nie ma znaczenia. Znaczy, nie jest to takie złe, a Hermiona dała mi maść, więc jak następnym razem to się stanie, po prostu…
- Następnym razem?! – Syriusz zbladł. – Nie będzie następnego razu!
Harry prawie się roześmiał.
- Ona mnie nienawidzi, Syriuszu – zaszydził. – A ja nie zamierzam powiedzieć jej, że Voldemort nie jest żywy…
- Dlaczego nie?
Harry rozchylił usta, zbyt zaskoczony, by znaleźć odpowiedź.
- On żyje – powiedział cicho Syriusz; uporczywie. – Niezależnie od tego, czy upewnisz się, że wszyscy o tym wiedzą.
Harry zagapił się na niego.
- Nie zamierzam kłamać! Voldemort wrócił. Widziałem, jak Glizdogon zabija Cedrica i nie potrafię po prostu udawać, że to się nie stało! Jak możesz uważać, że powinienem?
- Ponieważ – powiedział Syriusz wprost, - nie warto.
Syriusz uniósł rękę zanim Harry mógł zaprotestować.
- Posłuchaj mnie, Harry. Czasami – zaczął z lekkim skinięciem głową na ciszę Harry’ego, - absolutnie warto walczyć. Gdyby podkreślał, że Voldemort powrócił, by uratować przyjaciela… czy choćby ochronić przyjaciela, zrozumiałbym to. – Schylił głowę i przyszpilił Harry’ego szarymi oczami. – Ale to… - Uniósł pokrytą bliznami dłoń Harry’ego i przytrzymał ją, -… nie jest, by ratować przyjaciela; to nie jest nawet, by ratować siebie. I to nie jest tylko trochę bólu. Umbridge torturuje cię i zaczynam zdawać sobie sprawę, Harry, że myślisz, że na to zasłużyłeś.
- Co? – wybełkotał Harry. – To śmieszne! – Harry spróbował wyszarpnąć rękę, ale Syriusz trzymał go mocno.
- Tak? – zapytał Syriusz spokojnie, a serce Harry’ego  zaczęło być szybciej w kontrapunkcie. – Robiła ci to wystarczająco długo, by zrobiły się blizny i nie powiedziałeś mi… albo Dumbledore’owi…
- Dumbledore’a nie ma w pobliżu!
- A co ze mną? – zapytał Syriusz cicho. – Mogłeś mi powiedzieć w jednym z listów, które do mnie wysłałeś.
Harry ponownie szarpnął się, ale jego ojciec chrzestny ani drgnął.
- Dlaczego tego nie zrobiłeś? – zapytał Syriusz, a jego głos nadal był spokojny, choć tera trochę bardziej natarczywy. Harry odwrócił wzrok od oskarżającego spojrzenia.
- Nie chciałem ci przeszkadzać…
- Czy kiedykolwiek mi przeszkadzałeś?
Harry teraz spojrzał na Syriusza z wściekłością, zirytowany sfrustrowanym pytaniem.
- Nie wiem – powiedział, niszcząc słowa goryczą. – Nie byłem przy tobie na tyle długo, by wiedzieć, co ci przeszkadza, a co nie, prawda?
Syriusz przełknął, a Harry był pewny, że jego ręka zostanie w końcu wypuszczona, ale zamiast tego palce Syriusza owinęły się wokół niej, teraz ją chwytając.
-  Zgoda – powiedział Syriusz szorstko. – Oprócz tego, że spędziłem większość z ostatniego okresu w moim życiu żywiąc się szczurami, by być blisko ciebie.
Harry zacisnął krótko zęby i nakazał gardłu się otworzyć.
- Nie kazałem ci – wymamrotał w końcu.
- Nie musiałem. – Syriusz trącił jego brodę tak, że Harry ponownie patrzył w szare oczy. – Chciałem tam być, Harry, by upewnić się, że jesteś bezpieczny. I muszę być pewny, że teraz też jesteś.
Harry chciał odwrócić wzrok, ale nie potrafił się zmusić.
Kciuk Syriusza pogładził delikatnie słowa teraz wyryte na skórze Harry’ego, czując silne mrowienie wzdłuż ramienia.
- Nie zasłużyłeś na to – powiedział Syriusz, a jego słowa były pełne miękkiego przekonania. – To nie jest kara za Cedrica. – Żołądek Harry’ego się skręcił. – To znęcanie się, Harry, jasne i proste, przez okrutną kobietę, która najwyraźniej czerpie chorą przyjemność z kontroli, którą jej dano.
Z prześladującą go wizją pustych oczu Cedrica, Harry powiedział ochryple:
- Nie mógłbyś niczego zrobić…
- Zrobiłbym wszystko – przerwał mu Syriusz, a jego głos był bardziej ochrypły od głosu Harry’ego. Chwycił brodę Harry’ego, a łzy zebrały się w zielonych oczach. – Nie wydaje mi się, że rozumiesz to, co mi dałeś przez ostatnie półtora roku. W czasie ucieczki zeszłego roku i teraz… w tym więzieniu. To nie jest życie. Teraz ty jesteś moim jedynym powodem, by żyć, Harry. I nie obchodzi mnie, co będę musiał zrobić, ale zatrzymam to.
Harry pokręcił bezgłośnie głową, a jego podbródek nadal był w uścisku chrzestnego, póki nie uciekły mu słowa:
-… wpadaj w kłopoty, nie dla mnie.
Syriusz spojrzał na niego, a jego usta zacisnęły się.
- To dlatego mi nie powiedziałeś? – Zamknął na chwilę oczy, ale kiedy ponownie je otworzył, ból był bliższy irytacji. – Mógłbym powiedzieć McGonagall albo Dumbledore’owi… bez ryzykowania – dodał znacząco. – Żaden z nich nie pozwoliłby na kontynuowanie tego. To, co ona robi jest nielegalne, a w przypadku, gdybyś nie zauważył, przebiegających przez ten dom w regularnych odstępach czasu. A Molly i Artur z pewnością nie staliby i pozwolili, by to się działo, gdyby wiedzieli…
- Nie chcę, by ktoś więcej…
- Co? – zapytał cicho Syriusz. – By się o ciebie troszczył? By podejmował jakieś ryzyko w twoim imieniu?
Harry nie odpowiedział. Nie mógłby.
- To nie jest twoja decyzja, Harry.
- Tak, jest! – Harry szarpnął się w tył, ale nawet wtedy Syriusz nie zwolnił uchwytu. – Nie pozwolę komukolwiek podejmować za mnie ryzyka! Zwłaszcza nie tobie – powiedział Harry z wściekłością. – Nie, kiedy jesteś jedyną rodziną, którą kiedykolwiek… - Jego gardło spuchło zbyt bardzo, by mógł skończyć i stał w miejscu, z płonącymi oczami, nie wiedząc, gdzie spojrzeć.
Syriusz chwycił go za ramiona, a Harry zamrugał kilka razy, zmuszając się do spojrzenia na ojca chrzestnego.
- I myślisz, że czuję się inaczej? – zapytał miękko Syriusz. – Myślisz, że mogę pozwolić komuś cię ranić i nie robić z tym nic?
- Ale nie możesz – wychrypiał Harry. – Proszę…
- Obiecuję, że się nie odsłonię, ale nie zamierzam pozwolić jej zrobić tego ponownie. – Syriusz uśmiechnął się lekko. – Weźmiemy do pomocy bliźniaków. – Harry chciał nawet na to zaprotestować, ale Syriusz wtedy owinął ramiona wokół niego, przyciągając go bliżej. – I chcę, byś obiecał, że niczego przede mną nie ukryjesz; nigdy więcej. Wiedząc, że mogłem pomóc ci wcześniej, Harry… - Syriusz zacisnął ramiona, a Harry dostrzegł, że kiwa głową w ramię chrzestnego.
Syriusz ścisnął go za kark delikatnie i Harry pozwolił sobie na zrelaksowanie się w uścisku przez długi moment. Syriusz uśmiechał się życzliwie, gdy w końcu pozwolił Harry’emu się odsunąć.
- Twój tata i ja spędziliśmy tak dużo czasu na szlabanach, że znaleźliśmy sposób na rozmawianie ze sobą, gdy byliśmy oddzielnie.
- Tak? – Brwi Harry’ego uniosły się w zainteresowaniu, nawet jeśli był zdezorientowany tą nagłą zmianą tematu.
- Lusterka – powiedział Syriusz z przytaknięciem. – Możesz mieć to należące do twojego taty. I tym sposobem, będziesz w stanie od razu się ze mną skontaktować.
Żołądek Harry’ego zrobił lekkie salto, gdy zapytał z niecierpliwością:
- Nadal je masz?
Syriusz wyszczerzył się.
- Na piętrze w moim pokoju. – Skinął głową w stronę drzwi. – Chodźmy je znaleźć, dobrze?
Harry uśmiechnął się pierwszy raz od dłuższego czasu. Wciąż się szeroko uśmiechając, Syriusz położy rękę na jego ramionach i razem ruszyli na górę.

Koniec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz