piątek, 12 sierpnia 2016

NS - Rozdział 16 - Wyznania Midnighta



Tydzień minął szybko i bez zakłóceń. Jedynym prawdziwym problemem było to, że Harry zauważył, że to niemożliwe, by oderwać się od ciągłego obserwowania przez pracowników Hogwartu. Widocznie profesor Lupin powiedział coś o „zobaczeniu czegoś” Harry’ego, przypominając wszystkim, jak niebezpieczny był Hogwart dla Harry’ego Pottera. To zdecydowanie sprawiało, że Harry tracił zmysły. Profesor McGonagall była najgorsza, a zaraz za nią Dumbledore, który rzeczywiście zawołał Harry’ego do swojego gabinetu na „rozmowę” o Patronusie. Naprawdę Dumbledore nie miał wiele innego do powiedzenia niż to rozpatrywał.
Typowe.
Wspomnienie profesora Lupina o buncie wprawiło, że Harry zastanawiał się, czy to jest właśnie to, co robił. Nie dokładnie to okazywał, że też nie było to całkowicie zgodne z zasadami. Zataił informację, wybrał się samotnie na przechadzkę późno w nocy (tylko raz, ale i tak), zatrzymał Mapę Huncwotów zamiast ją zwrócić, a teraz pomagał wielu powodom, dla których te ograniczenia zostały na nim umieszczone. Im bardziej Harry myślał o tym, tym bardziej wierzył, że kompletnie postradał rozum. Kto pomógłby osobie, która zdradziła jej rodziców?
Harry wiedział, że nie było to dokładnie pomaganie Blackowi, ale nie było to też właściwie nie pomaganie mu. Mógłby łatwo wydać go profesorowi Lupinowi albo nawet powiedzieć nauczycielowi o spotkaniu w każdej chwili tego tygodnia. Problemem było pragnienie Harry’ego, aby zrozumieć, jak to możliwe, że Midnight i Syriusz Black to jedna osoba, odrzucało jakąkolwiek inną możliwą decyzję. Syriusz Black miał dane wiele sposobności, by dokończyć to, co zaczął Voldemort wiele lat temu, jednak tego nie zrobił. Co, jeśli Hermiona miała rację? Co, jeśli był na tyle szalony, że nie wiedział o swojej zdradzie?
Szansa na znalezienie odpowiedzi przyszła w postaci weekendu w Hogsmeade. Profesor Lupin zrezygnował z lekcji Patronusa, twierdząc, że nie czuje się dobrze, ale Harry wiedział lepiej. Profesor Lupin wydawał się być niepewny spędzać znaczną ilość czasu sam na sam ze swoim podopiecznym, od kiedy Harry dowiedział się o Rogaczu. Wiedząc, że lepiej się nie wtrącać, Harry postanowił dać mężczyźnie czas, którego potrzebował. Jednak, gdy ten czas nadejdzie, Harry wiedział że będzie musiał wyjawić, że wie o połączeniu Midnighta z Blackiem.
Harry czekał cierpliwie na każdy wypad do wioski czarodziejów. Ron i Hermiona obiecywali przynieść jakieś słodycze z Miodowego Królestwa, podczas gdy bliźniacy się szczerzyli. Harry nie miał siły mówić Fredowi i George’owi prawdy, obawiając się, że chcieliby mapę z powrotem. Wiedział też, że gdyby dowiedzieli się, kim naprawdę są Huncwoci, pytania do Harry’ego i profesora Lupina nie kończyłyby się.
Gdy tylko ci, którzy udawali się do Hogsmeade wyszli, Harry swobodnie wrócił do Wieży Gryffindoru, by ubrać sweter i przykryć się peleryną-niewidką. Jego różdżka, jak zwykle, była w kaburze, na wszelki wypadek. Nigdy nie idź nigdzie bez różdżki, powiedział mu Black. Harry został przygotowany, by korzystać z tej małej porady.
Podążył za grupą pierwszaków do wyjścia z Wieży Gryfonów i zszedł do głównego wyjścia, upewniając się, że nie wpadnie na nikogo po drodze. Wychodząc na dziedziniec, Harry nie mógł uwierzyć, że jest równocześnie zdenerwowany i podekscytowany. Właśnie aktywnie nieprzestrzegał zasad i musiał przyznać, że mu się to podoba. Czuł się wolny. Nie był rozpieszczany czy chroniony jako dziecko. Brał sprawy w swoje ręce.
Teren był pusty, za co Harry był wdzięczny. Temperatura była przyjemna, a słaby wiatr pomagał mu utrzymać czujność. Teraz poruszał się szybko jednak cicho, tak, aby nie przeszkadzać żadnym stworzeniom, które mógłby usłyszeć. Jego tempo przeszło we wleczenie się, gdy przechodził koło chaty Hagrida. Wiedział, że to ostatnia szansa, by zawrócić, ale nie zmienił zdania. Musiał zrobić to dla siebie i dla swoich rodziców.
Harry wszedł ostrożnie do lasu, a odgłosy otoczyły go jak jego płaszcz. Wiedział, że niebezpieczeństwa lasu wciąż tam są, mimo że nie mógłby być zobaczonym i powziął wszystkie środki ostrożności, by upewnić się, że jest bezpieczny. Z przeszłych doświadczeń, Harry wiedział, że najlepiej jest wejść tylko tak daleko, by nie być widzianym przez Hagrida lub kogokolwiek innego zamku. Nie byłoby inteligentne po prostu iść włóczyć się z nieprzyjaznymi istotami, czekającymi, by zrobić z ciebie obiad.
Nie zajęło Harry’emu długo znalezienie polany z powalonym drzewem, na którym mógł usiąść. Nie było sensu włóczyć się po lesie, aż nadejdzie noc, więc Harry doszedł do wniosku, że najlepiej będzie po prostu poczekać. Midnight przyjdzie wcześniej czy później. Harry tylko modlił się, by jego cierpliwość wytrzymała do tego czasu. Cóż, to oraz by nikt w szkole nie zauważył jego nieobecności.HuHHHHHHHHHHH HH
Dwie godziny później, gdy Harry wreszcie zdjął pelerynę-niewidkę, złożył ją i umieścił pod głowę, wyciągając się na skrawku suchej ziemi. Nie było śladu Midnighta i na szczęści wszystkich innych gatunków, które nie byłyby przyjazne. Zerkając na zegarek, Harry wiedział, że miał tylko kilka godzin na czekanie, zanim wszyscy wrócą z Hogsmeade. Tak bardzo jak chciał czekać całą noc, Harry wiedział, że nie może. Nie był głupi, cóż, a tak naprawdę było to jeszcze do przedyskutowania.
Dźwięk łamanej gałęzi wyrwał Harry’ego z myśli, gdy szybko usiadł. Patrząc w kierunku dźwięku, klatka piersiowa Harry’ego ścisnęła się, utrudniając oddychanie. Proszę, nie bądź czymś, co mnie zabije, błagał w milczeniu. Pozostał w całkowitym bezruchu, gdy łamały się te bliższe gałęzie. Lekkie plasknięcia kogoś chodzącego w błocie, a następnie szelest w pobliskich krzakach wydawały się wyciszyć resztę dźwięków. Harry podświadomi wykręcił prawy nadgarstek, przypominając sobie o różdżce ukrytej w rękawie. Nie był bezbronny.
Duży czarny pies powoli wyszedł z krzaków, patrząc na Harry’ego swoimi błagającymi niebieskimi oczami. Pies zaskowyczał cicho, gdy zaczął się powoli zbliżać, pokazując, że nie chce nic złego. Harry wiedział, że będzie musiał działać szybko. Wstał wolno, nie odrywając oczu od psowatego zwierzęcia.
- Midnight? – zapytał z wahaniem. – To naprawdę ty?
Pies zaszczekał szczęśliwy, jako potwierdzenie. To jest on, zrozumiał Harry. Pies nawet nie zauważył, że Harry potrząsa nadgarstkiem, dzięki czemu jego różdżka znalazła się w jego dłoni. W jednym szybkim momencie, Harry wskazał różdżką na psa i krzyknął:
- Drętwota!
Nie było czasu na reakcję. Pies padł na ziemię nieprzytomny.
Wzdychając z ulgą, Harry wiedział, że jest daleko od zakończenia. Podniósłszy skałę, Harry położył ją na środku polany i przemienił w klatkę. Był zadowolony, że jego obszerne czytanie w końcu się na coś przydało. Wskazując różdżką na Midnighta, Harry wymamrotał: „Wingardium Leviosa” i wylewitował psa do klatki. Szybko zamknął zamknięcie zanim usiadł z powrotem na pniu drzewa. Wskazując jeszcze raz różdżką na psa, Harry wymamrotał: „Ennervare” i pies zaczął się poruszać.
Harry patrzył, jak Midnight otwiera oczy i rozgląda się, zauważając swoją aktualną sytuację. Pies spojrzał na Harry’ego i zaskowyczał jakby chciał zapytać: „Dlaczego to robisz?” Wyczerpawszy swoją cierpliwość i czas, Harry zrobił pierwszy krok.
- Wiem, kim jesteś – powiedział bez ogródek. – Syriusz Black.
Pies pochylił głowę ze wstydem, po czym z pop przekształcił się w człowieka. Wyglądał bardziej jak na zdjęciu w „Proroku Codziennym” niż na tym, w albumie, z wyjątkiem tego, że jego włosy były krótsze, ścięte tuż nad ramionami, a jego twarz nie wyglądała na tak chorą.
- Przepraszam – powiedział szorstkim głosem. – Widziałem cię tamtego dnia i myślałem, że przerażę cię w takiej formie. Nie wiedziałem, ile osób ci powiedziało.
Harry mógł tylko przewrócić oczami z irytacją.
- Nic o tobie nie wiedziałem póki profesor Lupin nie opowiedział mi wspaniałej historii – powiedział przez zęby. – Zdradziłeś moich rodziców! Dlaczego miałbyś myśleć, że chciałbym mieć z tobą cokolwiek do czynienia!
- Harry, proszę posłuchaj – poprosił Black. – Nie zdradziłeś twoich rodziców. Nigdy bym tego nie zrobił! James był dla mnie jak brat. Wiedziałem, że Voldemort będzie zakładać, że byłem Strażnikiem Tajemnicy, więc pomyślałem, że wabik byłby idealnym podstępem. Nikt nie wiedział, że tak naprawdę jest nim Peter. Nigdy nie myślałem, że mógłby nas zdradzić. Nigdy nie myślałem, że mógłby być szpiegiem.
Harry spojrzał na Blacka z uniesioną brwią. To nie było dokładnie to, czego się spodziewał.
- Peter? – zapytał. – Masz na myśli Pettigrew? Człowieka, którego zabiłeś wraz z trzynastoma mugolami?
Black ukrył twarz w dłoniach wyraźnie sfrustrowany.
- Pettigrew nie jest martwy! – wykrzyknął. – On jest animagiem! Może zmieniać się w szczura! Mieszka z rodziną Weasleyów od lat!
Harry spadł  w szoku z pnia.
- A-ale to nie możliwe – wyjąkał. – Nie może. Parszywek nie jest Peterem Pettigrew! Parszywek to szczur! Nie jest zwolennikiem Voldemorta! Nic mi nie zrobił! Miał wiele okazji.
Ich oczy się spotkały.
- Harry, wysłuchaj mnie – powiedział nagle Black obronnie. – Peter nic nie zrobi póki nie jest pewny, że jest ktoś jest na zewnątrz, kto go ochroni. Wiem, że mi nie ufasz. Nie dałem ci do tego żadnego powodu. Wszystko, o co proszę to szansa, bym udowodnił, że Peter w rzeczywistości żyje. Zdradził nas i wrobił mnie. Spędziłem dwanaście lat w Azkabanie za coś, czego nie zrobiłem! To Peter zabił tych mugoli! Peter odciął sobie swój własny palec i transmutował się, by uciec przed eksplozją, którą spowodował!
Harry odetchnął, powoli opuszczając różdżkę. To się nie dzieje. Miał usłyszeć, jak Voldemort obiecuje moc w zamian za Potterów. Miał nienawidzić Syriusza Blacka.
- P-parszywkowi brakuje palca – szepnął. Było zbyt wiele do zrozumienia. Czy skazaniec mógłby mówić prawdę? Czyżby cały czarodziejski świat się mylił? – Nic nie wspomniałeś o tym na procesie? – zapytał zdezorientowany.
Black prychnął z niesmakiem.
- Nawet nie miałem procesu – powiedział z goryczą. – Jestem pewny, że słyszałeś, jak źle wtedy było. Każdy wiedział, że byłem Strażnikiem Tajemnicy. Byłem jedynym, który przeżył eksplozję. To wystarczające dowody. Kto dba o prawo, gdy wszyscy świętują upadek Voldemorta?
Harry przeczesał dłonią włosy. Jego gniew i nienawiść do Blacka zmieniły się w frustrację do czarodziejskiego świata. Jak można zamknąć kogoś w takim miejscu, jak Azkaban, bez procesu?
- Nie mówię, że ci wierzę – powiedział Harry zdławionym głosem. – Nigdy więcej nikomu ślepo nie zaufam. Daję ci szansę, by to udowodnić. Jeśli kłamiesz, osobiście oddam cię dementorom.
Black popatrzył na Harry’ego w zdumieniu.
- Targujesz się jak twoja matka – powiedział.
Harry zerknął na Black zanim wstał i odwrócił się.
- Chyba muszę wierzyć ci na słowo, bo nie pamiętam ani jej ani taty – powiedział, na co Syriusz skrzywi się.
Przecierając oczy pod okularami, Harry starał się wymyślić jakiś sposób, by wyjaśnić te wszystkie szaleństwa. Wyznanie Blacka brzmiało szczerze, ale Harry nie mógł zignorować wszystkiego, co powiedział mu profesor Lupin. Nie mógł ignorować bólu w oczach opiekuna za każdym razem, gdy imię Syriusza Blacka wkradało się w rozmowę. To było prawie tak, jakby był rozdarty na pół. Chciał wierzyć, że jego ojciec chrzestny jest dobrym człowiekiem, a nie zabójcą, na którego został wykreowany, ale robiąc to mógłby być zmuszony do odwrócenia się przeciwko profesorowi Lupinowi.
- To dlatego chciałeś dostać się do Wieży Gryffindoru w Halloween? – zapytał Harry z zaciekawieniem. – Przyszedłeś po Parszywka?
Black przytaknął, nie odrywając wzroku od Harry’ego.
- Przepraszam, jeśli cię skrzywdziłem – powiedział szczerze. – Tylko o tym mogłem wtedy myśleć. Nie chciałem, by ktokolwiek pomyślał, że mi pomagasz.
Harry zaczął chodzić tam i z powrotem. Pomagać mu? Czyż nie to teraz robi? Profesor Lupin będzie wściekły, gdy się dowie.
- Nie mogę tego zrobić – powiedział nagle Harry. – Nie mogę zdradzić profesora Lupina. On jest moim opiekunem. Tak wiele dla mnie zrobił. M-muszę mu powiedzieć.
- On jest twoim, co? – spytał Black w szoku. – Harry, ile wiesz o Remusie Lupinie?
Spoglądając na Blacka, Harry był zaskoczony widząc zaniepokojenie na twarzy skazańca.
- Wiem, że jest wilkołakiem i wiem o prawie adopcyjnym – powiedział spokojnie. – Profesor Lupin jest moim „tymczasowym” opiekunem. Dumbledore próbuje obejść prawo, więc nie zostanę wysłany do sierocińca albo z powrotem do Dursleyów. – Harry usiadł znowu na pniu i ukrył twarz w dłoniach. – Profesor Lupin jest moją rodziną. Jest tak bardzo zraniony. Nie mogę mu jeszcze dodawać. Nie zrobię tego.
Black w jednej chwili znalazł się na kolanach.
- Co się stało z Remusem? – zapytał szybko. – W zeszłym tygodniu wyglądał dobrze.
Harry spojrzał powoli na Blacka, starając się powstrzymać pieczenie w oczach.
- Jestem całym jego życiem – powiedział bez ogródek. – Po tym, jak mój tata, Pettigrew i ty odeszliście, nie miał nikogo. Był sam przez dwanaście lat. Jest tak przerażony. Wie, że jesteś Midnightem, ale boi się mi powiedzieć. Proszę, powiedz mi, że mówisz prawdę, że jesteś niewinny, bo on potrzebuje przyjaciela. Potrzebuje tego bardziej niż czegokolwiek innego.
- Harry, przysięgam ci, że nie zdradziłem twoich rodziców i nie zabiłem tych ludzi – powiedział Black stanowczo. – Remus zawsze był cichy i samotny. Gdyby był sposób, by go przekonać, że jestem niewinny, zrobiłbym to zaraz po tym, jak zabrałem cię od tego grubego tłuściocha, którego nazywasz wujem. Nie wiem, czy ktokolwiek ci powiedział, ale jestem twoim ojcem chrzestnym, co sprawia, że jesteś dla mnie najważniejszym priorytetem.
- Najważniejszym priorytetem? – spytał Harry z niedowierzaniem. – Byłem nim, gdy moi rodzice zostali zamordowani? Jeśli byłem aż takim priorytetem to dlaczego skończyłem u Dursleyów? Dlaczego mnie nie zabrałeś?
Black westchnął, spuszczając wzrok.
- Próbowałem – wyznał drżącym głosem. – Byłem gotów zabrać cię i wychować tak, jak chcieli tego James i Lily, ale Hagrid już tam był, z tobą w ramionach. Prosiłem i błagałem, by mi cię oddał, ale odmówił. Powiedział, że Dumbledore miał to zaplanowane. Po tym, jak cię straciłem, poszedłem po Petera. Zrozumiałem, że jeśli nie mogę mieć ciebie, to przynajmniej mógłbym zemścić się za to, co stało się twoim rodzicom. – Przeczesał palcami włosy, potrząsając głową. – Skończyło się tym, że zrobiłem jedną z najgorszych rzeczy w moim życiu – szepnął Black. – Nie tylko Peter uciekł, to jeszcze skończyłem w jedynym miejscu, gdzie nawet nie mogłem cię widywać. Nie myślałem, Harry. Teraz to wiem. Nie mogę nawet zacząć prosić cię o wybaczenie. Nie zasługuję na nie.
Harry naprawdę nie wiedział, jak na to zareagować. Ktoś rzeczywiście go chciał? Mógłby uniknąć całego bólu i szyderstw, które wywołali Dursleyowie? Pocierając skroń, Harry próbował odpędzić nadchodzący ból głowy.
- Co powinienem zrobić? – zapytał Harry z rezerwą. – Prosisz mnie, bym wybierał między tobą a jedyną osobą, której mogę ufać. Nie znam cię. Jedyne, co wiem to, że jesteś powodem, dlaczego nie mam rodziców, że uratowałeś mnie przed nimi. To było takie proste myśleć, że ty i Midnight to dwie inne postacie.
- Wiem, że to musi być dla ciebie trudne, Harry – powiedział Black ze współczuciem, - i przepraszam. Nigdy nie chciałem tak ci utrudnić życia. Nie będę cię prosić byś dla mnie odwrócił się od Remusa. Nie będę cię prosić, byś mi pomógł w inny sposób niż uwolnienie mnie z tej klatki. Sam schwytam Petera, żebym mógł popełnić zbrodnię, za którą zostałem skazany.
Harry szybko wstał, patrząc na Blacka chłodno.
- Znowu to samo! – powiedział gniewnie. – Wszystko kręci się wokół ciebie! Co ty chcesz! A co z tym, co ja chcę! Co z tym, co Remus pragnie! Pomyślałeś chociaż o nas!
Black był zaskoczony wybuchem.
- Czego pragniesz, Harry? – spytał starając się uspokoić chłopca.
Harry parsknął.
- Myślałem, że to oczywiste – powiedział przez zaciśnięte zęby. – Chcę rodziny, która nie myśli, że jestem świrem. Chcę domu, gdzie jestem mile widziany, a nie uznany za utrudnienie. Chcę wiedzieć, że są ludzie, którzy troszczą się o mnie tylko dlatego, że jestem mną. Czy to zbyt wiele?
Zapadła długa cisza, w której żaden się nie poruszył. Wreszcie Black westchnął i usiadł, opierając się plecami o kąt klatki.
- Nie mogę obiecać, że go nie zabiję, Harry – powiedział cicho. – Nigdy nie byłem osobą logicznie myślącą w chwili porywu. Zrobię, co tylko mogę, by udowodnić swoją niewinność dla ciebie i Remusa, ale musisz pozwolić mi stąd wyjść. Daję ci słowo, że cię nie zranię.
Harry był pomiędzy młotem a kowadłem.
- Zdajesz sobie sprawę, że w tym momencie daję temu straszną ilość wiary? – spytał cicho i spojrzał prosto w niebieskie oczy Blacka. – Jeśli zdradzisz moje zaufanie, obiecuję, że będziesz modlił się o dementorów, kiedy z tobą skończę.
Black spojrzał na Harry’ego z uniesioną brwią.
- Naprawdę? – zapytał. – Harry, bez urazy, ale trochę trudno w to uwierzyć.
- Dorastałem z moim wujem, prawda? – powiedział Harry chłodno. – Możesz być zaskoczony, jak wiele bólu można wyrządzić komuś zanim zemdleje.
Black patrzył na Harry’ego współczująco przez chwilę, zanim się uśmiechnął.
- Blefujesz – powiedział tylko.
Harry wzruszył ramionami, spuszczając wzrok. Musiał przyznać, że trudno było zastraszyć kogoś, kto przeżył dwanaście lat z dementorami.
- Tak, racja – przyznał, po czym spojrzał na Blacka. – Ale znam ludzi, którzy się nie zawahają… jak Hagrid.
Black uniósł dłonie sygnalizując kapitulację.
- Wszystko jasne – powiedział.
Wiedząc, że czas ucieka, Harry otworzył celę i pozwolił Blackowi wyjść. Szybko zmienił klatkę z powrotem w skałę, zanim chwycił swoją pelerynę-niewidkę. Rzucił ostatnie spojrzenie na Blacka, po czym zniknął pod płaszczem i pospieszył z powrotem do zamku. Mógł się tylko modlić, że nie zrobił po prostu największego błędu w swoim życiu.

Wasze komentarze motywują mnie do dalszej pracy ;)

2 komentarze:

  1. Hah oby syri szybko udowodnił swoją niewnonność xd
    Czekam na next i życzę czasu ��

    Ps. Kiedy hp i pdp? Czekaaaam xd

    ~Satia <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    wspaniały rozdział, Harry spotkał się z Syriuszem, jednak zachował pewną ostrożność, tak Black powiedział mu jak było naprawdę, mam nadzieję, że uda się znaleźć sposób na znalezienie dowodów jego niewinności...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń