niedziela, 7 maja 2017

KCL - Część 3


Halloween było dla uczniów Hogwartu czasem pełnym emocji. Uczta była bardzo oczekiwana, a dekoracje uznane za fenomenalne. To był także ważny dzień dla pierwszorocznych, bo od tego momentu mieli uczyć się zaklęcia lewitacji na Zaklęciach. Ron i Hermiona byli razem w parze, podczas gdy Harry i Seamus usiedli za nimi. Gdy przeszli do praktyki, Harry usłyszał, jak Hermiona mówi:
- To Wing-gar-dium Levi-o-sa, wymawiaj „gar” ładnie i długo.
Ron spojrzał na nią ze zirytowanym wyrazem twarzy, ale potem ostrożnie wypowiedział, naśladując ją:
- Wing-gar-dium Levi-o-sa. – Niestety, wciąż wymachiwał rękami jak wiatrakami, więc czar nie zadziałał.
- Nie wiem, jak Ron może ją znosić – powiedział Seamus, gdy razem z Harrym i Ronem opuścili salę. Hermiona została, by porozmawiać z profesorem Flitwickiem. – Ona jest koszmarna.
- Być może czasem jest trochę przemądrzała, ale jest w porządku – odparł Ron.
- Hermiona jest naszą przyjaciółką – powiedział stanowczo Harry.
Nie widzieli wspomnianej przyjaciółki przez resztę dnia i zaczęli się jeszcze bardziej martwić, gdy nie pojawiła się na uczcie halloweenowej.
- Parvati powiedziała, że Hermiona jest w łazience dziewczyn i płacze – poinformował ich Neville.
Harry i Ron spojrzeli z żalem na ich talerze wypełnione pysznym jedzeniem.
- Trzeba po nią iść – powiedział w końcu Harry.
- Tak, chodźmy, zanim zmienię zdanie – mruknął Ron, wstając.
Harry zapukał do dziewczęcej łazienki, czując się zdecydowanie niezręcznie.
- Hermiona, jesteś tam?
- Idź stąd, Harry – doszedł do nich piskliwy głos z wewnątrz.
- Wyjdź, Hermiono. Co się dzieje?
- Słyszałam, co Seamus mówił o mnie. Założę się, że też uważasz mnie za „koszmarną”.
- Seamus był dupkiem, Hermiono – powiedział Ron. – Nie sądzimy, że jesteś koszmarna. Przegapisz ucztę, jeśli nie wyjdziesz. Jest naprawdę świetna.
Drzwi otworzyły się gwałtownie.
- Poważnie, Ron? Jedynie, o czym potrafisz myśleć, to swój żołądek. – Hermiona stanęła z rękami założonymi na biodrach.
Zanim Ron zdołał odpowiedzieć, usłyszeli krzyk, dochodzący z oddali.
- Co się dzieje? – spytała Hermiona.
- Zostańcie tu, sprawdzę to – powiedział Harry, posuwając się do przodu. Nagle zatrzymał się w pół kroku. – Ron – wyszeptał. – Co to jest?
Hermiona spojrzała skamieniała, podczas gdy oczy Rona rozszerzyły się.
- To chyba troll!
- Biegiem! – szepnął głośno Harry, chwytając dłoń Hermiony i biegnąc korytarzem. Kiedy dotarli do kolejnego przejścia i nie widzieli trolla, zatrzymali się, by na chwilę złapać oddech.
- Co to tu robi? – spytał Ron.
- Patrz, tam jest profesor Snape – powiedziała Hermiona, wskazując palcem korytarz.
Snape wydawał się skradać do schodów, które prowadziły na trzecie piętro. Zbierając się na odwagę, Harry zawołał:
- Profesorze Snape!
Snape odwrócił się w kierunku miejsca, gdzie stali i ruszył w ich kierunku.
- Potter! Co tutaj robisz? Wyraźny rozkaz profesora Dumbledore’a mówił…
- Profesorze, troll jest w pobliżu damskiej łazienki – oznajmiła Hermiona.
- Troll? Przecież Quirrell powiedział… - Z niskim pomrukiem, ruszył do miejsca, gdzie, jak powiedziała Hermiona, był troll. Trójka wymieniła spojrzenia, zanim podążyli za Snape’em. Nie wydawał się ich zauważać. Kiedy się zbliżali, troll właśnie wchodził do łazienki dziewcząt. Hermiona zadrżała.
- Dobrze, że mnie tam nie było – szepnęła.
- Zostańcie tu -warknął do nich Snape i powoli wszedł do łazienki za trollem.
Harry natychmiast podążył za nim.
- Harry, on powiedział, żebyśmy tu zostali – powiedziała Hermiona.
Harry zignorował ją i wkradł się do łazienki, gdzie Snape skradał się do trolla. Harry skinął na Rona i Hermionę, by się zbliżyli. Zaklęcie wystrzeliło z różdżki Snape’a, uderzając trolla. Troll ryknął i odwrócił się, żeby zobaczyć, co go trafiło. Zamachnął się swoją ciężką rękę, próbując uderzyć Snape’a. Snape odskoczył na bok.
- Chodźcie! – krzyknął Harry, pędząc do łazienki. Troll zrobił bałagan w łazience. Podniósł kran i rzucił nim w trolla. Obok niego, Ron i Hermiona rzucali rurami i wszystkim, co udało im się znaleźć.
- Potter! Wynoś się stąd! – krzyknął Snape, robiąc zajadliwe ruchy różdżką. Głębokie cięcia przebiły grubą skórę trolla, który ponownie skupił się na Snape’ie.
- Za mnie, już! – rozkazał Snape. Troll spojrzał na nich morderczo, więc posłuchali. Snape wykonał ruch różdżką i maczuga, którą troll był gotowy ich uderzyć, wyrwała się z jego uścisku. Troll popatrzył na nią z niedowierzaniem. Zaczęła coraz szybciej wirować nad głową trolla, który cały czas podążał za nią wzrokiem.
- Zakręci mu się głowie – wyszeptała Hermiona
Kiedy troll wyglądał tak ,jakby miał się zaraz przewrócić, maczuga spadła mu na głowę i upadł. Snape zaczął zawracać do nich, ale troll zaczął się ponownie ruszać.
- Wingardium Leviosa – powiedział Ron z szykownym ruchem , a maczuga zaczęła się unosić w powietrzu, po czym upadła na głowę trolla po raz kolejny, przewracając go zupełnie. Napotkał spojrzenie Hermiony i uśmiechnął się. Snape odwrócił się do nich i Harry wolałby stanąć twarzą w twarz z trollem bez różdżki.
- Co ty sobie myślisz, Potter? Nie mówiłem ci, żebyś został tam, gdzie byłeś? Jesteś głuchy, czy może po prostu odmawiasz pokazania nauczycielom jakiegokolwiek szacunku? – splunął Snape.
Harry cofnął się pod wpływem złośliwości w głosie Snape’a, zanim zebrał się na odwagę, stwierdzając:
- On by Pana uderzył! Nie mogłem po prostu nic nie zrobić!
- Miałem sytuację pod kontrolą, Potter. Nie trzeba mnie ‘ratować’.
- Co tu się dzieje? – Ich spór został przerwany przez przybycie profesor McGonagall i podążającym za nią profesorem Quirrellem.
- Czy to troll? – spytała, chwytając się za klatkę piersiową, gdy zobaczyła trolla z maczugą, leżącą na jego brzuchu.
- Udało mi się nim zająć, Minervo – powiedział lekceważąco Snape. – Niestety, twój Złoty Chłopiec i jego przyjaciele postanowili zgrywać bohaterów i również się zaangażowali.
McGonagall oderwała spojrzenie od trolla i jej wzrok stał się jeszcze bardziej zszokowany: stali przed nią Harry i Snape, oboje z identycznym piorunującym spojrzeniem.
- Gdzie jest Albus, kiedy go potrzebujemy? – mruknęła. Odwróciła się do trójki sprawców. – Co wasza trójka tu robi? Mieliście być w swoim Pokoju Wspólnym.
- To moja wina, pani profesor – powiedziała Hermiona. – Nie poszła na ucztę, a Harry i Ron przyszli po mnie. Nie widzieliśmy trolla, dopóki nie zobaczyliśmy, jak nadchodzi. Uciekliśmy i znaleźliśmy profesora Snape’a, a on przyszedł tutaj… - urwała.
- A oni zdecydowali się rzucać rzeczami w dorosłego górskiego trolla – dodał sarkastycznie Snape.
- Ale dlaczego oni byli tu z tobą, Severusie? – spytała Snape’a półgłosem McGonagall, nie wiedząc, że Harry może ją usłyszeć. – Nie lepiej było wysłać ich z powrotem do Pokoju Wspólnego?
Głos Snape’a był ledwie słyszalny.
- Nie chciałem im pozwolić wędrować po korytarzach bez nadzoru. – Snape rzucił spojrzenie Quirrellowi.
- I biorąc górskiego trolla na siebie? Och, doprawdy, Severusie.
- Wciąż mamy towarzystwo, Minervo. – Snape skrzywił się i skinął w stronę Harry’ego, Rona i Hermiony. McGonagall odwróciła się do nich.
- Proponuję, aby wasza trójka wróciła do wieży Gryffindoru. Studenci kończą ucztę w swoich domach.
- Tak, pani profesor – powiedzieli i szybko odeszli, zanim Snape zdecydował się odebrać im punkty.
- Był bardzo zły, prawda? – spytała Hermiona, gdy siedzieli przy kominku, jedząc obiad.
- Widzieliście, jak pokonał trolla? To było wspaniałe! – powiedział Ron. – A zauważyliście moje Wingardium Leviosa?
Hermiona przewróciła oczami.
-Tak Ron, co byśmy zrobili bez twojego Wingardium Leviosa. Nie wygląda na to, żeby Snape cię lubił, prawda, Harry?
Harry, który wpatrywał się w ogień, podskoczył na dźwięk jego imienia.
- Co? – spytał. Hermiona cierpliwie powtórzyła swoje pytanie. Harry i Ron wymienili spojrzenia.
- Hermiono, muszę ci coś powiedzieć – zaczął Harry.
 ***
- Albusie, byłam dziś świadkiem czegoś dziwnego – powiedziała McGonagall Dubmledore’owi, siedząc wieczorem w jego biurze z filiżanką herbaty. Dumbledore spojrzał na nią pytająco, więc kontynuowała.
- Harry Potter i Severus Snape stali obok siebie z dokładnie tym samym wyrazem twarzy.
Dumbledore zachichotał.
- Muszę przyznać, że uważam to za zabawne, a nie dziwne, że Harry próbował naśladować raczej niepochlebną mimikę Severusa.
-To nie jest to, co uznałam za dziwne, Albusie – powiedziała niecierpliwie McGonagall. – Jeśli spojrzeć na nich razem, stojących obok siebie, Harry wygląda prawie jak Severus. Jest w jego wyglądzie coś, przez co jest podobny do Severusa, ale na początku nie jest to oczywiste.
Dumbledore spokojnie kontynuował picie herbaty.
- Wiesz coś o tym, prawda Albusie? – spytała McGonagall.
- Powodem, dlaczego Harry i Severus są podobni jest to, że Severus jest ojcem Harry’ego – odparł Dumbledore, odstawiając swoją filiżankę. Minerva zakrztusiła się herbatą.
- Och, Boże – powiedział Dumbledore, wstając i klepiąc ją po plecach.
- Doprawdy, Albusie – powiedziała Minerva przez kaszel. – Nie należy żartować z takich rzeczy.
- Nie żartuję.
- O czym ty mówisz, Albusie? – spytała ściszonym głosem Minerva.
- Prawie dwanaście lat temu, Lily Evans przyszła do mnie i powiedziała, że jest w ciąży z synem Severusa Snape’a. Severus został śmierciożercą i pomyślałem, że to rozsądne, by dziecko zostało zamaskowane jako syn Jamesa Pottera, aby je ochronić.
Minerva pomyślała, że będzie miała atak serca, jeśli są dzisiaj jeszcze jakieś wstrząsające informacje.
- Czy Severus wie? – spytała.
- Nie, nie wie. Myślę jednak, że Harry już wie.
- Harry?
- Lily powiedziała, że ma w planie napisanie listu do Harry’ego, w którym wyjaśni jego prawdziwe pochodzenie, który powinien zostać dostarczony w jego jedenaste urodziny.
- A czy nie powinniśmy powiedzieć Severusowi?
Dumbledore potrząsnął głową.
- Lepiej, żeby pewne rzeczy same się ułożyły. Uważam, że Harry ma plan zdobycia uczuć ojca.
- Jego uczuć? – oburzyła się Minerva. – To nie jest czas, aby powstrzymać się od wtrącania, Albusie. To może się skończyć źle dla nich obu.
- To się jeszcze okaże, Minervo – odparł wymijająco Albus, głaszczą Fawkesa. – A teraz powiedz mi, w jaki sposób trojka młodych Gryfonów wzięła udział w dzisiejszym wydarzeniu.
***
Sezon Quidditcha rozpoczął się w listopadzie. Harry był bardzo podekscytowany możliwością zobaczenia swojego pierwszego meczu Quidditcha, który miał się odbyć pomiędzy Gryffindorem a Slytherinem. Ron wyjaśnił mu zasady, ale czuł, że lepiej zrozumie po obejrzeniu meczu. Książka Hermiony Quidditch przez wieki rzeczywiście była bardzo pomocna, gdy nie była czytana przemądrzałym głosem Hermiony.
Dzień przed meczem siedzieli na zewnątrz, tłocząc się przy małym ogniu, który Hermiona wyczarowała w słoiku po dżemie, kiedy Snape przyszedł na dziedziniec.
- Potter! Co tam masz?
Harry pokazał mu Quidditch przez wieki.
- Jesteś niezwykle podobny do ojca – zadrwił. – Książki z biblioteki nie można brać poza szkołę. Daj mi ją. Pięć punktów od Gryffindoru.
- A co z moją matką, sir? – spytał cicho Harry, gdy podawał mu książkę. – Mam coś po niej?
Coś błysnęło w oczach Snape’a.
- Skąd mam wiedzieć, Potter.
Harry patrzył za nim, gdy odchodził. Jeśli Snape nawet nie przyznawał się, że znał Lily, jak przyjmie to, że Harry jest jego synem?
***
Mecz Quidditcha był lepszy niż Harry się spodziewał, przede wszystkim dlatego, że Gryffindor wygrał. Wyraz twarzy Malfoya był bezcenny. Kiedy dotarli do wejścia wieży Gryffindoru, wciąż z ożywieniem rozmawiając o meczu, Harry powiedział do swoich przyjaciół:
- Idźcie. Mam zamiar odzyskać moją książkę od Snape’a.
- Lepiej ty niż ja – powiedzieli natychmiast. Harry zszedł do pokoju nauczycielskiego. Gdy dotarł do schodów, gdzie znajdował się pokój nauczycielski, usłyszał za sobą szept i poczuł lekki ból w bliźnie.
- Ach! – krzyknął, przystając przed pierwszym stopniem. Zobaczył za sobą smugę i poczuł delikatny nacisk powietrza, zanim zorientował się, że spada, spadał zanim wszystko pociemniało.
- Potter! Potter! Obudź się!
Harry poruszył się nieznacznie.
- Potter, słyszysz mnie? Otwórz oczy.
Harry’emu udało się powoli podnieść jedną powiekę. Klęczała przed nim czarna postać.
- Ta – udało mu się powiedzieć.
Czarne ramiona objęły go i Harry wtulił się w czarną pierś, wdychając głęboko zapach zanim ponownie stracił przytomność.
Kiedy się obudził, Harry był w nieznanym mu łóżku. Rozejrzał się za okularami i udało się mu je dostrzec na stoliku przy łóżku.
- Och, dobrze, że się obudziłeś – powiedział energiczny głos. Harry zauważył, że głos należy do pielęgniarki, pani Pomfrey. Harry natychmiast podniósł z rozmachem kołdrę i już miał zamiar wstawać, gdy Pani Pomfrey podeszła do miejsca, gdzie siedział i wciągnęła jego nogi z powrotem na łóżko.
- O nie, nie, młody człowieku. Miałeś wstrząs mózgu i musisz tu zostać na noc. Teraz zostań tu, a ja zafiukam do profesora Dumbledore’a.
Westchnąwszy, Harry usiadł z powrotem na łóżku. Nie trzeba było długo czekać, aż profesorowie Dumbledore, McGonagall i Snape stanęli przy jego łóżku.
- Cieszę się, że czujesz się lepiej, Harry – powiedział Dumbledore, uśmiechając się do niego.
- Tak, proszę pana. Mogę się zapytać, jak się tu dostałem?
- Profesor Snape znalazł cię nieprzytomnego przy pokoju nauczycielskim i przyniósł do Skrzydła Szpitalnego.
Więc to nie był sen. Snape naprawdę niósł go. Mężczyzna, o którym było mowa, wyglądał na raczej zawstydzonego.
- Harry, czy możesz nam powiedzieć, co się stało? – zapytał profesor Dumbledore. Harry skinął głową i skrzywił się.
- Byłem w drodze do pokoju nauczycielskiego odzyskać moją książę od profesora Snape’a. Zatrzymałem się przy schodach, bo usłyszałem hałas – przerwał tu, zastanawiając się, czy powinien im powiedzieć o bliźnie.
- A potem, Harry? – zachęcił go Dumbledore.
- P-poczułem, że coś mnie popycha. Nie osobę, to po prostu… popchnęło mnie i spadłem. To wszystko, co pamiętam.
- Czarna magia, Albusie? – szepnęła McGonagall.
- Harry, od teraz lepiej, żebyś chodził ze swoimi przyjaciółmi na zajęcia i tym podobnym – powiedział Dumbledore.
- Dlaczego, profesorze? Myśli pan, że ktoś celowo próbuje zrobić mi krzywdę? – zapytał Harry.
- Tak – odparł bez ogródek Snape.
- Severusie! – skarciła go McGonagall.
- Nie ma sensu tego ukrywać, Minervo. Chłopiec nie jest idiotą – powiedział Snape.
To było tak podobne do komplementu, jaki mógłby kiedykolwiek usłyszeć od Snape’a – pomyślał Harry.
- Ron, Hermiona! – wykrzyknął Harry, gdy jego przyjaciele rzucili się ku niemu, a pani Pomfrey araz za nimi.
- Nie byłam pewna, czy już pan skończył rozmowę z panem Potterem, dyrektorze – powiedziała przepraszająco pani Pomfrey.
- Skończyliśmy, Poppy – oznajmił Dumbledore. – Nie mogę się doczekać zobaczenia cię w Wielkiej Sali na jutrzejszym śniadaniu, Harry. Dobry wieczór, panie Weasley, panno Granger.
Ron opadł na krzesło obok łóżka Harry’ego.
- On zna moje imię – powiedział z rozmarzonym wyrazem twarzy. Harry i Hermiona roześmiali się.
- Więc, co się stało, Harry? – spytała Hermiona.
Harry powiedział im ze szczegółami, dodając, że jego blizna zabolała.
- Twoja blizna? – Hermiona zmarszczyła brwi. – To znaczy, że masz nagły ból głowy?
- Nie, to jest definitywnie moja blizna – powiedział stanowczo Harry. – To zdarzyło mi się kiedyś, kiedy Snape spojrzał na mnie podczas rozpoczęcia uczty na początku semestru.
- I zaprowadził cię do skrzydła szpitalnego. Myślisz, że to on sprawia, że boli cię blizna? – spytał Ron. Harry potrząsnął głową.
- Nie sądzę, żeby to był on.
- Więc co to mógłby być? – zapytał Ron.
- Nie wiem.
***
Dumbledore uważnie przyglądał się młodemu człowiekowi, który siedział naprzeciwko niego. Severus właśnie skończył mówić mu o tym, jak Harry znalazł się na dole schodów. Zawahał się na myśl o tym, co Potter powiedział potem.
- A potem? – ponaglił na wahania mężczyzny.
- On… Myślę, że wziął mnie za Jamesa Pottera. Nazwał mnie tatą – powiedział z pogardą Snape. Zauważył, że Potter wspominał matkę wielokrotnie w jego obecności. Czy chłopak zobaczył jakieś emocje na jego twarzy na jej wspomnienie? Na pewno nie. Severus był bardzo ostrożny.
- Rozumiem – powiedział Dumbledore, jego podejrzenia zostały potwierdzone. Harry rzeczywiście wiedział. – Severusie, być może, jeśli dałbyś chłopcu szansę, zobaczyłbyś, jak desperacko potrzebuje rodziny tak, jak ty w jego wieku.
- A co z jego krewnymi? Czy Potter jest za dobry dla swoich mugolskich krewnych.
Dumbledore wysłał mu rozczarowane spojrzenie.
- Znasz Petunię. Na pewno pamiętasz jej uczucia do Lily.
Severus przemilczał to.
- Wszystko, o co proszę to, żebyś spojrzał na chłopca jak na odrębną osobę, zamiast przez pryzmat twojej opinii, stworzonej przez wspomnienia o Jamesie Potterze.
Severus wstał.
- Mam referaty do sprawdzenia. Dobranoc, Albusie. – Szeleszcząc szatami, wyszedł z pokoju.
***
Następnego rana Harry obudził się w skrzydle szpitalnym i sięgnął po okulary. Kiedy szukał ich po omacku, potrącił coś na stole, które spadło z dużym łomotem na podłogę. Szybko założył okulary i zobaczył, że był to Quidditch przez wieki. Przekartkował książkę, uśmiechając się na myśl, że Snape musiał położyć ją tam, gdy spał.
Wreszcie, po wypisaniu ze skrzydła szpitalnego, obiecując pani Pomfrey, że da jej znać, gdyby wystąpiły jakiekolwiek bóle głowy, zszedł do lochów. Nie sądził, że ktoś kiedykolwiek udał się do gabinetu Snape’a, nawet po to, aby zadać mu pytanie dotyczące eliksirów. Zebrawszy się na odwagę Gryfonów, dwukrotnie cicho zapukał.
- Wejść! – odezwał się głos z wewnątrz.
Harry poczuł nagłą chęć ucieczki. Jeśli by uciekł, Snape nigdy się nie dowie, że tu był, pomyślał rozpaczliwie.
- Wejść! – Głos zrobił się donośniejszy.
Biorąc głęboki wdech, powoli otworzył drzwi. Snape czytał książkę, podczas gdy na jego biurku mieszał się w kotle eliksir.
- Profesorze? – powiedział Harry, kiedy Snape wydawał się go nie zauważać. Snape spojrzał w górę.
- Potter! Co tutaj robisz? Godziny pracy są tylko od poniedziałku do piątku. – Zacisnął wargi.
- Przepraszam za zakłócanie pana czasu. Chciałem tylko podziękować za przyniesienie mnie do skrzydła szpitalnego i oddanie książki – powiedział w pośpiechu Harry, trzymając książkę.
- Po tych wszystkich kłopotach, przez które przeszedłeś, równie dobrze mogłeś ją odzyskać – mruknął Snape.
- Profesorze, czy wie pan, kto mógłby chcieć mnie zabić? – zapytał wprost Harry, licząc na prostą odpowiedź od Snape’a. Snape zatrzymał się.
- Nie, Potter, nie wiem – powiedział w końcu. – Ale nie opuszczaj swojej ochrony.
- Czy to ma coś wspólnego z trzygłowym psem na trzecim piętrze? – zapytał Harry, decydując się podjąć duże ryzyko. Snape wyglądał na absolutnie wściekłego.
- Potter, jeśli byłeś na trzecim piętrze, ja…
- Nie byłem, sir. Naprawdę – zaprotestował Harry. Snape patrzył na niego morderczo. – Słyszałem jak profesor Quirrell o tym mówił.
Niepotrafiący trzymać języka za zębami dureń – pomyślał Harry, słysząc mamrotanie Snape’a.
- Studenci nie powinni wiedzieć o trzecim piętrze, Potter. Proponuję, żebyś o tym zapomniał.
Harry skinął głową.
- Tak, sir. – Z tym słowami zostawił Mistrza Eliksirów i poszedł z Ronem i Hermioną do chaty Hagrida, gdzie Hagridowi udało się przypadkowo wygadać imię Nicholasa Flamela.

Czekam na 2 komentarze i jedziemy dalej! ;D

3 komentarze:

  1. Robi się coraz ciekawiej :D Chociaż mam wrażenie, że Severus nie zareaguje dobrze, gdy już dowie się, że Harry jest jego synem, a Dumbledore od początku to wiedział. Podoba mi się też to, że główne wydarzenia z kanonu są właściwie zachowane, mimo że w trochę innej wersji.
    Weny! Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest super, cały czas trzyma w napięciu i myśle że dla Severusa będzie dużym szokiem jak sie dowie o tym że jest ojcem Harr'ego.
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe opowiadanie, utrzymuje napięcie i fajnie się rozwija. Zastanawia mnie kto jeszcze zauważy że Harry i Severus są podobni.

    OdpowiedzUsuń