piątek, 12 maja 2017

KCL - Część 7


- Jeszcze raz spróbuj sobie przypomnieć, Harry – nakazała Hermiona.
Harry westchnął. Odkąd został zwolniony ze skrzydła szpitalnego, próbowali dowiedzieć się, kto był niedoszłym zabójcą Harry’ego. Dumbledore poprosił ich, żeby nie mówili nikomu o próbie odebrania Harry’emu życia i pozwolili zająć się tym nauczycielom. Harry, Ron i Hermiona wymienili spojrzenia, decydując, że nauczyciele nie będą w stanie pomóc. Nigdy wcześniej nie byli.
- To mógł być Malfoy – zasugerował Ron. – Założę się, że bardzo by chciał odegrać się na Harrym.
Ignorując go, Hermiona wciąż patrzyła na Harry’ego wyczekująco.
Harry potarł głowę.
- Mówiłem ci już. Siedziałem i jadłem śniadanie, a potem zaczęła mnie boleć blizna.
- Ostatnim razem powiedziałeś to samo. Więc ktokolwiek próbuje cię zabić, sprawia, że boli cię blizna. Powiedziałeś, że na uczcie był to Snape.
- Tak, ale Snape nie podałby Harry’emu antidotum, gdyby próbował go zabić – powiedział logicznie Ron.
- Snape nie próbuje mnie zabić – stwierdził Harry.
- Pamiętasz coś więcej, Harry? – zapytała Hermiona. – Zauważyłeś przy stole kogoś jeszcze, kto wzbudzał podejrzenia?
Harry ponownie potarł czoło.
- Powiedziałem ci, że nie, Hermiono. Moja blizna zaczęła boleć, a potem… - przerwał, spoglądając na nią. Z przodu jego umysłu pojawiło się wspomnienie. – A potem upadł na nas profesor Quirrell, a ty mu pomogłaś – powiedział powoli. Wszystko zaczęło mieć sens. – Podczas pierwszej uczty, Quirrell siedział obok Snape’a. Pamiętam, że mówiłeś coś o tym do Percy’ego. To Quirrell musiał sprawić, że zabolała mnie blizna, nie Snape!
Hermiona sapnęła.
- Myślisz, że to Quirrell próbuje cię zabić? – zapytała cicho.
- Tak – odparł Harry, odchylając się do tyłu na krześle. – Tego dnia, gdy spadłem ze schodów, też poczułem czyjąś obecność i ból blizny. To musiał być Quirrell. McGonagall powiedziała, że to była czarna magia.
- Chwilunia – powiedział Ron, - słyszeliśmy, jak pierwszy raz Quirrell mówił o Puszku, pamiętacie? Uważacie, że Quirrell chcę dostać Kamień?
- Oczywiście, Ron! – powiedziała Hermiona z podnieceniem. – Myślę, że próbuje dostać się do Kamienia przez cały rok. Pewnie musiał wypuścić trolla dla zmyłki.
- A Snape chciał go zatrzymać. To dlatego nie był z innymi nauczycielami – zakończył Harry.
- Ale to wciąż nie wyjaśnia, dlaczego wciąż próbuje zabić Harry’ego – powiedziała Hermiona w zamyśleniu.
- Harry jest chłopcem, który przeżył, Hermiono! – powiedział Ron. – Wiele ludzi chciałoby go wykończyć.
- Dzięki, Ron – mruknął Harry ponuro.
- Zawsze do usług, kumplu.
- Co powinniśmy zrobić? – zapytała Hermiona nerwowo. – Może trzeba powiedzieć Dumbledore’owi o naszych podejrzeniach?
- Nie, jeszcze nie . Nie póki nie będziemy mieli więcej dowodów – zdecydował Harry.
Przez chwilę siedzieli w ciszy.
- Może odwiedzimy Hagrida? – zasugerował Ron, wstając i przeciągając się. – To strasznie nudne. Poza tym, chcę wiedzieć, czego szukał tego dnia w bibliotece.
^^^
- Nie mogę uwierzyć, że Hagrid ma smoka! – wykrzyknął Ron, kiedy wracali do zamku. – Tylko przeszkoleni eksperci powinni pracować z Norweskimi Smokami Kolczastymi.
- Ucisz się, Ron – powiedział Harry, uciszając go, - Nie chcemy, żeby ktoś usłyszał.
- Hagrid będzie miał wielkie kłopoty, jeśli ktoś się dowie – mruknęła Hermiona, wykręcając dłonie.
- P-p-panie, P-P-Potter, s-słyszałem, że był p-pan w s-s-skrzydle szpitalnym.
Harry podskoczył, gdy głos profesora Quirrella przerwał ich rozmowę. Przeszedł przed Rona i Hermionę, dotykając ręką różdżki w kieszeni. Potem, gdy zobaczył grupę uczniów zielarstwa, kręcących się wokół nich, Harry rozluźnił uścisk.
- Tak, proszę pana. Zostałem otruty – powiedział swobodnie.
- N-n-następnym razem p-p-powinien pan bardziej uwa-ażać na to, c-co pan je, panie P-Potter – wyjąkał.
- Będę o tym pamiętać, profesorze – powiedział Harry, wciąż starając się utrzymać swobodny ton.
- Profesorze Quirrell - wtrącił się jedwabisty głos, - zdaje mi się, że profesor Dumbledore pana szuka. Chciałby pana zobaczyć w swoim gabinecie.
- O-o-oczywiście, S-Severusie – powiedział profesor, niemal podskakując na dźwięk głosu Snape’a. Nerwowo ruszył w stronę zamku.
Ignorując trójkę pierwszorocznych, Snape ruszył w swoją drogę.
- To było dziwne – skomentował Ron.
- On też myśli, że to Quirrell – wymamrotał Harry. Biegnąc za Snapem, zawołał: - Profesorze!
- Co, Potter? – warknął Snape, okręcając się, by spiorunować go wzrokiem.
Harry cofnął się, zaskoczony ilością jadu w głosie Snape’a, ale błądził dalej.
- Myśli pan, że to Quirrell mnie otruł? – zapytał.
- Bądź cicho, głupi dzieciaku – ryknął Snape, rozglądając się, jakby spodziewał się, że ktoś będzie patrzył. – Dla pana to profesor Quirrell, Potter, i sugeruję, żebyś nie mieszał się w sprawy, które ciebie nie dotyczą.
- Ale jeśli próbował mnie zabić to mnie to dotyczy – stwierdził Harry. Dlaczego Snape tak się zachowywał? Zazwyczaj jasno mówił Harry’emu prawdę.
- Dziesięć punktów od Gryffindoru za pyskowanie. A teraz zostaw mnie w spokoju, Potter.
- Harry – niemal wyszeptał chłopak.
- Kolejne pięć punktów – powiedział Snape, nie patrząc mu w oczy i ruszył w swoją drogę.
Harry patrzył za nim, ale nic nie powiedział. Snape pewnie był tylko w złym humorze, zdecydował, ale nie potrafił nic poradzić na lekkie poczucie przygnębienia.
- O co chodziło? – zapytał Ron, gdy Harry do nich dołączył.
- O nic – powiedział krótko Harry. Wszystko zostało zapomniane, kiedy myśli o Quirrellu wirowały w ich głowach.
Dopiero po kilku dniach przypomnieli sobie o smoku Hagrida, ale było już za późno. Draco Malfoy najwyraźniej szpiegował Hagrida i doniósł na niego. Smok Hagrida, Norbert, został odesłany. Dobre w tym wszystkim było jedynie to, że Malfoy nie spał mimo godziny policyjnej i dostał szlaban.
^^^
Ciemna, zakapturzona postać przechodziła przez las. Stworzenia lasu zdawały się wyczuć ciemność wokół niej, bo nie dawały się zobaczyć. Wszystkie z wyjątkiem jednego, najczystszego ze wszystkich.
Podszedł do niej bliżej. Zwierze mu pomoże, ożywi go, samo da mu siłę, póki nie będzie miał innej.
Podchodził coraz bliżej. Wydawało się, że wyczuło go, rozglądając się dookoła, jednak już zaatakował.
Harry obudził się gwałtownie i podskoczył na łóżku. Sen był tak realny, że spodziewał się, że znajdzie się w lesie. Zastanawiał się, kim była zakapturzona postać.
Chwytając swój niewidzialny płaszcz, wyszedł cicho z wieży i przez Salę Wejściową na zewnątrz. Drzwi zaskrzypiały lekko, kiedy je otworzył, ale Harry był pewny, że nikt nie słyszał. Na zewnątrz było chłodno, więc zadrżał i owinął ciaśniej szaty wokół siebie.
Podszedł na skraj Zakazanego Lasu. Mimo że nie był nigdy w środku, czuł, że zakapturzona postać ze snu była tutaj. Stał, obserwując przez dłuższy czas, nie będąc całkiem pewny, dlaczego. Było całkiem prawdopodobne, że sen był właśnie tym. Snem. Wtedy Harry usłyszał za sobą kroki i głosy.
- To należy do zadań służby – wycedził niewątpliwie Draco Malfoy.
Harry szybko sięgnął po niewidzialny płaszcz i zdołał go ubrać w momencie, gdy dostrzegł Malfoya i Hagrida na skraju Zakazanego Lasu.
- Słuchaj uważnie, bo to, co będziemy dzisiaj robić, jest niebezpieczne – mówił Hagrid. Harry podszedł bliżej, słuchając wyjaśnień Hagrida o krwi jednorożca.
Martwy jednorożec, pomyślał Harry, a jego krew stała się zimna. Podążył za Malfoyem i Hagridem do lasu i obserwował, jak rozdzielają się, a Malfoy bierze ze sobą Kła. Harry zdecydował iść za Malfoyem i Kłem i rozkoszować się oczywistym strachem Malfoya.
Gdy szli, srebrna krew błyszczała w świetle księżyca. Nagle blizna Harry’ego zaczęła boleć, gdy zbliżyli się do polanki. Chwyciwszy się za czoło, Harry zobaczył coś białego na środku polanki. Zrozumiał, że to martwy jednorożec. To oznaczało, że zakapturzona postać też musi być w pobliżu.
Ból w bliźnie stał się mocniejszy, powodując, że Harry upadł na kolana. Potem Harry go zobaczył: zakapturzona postać wyłoniła się z cienia i podeszła do jednorożca, z którego zaczęła wypijać krew. Malfoy krzyknął, a Kieł zaczął szczekać.
Zakapturzona postać odwróciła się do Malfoya i Kła i zaczęła iść w ich stronę. Kieł zaczął szaleńczo szczekać i w pośpiechu uciekać, wpadając na Malfoya, który upadł na ziemię. Zakapturzona osoba rzuciła się w stronę Malfoya i Harry, zdając sobie sprawę z tego, że musi coś zrobić, odepchnął od siebie ból i podbiegł przed Malfoya z wyciągniętą różdżką, a płaszcz ześlizgnął się z niego.
- Uciekaj! – krzyknął i choć raz, Malfoy posłuchał go, odwracając się do ucieczki. Postać zbliżyła się teraz do Harry’ego i Harry musiał zamknąć oczy, by odsunąć od siebie ból. Usłyszał tętent kopyt, a kiedy otworzył oczy, postać zniknęła, a przed nim stał centaur.
Centaur przedstawił się jako Firenzo i gdy zabierał Harry’ego do Hagrida, wyjaśnił Harry’emu, że krew jednorożca była tylko używana jako środek przeżycia dla zdesperowanej duszy.
- Voldemorta – wyszeptał Harry, a jego myśli pędziły.
- Cholibka, Harry, nic ci nie jest? Co ty tu robisz? – zapytał Hagrid, kiedy Firenzo zabrał go z powrotem. Malfoy stał z Hagridem, wyglądając na sparaliżowanego.
- Tam jest jednorożec, Hagridzie – powiedział mu Harry.
- Najpierw was odprowadzę – powiedział Hagrid. W głowie Harry’ego brzęczało od myśli, gdy wracali. Wciąż trząsł się, gdy tylko pomyślał o zakapturzonej postaci.
Kiedy dotarli do Sali Wejściowej, czekała na nich profesor McGonagall z Ronem, Fredem i Georgem. Usta McGonagall zacisnęły się surowo, kiedy zobaczyła Harry’ego.
- Harry, co się stało? – zapytał Ron, podbiegając do niego i rzucając Malfoyowi dezaprobujące spojrzenie.
- Widzę, że znalazłeś naszego krnąbrnego Gryfona, Hagridzie – powiedziała McGonagall, patrząc na Harry’ego surowo.
- Znalazł żem go w lesie, pani profesor – powiedział Hagrid.
O ile to możliwe, usta McGonagall stały się jeszcze cieńsze.
- Dziękuję, Hagridzie, zajmę się tym. Panie Malfoy, może pan wracać do pokoju wspólnego.
Bez słowa czy spojrzenia, Malfoy odszedł, zostawiając czwórkę Gryfonów na łasce opiekunki domu. McGonagall w ciszy poprowadziła ich do gabinetu.
- Jestem absolutnie zdegustowana – powiedziała McGonagall. – Uczniowie wyszli z łóżek i to nie mniej, ni więcej, do Zakazanego Lasu. – Harry spuścił wzrok na stopy i uderzyła w niego nagle powaga tego, co zrobił. – Rozumie pan sytuację, w jakiej się pan znajduje, panie Potter. Jestem pewna, że nie muszę panu przypominać. Jestem tobą bardzo rozczarowana i jestem pewna, że profesor Snape również będzie.
Na te słowa, Harry uniósł wzrok. Nie mogła powiedzieć Snape’owi! Znienawidzi Harry’ego za złamanie zasad.
- Proszę, pani profesor… - zaczął.
- O nie, panie Potter. Usłyszy o tym. A ja daję ci tygodniowy szlaban. Poza tym, Gryffindorowi zostanie odjęte sto pięćdziesiąt punktów.
- Sto pięćdziesiąt! – zapytał Harry.
- Tak.
- Pani profesor, nie może pani.
- Niech mi pan nie mówi, co mogę, a co nie, panie Potter. A teraz wracajcie wszyscy do łóżek.
Z trudem dobrnęli ponuro do pokoju wspólnego. To, że stracili w jedną noc dwieście punktów było dla nich wielkim ciosem.
- Co wyście robili? – zapytał w końcu Harry.
- Szukaliśmy ciebie – powiedział Ron. – Obudziłem się i zobaczyłem, że nie ma cię w łóżku. Pomyślałem, że stało ci się coś złego przez… no wiesz. Nie mogłem dostać się do dormitorium dziewczyn, więc poprosiłem Freda i George’a o pomoc. W jakiś sposób wiedzieli, że jesteś w Zakazanym Lesie, więc poszliśmy i wpadliśmy na McGonagall. – Spiorunował bliźniaków z podejrzaną miną, a ci starannie go zignorowali.
- A tak w ogóle, co tam robiłeś, Harry? – zapytał George, zdejmując z siebie uwagę innych.
- Nie mogłem spać, więc poszedłem na spacer – wymamrotał Harry, wiedząc, jak głupio brzmi jego wymówka.
- Kurcze, Harry, wiesz, że aprobujemy łamanie zasad, ale jest na to odpowiedni czas i miejsce – powiedział Fred.
- Przepraszam – rzekł Harry nieszczęśliwie. – To tylko moja wina, że Gryffindor jest na ostatnim miejscu.
Fred i George wymienili spojrzenia.
- Rozchmurz się, Harry, my zawsze tracimy punkty – powiedział George.
- Ale nie sto pięćdziesiąt na raz.
- Może nadrobimy je podczas meczu Quidditcha – rzekł Fred.
- Powinniśmy iść po nauczyciela zamiast próbować cię znaleźć – mruknął Ron.
- Cóż, to wywróci do góry nogami nasz końcoworoczny kawał, co nie Fred? – zapytał George.
- Myślę, że nadal ma potencjał – powiedział Fred z psotnym spojrzeniem.
- Co za kawał? – zapytał Ron z podejrzliwością.
- Poczekaj a zobaczysz, mały braciszku – powiedział Fred.
Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu na wybryki bliźniaków. Kiedy razem z Ronem wrócił do dormitorium, Ron w końcu zapytał:
- Co robiłeś w lesie, Harry?
- Powiem ci jutro, gdy spotkamy się z Hermioną – powiedział Harry, wciąż potrzebując czasu, by przetrawić to, co usłyszał.
Ron wzruszył ramionami i wrócił do łóżka.
- Przy okazji, Ron – zapytał Harry. – Dlaczego nie mogłeś dostać się do dormitorium Hermiony?
Ron zarumienił się i wymamrotał coś o ślizgających się schodkach. Harry potrząsnął głową. Zapyta Rona jutro.
Kiedy Harry zaciągnął z powrotem kotary swojego łóżka, jego płaszcz leżał złożony z notką, napisaną tym samym wąskim pismem:
- Na wszelki wypadek.
^^^
Gryfonom nie zajęło długo czasu zorientowanie się, że przez noc stracili sto pięćdziesiąt punktów przez Harry’ego Pottera. Gryfoni całkowicie omijali Harry’ego i nawet Puchoni i Krukoni wydawali się zimni.
- Przejdzie im – pocieszyła go energicznie Hermiona. Nie przejmowała się dziecinnym zachowaniem Gryfonów, ale nie była też pod wrażeniem tego, co zrobił Harry. Harry wciąż nie miał szansy na powiedzenie im, co się stało w lesie, choć oboje byli strasznie ciekawi jego powodów.
Snape wciąż ignorował go przez cały dzień. Był zły za to, co zrobił Harry, pomyślał. Ale Snape wcześniej też zachowywał się względem niego chłodno, zauważył.
Jedną z dziwnych rzeczy, które okazały się po stracie punktów przez Gryffindor była reakcja Draco Malfoya. Harry oczekiwał, że będzie chełpić się, że Slytherin jest teraz na pierwszym miejscu, ale tego nie robił. Gdy Harry wracał do pokoju wspólnego po ciężkim szlabanie z Filchem, zaczepił go Malfoy.
- Potter – powiedział Malfoy, zbliżając się. Tym razem nie otaczali go Crabbe i Goyle.
- Czego chcesz, Malfoy? – zapytał Harry ze zmęczeniem, chcąc tylko wrócić do pokoju wspólnego, by porozmawiać z Ronem i Hermioną.
Malfoy patrzył na niego przez moment z zakłopotaniem, po czym wzruszył ramionami.
- Uratowałeś mi życie, Potter.
- Nie do końca. Firenzo by ci pomógł – powiedział słabo Harry.
Malfoy wyglądał, jakby poczuł ulgę, więc Harry zaczął odchodzić.
- Potter! – zawołał za nim Malfoy. Harry westchnął i odwrócił się. – Przepraszam za zdjęcie twojej matki.
Chwilę wpatrywali się w siebie, po czym Malfoy skinął głową i odszedł. To było dziwne, pomyślał Harry.
Ron i Hermiona czekali na niego, gdy wszedł do pokoju wspólnego. Kiedy usiedli na fotelach naprzeciw ognia, zaczęli zadawać mu pytania. Harry mówił, co się stało; od momentu, gdy miał sen (Hermiona wyglądała na zdenerwowaną, gdy mówił o swojej nocnej wędrówce) aż do tego, co powiedział mu Firenzo.
- Quirrell próbuje ukraść kamień dla Voldemorta – powiedział Harry, gdy skończył opowiadać, co się stało w lesie.
Ron wzdrygnął się.
- Czy mógłbyś nie wymawiać jego imienia?
Harry zignorował go.
- To dlatego boli mnie blizna. Myślę, że to dzieje się tylko wtedy, gdy Voldemort jest w pobliżu. A teraz musimy poczekać, aż Quirrell zdobędzie kamień. Wtedy Voldemort będzie mógł mnie wykończyć.
- Przestań, Harry – powiedziała Hermiona. – Dumbledore jest jedynym czarodziejem, którego boi się Sami Wiecie Kto. Dopóki jest w pobliżu, jesteśmy bezpieczni.
- Ale co jeśli nie jesteśmy, Hermiono – powiedział gorączkowo Harry. – Dumbledore nie potrafił powstrzymać trolla przed wejściem ani Quirrella przed dwukrotnym zabiciem mnie. Co jeśli nie potrafi powstrzymać Voldemorta przed zdobyciem kamienia? – Zaczął chodzić przed kominkiem.
- Może jeszcze nie wymyślił powodu, jak przejść koło Puszka – zasugerował Ron.
Harry zatrzymał się.
- Hagrid – wyszeptał. Wybiegł z pokoju wspólnego do chatki Hagrida, a Ron i Hermiona deptali mu po piętach, próbując powstrzymać się przed pytaniem, co się działo.
- Hagrid! – krzyknął Harry, pukając do drzwi.
- Harry? – zapytał Hagrid, otwierając drzwi. – Co się dzieje?
- Hagrid, nieznajomy, którego spotkałeś w pubie, który dał ci smoka, jak on wyglądał? – zapytał nagląco Harry.
- Nie wiem, prawda? Nosił kaptur – powiedział Hagrid.
- Rozmawialiście? – zapytał Harry.
- Tja, pytał, jakimi stworzeniami się opiekuję i powiedziałem mu o Puszku, że smok nie będzie problemem.
- Interesował się Puszkiem?
- Oczywiście. Jak często spotka się trójgłowego psa? Powiedziałem mu, że trzeba wiedzieć, jak go uspokoić. Taki Puszek, zagra się mu trochę i zaraz zasypia.
Harry spojrzał na Hagrida z przerażeniem, po czym wrócił biegiem do zamku. Ponownie zaczął chodzić przed kominkiem.
- Więc Quirrell tylko czeka, aż Dumbledore wyjedzie. A wtedy pójdzie ukraść kamień.
Pozostaje nam tylko czekać.
Harry nie był pewny, jak przebrnął przez egzaminy, kiedy był pewny, że Voldemort może pojawić się lada dzień. Patrzył na stół nauczycielski przy każdym posiłku, by upewnić się, że Dumbledore wciąż tam jest i pytał McGonagall, czy dyrektor nadal będzie obecny w szkole.
Aż pewnego dnia po egzaminach, powiedziała:
- Obawiam się, że dyrektor został pilnie wezwany do Ministerstwa, panie Potter.
- Nie ma go – powiedział Harry z odrętwieniem.
- Tak – rzekła. – Oczywiście, zawsze może pan porozmawiać ze mną, jeśli zajdzie taka potrzeba.
- Jasne, pani profesor – powiedział, wracając do pokoju wspólnego w zamyśleniu.
- Harry, musimy komuś powiedzieć – powiedziała Hermiona, gdy ich o tym poinformował.
Ron skinął głową, wyglądając blado.
Hermiona obniżyła ramiona, jakby gotowała się do kłótni.
- M-myślę, że powinieneś powiedzieć Snape’owi o kamieniu. I chyba też powinieneś powiedzieć mu prawdę.
- Hermiono, nie mogę. Nie zrobiłem jeszcze wystarczająco dużo, nie pokazałem mu… - zaczął Harry.
- Harry, dostawanie coraz lepszych ocen i zachowywanie się nie sprawi, że pokocha cię bardziej – powiedziała Hermiona.
- To mówi Hermiona – powiedział Harry, uśmiechając się słabo do Rona.
Ron nie odpowiedział na uśmiech.
- Hermiona ma rację, kumplu. Spójrz na Freda i George’a. Cały czas wpadają w kłopoty, a mama zawsze dostaje sowy na ich temat, ale wciąż kocha ich tak mocno, jak Percy’ego.
- Więc co zrobić, żeby mnie pokochał? – wyszeptał Harry.
- Bądź sobą, Harry – powiedziała stanowczo Hermiona. – Musisz powiedzieć mu prawdę.
- Boję się – przyznał Harry.
- Wiem – mruknęła łagodnie Hermiona, - ale oboje zasługujecie na prawdę.
Harry odwrócił się do Rona, który powiedział:
- Też tak uważam, Harry.
Harry popatrzył w ogień.
- Okej – powiedział cicho. – Powiem mu.


2 komentarze:

  1. Nie wierze w takim momencie przerwać !!! Snape jak widać wprowadził w życie swój plan odseparowania się od Harry'ego, a tu nagle Potter podejmuje decyzje że mimo wszystko w końcu mu powie. Ciekawi mnie czy pójdą sami po kamień czy ktoś im jednak pomoże. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się pod komentarzem Lunatyka. Pochłonęłam dziś całość i nie mogę się doczekać następbych części. Gdzie Ty wynajdujesz takie perełki?
    Pozdrawiam,
    Astra

    PS Jak poszły egzaminy? Mam nadzieję, że dobrze. Sama poprawiałam matmę i mam nadzieję, że się udało. To mój słaby punkt.

    OdpowiedzUsuń