sobota, 20 maja 2017

SR - Rozdział 2 - Niechciane sny


Pokój był zniszczony, brudny i oświetlony tylko przez ogień w kominku. Jedna osoba siedziała w fotelu naprzeciwko kominka, podczas gdy inna klęczała przy boku krzesła. Klęczący mężczyzna nosił czarny płaszcz, który zakrywał wszystkie jego cechy, ale jego ręce były widoczne. Wyraźnie drżały i miały w sumie tylko dziewięć palców. Dla wszystkich, którzy czytali „Proroka Codziennego” było jasne, że ta osoba to Peter Pettigrew.
Peter Pettigrew, zwany też Glizdogonem przez swoich byłych przyjaciół z powodu swojej animagicznej formy (szczura), został zatrzymany przez Ministerstwo, jednak w jakiś sposób zdołał uciec tuż po zakończeniu procesu Blacka. Nikt nie wiedział jak albo czy rozmawiali. Aurorzy szukali uciekiniera, ale z niewielkimi rezultatami. Znalezienie szczura z tylko czterema palcami w lewej, przedniej łapie było jak szukanie igły w stogu siana.
Cichy, pełen przerażenia głos Pettigrew wypełnił pokój.
- Mój panie, jest jeszcze trochę, jeśli wciąż jesteś głodny – powiedział.
Osoba na fotelu przemówiła, ale jego głos nie brzmiał ludzko. Był wysoki i szokująco zimny.
- Nie teraz – syknął. – Przesuń mnie bliżej, Glizdogonie. – Glizdogon zrobił, co mu kazano, przesuwając krzesło bliżej ognia, po czym ukląkł. – Gdzie Nagini? – zapytał z irytacją mężczyzna o wysokim głosie.
- N-nie jestem pewny, mój panie – odpowiedział nerwowo Glizdogon. – Myślę, że bada teren. Mogę spytać, jak długo tu zostaniemy?
- To się zobaczy – powiedział wysoki głos. – Musimy poczekać, aż przeminą Mistrzostwa Świata w Quidditchu. Każdy czarodziej i czarownica w cholernym Ministerstwie Magii będą wypatrywać jakiejkolwiek niecodziennej aktywności, podwójnie sprawdzając wszystko i wszystkich. Tak musi być.
- Mój panie, czy musisz użyć Harry’ego Pottera? – zapytał cicho Glizdogon, niemal z przerażeniem. – Teraz jest dobrze chroniony w Hogwarcie z kundlem i wilkołakiem jako opiekunami. Ktoś inny mógłby być łatwiejszym…
- Łatwiejszym, to prawda, ale mam swoje powody – powiedział stanowczo wysoki głos. – To musi być Harry Potter. Mam plany, które zadziałają bez względu na ochronę, którą, jak wierzy ten głupiec, Dumbledore, ma nad chłopakiem. Z twoją odrobiną odwagi, Glizdogonie, wszystko pójdzie tak, jak zaplanowałem. Czy proszę o zbyt wiele od tchórza takiego, jak ty?
- Mój panie! – powiedział Glizdogon w panice. – T-to ja przyprowadziłem dla ciebie Berthę Jorkins! Była użyteczna! Miała informację…
- Tak, miała, ale to raczej było tylko szczęście. Nie okłamuj mnie. Wiesz, co robię tym, co kłamią. Jej informacje były nieocenione, to prawda. Będziesz nagrodzony, Glizdogonie. Jest zadanie, które będziesz mógł wykonać, zadanie, za które wielu moich zwolenników oddałoby prawą rękę, ale to nie może zostać jeszcze ujawnione. Kiedy nadejdzie czas, będziesz tak użyteczny jak Bertha Jorkins.
Pettigrew zadrżał ze strachu.
- C-czy też mnie zabijesz? – zapytał ochrypłym głosem.
- Dlaczego miałbym to zrobić? – zapytał chytrze wysoki głos. – Bertha została zabita, ponieważ było to konieczne. Nie mogliśmy pozwolić jej wrócić do Ministerstwa z tym, co widziała, czyż nie? Powinienem być martwy, a na ciebie poluje całe Ministerstwo Magii. Zmodyfikowanie jej pamięci nie wchodziło w rachubę. Zaklęcia pamięciowe można złamać, przez co wrócilibyśmy do problemu zostania zidentyfikowanym.
Cisza wypełniła pokój. Właściciel wysokiego głosu musiał być głęboko zamyślony, ponieważ Pettigrew nic nie powiedział. Jedynie czekał, aż „jego pan” przemówi.
- Cierpliwości, Glizdogonie – powiedział z rezerwą wysoki głos. – Skoro mój wierny sługa jest w Hogwarcie, Harry Potter jest już całkiem mój. Tak musi być. – Rozległ się słaby, syczący odgłos. – Chyba słyszę Nagini – powiedział, po czym zaczął syczeć.
Chwilę później do pomieszczenia wszedł z innego pokoju wielki na niemal dwanaście stóp wąż, zasyczał do mężczyzny z wysokim głosem, który odpowiedział również syczeniem. To było niemal tak, jakby się rozumieli. To niemal tak, jakby mężczyzna mógł mówić w jakimkolwiek dziwnym języku węże mówiły. Pettigrew pozostał tam, gdzie klęczał, ale jasne było, że widok węża i mężczyzny, syczących do siebie sprawiało, że stawał się nerwowy… cóż, bardziej nerwowy niż już był.
- Według Nagini stary mugol stoi w pokoju obok i wszystkiego słucha – powiedział mężczyzna z wysokim głosem po angielsku, kiedy wąż zwinął się na dywaniku obok krzesła.
BIEGNIJ! Nie pozwól mu się zobaczyć!
Pettigrew skoczył na równe nogi i pospieszył do drzwi, po czym otworzył je na oścież, ujawniając staruszka z laską, patrzącego na Pettigrew w przerażeniu. Jasne było, że mężczyzna miał chorą nogę i dlatego nie był w stanie uciec. Chwytając mężczyznę za ramię, Pettigrew wciągnął go do pokoju tak, ze stanął przed plecami fotela.
- Jak wiele słyszałeś, mugolu? – zapytał z ciekawością wysoki głos.
- Jak mnie nazywasz? – zapytał z odwagą staruszek.
- Mugolem, czyli nie jesteś czarodziejem, a zatem również jesteś nikim ważnym – powiedział zimno wysoki głos.
- To jakieś bzdury – powiedział twardo staruszek. – Słyszałem dość, by iść na policję. Zamordowałeś i planujesz kolejne morderstwo! Kiedy moja rodzina dowie się, że zniknąłem, pójdą za mnie na policję.
- Ty nie masz rodziny, Franku Bryce – powiedział cicho ukryty mężczyzna. – Mieszkasz sam na tych ziemiach. Powinieneś wiedzieć, że lepiej nie kłamać Lordowi Voldemortowi, mugolu. Odwróć moje krzesło, Glizdogonie, żebym mógł stanąć przed mugolem, który śmiał stanąć mi na drodze.
NIE! Uciekaj, póki możesz! On cię zabije!
Pettigrew zaskomlał, ale zrobił, co mu kazano. Powoli odwrócił krzesło, póki nie stało przodem do staruszka, który natychmiast upuścił laskę i krzyknął głośno. Voldemort uniósł różdżkę, celując nią w krzyczącego mężczyznę. Wymamrotał słowa, po których z jego różdżki wystrzeliło zielone światło. Krzyk urwał się gwałtownie, kiedy Frank Bryce zgiął się na podłogę.
NIE! PROSZĘ NIE!
Był martwy.
W swoim pokoju w Hogwarcie, Harry Potter w końcu obudził się z okropnego snu, oddychając ciężko, zalany potem, a jego blizna w kształcie błyskawicy na czole paliła. Zajęło Harry’emu chwilę zanim zdał sobie sprawę, że jest trzymany w miejscu i spojrzał na rozmazane twarze Syriusza i Remusa. Zaczął się trząść, patrząc na opiekunów z przerażeniem. To się nie wydarzyło. To się nie mogło wydarzyć.
Syriusz i Remus powoli puścili nastolatka.
- Krzyczałeś przez sen, Harry – powiedział z niepokojem Syriusz. – Próbowaliśmy cię obudzić przez pięć minut. Chcesz o tym porozmawiać?
Harry zamknął oczy i poczuł, że łza spływa po jego policzku. Jak mógłby im powiedzieć? Jak mogę tego nie zrobić.
- T-to był Voldemort – powiedział Harry, jego głos drżał tak, jak ciało, – i Pettigrew. Voldemort zabił kobietę o imieniu Bertha Jorkins zaraz po tym, jak wydobył z niej jakieś informacje. Właśnie zabił mugola Franka Bryce’a. Posłał kogoś tutaj, by mnie dorwał…
Syriusz natychmiast pociągnął Harry’ego do uścisku, podczas gdy Remus wybiegł z pokoju.
- Już dobrze, Rogasiątko – powiedział miękko, zaczynając kołysać Harrym w tył i w przód, by pocieszyć nastolatka. – To był tylko sen…
- Ale boli mnie blizna – przerwał mu Harry. Ból powoli odchodził, ale nadal bolało, a tego Harry nie czuł przez lata. – To się stało tylko, kiedy Voldemort był w Hogwarcie podczas mojego pierwszego roku. Wiem, że go tu nie ma, więc dlaczego mnie tak boli?
Syriusz milczał, wciąż trzymając chrześniaka. Harry nie lubił ciszy. Syriusz zawsze wydawał się mieć odpowiedź na wszystko, nawet jeśli tą odpowiedzią było „Zapytaj Lunatyka”. Dla Harry’ego, jego opiekunowie znali wszystkie odpowiedzi. Chowając twarz w pierś chrzestnego, Harry po prostu trzymał się go ciasno, nawet nie słysząc, jak Remus wrócił z towarzystwem.
- Syriuszu? – zapytał miękko Remus.
- Boli go blizna – powiedział Syriusz, zerkając przez ramię na Remusa, a jego oczy milcząco błagały o stłumienie jego obaw. – Proszę, powiedz mi, że to nie to, co myślę.
Łagodna dłoń spoczęła na ramieniu Harry’eg, zmuszając go, by podniósł wzrok i zobaczył profesora Dumbledore’a, patrzącego na niego ze współczuciem. Ich oczy się spotkały i przez dłuższą chwilę, żaden nic nie mówił, patrząc na siebie nawzajem. Kiedy w końcu Dumbledore zerwał kontakt wzrokowy, Harry schował twarz z powrotem w pierś Syriusza, chcąc tylko zapomnieć o wszystkim, co widział.
- Dumbledore? – szepnął Remus. – To coś więcej niż koszmar, prawda?
- W tym momencie trudno powiedzieć – odpowiedział profesor Dumbledore, a zwykły uprzejmy ton zniknął z jego głosu. – Wiem, że ostatnią rzeczą, jakiej pragniesz, jest ujawnienie, czego byłeś świadkiem, Harry, ale w razie, gdyby była to prawda, musimy wiedzieć. Możesz to dla nas zrobić?
Opowiadanie swojego koszmaru rzeczywiście było ostatnią rzeczą, jakiej Harry chciał, ale jak mógłby odmówić, kiedy prosili go w ten sposób? Odsuwając się od ramion ojca chrzestnego, Harry spojrzał na profesora Dumbledore’a i skinął głową, po czym ponownie zaczął opowiadać, czego był świadkiem Remus przysunął krzesła dla siebie i Dumbledore’a, podczas gdy Syriusz pozostał na swoim miejscu na łóżku, siedząc twarzą do Harry’ego. Zarówno Syriusz jak i Remus wyglądali na gotowych do doskoczenia do niego w momencie, gdy Harry miałby kłopoty, ale to nigdy się nie stało.
Kiedy Harry opowiedział trzem czarodziejom wszystko, co pamiętał, profesor Dumbledore podziękował mu i namawiał, żeby spróbował zasnąć. Łatwiej było powiedzieć, niż zrobić. Harry wciąż trząsł się i skończyło się na tym, że wycofał się na sofę w pokoju z Remusem, który nalegał, że jest całkiem przytomny i posłał Syriusza do łóżka.
Ponieważ Harry ledwo utrzymywał oczy otwarte, gdy dotarł do sofy, Remus okrył go kocem i poprowadził go, by położył głowę na jego kolanach. Patrząc na gasnący ogień, Remus nawet nie zauważył, kiedy Harry odpłynął. Wiedział tylko, że Albus Dumbledore wierzy, że sen Harry’ego był czymś więcej niż zwykłym koszmarem.
^^^
Dźwięk cichych głosów powoli wyciągnął Harry’ego ze snu. Pierwszy głos brzmiał jak Syriusz, podczas gdy drugi wybitnie przypominał panią Weasley. Nie chcąc się jeszcze budzić, Harry jęknął i odwrócił się, naciągając koc na głowę, zdobywając tym chichot kogoś będącego bardzo blisko. Jego głowa opierała się na czymś mocnym, ale nie twardym, co było dziwne. Jego poduszka zwykle była miękka.
Łagodna dłoń zaczęła gładzić jego plecy, odciągając jego dodatkowe oszołomienie. Harry ponownie jęknął w proteście, zwijając się pod kocem w kulkę. Z jakiegoś powodu czuł się wyczerpany tak, jakby nie spał przez całą noc. To wtedy Harry przypomniał sobie, że miał koszmar, choć szczegóły były już raczej ogólnikowe. Był o Voldemorcie i Pettigrew, ale w rzeczywistości tylko tyle Harry pamiętał.
- No dalej, Harry – powiedział łagodnie Remus. – Czas wstawać. Nie chciałbyś śniadania?
Harry zdjął koc z głowy i spojrzał na rozmazanego Remusa zmęczonymi oczami, a moment później ponownie je zamknął.
- Zmęczony – mruknął, owijając koc ciasno wokół ciała. Normalnie jedzenie działało na Syriusza, ale Harry nigdy nie jadł zbyt wiele, przez ciągły wpływ lat z Dursleyami, na wspomnienie których Syriusz miał zwyczaj nachmurzać się. Według Syriusza, Hedwiga (sowa Harry’ego) jadała więcej niż Harry.
- Pozwól mu spać, Lunatyku – powiedział Syriusz od strony kominka. – Nie każdy wstaje o świcie jak ty, a po dzisiejszej nocy, Harry zasługuje na sen.
- Dzisiejszej nocy? – zapytała szybko pani Weasley. – Co się stało?
Syriusz westchnął. Wiedział, że Harry prawdopodobnie nie będzie chciał, by wszyscy wiedzieli o tym, co się stało, ale nie było szans, by pani Weasley się teraz wycofała. Prawdopodobnie tak troszczyła się o Harry’ego jak obaj Huncwoci.
- To tylko koszmar, Molly – powiedział z nonszalancją, po czym wyszczerzył się. – Harry’emu nic nie jest. Przez swój podeszły wiek Remus chyba zapomniał, że nastolatki potrzebują snu.
- Podeszły wiek! – krzyknął Remus, po czym spojrzał w kominek i uśmiechnął się. – Będziesz musiała nam wybaczyć, Molly. Już nie możemy się doczekać spotkania z twoją rodziną na Mistrzostwach Świata. – Zobaczył, jak pani Weasley powstrzymuje uśmiech i z cichym trzaskiem znika z kominka. Potem Remus skupił się na Syriuszu, wysuwając się spod głowy Harry’ego i wstał. – Pan Lunatyk chciałby przypomnieć panu Łapie, że wkracza na bardzo niebezpieczny teren. To nie pan Lunatyk siedział na tyłku przez dwanaście lat.
Oczy Syriusza zwęziły się, kiedy wstawał.
- Pan Łapa chciałby przypomnieć panu Lunatykowi, że kiedy on podróżował sobie po Francji, pan Łapa był szkolony, by zdjąć każdego, kto się mu przeciwstawi – odpowiedział. – Odważy się pan, panie Lunatyk?
Remus zrobił krok w stronę Syriusza.
- Och, oczywiście, panie Łapo – powiedział stanowczo. – Różdżki?
- Na to liczyłem – powiedział Syriusz, robiąc krok w stronę Remusa. Wyciągnął różdżkę i zakręcił ją między palcami. – Kiedy wygram, Harry będzie mógł spać tak długo, jak tego chce dzisiaj i każdego dnia podczas wakacji.
- Jeśli wygrasz, Łapo, a jest to wielkie jeśli – poprawił go Remus. – Jeśli ja wygram, przeprowadzisz z Harrym rozmowę, zgoda?
Syriusz skrzywił się. To widocznie była ostatnia rzecz, jakiej Syriusz chciał, a Remus doskonale o tym wiedział.
- To zwyczajnie okrutne, Lunatyku – powiedział, – ale zgadzam się.
Bez zbędnych słów Syriusz i Remus wyszli, by się pojedynkować. Wiedząc, że nie będzie wstanie całkiem zasnąć, Harry wyszedł spod koca i wycofał się do swojego pokoju, by zmienić ciuchy. Szybko nauczył się, że były takie momenty, kiedy Syriusz i Remus potrzebowali być swoimi starymi ja bez niego, by przypomnieć sobie, jak wiele się zmieniło. To dlatego Harry od czasu do czasu pytał swoich opiekunów, czy są szczęśliwi w tym układzie. Wydawało mu się, że byliby dużo szczęśliwsi bez zamartwiania się o niego.
Kiedy przebrał się i umył, Harry wyszedł z „Huncwocich Kwater”, jak je nazwał Syriusz i przeszedł przez korytarze, aż dotarł do okna, z którego mógł wyraźnie widzieć swoich opiekunów. Byli na środku dziedzińca, pojedynkowali się i śmiali. Harry musiał się uśmiechnąć na ten widok. Miło było patrzeć na nich, gdy byli zrelaksowani jak normalni ludzie.
- Galeona za twoje myśli, Harry – usłyszał za sobą uprzejmy głos profesora Dumbledore’a.
Harry odwrócił się szybko i zobaczył uśmiechającego się Dumbledore’a. Wzruszył ramionami i odwrócił się z powrotem, by znowu obserwować opiekunów.
- Są szczęśliwi – powiedział cicho. – Gdyby nie musieli się o mnie martwić, byliby tacy cały czas.
Dumbledore podszedł do niego i stanął po lewej Harry’ego.
- Możliwe – powiedział z namysłem. – Czy rozważyłeś, że to może ty jesteś powodem ich szczęścia? Remus Lupin był odległym i skrytym człowiekiem, zanim drugi raz pojawiłeś się w jego życiu. W ciągu kilku tygodni, bariera, którą wokół siebie postawił, zaczęła się kruszyć. To dzięki tobie, Harry. Potrzebował cię tak mocno, jak ty potrzebowałeś jego. – Dumbledore milczał przez chwilę, zanim kontynuował. – Z drugiej strony, Syriusz Black zawsze działał impulsywnie. Ruszył za Peterem, uciekł z Azkabanu i uratował cię przed wujem. Syriusz, którego znam teraz jest rozważny ze względu na ciebie. Myśli zanim zadziała, ponieważ musi dla odmiany musi pomyśleć też o kimś innym. Wszystko, co teraz robi wpłynie na ciebie, ponieważ jest za ciebie odpowiedzialny.
Harry westchnął i odwrócił się plecami do błoni.
- Właśnie o to mi chodzi – powiedział sfrustrowany. – Musi się o mnie martwić. Po prostu chcę, żeby byli szczęśliwi. – Spuścił wzrok na podłogę, pocierając nerwowo kark. – Nie powinni martwić się o to, że mam koszmary… Ja… Po prostu czuję się tak, jakbym ich wykorzystywał – wyjaśnił Harry. – Zrobili dla mnie tak wiele…
- Tak? – dociekał profesor Dumbledore. – Harry, robią to, co zwykle robią opiekunowie, troszczą się. Twój wuj i ciotka pozbawili cię tej wiedzy i z mojej strony, bardzo się za to przepraszam. Minie trochę czasu zanim się dostosujesz, Harry. Rozmawiałeś o tym z Syriuszem i Remusem?
Harry skinął głową.
- Myślą, że powariowałem – powiedział cicho.
Profesor Dumbledore zachichotał.
- Wątpię – powiedział uprzejmie. – Pewnie nie rozumieją, co czujesz, co jest całkowicie normalne u dzieci, które były w twojej sytuacji. Dorastałeś wierząc, że jesteś nieważny, więc to naturalne, że uważasz uczucia Syriusza i Remusa za ważniejsze od własnych. Pozwól im być dorosłymi, Harry. Pozwól im brać odpowiedzialność. Pozwól sobie na zachowanie dostosowane do twojego wieku… w granicach rozsądku, oczywiście. Mogę cię zapewnić, że personel mógłby żyć bez żartów, które twój ojciec chrzestny mógłby wyciąć, ale odrobina humoru niekoniecznie byłaby zła.
- Powiem Syriuszowi – powiedział cicho Harry. Wiedział, że Dumbledore ma rację na temat tego, jak dorastał, ale jak mógłby zachowywać się jak normalny czternastolatek, kiedy to właśnie było dla niego normalne? Taki właśnie był.
^^^
Była niemal pora lunchu, kiedy radosny Syriusz i nachmurzony Remus znaleźli Harry’ego w bibliotece. Harry nie musiał pytać, który wygrał i tylko słuchał, jak Syriusz zaczyna z podekscytowaniem mówić o Mistrzostwach Świata w Quidditchu, na które się jutro wybierali. Najwyraźniej Syriusz dostał wysokie siedzenia od Ministerstwa, co było próbą przeproszenia za dwanaście lat więzienia. Syriusz przyjął trzy bilety i zapytał, kto będzie z nimi w loży. Jak się okazało, będą z Weasleyami, rodziną Malfoyów i kilkom osobami z innych krajów.
Jutrzejsza gra miała być między Bułgarią a Irlandią i według Syriusza, Bułgaria miała fantastycznego szukającego, Wiktora Kruma. Zauważając ton Syriusza, Harry pojął aluzję. Wiedział, że Syriusz mówi mu o tym, żeby Harry mógł zyskać trochę wskazówek od Kruma na przyszłe mecze Quidditcha. Wszyscy członkowie obu drużyn latali na Błyskawicach, takich jak Harry’ego )którą dostał w prezencie od Syriusza na ostatnie święta), więc Harry wiedział, że gra będzie niezwykle szybka.
Następnego ranka wyruszyli na mecz ubrani w mugolskie ciuchy za pomocą środka transportu zwanego świstoklikiem, który sprawił, że Harry poczuł nieprzyjemne pociągnięcie w okolicach pępka. Pomimo wczesnej godziny, Harry był całkiem rozbudzony. Był zbyt podekscytowany, by poprzedniej nocy dużo spać i wiedział, że pewnie zapłaci za to później. Jak ktokolwiek mógł spać noc przed Mistrzostwami Świata w Quidditchu?
Przybyli tuż za pierwszą grupą namiotów i wrzucili świstoklik do dużego pudła z innymi, które już zostały użyte. Z dłonią na każdym ramieniu, Harry pozwolił Syriuszowi i Remusowi pokierować nim do miejsca, gdzie musieli iść. Żaden z nich nie powiedział ani słowa, przez co Harry czuł się nieco nerwowo. Włączył im się jakiś opiekuńczy tryb. To było niemal tak, jakby spodziewali się, że coś na nich wyskoczy i zabierze Harry’ego, co było całkiem zabawne. Kto zrobiłby coś takiego, kiedy wokół było tyle ludzi?
Kiedy szli, Harry widział, jak ludzie zatrzymują się i patrzą, po czym zaczynają do siebie szeptać. Od czasu do czasu Harry mógł usłyszeć, jak mamroczą: „Syriusz Black!” albo „patrz, to Harry Potter!”, co sprawiało, że Harry jęczał z irytacją. Dlaczego ludzie musieli być tacy nieuprzejmi? Harry poczuł, jak Syriusz zacieśnia uścisk i wiedział, że Syriusz czuje to samo.
Dotarli na krawędź lasu na szczycie pola i zobaczyli kilka rudzielców, otaczających ogień, który właśnie zapłonął przed jednym z dwóch obskurnych, dwuosobowych namiotów. Harry uśmiechnął się szeroko na ten widok. Wyraźnie widział pana Weasleya i bliźniaków, Freda i George’a, którzy byli dwa lata starsi od Harry’ego. Nie było jednak śladu po najlepszych przyjaciołach Harry’ego, Ronie i Hermionie, albo po najmłodszej Weasleyównie, Ginny.
Remus pochylił się tak, że jego usta znalazły się tuż przy uchu Harry’ego.
- Pamiętaj, o czym rozmawialiśmy, Harry – wyszeptał. – Wiem, że możemy ufać Weasleyom, ale wokół jest zbyt wielu ludzi, którzy mogliby podsłuchać. Jeśli ludzie dowiedzą się, gdzie mieszka chłopiec, który przeżył i co robi, mogą chcieć takiego samego traktowania dla ich dzieci.
Harry skinął głową w odpowiedzi. Wiedział, że istnieją szczególne okoliczności, które pozwalają mu na pobyt w Hogwarcie podczas wakacji i że nikt nie powinien wiedzieć o tych szczególnych okolicznościach. Z jakiegokolwiek powodu Dumbledore potrzebował Syriusza i Remusa do pomoc, Harry nie zamierzał być tym, kto wyjawi informacje. Musiał udowodnić, że można mu ufać.
Fred i George pierwsi dostrzegli nowoprzybyłych.
- Hej, Harry! – krzyknął Fred, szybko wstając razem z bratem. – Hejka, profesorze Lupin! – Oboje spojrzeli nerwowo na Syriusza, jakby stracili słowa… ten jeden raz.
W pierwszej chwili Harry poczuł się dziwnie, ze Fred i George wciąż nazywają Remusa „profesorem Lupinem”. Nie wiedzieli, że Remus zrezygnował ze stanowiska nauczyciela, które obejmował podczas ubiegłego roku szkolnego? Zauważając lękliwe spojrzenia, jakie bliźniacy posłali Syriuszowi, Harry zdecydował podjąć się roli mediatora. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnął było napięcie miedzy jego rodziną a Weasleyami.
- Fred, George, chyba nie spotkaliście jeszcze mojego ojca chrzestnego – powiedział wesoło Harry. – Syriusz Black.
Syriusz skinął głową dwóm chłopcom i spojrzał na pana Weasleya, który wstawał, by dołączyć do synów. Pan Weasley był nieco wyższy od Syriusza i miał rude, płonące włosy jak jego żona i wszystkie dzieci. Uważało się, że cechą Weasleyów było łatwe znalezienie ich w tłumie.
- Arturze – powiedział Syriusz z uśmiechem. – Zdaje mi się, że brakuje ci kilku.
Artur odpowiedział uśmiechem.
- Ron, Hermiona i Ginny poszli po wodę – powiedział radośnie. – Powinni wrócić w każdej chwili. Wasza trójka zamierza tutaj spędzić noc, czy wracacie po meczu?
Remus delikatnie pchnął Harry’ego w stronę Freda i George’a.
- Może znajdziecie resztę? – zaproponował. – Za dziesięć minut zaczniemy was szukać.
Wiedząc, że lepiej nie protestować, Harry tylko skinął głową i odszedł z bliźniakami. W momencie, gdy wyszli poza zasięg słuchu, George przeszedł przed Harry’ego, blokując mu drogę.
- Dobra, honorowy braciszku – powiedział z podejrzeniem w oczach. – Chcemy znać wszystkie szczegóły na temat znanego ci Syriusza Blacka. Nie pomijaj niczego.
Harry natychmiast zrobił się nerwowy. Dlaczego chcieli wiedzieć? Czy myśleli, że Syriusz jest jak Dursleyowie? Naprawdę myśleli, że Syriusz mógłby go kiedykolwiek zranić?
- Eee, o co wam dokładnie chodzi? – zapytał Harry. – Syriusz i Remus są świetni. Syriusz jest moim ojcem chrzestnym, a Remus jest dla mnie jak wujek… dobry wujek. Oni nigdy by…
- Hola, hola, Harry – powiedział szybko Fred, stając po boku George’a. – Nie chodziło nam o to, że mogliby cię zranić. Oboje wiemy, że profesor Lupin nigdy nie pozwoliłby, żeby coś ci się stało, a z tego, co mówił nam Ron, pan Black jest równie troskliwy, jeśli nie gorszy. Po prostu jesteśmy ciekawi. Był w Azkabanie przez dwanaście lat. Jak mu się udało nie oszaleć przy dementorach?
Harry tylko wzruszył ramionami. Nie sądził, że to on powinien mówić o przeszłości Syriusza.
- Syriusz nie lubi o tym dużo mówić – powiedział szczerze. Kto by lubił? – Syriusz jest bardzo zabawny. Wciąż próbuje mnie namówić, żebym wyciął Snape’owi żart…
- Co? – zapytał zaskoczony Fred.
- Żart? – spytał George, po czym wyszczerzył się, zanim spojrzał na brata. – Dziś może być mimo wszystko całkiem interesująco, Forge. Wskazówki jedynego człowieka, który kiedykolwiek uciekł z Azkabanu mogą być bezcenne.
Fred odpowiedział takim samym uśmiechem.
- Zgadzam się – powiedział, po czym spojrzał na Harry’ego, uśmiechając się radośnie. – Byłeś bardzo pomocny, Harry.
- Harry!
Harry spojrzał za Freda i George’a i zobaczył Rona, Hermionę i Ginny, niosących czajnik i kilka rondelków wody. Powstrzymał westchnięcie ulgi. Wiedział, że bliźniacy nie mieli na myśli nic złego, ale nie lubił bycia przypartym do rogu i zmuszonym do odpowiadania na pytania, zwłaszcza pytania, na które nie powinien odpowiadać. Nie znosił kłamać, ale naprawdę nie miał wielkiego wyboru.
- Udało ci się! – powiedział radośnie Ron, próbując iść bez wylewania wody. – Nie uwierzysz, jakich ludzi widzieliśmy. Czy ogień nadal się pali?
- Od kiedy tacie przeszła fascynacja zapałkami – odpowiedział George, po czym spojrzał na ich kemping. – Chodźcie. Profesor Lupin pójdzie nas szukać, jeśli zaraz nie wrócimy.
- Profesor Lupin jest tutaj? – zapytała gorączkowo Hermiona. – Może możemy przeanalizować notatki na zajęcia.
Harry poruszył się nerwowo.
- Eee… Myślałem, że już wszyscy wiecie – powiedział niezręcznie. – Remus zrezygnował, gdy wszyscy dowiedzieli się o jego drugiej stronie. Już nie jest nauczycielem.
Hermiona spojrzała na Harry’ego szeroko otwartymi oczami. Najwyraźniej o tym nie słyszała.
- Co zrobił? – zapytała zszokowana. – Harry, był najlepszym nauczycielem, jakiego kiedykolwiek mieliśmy! Jak mógł zrezygnować? Kogo obchodzi to, że jest wilkołakiem. Przecież nikogo nigdy nie zranił!
Harry potarł oczy pod okularami, gdy zaczęli iść z powrotem do kempingu Weasleyów. To z pewnością będzie interesujące. Hermiona była mugolaczką i nie miała uprzedzeń jak ci, którzy dorastali wśród czarodziejów i czarownic. Większość ludzi uważała wilkołaki za mroczne kreatury, które prędzej cię zabiją niż na ciebie spojrzą. Harry’emu ciężko było w to uwierzyć. Remus był całkowitym pacyfistą. Nigdy by nikogo nie skrzywdził.
Kiedy wrócili zauważyli trzy nowe osoby. Percy, który był dwa lata starszy od Freda i George’a i ukończył niedawno Hogwart, wydawał się być tym myślącym z najmłodszej piątki. Był prefektem i Prefektem Naczelnym, co całkowicie wprawiało w zakłopotanie jego młodszych braci. Wszyscy myśleli, że Percy był surowy.
Stojący po lewej Percy’ego rudzielec był zbudowany jak bliźniaki, niski i krępy, w przeciwieństwie do Percy’ego i Rona, którzy byli wysocy i patykowaci. Jego twarz zdawała się mieć zbyt wiele piegów i można ją je było pomylić z opalenizną. Miał umięśnione ramiona, z których jedno było popalone tak, że lekko błyszczało. Rudzielec stojący po jego lewej był wysoki, z długimi włosami, które spiął z tyłu w koński ogon. Miał na sobie kolczyki podobne do kłów i wyglądał, jakby właśnie wrócił z koncertu rokowego; nie dokładnie tak Harry wyobrażał sobie dzieci Weasleyów.
- Wróciliście! – wykrzyknął pan Weasley, kiwając ręką na Harry’ego, by podszedł. Kiedy to zrobił, pan Weasley położył dłoń na ramieniu Harry’ego i odwrócił go do trójki rudzielców. – Harry, zdaje mi się, że nie spotkałeś jeszcze Charlie’ego – powiedział, ustawiając Harry’ego dokładnie twarzą do rudzielca w środku, – mój drugi najstarszy syn i Billa, najstarszego. Charlie pracuje w Rumunii, a Bill w Egipcie.
- Miło mi was poznać – powiedział uprzejmie Harry. – Ron cały czas o was mówił.
Bill i Charlie uśmiechnęli się.
- Ach tak? – zapytał ze zdziwieniem Bill. – My o tobie też słyszeliśmy okropnie dużo. Właściwie, Ron zdawał się nie potrafić zamknąć. Zdaje mi się, że wiemy o tobie więcej niż ty sam.
Harry nie wiedział, co powiedzieć. Wiedział, że Bill żartuje, ale odkąd wszedł w czarodziejski świat, irytowało go to, że wszyscy wiedzieli więcej o jego życiu niż on sam. Remus i Syriusz pomogli wypełnić pustkę, która została po rodzicach i jego czasie z nimi, ale to nadal piekło. Dlaczego wszyscy myśleli, że jego życie to ich biznes?
Następne, co Harry wiedział to fakt, że Syriusz chwycił go i odciągnął od Weasleyów. Minął moment, zanim Harry zdał sobie sprawę, że do pana Weasleya podeszło kilku ludzi. Ten, który prowadził grupę był z pewnością najbardziej zauważalny w swoich pasiastych żółto-czarnych szatach do Quidditcha. Jego nos wyglądał, jakby dostał w niego co najmniej raz tłuczkiem, miał też krótkie blond włosy i niebieskie oczy.
- Witaj, Arturze! – powiedział mężczyzna z uśmiechem. – Co za dzień! Idealna pogoda i frekwencja… niewiarygodne.
- Ludo! – powiedział radośnie Artur. – Człowiek godziny! – Obejrzał się na dzieci. – Słuchajcie wszyscy, dzięki Ludo Bagmanowi mamy tak dobre bilety. – Zwrócił wzrok na Bagmana. – Moi synowie: Percy, Charlie, Bill, George, Fred i Ron, moja córka: Ginny oraz przyjaciele Rona: Hermiona Granger i Harry Potter. Z Harrym stoją jego opiekunowie, Remus Lupin i Syriusz Black.
Oczy Bagmana rozszerzyły się mocno na wspomnienie imienia Harry’ego i szybko skupiły się na bliźnie na czole Harry’ego. Potem spojrzał na Syriusza i Remusa, którzy patrzyli na niego tak, jakby go wyzwali, by odpowiedział na ich zarzuty.
- Syriusz Black – powiedział Bagman niezręcznie. – Twoja historia jest niemal tak legendarna jak twoje zarzuty. Jak udało ci się uciec z Azkabanu?
Syriusz owinął ramiona wokół barków Harry’ego. Harry słyszał całą historię, jak Syriusz użył animagii, by uciec. Widocznie dementorzy nie wpływali na kogoś tak mocno, póki przebywało się w animagicznej formie.
- Gdybyś się dowiedział, Bagman, wszyscy by się dowiedzieli – powiedział spokojnie Syriusz. – Nie sądzę, byśmy potrzebowali, by wszyscy dowiedzieli się o tym małym drobiazgu, prawda?
- Już, już, Syriuszu – ostrzegł Remus. – Jestem pewny, że Ludo nie miał tego na myśli.
- Nie, oczywiście, że nie – powiedział szybko Bagman i odwrócił się z powrotem do pana Weasleya. – Masz niezły tłumek, Arturze. Złapiemy się później. Miłego dnia. – Bagman odszedł tak szybko, jak tylko mógł, nie wyglądając, jakby uciekał w obawie o swoje życie.
Moment później w ich ognisku z trzaskiem pojawił się czarodziej. Mężczyzna był ubrany w garnitur i krawat, miał proste, krótkie, szare włosy i cienki wąsik. Syriusz zacisnął uścisk wokół Harry’ego i cicho warknął na mężczyznę. Harry tylko patrzył, jak mężczyzna piorunuje wzrokiem Syriusza i odchodzi od nich, wyraźnie się spiesząc.
- Syriusz – ostrzegł ponownie Remus. – Pamiętaj, że wszyscy jesteśmy po tej samej stronie. Cokolwiek Crouch zrobił w przeszłości, powinno pozostać w przeszłości. Teraz nic nie możemy z tym zrobić.
- Eee… co on zrobił? – zapytał niepewnie Percy.
- Wysłał mnie do Azkabanu bez procesu – powiedział gorzko Syriusz. – Ale niego nie byłem ani trochę ważny, więc moje prawa nie miały znaczenia.
Remus położył rękę na ramieniu przyjaciela, po raz kolejny służąc jako głos rozsądku.
- Ale udowodnili, że jesteś niewinny, Syriuszu – przypomniał spokojnie. – Dzisiaj nie powinniśmy skupiać się na przeszłych błędach. Pozwól dzieciakom się bawić. Mistrzostwa Świata nie są codziennie.
Syriusz westchnął z frustracją. Oczywiście Remus miał rację. Uwalniając Harry’ego z uścisku, Syriusz odwrócił nastolatka, żeby stanąć z nim twarzą w twarz.
- Przepraszam, dziecino – powiedział szczerze. – Stare rany są najtrudniejsze do zaleczenia.
Harry skinął głową i owinął ręce wokół Syriusza. Jeśli ktokolwiek wiedział coś o starych ranach, byli to Harry i Remus. Może to dlatego dogadywali się tak dobrze. Rozumieli się lepiej niż ktokolwiek inny.
- Wszystko gra – powiedział cicho Harry. – Rozumiem to.


Postanowiłam, że będę dodawać rozdziały naprzemiennie: raz SR a raz NDH. Co wy na to? Mam nadzieję, że tym sposobem zadowolę większość moich kochanych czytelników ;)


2 komentarze:

  1. Super rozdział. Po tej pierwszej scenie mam niemal pewność że ta część będzie bardzo podobna do "Czary Ognia" co mnie cieszy bo to jedna z lepszych części. Ciekawi mnie jakie różnice się pojawią i kto ukradnie Harry'emu różdżkę po skończonym finale.
    Jeśli o mnie chodzi to najchętniej widziałabym 1 rozdział NDH i SR dziennie ale wiem jak wygląda życie i zadowolę się raz jednym, raz drugim opowiadaniem. Choć może nie rzadziej jak co drugi dzień bo na ten rozdział trochę czekaliśmy :D.
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie świetne.
    Rzucił mi się w oczy jeden błąd: sowa Harry'ego ma na imię Hedwiga, a nie Hagwiga.

    OdpowiedzUsuń