poniedziałek, 8 maja 2017

KCL - Część 4


Święta zbliżały się wielkimi krokami, a wraz z nimi ferie świąteczne. Na zajęciach eliksirów, Malfoy oświadczył głośno:
- Żałuję tych wszystkich osób, które zostają w Hogwarcie na święta, bo nie chcieli ich w domu.
 Harry, który odmierzał sproszkowane kolce skrzydlicy, zignorował go. Był zwyczajnie zadowolony, że nie musiał wracać do Dursleyów, a Ron i jego bracia również zostawali w Hogwarcie, więc po raz pierwszy nie mógł się doczekać Bożego Narodzenia.
Snape, który chodził po klasie, zatrzymał się przy kociołku Harry’ego.
- Potter, jaki jest następny krok? – zapytał.
- Zostawiam eliksir na ogniu przez dwie minuty, sir – odpowiedział spokojnie Harry. – Następnie dodam sproszkowany kręgosłup skrzydlicy i zamieszam siedem razy w lewo.
Snape skinął głową i poszedł do mikstury Malfoya.
- Malfoy, proponuję, żebyś skupił się na eliksirze. Jesteś kilka kroków za resztą.
- Wciąż jestem w stanie ukończyć go na czas, profesorze – chwalił się Malfoy. Snape zignorował go i poszedł do następnego kociołka.
- Jeśli to byłby jeden z nas, Snape dałby mu szlaban – mruknął Ron.
Czy było to tylko pobożne życzenia, czy Snape naprawdę upomniał Malfoya? – zamyślił się Harry.
Ta teoria wyglądała jeszcze mniej prawdopodobnie, gdy Snape zabrał Ronowi punkty za walkę z Malfoyem, kiedy to Ron został widocznie sprowokowany. Nawet Hagrid to powiedział.
- Dopadnę go – przysiągł Ron. – Pewnego dnia się go dopadnę.
- Zastanawiam się, dlaczego Snape tak bardzo lubi Malfoya – wymamrotał Harry do Rona i Hermiony, wchodząc do Wielkiej Sali za Hagridem.
- Tata mówił, że ojciec Malfoya był w wewnętrznym kręgu Sami-Wiecie-Kogo. Czy twoja mama nie mówiła, że Snape też do niego dołączył? Może stamtąd znają się– powiedział Ron. Harry jęknął. Dlaczego to wszystko musi być tak skomplikowane?
- Nawiasem mówiąc, Harry – mówił Ron. – Percy dostał rano sowę od mamy. Mama i tata powiedzieli, że zabiorą nas do Rumunii, by odwiedzić Charliego, więc nie będzie nas tu w Boże Narodzenie. Przepraszam, brachu. – Spojrzał na Harry’ego ze współczuciem.
- Wszystko w porządku, Ron – powiedział Harry. – Baw się dobrze w Rumunii. Nic mi się tutaj nie stanie. – Przynajmniej nie musiał wracać do Dursleyów.
- Masz dużo do zrobienia, Harry – powiedziała zachęcająco Hermiona. – McGonagall i Flitwick zadali eseje i mamy test z eliksirów po przerwie oraz nie zaszkodzi powtórzyć na Obronę.
- Albo może mieć relaksujące ferie i zrobi swoją pracę domową ostatniego dnia – stwierdził Ron. Hermiona przewróciła oczami.
- I możesz skorzystać z biblioteki, by poszukać czegoś o Nicholasie Flamelu – dodała półgłosem, ignorując Rona. Harry uśmiechnął się słabo.
- Będzie dobrze – powtórzył.
***
Następnego ranka, Harry pomachał Ronowi i Hermionie, gdy odjeżdżał Hogwart Express, czując się nieco przygnębiony ich wyjazdem. Kiedy wrócił do zamku, spotkał profesora Snape’a, który czekał w Głównym Holu.
- Potter, dyrektor wymaga twojej obecności w swoim biurze – oznajmił. Odwrócił się i odszedł.
Harry stał na środku Głównego Holu, zastanawiając się, dlaczego Dumbledore chciał go widzieć. I gdzie było biuro Dumbledore’a? Snape nic o tym nie wspomniał. Czy spodziewał się, że sam się dowie?
- Potter! – Ostry głos Snape’a przerwał jego coraz bardziej spanikowane myśli. – Przestań się wałęsać i pospiesz się.
Więc Snape miał go tam zabrać – pomyślał Harry i pospiesznie podążył za Mistrzem Eliksirów.
- Przepraszam, sir. Nie powiedział pan, że powinienem za panem iść.
- Myślałem, że to oczywiste, Potter. Zostałem poinformowany, że nigdy nie byłeś w gabinecie dyrektora.
Harry podążył za Snapem do kamiennej chimery.
- Czekoladowe żaby – powiedział i kamienny gargulec ustąpił, ukazując kręte schody. Harry z wahaniem wszedł ze Snapem na pierwszy stopień.
Gabinet Dumbledore’a był niezwykle interesujący, pomyślał Harry, podchodząc do małych instrumentów na biurku i do jakiegoś rodzaju żerdzi.
- Ach, Harry. Cieszę się, że tu jesteś – powiedział Dumbledore, wskazując mu, żeby usiadł. Harry widział kątem oka, że Snape wciąż stał z tyłu pokoju.
- Harry, wydaje mi się, że powstała niefortunna sytuacja – kontynuował Dumbledore. – Profesor McGonagall zachorowała i nie będzie mogła nadzorować Gryfonów w czasie ferii. – Dumbledore przerwał w tym momencie, aby podnieść błękitne spojrzenie na Harry’ego. Harry czekał cierpliwie, aż Dumbledore kontynuuje, zastanawiając się, do czego zmierza.
- Ponieważ jesteś jedynym Gryfonem, który przebywa w wieży Gryffindoru, wierzę, że będziesz bardziej bezpieczny w dormitorium Slytherinu, pod nadzorem profesora Snape’a.
Harry odetchnął z ulgą. Na początku bał się, że Dumbledore ma zamiar wysłać go z powrotem do Dursleyów. Skinął głową na znak zgody.
- Doskonale – powiedział Dumbledore. – Profesor Snape odprowadzi cię do lochów. Twój kufer zostanie przeniesiony do twojego pokoju.
Harry wstał, wiedząc, że jest wolny i odwrócił się do drzwi, gdzie stał Snape z pochmurnym wyrazem twarzy. To będzie ciekawa przerwa, pomyślał sucho Harry.
- Chodź ze mną, Potter – powiedział Snape, gdy wyszli z gabinetu dyrektora. Spojrzał na chłopca, idącego obok niego i przypomniał sobie wcześniejszą rozmowę z Dumbledorem. Nie był szczęśliwy, że został obciążony bachorem.
- Dlaczego Potter nie wraca do swoich krewnych? – zapytał.
- Myślę, że to pytanie do  Harry’ego – powiedział spokojnie Dumbledore. – Niezależnie od przyczyny, pragnie pozostać w Hogwarcie na przerwę świąteczną, a my wyświadczymy mu przysługę.
Dumbledore zasugerował kiedyś, że Potter nie jest szczęśliwy z krewnymi. Wargi Severusa zacisnęły się, gdy pomyślał o Petunii. Nigdy nie pogodziła się z tym, że Lily była magiczna, a ona nie. Jego myśli zostały przerwane przez ich przybycie do wejścia do Pokoju Wspólnego Slytherinu.
- Salazar – powiedział do pustej ściany, która ujawniła Pokój Wspólny. Stojący za nim Harry przewrócił oczami na tak nieoryginalne hasło. W Pokoju Wspólnym Slytherinu było zdecydowanie nie tak przytulnie jak w Pokoju Wspólnym Gryfonów, zdecydował Harry, gdy zobaczył budzącą grozę zieloną poświatę i skórzane kanapy.
- Potter, zanim cię tu zostawię, istnieją pewne reguły, które muszę ci przedstawić. Gdy jesteś pod moim nadzorem, masz uzgadniać ze mną każde wyjście z zamku. Masz wracać do Pokoju Wspólnego przed godziną policyjną i ostrzegam, Potter, nie toleruję łamania reguł. Czy to jasne?
- Tak jest, proszę pana – odpowiedział posłusznie Harry. Snape spojrzał na niego podejrzliwie, ale powiedział jedynie:
- Będziesz mieszkał w dormitorium pierwszorocznych chłopców. Będę niezadowolony, jeśli wystąpią później jakiekolwiek problemy.
Harry skinął głową i Snape wyszedł. Pozostawiony sam sobie, Harry nie był pewny, co robić. Wszedł do sypialni i zauważył swój kufer na krańcu łóżka. Harry był zadowolony, że nie należało do nikogo innego. Spanie w łóżku Malfoya byłoby po prostu obrzydliwe.
Kiedy Harry wrócił do Pokoju Wspólnego, przy kominku siedziały dwie dziewczyny z jego roku. Patrzyły na niego dziwnie.
- Co on tu robi? Czy Snape wie, że w naszym Pokoju Wspólnym jest Gryfon? – Jedna z nich zwróciła się do drugiej, na tyle głośno, że Harry mógł usłyszeć. Harry zdecydował, że nie ma sensu udawać, że ich nie słyszał.
- Dumbledore powiedział mi, że zostanę w waszym Pokoju Wspólnym podczas przerwy, ponieważ nie ma nikogo w wieży Gryffindoru – powiedział Harry.- Jestem Harry Potter, tak w ogóle.
- Wiemy – powiedziała jedna z nich, przewracając oczami. – Jestem Daphne Greengrass
- Tracey Davis – odparła druga. Z tymi słowami wróciły do tego, o czym rozmawiały, a Harry zdecydował się odwiedzić Hagrida. Zatrzymał się, aby zapukać do drzwi Snape’a.
- Wejść – rozległ się głos z wewnątrz.
- Profesorze, mam zamiar iść odwiedzić Hagrida, jeśli mogę – powiedział Harry.
- Tak, idź, Potter – powiedział z irytacją Snape. – Spodziewam się zobaczyć cię na kolacji.
Tego wieczora na kolacji była tylko garstka uczniów, wraz z Potterem. Severus był w niefortunnym położeniu, siedząc miedzy Dumbledorem i Hagridem.
- Jak tam twoje popołudnie, Hagridzie? – spytał Dumbledore z błyskiem w oku.
- Młody Harry przyszedł mnie odwiedzić, psorze – odparł z uśmiechem Hagrid. – To dobry chłopak.
- Mam nadzieję, że nie czuje się zbyt samotny.
- Nie bardziej niż można się było spodziewać bez Rona i Hermiony. Przynajmniej nie jest z Dursleyami. – Ton Hagrida stał się nienaturalnie posępny. – Paskudna rodzina. A ich chłopak, zepsuta świnia, jaki kiedykolwiek widziałem.
Dumbledore westchnął.
- Pamiętam, kiedy poszedłem dać mu list. Musiałem wywarzyć drzwi, co zrobiłem. I Harry leżał na podłodze, podczas gdy ta kupa tłuszczu zajęła dla siebie kanapę.
Severus przestał jeść, słuchając Hagrida. Słyszał, że Hagrid powiedział Potterowi o Hogwarcie i magii, ale to było coś nowego.
- Jego pierwszy list został adresowany do Komórki Pod Schodami. – Tutaj Hagrid był zbyt załamany i musiał przerwać, by wydmuchać nos jego wielką chusteczką. Po jego drugiej stronie, Flitwick poklepywał plecy Hagrida ze współczuciem. Więc idealny Potter nie był mimo wszystko doskonały, pomyślał Severus, nieświadomie wpatrując się w dzieciaka siedzącego samotnie na drugim końcu stołu Gryffindoru.
***
Jako samotny Gryfon na terytorium Slytherinu, Harry nie miał nic do roboty . Nie czuł się wystarczająco dobrze w Pokoju Wspólnym Slytherinu, aby spędzić tam swój czas i nie miał ochoty iść do biblioteki, by bez Rona i Hermiony odnaleźć Nicholasa Flamela. Był już odwiedzić Hagrida, pomyślał, kiedy wszedł spokojnym krokiem do lochów, gdy myślał o swoich wyborach. Był zbyt zimno by polatać…
- Potter, co robisz bez celu w lochach? – Harry podskoczył, gdy wyraźny głos Snape’a przedarł się przez jego myśli.
- Ee, nic, profesorze. Myślałem nad tym, co robić.
- Znudzony, co, Potter? – spytał jedwabistym głosem Snape. – Mogę wymyślić coś, co złagodzi nudę.
Dziesięć minut później Harry stał na stanowisku pracy w klasie eliksirów, warząc lekarstwo na czyraki, podczas gdy Snape stał z przodu sali, warząc dwie mikstury naraz.
- Proszę pana, dlaczego pani Pomfrey potrzebuje lekarstwa na czyraki w Skrzydle Szpitalnym? – spytał, dusząc rogate ślimaki. Naprawdę warzyli eliksiry do Skrzydła Szpitalnego.
- Ponieważ, Potter, większość studentów jest kretynami, których jedynym celem jest zwiększenie mojego obciążenia pracą poprzez rzucanie w siebie głupimi klątwami.
Harry zaśmiał się lekko i spojrzał w górę, aby zobaczyć jak Snape patrzy się dziwnie na niego.
- Potter, dlaczego jesteś w Hogwarcie, a nie z rodziną, jak reszta twoich małych przyjaciół? – spytał nagle Snape.
- Moja rodzina i ja nie dogadujemy się, proszę pana – odparł Harry, wracając do swojego eliksiru. Nikt nic więcej nie powiedział do czasu, aż Harry miał zamiar wyjść.
- Mogę wrócić jutro, aby panu pomóc? – zapytał Harry. Snape przyjrzał się eliksirowi leżącemu na biurku, który Harry przelał do fiolki.
- Bardzo dobrze, Potter. Jeśli już muszę znosić twoją obecność, upewnij się, że będziesz tu o dziewiątej.
Kolejne kilka dni nie można byłoby nazwać zabawnymi, ale raczej komfortowymi. Harry spędzał czas ze Snapem i w przeważającej części byli dla siebie kulturalni. Harry stwierdził, że nauczył się całkiem dobrze radzić ze Snapem.
- Głuchy jesteś, Potter? – warknął Snape. – Powiedziałem pokroić w kostkę, a nie posiekać.
- Czy mógłby mi pan pokazać, profesorze? – spytał stanowczo Harry, nie chcąc by jego temperament wziął nad nim górę. Snape rzucił mu piorunujące spojrzenie, lecz pokazał mu.
- Lubi pan eliksiry? – spytał pewnego razu Harry. Zwykle ukształtowane rysy Snape’a ukazały zaskoczenie.
- Czemu pytasz, Potter?
- Po prostu nie wiem, czy je pan lubi, czy nie. Naprawdę mnie interesuje to, co pan powiedział na naszej pierwszej lekcji, o urzekaniu umysłu i wabieniu zmysłów, ale nie wydaje mi się, żeby lubił pan uczyć eliksirów i ich warzenia. – Harry starał się unikać spojrzenia Snape’a.
Snape’owi zajęło chwilę, aby odpowiedzieć.
- Dość prawidłowe spostrzeżenie, Potter. Posiadam kreatywność potrzebną do tworzenia nowych eliksirów lub wprowadzania zmian do istniejącego. Ponowne warzenie tej samej mikstury nie jest przyjemne, ani nauczanie dzieci, które nie chcą się uczyć.
- Dlaczego, więc pan uczy? Proszę pana? – dodał Harry, krzyżując palce i mając nadzieję, że Snape przyjął to pytanie tak, jak miał.
- To jest zawód, w który się przypadkowo wplątałem – oznajmił Snape i Harry wiedział, że sprawa jest zamknięta.
***
W Boże Narodzenie Harry’ego obudziły piski radości, pochodzące z Pokoju Wspólnego. Zakładając okulary i szatę, udał się do Pokoju Wspólnego, by zobaczyć Tracey i Daphne otoczone stosami papieru do pakowania i prezenty. Snape siedział w fotelu z książką.
Gdy go zobaczyli, Daphne wykrzyknęła:
-No i widzisz, obudziłaś Pottera.
Tracey tylko się uśmiechnęła i powiedziała:
- On nie ma nic przeciwko, prawda? Prezenty!
Zwróciła się do kupki pod choinką w rogu pokoju.
- S-są dla mnie prezenty? – Harry nie mógł uwierzyć własnym oczom.
- Nie bądź taki zaskoczony – stwierdziła złośliwie Tracey. – To tak, jakbyś nigdy wcześniej nie dostał prezentów.
- Nie dostałem – powiedział cicho Harry, ale dziewczyny nie usłyszały go, choć inny lokator owszem. Spojrzał na stos i ledwie był w stanie uwierzyć, że były jego.
- Zamierzasz je otworzyć, czy nie? – zawołała Tracey, podczas gdy Daphne przewróciła oczami.
- Przynieś je tutaj i otwórz, Potter – powiedziała.
Harry posłusznie przyniósł prezenty tam, gdzie siedziały dziewczyny i ostrożnie zaczął je rozpakowywać. Od Hermiony dostał słodycze, ręcznie dziergany zielony sweter i domowe krówki od pani Weasley, drewniany flet od Hagrida i pięćdziesiąt pensów od Dursleyów.
- To przysłali ci twoi krewni? – zapytała Daphne, studiując pięćdziesiąt pensów. Harry wzruszył ramionami.
- To z ich strony przyjazny gest. Możesz je zachować, jeśli chcesz.
Wszystko zostało rozpakowane, oprócz jednej rzeczy. Harry ostrożnie rozwiązał opakowanie i wypadł z niego lekki, lśniący płaszcz i dwa kawałki papieru. Podniósł pierwszą notatkę, która została napisana chaotycznym pismem.
James zostawił ją u mnie, zanim umarł. Czas, by wróciła do ciebie. Użyj jej dobrze. Załączam też coś, co będzie dla ciebie interesujące. W środku była piękna tak, jak na zewnątrz. Wesołych świąt!
Harry spojrzał na notatkę, zastanawiając się, kim mogła być osoba, która wysłała tajemniczą wiadomość. Podniósł drugi kawałek papieru. Nie była to jednak notatka, z czego zdał sobie sprawę, gdy chwycił ją w dłonie. Ta była gładka i błyszcząca. Fotografia. Odwrócił ją, ukazując dość młodą kobietę z rudymi włosami, zielonymi oczami i olśniewającym uśmiechem. Machała do niego, gdy zapamiętywał jej wygląd.
Wziął głęboki oddech.
- Mama – wyszeptał.
- Co to jest, Harry? – zapytała Tracey z zaciekawieniem.
- To fotografia mojej mamy – powiedział cicho Harry. Snape zerwał się na nogi.
- Mogę zobaczyć? – spytała Tracey.
Harry miał ochotę trzymać obrazek na zawsze, ale w milczeniu podał go Daphne, która była najbliżej. Spojrzała na niego zanim podała go Tracey.
- Jest bardzo ładna – powiedziała z szacunkiem Tracey, a Daphne przytaknęła. Obie wydawały się wyczuć, jak wiele znaczyła dla niego ta fotografa.
- Niech pan zobaczy, profesorze – powiedziała, podając ją do Snape’a. Ręce Snape’a drgnęła, jakby był niepewny, czy ją wziąć. W końcu ciekawość zwyciężyła i wziął ją od Tracey, by spojrzeć. Czy tylko Harry zauważył, że nieznaczne napina wargi, a w zwykle beznamiętnych, czarnych oczach, emocje?
W końcu Snape podał mu ją. Harry podszedł do Snape’a, aby zabrać fotografię i zauważył, że Lily, która uśmiechała się i machała, teraz mrugała i przesyłała pocałunki do profesora.
- Myślę, że pana lubi – powiedział Harry, uśmiechając się łagodnie. – Tylko machała, gdy ja miałem fotografię.
Snape nie odpowiedział, tylko wstał.
 - Jeśli już skończyliście, pójdę korzystać z mojego dnia wolnego. Nie będę w swoim biurze, więc mi nie przeszkadzajcie.
Kiedy Snape wyszedł, Daphne jęknęła z zaskoczenia.
- Myślę, że wiem, co to jest – powiedziała. – To jest Peleryna Niewidka. Występują naprawdę rzadko. Kto wysłał ci ta paczkę?
- Nie wiem – oznajmił Harry, wciąż patrząc w zamyśleniu na wejście do Pokoju Wspólnego.
***
Severus ukrył twarz w dłoniach, gdy siedział tej nocy w swoich kwaterach. Harry Potter. Za każdym razem, gdy widział chłopca, za każdym razem, gdy rozmawiał z chłopcem był atakowany emocjami, które cały czas ukrywał. Chłopiec, który drwił sobie z niego swoim imieniem, pomyślał ponuro, przypominając sobie dzień, który wydarzył się dawno temu.
1977
Opadła na trawię i odwróciła do Severusa. Severus chłonął jej rysy twarzy, nie mogąc uwierzyć, że wybrała właśnie jego. Przynajmniej na razie.
- Sev – powiedziała Lily, leniwie podnosząc się na trawie. – Gdybyś miał dziecko, jak dałbyś mu na imię?
- Dlaczego pytasz? – zapytał lekko zaskoczony Severus.
- Po prostu się zastanawiam – odparła Lily. Lily miała zwyczaj pozwalania pociągowi myśli na uciekanie z jej ust. Severus pomyślał, że powinien się od niej spodziewać dziwnych pytań i uwag, ale wciąż go czasami szokowała.
- Nie wiem – oznajmił Severus. – Nigdy nie myślałem o sobie, jako o rodzicu.
- Uważam, że byłbyś wspaniałym ojcem. Jesteś twardy, ale też delikatny.
Rumieniąc się lekko, Severus postanowił zmienić temat.
- A ty? Jak nazwałabyś swoje dzieci?
- Gdybym miała dziewczynkę dałabym jej na imię Rose – powiedziała natychmiast Lily. Rose Lily Snape, pomyślał Severus. Głos w jego umyśle prychnął.
- Jeśli byłby to chłopiec, nazwałabym go Harry.
Ładnie to brzmiało.
- Harry Snape
- Co powiedziałeś? – Lily wpatrywała się w niego. Powiedział to na głos?
- Nic – powiedział szybko.
- Powiedziałeś Harry Snape? – spytała Lily. Severus nie patrzył na nią, by nie zobaczyć jej wyrazu twarzy.
- Nie miałem na myśli – Borykał się ze słowami, które mogłyby rozładować sytuację. Pewnie myśli, że jest idiotą, zakładając, ze będzie ojcem jaj przyszłych dzieci.
- Miałeś – oznajmiła Lily. To było proste stwierdzenie faktu. – Podoba mi się – ciągnęła. – Ładnie brzmi.
Severus wreszcie na nią spojrzał. Uśmiechała się do niego. Odpowiedział tym samym nieśmiało.
Harry Potter. Niekochany przez swoich mugolskich krewnych… zaprzyjaźnił się z tymi, z którymi inni nie chcieli… zawsze chętny do pomocy… ze znajomymi w Slytherinie… chętnie spędza czas na warzeniu eliksirów ze Snape’em. Ani odrobinę nie przypominał Jamesa Pottera. Severus potarł skronie, usiłując pozbyć się bólu głowy. Musiał wydostać się z lochów, postanowił, chwytając płaszcz i próbując opuścić swoje myśli.
***
Harry stanął przed dziwnym lustrem, chłonąc spojrzeniem samego siebie z ojcem, z ręką ojca wokół jego ramienia. Jego ojciec uśmiechał się do niego z dumą. Jego matka stała za nimi, uśmiechając się do nich z miłością. Harry wyciągnął rękę, by dotknąć pięknego obraz, ale mógł dotknąć jedynie szkła.
- Potter, czy mogę wiedzieć, co robisz tu o godzinie policyjnej? – Głos, który mówił brzmiał jak warczenie.
- Przepraszam, proszę pana – powiedział Harry, wciąż nie odrywając wzroku od obrazu. Snape stanął za nim.
- Co widzisz? – zapytał.
- Widzę… - Harry przerwał. Lily w lustrze przeniosła się na miejsce obok Snape’a i wzięła go za rękę. Lily i Snape uśmiechnęli się do siebie czule, dłoń Snape’a nadal była na ramieniu Harry’ego. Spojrzał na Snape’a.
- Widzę moich rodziców. A pan co widzi? – Snape nie odpowiedział. Harry nie oczekiwał odpowiedzi. Stali w milczeniu przez chwilę, aż powieki Snape’a opadły.
- Chodź, Potter. Odeskortuję cię z powrotem do Pokoju Wspólnego, zanim wpadniesz w więcej kłopotów.
Rzucając ostatnie spojrzenie na lustro, Harry podążył za nim.


2 komentarze:

  1. Oni są czasami naprawdę uroczy <3 Dalej czekam na moment, w którym Snape dowie się, że Harry faktycznie jest JEGO synem. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba jednak można liczyć na szczęśliwe zakończenie... ale poczekamy zobaczymy. Ta część jest taka słodka, że brakuje mi słów do napisania komentarza.
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń