poniedziałek, 8 maja 2017

KCL - Część 5


Zanim Harry się zorientował, przerwa świąteczna się skończyła i wróciła reszta uczniów. Poszła przerwy była przyjemna. Harry spędził trochę czasu z Daphne i Tracey, które przyzwyczaiły się do niego po ich wspólnych świętach.
Wciąż też chodził do gabinetu Snape'a. Snape ukończył wszystkie eliksiry potrzebne do skrzydła szpitalnego, więc Harry zwykle tylko siedział u niego i robił zadanie. Żaden nic nie mówił, ale cisza była przyjemna.
- Pokaż, co napisałeś, Potter - powiedział Snape, gdy Harry skończył swoje zadanie z transmutacji. Harry podał mu rolkę pergaminu.
Snape spojrzał na jego pracę w ciszy.
- Dodaj więcej na temat łączenia czarów - powiedział w końcu.
To było niemal rodzicielskie, rozmyślał Harry, idąc z lochów z powrotem do Wieży Gryffindoru, gdzie miał nadzieję przyszli Ron i Hermiona. Pamiętał, jak ciotka Petunia analizowała zadania Dudleya (oczywiście, w przypadku Dudleya, to ona robiła prace za niego).
- Harry! - krzyknął Ron, kiedy dostrzegł najlepszego przyjaciela. Razem z Hermioną stał poza Pokojem Wspólnym Gryfonów. - Gdzie byłeś, stary? Wszędzie cię szukaliśmy.
- Mieszkałem w dormitorium Slytherinu podczas przerwy - powiedział.
- Dlaczego, Harry? - zapytała Hermiona.
- Powiesz nam w drodze na obiad - stwierdził Ron.
Kiedy szli na obiad, Harry opowiedział im pokrótce o czasie spędzonym w lochach.
- Dzięki za słodycze, Hermiono. I to naprawdę miłe że strony twojej mamy, Ron, że wysłała mi sweter - powiedział Harry.
- Żaden problem, Harry - uśmiechnęła się Hermiona, podczas gdy Ron zarumienił się i wymamrotał, że wiedział, że Harry się nie spodziewa.
To przypomniało Harry'emu o fotografii. Trzymał ją w kieszeni przez całą drogę do Pokoju Wspólnego, by się upewnić, że się nie zgubi, gdy kufer się przemieści.
- Patrzcie, co dostałem - powiedział, wyciągając zdjęcie i podając je Hermionie. - To zdjęcie mojej mamy.
Ron spojrzał na nie zaraz po Hermionie.
- Była naprawdę bardzo ładna, Harry - powiedział z powagą Hermiona.
- Tak - zgodził się chłopak.
- Co tam masz, Granger? - Zanim Hermiona się zorientowała, Draco Malfoy wyrwał jej fotografię z rąk. - Kto to, Granger?
- To moja mama! Oddaj, Malfoy! - krzyknął Harry.
Malfoy tylko uśmiechnął się szyderczo.
- Patrz, Crabbe, to zdjęcie zdechłej matki Pottera - powiedział Malfoy, podając fotografię Crabbe'owi.
- Oddaj to! - krzyknął Harry z wściekłością wyciągając różdżkę. Dłonie Crabbe'a były tak duże, że pewnie zniszczą zdjęcie. Wokół nich zaczął się formować tłum.
- Bo, co, Potter? Crabbe, daj mi to. - Crabbe podał mu zdjęcie. Malfoy chwycił górę zdjęcia obiema dłońmi. - Będziesz płakać za swoją szlamowatą matką?
Tłum wstrzymał oddech. Harry mocniej chwycił różdżkę, a Ron warknął koło niego i sam wyjął swoją różdżkę.
Malfoy uśmiechnął się złośliwie na reakcję Harry'ego i pociągnął palce w przeciwnych kierunkach tak, że zdjęcie przerwało się nieco u góry.
- Ups - powiedział.
Harry trząsł się. Prawie nie mógł widzieć wyraźnie.
Z ostatnim zamachem, Malfoy rozerwał zdjęcie na dwie części. Harry zobaczył czerwień. Upuszczając różdżkę, przycisnął Malfoya do ziemi. Zignorował Crabbe'a i Goyle'a, którzy próbowali go odsunąć. Chciał tylko wciąż bić Malfoya, co było nieco trudne, gdy Crabbe i Goyle trzymali jego ręce. Malfoy próbował osłonić twarz.
Harry był tak skupiony na uwalnianiu rąk i sprawianiu Malfoyowi jak najwięcej bólu, że nie zauważył nagłej ciszy.
- Puść go. Już - nadszedł rozkaz. Harry poczuł, że jest podnoszony z Malfoya i spróbował walczyć, ale ramiona trzymały go ciasno. Harry odwrócił się, by wyswobodzić się z uścisku, ale znieruchomiał, gdy poczuł znajomy zapach. Zapach, który zapamiętał, kiedy raz ukrył twarz w czarnych szatach.
- Czy mógłby mi pan wyjaśnić, co tu się dzieje, panie Malfoy? - zapytał spokojnie Snape.
- Potter mnie zaatakował, profesorze! Jest psychiczny! - odparł Malfoy.
- Rozerwał je! - krzyknął Harry. - Rozerwał zdjęcie mojej mamy! - Wskazał na kawałki fotografii, leżące na ziemi. Snape zerknął na nie.
- Malfoy - powiedział, - poczekaj na mnie w pokoju wspólnym. Nie wychodź, póki do ciebie nie przyjdę. Potter, chodź ze mną. - Nie oglądając się na nikogo, Harry podążył za Snapem do jego biura.
- Usiądź - rozkazał Snape, gdy tylko weszli do biura. Harry opadł, patrząc na swoje ręce, podczas gdy Snape opuścił na moment pomieszczenie. Kiedy wrócił, usiadł za biurkiem naprzeciw Harry'ego.
- Potter, co wydarzyło się między tobą a panem Malfoyem? - zapytał.
- Nazywam się Harry - powiedział z urazą Harry.
- Co?
- Powiedziałem, że nazywam się Harry. Niech mnie pan tak nazywa.
Snape przewrócił oczami.
- Niech będzie, Harry, co się wydarzyło z Malfoyem?
- Jakie to ma znaczenie? Zacząłem bójkę. Czy nie może mi pan odebrać punktów albo dać szlabanu.
- Nie, nie mogę. Ani tego nie zrobię.
W końcu Harry uniósł wzrok. Nagle na biurku Snape'a pojawiła się taca z dwoma kubkami brązowej cieczy i kilka herbatników.
- Wypij. Pomoże - powiedział Snape, wskazując mu kubek gorącej czekolady i sam podniósł swój.
Harry pociągnął łyk z kubka i od razu poczuł, jak jego ciało się rozgrzewa. Gdy wypił połowę swojego kubka, Snape ponownie spojrzał na niego pytająco.
- Pokazywałem Ronowi i Hermionie zdjęcie - powiedział Harry z przygnębieniem. - A Malfoy przyszedł i wyrwał je z rąk Hermiony. Zaczął że mnie szydzić i mówił, że to zdjęcie mojej zdechłej mamy i nazwał ją... jak sądzę, jakoś bardzo źle.
- Jak? - zapytał Snape, a jego oczy nieznacznie się zwęziły.
- Szlamowata.
Uchwyt Snape'a na kubku stał się nieco mocniejszy.
- Rozumiem.
- Co to znaczy?
- Szlama to podłe słowo, które opisuje ludzi z mugolskich rodzin. To oznacza, że ma brudną krew, czym gardzą tacy czystokrwiści jak Malfoyowie.
Harry skinął głową.
- Potem ją rozerwał. To było jej jedyne zdjęcie, jakie miałem, a on je potargał.
Snape w milczeniu sięgnął do swoich szat i wyjął z nich zdjęcie, które wręczył Harry'emu. Było identyczne jak to zniszczone, ale nie było to to samo zdjęcie. Jego było opalcowane przez te wszystkie razy, kiedy je trzymał. To wyglądało na nowe. Harry spojrzał na Snape'a, starając się bezgłośnie przekazać mu swoje uczucia. Snape odpowiedział beznamiętnym spojrzeniem.
- Działania Malfoya będą rozpatrzone w odpowiedni sposób. Nie martw się o to.
- Naprawdę mi pan wierzy? - zapytał Harry, ledwo śmiejąc się mieć nadzieję. Dursleyowie nigdy nie wierzyli mu, nawet gdy w oczywisty sposób mówił prawdę. To, że Snape uwierzył w jego słowa a nie Malfoya było dla niego czymś wielkim.
- Tak - powiedział krótko Snape.
- Ja... Dziękuję, proszę pana. - Harry poczuł uścisk w gardle, więc nie odważył się powiedzieć więcej.
- Wracaj do pokoju wspólnego. Tak zostanie ci podana kolacja.
- Dobrze. Dziękuję, proszę pana. - Wstał i podszedł do drzwi. - Dobranoc, profesorze.
- Dobranoc, Harry - nadeszła lekko kpiąca odpowiedź.
Teraz musiał porozmawiać z Malfoyem. Chłopak był władnym bachorem, ale Severus wiedział, że musi się z nim ostrożnie obchodzić tak, jak z Lucjuszem Malfoyem. Gdyby Draco Malfoy zrobiłby to samo komuś innemu, Severus nie podjąć zamierzonych środków, ale ból w tych zielonych oczach wyrwał wszystkie racjonalne myśli z jego głowy.
Tak samo było z Lily. Kiedy żyła, Severus wiedział, że mógłby dla niej wejść w ogień. Przypomniał sobie pewien dzień, na krótko zanim zdali SUM-y, kiedy naprawdę to dla niej zrobił, pomyślał mnie rozsądną częścią mózgu.

1876
- Dlaczego w ogóle z nią rozmawiasz, Snape? To tylko szlama - Mulciber uśmiechnął się złośliwie, a jego przyjaciele zachichotali.
- Nie nazywaj jej tak! - powiedział ostro Severus.
- Bo, co, Snape? Wiem, że jesteś pół-krwi, ale mógłbyś mieć lepszy gust niż taka brudna szlama.
Wtedy Snape stracił kontrolę. W jednej chwili wyjął różdżkę i rzucał jedno za drugim okrutnym zaklęciem w piątkę chłopaków. Nic dziwnego, że godzinę później obudził się w skrzydle szpitalnym. Jęknął. Jakim był głupcem. Kto o zdrowych zmysłach próbowałby zaatakować piątkę chłopców, zwłaszcza tych, którzy uczynili piekło z jego życia.
- Severus! - krzyknęła Lily, wpadając do skrzydła szpitalnego. - Słyszałam, co się stało. Co ty sobie myślałeś, atakując Mulcibera i resztę? Doprawdy, Severusie. - Podeszła i odgarnęła mu delikatnie włosy z oczu.
Severus uśmiechnął się słabo. Warto było.
Tydzień później wisiał do góry nogami, podczas gdy Potter popisywał się przed Lily.
- Zostaw go w spokoju! - powiedziała Lily, wyciągając różdżkę.
- Dobra - rzekł Potter, uwalniając Severusa. - Masz szczęście, że Evans tu była, Smarkerusie.
- Nie potrzebuję od niej pomocy - stwierdził Severus, z wściekłością piorunując Pottera wzrokiem.
Lily zamrugała.
- Świetnie, więc w przyszłości nie będę się kłopotać.
Severus przeklął, gdy Lily odchodziła, podczas gdy Potter patrzył na to zwycięsko.

Zawsze robił z siebie głupca, kiedy o nią chodziło i najwidoczniej z jej synem miał tak samo.
Wszedł do pokoju wspólnego Ślizgonów, gdzie zebrała się większość domowników, by zobaczyć, co się stało. Draco Malfoy siedział w fotelu, wyglądając na wyniośle zadowolonego.
- Malfoy, będziesz mi towarzyszył do mojego gabinetu - powiedział. W pokoju wspólnym ucichły wszelkie hałasy. Usłyszeli coś w tonie Snape'a, czego Malfoy nie dostrzegł.
- Dlaczego? - zapytał Malfoy. - Nie może mi pan powiedzieć, że zabiera mi pan punkty i wtedy będziemy mieć to z głowy.
Choć Severus musiał przyznać, że zwykle dawał Ślizgonom łagodne kary, to poszło już za daleko. Większość Ślizgonów rozumiała jego granice i stosowała się do nich.
- Zobaczmy - powiedział jedwabiście, - to będzie pięćdziesiąt punktów od Slytherinu za ohydne zachowanie i kolejne pięćdziesiąt za bezczelność.
Rozległo się zbiorowe głębokie westchnięcie ze strony członków Domu, a ich wściekłe spojrzenia były skierowane na Malfoya. Uśmieszek Malfoya ześlizgnął się z jego twarzy, ale dzieciak wciąż nie wiedział, kiedy zamknąć usta.
- Nie może pan tego zrobić! Nigdy nie zabiera pan punktów Slytherinowi.
- Właśnie to zrobiłem, Malfoy. A teraz sugeruję, żebyś poszedł za mną, zanim odbiorę kolejne pięćdziesiąt.

Nadąsany Malfoy podążył za nim do gabinetu. Gdy dotarli, Malfoy zerwał się.
- To nie byłem ja! To Potter pierwszy mnie uderzył!
- Wiem.
Malfoy wyglądał na zaskoczonego, ale spiorunował go wzrokiem.
- Za swoje działania, otrzymasz miesięczny cotygodniowy szlaban z Filchem.
- Miesięczny! A co dostał Potter?
- To nie jest twoje zmartwienie tylko jego Opiekunki Domu.
- Ale upewni się pan, że dostanie więcej ode mnie, prawda? Dzienny szlaban przez miesiąc?
- Nie zrobię czegoś takiego, Malfoy.
- To nie fair. Potter zachował się jak dzidziuś.
- Uważam, że to całkiem w porządku.
- Poczekaj, aż napiszę o tym mojemu ojcu. Nie pozwoli, by tak się stało. - Malfoy spojrzał na niego wyzywająco.
Oczy Severusa zalśniły.
- A jak myślisz, co twój ojciec powie, gdy napiszę do niego, by opowiedzieć o twoich działaniach? Co powie, kiedy się dowie, że zniszczyłeś jedyne zdjęcie matki osieroconego chłopaka, zwłaszcza, gdy ten chłopak to chłopiec, który przeżył?
Twarz Malfoya pobladła. To w tym momencie zrozumiał, że jego działania mają następstwa.
- Ponadto - ciągnął Snape, - jutro publicznie przeprosisz pana Pottera w Wielkiej Sali.
- Nie zrobię tego!
- W takim razie nie mam wyboru i napiszę do twojego ojca.
Malfoy spojrzał na niego z jeszcze większą wściekłością. Severus zignorował go i usiadł przy biurku, by popracować nad sprawdzianem dla trzeciego roku.
- Dlaczego tak panu zależy na Potterze?
- Poślę ci notkę o twoim pierwszym sobotnim szlabanie.
Malfoy gwałtownie odsunął krzesło i wyszedł z pomieszczenia, pozostawiając Severusa, by rozważał postawione mu pytanie.
^^^
- Wydaje się, że dobrze radzisz sobie z sytuacją, Severusie - pochwalił Dumbledore później tego samego wieczora. Oboje siedzieli z McGonagall w biurze Dumbledore'a, a Severus właśnie skończył mówić im o karze, którą dał Malfoyowi.
- Nie miałam jeszcze okazji porozmawiać z panem Potterem - powiedziała McGonagall. - Jak sądzisz mam poradzić sobie z tą sytuacją, Severusie?
- Nie ośmieliłbym się mówić ci, jak masz obchodzić się ze swoimi uczniami, Minervo. - Bez jego wiedzy, Dumbledore i McGonagall wymienili spojrzenia.
- Co powiesz na dwadzieścia punktów od Gryffindoru, ponieważ został mocno sprowokowany i nikt nie został ranny?
- To wydaje się rozsądne - powiedział Severus. Jak na człowieka, który właśnie odjął sto punktów swojemu Domowi, wydawał się wyjątków spokojny.
- Z ciekawości, Severusie, jak udało ci się uspokoić młodego Harry'ego? Wydawał się być dość wytrącony z równowagi - powiedział Dumbledore.
- Zwyczajnie - powiedział Severus z krzywym, ironicznym uśmiechem. Cierpliwość i czekolada, pomyślał, ale nigdy nie powie tego ani Albusowi ani Minervie.
- Źle się stało, że zdjęcie jego matki jest zniszczone - rzekł smutno Dumbledore. - To chyba jedyne, jakie miał.
Snape nie wspomniał, że dał Harry'emu kopię.
- Byłoby miło, gdyby miał więcej niż jedno - ciągnął Dumbledore, obserwując Severusa znad okularów-połówek.
Severus przewrócił oczami.
- Chyba pójdę do siebie - powiedział im.
Wrócił do swoich kwater i automatycznie sięgnął po pudełko, z którego wyjął kopię fotografii. Trzymał je mocno. Były w nim wszystkie zdjęcia, które miał od Lily: z czasów, gdy byli dziećmi, gdy były letnie wakacje, z dnia ich ślubu. Otworzył pudełko i wyjął zdjęcie Lily w ślubnej sukni. Wyglądała tak pięknie i szczęśliwie. Westchnął i zaczął sortować zdjęcia.
^^^
- Harry, słyszałeś, co wczoraj wieczorem stało się z Draco? - zapytała Daphne, kiedy razem z Tracy podbiegła do niego w drodze na śniadanie.
Harry pokręcił głową.
- Snape naprawdę się wściekł - powiedziała. - Zabrał Slytherinowi pięćdziesiąt punktów i dał Draco miesięczny szlaban z Filchem.
- Co? - zapytał bezbarwnie Harry, nie mogąc w to uwierzyć.
- Snape zabrał Slytherinowi punkty? - spytał równie zszokowany Ron.
- Cały Dom jest wściekły na Draco - rzekła Tracy.
Harry odwrócił się do przyjaciół, patrząc między oszołomionym wyrazem twarzy Rona a wszystko wierzącym uśmiechem Hermiony.
- Zobaczymy się później, Harry - powiedziała Tracy, machając mu, gdy szły w stronę stołu Ślizgonów.
- Nie mogę w to uwierzyć - stwierdził Harry z odrętwieniem, kiedy usiedli.
- Och, Harry, jestem taka szczęśliwa z tego powodu - powiedziała Hermiona. Zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, Wielką Salę zaczęła wypełniać cisza. Odwrócili się i zobaczyli Snape'a, który kierował się do stołu Ślizgonów, gdzie siedział Draco Malfoy.
- Chyba ma pan coś dzisiaj do zrobienia, panie Malfoy - powiedział Snape.
Malfoy spojrzał na niego z obrzydzeniem i wstał. Snape skrzyżował ramiona i obserwował, jak idzie do stołu Gryfonów, gdzie siedział Harry.
- Przepraszam, Potter - wypluł Malfoy, po czym odwrócił się i wrócił do swojego stołu.
Hałasy Sali wróciły nieco głośniejsze niż zazwyczaj.
- Czy to jakiś chory sen? - zapytał Ron, wyglądając na oszołomionego.
Doświadczenia Malfoya nie wydawały się go upokorzyć. Na eliksirach usiadł za Harrym i szeptał mu do ucha.
- Myślisz, że jesteś wspaniały, Potter, gdy teraz stałeś się ulubieńcem Snape'a. Nic o nim nie wiesz.
- Zamknij się, Malfoy - odparł Ron. Harry starał się go ignorować. Musiał skoncentrować się na swoim eliksirze.
- Wiesz, że jest śmierciożercą? Pracuje dla człowieka, który zabił twoją mamusię. Ojciec mówi, że jest dla ciebie miły tylko po to, by zyskać twoje zaufanie. - Przestał mówić, gdy Snape zbliżył się do niego.
Gdy Snape przechodził, Harry przyjrzał mu się uważnie. Wiedział, że Snape pracował dla Voldemorta i myślał już o tym wcześniej, ale jakoś zepchnął to w tył umysłu. Sam Voldemort wydawał się być odległym koszmarem. Co jeśli Malfoy mówił prawdę? Jeśli Snape naprawdę wciąż pracował dla Voldemorta?
- Zapytaj profesora Dumbledore'a - zasugerowała natychmiast Hermiona, gdy tylko wyraził swoje obawy. - Zatrudnił Snape'a, więc pewnie wie, czy Snape był śmierciożercą.
- Nie mogę tak po prostu podejść do Dumbledore'a i powiedzieć: "tak przy okazji, profesorze, czy jest jakaś możliwość, że profesor Snape wciąż pracuje dla Voldemorta?" - stwierdził sarkastycznie Harry.
Ron wzdrygnął się na dźwięk tego imienia.
- Możesz, Harry. Albo jeszcze lepiej, zapytaj Snape'a.
Harry i Ron spojrzeli na nią. Hermiona wyglądała na zirytowaną.
- Nie żartuję, Harry. Uważam, że powinieneś pokazać mu też list.
Harry potrząsnął głową.
- Nie mogę pokazać mu listu, Hermiono. Jeszcze nie.
Hermiona spojrzała na niego ze współczuciem.
- Cóż, powinieneś porozmawiać albo z Dumbledorem albo ze Snapem o tym, czy jest śmierciożercą.
- Zgadzam się z Hermioną - ogłosił Ron. Harry i Hermiona spojrzeli na niego w szoku. - Jeśli chcesz, żeby był twoim tatą to chyba musisz wiedzieć, czy próbuje cię wykończyć - powiedział Ron, wzruszając ramionami.
Hermiona przewróciła oczami, a Harry westchnął.
- Pomówię z Dumbledorem - obiecał.
Zanim zdążyli powiedzieć coś więcej, do pokoju wspólnego wskoczył Neville Longbottom, którego nogi były połączone razem przez zaklęcie zwane Zwieraczem Nóg. Hermiona zerwała się z miejsca i rzuciła przeciwzaklęcie.
- Co się stało? - zapytała.
- Malfoy - powiedział Neville drżącym głosem. - Powiedział, że szuka kogoś do ćwiczeń.
- Pewnie wyładował złość na Neville’u - mruknął Ron do Harry'ego. Harry wyjął ostatnią czekoladową żabę z kieszeni.
- Jesteś wart dwudziestu Malfoyów, Neville - stwierdził Harry z powagą.
Neville posłał mu lekki uśmiech i wziął czekoladę.
- Dzięki, Harry. - Wyjął kartę. - Masz kartę. Chyba je kolekcjonujesz, prawda?
To była karta z Dumbledorem, pierwsza, jaką Harry kiedykolwiek miał. Harry odwrócił ją i sapnął.
- Znalazłem go - wykrzyknął. - Znalazłem Nicholasa Flamela!

4 komentarze:

  1. Nie ma to jak mieć zły humor a tu wchodzisz na bloga i widzisz nowy rozdział który go poprawia

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział, reakcja Snape'a bezcenna :D.
    W którymś momencie jak Harry rozmawia ze Ślizgonkami piszesz że Malfoy dostał -50 pkt a wyżej pisze że to było -100
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Powoli stosunki między Harrym i Severusem się polepszają cieszy mnie to :) Ciekawe co wyniknie z informacji na karcie, ni mogę się doczekać aby przeczytać jak opiszesz sytuację. Pozdrawiam Akemi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam ochotę przywalić Malfoyowi, więc cieszę się, że Harry to zrobił. I podoba mi się też sposób w jaki Snape podszedł do całej tej sytuacji.
    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń