piątek, 12 maja 2017

KCL - Część 8


- Severusie, zauważyłeś ostatnio coś dziwnego w zachowaniu pana Pottera? – zapytała go Minerva w pokoju nauczycielskim.
- Nie, Minervo. Dlaczego miałbym? – zapytał zimno Severus.
Minerva wyglądała na zaskoczoną.
- Myślałam, że możesz wiedzieć, co siedzi mu w głowie. Wydawaliście się być blisko.
- Mylisz się.
- Nie sądzę. Wiesz, że kiedy złapałam go, że był w Zakazanym Lesie, nie wyglądał na ani trochę skruszonego, aż nie poinformowałam go, że powiem o tym tobie?
Severus milczał, a Minerva kontynuowała:
- Wciąż mnie pyta, czy Albus nadal jest w Hogwarcie. Powiedziałam mu, że Albus musiał iść do Ministerstwa i wyglądał na spanikowanego.  Nie powiedział, dlaczego. Może, jeśli ty z nim porozmawiasz…
- Nie – przerwał jej natychmiast Severus, szorstko odwracając się od niej. – Potter nie jest moim zmartwieniem.
- Severusie – zaczęła Minerva, ale znowu jej przerwano, tym razem przez dźwięk pukania do drzwi. Wzdychając, podeszła i otworzyła je, ukazując obiekt ich dyskusji, jak zwykle otoczony przez Weasleya i Granger.
- Tak, panie Potter? – zapytała surowo.
- Czy mogę porozmawiać z profesorem Snapem? – spytał drżąco. Trząsł się.
- O co chodzi, panie Potter? Potrzebuje pan zobaczyć się z panią Pomfrey? – zapytała zaalarmowana Minerva.
- Nie, pani profesor. Po prostu naprawdę muszę porozmawiać z profesorem Snapem. – Jego oczy były dziwnie błyszczące, gdy to mówił.
Nie wiedząc, co jeszcze zrobić, Minerva odwróciła się do Severusa, milcząco prosząc go, by zajął się sytuacją.
Severus naburmuszył się, ale ustąpił.
- Chodźmy do mojego gabinetu, Potter – powiedział żywo, po czym szybko wyszedł z pokoju, nie zauważając pocieszającego uśmiechu, który Hermiona posłała Harry’emu ani też klepnięcia w plecy, którym obdarzył go Ron.
Harry ruszył za Snapem, nie będąc jeszcze, czy w ogóle, gotów osobiście zmierzyć się z mężczyzną. Gdy dotarli do gabinetu Snape’a, był kłębkiem nerwów. Nie miał pojęcia, jak przekazać profesorowi wiadomość. W iście gryfońskim stylu, zdecydował zdać się na ślepy los, co było niezmiernie głupim pomysłem w perspektywie czasu.
Snape spokojnie podszedł i usiadł za biurkiem. Harry spojrzał na krzesło naprzeciw niego. Wiele razy siedział już na tym samym krześle, ale nigdy nie w takich okolicznościach. Potrząsnął głową, by ją oczyścić. Po prostu musiał to powiedzieć, wydusić to z siebie.
Ale stracił nerwy, kiedy popatrzył na Snape’a i zamiast tego wypalił:
- Uważamy, że Quirrell próbuje ukraść Kamień Filozoficzny!
Snape wyglądał na wściekłego.
- A skąd miałbyś to wiedzieć, Potter?
- Po prostu wiem – powiedział słabo Harry,
- Czy ja wcześniej nie mówiłem, żebyś ni wtykał nosa w nie swoje sprawy?
- Mówił pan, ale to prawda!
- Kamień jest dobrze chroniony…
- Ale my uważamy…
- Nie przerywaj mi! Jak mówiłem, Kamień jest dobrze chroniony i nie jest twoim zmartwieniem. Jeśli to wszystko to możesz odejść. – Głos Snape’a był lodowaty.
- Ale myślimy, że Quirrell próbuje ukraść kamień dla Voldemorta! – powiedział niecierpliwie Harry.
- Nie wymawiaj tego imienia! – zagrzmiał Snape.
Harry spojrzał na niego z niedowierzaniem. Snape też bał się imienia?
- Czarny Pan odszedł lata temu, a ty ze wszystkich ludzi powinieneś o tym wiedzieć najlepiej – powiedział Snape, zdecydowanie spokojniej.
- Profesor Dumbledore w to wie wierzy – uparł się Harry.
Snape spiorunował go wzrokiem, a Harry mógł poczuć swoją wrzącą frustrację.
- Dlaczego mi nie wierzysz? – zawołał.
- Nie mów do mnie w taki sposób, Potter! Nie masz żadnego szacunku do autorytety, tak samo jak twój ojciec.
Harry ucichł. Minęło wiele czasu, od kiedy Snape porównał go do Jamesa Pottera. Co się stało?
- Powiedział pan, że mnie nie nienawidzi, ale tak jest – powiedział Harry, czując nagle histerię. – Dlaczego mnie pan nienawidzi, skoro kochał pan moją matkę?
- Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek mówił, że kochałem twoją matkę.
- Ale tak było i wiem o tym! Kochałeś ją! Zobaczyłeś ją w  Zwierciadle Ain Eingarp! Wiem to. A ona kochała ciebie.
Twarz Snape’a straciła kolor.
- Wygadujesz nonsensy, Potter. – Jego głos był grobowy. – Jak śmiesz przypuszczać, że wiesz cokolwiek o mojej relacji z Lily? Nie kochała mnie, ani też nie wierzyła, że ja jestem zdolny do miłości. A teraz sugeruję, żebyś się WYNOSIŁ!
- Nie, nie wyjdę – powiedział Harry, zdeterminowany, by to zakończyć. Przygotował się i powiedział: – Tak naprawdę chciałem powiedzieć, że jestem twoim synem. Nie Jamesa Pottera, tylko twoim. Jesteś moim ojcem.
Cisza była ogłuszająca.
- Jesteś moim ojcem – powtórzył Harry. Czuł się dobrze z powodu tego, że w końcu to powiedział.
- Nie wiem, jakie masz urojenia, ale nie jesteś moim synem – powiedział cicho Snape. – Jesteś synem Jamesa Pottera, zapewniam cię.
Harry potrząsnął głową.
- Moja mama przysłała mi list w urodziny. Powiedziała mi wszystko. – Wyjął list z kieszeni i uniósł go. Stał się jego najcenniejszą własnością. – Możesz go przeczytać, jeśli chcesz.
Snape pokręcił głową i zaszydził słabo w kierunku kawałku pergaminu w dłoni Harry’ego:
- Nie bądź śmieszny, Potter. Mam dość tych nonsensów. Tak naprawdę nie wierzysz w jakikolwiek brednie w liście, który podobno został napisany przez kogoś, kto nie żyje od dziesięciu lat.
- To jest prawda – nalegał Harry, który nigdy nie wątpił w list. – Powiedziała mi o tym, jak się spotkaliście, gdy mieliście dziewięć lat i jak zostaliście przydzieleni do innych domów, ale nadal byliście przyjaciółmi, a potem wzięliście ślub…
- Mam dość tych bzdur – powiedział Snape niebezpiecznym głosem. – Jesteś bachorem Jamesa Pottera i zawsze już nim będziesz. Nie wiem, skąd się tego dowiedziałeś, ale nigdy więcej nie będziesz o tym mówić. Czy to jasne? A teraz odejdź. Nie chcę cię więcej widzieć w moim gabinecie.
Gorące łzy pojawiły się w oczach Harry’ego. Próbował je powstrzymać, ale ciągle spływały po jego policzkach. Niecierpliwie otarł je ręką.
 - Jesteś moim ojcem – powiedział po raz trzeci. – Wiem, że jesteś.
Snape był blady, ale nic nie powiedział. Jego twarz była nieruchomą maską. Kiedy odwrócił się od Harry’ego, Harry zrozumiał, że Snape nie zamierza zaakceptować go jako syna. Łzy zaczęły spływać po jego policzkach z pełną siłą. Uciekł, upuszczając list na zimną podłogę lochów.
Nie zauważył, że gdy biegł, obserwowała go dwójka ludzi.
^^^
Harry czuł się tak strasznie głupio. Czy jego doświadczenie z Dursleyami nic go nie nauczyło? Tylko dlatego, że dzielił z nimi krew, nie sprawiało, że nienawidzili go mniej. Czego oczekiwał? Że Snape natychmiast go zaakceptuje, zabierze go od Dursleyów i… i pokocha?
Cały czas łudził się myślą, że mógłby jakoś zdobyć miłość Snape’a. Ron i Hermiona mieli rację. Nie można było zmusić do kochania. Tak mocno próbował z Dursleyami i w końcu zdał sobie sprawę, że to niemożliwe. Wykonywał swoje obowiązki i nie narzekał, ale żaden z nich nie pokochał go ani odrobinę mocniej.
Oczywiście, że Snape go nie pokocha. Nie ważne było to, że Snape był jego ojcem. Krew nie była ważna. Snape nigdy nawet nie zgodzi się, by uwierzyć, że to prawda. Sam powiedział, że zawsze będzie traktował Harry’ego jak syna Jamesa Pottera.
Mimo to Harry nie potrafił zmusić się, by nienawidzić Snape’a. Kiedy myślał o Snape’ie, myślał o mężczyźnie, który był mądry, odważny i uprzejmy; mężczyźnie, który pomagał mu z zadaniami, który spędzał z nim czas, warząc eliksiry, który pocieszył go po tym, jak Malfoy zniszczył zdjęcie jego matki.
I to dlatego nie potrafił nienawidzić Snape’a. To dlatego kochał swojego ojca.
^^^
Severus chodził po biurze, pierwszy raz chcąc, żeby był tu Albus. Może mógłby mu wyjaśnić tą sytuację. Kroczył, trzymając się za głowę. Czy chłopak mógł mówić prawdę? To było niedorzeczne. Czy Harry Potter mógł być jego synem? Dlaczego Lily miałaby mu nie powiedzieć?
Severus zatrzymał się i wrócił do krzesła, czując początki bólu głowy. Przytrzymując głowę, usiadł i zaczął liczyć miesiące od kiedy Lily go zostawiła do czasu narodzin chłopca. Z pewnością to nie było możliwe. To zwyczajnie nie mogło być możliwe. Był synem Jamesa Pottera: musiał być. Ale co sprawiło, że chłopak wydawał się tak mocno wierzyć, że Severus był jego ojcem?
Wzdrygnął się na dźwięk pukania do drzwi i zdecydował to zignorować. Ponownie rozległo się pukanie, coraz głośniejsze, aż w końcu Severus podszedł do drzwi.
- Czego! – warknął, otworzywszy drzwi i dostrzegł dwóch identycznych rudzielców.
- Cześć, profesorze – powiedział jeden z nich.
- Czego chcecie, Weasley? – zapytał.
- Po prostu zobaczyliśmy, jak Harry wybiega z gabinetu. Wyglądał na zasmuconego – powiedział drugi.
- Przejdziecie do rzeczy? – powiedział z niecierpliwością Severus.
- Zwyczajnie pomyśleliśmy, że mógłby pan chcieć to przeczytać. – Wyciągnął kawałek pergaminu w kierunku Severusa.
Severus popatrzył na to podejrzliwie.
- Harry to upuścił – dodał Weasley.
Oczy Severusa rozszerzyły się, gdy zdał sobie sprawę z tego, że to o ten list chodziło chłopcu, gdy twierdził, że otrzymał go od Lily. Wyrwał go z uścisku Weasleya.
- Skoro to wszystko – powiedział i nie czekając na odpowiedź, zatrzasnął drzwi przed ich twarzami. Wymienili spojrzenia, mając nadzieję, że zrobili coś dobrego dla Harry’ego.
Gdy już był bezpiecznie w swoich kwaterach, mając nadzieję, że jest wolny od jakichkolwiek zakłóceń, popatrzył na złożony list w swoich rękach. Natychmiast sprawdził list, czy nie ma żadnych klątw, ale nie znalazł żadnej. Odkrył jednak urok, który pozwoliłby na przeczytanie tylko konkretnym osobom. Lily była niezła w takich urokach, przypomniał sobie Severus.
Przez długi czas wpatrywał się w list. Czy naprawdę mógł być od Lily? Jeśli tak, jak miał się zmusić do przeczytania go? Ból jej straty wciąż był tak głęboki, że do niedawna, aż spotkał jej syna, nie był w stanie wymówić jej imienia. To dlatego tak źle zareagował na słowa chłopaka. Nie mógł znieść patrzenia w jej oczy i jednocześnie żeby chłopak mówił mu to, czego jego serce tak pragnęło. To było zwyczajnie nie możliwe.
Sekundy zmieniły się w godziny, a Severus wciąż nic nie zrobił. W końcu zdecydował, że miał dość. Nie był tchórzem. Jego ręce dziwnie drżały, kiedy otwierał list i natychmiast przebiegł po nim wzrokiem, zdając sobie sprawę z tego, że był jednym z ludzi, którzy mogli go przeczytać. Pismo rzeczywiście było znajome, jak ręka, spod której otrzymał tyle listów.
Trzymał list w dłoni, jakby był święty i przebiegł palcami po słowach. To faktycznie ręka Lily przesuwała się po tym pergaminie, pozostawiając ślady słów, które mogą mieć wielki wpływ na resztę jego życia.
Mój najdroższy Harry, zaczął czytać.
^^^
Zanim Harry wrócił do Wieży Gryffindoru, było po kolacji, a wszystkie łzy wyschły, ustępując zdecydowanej determinacji.
- Harry! Gdzieś ty był? Strasznie się zamartwialiśmy! – wytknęła mu Hermiona.
- Co się stało, Harry? Jak poszło? – powiedział Ron.
- Nie chce mnie – powiedział krótko Harry. Zanim Ron albo Hermiona mogli powiedzieć coś więcej, kontynuował, – Próbowałem mu powiedzieć o kamieniu, ale mi nie uwierzył. – Wziął głęboki oddech. – Pójdę po niego i zdobędę go zanim uda się to Quirrellowi.
- Ale Harry, nie możesz! – krzyknęła Hermiona.
- To szaleństwo! – zgodził się Ron.
- Nie rozumiecie? – wykrzyknął Harry. – Jeśli nie pójdę, Voldemort powróci i zabije mnie, bo nigdy nie przejdę na Ciemną Stronę! Przejdę dzisiaj wieczorem przez klapę i nic, co powiecie, mnie nie powstrzyma! Voldemort zabił moją… moich rodziców, pamiętacie?
Ron i Hermiona spojrzeli po sobie.
- Też idziemy, Harry – powiedziała Hermiona.
- Mam nadzieję, że pod twoim płaszczem jest dość miejsca dla nas trzech – dodał Ron.
Harry popatrzył na dwójkę przyjaciół i skinął głową.
- Pójdziemy, gdy już wszyscy pójdą spać.
- Harry, co… - zaczął Ron, kiedy zeszli do pokoju wspólnego, gdzie mieli spotkać się z Hermioną, zanim pójdą po kamień.
- Chodź, Ron – przerwał mu Harry, zanim Ron mógł zapytać, co zamierza, – musimy się spieszyć zanim Quirrell tam dotrze.
Ron wzruszył ramionami do Hermiony, kiedy zeszła ze schodów do jej dormitorium. Przygryzła wargę, nie próbując wypytywać o to Harry’ego.
- Lepiej tutaj załóżmy płaszcz – powiedział Harry, odwracając się do nich.
- Co wy robicie? – doszedł do nich głos od schodów. Był to Neville.
- Nic, Neville, wracaj spać – powiedział bez przekonania Ron.
- Wychodzicie, prawda? – zapytał Neville, patrząc na Harry’ego. – Nie możecie! Stracicie kolejne punkty. Nie puszczę was. – Podbiegł do wyjścia w portrecie.
- Zrób coś – powiedział Harry Hermionie.
Hermiona wyjęła różdżkę.
- Naprawdę przepraszam, Neville – powiedziała. – Petrificus Totalus!
Potem wyszli z pokoju wspólnego, zostawiając Neville’a za sobą.
^^^
W nocy, której planowałam mu powiedzieć o tobie, przyszedł do mnie z Mrocznym Znakiem na ramieniu.
1979
- Severus! – krzyknęła radośnie Lily, kiedy wszedł do ich chatki i przytuliła go.
Całe jego wyczerpanie odeszło, kiedy spojrzał na żonę. Praktycznie błyszczała.
- Jak rozmowa kwalifikacyjna? – zapytała. No tak. Powiedział jej, że idzie na rozmowę o pracę.
Usta mu wyschły, kiedy zmarszczyła brwi.
- Nie wyglądasz za dobrze, Severusie. Może powinieneś odpocząć, a ja później przyniosę ci coś do jedzenia.
Severus potrząsnął głową, wiedząc, że musi jej powiedzieć. Za niedługo i tak go sama zobaczy. Zaczął rozpinać mankiet.
- Co robisz? – zapytała, patrząc mu w oczy. Jej oczy opowiadały inną historię w jej słowach. Wyglądała na przestraszoną, jakby dokładnie wiedziała, co się stanie. Nie spuszczając z niej wzroku, Severus ostrożnie podciągnął rękaw, aż nie odkrył…
Lily spojrzała w dół i sapnęła.
- Czy to…?
- Mroczny Znak – powiedział Severus bezbarwnie.
- Jesteś… jesteś jednym z nich? Jesteś śmierciożercą!
- Tak.
Tej nocy go zostawiłam, mówiąc takie rzeczy, które wstydzę się przyznać.
Lily się pakowała. Nie mógł uwierzyć, że to robiła. Nie mogła go zostawić, zwyczajnie nie mogła.
- Lily, proszę – błagał.
- Wybrałeś ich, Severusie. Wybrałeś ich zamiast mnie – powiedziała, ocierając z niecierpliwością łzy z oczy i podchodząc do drzwi. – Okłamałeś mnie i zraniłeś, mimo że wcześniej obiecałeś, że nigdy tego nie zrobisz. Jak mogę być z tobą, skoro nie mogę ci ufać? – Położyła dłoń na brzuchu, jakby coś ją zabolało.
- Zrobiłem to dla nas, Lily – tłumaczył się, – żebyś była bezpieczna.
- Tylko okłamujesz sam siebie, Severusie. Zrobiłeś to dla samego siebie. Powiedziałeś, że mnie kochasz, ale tak nie jest.
- Ale kocham cię, Lily – powiedział z odrętwieniem.
Jej oczy stały się zimne, kiedy odwróciła się do niego, by na niego spojrzeć.
- Nie. Czasami myślę, że nawet nie wiesz, co to miłość. – I z trzaśnięciem drzwiami odeszła, zostawiając Severusa samego.
Kocham twojego ojca i kocham ciebie…
Kochała go. Wciąż go kochała, nawet po tym, jak go zostawiła. Przez cały ten czas myślał, że wskoczyła w ramiona Jamesa Pottera, gdy tylko odeszła, ale to nigdy nie był James Potter, to zawsze był on. Łzy spłynęły po jego haczykowatym nosie na pergamin.
Była z Potterem tylko po to, by bronić swojego syna. Ich syna. Ich syna, Harry’ego. Harry Potter był tak naprawdę jego synem. Miał syna, zdał sobie sprawę z niedowierzaniem. Okiem umysłu widział chłopca, nieśmiało stojącego wśród innych pierwszorocznych, kiedy miał zostać przydzielony. Chłopiec z czarnymi włosami jak Severusa i zielonymi oczami jak Lily. Jego syn był częścią jego, tak jak częścią Lily.
Jakoś Severus wyszedł z kwater w oszołomieniu i ruszył na siódme piętro. Portret Grubej Damy wpuścił go bez problemu. Severus wziął głęboki oddech i wszedł przez dziurę w portrecie. Co miał powiedzieć? Co mógł powiedzieć? Co powie Harry?
Jego obawy się nie zrealizowały, kiedy zobaczył spetryfikowanego Neville’a Longbottoma na ziemi. Nagle się otrząsnął. W jego piersi budowało się lodowate uczucie, kiedy machnął różdżką i powiedział:
- Finite Incantatem.
Longbottom natychmiast zaczął się ruszać.
- Co się stało, Longbottom? – zapytał Severus groźnie. Miał lodowate przeczucie, że to ma coś wspólnego z jego synem. – Gdzie jest Harry?
Oczy Longbottoma rozszerzyły się i skulił się pod niechcianą uwagą swojego najmniej lubianego profesora.
- Dziesięć minut temu wyszedł z pokoju wspólnego z Ronem i Hermioną. Nie wiem, gdzie poszli, ale myślę, że Harry wspominał coś na temat profesora Quirrella – powiedział cichutko.
Severus przeklął pod nosem i wyszedł z pokoju wspólnego. Pierwsze, co zrobił to wysłał Albusowi patronusa, po czym ruszył szukać Harry’ego. Głupi chłopak! Severus ostrzegał go, żeby nie szukał kłopotów, ale ten oczywiście nie słuchał. Ten dzieciak wpędzi go do grobu. Kiedy ruszył na trzecie piętro, Severus zignorował mrowiący Mroczny Znak na ramieniu.


Astro - O przetłumaczenie tego opowiadanie poprosiła mnie droga Crudeoil, więc to nie ja je znalazłam, ale uważam tak jak ty - jest to perełka ;) Co do egzaminów, myślę, że zawaliłam angielski (o ironio -_-), chociaż z ustnego mam 70%. Co do rozszerzeń, matematyka była okropna, jednak co do biologii, mam dobre myśli. Został mi jeszcze ustny polski (będzie ciężko) oraz chemia. Trzymaj kciuki :D


4 komentarze:

  1. Serce mnie zabolało jak czytałam o rekacji Snape. Tak długo na nią czekałam, a tu coś takiego... ;-; Jasne, nie spodziewałam się, że przyjmie to na spokojnie, ale też nie myślałam, że będzie aż tak źle.Dalej czuję to duszące uczucie w klatce piersiowej.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. A jednak Snape sie wzbraniał przed prawdą. Żal mi sie zrobiło Harry'ego. I jeszcze Severus śmie oskarżać Pottera o głupie działanie, po tym jak go wyśmiał i nie uwierzył że jest jego synem, a Harry chce mu udowodnić że jest wart jego miłości.
    Mimo wszystko autorka ukazuje najprawdziwszy charakter Snape'a (w moim odczuciu). Zastanawia mnie czy to opowiadanie dotyczy tylko pierwszego roku czy ma jakieś kontynuacje ?
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Z doświadczenia wiem, że zawalanie matury z angielskiego nie jest wcale tak oczywiste :D
    Myślałam podobnie do Ciebie, a jak przyszły wyniki to przeżyłam szok bo miałam wysoką ilość procentów :)
    Będzie dobrze!
    ekhem, a co do tłumaczenia :D - jak zwykle perfekcyjne. Severus w tym tekście ma dość... zmienne nastroje, że tak to ujmę, nie uważasz?:P
    Co do "perełek", mam w zanadrzu jeszcze jedną choć nie wiem czy jeśli zrobię minę smutnego Łapy, to znajdziesz czas i na następny tekst.

    pozdrawiam i życzę powodzenia,
    Crudeoil

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednak Snape pokazał że ma dziecko Lily gdzieś, nawet nie chciał wysłuchać Harrego, kolejna osoba zniszczyła nadzieje młodego dziecka. Na początku dał nadzieję z teraz ją zdeptał, z listem też długo się wahał zamiast od razu przeczytać, Nie zasługuje na takiego syna, nawet jak na końcu poszedł za dzieciakami to nie z dobroci serca. Zobaczymy co przyniosą kolejne rozdziały jednak na u mnie grubą i długą krechę.
    Pozdrawiam Akemi :)

    OdpowiedzUsuń