środa, 14 czerwca 2017

MNK - Rozdział 2 - Spal doszczętnie tego łajdaka

Czując się, jakby został uderzony kilkoma tłuczkami na raz, Harry zamrugał, patrząc na nieznany sufit. Pokój Syriusza. W każdym razie należał do niego, gdy był dzieckiem. A teraz Harry leżał w łóżku swojego chrzestnego.
Stłumił jęk, siadając. Boże, żebra bolały. Tak w ogóle ile razy kopnął go Piers?
Niezgrabnymi palcami założył na nos okulary i gwałtownie przestał się ruszać, zauważając swojego ojca chrzestnego, śpiącego na rozłożonym kocu. Na podłodze.
- Cholera – mruknął do siebie. To, że osoba jego chrzestnego spała na podłodze wydawało się raczej niewdzięczne z jego strony, zważywszy na to, że chrzestny uratował go przed kulejącym powrotem do Dursleyów. Nie wspominając o eliksirach, które Harry zażył. Albo o ubraniach, podarowanych przez Syriusza.
Nawet jeśli noszenie ubrań Syriusza było dziwnym uczuciem. Choć także miłym. Ponieważ Syriusz nie musiał dawać mu swoich ubrań.
Chciał.
To tylko sprawiło, że Harry poczuł się jeszcze bardziej winny tego, że zarekwirował łóżko Syriusza.
Nie będąc pewnym, co robić, Harry odsunął koce. Mógłby znaleźć kuchnię. Śniadanie może być dobrym sposobem na wynagrodzić Syriuszowi kradzież dobrego, nocnego snu. Musiał przecisnąć się nad gniazdem Syriusza, które uwił zaraz koło łóżka.
Korytarz był ciemny. Decydując, że mógłby wpaść w kłopoty za rzucenie Lumos, szedł wzdłuż ściany, po kilku krokach niemal staczając się w dół po stromych schodach. Schody wiły się w nieskończoność albo tak mu się zdawało. W środku było półpiętro, ale Harry nie zatrzymał się, aż schody się nie skończyły.
W każdym razie było nieco jaśniej. A to tylko sprawiło, że cały dom wydawał się jeszcze bardziej odrażający. Nie takie miejsce Harry sobie wyobrażał, kiedy Syriusz wspominał o nim, kiedy rok temu pytał Harry’ego, czy z nim zamieszka. Pachniało czymś zjełczałym i Harry był całkiem pewny, że wokół biegały szczury – albo coś małego i płochliwego jednocześnie.
Zamrugał, znajdując otwarte drzwi i kolejne – dużo krótsze – schody. Przyjął, że tak, to była kuchnia. Wyglądała jak kuchnia…
- Augh!
Odskoczył, kiedy dostrzegł dwa duże, wpatrujące się w niego okrągłe oczy.
- Obrzydliwa szlama – wymamrotał właściciel oczu. Skrzat domowy, jak Harry zauważył dzięki maleńkiej świecy, którą trzymał w sękatej dłoni.
- Eee…
Elf wymamrotał coś pod nosem, trącając Harry’ego, kiedy podszedł i wspiął się na schody. Zdecydowanie to miejsce było dziwne. I nie było też wiele jedzenia. Fasolowe konserwy nie byłby zbyt apetycznym…
- Harry! – Gorączkowemu krzykowi towarzyszyło tupanie stóp. Harry wyjął różdżkę i odwrócił się. – Harry!
Syriusz wpadł po schodkach do kuchni zanim Harry zdołał zrobić choć jeden krok. Syriusz zatrzymał się w momencie, gdy go zobaczył. Miał wyciągniętą jak miecz różdżkę, a jego pierś falowała.
- Nie rób tak! – wybuchnął.
Harry spojrzał na niego.
- Jak?
Syriusz skrzywił się, wyprostowując krzywą koszulę i odgarniając kosmyk włosów z twarzy.
- Myślałem, że zostałeś porwany.
- Och. – Harry niemal chciał się uśmiechnąć, ale Syriusz ani trochę nie wyglądał na rozbawionego. – Wybacz… Nie zostałem.
Syriusz zrobił minę i schował różdżkę z powrotem do kieszeni.
- Widzę, dziękuję bardzo. – Machnął ręką i kinkiety wzdłuż ścian ożyły. – Co tutaj robisz?
Harry zamrugał kilka razy, przyzwyczajając się do jasnych lamp.
- Myślałem, że zrobię śniadanie…
Syriusz wyprostował się.
- Jesteś głodny? Przepraszam, powinienem był się tego spodziewać. Tutaj – powiedział szybko, wskazując na stół. – Usiądź, a ja ci coś zrobię. Na co masz ochotę? Mam jajka i tosty. Może też kiełbaskę lub dwie… siadaj, siadaj… stół jest czysty.
Ale Harry nie poruszył się w kierunku długiego stołu, zbyt zaskoczony ofertą.
- Nie musisz…
Syriusz spojrzał na niego ponad drzwiami szafki, do której właśnie wsadził głowę.
- Nie muszę, czego?
Harry chwycił się za kark, wzruszając ramionami.
- Robić śniadania… Mogę sam zrobić.
Usta Syriusza ścisnęły się razem, jego szare oczy wwierciły się w niego, ale tylko na sekundę, po czym Syriusz uśmiechnął się.
- Moja jajecznica jest pyszna. A tosty… cóż, powiedzmy, że nie spaliłem żadnego, od kiedy tu jestem.
Harry uśmiechnął się.
- No? – zapytał Syriusz, otwierając nieco szerzej oczy. – Siądziesz? Używa się do tego krzeseł, wiesz?
- Tak – powiedział Harry ze śmiechem. – Wiem. – Usiadł na krześle najbliższym pieca i obserwował, jak jego ojciec chrzestny rozbija jajka do miski. – Trzymasz jajka w szafce? – wyraził swoją myśl.
Syriusz spojrzał na niego przez ramię, nie przerywając rytmicznego rozbijania jajek.
- Zimnej szafce – jest magicznie zaczarowana, żeby zachowywała chłód.
- Tak? To genialne.
Syriusz wyszczerzył się do niego.
- Magia jest raczej genialna. – Wlał ubite jajka na patelnię i zaczął mieszać je, kręcąc ósemki. – Mundungus musiał dla mnie przynieść jedzenie – wyjaśnił. – Zaledwie kilka rzeczy, żebym przetrwał kilka następnych dni.
Zimne uczucie rozprzestrzeniło się w żołądku Harry’ego. Kilka dni… Oczywiście. Harry mógł przecież wrócić do Dursleyów. Nie było tam tak źle. I Dudley wróci do bycia zbyt przerażonym, by koło niego przechodzić.
Rozprostował palce o matowy blat stołu, patrząc na słoje drewna, kiedy pytał.
- Gdzie pójdziesz?
- Ja? Nigdzie.
Harry uniósł głowę. Syriusz przekładał parujące jajka na dwa talerze.
- Za dwa dni Molly Weasley przyprowadzi tu całą rodzinę – powiedział Syriusz, stawiając talerz przed Harrym; dodał dwa kawałki gorącego, posmarowanego masłem tosta. – Dumbledore wszystkich gromadzi. – Uśmiechnął się nieco. – Molly jest odpowiedzialna za posiłki… sama się zgłosiła.
- Och. – Harry nie mógł wyjaśnić, dlaczego teraz było mu trudno spojrzeć na Syriusza, ale ponieważ tak było, skupił się na nabijaniu jajka widelcem, po dwóch gryzach przypominając sobie, by powiedzieć: - Dziękuję.
- Nie ma za co. – Syriusz nalał soku do szklanki Harry’ego i Harry musiał podnieść wzrok, by wziąć łyka. Zamarł ze szklanką przyciśniętą do ust. Kubek Syriusza był pusty, a gdy Harry przeniósł wzrok na szklaną butelkę, dostrzegł, że on też jest pusta.
Opuścił szklankę z powrotem na stół. Syriusz skończył przeżuwać i zapytał:
- Nie lubisz? Mundungus poszedł do mugolskiego sklepu spożywczego… to się nazywa… - Odwrócił butelkę i spojrzał na etykietę, – …Paradise Punch.
Harry pokręcił szybko głową.
- Nie, nie, jest w porządku. Po prostu… nie wystarczy.
Syriusz ugryzł róg tosta.
- Nie martw się tym. Woda też jest dobra. Wiem, że musisz być w stanie zjeść więcej – powiedział ze złośliwym uśmiechem. – Masz piętnaście lat i jeśli jesteś choć trochę podobny do taty… Raz wiedziałem, jak zjadł całą gęś.
Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Zdawało się, że było to coś, co często zdarzało się, gdy w pobliżu był Syriusz.
- Twoja babcia była bardzo zirytowana – dodał Syriusz, ugryzłszy kolejny kawałek tosta. – To był świąteczny obiad.
- Zjadł bożonarodzeniową gęś? – powiedział Harry, jednocześnie będąc zdegustowany i pod wrażeniem.
Syriusz przytaknął.
- Calusieńką. Twój tata był trochę świnią – powiedział czule. Zrobił gest w stronę talerza Harry’ego. – Wcinaj. I wypij sok.
Więc Harry posłuchał.
- Musieli już zauważyć, że mnie nie ma – powiedział, gdy skończył jajka i gryzł połowę piętki.
-Och, jestem pewny, że Tonks zauważyła to kilka godzin temu – odpowiedział Syriusz, ścierając okruszki z palców i opierając swoje łokcie po obu stronach talerza. – Dumbledore unika rozmów ze mną.
- Dlaczego?
- Myśli, że mógłbym zrobić coś dziecinnego, jak dołączenie do poszukiwań. – Mrugnął do niego. – I miałby rację.
Harry zmarszczył brwi.
- Więc będzie zły, że po mnie przyszedłeś, prawda?
Syriusz wzruszył ramionami.
- Złość to raczej mocne słowo, by określić nim Dumbledore’a… w każdym razie przez większość czasu. Ale nie, nie będzie zadowolony.
Harry upuścił w połowie dojedzoną piętkę i odepchnął od siebie talerz. Oczywiście, że nie. Dlaczego Dumbledore miałby być zadowolony, że Harry był z kimś, kto nie chce wepchnąć go do komórki?
- Byłoby dużo lepiej, gdybym tu został, żeby mógł mieć na mnie oko – wymamrotał.
- Nie sądzę, że to dlatego chce, żebyś został z Dursleyami – powiedział Syriusz powoli. – Kilka razy pytałem go, czy wkrótce mógłby jakoś cię tu sprowadzić, żebyś ze mną został, ale za każdym razem odmawiał. A gdyby naprawdę chciałby mieć cię na oku, tutaj byłoby to o wiele łatwiejsze.
Harry ledwo dosłyszał ostatnią część zdania, będąc zbyt zajętym rozkoszowaniem się drugą. Kilka razy pytałem go... żebyś ze mną został…
To było nawet lepsze niż ciuchy.
Harry zwalczył głupi uśmiech cisnący mu się na twarz. Choć Syriusz też się uśmiechał, więc może nie musiał tak bardzo się starać.
- Myślisz, że to ma coś wspólnego z Przepowiednią, której chce Voldemort?
Syriusz przycisnął kciuk do boku brody; potrząsnął głową.
- Możliwe, ale nie mam pojęcia, co?
Harry przechylił szklankę, patrząc, jak kilka kropel żółtego soku spływa po boku, myśląc o wszystkim, o czym Syriusz powiedział mu zeszłej nocy. Choć, tak naprawdę, nie było tego dużo, ponieważ Dumbledore był ta przywiązany do swoich tajemnic.
- Postaraj się tym nie przejmować – głos Syriusza wdarł się w jego myśli. – Nie wrócisz tam.
- Dumbledore powie, że muszę –rzekł Harry, pozwalając szklance z powrotem opaść. Może nie w te wakacje, ale następne będą takie, jak wszystkie inne.
- Nie, póki ja mam coś do powiedzenia – mruknął ponuro Syriusz.
Ale nie masz, chciał powiedzieć Harry. Ale oczywiście tego nie powiedział. Nawet jeśli Syriusz nic nie mógł zrobić. A poza tym, nie było tak źle. Zostawał z Dursleyami przez miesiąc lub dwa każdego roku. Mimo wszystko udało mu się z nimi przeżyć. Czym było kilka kolejnych wakacji?
- Jak się czujesz? – zapytał Syriusz. Pochylił się nieco do przodu, a jego oczy przeskanowały twarz Harry’ego. – Powinniśmy nałożyć trochę więcej Maści na Siniaki na twoje oko.
- To nic; nie boli. – Bolało trochę, ale raczej nie warto było o tym wspominać.
- Cóż, więc przynajmniej jeden przeciwbólowy eliksir – powiedział Syriusz, wstając. Zebrał talerze i posłał je do zlewu, zabierając też szklankę Harry’ego, kiedy Harry wstał. – Wyglądasz jakbyś tego potrzebował.
Zaskoczony obserwacją, Harry zapytał:
- Naprawdę?
- No, chyba że zwykle krzywisz się, gdy się poruszasz?
- Eee… nie, nie sądzę.
Syriusz uśmiechnął się.
- Więc chodźmy na górę i zajmijmy się tym, okej? A potem poszukamy czegoś do roboty… Mam szachy… nie wiele więcej. Kilka książek. Właściwie to jest tu przerażająco nudno…
- Lubię szachy.
- Naprawdę? – Oczy Syriusza pojaśniały. – Zestaw jest trochę zakurzony… mój dziadek dał mi je, kiedy miałem jedenaście lat; zapomniałem, że je mam. Kiedyś wyzywaliśmy się na mecze – reszta Huncwotów i ja. Czasem cała wieża miała maraton.
- Zwykle gram z Ronem – powiedział Harry. – Choć niezbyt dobrze.
Syriusz przewiesił rękę przez jego ramiona i ruszyli po schodach, do salonu.
- Zmienimy to. Jestem znakomity, wiesz?
Harry wyszczerzył się.
- I skromny.
- Skromny nie – powiedział Syriusz, kręcąc głową z powagą. – Ale znakomity.
Chichot Harry’ego został urwany przez straszliwe skrzypienie; sprawiło ono, że Syriusz westchnął.
- Frontowe drzwi – wyjaśnił, machając ręką w kierunku korytarza, który Harry już zwiedził.
- Dumbledore?
- Prawdopodobnie.
Harry poczuł, że jego mięśnie się napinają. Syriusz ścisnął jego ramiona, zanim odsunął rękę i bez żadnych ceregieli, stanął przed Harrym. Kroki odbiły się echem w korytarzu; kroki, które brzmiały na naprawdę zirytowane. Ale to mogła być tylko wyobraźnia Harry’ego.
- Syriuszu – przywitał się Dumbledore, zanim Harry nawet mógł go zobaczyć, a potem Syriusz odsunął się na bok. Wyraz twarzy Dumbledore’a zmienił się od ponurego przez zaskoczony do łamiącego gniewu w mniej niż pięć sekund. Jego niebieskie oczy zwęziły się i Dumbledore odwrócił się do Syriusza, piorunując go wzrokiem. – Do tego się uciekłeś, Syriuszu?
Wargi Syriusza rozchyliły się, a jego szok rywalizował z szokiem Harry’ego. Niemal natychmiast odzyskał panowanie nad sobą, z wyjątkiem karmazynu, który zabarwił jego policzki.
- To nie…
- Od kilku godzin szukaliśmy Harry’ego, Syriuszu – ton Dumbledore’a przeszedł w ostry dźwięk, którego rzadko używał. – Kiedy Alastor zasugerował, że możesz mieć coś wspólnego z jego zniknięciem, nie uwierzyłem w to. Nie wierzyłem, że możesz uciec się do porwania swojego chrześniaka.
- Nie zrobił tego! – wypalił Harry, zanim mógł się powstrzymał. Dumbledore odwrócił do niego głowę. Jego oczy były zimne, gdy mówił:
- Harry, nie musisz go bronić. I proszę, zabierz wszystkie swoje rzeczy. Musisz wrócić do Dursleyów…
- Co? – zapytał Syriusz, a czerwień zalała również jego szyję. – Nie! Czy nawet na niego nie spojrzałeś? Spójrz na jego twarz!
Dumbledore zerknął na Harry’ego przez chwilę, a jego oczy natychmiast wróciły do Syriusza.
- Co się stało, Harry? – zapytał tonem, który wcale się Harry’emu nie podobał.
- Kuzyn go uderzył – odpowiedział krótko Syriusz, zanim Harry był w stanie to zrobić.
- Czy to prawda, Harry? – Czuł się tak, jakby Dumbledore patrzył przez niego.
- Tak, proszę pana…
To wrażenie utrzymywało się jeszcze przez kilka chwil, a potem Dumbledore westchnął.
- Jestem pewny, że o cokolwiek ty i Dudley się pokłóciliście, można to rozwiązać w domu…
- To nie była kłótnia – przerwał mu Syriusz, a jego słowa wciąż były szorstkie. – Jego kuzyn i trójka innych chłopców zaatakowała go w parku. A gdyby Mundungus nie powiedział mi o tym, prawdopodobnie nadal by tam był.
Dumbledore nawet na niego nie spojrzał.
- Wyjaśnimy twojemu wujostwu, co się stało – powiedział Harry’emu. – Coś takiego już więcej się nie wydarzy.
Harry prychnął.
- Wuj Vernon tylko mu powie, żeby następnym razem uderzył mnie mocniej.
Dumbledore spojrzał na niego spod okularów.
- No, już, Harry, lepiej tak nie dramatyzować…
- On nie dramatyzuje. – Syriusz skrzyżował ramiona na piersi. – Nie bardziej niż przesadza o swoim liście, który był zaadresowany na komórkę pod schodami, o czym doskonale wiesz. Nie wróci tam.
Dumbledore ponownie przyszpilił wzrokiem Syriusza i bez patrzenia na Harry’ego, powiedział cicho:
- Harry, mógłbyś nas zostawić na moment?
Harry nie poruszył się, a jego oczy były skierowane na zaciśniętą szczękę jego chrzestnego.
- No, już, Harry – ostry ton Dumbledore’a oderwał Harry’ego od patrzenia. Czerwieniejąc – głównie ze złości – wycofał się do kuchni.
- Syriuszu – powiedział Dumbledore, a Harry musiał się wysilić, by usłyszeć resztę, - Mogę zaakceptować to, że myślałeś, że mu pomagasz, ale jak wcześniej wyjaśniłem, Harry musi wrócić do Dursleyów.
- Pozwalają swojemu synowi go atakować – wyszeptał zaciekle Syriusz. – Miał wstrząs mózgu.
- Porozmawiam z nimi…
- O komórce też? – zapytał Syriusz. – I o fakcie, że nie karmią go wystarczająco dobrze? Że nie kupują mu ciuchów? O tym też z nimi porozmawiasz? A może to nie ma znaczenia, jeśli przyjeżdża pierwszego września do szkoły?
- Syriuszu, jesteś nierozsądny i jak zwykle, pozwalasz emocjom przejąć kontrolę – powiedział Dumbledore zmęczonym głosem. – Dursleyowie dawali Harry’emu dom przez piętnaście lat i pomimo twojego dramatyzmu, nie doznał żadnych szkód.
- Żadnych szkód? – powtórzył Syriusz, a jego głos podniósł się o oktawę. – Myślę, że bycie niekochanym przez kogoś, kto powinien kochać się najbardziej liczy się jako szkoda. To najbardziej szkodliwa rzecz, o jakiej mogę pomyśleć. Lily i James byliby oburzeni…
- Lily i Jamesa tu nie ma, jak dobrze wiesz…
- A co to ma, do diabła, znaczyć?
- Nic więcej niż chcesz, żeby znaczyło – powiedział spokojnie Dumbledore. – Nie możesz zmienić faktów, Syriuszu. Harry przynależy do Little Whinging.
Milczenie przeciągło się tak długo, że Harry obawiał się, że Syriusz odpuścił.
Ale potem przemówił, a jego głos był napięty, gdy próbował wciąż szeptać.
- Podążałem za tobą w tylu rzeczach. Szanowałem cię i ryzykowałem moje życie tylko dlatego, że mnie o to prosiłeś; dziesiątki razy. Ale to nie w porządku. Wiesz o tym.
- Wiem – powiedział Dumbledore, - że najlepiej będzie dla Harry’ego, jeśli zostanie z krewnymi. A teraz, wybacz mi…
- On nie jest twój!
Harry nigdy jeszcze nie słyszał, by jego chrzestny mówił tak surowo.
- Nawet nie jesteś jego opiekunem. Nie miałeś żadnego prawa…
- Nie chcę być okrutny – przerwał mu miękko Dumbledore, - ale ty też nie. W rzeczywistości jesteś zbiegiem, Syriuszu. Nic nie możesz zrobić.
Syriusz nie odpowiedział, a kiedy Dumbledore przemówił ponownie, jego głos był jakoś cięższy.
- Harry wróci do Dursleyów. Także na przyszłe wakacje. I w kolejne, póki nie osiągnie pełnoletniości. Koniec dyskusji.
- Nie – powiedział Syriusz stanowczo. – To nie koniec. Harry tam nie wróci.
Harry zdał sobie sprawę z tego, że jest w połowie schodów, z plecami przyciśniętymi do ściany, a palcami unoszącymi się w pobliżu różdżki. Nie miał pojęcia, co zamierzał zrobić.
- Proszę, nie rób kolejnego widowiska, Syriuszu – powiedział Dumbledore, kiedy Harry stanął za ramieniem Syriusza. Dłonie Syriusza były zaciśnięte w pięści po jego bokach.
Palce Harry’ego odnalazły rękaw chrzestnego.
- W porządku, Syriuszu…
Syriusz nie poruszył się.
- Masz zamiar rzucić na mnie Oblibiate, dyrektorze? – zapytał cicho. – Nie zamierzam milczeć na ten temat, mimo że jestem zbiegiem. A jeśli chcesz zabrać Harry’ego z powrotem do Dursleyów, będziesz musiał mnie unieszkodliwić. Ostrzegę cię jednak – powiedział głosem przechylającym się ku nonszalancji, - że ten dom na kilka zaklęć, które nie tolerują ataków agresji wobec ich pana.
Oczy Dumbledore’a rozszerzyły się za okularami; równie szybko się zwęziły.
- Grozisz mi, Syriuszu?
- Jeśli to konieczne.
Oddech uwiązł mu w piersi, gdy Harry obserwował Dumbledore’a, aż twarz dyrektora straciła część sztywnego napięcia. Wyprostował okulary.
- Niech będzie – powiedział. – Harry, możesz zostać tu na resztę wakacji. Reszta jednak nie jest do negocjacji. – Zmarszczył poważnie brwi w kierunku Syriusza. – Nie mogę wyjaśnić swoich powodów, ale Harry musi wrócić do Dursleyów na następne wakacje. Jeśli to coś pomoże to zatrudnię kilku członków Zakonu, by trzymali straż.
Syriusz nic nie powiedział, a Dumbledore skinął głową, jakby się zgodził.
- Molly i Artur przybędą za dwa dni – dodał, a w jego głosie nie było śladu surowości; był w tej chwili profesjonalny. – Remus również wraca na kontynent. Zbierzemy się tutaj, jak planowaliśmy.
Tym razem Syriusz skinął głową. Dumbledore westchnął.
- Syriuszu, rozumiem twoje obawy i możesz mi wierzyć lub nie, robię dla niego wszystko, co najlepsze. – Dumbledore westchnął ponownie, gdy Syriusz się nie odezwał. Do Harry’ego powiedział: - Zobaczymy się za dwa dni. Dbaj o siebie.
Z jakiegoś powodu wywołało to grymas u Syriusza.
- Dziękuję – powiedział Harry, odnajdując głos. Słowo zdawało się dziwne i naprawdę nie sądził, by Dumbledore zasłużył na to, by je usłyszeć, ale było za późno, by to cofnąć. Dumbledore posłał mu pozbawiony czegoś uśmiech i odszedł drogą, którą przyszedł.
Gdy tylko drzwi za nim kliknęły, Syriusz złapał Harry’ego za nadgarstek i odwrócił ich oboje do schodów.
- Chodź – powiedział. – Wychodzimy.


Czekam na 3 komentarze :*


4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Następny rozdział. PROSZE :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmy... Zapowiada się interesująco, czekam na ciąg dalszy ��

    OdpowiedzUsuń
  4. Super opowiadanie

    OdpowiedzUsuń