środa, 14 czerwca 2017

MNK - Rozdział 6 - Kiedy to zrozumiesz

Kiedy ktoś oczyścił gardło, Harry przypomniał sobie, że poza uściskiem ojca jest jeszcze niewielka grupa ludzi. Syriusz pozwolił mu zrobić krok w tył, choć wciąż trzymał rękę na ramionach Harry’ego. Pani Longbottom uśmiechała się do nich, a tuż za nią stali dwaj Aurorzy.
- Mogę pogratulować? – zapytała cicho. – Wam obu? – Wzięła Syriusza za rękę.
- Dziękuję – powiedział, a jego głos wciąż był ochrypły. – Nie jestem w stanie ci dostatecznie podziękować.
Potrząsnęła głową.
- To była przyjemność – podkreśliła. – Pomoc w naprawieniu błędu… i pomoc Harry’emu. Mój wnuk zawsze mówi o tobie bardzo dobrze, Harry. Długo byłam wdzięczna, że ma kogoś, na kogo może patrzeć z podziwem.
- Neville jest dobrym przyjacielem. – Harry’emu naprawdę nie podobał się sposób, w jaki wyskrzeczał te słowa, ale pani Longbottom zdawała się tego nie zauważyć.
- Mam nadzieję – powiedziała surowo, po czym odwróciła się do Inglebee’ego. – Duncan, zakładam, że otrzymałeś instrukcje, co do wyprowadzenia Syriusza?
- Tak, proszę pani – powiedział rześko doradca. Zwrócił się do Syriusza: – Możecie skorzystać z głównej sieci Fiuu…
- Nie sądzisz, że to może wywołać panikę?
Inglebee potrząsnął lakonicznie głową, posyłając Lupinowi zirytowane spojrzenie.
- Jak mówiłem – kontynuował, – mimo że Ministerstwo w dużej mierze jest puste w tych godzinach, możecie woleć użyć prywatnej sieci Fiuu zaraz za tymi komnatami. Zostałem też upoważniony do stworzenia świstoklika na wybrany przez was cel, jeśli zmierzacie gdzieś, gdzie nie ma połączenia z siecią Fiuu.
Tak jakby Syriusz spodziewał się, że zostanie to zaplanowane, uniósł brew i czekał.
- Co myślisz, Harry? – zapytał Syriusz. – Uważasz, że Weasleyowie mogą chcieć usłyszeć dobrą nowinę?
- Weasleyowie mają połączenie z siecią Fiuu – wtrącił się Inblebee. – Pan Weasley pracuje w departamencie…
- Tak, wiemy – przerwał mu Lupin, ledwie zerkając na Krukona. – Molly pewnie nie śpi – powiedział do Syriusza delikatnym głosem, podczas gdy Inglebee wyglądał na wzburzonego. – Jestem pewny, że chciałaby cię zobaczyć. A potem razem z Harrym możecie zatrzymać się u mnie… na jak tylko długo potrzebujecie.
Syriusz chwycił ramię Harry’ego.
- Może być?
Ponieważ Harry nie miał absolutnie żadnej ochoty wracać na Grimmauld Place, pokiwał głową. Lupin uśmiechnął się, wyglądając na ucieszonego, co sięgało również jego oczu.
- Więc wybieramy prywatną sieć Fiuu – powiedział Syriusz Inglebee’emu, a ochrypłe słowa sprawiły, że Harry skrzywił się.
- Wspaniały wybór – zgodził się Inglebee. – Jest kilka szczegółów…
- Czy Syriusz mógłby dostać trochę wody? – wypalił Harry. Inglebee uniósł brwi. – Dostał w ogóle jakąś od kiedy tu przybył? – zapytał Harry, a jego własne brwi uniosły się w niechcąco drwiącej reakcji.
Syriusz ścisnął ramię Harry’ego.
- Za kilka minut nic mi nie będzie.
Harry przyjrzał się zapadłym oczom swojego ojca chrzestnego i ledwo stłumił protest.
- Dobrze – powiedział Inglebee, widocznie czując ulgę, że nie musi myśleć o pragnieniu Syriusza. Wyrafinowanym ruchem wyciągnął pergamin z stosu w dłoniach i podał go Syriuszowi. – Te dokumenty stwierdzają, że został pan zwolniony ze wszystkich zarzutów; oczywiście są podpisane. A to umowa o zwrot kosztu niedogodności życia w Azkabanie. Proszę podpisać tu, panie Black – powiedział Inglebee, wskazując na ciemny ukośnik na dole pergaminu, - jako gwarancja, że nie będzie pan prowadzić dalszych działań przeciwko Ministerstwu. – Przytrzymał pióro w oczekiwaniu.
- Nie powinieneś tego podpisywać – powiedział Lupin. Syriusz spojrzał na niego z małym uśmieszkiem czającym się w kącikach ust.
- Trzymanie urazy? To bardzo nieremusowe.
Lupin zignorował dokuczliwy ton.
- To, co ci zrobili było złe – powiedział z krótkim, piorunującym spojrzeniem w stronę Inglebee’ego. – I nie powinieneś udawać, że jest inaczej.
- Panie Lupin, jeśli nie ma pan nic przeciwko…
Lupin odwrócił się do Inglebee’ego, który wzdrygnął się.
- W gruncie rzeczy, mam coś przeciwko – powiedział Lupin niskim i mrocznym tonem.
Inglebee wyprostował się.
- To nie pański biznes – powiedział równie ostrym głosem.
- Ani pański – powiedział lodowato Lupin. – Chyba że został pan wybrany na Ministra Magii?
Inglebee nie odpowiedział. Bardzo sztywno zaoferował Syriuszowi pióro.
- Jeśli pozwolisz, Duncanie – wtrąciła się płynnie pani Longbottom, wyciągając pergamin z jego rąk, zanim Inglebee się tego spodziewał, – powinnam to przeczytać, zanim Syriusz cokolwiek podpiesz. Chyba że masz jakieś zastrzeżenia, Syriuszu?
- Oczywiście, że nie. – Przyjął dokument, który szczegółowo wyjaśniał jego zwolnienie, a pani Longbottom złożyła resztę starannie do kieszeni.
Inglebee zmiażdżył delikatne pierze pióra w palcach.
- Dobrze – mruknął bez przekonania.
- Odprowadzę go do sieci Fiuu – powiedziała pani Longbottom, przemykając przed pomocnikiem i nie dając mu szansy na protest. – Aurorze Thomas i Wimble, mogą panowie iść przodem?
Harry nie mógł się powstrzymać przed piorunującym spojrzeniem, kiedy przeszli koło niego strażnicy, mimo że serdecznie skinęli głowami. Tak jakby wcale nie pchnęli Syriusza na kolana mniej niż dziesięć minut temu.
Uniósł wzrok na Syriusza, kiedy palce jego ojca chrzestnego zacisnęły się na jego ramieniu, ale oczy Syriusza wciąż podążały za idącymi strażnikami. Syriusz spojrzał w dół i wyglądał na nieco zaskoczonego, odnajdując wzrok Harry’ego. Napięte linie wokół jego oczu rozluźniły się, kiedy się uśmiechnął.
- Chodźmy – powiedział cicho i trzymając go mocno, ruszyli za kapryśnymi Aurorami.
Kiedy stanęli na korytarzu, pan Weasley zerwał się na nogi, całkiem obudzony.
- Syriusz!
Pełen zaskoczenia, radosny okrzyk obudził Rona i Hermionę. Ich senne zdezorientowanie szybko zmieniło się w radość. Pan Weasley przywitał się gwałtownie z Syriuszem, podczas gdy Hermiona przytuliła Harry’ego, a Ron zbliżył się, by dać Harry’emu roztrzepane gratulacje.
- Pójdziesz z nami, prawda? – zapytał pan Weasley, podczas gdy oczy Syriusza rozszerzyły się ze zdumienia, gdy Hermiona również jego uścisnęła. – Molly pewnie nie zmrużyła oka. I będzie chciała zobaczyć, że Harry jest cały – powiedział w pośpiechu.
- Właśnie idziemy do sieci Fiuu – odpowiedziała pani Longbottom. Przechodząc przez wąski korytarz, machnęła różdżką w łuk nad innymi nieoznaczonymi drzwiami, które otworzyły się.
Pierwsi zostali zabrani Weasleyowie i Hermiona, a zaraz po nich Lupin. Harry wszedł kolejny do środka. Syriusz wziął pełną dłoń proszku i stanął koło niego. Zatrzymał się z proszkiem zamkniętym w dłoni.
- Augusta, nie wiem, jak ci dziękować… - powiedział, a chrapliwość jego głosu była jeszcze bardziej wyraźniejsza.
Pani Longbottom machnęła ręką na jego słowa.
- Już to zrobiłeś. Trzymaj się – powiedziała stanowczo. – Opiekuj się Harrym.
Syriusz spojrzał na Harry’ego, a jego ciemne oczy nieco błyszczały, kiedy kiwał głową.
- Będę.
Uśmiechnęła się i odsunęła.
- Tak, wiem o tym. Nie ma nikogo z tamtej komnaty, kto by w to wątpił.
^^^
Kiedy pani Weasley przekonała się, że Syriusz i Harry są cali – i po tym, jak pan Weasley zapewnił ją, że nic im nie będzie w domu Lupina – pozwoliła im odejść. Każdy z koszem pełnym jedzenia, stosem czystych koców i świeżo wypranymi ubraniami Syriusza.
Jej ostatnie słowa: „Przyjdźcie na obiad!” wciąż brzęczały w uszach Harry’ego, kiedy świat przestał się kręcić na tyle, że zdał sobie sprawę, że pojawili się przed małym domkiem. Canary Lane dziewięć, jak Lupin kazał mu powtórzyć, zanim się aportowali, ponieważ dom był chroniony przez coś nazywanego Zaklęciem Fideliusa.
Był to całkiem znajomy dom. Ulica, której Harry chciałby nie pamiętać tak wyraźnie.
- W porządku? – zapytał Syriusz tuż przy jego uchu. Czekał, aż Harry skinie głową, zanim się odsunął.
- To z twojego wspomnienia…
- Dom Remusa – wyjaśnił Syriusz z szybkim skinięciem. – Nie spodziewałem się, że znajdę tu Petera…
- Pięć minut później i byś go nie znalazł – mruknął Lupin, intonując coś w kierunku klamki.
- To nie twoja wina, Lunatyku – powiedział odruchowo Syriusz, a Harry zastanowił się, ile razy już to powiedział.
Lupin westchnął i otworzył drzwi, przytrzymując je, kiedy Harry i Syriusz wchodzili do środka.
To był ten sam salon, z inną sofą, która zastąpiła tą, którą zniszczył Pettigrew.
- Możesz to przynieść tutaj – powiedział Syriusz przez ramię, już wchodząc do kuchni. – Tu… - Wsunął część zapasów Harry’ego w swoje ramiona, kiedy Harry poszedł za nim. – Cóż – mruknął Syriusz, zerkając na paczki, – mamy dość jedzenia na miesiąc. A to wszystko po uczcie, którą dla nas gotuje Molly.
Wtedy przyszedł Lupin z kolejnym koszem i kilkoma kocami. Harry spłaszczył się na szafce, by zrobić miejsce.
- Przepraszam – mruknął i zszedł mu z drogi.
Lupin uniósł wzrok, a zdezorientowanie w jego brązowych oczach sprawiło, że stały się dziwnie zamglone. Przeniósł wzrok na Syriusza, który przesunął się, by zrobić Harry’emu miejsce przy kuchence.
- Kuchnia jest trochę mała – stwierdził Lupin, wzruszając przepraszająco ramionami.
- Wątpię, żeby kuchnia w Hogwarcie pomieściła całe to jedzenie.
Lupin uśmiechnął się szeroko do Syriusza, ale jego uśmiech równie szybko zblaknął.
- Wiedziałeś, że jest czwarta nad ranem? – mruknął, potrząsając głową. – Nie miałem pojęcia, póki nie zobaczyłem zegara w salonie.
- Naprawdę? – Syriusz odsunął się od lady. – Czuję się, jakby było południe.
- Adrenalina… - Lupin pochylił głowę, marszcząc czoło i przyjrzał się Syriuszowi. – Pozwolili ci spać?
Harry nie mógł zobaczyć twarzy Syriusza, ale niemożliwym było, żeby źle zinterpretował gwałtownie napinające się plecy chrzestnego.
- Na kilka godzin – powiedział cicho. Podniósł wieko jednego z koszy pani Weasley, odsuwając główkę sałaty i pęczek marchwi. – Czy Molly myśli, że jesteśmy królikami?
Minęła chwila, zanim zaciśnięte usta Lupina zmieniły się w uśmiech.
- Pewnie wie, że karmiłbyś Harry’ego czekoladowymi żabami i strudlem, gdyby to zależało od ciebie.
- Mógłbym zrobić z tego niezły strudel – odparł Syriusz, potrząsając marchewkami, aż ich liście kiwały się na boki. Remus uśmiechnął się ironicznie i złapał pomarańczowy pęk, gdy Syriusz odrzucił go na bok.
- Teraz rzucimy na resztę zaklęcie, prawda? – powiedział Syriusz, kiedy Lupin odłożył marchewki na jedną z najwyższych szafek – kolejną zaczarował, by trzymała zimno, wciskając do środka pełną butelkę mleka. – Wytrzymają do rana.
- Już jest rano.
- Więc do późniejszego rana – powiedział Syriusz, rzucając sałatą w stronę przyjaciela, który złapał ją łatwością kogoś, do kogo przez długie lata rzucano sałaty w głowę.
Syriusz odwrócił się do Harry’ego, podczas gdy Lupin sumiennie rzucił zaklęcia na trzy kosze.
- Wyglądasz, jakbyś mógł przespać więcej niż kilka godzin.
Dla Harry’ego sen wydawał się mniej ważny niż był przez ostatnie dni. Czuł się podekscytowany, jakby mógł przetrwać całe tygodnie najgorszych lekcji Snape’a bez zniszczenia choćby najmniejszego składnika.
- Chociaż twoje oko wygląda lepiej – kontynuował Syriusz, uniósł palcami grzywkę Harry’ego. – Myślę, że wystarczy ci jeszcze trochę snu. Na górze Remus ma prysznic w łazience. – Pozwolił włosom Harry’ego opaść na swoje miejsce i odwrócił się do Lupina. – Może spać w twoim starym pokoju?
- Oczywiście – zgodził się Lupin z uśmiechem.
Syriusz pchnął łagodnie ramię Harry’ego w stronę salonu, zaraz za prowadzącym Lupinem. Gdy wchodzili po schodach, Harry próbował nie myśleć o Pettigrew, lata temu schodzącym po tych samych stopniach.
- Tutaj – powiedział Lupin, gdy stanęli naprzeciwko jednych z czterech drzwi na drugim piętrze. – Jeśli czegoś potrzebujesz… - Wskazał na pokój na końcu małego korytarza.
- Wiem, gdzie cię znaleźć – zakończył z uśmiechem Syriusz. – Dzięki.
- Za pokój? Wiesz, że jest twój za każdym razem, gdy tego potrzebujesz.
- Nie za pokój, Lunatyku.
Lupin przez chwilę złapał Syriusza za ramię.
- Cokolwiek potrzebujesz, Syriuszu. To dotyczy też ciebie, Harry.
Harry skinął szybko głową, niepewny, jak odpowiedzieć.
Lupin uśmiechnął się.
- Dobranoc.
Syriusz wziął z jego rąk stosik pościeli.
- Branoc, Remus.
Kiedy Lupin zniknął w swoim pokoju, Syriusz ułożył ubrania na szafkę i wyjął pękatą tubkę z szafki będącej na ścianie toalety. Kiedy Syriusz zadbał, żeby nałożyć odpowiednią warstwę maści na jego oko, poprowadził Harry’ego do pokoju, starannie utrzymanego i zużytego jak reszta domu. Ściany pokoju były niema puste; tak samo jak komoda i biurko, poza obramowanym zdjęciem młodego Lupina i jego rodziny.
- To siostra Remusa – powiedział Syriusz, wskazując na blondwłosą dziewczynę w ramce. – Pokój naprzeciwko jest pewnie jej.
- Nie wiedziałem, że Lupin ma siostrę – powiedział Harry, a jego spojrzenie przeszło przez korytarz.
- Mieszka w Australii… nie rozmawiała z Remusem od lat. – Syriusz pochylił się i wygładził kołdrę łóżka ostrym pociągnięciem.
- Bo jest wilkołakiem?
- Coś w tym stylu – powiedział, prostując się. – Nie sądzę, że miałby coś przeciwko, gdybyś nazywał go Remusem – dodał łagodnie, zagarniając poduszkę. Harry obserwował, jak zgniata ją w taki i inny sposób, chcąc nadać jej puszystości.
- Tak – powiedział w końcu, wzruszając ramionami, gdy Syriusz odłożył poduszkę na prawo. – Powiedział mi to.
Zaskoczenie uniosło brwi Syriusza, ale jego szare oczy były rozbawione.
- Myślałem, że mnie uderzy, kiedy schodził z podium.
Harry przekrzywił głowę, próbując przypomnieć sobie, jakąś złość w Lupinie, ale nie potrafił… Lupin przytulił Syriusza, kiedy spotkali się w środku złamanego heptagramu. Oczywiście, Harry nie widział jego twarzy.
- Naprawdę się o ciebie martwił – stwierdził Harry. Syriusz przeciągnął palce przez długie włosy i westchnął.
- Nie chciałem, żeby to stało się tak gwałtownie – powiedział cicho. – Wiem, że to musiało być dla ciebie piekło…
- W porządku – przerwał mu pospiesznie Harry, nie chcąc, żeby jego ojciec chrzestny znowu przepraszał.
- Nie jest w porządku – i tak powiedział Syriusz. – I naprawdę mi przykro. Nie chciałem, żeby to stało się w taki sposób. Ale nie chciałem, żebyś się martwił, aż nie będziemy pewni; chyba że byłoby to konieczne.
- Wiem – powiedział Harry z półświadomym wzruszeniem ramion.
Syriusz zacisnął usta, ale szybko kontynuował:
- Nie mogłem cię zapytać, zanim się nie zdecyduję. Wiedziałem, że się na to nie zgodzisz. Ale musiałem to zrobić. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że Dumbledore zmusi cię do powrotu do Dursleyów… Harry – Syriusz zacisnął dłoń na ramieniu Harry’ego. – Wiem, że nie myślisz, ze cię ranili; że to nie było ważne, ale ja uważam, że było. I nie potrafiłbym pozwolić ci na to, byś tam został. Nie masz pojęcia, jak żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej.
Było mu trudno spojrzeć Syriuszowi w oczy, ale nie mógł znaleźć ulgi w nagich ścianach za nim, więc przełknął i spróbował wyjaśnić:
- Nie chciałem tam wracać, ale zrobiłbym to.
Potrząsając głową, Syriusz powiedział:
- Nie słuchasz mnie. – Chwycił drugie ramię Harry’ego i poprowadził go, aż Harry nie miał innego wyboru i musiał usiąść na brzegu łóżka lub upaść na nie plecami. Syriusz usiadł koło niego, przekręcając się, by uchwycić wzrok Harry’ego. – Nie ty decydujesz, jak wiele możesz wytrzymać, by chronić innych.
Harry otworzył usta, ale Syriusz uciął mu miękko:
- Wiem, że nie umiesz tego zaakceptować. To dlatego zadecydowałem za ciebie… co jest wyjątkowo aroganckie, wiem. – Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu na samo-zbesztanie Syriusza. Syriusz urwał, by odwzajemnić uśmiech, po czym powiedział poważnie: – Byłeś zmuszony do zrezygnowania ze zbyt wielu rzeczy, Harry. I wiem, że ponownie jestem arogancki, ale myślę, że będę dużo lepszym opiekunem od Dursleyów.
- Kilka posiłków i koc – powiedział Harry z parsknięciem, – i całkowicie wygrasz.
Syriusz nawet nie przestał się uśmiechać.
- Cokolwiek będziesz potrzebował, dostaniesz to.
Harry poruszył się lekko.
- Wiem…
Syriusz nie odpowiedział natychmiast. Kiedy przemówił, ból złagodził jego słowa.
- Twój wuj nigdy nie powinien cię dotknąć w gniewie. Tak mi przykro, że cię ranił.
Harry usiłował wzruszyć ramionami, ale ruch był zbyt napięty.
Usta Syriusza wykrzywiły się kwaśno.
- Będziemy musieli odebrać twój kufer – powiedział, strzepując kosmyk włosów z twarzy gwałtownym wydechem.
Coś we wnętrzu Harry’ego zadrżało na myśl, że Syriusz mógłby iść gdziekolwiek blisko Little Whinging.
- Oni naprawdę nie lubią czarodziejów.
- Ale przecież nie mają pojęcia, co jest w stanie zrobić wściekły czarodziej – mruknął Syriusz. Westchnął, gdy Harry zaczął protestować. – Nie zamierzam nic im robić, Harry, chociaż bardzo bym chciał. Te dwanaście lat w Azkabanie całkowicie wystarczyło.
Powiedział to z lekkim, złośliwym uśmiechem, który jednak nie zakrywał ciemnego półtonu. A Harry wiedział, że nie ma się co martwić, że Syriusz zrani Dursleyów. Syriusz nie zamierzał zrobić nic głupiego. Nie, gdy zaryzykował wszystko dla Harry’ego – ie tylko swoje życie, ale też wolność. Nikt nigdy nie zrobił dla niego czegoś takiego; nie od czasów jego rodziców.
Harry zignorował nagłą gulę w gardle, walczył z nią przez chwilę i powiedział trochę zbyt grubo:
- Dziękuję.
Przez moment brwi Syriusza zmarszczyły się z zdezorientowaniu, jakby myślał, że Harry dziękuje za to, że zamierzał spuścić łomotu Dursleyom, ale potem jego czoło wygładziło się, a jego szare oczy złagodniały.
- Nie ma za co.
Położył ramię na barkach Harry’ego i pociągnął go do siebie. Harry pochylił się do uścisku, nagle czując wczesną godzinę – i sen, który stracił.
- I jeśli starasz się uniknąć tematu Dursleyów, dzieciaku – powiedział Syriusz, pozwalając Harry’emu odsunąć się po długiej chwili, – nie jest mnie tak łatwo rozproszyć.
Harry udał jęk i padł na plecy na łóżko.
- Jest czwarta nad ranem, wiesz? Czy nie powinieneś popierać wczesną ciszę nocną czy coś?
Syriusz pochylił się na dłoniach, mrużąc oczy.
- Jestem raczej pewny, że nie będę cię prześladować tematem ciszy nocnej. Może okazjonalnie myciem się za uszami… może.
Harry uśmiechnął się szeroko i podniósł się.
- Nie będę w stanie mówić osobno tobie i pani Weasley.
- To jest coś, nad czym możesz ponarzekać z Ronem… - Jego uśmiech powoli zgasł. Syriusz chwycił ostrożnie podbródek Harry’ego. – Nie zasłużyłeś na złe traktowanie – powiedział napiętym głosem, jak dwa dni temu. – Nawet jeśli nienawidzą czarodziei, nie ważne, co zrobiłeś, nie powinni cię ranić… popychać się, czy poniewierać tobą w jakikolwiek możliwy sposób. I chcę, żebyś zrozumiał, że to się więcej nie zdarzy; że ja cię nie zranię.
Harry skinął głową niezgrabnie z powodu trzymającej go ręki.
- Wiem.
Oczy Syriusza przeszukiwały jego twarz, a Harry nie miał pojęcia, co jego chrzestny na niej zobaczył.
- Nie sądzę, że naprawdę dotarło do mnie, że jestem od teraz twoim opiekunem – mruknął w końcu, uwalniając podbródek Harry’ego. – A Dumbledore, kiedy to odkryje, nie będzie miał absolutnie żadnego zdania.
Harry przechylił głowę.
- Jak to możliwe, że jeszcze nie wie? Dumbledore wie wszystko.
- Najwyraźniej nie. – Syriusz przywołał dwie piżamy ze stosu ubrań, wciąż czekającego w łazience. – Prześpij się – powiedział, podając mu miękką bawełnę. – Będę po drugiej stronie korytarza, jeśli będziesz czegoś potrzebował. Kuchnia jest pełna jedzenia, jeśli jesteś głodny. Nie wychodź na zewnątrz; tam już nie ma ochrony, która jest na domu.
- Nie wyjdę.
Syriusz trącił dłonią jego szczękę i wstał.
- Spij tak długo, jak będziesz chciał. Poczekamy na lunch… albo obiad. – Podszedł do drzwi, podczas gdy Harry zwinął piżamę w kulkę. Syriusz uśmiechnął się do niego. – Dobranoc, dzieciaku.
Szczęśliwy, pomimo ciężkiego zmęczenia, które sprawiało, że jego powieki zaczęły opadać, Harry także się uśmiechnął.
- Dobranoc, Syriuszu.
^^^
Kiedy Harry zszedł po schodach, dopiero co obudzony z głębokiego snu, zdecydował, że wie, jak to jest być przejechanym przez Błędnego Rycerza. Przejechany i uratowany, tylko po to, by ponownie zostać rozpłaszczonym. Potarł pięścią oczy, nie czując się przez to lepiej.
Piętro było puste – przynajmniej pokój Syriusza. Harry nie sprawdzał pokoju Remusa.
- Myślałem, że będziesz spał cały dzień.
Harry zmarszczył brwi, pozwalając słowom dotrzeć do niego, kiedy próbował je zrozumieć. Nie zdołał. Syriusz siedział na jednym z krzeseł w salonie z książką otwartą na kolanach.
- Która godzina? – zapytał Harry; słowa ostały urwane przez ziewnięcie.
- W pół do siódmej.
Harry zamrugał tępo w jego stronę.
- Rano?
Linie wokół oczu Syriusza zmarszczyły się, kiedy się uśmiechnął.
- Wieczorem. Spałeś piętnaście godzin.
- Naprawdę?
Syriusz skinął głową. Zamknął książkę, przytrzymując miejsce palcem. Przechylił głowę.
- Straciłeś skarpetkę…
Harry spojrzał na swoje bose palce.
- Och.
Chichocząc cicho, Syriusz przywołał zbłąkaną skarpetę. Harry wymamrotał podziękowanie, opadając na sofę obok chrzestnego. Potrzebował trzech prób, by wepchnąć nogę w materiał.
- Zwykle umiem się sam ubrać – mruknął, gdy dostrzegł, że Syriusz próbuje się nie śmiać.
- Sam miałem lekki kłopot – powiedział Syriusz, choć jego usta wciąż drżały. – Obudziłem się zaledwie godzinę temu. – Położył książkę na stoliku. – Chcesz coś zjeść?
Pytanie sprawiło, że Harry zdał sobie sprawę z tego, jak jest głodny.
- Nie powinniśmy poczekać na Lupina… eee, Remusa?
- Bierze prysznic. – Syriusz wstał, wyciągając przed siebie ramiona, czemu towarzyszyło szerokie ziewnięcie. – Och… Mógłbym spać jeszcze przez co najmniej dwanaście godzin – powiedział, gdy jego ramiona opadły ciężko po bokach. – Na co masz ochotę?
Harry wzruszył ramionami i podążył za ojcem chrzestnym do małej kuchni.
- Na cokolwiek.
Syriusz uniósł brwi.
- Nie masz nic ulubionego?
- Zapiekanka z mielonego mięsa i ziemniaków – odpowiedział Harry machinalnie. Natychmiast chciał cofnąć swoje słowa, ale Syriusz już otwierał zimną szafkę, jakby w odpowiedzi Harry’ego nie było nic niezwykłego.
- Myślę, że Molly dała nam paczkę mielonej wołowiny… i mamy marchewki! – Syriusz tryumfująco wyjął pęczek z szafki i rzucił na blat. – Nie sądzę, żebym kiedykolwiek robił ”cottage pie”, ale z pewnością jadłem. Mamy cebulę? Chyba tak… Sprawdź kosze… Nie widzę żadnej w szafce Remusa.
- Eee… dobrze. – Harry zaczął szperać w prowiancie pani Weasley. – Tu jest wołowina – powiedział; była zimna w dotyku, mimo że nie była nawet w pobliżu zimnej szafki.
Z rękami pełnymi ziemniaków i grochu, Syriusz wskazał podbródkiem i Harry dodał ją do sterty warzyw w ramionach ojca chrzestnego.
- Cebule – przypomniał mu Syriusz ze złośliwym uśmieszkiem, rozkładając warzywa w pobliżu pieca.
- No tak… - Harry wygrzebał kilka z dołu kosza, ale rozglądanie się po czystej kuchni za nożem przerwało mu kilkukrotne puknięcie w drzwi. Syriusz zamarł przy rozpalaniu kuchenki, podczas gdy koniec jego różdżki już płonął.
Z ostrym ruchem nadgarstka ogień znikł, a Syriusz wyciągnął różdżkę przed siebie.
- Zostań tu – rozkazał cicho i bezgłośnie wyślizgnął się z kuchni.
Harry wyciągnął ostrokrzew i podpełzł do skraju kuchni. Jego serce obijało mu się o żebra, pomimo że dom powinien być chroniony.
- Pierdoły – usłyszał pomruk Syriusza, a potem drzwi się otworzyły. – Dumbledore – pojawiło się następne, ucięte słowo. Uspokojony i zaniepokojony jednocześnie, Harry opuścił rękę, by schować różdżkę do kieszeni.
- Dobry wieczór, Syriuszu. – Powitanie Dumbledore’a było całkowicie uprzejme, a kiedy Harry wszedł do salonu, dyrektor się uśmiechnął. Niebieskie oczy natychmiast odnalazły Harry’ego.
- Harry, dobrze wyglądasz. Nie ma śladu siniaków – powiedział, pozbywając się szaty, chociaż nikt jeszcze nie zaprosił go do środka.
Palce Harry’ego zbliżyły się do oka, które Dudley niedawno podbił.
- Syriusz dał mi maść – powiedział, będąc zaskoczonym własną wrażliwością. Mimo to Dumbledore skinął głową, jakby Harry nie marszczył brwi.
- Pozwoliłem sobie odebrać twój kufer z Privet Drive – kontynuował uprzejmie. – Pomyślałem, że mogę zaoszczędzić ci podróży.
Syriusz zmarszczył brwi, a jego szare oczy były ostre i badawcze.
- Skąd wiedziałeś, że jesteśmy tutaj?
- Dzisiaj po południu wybrałem się na herbatkę do Weasleyów – odpowiedział Dumbledore tym samym łagodnym tonem. – Ronald nie był tak ostrożny, jak wymagali tego jego rodzice – dodał; komizm wywołał błyski w jego niebieskich oczach.
Bardziej niż nieco zdezorientowany, Harry zerknął na ojca chrzestnego, ale Syriusz wciąż studiował Dumbledore’a z głęboko zmarszczonymi brwiami.
- W co ty grasz? – zapytał w końcu, kiedy starszy czarodziej wciąż stał na werandzie.
Śnieżne brwi zmarszczyły się.
- Zdaje mi się, że nie mam pojęcia, do czego pijesz, Syriuszu.
- Nie? – Syriusz skrzyżował ręce na piersi; nie odłożył różdżki. – Dwa dni temu, wpadłeś na Grimmauld Place i nalegałeś, by Harry wrócił do Dursleyów, mimo że został zwyczajnie pobity przez swojego kuzyna, a teraz nawet przyniosłeś mu jego kufer?
- Założyłem, że Harry mógłby chcieć swoje ubrania – odpowiedział Dumbledore takim tonem, które mógłby zatrzymać wściekłe hipogryfy.
Syriusz spojrzał na niego.
- A co z wiadomością, że otrzymałem opiekę nad Harrym… nie wspominając o mojej wolności? Nie masz nic do powiedzenia na ten temat? A może nie słyszałeś?
Dumbledore zdawał się nie zauważyć sarkazmu.
- Słyszałem. Nie przyszedłem tu z ukrytym motywem, Syriuszu. – Zerknął na niego ponad swoimi okularami-połówkami i zapytał z ciekawością: – Myślałeś, że mogę zacząć rzucać się w dziecinnej furii i porwać Harry’ego z salonu Remusa?
- Żaden tak nie myślał.
Harry odwrócił się na wtrącenie Lupina. Syriusz nie poruszył się, ale Dumbledore spojrzał na Lupina, uśmiechając się nieco.
- Dziękuję, Remusie – powiedział. – Mogę wejść? Miałem dość ciężkie popołudnie.
- Oczywiście.
Syriusz wciąż był nachmurzony, kiedy cofnął się o krok, by pozwolić wejść dyrektorowi – i latającemu kufrowi Harry’ego – do domu. Ani Syriusz, ani Harry nie usiedli, a Lupin usiadł dopiero wtedy, gdy Dumbledore odrzucił propozycję herbaty.
- Usiądź, proszę, Syriuszu – poprosił Dumbledore. – Harry. Nie zostanę długo, bo wiem, że oboje przeszliście dużo więcej niż ja przez ostanie dni.
- A skąd ty to wiesz? – zapytał mocno Syriusz z miejsca, gdzie razem z Harrym stał koło kuchennych drzwi.
Oczy staruszka były teraz zmęczone, pokazując jego wiek bardziej, niż Harry był do tego przyzwyczajony.
- To całkiem proste, Syriuszu. Po prostu tam byłem.
- Tam? – powtórzył Syriusz, a jego zmarszczone brwi w końcu złagodniały. – Gdzie?
Dumbledore wygładził dłonią rubinowe szaty – o kolorze, którego Harry nigdy wcześniej nie widział, by dyrektor nosił.
- Rada nie mogła zwołać się bez mojej wiedzy…
Harry pomyślał, że wciąż musi cierpieć na skutki ogromnie długiego snu, ponieważ nie miał pojęcia, dlaczego kręgosłup Syriusza gwałtownie się wyprostował, albo dlaczego zrobił porywczy krok do przodu, zatrzymując się z zaciśniętymi pięściami po bokach. Jego różdżka wciąż była zaciśnięta w dłoni, której kłykcie pobielały.
- Którym byłeś? – zapytał wreszcie, ostrym szeptem.
Harry spojrzał między Syriusza i Dumbledore’a, coraz bardziej zdezorientowany.
- Rogginsem – mruknął cicho Dumbledore.
Rogginsem… Umysł Harry’ego tępo powtórzył nazwisko.
Różdżka Syriusza przeszył powietrze, ale nic się nie stało. Nie rozległ się trzask magii, żadne zaklęcie nie pchnęło dyrektora na podłogę. Tylko cisza.
Ta cisza wypełniła uszy Harry’ego, aż zaczął myśleć, że wybuchnie.
Dumbledore był Rogginsem.
Rogginsem, który wiedział zbyt wiele.
Harry myślał, że to wina magii heptagramu…
- Skąd pan wiedział? – usłyszał, jak sam pyta. Przemówił, mimo że wszystko nagle stało się zamglone. Krew przelewała się zbyt szybko przez jego skronie.
- Użyłeś na nim Legilimencji – powiedział bez emocji Syriusz.
- Co to znaczy? – zapytał Harry drżąco.
- Zobaczyłem twoje wspomnienia – wyjaśnił cicho Dumbledore. – Kiedy byłem na Grimmauld Place.
- Moje… wspomnienia?
Zanim Dumbledore mógł powiedzieć cokolwiek więcej, Syriusz wybuchnął z furią:
- Nie miałeś prawa tego robić.
- Oskarżyłeś krewnych Harry’ego o znęcanie się, Syriuszu; a przynajmniej o zaniedbanie. Nie mogłem tego zignorować…
- Wiedziałeś, że trzymali go w komórce!
- Nie wiedziałem, aż nie zaczął uczęszczać do Hogwartu – mruknął Dumbledore.
Syriusz znów przeciął różdżką powietrze, ale tym razem powietrze wokół niego zatrzeszczało.
- I uważasz, że to uwalnia cię od winy? – zapytał ostro.
- Nie – odrzekł Dumbledore bez wahania. – Nic nie może tego zrobić.
- Masz cholerną rację, co do tego!
Dumbledore przyjął ostre słowa bez drgnięcia. Bez jakiegokolwiek słowa. Pierś Syriusza opadała i wznosiła się zbyt szybko, by było to bezpieczne. I mimo tego wszystkiego, Harry mógł skupić się tylko na cierpkim bólu w podbrzuszu. Upokorzenie i gniew powoli wypalały drogę do jego piersi.
Nie patrzył na nic, kiedy cicho pytał:
- Widział pan wszystko?
Każdy jeden raz, kiedy wuj Vernon wrzucał go do komórki? Każdy jeden raz, kiedy ciotka Petunia krzyczała na niego? Każdy jeden raz, kiedy grali w Polowanie na Harry’ego?
Dumbledore nie odpowiedział i Harry zapragnął uciec. Uciec tak jak to zrobił, kiedy Syriusz aportował się z ogrodu Weasleyów.
Zanim pomysł zdołał więcej niż zakiełkować, zdał sobie sprawę z tego, że palce Syriusza owijają się wokół jego nadgarstka i zastanowił się, jak długo tam były.
- Nigdy nie miałem zamiaru cię skrzywdzić, Harry – powiedział Dumbledore w milczącej panice.
- Nie wierzę ci – powiedział gorzko Harry i nie obchodziło go to, jak oczy Dumbledore’a rozszerzyły się.
- Harry…
- Jeśli widziałeś moje wspomnienia na Grimmauld Place, to dlaczego powiedziałeś, że wciąż muszę wrócić do Dursleyów?
- Byłeś tam bezpieczny – odpowiedział Dumbledore, jakby to była najbardziej logiczna odpowiedź na świecie.
Harry odwrócił się. Bezpieczny. Cholernie prawdopodobne.
Nie miał zamiaru uciec. Nie potrzebował uciekać. Syriusz nie poruszył się; nawet nie cofnął krzepiącego uścisku na nadgarstku.
- Myślę, że to dość oczywiste, że Harry nie był bezpieczny ze swoimi krewnymi, Albusie – przemówił miękko Lupin. Jego emocje były teraz pod kontrolą, Harry czekał na ogólnikową odpowiedź Dumbledore’a.
Zamiast tego dyrektor skinął swoją pooraną zmarszczkami głową.
- Był bezpieczny przed Voldemortem. Tak długo, jak mieszkał z siostrą swojej matki – jako członka rodziny – Harry był otoczony polami ochronnymi, stworzonymi przez poświęcenie Lily; przez krew, które dzieliła z Petunią. Nic poza tymi ścianami nie mogło go zranić.
Tylko to, co było w środku.
Ironia sprawiła, że Harry niemal się uśmiechnął. Z wyjątkiem tego, że wciąż chciał krzyczeć na Dumbledore’a.
- Dlaczego tego nie wytłumaczyłeś? – zapytał Syriusz, wciąż trzymając nadgarstek Harry’ego.
- A czy zrobiłoby to dla ciebie jakąś różnicę?
- Nie.
Dumbledore uśmiechnął się bez humoru.
- Więc to nie ma znaczenia. – Syriusz poruszył się lekko, ale Dumbledore przerwał mu, zanim mógł cokolwiek powiedzieć. – Jesteś wolny, Syriuszu. I teraz możesz odrzucić wszystkie moje wysiłki, by Harry był bezpieczny. Czy to nie wszystko, czego chciałeś?
- Tak – Syriusz niemal odgryzł słowa. – I w pełni zamierzam upewnić się, że Harry jest bezpieczny.
- Tak? – zapytał Dumbledore, kładąc dłonie na karmazynowych kolanach i pochylając się. – To rzeczywiście dobra wiadomość. Oczywiście, ochronne zaklęcia wokół Privet Drive już nie istnieją. W momencie, gdy zaakceptowałeś dokument o opiece nad Harrym, zniknęły. I nie mogę nic zrobić, by je przywrócić…
- To nie ma znaczenie; on tam nie wróci.
- Choć sądzę – rozważał Dumbledore, jakby Syriusz mu nie przerwał, – że gdyby Harry miał rodzica w personelu, mógłby całe wakacje pozostać w obrębie zaklęć ochronnych wokół zamku… oraz specjalnych osłon, które prawdopodobnie zostałyby wzniesione wokół kwater tego rodzica, na wszelki wypadek…
Syriusz i Harry – oraz Lupin z kanapy – wszyscy na niego patrzyli. Harry zastanawiał się, czy nie utknął we śnie. To był tego typu szalony sen, który zawsze wydawał się kończyć z kimś nagim i w pomieszczeniu pełnym gapiów.
- No, cóż – powiedział Dumbledore, wstając. – Mam spotkanie dziś wieczorem. I zapewne chcielibyście wrócić do przygotowywania posiłku. Cottage Pie? Ulubione Harry’ego, jak sądzę.
- To wszystko? – zapytał Syriusz napiętym głosem. Przeniósł rękę na ramię Harry’ego, jego ograniczyły jego ruchy. – Zaprosisz mnie do zamku i udasz, że nic z tego się nie wydarzyło?
Dumbledore uniósł wzrok, by napotkać spojrzenie Syriusza. Teraz nie było nic łagodnego w tym błękicie.
- Voldemort wybrał sobie na cel twojego chrześniaka. Nie zatrzyma się, póki jeden z nich nie umrze. Nie możesz tego zmienić, Syriuszu. – Strząsnął ręką i przed twarzą Syriusza zawisła gruba rolka pergaminu. – Umowa o twoje natychmiastowe zatrudnienie. Wszyscy z nas zrobią to, co dobre, by zaakceptować nieuniknione. – Pochylił głowę z cichym „Dobrego wieczora” i odszedł w ciszy.
Harry patrzył na frontowe drzwi, a każda cząstka złości i poniżenia zmalała. Zastąpił je zimny strach. W jakiś sposób wiedział, że Voldemort nigdy nie przestanie. Ale to nie czyniło słów Dumbledore’a ani trochę mniej przerażającymi.
- Czy… - Przełknął, nie mając pojęcia, co chciał powiedzieć. Ale to nie miało znaczenia; Syriusz przyciągnął go bliżej. Silne palce przeczesały włosy Harry’ego, podczas gdy chłopak próbował nie wyobrażać sobie twarzy Cedrica… albo Quirrella, kiedy obracała się w proch. Albo Ginny, kiedy Tom Riddle próbował wyssać z niej życie.
- Nie pozwolę, by coś ci się stało – powiedział Syriusz, jakimś sposobem dodając mu siłę szeptem. Jego ramiona zacisnęły się. – Myślisz, że przeszliśmy przez to wszystko tylko po to, by Voldemort wygrał?
Harry nie potrafił odpowiedzieć.
- Pokonamy go, Harry – powiedział Syriusz w jego włosy. – Upewnię się, że się od niego uwolniłeś.
I nie ważne było to, że Syriusz nie mógł być tego pewny. Coś sprawiło, że Harry nie przestawał mu wierzyć.



To ostatni rozdział, jednak do serii jest dołączonych trzy miniaturki. Pierwsza z nich ma długość ponad 20 stron w Wordzie, więc musicie poczekać do piątku. Jutro wstawię rozdział NDH, jeśli ktoś jest ciekawy. Mam nadzieję, że to krótkie opowiadanie wam się podobało ;)

2 komentarze:

  1. Fajne opowiadanie. Troche zagmatwane ale wazne że sie dobrze kończy. Miniaturki będzie fajnie poczytać, ale bardziej będe czekać na NDH :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe. Może trochę dziwne, ale na pewno ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń