niedziela, 11 czerwca 2017

SR - Rozdział 5 - Tęsknota za domem?


Następnego ranka profesor Dumbledore z pewnością przyjął wiedzę Harry’ego o Turnieju Trójmagicznym znacznie lepiej, niż Harry się tego spodziewał. Dyrektor nawet zaczął pytać Harry’ego, co o tym wszystkim sądzi przed innymi nauczycielami. Wiedząc, że nie ma sposobu, by z tego wybrnąć, Harry zrobił jedyną rzecz, którą mógł wtedy wymyślić.
Był kompletnie szczery.
Powiedział profesorowi Dumbledore’owi, że to dobry pomysł, zwłaszcza ograniczenie wiekowe. Lato z Huncwotami nauczyło go wielu rzeczy, ale kiedy dochodziło do jego sesji (a najbardziej sesji pojedynków), Harry rozumiał, że nauczył się tyle samo obserwując, co robiąc to sam. Powiedział Dumbledore’owi, że pewnie przyniesie pewne korzyści młodszym uczniom to, że zobaczą, co mogliby być w stanie zrobić. To zdawało się zaskoczyć wielu nauczycieli. Jasno było widać, że myśleli, że Harry będzie narzekał na brak możliwości konkurowania.
Po tym, jak dorosłym przeszedł szok, konwersacja poszła już normalnie. Wszyscy wciąż wahali się, czy rozmawiać o Turnieju przy Harrym. Harry pojął aluzję i nie wyciągał ponownie tematu. Przez resztę tygodnia, Harry spędził tak wiele czasu z opiekunami jak to możliwe. To był końcowy tydzień wakacji, co oznaczało, że wkrótce Syriusz i Remus wrócą do Szlachetnego Domu Blacków, po tym, jak podrzucą Harry’ego na Peron 9 i 3/4.
Zdecydowany, by udowodnić, że nauczył się czegoś w lecie, Harry pracował ciężej niż kiedykolwiek podczas sesji treningowych z Syriuszem. Wciąż miał kłopot pokonać ojca chrzestnego, ale Harry przynajmniej nieźle walczył. Syriusz z pewnością był pod wrażeniem i zdecydował dać Harry’emu prezent. Dzień przed ich odjazdem, Syriusz dał Harrry’ego kwadratowe lusterko. Syriusz wyjaśnił, jak ono działa. Harry musiał tylko wypowiedzieć imię Syriusza i mogli rozmawiać kiedy tylko Harry będzie tego potrzebował.
Dla Harry’ego i jego opiekunów, pierwszy września przybył zbyt wcześnie. Pomimo tego, jak upłynęło lato, Harry naprawdę cieszył się czasem spędzonym z Syriuszem i Remusem. Poznał swojego ojca chrzestnego tak dobrze, jak znał Remusa i bał się to stracić. Harry nie sądził, że kiedykolwiek będzie żartownisiem jak jego ojciec i chrzestny, ale może to dobrze. Już i tak otrzymał dość dużo szlabanów od profesora Snape’a.
Po raz kolejny transportem Harry’ego na peron 9 i ¾ był świstoklik. Była to ta sama metoda, której użył z Remusem w zeszłym roku, co było pierwszym kontaktem Harry’ego z tym dziwnym środkiem transportu. Nadal nie był do niego przyzwyczajony i pewnie by upadł, gdyby Syriusz i Remus nie przytrzymali go za ramiona. Peron był pełny ludzi, co pozwoliło trójosobowej rodzinie wmieszać się w tłum.
Widok błyszczącej szkarłatnej maszyny parowej Hogwartu Express wydawał się wywołać w Harrym zarówno szczęście i smutek. Odwracając twarz do opiekunów, Harry starał się wymyślić coś, co mógłby powiedzieć, ale cokolwiek podobnego do języka zdawało się zniknąć. Chciał powiedzieć, że dziękuje im za wszystko, co dla niego zrobili. Chciał powiedzieć im coś, co pokazało im, jak bardzo będzie za nimi tęsknił.
 Na szczęście, Syriusz wydawał się to zrozumieć i pociągnął Harry’ego do gwałtownego uścisku.
- Uważaj na siebie, Rogasiątko – powiedział miękko. – Pamiętaj, że zawsze możesz wysłać do nas sowę albo skontaktować się przez lusterko, jeśli potrzebujesz czegoś lub jeśli cokolwiek się stanie. Spróbuj trochę się zabawić i cieszyć się wszystkim, co będzie się działo wokół ciebie.
Harry uniósł wzrok na Syriusza i uśmiechnął się. Wiedział, czego Syriusz nie mówił. Jeśli będziesz mnie potrzebował, użyj lusterka, zwłaszcza, jeśli będzie kolejny epizod i ciesz się oglądaniem Turnieju.
- Będę, Syriuszu – powiedział, kiwając głową. – Dzięki za wszystko. – Odsuwając się od ojca chrzestnego, Harry odwrócił się do Remusa, który pociągnął go do kolejnego uścisku.
- Ucz się ciężko. – Remus zdobył tym jęk Syriusza – Ale nie za ciężko, żebyś wszystkiego nie stracił. – Odsunął się i przytrzymał Harry’ego za ramiona na długości rąk tak, że patrzył mu w oczy. – Jesteś bystry, szczeniaku. Wiemy, że dokonasz dobrych wyborów. Tylko pamiętaj, że czasami pomaga, jeśli nie musisz się ze wszystkim zmierzyć sam.
Harry ponownie wiedział, czego Remus nie mówił. Nie jest zbyt późno, by powiedzieć Ronowi i Hermionie prawdę. Oni mogą ci pomóc. Harry wiedział, dlaczego Remus tak uporczywie go namawiał do powiedzenia komuś. Syriusz i Remus powiedzieli Harry’emu o tym, jak Huncwoci odkryli, że Remus jest wilkołakiem. Remus przyznał, że czuł ulgę, kiedy jego przyjaciele odkryli prawdę, ponieważ to oznaczało żadnych zmartwień i żadnych kłamstw.
Problem polegał na tym, że to było coś całkowicie innego, a przynajmniej w umyśle Harry’ego. Remus nigdy by nie zranił swoich przyjaciół. Wszyscy zmieniali się w zwierzęta podczas pełni. Byli chronieni przed pragnieniem wilkołaka ludzkiego ciała. Harry nie miał takiego szczęścia. Nie było żadnej możliwości ochrony, kiedy nadchodziły epizody i nie miał jak ich kontrolować. To było jak kran, który nagle zostawał całkowicie odkręcony, aż nie skończyła się woda.
Rozległ się dźwięk gwizdka, ostrzegając wszystkich, że nie zostało już czasu. Harry szybko ponownie przytulił Remusa i Syriusza, zanim pomachał im na dowidzenia i pospieszył do pociągu. Był już przebrany w szkolne szaty, jak w zeszłym roku, ponieważ wszystkie jego rzeczy były już w Hogwarcie. W chwili, gdy wskoczył do pociągu, Harry odwrócił się do opiekunów, pomachał im ostatni raz i poszedł szukać przyjaciół.
Nie zajęło mu dużo czasu znalezienie nadmiaru rudego, wchodzącego do pociągu. Wszyscy mieli sfrustrowane twarze, co Harry uznał za bardzo dziwne. Normalnie Weasleyowie byli kochającą zabawę grupką. Zaczął się zastanawiać, czy coś jeszcze stało się podczas Mistrzostw Świata, czego Ron mu nie powiedział.
Hermiona weszła za Weasleyami, trzymając Krzywołapa i natychmiast zauważyła, że ktoś ich obserwuje.
- Harry! – zawołała radośnie, śpiesząc w jego kierunku. – Gdzieś ty był? Pani Weasley miała nadzieję, że zobaczy się z tobą zanim odjedzie pociąg.
Czwórka rodzeństwa Weasleyów natychmiast się odwróciła i zauważyli, że czarnowłosy czternastolatek w okularach rozmawia z Hermioną. Ron od razu pojawił się po boku Harry’ego, wciągając go do pobliskiego przedziału, kiedy pociąg ruszył z peronu. Deszcz zaczął uderzać w szyby, sprawiając, że Harry stał się świadomy pogody na zewnątrz. Był w Kwaterach Huncwotów cały ranek, pakując swoje rzeczy, więc nie wiedział nawet, że było mniej niż słonecznie.
Hermiona ostatnia weszła do przedziału i opadła na swoje miejsc, podczas gdy Ron usiadł naprzeciw niej. Siadając obok Rona, Harry spojrzał na przyjaciół z ciekawością. Rzadko widział, żeby zarówno Ron i Hermiona byli cicho.
- Więc co się dzieje? – zapytał Harry. – Nie sądzę, żebym kiedykolwiek widział Freda i George’a tak… tak cichych.
Ron prychnął.
- Mama, tata, Bill, Charlie i Percy wiedzą o czymś – powiedział z irytacją. – Dokuczali nam całe lato. W tym roku coś wielkiego ma się wydarzyć w Hogwarcie. Chciałbym tylko, żeby nam powiedzieli, co.
Hermiona spojrzała z nadzieją na Harry’ego.
- Byłeś w Hogwarcie, Harry – stwierdziła. – Czy wiesz, co się dzieje?
Tak, ale nie mogę wam powiedzieć.
- Syriusz i Remus nie mówili o niczym – skłamał. – Wiem tylko, że Remus odszedł na pół wakacji na zadanie Dumbledore’a. Nie powiedział mi, gdzie poszedł tylko, że to nie było niebezpieczne. Syriiusz powiedział coś o tym, że dowiemy się czegoś podczas uczty powitalnej, więc pewnie dowiemy się dzisiaj.
- Więc, co robiłeś przez całe lato, Harry? – zapytała z ciekawością Hermiona. – W swoich listach pisałeś bardzo niejasno.
Harry wzruszył ramionami.
- Trochę tego, trochę tamtego i mnóstwo nauki – powiedział nonszalancko. – Syriusz myślał, że lepiej będzie, jeśli będę wiedział, jak się lepiej bronić przez to, co stało się w zeszłym roku. – Zauważył zaintrygowane spojrzenia przyjaciół. – Tylko uczył mnie podstaw magicznej i mugolskiej obrony. – Harry spojrzał przez okno i obserwował ściekający po niej deszcz. Naprawdę nie wiedział, co jeszcze powiedzieć. Jeśli wda się w szczegóły, pewnie będą zazdrośni, a to było ostatnią rzeczą, jakiej Harry chciał.
- To dobrze, Harry – powiedziała Hermiona z uśmiechem. – Powinieneś wiedzieć, jak się bronić.
- Może moglibyśmy poprosić Syriusza, żeby nas też czasem uczył – zaproponował Ron. – Co powiesz, Hermiono?
- To byłoby korzystne – odpowiedziała Hermiona, wyciągając Standardową Księgę Zaklęć, Stopień 4. – Większość czarownic i czarodziejów z pewnością pomija mugolski sposoby obrony, ponieważ mają różdżki. – Otworzyła książkę i ponownie spojrzała na Harry’ego. – Naprawdę cieszę się z twojego szczęścia, Harry. Mieszkanie z Syriuszem i panem Lupinem zdecydowanie ci służyło. Nie wiem, dlaczego tyle ludzie ma z tym problem.
Harry spojrzał na Hermionę ze zdezorientowaniem.
- O czym ty mówisz? – zapytał. – Dlaczego ktokolwiek miałby mieć z tym problem? Syriusz został uniewinniony, a Remus jest niegroźny podczas pełni tak długo, jak bierze swój eliksir, o którym Syriusz nigdy nie pozwoli mu zapomnieć. Traktują mnie o wiele lepiej niż Dursleyowie. – Harry nagle stał się bardziej nerwowy. Dlaczego o tym nie usłyszał? Czy Syriusz i Remus wiedzieli? – O-oni nie mogę mnie zabrać, prawda? – zapytał Hermiony. – Znaczy, Syriusz mnie adoptował…
- Harry, uspokój się – powiedziała łagodnie Hermiona. – To prawda. Pan Black adoptował cię, więc nikt legalnie nie może cię od niego zabrać. Myślę, że ludzie zostali zaskoczeni, bo w jednym momencie pan Black był sługą Voldemorta, a w następnym uniewinniono go i został twoim opiekunem. To, co zrobił pan Black było naprawdę bystre. Adoptował cię, zanim ktokolwiek choćby spróbował się sprzeciwić.
- Nie sądzę, by ktokolwiek próbował coś zrobić, Harry – dodał Ron. – Wyszło kilka artykułów Rity Skeeter, w których krytykuje Knota, że pozwolił „chłopcu, który przeżył” mieszkać z byłym skazańcem i wilkołakiem. Miesza z błotem wszystkich. Żyje plotkami… zwłaszcza o „chłopcu, który przeżył” i „zbiegu z Azkabanu”.
Harry mógł tylko jęknąć z irytacją.
- Więc innymi słowy, jeśli się ją zobaczy, należy uciekać w inną stronę – podsumował, pochylając się do przodu i chowając twarz w dłonie. – Nie mogę w to uwierzyć. Dlaczego wszyscy uważają, że moje życie to ich interes?
Hermiona odłożyła książkę i uklękła przed Harrym.
- Wiem, że umiemy zrozumieć tego, jak się z tym czujesz, Harry – powiedziała łagodnie. – Tylko pamiętaj, że nie ważne, co ktoś inny powie, masz teraz rodzinę; nikt nie może cię im odebrać. Ludzie będą mówić to, co chcą, ale to nie oznacza, że mają rację. My wiemy, że pan Black i pan Lupin są świetnymi opiekunami. Widzieliśmy ich na Mistrzostwach Świata, kiedy zemdlałeś i potem.
Harry potrząsnął głową. Powinien wiedzieć, że Hermiona wyciągnie ten temat. Była dotychczas niezwykle wyrozumiała z powodu tego, że Harry nie odpowiadał na żadne z jej pytań. Typowa Hermiona. Potrzebowała odpowiedzi na wszystko.
- Więc profesor Dumbledore dowiedział się, dlaczego zemdlałeś? – zapytała Hermiona z ciekawością.
Harry pokręcił głową. W rzeczywistości, nic nie mówiono o tym incydencie od czasu rozmowy, którą Remus i Syriusz próbowali przeprowadzić z Harrym następnego dnia. Oczywiście Remus sypał poradami i strzępkami rad, ale to było wszystko. Oboje Remus i Syriusz wycofali się z tematu, kiedy tamtego dnia Harry odszedł. Nie było żadnych wyjaśnień, ponieważ żadnych nie potrzebował. To była część tego, że jego magia dojrzewała zbyt szybko. Problemem było to, jak miał zmusić Hermionę do wycofania się, bez mówienia jej prawdy?
^^^
Intensywność deszczu wzrosła wraz z jazdą pociągiem. Przedział był oświetlony latarniami, co sprawiło, że atmosfera stała się nieco upiorna. Po południu, Harry wycofał się na podłogę przedziału i zasnął… a przynajmniej wszyscy myśleli, że tak jest. Po ucieczce od większości pytań Hermiony, Harry odkrył, że to najlepszy sposób, by uniknąć kolejnych. Słyszał, jak przyjeżdża i odjeżdża wózek z lunchem i „spał” podczas wizyt niezliczonych uczniów, którzy chcieli zapytać Harry’ego, czy Krum naprawdę dał Harry’emu znicz podczas Mistrzostw Świata i jakie były wakacje z Syriuszem Blackiem.
Po tym, jak drzwi przedziału otworzyły się po raz dziesiąty, Harry użył każdej uncji swojego opanowania, żeby nie skoczyć na równe nogi i nie zatrzasnąć ich różdżką. Dobrze, że Harry tego nie zrobił. W momencie, gdy usłyszał, jak Ron i Hermiona jęczą z irytacją, Harry wiedział, że do środka nie wszedł przyjaciel. Tylko jedna osoba mogła wyciągnąć taką reakcję z Hermiony.
- No, no – wycedził Draco Malfoy. – Co my tu mamy? Potty, Łasica i Szlama bez nauczyciela, który tym razem by ich obronił. – Dźwięk jego głośnych zbliżających się stóp zmusił Harry’ego do pełnej czujności. Leżał na swoim prawym boku, co mógł wykorzystać na swoją przewagę. Usłyszał szuranie szat, kiedy Ron i Hermiona wyskoczyli ze swoich miejsc.
- Wynoś się, Malfoy! – syknął Ron.
- Bo co, Łasico? – odparł Malfoy. – Przeklniesz mnie? To śmieszne. Kiedy Potter zatrudnił cię jako ochronę?
Słysząc głos Malfoya, Harry wiedział, że Malfoy stoi blisko jego stóp. Jednym płynnym ruchem, Harry wykopał różdżkę z ręki Malfoya, po czym zerwał się na równe nogo, machając nadgarstkiem, by odłączyć swoją różdżkę od kabury na nadgarstku.
- Accio różdżka Malfoya – syknął, moment później chwytając patyk chłopaka.
Malfoy wpatrywał się w Harry’ego szeroko otwartymi oczami i powoli cofnął się
- S-skąd wiedziałeś? – zapytał nerwowo.
Harry schował swoją różdżkę, powoli podchodząc w stronę Malfoya, który cofał się, by utrzymać dystans między nimi.
- Nikt cię tu nie chce, Malfoy – powiedział spokojnie, wciąż robiąc powolne kroki w stronę blondyna. W momencie, gdy Malfoy wyszedł z przedziału, Harry rzucił w niego różdżkę, po czym złapał za drzwi przedziału. – Radzę ci, nie wracaj. – Potem zamknął drwi.
Odwracając się, Harry dostrzegł, że Hermiona i Ron patrzą na niego z szeroko otwartymi ustami. Potrząsając głową, Harry wyprostował szaty, po czym powrócił na swoje pierwotne miejsce i wyjrzał zza okno. Hermiona pierwsza wyszła z szoku i pierwsza opadła na siedzenie. Ron tylko stał, gapiąc się jak ryba.
- C-co to było? – zapytał z niedowierzaniem Ron. Spojrzał na Herminę, prosząc o pomoc, ale nie otrzymawszy niczego, skupił swoją uwagę na Harrym. – Właśnie… ty… jak ty to zrobiłeś? Co to za zaklęcie?
- To tylko zaklęcie Przywołujące, Ron – odpowiedział Harry, wzruszając ramionami. Wciąż patrzył na okno, nie chcąc zobaczyć spojrzeń na twarzach przyjaciół. Wiedział, że zaskoczył ich, ponieważ Malfoya nie dało się łatwo przestraszyć. Harry zamknął oczy i pochylił czoło ku szybie. Mógł mieć tylko nadzieję, że nie będą się go bali. – Mówiłem wam, że latem Syriusz nauczył mnie, jak się bronić.
- Eee, Harry? – zapytała mękko Hermiona. – Będziemy uczyć się zaklęcia Przywołującego w tym roku. Jak wiele pan Black cię nauczył?
Harry wzruszył ramionami i milczał. To naprawdę nie był początek roku, na jaki miał nadzieję. Wcześniej nie rozmawiał o wakacjach. To zawsze było coś, o czym „zapominał” w momencie, gdy wchodził do pociągu. Nikt nie pytał, więc nigdy nie mówił. Nikogo nie obchodzili Dursleyowie, więc dlaczego było inaczej z Syriuszem i Remusem?
W przedziale była nieprzyjemna cisza, co przeciągnęło resztę podróży. Kiedy w końcu dotarli na stację w Hogsmeade, Harry nie mógł się doczekać, by wyskoczyć z pociągu. Był tak przyzwyczajony do świeżego powietrza i otwartej przestrzeni, że bycie tak długo ograniczonym, zaczął się czuć nieco klaustrofobicznie.
Szorstki i ciężki deszcz zmusił wszystkich powyżej pierwszego roku szybko pobiec do bezkonnych powozów. Harry wyskoczył, by podążyć za Ronem, Hermioną i Neville’em Longbottom, kolega Gryfon z ich roku. Czekali, aż drzwi się zamkną, po czym wyczekiwali, aż powóz ruszył po torze do wielkiego zamku, znanego jako Hogwart. Harry nie mógł się doczekać. Kiedy Dumbledore złożyły swoje oświadczenie, Ron i Hermiona zapomną o wszystkim, co stało się w pociągu… przynajmniej Harry miał taką nadzieję.
Wejście do zamku było większym wyzwaniem niż zwykle. Wydawało się, że poltergeist Irytek bawi się już mokrymi uczniami. Rzucał czerwonymi balonami pełnymi wody w niczego niespodziewających się uczniów. Ron był jedną z jego ofiar, zmuszając wszystkich, by pospieszyli do Wielkiej Sali najszybciej jak to możliwe. Harry podążył za Ronem i Hermioną ku drugiej strony sali, do stołu Gryfonów i usiedli. Złote talerze i gobeliny sprawiły, że Harry zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo był głodny. Rozmowy wypełniły salę, kiedy więcej uczniów zajmowało swoje miejsca przy stołach. Kątem oka, Harry zobaczył, jak co jakiś czas Ron spogląda na niego z Hermioną, która siedziała naprzeciw niego. Proszę, pospieszcie się. Potrzebuję jakiegoś rozproszenia uwagi.
Zerkając na stół nauczycielski, Harry zauważył kilka pustych miejsc. Hagrid i profesor McGonagall zniknęli razem z kimś, kto powinien siedzieć na miejscu, które Remus okupował w zeszłym roku, jako nauczyciel obrony przed czarną magią. Stało się wzorcem to, że nauczyciele obrony zostawali tylko na jeden rok. Harry westchnął, patrząc na talerz. Ten rok będzie inny. W zeszłym roku Remus tak bardzo mu pomagał, że ciężko było Harry’emu myśleć o całym roku szkolnym bez jego rad.
- Harry? – zapytała cicho Hermiona. – Harry, wszystko w porządku?
Harry spojrzał na Hermionę i natychmiast odwrócił wzrok. Wiedział, że był samolubny. Remus i Syriusz zasłużyli na trochę czasu bez martwienia o niego.
- Nic mi nie jest – powiedział miękko Harry. – Mam tylko nadzieję, że nowy nauczyciel obrony będzie tak miły jak Remus.
Hermiona wyciągnęła rękę i chwyciła dłoń Harry’ego, podczas gdy Ron chwycił ramię Harry’ego.
- Nie martw się, Harry – powiedział z pewnością Ron. – Wciąż masz nas i przecież zawsze możesz wysłać im sowę.
Harry skinął głową, patrząc na talerz. Nie wiedział, dlaczego czuł się w taki sposób. Naprawdę nie wiedział, co właściwie czuł. Nigdy wcześniej nie czuł się tak, jakby coś stracił, kiedy zaczynał się rok szkolny. Nigdy nie czuł się tak, jakby chciał być w innym miejscu niż w szkole. O co chodziło? Dlaczego to się działo? Dlaczego czuł się w taki sposób?
- Harry – powiedziała cicho Hermiona, pochylając się bliżej tak, że nikt inny nie mógł ich słyszeć. – To normalne, że za nimi tęsknisz, wiesz? Od czasu do czasu wszyscy tęsknią za rodzinami, kiedy są w szkole. W zeszłym roku miałeś tu pana Lupina, który ze wszystkim ci pomagał. W wakacje miałeś pana Blacka. Wiemy, że się o nich troszczysz. Nie musisz tego przed nami ukrywać.
Powoli podnosząc wzrok na Hermionę, Harry przygryzł nerwowo wargę.
- Przepraszam – powiedział cicho. – To jest… dla mnie nowe… że mam rodzinę, która naprawdę o mnie dba. – Myśląc o tym, Harry dostrzegł, że jego usta układają się w półuśmiechu. – Więc tak normalnie się to odczuwa?
Hermiona odpowiedziała na uśmiech, a Ron wyszczerzył się.
- Witamy w rzeczywistości, Harry – powiedział radośnie Ron. – Wkrótce doświadczysz radości wymagań, bycia uziemionym i wyjców. Marzenie każdego nastolatka.
Harry nie mógł ukryć uśmiechu na tą myśl, kiedy drzwi do Wielkiej Sali się otworzyły.
- Nie mogę się doczekać – powiedział, obserwując, jak profesor McGonagall wchodzi do środka, a za nią rząd kompletnie przemoczonych pierwszorocznych. W duchu Harry wiedział, że Syriusz i Remus nie zrobiliby czegoś takiego, gdyby Harry wpadł w kłopoty. Syriusz pewnie by mu pogratulował. Remus starałby się go skarcić, jednocześnie próbując pohamować Syriusza.
W chwili, gdy profesor McGonagall położyła stołek z starym i postrzępionym czarodziejskim kapeluszem przed pierwszorocznymi, cisza wypełniła Salę. Miał się zacząć przydział i choć bywał długi, było to coś, czego Harry nie widział od czasu swojego przydziału. Powoli obwód kapelusza otworzył się szeroko, jakby tworząc usta i czapka zaczęła śpiewać:
Tysiąc lat lub więcej temu,
Tuż po tym, jak uszył mnie krawiec,
Żyło raz czworo czarodziejów,
Niezrównanych w magii i sławie.
Śmiały Gryffindor z wrzosowisk,
Piękna Ravenclaw z górskich hal,
Przebiegły Slytherin z trzęsawisk,
Słodka Hufflepuff z dolin dna.
Jedno wielkie dzielili marzenie,
Jedną nadzieję, śmiały plan:
Wychować nowe pokolenie,
Czarodziejów potężny klan.
Takie są początki Hogwartu,
Tak powstał każdy dom,
Bo każdy z magów upartych
Zapragnął mieć własny tron.
Każdy inną wartość ceni,
Każdy inną z cnót wybrał za swą,
Każdy inną zdolność chętnie krzewi,
I chce jej zbudować trwały dom.
Gryffindor prawość wysławia,
Odwagę ceni i uczciwość,
Ravenclaw do sprytu namawia,
Za pierwszą z cnót uznaje bystrość.
Hufflepuff ma w pogardzie leni
I nagradza tylko pracowitych.
A przebiegły jak wąż Slytherin
Wspiera żądnych władzy i ambitnych.
Póki żyją, mogą łatwo wybierać
Faworytów, nadzieje, talenty,
Lecz co poczną, gdy przyjdzie umierać,
Jak przełamać śmierci krąg zaklęty?
Jak każdą z cnót nadal krzewić?
Jak dla każdej zachować tron?
Jak nowych uczniów podzielić,
By każdy odnalazł własny dom?
To Gryffindor wpada na sposób:
Zdejmuje swoją tiarę – czyli mnie,
A każda z tych czterech osób
Cząstkę marzeń swych we mnie tchnie.
Więc teraz ja was wybieram,
Ja serca i mózgi przesiewam,
Każdemu dom przydzielam
I talentów rozwój zapewniam.
Więc śmiało, młodzieży, bez trwogi,
Na uszy mnie wciągnij i czekaj,
Ja domu wyznaczę wam progi,
A nigdy z wyborem nie zwlekam.
Nie mylę się też i nie waham,
Bo nikt nigdy mnie nie oszukał,
Gdzie kto ma przydział, powiem,
Niech każde z was mnie wysłucha.*
Oklaski rozległy się po sali, ale coś Harry uznał za dziwne.
- Czy piosenka zmienia się co roku? – zapytał ponad hałasem.
- A jak myślisz, co robi przez cały rok szkolny? – zapytał retorycznie Ron.
Przydział mijał, podczas gdy profesor McGonagall wyczytywała imiona. Był między nimi Dennis Creevey, który dołączył do Gryffindoru, młodszy brak trzecioklasisty, Colina Creevey, który wydawał się ubóstwiać Harry’ego z jakiegoś dziwnego powodu. To całkowicie irytowało Harry’ego. Nie znosił, kiedy ludzie traktowali go jak celebry tę, kiedy nim nie był. Colin wydawał się uznawać za misję to, by zawsze mieć w ręce kamerę, by robić Harry’emu zdjęcia, kiedy tylko mógł.
Harry zignorował resztę przydziału. W rzeczywistości, dopiero gdy Ron zaczął sięgać po jedzenie, Harry zdał sobie sprawę z tego, że przydział się skończył. Hermiona zaczęła rozmawiać z Duchem Gryffindoru, Prawie Bezgłowym Nickiem, o skrzatach domowych pracujących w Hogwarcie. Harry musiał ukryć uśmieszek na jaj oburzenie, kiedy zaczęła mówić o ich niewolniczej pracy i odmówiła jedzenia.
Gdy tylko kolacja się skończyła, profesor Dumbledore wstał, uciszając salę samym ruchem.
- Na początek kilka ogłoszeń – powiedział uprzejmie. – Pan Flich chciałby przypomnieć, że używanie jednego z czterystu trzydziestu siedmiu przedmiotów z jego listy jest zakazane. Kopia listy jest zawieszona na drzwiach jego biura. Po raz kolejny nie ma wstępu do Lasu, tak samo jak do wioski Hogsmeade dla każdego poniżej trzeciego roku. Również, z żalem muszę wszystkich poinformować, że w tym roku nie będzie Quidditcha z powodu tego, że w październiku zacznie się i będzie trwał przez cały rok…
Drzwi otworzyły się, ujawniając mężczyznę, noszącego czarny płaszcz i opierał się na kiju. Mężczyzna ściągnął kaptur, pokazując długie, ciemnoszare włosy. Wszyscy patrzyli na mężczyznę, kiedy powoli szedł w stronę stołu nauczycielskiego. Można było usłyszeć ciche gdakanie za każdym jego krokiem, kiedy kuśtykał. Błyskawica zalśniła w sali, oświetlając jego twarz pokrytą głębokimi bliznami. Nie miał dużego kawałka nosa, a jego oczy były po prostu… straszne. Jedno było normalne, podczas gdy drugie raczej duże i intensywnie błękitne. To oko wydawało się obracać nienaturalnie: w lewo, prawo, w górę i dół.
Gdy mężczyzna dotarł do stołu nauczycielskiego, wymienił uścisk dłoni z profesorem Dumbledorem, po czym zajął stare miejsce Remusa. Harry zamknął oczy, kiedy słowa jego ojca chrzestnego odbiły się w jego głowie. Harry nie miał zamiaru źle się zachowywać w klasie nowego nauczyciela. Mężczyzna wyglądał nawet straszniej niż profesor Snape, a to wiele mówiło.
- Proszę, powitajcie waszego nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, profesora Moody’ego – ogłosił Dumbledore. – A teraz wróćmy do tego, co mówiłem. W tym roku Hogwart będzie gospodarzem Turnieju Trójmagicznego.
- CO? – krzyknął Fred Weasley. – Żartuje pan?
W całej sali rozległy się śmiechy.
- Ani trochę, panie Weasley – odpowiedział uprzejmie profesor Dumbledore. Zaczął wyjaśniać, o co chodzi z Turniejem. Wszyscy uczniowie byli zachwyceni, słuchając o wydarzeniach, które będą miały miejsce między Hogwartem, Beauxbatons i Durmstrangiem, by wzmocnić międzynarodowe więzi między uczniami. Wszyscy wydawali się chętni do wzięcia udziału, aż profesor Dumbledore ogłosił, że tylko uczniowie siedemnastoletni lub starsi będą mogli wejść do turnieju. Kilkoro uczniów poniżej tego wieku jęknęło z frustracji. Potem Dumbledore wspomniał, że zostaną podjęte środki, które sprawią, że nikt poniżej wyznaczonego wieku nie weźmie udziału.
Bez dalszych ogłoszeń, wszyscy zostali posłani do łóżek. Wielu uczniów poniżej siedemnastego roku życia dyskutowało, jakie niesprawiedliwe jest to ograniczenie wiekowe i bez względu na to znajdą sposób, by się tam dostać. Harry milczał w drodze do wieży Gryffindoru. Trójka z braci Weasley uważała, że nagroda pieniężna, jaką było tysiąc galeonów, była zbyt wielka, by nie spróbować. Weasleyowie nigdy nie mieli dużo pieniędzy i sama myśl o tysiącu galeonów była okropnie kusząca.
Harry pierwszy poszedł do swojego dormitorium. Przeszukawszy kufer, Harry znalazł kwadratowe lusterko, które dał mu Syriusz. Przez długi czas Harry zastanawiał się nad rozmową z ojcem chrzestnym, ale w końcu zdecydował, że odłoży lusterko. Tak, Harry tęsknił za nimi, ale wiedział, że nie może ich tak niepokoić. Mimo wszystko był czternastolatkiem, a oni potrzebowali czasu, by ponownie pobyć Lunatykiem i Łapą. Mógł przejść przez ten rok szkolny jak wszyscy inni. Już to wcześniej robił, zanim spotkał Syriusza i Remusa, więc mógł to zrobić ponownie.


*przepisane z czwartego tomu Harry'ego Pottera, żeby nie było, że tak fajnie przetłumaczyłam pieśń tiary ;)


Rozdział NDH koło czwartku ;)

2 komentarze:

  1. Ciekawie się zapowiadają dalsze rozdziały.
    Przesyłam dużo weny i spokoju
    Kurigara

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy rozdział, zastanawia mnie czy Harry szybko przejrzy Moody'ego. Czekam na kolejne NDH i PDP
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń