środa, 14 czerwca 2017

MNK - Rozdział 3 - Desperacja czy szaleństwo


- Zostanę na zewnątrz póki nie powiesz im, że tu jestem – powiedział Syriusz, gdy poprawiał plecak na ramieniu Harry’ego, skracając paski na mniejsze barki Harry’ego. – Nie chcę, by Molly dostała niewydolności serca.
Harry obejrzał się przez ramię.
- Co jeśli nie pozwoli ci wejść?
- Pozwoli. – Syriusz przytrzymał go, ciągnąc gwałtownie za uparty, lewy pasek. Pauza. – Artur pozwoli – wymamrotał. – Kilka tygodni temu robiliśmy razem pewną rzecz dla Dumbledore’a… Gotów?
Harry skinął głową, nie pytać ponownie, czy Syriusz jest pewny, że to konieczne. Już się zgodził; nawet jeśli nie potrafił dostrzec żadnego sensownego powodu, by iść do Nory. Weasleyowie nie mogli odciągnąć go od Dursleyów lepiej niż Syriusz. Ale Syriusz chciał tu przyjść, więc Harry się zgodził. Z szybkim uśmiechem, Syriusz poklepał go po ramieniu i zanim Harry się na to przygotował, Syriusz zmienił się w Łapę.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że to potrafisz – powiedział Harry, uśmiechając się do dużego psa. Łapa zdławił westchnięcie, mogące być oznaką śmiechu lub zniecierpliwienia. Harry nie był w stanie dokładnie stwierdzić, póki duży nos nie trącił go dosadnie w żebra. Harry roześmiał się.
- W porządku, chodźmy.
Łapa zatrzymał się tuż za nim, kiedy szli przez zdławione chwastami pole w kierunku krzywego domu w oddali. Kiedy dotarli do tylnych drzwi, Łapa trącił go ponownie, tym razem w dłoń, a potem oddalił się za rząd splątanego żywopłotu, a spomiędzy liści wystawał tylko jego nos. Harry zignorował chęć powiedzenia czarnemu psu, by został na miejscu, wyprostował plecak Syriusza i głośno zapukał do drzwi.
Powitał go odgłos wielu par biegnących stóp. Głośne krzyki brzmiały jak kłótnia bliźniaków. Zadźwięczał ponad nimi głos Ginny.
- Po prostu je otwórzcie!
- Najpierw zapytajcie, kto to! – Gwałtowny głos pani Weasley wstrzymał paplaninę reszty.
- Mamo!
- Mamy siedemnaście lat!
- Nie obchodzi mnie to! Zapytajcie, kto to!
- Cholerna… - Jeden z głosów bliźniaków zbliżył się, bardzo niezadowolony. – Kto tam?
Harry przesunął się.
- Eee… - Odchrząknął i powiedział niepewnie: - Harry Potter?
Nastąpiły krzyki, głośniejsze niż poprzednio i drzwi się otworzyły.
- Harry?
- Harry?
Powitały go trzy kolejne powtórzenia, jeszcze bardziej zszokowane niż pierwsze. Wszyscy patrzyli na niego tak, jakby nigdy wcześniej go nie widzieli. A potem skłębiona grupa rudzielców rozsunęła się na boki i pani Weasley chwyciła go do uścisku.
- Och, Harry… - Trzęsła się.
Zszokowany Harry znieruchomiał. Kiedy pani Weasley w końcu go puściła, wszyscy zaczęli jednocześnie mówić.
- Nie mieliśmy pojęcia, gdzie jesteś!
- … dementorzy…
- Hedwiga przyfrunęła zeszłego wieczora!
- … twoja twarz!
- Co tutaj robisz?
- … w Little Whinging!
Harry potrząsnął głową, próbując to wszystko pojąć.
- Dementorzy?
Pani Weasley poprowadziła Harry’ego w kierunku krzesła, a jej oczy przypatrywały mu się uważnie. Ale zanim mogła zapytać, gdzie dorobił się siniaka pod okiem, pan Weasley zapytał:
- Gdzie byłeś?
- Wiecie, że nie byłem u Dursleyów?
- Oczywiście – powiedział pan Weasley, brzmiąc teraz na nieco zniecierpliwionego. – Bill i ja szukaliśmy cię całą noc. Bill nadal…
Przerwał, gdy tylne drzwi otworzyły się i do środka wparował Bill, a jego twarz była mizerna, mimo szerokiego uśmiechu.
- Z Harrym wszystko w porządku! On… - Przerwał gwałtownie. – Harry? – Ściągnął brwi. – Co ty tu robisz? Dumbledore powiedział, że byłeś na Grimmauld Place…
- Grimmauld Place!
- Co ty tam robiłeś?
- Coś się stało Syriuszowi?
- Jak się tam dostałeś?
- Wszyscy, cisza. – Gdy tylko pan Weasley przemówił, jego rodzina odwróciła się do niego i zapadła cisza. Delikatnie odchrząknąwszy, zwrócił swoje poważne spojrzenie na Harry’ego. Harry poczuł, że jego twarz się nagrzewa, mimo że pan Weasley nic jeszcze nie powiedział. – Co się stało, Harry? – zapytał cicho. – Dlaczego odszedłeś od Dursleyów?
Harry naprawdę nie chciał wyjaśniać tego, że został solidnie pobity przez Dudleya i jego przyjaciół, ale pan Weasley nie wyglądał tak, jakby miał zamiar zaakceptować ciszę, jako odpowiedź.
- Eee… Dudley… mój kuzyn, uderzył mnie kilka razy…
- Uderzył cię?
Pan Weasley położył rękę na dłoni swojej żony i ona również zamilkła, choć jej oczy były teraz jeszcze bardziej zaniepokojone.
- Kontynuuj – powiedział pan Weasley, kiwając lekko głową.
Harry spojrzał na Rona, który był nachmurzony – właściwie tak, jak wszyscy. Czując się lepiej, wyjaśnił resztę tego, co się stało.
- Syriusz jest tutaj? – Pani Weasley rozejrzała się po pokoju z wściekłością.
- Jest na zewnątrz – wyjaśnił szybko Harry. – Wąchacz jest…
- Ale dlaczego oboje tu przyszliście? – zapytał Bill. – Dumbledore powiedział, że zostajesz na Grimmauld Place.
Gdy teraz pan Weasley spojrzał na Harry’ego, jego niebieskie oczy były przejęte.
- Profesor Dumbledore nie wie, że tu jesteś?
Harry poczuł, że ponownie się czerwieni.
- Nie, proszę pana.
- Więc co ty tu robisz?
- Arturze – wykrzyknęła pani Weasley, biorąc dłoń Harry’ego i ściskając ją. – Harry zawsze jest tutaj mile widziany.
- Tak, oczywiście, że tak, Harry – zgodził się pan Weasley. – Ale nie rozumiem, dlaczego Syriusz zabrał cię tutaj, skoro Dumbledore zgodził się, żebyś został z nim na Grimmauld Place.
- Powiedział, że potrzebuje z panem porozmawiać.
- Ze mną? – powtórzył pan Weasley.
- Dlaczego Syriusz Black miałby potrzebować rozmawiać z Arturem? – zapytała pani Weasley, a jej oczy znowu były nieco zdumione.
- On nie zabił tych mugoli, mamo – powiedział niecierpliwie Ron.
- Wiem o tym – odparła. Ale mimo to wciąż wyglądała na zdenerwowaną. A Harry zaczął myśleć, że to był bardzo zły pomysł.
- Nie sądzę, żeby Syriusz chciał sprawiać jakieś kłopoty – powiedział, wstając. – Mogę mu powiedzieć…
- Nic mu nie będziesz mówił, Harry – powiedział stanowczo pan Weasley, a Harry powoli opadł z powrotem na krzesło. – Jeśli Syriusz chce ze mną rozmawiać, to chce ze mną rozmawiać. Bill, otwórz drzwi.
Bill wykonał rozkaz i po pełnej napięcia chwili, Łapa prześlizgnął się tuż przy framudze i na środku kuchni stanął duży czarny pies. Pani Weasley pisnęła. Ron uśmiechnął się szeroko. A Harry wypuścił oddech, który nawet nie zdawał siebie sprawy, że wstrzymywał.
- Dobrze cię znowu widzieć, Wąchacz!
- Cicho, Ron – powiedział pan Weasley, po czym odwrócił się do swojego starszego syna. – Zamknij drzwi… i okna. – Podczas gdy rozkaz został wykonany przez kilka ruchów nadgarstka Billa, pan Weasley rzucił kilka zaklęć zaciemniających. – W porządku, Syriuszu – powiedział cicho.
I z cichutkim trzaskiem Syriusz stanął przed nimi.
Pan Weasley podszedł pierwszy. Wyciągnął rękę.
- Dobrze cię znowu widzieć, Syriuszu. Witaj w naszym domu.
- Dziękuję, Arturze – powiedział cicho Syriusz, chwytając rękę drugiego mężczyzny. – Przepraszam za to wtargnięcie.
- Bzdura – powiedział pan Weasley, uśmiechając się nieco. – Harry powiedział, że chcesz ze mną rozmawiać.
Syriusz rzucił szybkie spojrzenie na Harry’ego, po czym skinął głową.
- Z tobą i Molly, jeśli macie chwilę.
Pani Weasley podeszła do niego, a jej dłoń zacisnęła się na ramieniu Harry’ego.
- O co chodzi?
Szczęka Syriusza zacisnęła się krótko, ale odpowiedział swobodnym tonem.
- Wolałbym mówić na osobności. To… delikatna sprawa.
Państwo Weasley unieśli brwi. Harry westchnął.
- Chodzi o mnie – powiedział, mając nadzieję, że to przyspieszy całą sprawę. – Syriusz nie chce, żebym wracał do Dursleyów.
- Ale myślałem, że Dumbledore pozwolił ci zostać na Grimmauld Place – rzekł pan Weasley, patrząc między nimi.
- Chcesz, żeby Harry został z nami? – zapytała pani Weasley, wyglądając na całkiem zadowoloną z tego pomysłu. Harry wyprostował się. Syriusz nie powiedział, że chce tutaj zostawić Harry’ego. Chociaż Harry nie zadał tego pytania; nie miał czasu, by o cokolwiek pytać, bo Syriusz tak się spieszył.
- Moglibyśmy porozmawiać na osobności… tylko na chwilę? – zapytał ponownie Syriusz, tym razem brzmiąc na zmęczonego.
Wyglądając na zdecydowanie bardziej radosną, pani Weasley skinęła głową i pierwsza ruszyła do salonu. Dłoń opadła na głowę Harry’ego. Spojrzał w górę, dostrzegając, że Syriusz uśmiecha się leciutko i zrelaksował się.
- Zobacz, czy mają dobrą maść na to oko – wymamrotał Syriusz, zanim zniknął w salonie. Drzwi zamknęły się za nim.
- Uszy dalekiego zasięgu? – zaproponował z nadzieją George.
- Co? – zapytał Harry, zrzucając plecak Syriusza z ramion.
- Urządzenie do podsłuchu – wyjaśnił Fred.
Harry potrząsnął głową, mimo że wszyscy wiedzieli już o Dursleyach więcej niżby chciał.
- Najwyższy czas, by ktoś zdał sobie sprawę z tego, że twoi krewni mają bzika – powiedział Ron, siadając obok Harry’ego. – Powiedziałeś Syriuszowi o kratach w oknie?
Harry’emu została oszczędzona odpowiedź – i wyobrażenie sobie wybuch głowy Syriusza, gdyby o tym wspomniał – gdy Ginny usadowiła biodra na stole i zdjęła nakrętkę z ogromnego słoika.
- Maść na siniaki – oznajmiła, potrząsając nią, by mógł się jej przyjrzeć. – Zamknij oko.
Wahając się tylko przez sekundę, zrobił, co mu kazała, biorąc krótki wdech, kiedy jej palce dotknęły lekko wrażliwej skóry. Uśmiechnęła się do niego przepraszająco. Wydawało się, że zajęło jej dużo więcej czasu niż Syriuszowi na zrobienie tej samej czynności.
- Czujesz się lepiej? – zapytała, kiedy skończyła.
- Tak. Dzięki.
Uśmiechnęła się do niego i ześlizgnęła ze stołu.
- Chcesz coś? Mama właśnie zrobiła pomarańczowe bułeczki.
- Nie, dzięki.
- Herbaty?
Harry pokręcił głową.
- Ja chcę bułeczkę – powiedział George.
- Ja też – pisnął Ron.
- Wiecie, gdzie są – powiedziała im Ginny z lekkim prychnięciem, idąc w stronę szafki, by odłożyć maść.
- Jest stuknięta – ogłosił całemu światu Fred, przesuwając się do szafki i biorąc kilka bułeczek z leżącego na niej koszyka.
A gdy usiedli przy stole, chrupiąc bułeczki, do Harry’ego dotarły w końcu wcześniejsze urywki zdań.
- W Little Whinging byli dementorzy?
- Tak – powiedział Ron z pełnymi ustami; przełknął głośno. – W tym samym czasie, gdy zniknąłeś.
- Ktoś został ranny?
- O niczym takim nie wiemy – powiedział Bill.
Harry spojrzał na zamknięte drzwi do salonu.
- Szukali Syriusza?
Bill pokręcił głową.
- Nie mogli wiedzieć, że tam jest. Nie jeśli nikt ich nie wysłał.
Harry nic nie odpowiedział, siedząc i zmieniając bułkę w okruchy.
- Pewnie jest tu, by powiedzieć im więcej, niż to że krewni Harry’ego to dupki – zamyślił się Fred; oboje z Georgem patrzyli na drzwi uważnie, jakby ich oczy były w stanie przepalić się przez nie.
- Tak, kumplu – powiedział George, spoglądając na Harry’ego. – Minęło już przynajmniej piętnaście minut.
- Jak długo zajmuje wyjaśnianie, że będzie mu lepiej gdziekolwiek indziej? – zgodził się Ron. – Pewnie nawet Snape by cię karmił.
Bliźniacy wymienili spojrzenia z bratem; cała trójka potrząsnęła głowami.
- Nieee.
- Dlaczego Syriusz myśli, że nasi rodzice będą mieli więcej szczęścia z Dumbledorem niż on? – zapytał Bill, machając ręką w stronę braci, by zamilkli, ku uldze Harry’ego.
- Nie wiem. – I zanim mógł dalej spekulować, drzwi się otworzyły i wyszedł pan Weasley, wyglądając na zdecydowanie wzburzonego, a za nim wyszedł bardzo powoli Syriusz.
- Tato? – zapytał Bill, wstają szybko. – Wszystko w porządku?
Blady pan Weasley przytaknął.
- Zrób mamie herbatę – powiedział cicho. – Wrócę za kilka godzin.
- Gdzie…
Bill pchnął Rona w ramię – mocno – i Ron przymknął się. Pan Weasley tego nie zauważył. Zdjął swój płaszcz z jednego z kołków wiszących wzdłuż ściany i wyszedł na zewnątrz. Głośny trzask deportacji sprawił, że wszyscy się wzdrygnęli.
- Co się stało? – zapytał Bill, atakując Syriusza. Syriusz, sam będąc blady, pokręcił tylko głową.
- Herbaty – powiedział ochryple. Odchrząknął. – Dla twojej matki…
Bill skinął krótko głową, ale to Ginny powiedziała:
- Zrobię.
Harry wciął się między Billa a Syriusza.
- Co się dzieje?
Syriusz podszedł do okna, a Harry ruszył za nim.
- Przepraszam – powiedział ciężko. – Powiedziałem im więcej, niż chciałeś; tak przynajmniej myślę. Oboje są bardzo zdenerwowani…
- To nic – powiedział mu Harry szybko. Wiedział, że Syriusz będzie musiał powiedzieć im coś, jeśli chciał ich pomocy, choć może nie sądził, że Weasleyowie będą tak zdenerwowani tym, że Harry mieszkał w komórce. To nie tak, że zamierzał tam ponownie żyć. Teraz było o wiele lepiej.
- Gdzie poszedł pan Weasley?
- Musi coś załatwić… to nie jest ważne. – Syriusz skrzywił się i zanim Harry zdążył nacisnąć, jego ojciec chrzestny kontynuował. – Minie kilka godzin zanim Artur wróci. I naprawdę nie powinno mnie tu być. Poczekam na zewnątrz, jako Łapa i wrócę…
- Nie! – Harry natychmiast poczerwieniał. Na litość boską, miał piętnaście lat. Ale czuł w dołku niepokojący węzeł. Coś było nie tak. – Znaczy, możesz zostać tutaj… co jeśli ktoś zobaczy cię na zewnątrz?
- Będę bardzo dużym psem – przypomniał mu Syriusz z lekkim uśmiechem.
- Wiem, ale…
- Będę na zewnątrz i jeśli będziesz mnie potrzebował…
- Syriuszu…
- Zostań.
Harry i Syriusz odwrócili się. Pani Weasley stała w drzwiach z rękami owiniętymi wokół siebie; miała w oczach łzy.
- Jesteś bardziej niż mile widziany w tym domu, Syriuszu – powiedziała. Weszła do kuchni, podeszła do Harry’ego i położyła mu dłoń na policzku. – Drogie dziecko…
To było niemal jak modlitwa; błaganie. I to sprawiło, że wszystkie cienkie włoski na karku Harry’ego uniosły się.
Przytuliła go ponownie, bez poprzedniej siły i Harry miał wyraźne – i bardzo zażenowane – wrażenie, że bała się, że złamie go na pół, jeśli ściśnie go odrobinę mocniej. Westchnęła głęboko, po czym cofnęła się i użyła kąta fartucha, by otrzeć oczy.
- Zrobię ci coś do jedzenia. Chciałbyś coś zjeść, prawda?
- Eee… Dziękuję, ale Syriusz zrobił mi śniadanie…
Pani Weasley uśmiechnęła się do Syriusza.
- Oczywiście, że zrobił. – Uniosła rękę Syriusza, poklepała ją i ruszyła do kuchni. – Więc zrobię herbaty. – Wyglądała na zaskoczoną, gdy dostrzegła Ginny, trzymającą parujący czajnik. – Moja kochana Ginny – powiedziała, biorąc gorący czajnik, - idź razem z chłopcami na zewnątrz, a ja się tym zajmę. Bill, czy nie musisz wrócić do pracy?
- Bardzo ci dziękuję, Molly – powiedział Syriusz, gdy jej rodzina na nią spojrzała, - ale nie musisz obić sobie kłopotów.
- To żaden kłopot – zapewniła ich. – Usiądź.
Odwróciła się do swojego zadania, a gdy była do nich plecami, Ron pochylił się do Syriusza i wyszeptał:
- Skonfundowałeś ją, prawda?
- Zamknij się, Ron – syknęła Ginny.
Harry wyciągnął szyję, by zobaczyć twarz ojca chrzestnego – jego szczęka była zaciśnięta, ale gdy tylko zauważył spojrzenie Harry’ego, jego ściśnięte mięśnie rozluźniły się. Uśmiechnął się.
- Lepiej zróbmy, co każe.
Harry podążył za Syriuszem, siadając na krześle obok niego, podczas gdy reszta weasleyowych dzieci zignorowała polecenie matki i zebrała się wokół stołu. Pani Weasley wydawała się tego nie zauważyć, przynosząc herbatę dla wszystkich; a w szczególności dla Harry’ego i Syriusza. Przyniosła dla nich czekoladowe herbatniki i miód do herbaty.
A gdy tak siedzieli razem, Syriusz była bardzo cichy, a jego oczy nieobecne, z wyjątkiem momentu, gdy złapał spojrzenie Harry’ego. Wtedy zrelaksował się i dodał kilka zdań do rozmowy.
Herbata i herbatniki leżały przed nim, nietknięte.
^^^
Gdy pani Weasley zaczęła przygotowywać lunch, pana Weasleya wciąż nie było. Przyjechała jednak Hermiona i zajęła pokój Ginny. Syriusz i Harry grali w szachy na stole, podczas gdy Ron czekał, by zmierzyć się ze zwycięzcą; przy okazji rzucając irytujące komentarze na temat mniej niż doskonałych umiejętności Harry’ego.
- Naprawdę, Harry. Pozwoliłeś mu zbić swojego konia! Wszyscy mogliby pomyśleć, że nigdy wcześniej nie grałeś.
- Spokojnie – powiedział Syriusz, ruszając swoją wieżą. – Obrażasz mojego chrześniaka.
Podczas gdy Ron mamrotał coś pod nosem, Syriusz złapał spojrzenie Harry’ego i mrugnął. Harry uśmiechnął się, zanim wrócił do studiowania planszy, próbując zrozumieć, jak ratować grę. Już miał ruszyć swoim gońcem, kiedy zaryczała sieć Fiuu. Wyszedł z niej pan Weasley, strzepując sadzę ze swoich szat. Uniósł wzrok i Harry nie był pewny, czy nie wygląda czasem bardziej blado niż rano, czy to tylko wina słabego światła.
- Zaraz wrócę – wymamrotał Syriusz. Odepchnął swoje krzesło i przekrzywił głowę Harry’ego kłykciami, odchylając ją do tyłu i powiedział ze słabym, złośliwym uśmiechem. – Niech Ron nie dotyka moich pionków.
- Hej, ja nie oszukuję!
- Cisza – krzyknęła pani Weasley, podążając za Syriuszem i trójka dorosłych znów schowała się w salonie.
Kilka minut później, Fred i George pojawili się na klatce schodowej.
- Słyszeliśmy Fiuu.
- Znowu tam są?
Harry nie odpowiedział, ale to nie przeszkadzało bliźniakom. George uniósł coś – o kolorze ciała i kształcie ucha.
- Tym razem się przygotowaliśmy.
- Nie myślę, że…
- Więc pozwól nam myśleć – Fred przerwał protest Harry’ego.
- Nie chcesz wiedzieć, o czym mówią? – zapytał George, już wsuwając ucho do drzwi, podczas gdy jego brat kręcił się przy schodach.
Harry wzruszył ramionami.
- Podejdźcie tu – powiedział Fred, machając ręką, by Harry i Ron ruszyli się od stołu na piąty stopień, co Harry w końcu zrobił z westchnięciem. Cała czwórka pochyliła głowy nad linką, kiedy ucho zniknęło pod drzwiami.
- Przemów – mruknął George, ale mogli usłyszeć tylko szepty… tylko kilka wyrwanych słów.
- Odzew? – wyszeptał Ron. – Co to znaczy?
George pacnął go w bok głowy.
- Pozew – syknął. – I coś o tyłku…
- Gdyby tam nie byli nasi rodzice, byłbym zaintrygowany – powiedział Fred z szerokim uśmiechem.
- Bardziej prawdopodobne jest obrzydzenie – dodał jego brat z przesadnym drżeniem.
- Moglibyście przestać zgrywać idiotów – wyszeptał Harry. – Mówią coś o mnie.
Sieć Fiuu – teraz stłumiona – zaryczała. I wydawało się, że słyszą tylko dwa głosy.
- Ty… - Fred przyciągnął sznurek bliżej ucha; niemal wepchnął go do środka. - … tak i… co mama właśnie powiedziała?
Rozległ się głośny trzask i Fred krzyknął. Za nim George odskoczył, potknął się o Rona i cała czwórka skończyła splątana kończynami u dołu schodów.
- Cholera…
- Nie waż się kończyć tego zdania, młodzieńcze.
Harry przestał wyszarpywać nogi spod Rona i spojrzał w górę. Syriusz i mama Rona marszczyli brwi w ich kierunku. Uszy Dalekiego Zasięgu były zaciśnięte w dłoni pani Weasley.
- Cała trójka na górę! – warknęła, a jej głos był mniej piskliwy niż normalnie byłby w takiej sytuacji, ale to jakoś nie sprawiło, by jej dzieci pobiegły wolniej. Podskoczyli z podłogi jakby się paliło i Harry został niemal stratowany, kiedy szaleńczo gramolili się na nogi.
- Na górę – rozkazała, idąc ciężko za nimi i machając rękami. – Podsłuchiwanie! Ile razy ja was ostrzegałam!
Unosząc brwi, Syriusz zaoferował Harry’emu rękę, którą przyjął z grymasem, a jego twarz piekła z zakłopotania.
- Przepraszam – wymamrotał, osuwając się na krzesło.
- Zrobiłeś sobie krzywdę? – zapytał Syriusz, przyglądając się Harry’emu. Kilka wczorajszych urazów protestowało boleśnie przez ten nieszczęśliwy wypadek, ale nie tak mocno, by mu to przeszkadzało. Syriusz zacisnął usta, kiedy Harry pokręcił głową. – Proszę – powiedział, przyciągając krzesło, - siadaj.
Syriusz usiadł tak, że byli teraz twarzą w twarz i pochylał się nieco, mając łokcie oparte na kolanach i luźno splecione palce.
- Artur pomaga mi załatwić parę rzeczy… do czegoś – dodał, kiedy Harry miał zamiar mu przerwać, - których nie mogę jeszcze wytłumaczyć. Zamierzamy się upewnić, że nigdy nie będziesz musiał wrócić do Dursleyów. Ale musisz mi zaufać. Muszę to robić po swojemu. Możesz to dla mnie zrobić?
Zaskoczony pytaniem, Harry zmarszczył brwi.
- Ufam ci.
Tak, jakby Harry zapalił pochodnię, twarz Syriusza zmieniła się. Jego szare oczy pojaśniały wewnętrznie, a jego głębokie rysy twarzy wygładziły się. Uśmiechnął się, sprawiając, że Harry zrobił to samo.
- Dobrze – powiedział Syriusz. Chwycił ramiona Harry’ego obiema rękami. – Dobrze – powtórzył, z większą pewnością. A potem Harry znieruchomiał, kiedy jego ojciec chrzestny pocałował go w czubek głowy. – Chodźmy – powiedział, prostując się, - skończmy grę, zanim Molly skończy z Ronem.
Harry po raz drugi tego dnia uśmiechnął się głupio, ale tym razem nie dbał o to.
^^^
- Myślisz, że będzie mu zimno? –zapytał Harry, kiedy później tego wieczoru zdjął skarpetki.
Ron uniósł wzrok, będąc już w piżamie i układając się pod kołdrą.
- Komu?
- Syriuszowi, głupku.
- Och. – Ron wzruszył ramionami. – Jest psem. Ma futro.
- Śpi w krzakach.
- Jest lato – powiedział Ron z szerokim ziewnięciem. Harry skinął głową, bardziej do siebie, po czym zapiął piżamę i odwrócił się, by wyłączyć lampkę i wejść do łóżka. Wiedział, że Syriusz już wcześniej sypiał na zewnątrz. I oczywiście, gdyby było mu zimno, zawsze mógł spać w szopie pana Weasleya.
Ludzie nie powinni spać w szopach.
Zwłaszcza nie Syriusz.
Wiedząc, że nie będzie mógł spać przez tą drobnostkę, Harry odsunął na bok koce i wyślizgnął się z łóżka. Potknął się o buty Rona i huknął o łóżko drugiego chłopaka.
- Co ty robisz? – wzdrygnął się Ron, podnosząc się nieco.
Macając dookoła w poszukiwaniu okularów, Harry wymamrotał:
- Idę zanieść Syriuszowi koc.
- On nie potrzebuje koca.
- A może potrzebuje. Aha! – Harry odetchnął z radością, gdy wyjął swoje okulary ze stolika obok łóżka Rona. – A poza tym, nie będę umiał zasnąć, póki się nie upewnię.
Jęcząc, Ron usiadł do końca i z powrotem włączył lampkę.
- Mama kazała nam iść spać kilka godzin temu.
Zamiast tego czytali gazety o Quidditchu. I kilka innych czasopism, na które mama Rona zdecydowanie by się nie zgodziła.
- Wiem, ale nie obudzę ich – powiedział Harry, wciągając na siebie spodnie. – Myślisz, że śpią?
Zwinął górny koc ze swojego łóżka.
- Skąd mam wiedzieć? Harry… Ej. Przynajmniej pozwól mi założyć coś na nogi.
Harry zatrzymał się przy drzwiach ze zwiniętym kocem w rękach.
- Nie musisz iść…
- Co? Że niby mam cię puścić samego na zewnątrz? – Ron rzucił w niego skarpetką. Harry skrzywił się i zerknął na niego ostrożnie. Ron wyszczerzył się i podszedł do niego. – Trzeci schodek skrzypi, więc musisz go jakby przeskoczyć – powiedział cicho, wykonując niezręczny ruch dłońmi.
Harry spojrzał na niego przez ramię z powątpiewaniem.
- A to nikogo nie obudzi?
- Nie, jeśli jesteś w samych skarpetkach.
- Ale nie jestem!
- Bądź cicho – syknął mu Ron do ucha, kiedy wyślizgiwali się przez drzwi. – Kurcze, wymykaliśmy się z dormitorium miliony razy.
- Dlaczego nie powiesz tego trochę głośniej.
- Dlaczego się nie zamkniesz i nie zejdziesz po cholernych schodach.
Harry przewrócił oczami, ale ruszył do przodu, trzymając się blisko ściany.
- A tak właściwie, dlaczego ze mną idziesz?
Ron dźgnął go palcem w plecy.
- Dla towarzystwa.
Harry uśmiechnął się w ciemności, idąc w dół schodów.
- Trzeci stopień – wyszeptał, kiedy byli niemal na dole, ponownie go trącając.
- Przeskoczyć nad nim?
- Jeśli nie chcesz mieć swojej miotły…
- Zamknij się.
- Ty się zamknij i skacz już.
Jednocześnie wykrzywiając usta i wstrzymując oddech, Harry skoczył. Wylądował ze stłumionym hukiem na podłodze kuchni. Ron stanął tuż obok niego, w jakiś sposób nie robiąc żadnego hałasu.
- Dlaczego po prostu nie przeszliśmy nad tym stopniem i nie stanęliśmy na kolejnym? – zapytał Harry, gdy podeszli do tylnych drzwi.
- Zawsze przeskakujemy – powiedział Ron, brzmiąc na zaskoczonego. Harry pokręcił głową. Sekundę później przeszli na podwórko.
- Nie widzę go – mruknął Harry, zaglądając do krzaków.
- Dlaczego tu jest tak cholernie zimno? – narzekał Ron, szybko pocierając ramiona. – Jest lato.
- Jest po północy… i mówiłem ci, że może być zimno. Wąchacz!
- Nie tak głośno! Obudzisz cały dom.
Harry zignorował go, ponownie otworzył usta i zawołał cicho.
- Wąchacz!
Ron klepnął go w ramię.
- W szopie taty świeci się światło… myślisz, że tam poszedł?
Harry podążył wzrokiem za linią ronowego palca.
- Chodźmy.
Ron westchnął, ale i tak ruszył za Harrym.
- Powinienem był założyć sweter.
- Nie jest tak zimno.
- Więc dlaczego wyszliśmy w piżamach, zabierając koc dla Syriusza? – odparł Ron.
- Zamknij się.
- Nie, ty…
Harry zacisnął dłoń na ramieniu Rona.
- Ciii!
- Co? – powiedział bezgłośnie Ron, po czym zamarł, kiedy również usłyszał ciche głosy. – Oj – wyszeptał, - jeśli to moja mama to już jestem martwy.
- Brzmi jak mężczyzna…
- Ponieważ, - doszedł do nich głos Syriusza, nagle głośniejszy niż chwilę wcześniej, a Harry był zaskoczony intensywnością tego głosu. – Nie mam innego wyboru.
- Nie bądź śmieszny! Nie chciałby, żebyś to robił!
Harry i Ron spojrzeli na siebie. Brzmiało jak profesor Lupin. Choć Harry nie słyszał jego głosu od jakiegoś roku i nigdy nie był tak wściekły…
- Wiem, ale nie mogę…
- Ze wszystkich głupich rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłeś, Syriuszu… Ta jest idiotyczna!
Drzwi się otworzyły, niemal zagłuszając ochrypłe „Remus…” Syriusza.
A potem mężczyźni zamarli. Lupin pierwszy wrócił do siebie z cichym:
- Witaj, Harry. – Odchrząknął. – Ron.
Harry poruszył się niespokojnie, nie wyglądając na tak zawstydzonego jak się czuł tym, że podsłuchał ich w środku kłótni.
- Cześć, profesorze…
- Co wy tu robicie? – zapytał Syriusz, a jego głos wciąż był szorstki.
Czując się raczej głupio, Harry wyciągnął koc.
- Pomyślałem, że może ci być zimno.
Oczy Syriusza uśmiechnęły się, kiedy brał zaoferowany koc.
- Dziękuję, Harry – powiedział cicho. Machnął nieco ręką dookoła. – Nie powinienem być na otwartej przestrzeni. I jeśli Molly zobaczy, że nie jesteście w łóżkach o takiej godzinie… - uśmiechnął się nieznacznie.
- Tak. – Harry otoczył się ramionami.
Usta Syriusza zacisnęły się i tylko przez sekundę wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć. Ale zamiast tego, skinął głową w stronę domu.
- Idźcie – powiedział cicho.
Ale gdy tylko Harry się odwrócił, tylne drzwi otworzyły się. Ze środka wyszli pan i pani Weasley, oboje w niechlujnie zawiązanych szlafrokach. Kobieta, której Harry nie poznawał, podążała za nimi w bardziej spokojnym tempie.
Na widok intruza, panika ścisnęła pierś Harry’ego, ale zanim Harry zdążył się jej oddać, pan Weasley ruszył do przodu, niemal odpychając Harry’ego na bok.
- Syriuszu, Augusta przyniosła papiery. Zagwarantują ci bezpieczeństwo.
Ron trącił Harry’ego.
- Czy to nie jest babcia Neville’a?
Harry nie odpowiedział. Nie obchodziło go to. Jego spojrzenie było utkwione w Syriuszu.
- Co się dzieje?
Pan Weasley odwrócił się, a jego brwi uniosły się wysoko na czole.
- Harry, co ty tu robisz? Ron?
Kobieta przybyła z Weasleyami wyciągnęła rękę do Syriusza. Przełknął ślinę, oderwał wzrok od Harry’ego i potrząsnął jej rękę.
- Augusta Longbottom – powiedziała rzeczowo. Podała mu gruby kawałek pergaminu. – Wizengamot zagwarantował ci bezpieczne przejście do Ministerstwa. I zgodził się wysłuchać twoją sprawę z samego rana, ponieważ w 1981 odmówiono ci procesu. Pani Bones czeka na twoje przybycie.
Proces? W uszach Harry’ego było jakieś dziwne brzęczenie. Nie usłyszał jej wyraźnie. A może śnił. Koszmar.
- Syriuszu? – Jego głos był wysoki i dziwny, jakby wcale nie należał do niego.
- Nie mamy wiele czasu – powiedziała pani Longbottom z niecierpliwością. – Mam cię przyprowadzić w ciągu godziny albo gwarancja nie będzie dłużej ważna.
Nastał gwałtowny, wyjący wiatr.
- Syriuszu?
Teraz Syriusz stał tuż przed nim. Mocny uchwyt boleśnie przypomniał mu, że to nie jest koszmar.
- Harry – powiedział, a sylaby były nienaturalne i śpiewne, - poprosiłem Artura, by znalazł mi adwokata. Dzięki temu mogę mieć proces. Zawsze będę zbiegiem, tak jak powiedział Dumbledore i nie mam do ciebie żadnych praw. Ani jednego…
- Nie – powiedział Harry głucho, czując, że ma mętlik w głowie i był tak osłabiony, że niemal Ne potrafił poradzić sobie z jedną sylabą.
- Nie ma innego sposobu. Nie, jeśli chcemy powstrzymać cię od powrotu do Dursleyów…
- Nie! – powiedział Harry gniewnie, wyrywając cię. – Nie! Nie dbam o nich. Wrócę do Dursleyów. Pozwolę im na wszystko. Wuj Vernon może mnie bić, jak zawsze tego chciał, a ja mnie nie będzie to obchodziło!
- Harry…
- Nie możesz tego zrobić – powiedział Harry głośno, odsuwając się poza zasięg Syriusza, gdy jego chrzestny zbliżył się. – Już raz ci nie uwierzyli! Gdy tylko cię zobaczą, zabiją cię!
- Nie zrobią tego – powiedziała spokojnie pani Longbottom. – Spróbuj się uspokoić. Pani Bones zgodziła się na sprawiedliwy proces.
Harry usłyszał szalony śmiech – po chwili zdając sobie sprawę, że należy on do niego.
- Sprawiedliwy? – powtórzył. – Sprawiedliwy? Zesłali go do więzienia za coś, czego nie zrobił!
- I najwyższy czas naprawię ten błąd – powiedziała.
- Nie. – Harry pokręcił głową. – Nie możesz tego zrobić, Syriuszu. – Wbił paznokcie w dłoń, uspokajając się. – Proszę, nie rób tego.
- Harry, nie mam innego wyjścia – powiedział Syriusz cicho. – Powinienem zrobić to lata temu. – Ponownie zrobił krok w stronę Harry’ego, ale tym razem, Harry odwrócił się do niego plecami. Nie zrodzi się. Nie spojrzy. Jeśli nie spojrzy, to nie będzie mogła być prawda. Syriusz nie może odejść. Nie może odejść, jeśli nie spojrzy. Nie zrobi tego.
- Harry… proszę.
Harry zamknął oczy. Nie będzie słuchał. Nic z tego nie było prawdą. To był koszmar. To musiał być koszmar.
- Muszę iść – wyszeptał Syriusz, tym razem naprzeciwko Harry’ego. – Obiecuję, że będzie dobrze.
Zaufaj mu. Syriusz prosił, by mu zaufał. W tym? Nie było obietnicy.
Został objęty ramionami. Silne ręce drżały. Palce prześlizgnęły się przez jego włosy i kolejne słowo Syriusza były wyszeptane w jego kosmyki.
- Wrócę.
Harry nie poruszył się. Próbował nie oddychać Nie odchodził. Nie mógł odejść.
Ramiona odsunęły się. Harry zaczerpnął oddech. Rozległy się kroki, których Harry nie chciał słyszeć. Kolejny wdech.
- Chodźmy…
Cisza. Żadnych dźwięków. Nie odszedł.
Harry odwrócił się.
- Syriusz… - Słowo utknęło w jego gardle, gdy zobaczył rozmyte plamy znikające na drodze.
Odszedł. Syriusz odszedł.
Więc Harry mógł zrobić tylko jedno.
Biegł.
Potykając się o sznurowadła i skały, biegł. Ślepy przez mrok, jego stopy tupały, zagłuszając wszystko inne.
Głosy wołały jego imię, ale ledwo je słyszał. Biegł szybciej.
Biegł tak długo, aż już nie potrafił. Aż jego nogi się poddały i upadł na ziemię. I leżał tam, łapiąc oddech.
Czuł ręce na ramieniu – inne we włosach, ale nie chciał, by tam były. Nie przyznawał się do nich, gdy każdy ochrypły, łapczywy oddech palił jego płuca. Odwrócił twarz w trawę i pozwolił łzom płynąć.

Czekam na 3 komentarze :)


3 komentarze:

  1. Chce już następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Już uwielbiam to opowiadanie. Wstaw następny rozdział

    OdpowiedzUsuń