poniedziałek, 19 czerwca 2017

SR - Rozdział 6 - Zaklęcia Niewybaczalne


Zanim nastał dzień, ulewa przycichła, co było dla Harry’ego dobrą wiadomością. Właśnie otrzymawszy plan lekcji na cały rok, Harry zauważył, że pierwsze ma zielarstwo, a zaraz po nim opiekę nad magicznymi stworzeniami, a po południu podwójne wróżbiarstwo. Harry mógł tylko jęknąć na taki sposób spędzenia popołudnia. Wróżbiarstwo było najmniej ulubionymi zajęciami, a biorąc pod uwagę eliksiry z profesorem Snapem, wiele to znaczyło. Profesor Trelawney wydawała się cieszyć przepowiadaniem Harry’emu śmierci na każdej lekcji. Jedyną różnicą było to, że w tym roku nie było uciekiniera z Azkabanu, który „idzie po niego”.
Hermiona była bystra i rzuciła te zajęcia w zeszłym roku. Harry chciałby robić to samo, ale potrzebował dwóch przedmiotów dodatkowych, a nie przedobrzył tak, jak Hermiona. Dziewczyna podjęła się wszystkich możliwych zajęć dla trzecich klas, potrzebując Zmieniacza Czasu, by uczestniczyć w nich wszystkich. Jednak stres sprawił, że Hermiona była od czasu do czasu okropnie irytująca, więc kiedy porzuciła wróżbiarstwo i mugoloznawstwo, Harry i Ron poczuli wielką ulgę.
Po sali zaczęły latać sowy. Harry nie kłopotał się spojrzeniem w górę, co było błędem, kiedy mała paczka uderzyła go w głowę, zanim wylądowała obok jego talerza. Przez długi moment Harry patrzył na paczkę kompletnie oszołomiony jej pojawieniem się. Rzadko otrzymywał listy, a kiedy je dostawał, zwykle były od Hagrida, nauczyciela opieki nad magicznymi stworzeniami i dobrego przyjaciela Harry’ego.
Jego zdezorientowanie wzrosło, kiedy zauważył, że jego imię jest napisane pismem jego ojca chrzestnego. Cóż, pewnie, że Syriusz miał do niego napisać, ale tak szybko? Wciąż zdumiony, Harry nie dostrzegł, że jego przyjaciele obserwują, jak ostrożnie odwiązuje list przyczepiony do paczki. Harry przygryzł wargę w oczekiwaniu, powoli otwierając list i zaczął czytać.
Rogasiątko,
Lunatyk powiedział mi, że zapomniał ci to oddać, więc wysłałem ci to najszybciej, jak tylko mogłem. Czasem go nie rozumiem, ale to Lunatyk. Jak dobrze wiesz, już ciężko pracujemy, by wyczyścić dla ciebie stary Dom Blacków. Naprawdę zastanawiam się, czy poprosić Dumbledore’a, żeby pozwolił nam wymienić się skrzatami. Pamiętasz, jak opowiadałem ci o Stworku, prawda? Skrzacie rodziny Blacków? Cóż, jest gorszy, niż z czasów, gdy go pamiętałem, a to całkiem niedobrze.
W każdym razie, pamiętaj, o czym mówiłem ci na peronie. Nie zapomnij zabawić się w tym roku. Wiem, że nie jesteś żartownisiem, ale jest więcej niż jeden sposób, by zabawić się w starym, dobrym Hogwarcie. Tylko upewnij się, że o wszystkim mi powiesz, gdy tylko będziesz mógł! Och, i Lunatyk krzyczy na mnie, że jeśli nie napiszę ci od niego „cześć” to oskóruje mnie żywcem… a ludzie boją się wilków… gdyby tylko wiedzieli…
Trzymaj się, dzieciaku. Pamiętaj, że jesteśmy dla ciebie zawsze, jeśli tylko będziesz nas potrzebował.
Łapa i Lunatyk
Harry skrył uśmiech, składając list. Wątpił, czy potrafiłby przekonać Zgredka do bycia „skrzatem rodziny Blacków”, ale może byłby lepszy niż Stworek. Syriusz w te wakacje opowiedział Harry’emu całą historię rodziny Blacków. Najwyraźniej Syriusz był jednym z niewielu Blacków, którzy stanęli przeciwko Voldemortowi. Blackowie byli dumną czystokrwistą rodziną, jak Malfoyowie.
Właściwie, Syriusz wyjawił, że jest spowinowacony z Malfoyami przez małżeństwo (Narcyza Malfoy była członkiem rodziny Blacków), przez co Harry był w jakiś sposób rodziną z Draco Malfoyem, skoro Syriusz go adoptował, ale Harry nie zgodził się z tym. Sama myśl, że jest powiązany z kimś pokroju Draco Malfoya wystarczyła, by jego żołądek się skręcił. Harry nie przyjął nazwiska Blacka, ale był jego dziedzicem. Ten fakt prawdopodobnie sprawił, że tak wielu ludzi było zdenerwowanych z powodu adopcji, z powodu „mrocznej” reputacji rodziny Blacków.
Spoglądając na paczkę, Harry już wiedział, co jest w środku, więc nie ryzykował otwierania jej przed wszystkimi. Była tylko jedna rzecz, którą dał Remusowi, a którą Syriusz chciałby oddać Harry’emu, ponieważ była użyteczna tylko w Hogwarcie. Mapa Huncwotów. Remus skonfiskował ją w zeszłym roku, a po tym wszystkim, co się stało, musiał o niej zapomnieć. Harry dłużej nie mógł ukrywać uśmiechu na twarzy, kiedy wkładał list i paczkę do szkolnej torby. Nagle nie potrafił doczekać się dnia.
Do czasu lunchu wrócił do miejsca, gdzie zaczął. Nie chciał nawet myśleć o tym, co robili na zielarstwie. To było obrzydliwe tak samo, jak splątki tylnowybuchowe, z którym miał do czynienia na opiece nad magicznymi stworzeniami. Harry obawiał się, że będzie się musiał z nimi uporać przez wiele tygodni, o których wspominał Hagrid.
Hermiona nie została długo na lunchu, twierdząc, że ma coś ważnego do zrobienia w bibliotece. Harry tylko potrząsnął głową, starając się nie myśleć o nadchodzących zajęciach. Mimo że lekcje te były kompletną stratą czasu, Harry dość dużo czytał o przedmiocie. Wszytko było interpretacją. Rozumiał teraz wykresy gwiazd, czytanie z ręki i pewne inne aspekty wróżbiarstwa. Mógł w to nie wierzyć, ale rozumiał dość, by wszystko logicznie zinterpretować.
Wróżbiarstwo zaczęło się powoli, a profesor Trelawney w swoich dużych okularach, po raz kolejny przewidziała nadchodzącą śmierć Harry’ego. Najwyraźniej niczego nie nauczyła się z lekcji podczas Świąt, kiedy Harry obrócił jej przesądy przeciw niej. Harry mógł tylko przewrócić oczami i zobaczył, że Ron robi to samo. Ron bardzo donośnie wyrażał to, co czuje w stosunku do Trelawney.
Zajęcia zaczęły się mapą gwiazd, co było dla Harry’ego wielką ulgą. W końcu będzie coś rozumiał.
- Panie Potter – powiedziała marzycielsko profesor Trelawney. – Z twojej prezencji można założyć, że urodziłeś się pod złośliwym wpływem Saturna. Urodziłeś się w połowie zimy, mam rację?
- Eee, przykro mi – powiedział Harry, czując się niekomfortowo tym, że wszyscy na niego patrzą. – Urodziłem się latem.
Przez moment profesor Trelawney patrzyła na Harry’ego podejrzliwie, po czym kontynuowała nauczanie klasy, zanim pozwoliła uczniom popracować nad ukończeniem własnej okrągłej mapy, na której miały być wszystkie planety w momencie ich urodzenia. Spróbowawszy już tego latem, Harry szybko skończył, po czym pomógł Ronowi z jego mapą. Ron wyglądał na przerażonego tym, że Harry naprawdę wiedział, co robi, ale trzymał buzię na kłódkę… oczywiście do czasu, aż Lavender pisnęła podniecona.
- Pani profesor! – krzyknęła Lavender. – Proszę spojrzeć! Co to za planeta?
Profesor Trelawney podeszła do Lavender i spojrzała w dół.
- To będzie Uran, panno Brown – powiedziała.
Ron nie mógł się powstrzymać.
- Mógłbym spojrzeć na Ur – Oomph!
Wszyscy szybko spojrzeli na Rona i zobaczyli, że Harry zakrywa mu usta. Harry zerknął na Lavender i profesor Trelawney, przygryzając nerwowo dolną wargę.
- Eee, przepraszam – powiedział Harry, powoli spoglądając na Rona i dając mu ciche ostrzeżenie, by siedział cicho. – Po prostu czasami jego mózg przestaje działać.
Profesor Trelawney zamrugała kilka razy z zaskoczeniem.
- Muszę powiedzieć, panie Potter – mruknęła, brzmiąc tak, jakby była pod wrażeniem. – Może mimo wszystko jest w tobie odrobina krwi jasnowidza. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś działał tak szybko.
Harry zdjął dłoń z ust Rona, powoli potrząsając głową. Nie, nie miał w sobie krwi jasnowidza. Po prostu znał Rona zbyt dobrze, by wiedzieć, co zamierzał powiedzieć. Lavender Brown i Parvati Patil patrzyły na Harry’ego z kompletną zazdrością, ponieważ zdawały się ubóstwiać nauczycielkę wróżbiarstwa, podczas gdy Ron i Seamus desperacko starali się nie śmiać.
Dobry humor Rona skończył się podczas obiadu, kiedy Malfoy w Wielkiej Sali zwrócił uwagę na artykuł o ojcu Rona. Był to stek bzdur, napisany przez Ritę Skeeter, ale mimo to Malfoy dobrze się bawił. Harry i Hermiona zdołali przytrzymać Rona w miejscu i zmusić go, żeby odszedł bez konfrontacji, kiedy umysł Harry’ego wykrzyknął ostrzeżenie.
W mgnieniu oka, Harry trzymał już w dłoni różdżkę i szybko odwracał się, tworząc ochronną tarczę, która wchłonęła zaklęcie, które rzucił w nich Malfoy. Nagle poczuł wdzięczność dl badań, które prowadził w zeszłym roku na ten temat. Harry opuścił tarczę i schował różdżkę do kabury, powoli potrząsając głową. Dlaczego Malfoy musiał rozpocząć walkę przed wszystkimi?
Może dlatego, że czuje, jakby musiał coś udowodnić.
- Jest jakiś problem, chopcy? – zapytał z ciekawością profesor Moody, schodząc po schodach. Malfoy natychmiast zamarł, kiedy magiczne oko Moody’ego zdawało się przesuwać od Harry’ego z powrotem do Malfoya. – Widzę różdżkę skierowaną w kolegę z klasy, panie Malfoy. Wytłumacz się.
Malfoy zbladł, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wciąż kieruje różdżkę w stronę Harry’ego. To był pierwszy raz, kiedy Harry widział, że Malfoy naprawdę boi się nauczyciela, zamiast być do niego aroganckim.
- Nic się nie dzieje, proszę pana – powiedział Malfoy, chowając różdżkę. – Nic a nic.
Moody zrobił krok w stronę Malfoya.
- Więc proszę ruszać w swoją stronę – warknął, a jego magiczne oko rozglądało się dookoła, jakby patrzył na wszystkich w Wielkiej Sali, nawet mimo tyłu jego głowy. – To się tyczy każdego z osobna.
 Harry ruszył za grupą, ale zatrzymał się, kiedy profesor Moody szybko złapał go za ramię. Zadziałały przeszłe refleksy i Harry natychmiast zesztywniał i wzdrygnął się, jakby spodziewał się ciosu. Ta reakcja nie przeszła niezauważona przez profesora Moody’ego, który momentalnie złagodził uścisk, ale nie puścił go. Spoglądając na nauczyciela obrony, Harry zauważył, że oba jego oczy patrzą na niego krytycznie, niemal jakby o coś go podejrzewano.
- To było imponujące, panie Potter – burknął profesor Moody. – Miałeś okazję na zemstę, ale wolałeś odejść; to raczej trudne, kiedy wszyscy patrzą.
Harry nie wiedział, co powiedzieć. Nie mógł się zmusić, by powiedzieć cokolwiek. Czuł się, jakby był uwięziony, a to magiczne oko tylko zwiększało jego nerwowość. W tym momencie, Harry czuł się, jakby z jakiegoś powodu miał wielkie kłopoty. W ogóle nie podobało mu się to uczucie. Zwykle temu uczuciu towarzyszył ból. Tak samo jak godziny samotnego więzienia.
- Stała czujność, Potter – burknął Moody, uwalniając ramię Harry’ego. – Zapamiętaj to.
- Tak jest – powiedział Harry cicho, a potem patrzył, jak profesor Moody odchodzi. Nie mógł się ruszyć. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak Ron i Hermiona z lekkim oporem prowadzą go do Wielkiej Sali. Wydawało się, że jest zamknięty w swoim własnym umyśle. Co, do licha, profesor Moody miał na myśli?
^^^
Przez następnych kilka dni, Harry robił wszystko, by nie podpaść profesorowi Moody’emu. Nie wiedział, dlaczego, ale po prostu czuł się nieswojo przy nowym nauczycielu. To, jak traktowali Harry’ego Dursleyowie, zostało opublikowane pod koniec zeszłego semestru, ale ponieważ było to równoczesne z niesławnym procesem Blacka, niewiele osób skupiło na tym uwagę. Zostało to szczęśliwie przeoczone.
Harry ciężko pracował, by zostawić życie z Dursleyami za sobą i naprawdę nie chciał, by nauczyciel, zwłaszcza profesor Moody, wyciągał to teraz na wierzch. Nie chciał, by ktokolwiek zakładał, że Syriusz i Remus byli nie do końca idealni. Nie mógł pozwolić, by ktoś zabrał go od jednych ludzi, którzy się o niego troszczyli.
Oprócz profesora Moody’ego, Harry próbował zachować też dystans do profesora Snape’a, co było dość trudne w klasie eliksirów. Malfoy mruczał komentarze na całą klasę, czym zyskiwał chichoty od strony kolegów ze Slytherinu. Mistrz eliksirów o ziemistej cerze, haczykowatym nosie i tłustych włosach oczywiście nie robił nic, ponieważ komentarze były na temat jednego ucznia, Harry’ego, nie starał się, by ukryć to, co do niego czuje.
Harry wiedział, dlaczego profesor Snape zachowywał się w taki sposób. Remus powiedział mu rok temu, jak ojciec Harry’ego, James, znęcał się nad profesorem Snapem, kiedy oboje byli uczniami Hogwartu. Harry rozumiał, że profesor Snape nienawidzi Jamesa Pottera, ale nie znosił tego, że ponieważ James Potter był martwy, Snape zdecydował, że przeleje swoją niechęć na ostatniego żyjącego Pottera, który nawet nie żył jeszcze, kiedy to wszystko się działo. To nie było sprawiedliwe. Syriusz i Remus parę razy zamienili słowo ze Snapem, ale to tylko rozwścieczyło nauczyciela jeszcze bardziej.
Gdy nadszedł czas zajęć obrony przed czarną magią, Harry zaczął się zastanawiać, czy jego umysł sam się nie przeciążył. Wszyscy wydawali się z chęcią uczyć od profesora Moody’ego i nikt nie wydawał się mieć takich kłopotów ze Snapem, jak on… cóż, może oprócz Neville’a Longbottoma, ale chłopak zawsze miał problem z wymagającą aparycją profesora Snape’a. Harry wiedział, że to niesprawiedliwe porównywać Moody’ego do Snape’a. Tylko raz rozmawiał z tym mężczyzną. Jak można oceniać kogoś po takim czasie?
Wchodząc do klasy obrony, Harry podążył za Ronem i Hermioną, którzy zdecydowali zająć miejsca w pierwszym rzędzie. Wyjął książkę: „Mroczne siły: Przewodnik po samoobronie” i przerzucił do miejsca, gdzie skończył czytać. Przeczytał już ponad połowę książki, ku wielkiemu przerażeniu Rona. Ze względu na lato Harry’ego, otwierał książkę przy pierwszych oznakach nudy, ponieważ nic innego nie było w zasięgu. W rzeczywistości, Harry potrzebował skupić się na czymś, a w tym momencie, było to jedyne dostępne rozproszenie uwagi.
Klasa szybko się zapełniła, jednak wszyscy milczeli. Od wszystkich niemal promieniowało pełne napięcia pobudzenie. Może było je poczuć. Wreszcie, ciszę wypełnił łomot i zaraz drugi, kiedy do klasy wszedł profesor Moody. Harry patrzył na książkę, nie chcąc spoglądać w to przerażające magiczne oko.
- Dziś nie potrzeba książek – warknął Moody, siadając za biurkiem i czekają, aż wszyscy zastosują się do nakazu. Potem sprawdził obecność, wykrzykując imiona wszystkich. Jego głowa ani razu się nie poruszyła, ale wszyscy widzieli, jak jego magiczne oko obraca się, by zobaczyć każdego ucznia, którego imię wymienił. – Dobra. Przebrnąłem przez notatki z lekcji profesora Lupina, które były jedynymi dostępnymi notatkami z trzech lat. Mimo że profesor Lupin przerobił sporo materiału, wciąż jesteście bardzo po tyle. Ponieważ mam tylko rok, by was obudzić, powinniśmy wziąć się do pracy.
Ron i Hermiona pochylili się do przodu, pragnąc rozpoczęcia lekcji.
- Ministerstwo Magii wolałoby, żebym uczył was tylko przeciwzaklęć, ale profesor Dumbledore widzi to inaczej – kontynuował profesor Moody. – Im szybciej się dowiecie, jak jest poza murami zamku, tym szybciej będziecie umieć się bronić. To uwzględnia też nielegalne mroczne zaklęcia. Czy ktoś zna klątwy, których użycie jest najciężej karane w świecie czarodziejów?
Kątem oka Harry widział, jak Ron i Hermiona powili unoszą dłonie w powietrze. To było coś nowego. Ron rzadko zgłaszał się w klasie. Profesor Moody wybrał, by Ron odpowiedział pierwszy.
- Mój tata opowiadał mi o zaklęciu Imperius – powiedział nerwowo Ron.
- Tak, to jest trudne. – Moody kiwnął głową, wstając. Otworzył szufladę biurka i wyciągnął szklany słoik, w którym były trzy dość duże, czarne pająki. Klasa obserwowała, jak profesor Moody wyciąga jednego ze słoika i kładzie go na otwartej dłoni. Skierował w niego różdżkę. – Imperio!
Wszyscy patrzyli, jak pająk zaczyna się poruszać w sposób, w który pająk naturalnie się nie rusza. Nie wiadomo dlaczego, Harry poczuł się dziwnie. To tak jakby ktoś odebrał wolną wolę. Harry szybko zamknął oczy i potrząsnął głową. Słyszał cichy śmiech innych, ale był zbyt zajęty odzyskiwaniem swoich myśli, by to zauważyć.
- Przypuszczam, że to śmieszna – burknął profesor Moody, - póki nie robi się tego wam. – Cisza wypełniła pomieszczenie. – To zaklęcie sprawia, że adresat jest całkowitym niewolnikiem tego, kto rzucił zaklęcie. Można z nim walczyć, ale jest to ekstremalnie trudne. Nie wszyscy mają na tyle siły. Największą waszą szansą jest uniknięcie zaklęcia. Musicie ćwiczyć STAŁĄ CZUJNOŚĆ!
Wszyscy podskoczyli na nagłą zmianę głośności. Potem Moody zademonstrował zaklęcie Cruciatusa, które wywoływało niewyobrażalny ból. Po raz kolejny Harry musiał odwrócić wzrok, kiedy Moody rzucił zaklęcie na pająka. Przez tylko chwilę, mimo że zdawało się to niemożliwe, Harry mógłby przysiąc, że naprawdę czuje ból. Kiedy przeszli do zaklęcia zabijającego, Harry ledwie zdołał powstrzymać strach. Czemu to się działo? Co się działo?
Hary zamknął oczy i chwycił boki krzesła, słuchając, jak profesor Moody krzyczy „Avada Kedavra”. Mimo zamkniętych powiek, Harry mógł zobaczyć zielone światło. Niemal mógł usłyszeć wysoki głos Voldemorta i jak jego matka błaga o litość. Niemal mógł poczuć ostry błysk bólu na czole, w miejscu, gdzie była jego blizna, ale trwało to tylko sekundę.
- Nie ma przeciwzaklęcia ani żadnego sposobu, by to zablokować. – Głos profesora Moody’ego wdarł się w myśli Harry’ego. – Tylko jedna osoba przeżyła to zaklęcie i jak sądzę, wszyscy ją dobrze znacie. – Nastała nieprzyjemna cisza w pomieszczeniu. – Panie Potter, wszystko w porządku?
Harry pokiwał tępo głową, ale wciąż miał zaciśnięte oczy i pochyloną głowę. Prawdę mówiąc, nie było w porządku. Był kompletnie przerażony. Przez coś takiego przeszli jego rodzice? Czy czuli ból? W zeszłym roku, dementorzy pozwolili Harry’emu usłyszeć ich głosy w momencie, gdy to się działo, ale nie pamiętał bólu. Czy to zaklęcie było niezwykle bolesną śmiercią?
Profesor Moody obszedł biurko i stanął dokładnie przed Harrym na moment, zanim zwrócił swoją uwagę na resztę klasy.
- Nie wszyscy potrafią rzucić tak potężne zaklęcie – burknął, – ale to nie ważne, kto potrafi. Pokazuję wam to, ponieważ musicie wiedzieć. Musicie być gotowi. STAŁA CZUJNOŚĆ!
Po raz kolejny klasa podskoczyła na nagłą zmianę tonu.
- Użycie któregokolwiek z zaklęć Niewybaczalnych – Avady Kedavry, Cruciatusa lub Imperiusa – grozi spędzeniem całego życia w Azkabanie – kontynuował Moody. – A teraz wyciągajcie swoje pióra i wszystko to spiszcie…
Przez resztę lekcji uwaga była skierowana na zaklęcia Niewybaczalne. Harry walczył ze sobą, by skupić się na tym, co mówił profesor Moody. Pytania wypełniły jego umysł. Dlaczego czuł ból? Dlaczego w ogóle coś czuł? Nie było to silne, ale czuł to, niemal jak wspomnienie, ale tak naprawdę nigdy nie odczuwa się wspomnień… prawda?
Harry ponownie wyrwał się z myśli, słysząc dźwięk dzwokna, który sygnalizował koniec lekcji. Chcąc wyjść najszybciej jak się da, Harry szybko spakował się i już miał iść, kiedy zauważył, że profesor Moody ponownie stoi tuż przed nim. Harry powoli uniósł wzrok i zobaczył, że oboje oczu Moody’ego patrzy na niego z ciekawością. Nagle jego żołądek się skręcił. Nie dobrze.
- Panie Potter, mogę prosić na słówko? – burknął profesor Moody.
Powstrzymując się przed impulsywnym powiedzeniem nie, Harry spojrzał na Hermionę, która patrzyła na niego nerwowo.
- Idźcie przodem – powiedział cicho Harry. – Pomówcie z Nevillem. Jest smutny. – Harry nie miał pojęcia, dlaczego to powiedział, ale w jakiś sposób wiedział, że to prawda. Neville był smutny dokładnie tak, jak on sam.
Kiedy Ron i Hermiona odeszli, Harry skupił się na profesorze Moodym, który wciąż patrzył na niego z zaciekawieniem, sprawiając, że Harry czuł się siebie okropnie świadomy. Nie mógł nic pomóc na to, że czuł się, jakby zrobił coś złego i miał zostać ukarany. Nie znosił tego. Mógł stać przed Voldemortem, ale nie przed innym apodyktycznym dorosłym.
- Panie Potter, zauważyłem pana reakcję na klątwę zabijającą – burknął profesor Moody. – Czy mam rację przypuszczając, że naprawdę pamięta pan to, co się stało tamtej nocy? – Nie dostał odpowiedzi. Harry tylko skinął głową, odwracając wzrok. – Rozumiem. Przepraszam, jeśli przeze mnie poczułeś się niekomfortowo, ale musisz wiedzieć. Musisz być gotowy. Jest szansa, że ponownie zobaczysz to zaklęcie…
- Wiem – przerwał mu cicho Harry, spoglądając prosto na profesora Moody’ego. – Proszę się nie martwić. Nie ma pan za co przepraszać. Ma pan rację. Musimy wiedzieć, co czyha na nas poza zamkiem.
Profesor Moody wciąż patrzył na Harry’ego tak, jakby mu nie wierzył, ale i tak pozwolił Harry’emu odejść. Opuszczając klasę, Harry zdał sobie sprawę, że zatłoczona Wielka Sala podczas obiadu jest ostatnim miejscem, gdzie chce się znaleźć. Chciał być sam. Znając doskonałe miejsce do „ukrycia się”, Harry zapuścił się do Sowiarni i natychmiast został przywitany przez Hedwigę. Nie wiedział, ile czasu spędził głaszcząc tylko swoją sowę, ale z pewnością było to uspokajające. Hedwiga była jego pierwszym zwierzakiem i zarazem pierwszym prezentem.
Głaszczą pióra, Harry spojrzał w oczy Hedwigi i uśmiechnął się. Czasem mógłby przysiąc, że zwyczajnie wiedziała, co zrobić, by poczuł się lepiej.
- Dostarczysz coś dla mnie? – zapytał i w odpowiedzi dostał ciche hukanie. – Więc szybko to napiszę, okej?
Hedwiga zeskoczyła z ramienia Harry’ego, pozwalając mu wyciągnąć kawałek pergaminu, pióro i atrament. Siadając na podłodze, Harry zastanowił się przez chwilę, co mógłby napisać, po czym zaczął. Wiedział, że musi zachować optymistyczny styl albo inaczej będzie miał dwóch przesadzających gości… cóż, jednego przesadzającego, a drugiego, który będzie próbował uspokoić tego pierwszego.
Midnightcie i Lunatyku,
Dzięki za mapę. Sam właściwie o niej zapomniałem, więc nie czepiaj się za bardzo Lunatyka, Syriuszu. Sam mu ją dałem, wiesz? Poza tym, jeśli Stworek jest tak zły, dlaczego zwyczajnie nie dasz mu ubrania? Wiem, że nie znam się za bardzo na skrzatach domowych, ale wydaje się głupie, by zatrzymywać przy sobie kogoś, kto czyni twoje życie niezbyt szczęśliwym.
Tak tylko pomyślałem.
Pierwszy tydzień szkoły był całkiem interesujący. Wszyscy byli zszokowani, gdy się dowiedzieli, a sporo osób chce się dostać, niezależnie od ich wieku. Czy jestem dziwny, jeśli ja tego nie chcę? Pamiętam, jak wszyscy patrzyli na mnie, kiedy powiedzieliśmy profesorowi Dumbledore’owi, że wiem o wszystkim. Nie spodziewali się, że zachowam się w taki sposób, jak to zrobiłem, tak samo jak wasza dwójka. Dlaczego? Po prostu nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby chociaż próbować się dostać do czegoś takiego, jeśli się nie jest na to gotowym.
Miałeś rację, co do profesora Moody’ego, Syriuszu. Jest przerażający. Miałem z nim dzisiaj zajęcia i przerabialiśmy zaklęcia Niewybaczalne. Proszę, nie bądź zły, ale myślę, że coś się stało. Rzucał zaklęcia na pająki, ale czułem się tak, jakbym dostał tymi zaklęciami. To było dziwne. Nie wiem, czy to był kolejny „epizod” czy nie. Naprawdę nic się nie stało, ale powiedziałeś, że chcesz wiedzieć, kiedy coś dziwnego się wydarzy, a pomyślałem, że to było dziwne.
Mam nadzieję, że oboje dobrze się bawicie i nie umiem się doczekać, aż zobaczę was w Święta. Naprawdę jest tu inaczej, kiedy was nie ma. Nie martw się, Lunatyku. Trzymam się z dala od kłopotów i robię pracę domową w terminie… nawet z wróżbiarstwa. Mam nadzieję, że podczas pełni wszystko było dobrze.
Tęsknię za wami.
Harry
List nie był tak optymistyczny, jak miał być, ale musiał to wszystko napisać. Składając list, Harry wstał i zawołał Hedwigę. Ostrożnie przyczepił list do jej nogi i wysłał ją do swoich opiekunów. Obserwował, jak leci, aż nie mógł jej już widzieć. Nie mając nic więcej do roboty, Harry spakował swoje przedmioty i wrócił do Wieży Gryffindoru na długi wieczór z zadaniem z wróżbiarstwa. Miał zamiar prawidłowo ją skończyć, ale w głębi siebie miał przeczucie, że prawdopodobnie powinien trochę pozmyślać.



Rozdział NDH będzie koło piątku. Co do PDP, nie mam pojęcia, bo złapała mnie grypa żołądkowa i miałam tylko siłę wstawić ten rozdział, zanim wrócę z powrotem do łóżkeczka i miski :( Życzcie zdrowia i siły do pisania :) 

2 komentarze:

  1. Super ten rozdział :D . Ciekawa reakcja Harry'ego na Niewybaczalne. Nie moge sie doczekać następnego rozdziału.
    Wracaj do zdrowia i odzyskuj siły żebyśmy mogli cieszyć się twoją twórczością i tłumaczeniami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest super . Mam jedno pytanie czy dodasz ostatnią miniaturkę z serii piekło, czyściec.....

    OdpowiedzUsuń