piątek, 23 czerwca 2017

NDH - Rozdział 40


Później, tego samego popołudnia, Snape poprawiał papiery na swoim biurku w kwaterach, kiedy do środka wpadł Harry. Snape wstał, ale zanim mógł złajać bachora za to hałaśliwe wejście, Harry rzucił torbę na kanapę i złapał go w pasie.
- Udało się, tato! – zaskomlał radośnie mały potwór. – Dorwaliśmy go! Twój plan był genialny! Widziałeś, jak węże ścigały go po klasie? Widziałeś, jak wszyscy byli zaskoczeni? Jakiego zaklęcia użyłeś, żeby stał się człowiekiem? Nawet nie słyszałem, jak je wymawiasz! Widziałeś, że zrobiłem, co mi kazałeś i trzymałem się z daleka? Co się stało z eliksirem Neville’a? Powiedział, że ty powiedziałeś, że nie musi już chodzić na eliksiry, to prawda? A dyrektor nie zorientował się, co się stało? Nie sądzisz, że Lunatyk był świetny? Pani Bones jest straszna, prawda? Przez chwilę, myślałem, że cię przeklnie! Dlaczego cię nie lubi? A dobrze się spisałem? Huh? To dobrze, że Draco zaczął gwiazdorzyć, prawda? Wiedziałeś, że to zrobi? Co teraz się stanie? Czy Łapa będzie mógł przyjść do Hogwartu, by nas odwiedzić? A dobrze się spisałem? Widziałeś, że nic nie zrobiłem – nawet, gdy próbował mnie złapać? Po prostu stałem i grałem zaskoczonego jak wszyscy inni!
- Oczywiście, że widziałem wszystko, głupi dzieciaku. Byłem tam, prawda? – prychnął Snape, ale nie potrafił zmusić się, by dać chłopcu ostrą naganę za jego niestosowne zachowanie. Mimo wszystko, był pierwszą osobą, która naprawdę komplementowała przebiegły plan Snape’a. – Siadaj.
Harry posłusznie opadł na kanapę, ale był zbyt podekscytowany, by siedzieć nieruchomo. Zaczął podskakiwać w miejscu.
- Widziałeś, jacy Ron i Hermiona byli zaskoczeni? Ron wciąż jest zdenerwowany z powodu Parszywka, ale Percy jeszcze bardziej. Dyrektor przyszedł po Rona na zaklęciach, żeby porozmawiał z aurorami. I wiesz co? Zamierzają pomówić też z resztą Weasleyów. Nie będą mieli kłopotów, prawda? O co aurorzy będą ich pytać? Myślisz…
- Potter! – Snape usiadł obok bachora, a nieustające podskakiwanie sprawiło, że zrobiło mu się niedobrze. Jedno zaklęcie przylepca później i Harry znieruchomiał z komicznym wyrazem zaskoczenia.
- Hej! – zaskomlał, dostrzegając, że jego zadek niezachwianie przylega do ciężkiej kanapy. Okręcił się, ale nie potrafił uwolnić.
- Przestań się tak diabelnie kręcić – powiedział stanowczo Snape. – Muszę z tobą porozmawiać, a nie jestem w stanie, kiedy zachowujesz się tak, jakbyś siedział w gnieździe ognistych szerszeni. Doskonale wiesz, że to zaklęcie nie wyrządza żadnego bólu.
- Nie powiedziałem, że boli – zaprotestował Harry, a zaskoczenie słowami Snape’a skutecznie rozproszyło jego próby uwolnienia tyłka z kanapy. – Wiem, że mnie nie zranisz.
Snape odchrząknął, starając się jak najlepiej ignorować gulę, którą wywołała pełna ufności twarz chłopca.
- No więc, nie musisz się tak kręcić. Zniosę zaklęcie, kiedy pokażesz, że umiesz siedzieć jak młody gentelman i prowadzić cywilizowaną rozmowę.
- Tak jest. – Harry posłusznie usiadł i nawet złożył ręce na kolanach.
- Tak lep… - zaczął Snape, tylko po to, by Harry przerwał mu z oczami ponownie błyszczącymi z ekscytacji.
- Ale wiedziałeś, co się stało, prawda? Znaczy, jak Pettigrew próbował mnie złapać i w ogóle? To okropnie odważne, jak Neville złapał mnie i odciągnął, prawda?
Snape westchnął. Zaczynał mieć pewną sympatię do drakońskich metod Lucjusza Malfoya, jakimi uczył syna czystokrwistej etykiety.
- Tak, widziałem, co zrobił Longbottom. To było całkiem… pomocne. 
- Przyznasz mu punkty? – zapytał Harry z błyskiem psoty w oku. Wiedział, że jego ojciec ma reputaję takiego, co nie przyznaje punktów uczniom z innych Domów niż Slytherin.
- Nie – powiedział Snape, ucinając szereg pytań, zanim mogły pojawić się kolejne. – Jednak zamierzam wynagrodzić ciebie.
Pobudzone paplanie Harry’ego urwało się z sapnięciem zdziwienia.
- Mnie? Za co? – zapytał.
Snape skrzywił się. Głupie książki, nalegające na pozytywną motywację.
- Wypełniłeś moje instrukcje, prawda? I przeciwstawiłeś się jakimkolwiek zuchwałym, gryfońskim wyczynom? Nie próbowałeś samodzielnie chwycić Pettigrew, ani nie mieszałeś się w żaden sposób z dorosłymi w klasie.
Harry przytaknął z szeroko otwartymi oczami.
- Kazałeś mi tego nie robić.
- Zupełna racja. – Snape nie dodał, jak był zaskoczony tym, że chłopiec posłuchał. James Potter nigdy by nie był w stanie oprzeć się skokowi w powstały chaos, tak samo jak ten idiota Black. To dlatego – pomimo głośnych protestów kundla – tylko Remus brał udział w akcji. Snape nie wierzył, że Black jest w stanie pozostać na uboczu i wkroczyć tylko wtedy, kiedy plan zawiedzie i Harry będzie w bezpośrednim niebezpieczeństwie.
- A ponieważ zrobiłeś, co ci kazałem, dostaniesz nagrodę. – Zignorował pełną niedowierzania radość wkraczającą na twarz dzieciaka i przywołał małe pudełko. – Proszę.
Harry z zapałem rozerwał papier.
- Wow! – krzyknął. – Całe pudełko czekoladowych żab! Dzięki, tato! – Rzucił się na mężczyznę, nieco skrępowany przez wciąż działające zaklęcie przylepca.
- Tak, tak, nie ma za co – mruknął zakłopotany Snape. Bachor zachowywał się tak, jakby otrzymał jakiś bezcenny skarb, a nie tylko kilka słodyczy. Naprędce poklepał chłopca po ramieniu, po czym usadził go ponownie.
Harry gapił się na pudełko żab z mieszaniną niedowierzania i zadowolenia. Nigdy wcześniej nie otrzymał prezentu za dobre zachowanie. W jego przekonaniu, robienie tego, co mu kazano jest tylko sposobem na uniknięcie klapsa w tyłek albo wściekłej diatryby. Nigdy nie słyszał o otrzymywaniu za to prezentów!
Harry przełknął zły radości. Jego tata był niezwykle dla niego miły. Nie tylko dawał mu prezenty bez szczególnego powodu – jak miotła – i przypisywał tylko najlżejsze kary, kiedy Harry był niegrzeczny, ale też profesor dawał mu podarki za wykonywanie poleceń? Jak wiele dzieciaków miało szczęście być tak traktowanym?
Snape obserwował, jak chłopak z zachwytem gładzi pudełko, jakby było jakimś delikatnym kwiatem i starał się nie pokazać na twarzy żalu. To aż nazbyt oczywiste, że dzieciak w dotychczasowym życiu nie dostawał wielu prezentów.
- To, że trzymałeś się planu pozwoliło mi skoncentrować się raczej na schwytaniu Pettigrew, niż na bronieniu cię przed skutkami jakiś głupich działań – powiedział chłopcu. – Jestem z ciebie… zadowolony.
Harry uniósł wzrok, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Naprawdę? – Był tak szczęśliwy, że czuł się tak, jakby jego serce mogło wyskoczyć mu z piersi. Tata był z niego zadowolony! I nawet to głośno przyznał! Właśnie wtedy Harry złożył sobie obietnicę, że zrobi wszystko, by ponownie zadowolić swojego tatę. To uczucie było zbyt fantastyczne.
- Hmf. – Snape ponownie odchrząknął. – I instrukcje, które dałeś wężom były podobnie pomocne. Doskonale się spisały. Gdyby nie ich działanie, Pettigrew z pewnością by uciekł.
Harry rozpromienił się.
Potem Snape zdecyduje, że te zielone oczy tymczasowo wytrąciły go z równowagi, ponieważ nie miał zamiaru wypowiadać słów, które następnie wyszły z jego ust, ale oczywiście, kiedy już wyszły, nie miał nadziei na ich cofnięcie.
- I dlatego zdobyłeś dla siebie drugą nagrodę. Co byś chciał?
Szczęka Harry’ego opadła. DWIE nagrody? Dostanie DWIE? Tylko dlatego, że zrobił to, co profesor mu kazał? To genialne. Pewnie, wiedział, że Ron dostał od wujka Artura dodatkowego galeona do kieszonkowego, po tym, jak dobrze zrobił esej z transmutacji, a Hermiona powiedziała, że jej rodzice zwykle nagradzali jej dobre stopnie wycieczką do sklepu z książkami, ale on nigdy nie wyobrażał sobie, że może być podobnie traktowany – zwłaszcza nie wtedy, gdy jego opiekun nawet nie był w pełni przekonany tym, że Harry poprawnie zidentyfikował Parszywka! Było po prostu tak, że profesor Snape nie był skłonny ryzykować skutków tego wszystkiego, więc kłócił się z Lunatykiem i Łapą o to, po czym wymyślił swój nikczemny plan złapania szczura… Aa potem, kiedy zadziałał i słowa Harry’ego się sprawdziły, profesor naprawdę myślał, że Harry zasługuje na więcej nagród?
Harry czuł tylko ulgę z powodu tego, że ma rację. Co, jeśli by się pomylił, jak myśleli Remus i Syriusz? Zastanawiał się nad tym cały dzień. Co, gdyby pomieszał dwa podobne szczury? Profesor byłby wściekły za zmarnowane wysiłki. A gdyby dyrektor się dowiedział – Harry zadrżał. Z pewnością odesłałby Harry’ego z powrotem do Dursleyów za to, że był takim głupim, kłopotliwym idiotom i wywołał taką wrzawę.
Nawet jeśli profesor Dumbledore nigdy nie dowiedział się o sprawie, Harry wciąż zastanawiał się, że gdyby Parszywek okazał się być tylko szczurem, który był niezwykle podobny do starego kolegi Syriusza i Remusa, czułby się bardzo niekomfortowo. Jego ojciec chrzestny i Remus pewnie byliby zbyt mili, by powiedzieć Harry’emu: „a nie mówiliśmy?”, ale Harry wewnętrznie podejrzewał, że Łapa, przynajmniej, dokuczałby Snape’owi. I wiedział, że profesor nie lubił się mylić – nie mówiąc o błędach związanych z nim.
Harry myślał, że jego opiekun nie dałby mu klapsów podobnych do vernonowych, nawet jeśli były całkiem zasłużone, ale był mentalnie przygotowany na brutalne słowne lanie na temat tego, że tylko głupkowate chłopczyki dochodzą do takich wniosków. Tak naprawdę odprężył się dopiero, gdy gruby mężczyzna pojawił się nagle na biurku Snape’a.
Ale podczas gdy Harry czuł wielką ulgę z powodu swojej poprawnej identyfikacji, po prostu przypuszczał, że to oznacza, że nie zostanie zbesztany. Nigdy nie wyobrażał sobie, że mógłby zostać nagrodzony.
- N-nagrodę? – powtórzył z niedowierzaniem. – I mogę sobie wybrać?
Snape przewrócił oczami, wściekły na samego siebie. Kim ty jesteś, Puchonem? Już przytuliłeś i pochwaliłeś bachora! Zmarnujesz bachora przez takie niekończące się oferty! Tylko jeden Merlin wiem, jakiej ekstrawaganckiej nagrody bachor będzie żądał!
- Tak powiedziałem, prawda?
Zadrżał wewnętrznie, wyobrażając sobie, o jakich nagrodach mogli marzyć Weasley i Malfoy. Oczywiście, musiał dostać odpowiedź od Harry’ego, zanim ten będzie mógł skonsultować się z innymi chłopcami.
- No?
- M-moglibyśmy… - Harry przerwał niepewnie i spuścił wzrok. To zbyt wiele! To byłoby chciwe, prosić o coś takiego!
Zdenerwowanie Snape’a wzrosło na oczywistą autocenzurę chłopca. Jakby nie miał lepszych rzeczy do roboty oprócz siedzenia i czekania, aż mały zasmarkaniec wymyśli jakiś bardzo wyszukany prezent. Już żałował swojej hojności, a jeśli bachor myśli, że spędzi resztę dnia, starając się nakłonić go do odpowiedzi…
- Czego chcesz, Potter? – zapytał ostro. – Mówże!
Harry podskoczył zaskoczony.
- Eee… nie wiem – wyjąkał, wybierając łatwiejszą drogę.
Ku jego zaskoczeniu, poczuł na podbródku silne palce, zmuszając go do spojrzenia w oczy taty.
- Nie będę tolerował kłamstwa, młody człowieku – powiedział ze złością Snape. – To całkiem oczywiste, że o czymś myślisz. Wyduś to z siebie!
Harry przełknął ślinę. Będzie brzmieć tak zachłannie i niewdzięcznie!
-Eee, no, po prostu zastanawiałem się… czy nie byłoby zbyt dużym kłopotem… jeśli będziesz miał czas, moglibyśmy… znaczy, nic się nie stanie, jeśli nie będziemy mogli!
- CO? – zapytał Snape, a jego cierpliwość się skończyła.
- Moglibyśmyiśćznowunalody? – wypalił Harry, spuszczając wzrok mimo palców pod brodą. Naprawdę nie chciał widzieć zirytowanego wyrazu twarzy jego taty, kiedy zda sobie sprawę, jak wymagający jest Harry.
Snape zamrugał. To była prośba chłopca? Kolejna wycieczka do lodziarni? Tylko tego chciał? I to z nim? Czy większość dzieci w jego wieku wolało nie pokazywać się publicznie ze swoimi rodzicami?
Snape nie zamierzał pokazywać, jak wzruszyła go prośba chłopca.
- Dobrze, Potter. Znowu przejdziemy się na ulicę Pokątną i na lody pana Fortescue’a.
Błyszczące oczy przebiły jego własne.
- Dziękuję, tato! – Harry odetchnął. Merlinie, ale jego tata był dla niego dobry!
- Możesz dzisiaj uczestniczyć w uczcie pożegnalnej, choć podejrzewam, że będzie w jakiś sposób przytłumiona przez dzisiejsze wydarzenia. Jutro, wsiądziesz do pociągu Hogwart Express ze swoimi przyjaciółmi, kiedy pojadą do domu na zimowe ferie, a potem spotkamy się na stacji i zabiorę cię na wycieczkę, po czym wrócimy do Hogwartu.
- Dziękuję! – Harry wiłby się z radości, gdyby nie działające na poduszkach zaklęcie przylepca. Weźmie też udział w przejażdżce pociągiem z przyjaciółmi!
Snape pocieszył się myślą, że zawsze będzie mógł zebrać jakieś składniki eliksirów, których sklepy w Hogsmeade nie sprzedają. Podczas ich poprzedniej wycieczki bachor pokazał, że wyjątkowo cierpliwy podczas takich zajęć.
- Spodziewam się, że będziesz się dobrze zachowywał – ostrzegł surowo. – Jakiekolwiek psoty i szaleństwa w pociągu spowodują, że zabiorę cię prosto tutaj i spędzisz resztę dnia na pisaniu linijek.
- Tak jest – potwierdził posłusznie Harry, choć wewnętrznie naśmiewał się. Jakby Jones i inni prefekci pozwoliliby na żarty w Expressie! Poza tym, nadchodziły Święta i rodzice oczekiwali ich na stacji. Jaki uczeń mógłby być na tyle głupi, by w tych okolicznościach ryzykować złym zachowaniem?
- Dobrze. – Snape spojrzał podejrzliwie na chłopca, ale nie mógł znaleźć powodów, żeby podać kolejne mroczne groźby. Przerwał. – Jesteś już w stanie siedzieć normalnie?
- Tak. – Harry wytrzymał nieruchomo, podczas gdy tata machnął różdżką, po czym podskoczył lekko – tylko po to, by się upewnić, że jego tyłek jest już odklejony. – Eee, tato…
- Tak? – Snape spojrzał na niego złowrogo. Co tym razem? Skarga na to, że został przyklejony zaklęciem przylepca?
Nagle, Harry spojrzał na niego poważnie.
- Wiedziałeś, co się stanie dzisiaj w klasie? Chodzi mi o Pettigrew? Wiedziałeś, że skończy – w taki sposób?
- Że martwy?
Harry przytaknął poważnie.
Snape zastanowił się. Jak wiele wyjawić? Chciał, by chłopiec nauczył się myśleć jak Ślizgon – ponieważ powszechnie uznawano, że Gryfoni nie myślą; po prostu krzyczeli i skakali – ale jednocześnie, Harry miał tylko jedenaście lat. Czy to nie za wcześnie, by wyjaśnić komuś, jak planuje się czyjąś śmierć?
- A jak myślisz?
- Cóż – powiedział ostrożnie Harry, – myślałem o tym, co wcześniej powiedziałeś?
- Na temat…?
- Na temat tego, że jeśli ktoś chce cię zabić, musisz pierwszy wstać i zabić tego kogoś. I, cóż, Pettigrew tak jakby chciał mnie zabić, prawda? Znaczy, kiedy Voldesnort wróci… - Snape poczuł ból, zdając sobie sprawę, że Harry zaakceptował powrót Czarnego Pana  jako pewnik. Oczywiście miał rację, ale wciąż Mistrz Eliksirów odczuwał ostry ból, słysząc, jak chłopak mówi o tym z taką rezygnacją, – to zrobiłby wszystko, by pomóc mu mnie zabić, prawda? Oczywiście, wciąż są na mnie wściekli za to, że nie umarłem, gdy byłem dzieckiem, tak?
- Nie mam wątpliwości, że Czarny Pan wciąż pragnie twojej śmierci – powiedział Snape tak łagodnie, jak tylko potrafił. – I że skorzysta z pomocy swoich zwolenników, żeby osiągnąć swój cel.
Harry skinął głową.
- Więc wcześniej się podniosłeś i zabiłeś Pettigrew, zanim mógł zabić mnie – powiedział prosto.
Snape skinął głową w odpowiedzi, obserwując dokładnie chłopca.
- Tym sposobem, znika jedna z osób, które chcą pomóc Voldesnortowi mnie zranić – Westchnął, spuszczając wzrok. – Chciałbym, żeby nas zostawili. Przecież nie chcę walczyć ze starym, głupim Volauventem. Jestem tylko dzieckiem!
Snape poczuł ostry ból w piersi, kiedy po raz kolejny złapał podbródek Harry’ego, zmuszając chłopca do spojrzenia mu w oczy.
- Nie pozwolę, by ktokolwiek cię zranił! – powiedział ostro. – Zrobię wszystko, co jest konieczne, by zapewnić ci bezpieczeństwo.
Harry popatrzył na niego zaskoczony.
- Och, wiem o tym, tato. Mam tylko nadzieję, że następnym razem, biedny Neville nie znajdzie się pośrodku tego wszystkiego. Był po tym naprawdę zdenerwowany.
Snape zamrugał. Naprawdę nie pomyślał, jaka może być reakcja Longbottoma, gdy przypisze mu się etykietkę nieumyślnego spowodowania śmierci Pettigrew. Biorąc pod uwagę to, jak był nerwowy, dzieciak mógłby wymagać jakiegoś leczenia psychiatrycznego.
- Był zdenerwowany? – powtórzył, zastanawiając się z pewnym poczuciem winy, czy będzie musiał porozmawiać z babką chłopca i zasugerować wizytę w św. Mungu.
- Tak. Powiedział, że gdyby nakropił ten eliksir na Teodorę i rozpuściłby ją, czułby się okropnie.
- Longbottom niepokoił się swoją ropuchą? – powtórzył głupio Snape. – Nie Pettigrew?
Harry spojrzał na niego dziwnie.
- Dlaczego miałby się martwić Pettigrew? Nie wiesz, co się stało rodzicom Neville’a? On nienawidzi śmierciożerców.
- Longbottom powiedział ci o swoich rodzicach? – Snape wiedział, że brzmi jak idiota, ale wydawał się nie umieć się powstrzymać przed powtórzeniem tego, co właśnie powiedział Harry. Na początku roku, Dumbledore powiedział całej kadrze, że syn Longbottomów odmawia rozmowy o swoich rodzicach z kimkolwiek. Jego babka powiedziała, że ma praktycznie fobię na ten temat i zaczyna płakać, kiedy się o tym choć pośrednio wspomina. To dlatego, na rzecz wielu złośliwych komentarzy o kretynach, Snape z niezmierną ostrożnością wspominał jego rodziców, choć kuszące było pytanie, czy inteligencja Longbottoma jest genetyczna.
- No tak. Znaczy, wszyscy widzieli, jak pisałem moje 500 linijek o swoich krewnych, więc wiedzieli, że naprawdę nie byli mili czy coś i że teraz mieszkam z tobą. I Neville powiedział mi, że on mieszka ze swoją babcią i z dziadkiem wujecznym i czasami też chciałby mieszkać gdzieś indziej. Nie są tacy okropni jak wuj Vernon, ale po prostu czasem nie rozumieją, co dziecko potrzebuje, tak? – dodał Harry, poprawnie interpretując zaintrygowane spojrzenie opiekuna. – Więc zapytałem go, co stało się z jego rodzicami i mi powiedział. Naprawdę nienawidzi śmierciożerców, tato. Znaczy, to z ich powodu musi mieszkać ze swoją babcią i dlatego nie pamięta swoich rodziców, tak jak ja nie pamiętam swoich. Więc kiedy po zajęciach rozmawialiśmy i wszyscy mówili, że Pettigrew był śmierciożercą, a Syriusz jest niewinny, Neville powiedział, że naprawdę cieszy się, że Pettigrew się roztopił. Tylko martwił się, co eliksir mógłby zrobić Teodorze, gdyby najpierw nakropił go na nią.
Snape znowu zamrugał. Och. Cóż. To… dobra wiadomość.
- Rozumiem. Hymm. Cóż, zbliża się pora obiadu. Powinieneś już iść. Chciałbym, żebyś zaniósł coś do wieży Puchonów w drodze do Wielkiej Sali.
- Dobrze – zaćwierkał Harry ze zgodą. Uwielbiał robić dla taty różne rzeczy.
- Proszę. – Snape podał chłopcu zapieczętowaną rolkę. – Daj to pannie Bones.
- Susan? Dobrze. – Harry nagle posłał opiekunowi ostre spojrzenie. – To nic złego, prawda? Bo Puchoni strasznie łatwo zaczynają ryczeć.
Snape uśmiechnął się ironicznie. Z każdym dniem chłopiec brzmiał coraz bardziej jak on.
- Nie. To coś na kształt świątecznej amnestii. Zapewniam cię, że panna Bones będzie bardzo wdzięczna.
Wcześniej, tego samego dnia, dziewczyna ze łzami w oczach przyznała, że była w stanie przepisać półtora rozdziału swojej książki do eliksirów w wyznaczonym jej czasie. Biorąc pod uwagę długość każdego rozdziału, to więcej niż Snape oczekiwał. Podczas gdy on szydził, że najwyraźniej będzie bardzo zajęta podczas ferii, doskonale wiedział, że będzie musiał zwolnić ją z kary – jeśli tylko chce uniknąć, by jej ciotka wyskoczyła z kominka niczym obłąkany Święty Mikołaj i usunęła mu ręce zaklęciem.
Zwój, który dostarczył Harry, zawierał krótką notkę, informującą Susan, że dostała Wybitny podczas egzaminu końcowego. W tej sytuacji, oczywiste było, że podjęła zadowalające wysiłki w nauce materiału i zatem, ten jeden raz, zamierzał odstąpić od wymierzonej jej kary. Dodał również dopisek, żeby przejrzała strony 445-447 o różnicach między marynowanymi oczami traszek a marynowanymi oczami żab.
Był z Harrym szczery, kiedy mówił, że Susan z zadowoleniem przyjmie wiadomość, ale zarazem lekko nieszczery o prawdopodobieństwo łez. Mając wypracowaną koncepcję „łez radości”, którą pokazał mu Harry, Snape miał ponurą pewność, że Puchoni także często angażują się w takie wybuchy i nie miał zamiaru być w pobliżu, w wypadku, gdyby Susan Bones powitała ułaskawienie wybuchem smarków i innych płynów ustrojowych.
- Pa, tato. Zobaczymy się po uczcie! – zawołał Harry, wychodząc.
Snape patrzył za nim, zastanawiając się, czy chłopiec zamierza w ogóle zapytać o ich świąteczne plany. Podejrzewał, że Harry unika tematu, żeby się nie rozczarować, jak niewątpliwie było w poprzednich latach.
Jednak, Snape był – dzięki wkładzie Weasleyów – sensownie pewny, że bachor będzie zadowolony. Harry zostanie z nim w Hogwarcie przez Boże Narodzenie – Weasleyowie zaoferowali, że zabiorą go na całe ferie, ale Snape nie zamierzał na to pozwolić. Kilka tygodni z tymi rudymi zmorami zdeprawowałoby chłopca ponad wszelką miarę, wymagając od Snape’a zaangażowanie surowych środków zaradczych, by przywrócić właściwe wzorce zachowań. I oczywiście, kundel także chciałby zobaczyć się z bachorem. Biorąc wszystko razem, oznaczałoby to, że Harry dzieliłby czas między Hogwart, Norę i Szwajcarię.
To nie miało nic wspólnego z tym, że Snape był zdeterminowany, by bachor był z nim w świąteczny poranek. Sam – ha! Jakby Albus i reszta nauczycieli nie miała zamiaru stanąć w jego drzwiach tuż po świcie, tylko po to, by zobaczyć wyraz twarzy Harry’ego, kiedy dostrzeże prezenty pod drzewkiem.
Nie zamierzał dać chłopcu wszystkich prezentów, które dostarczyli członkowie kadry. Ten od Albusa był wystarczająco wielki, by pozwolić Harry’emu na założenie własnego sklepu z zabawkami. Pokój bachora już był wypełniony niepotrzebnymi drobiazgami. Pozwoli Harry’emu tylko na kilka dodatkowych zabawek – tych, które mają edukacyjne walory.
Na przykład, jego prezent dla bachora jest czysto edukacyjny w swojej naturze. Byłoby skandaliczne, gdyby podopieczny Mistrza Eliksirów nie górował nad wszystkimi w eliksirach, a luksusowy zestaw do warzenia, który kupił zapewni, że technika Harry’ego będzie bez zarzutu. A dodatek do gry w Quidditcha był tylko zabezpieczeniem, kiedy szczeniak będzie śmigał nad boiskiem, żeby Snape nie musiał marnować czasu na warzenie eliksirów uzdrawiających i Szkle-Wzro. A album fotograficzny, który odkrył na strychu Dursleyów, po cichej wizycie u Petunii zeszłej nocy tylko uniemożliwi chłopcu jęczenie, że nie był w stanie konkurować z Draco, kiedy mały czystokrwisty chwalił się swoją rodziną. To nie tak, że bawiło go używanie Legilimens na tej mugolce o końskiej twarzy… Cóż, właściwie to bawiło. Wiedza, że będzie cierpiała na oślepiające bóle głowy przez przynajmniej tydzień była całkiem kusząca, kiedy pojawił się pomysł dania Harry’emu zdjęć jego dziadków.
Ale było jasne, że jego prezenty dla bachora były motywowane koniecznością, nie sentymentem. Nawet czekoladowe żaby i certyfikat Fortescue’a były jedynie po to, by wytrzymać z dzieciakiem i skutkiem tego podtrzymać swoją surową reputację. Przecież nie zamierzał rzucić wszystkiego i zabrać bachora na ulicę Pokątną, kiedykolwiek będzie chciał tych śmiesznych lodów z bitą śmietaną i owocami, a im wcześniej Harry się tego nauczy, tym lepiej.
Nie, jego prezenty były wyraźnie przeznaczone do nauki chłopca posłuszeństwa i szacunku i by brał udział w szkolnej pracy. To Albus, kundel i wilkołak, nie wspominając o innych idiotach, naturalnie obdarzą go wielce bezużytecznymi towarami z przemytu. Snape przypomniał sobie, by sprawdzić wszystkie prezenty Harry’ego, zanim znajdą się pod drzewkiem. Biorąc pod uwagę (już udaremnione) życzenie Albusa, by dać chłopcu Pelerynę Niewidkę, nie miał wiary w zdolności innych do rozróżnienia właściwych i niewłaściwych prezentów i wolałby przechować gorszące prezenty, zanim zobaczy je Harry, niż wyrywać je z chciwego uścisku małego potwora po fakcie.
Snape westchnął. Już wystarczająco złe było to, że zgodził się zabrać Harry’ego do Nory w drugi dzień Świąt i na to, by dołączyć do rodziny na świątecznym obiedzie. Widocznie pan i pani Weasley początkowo myśleli, żeby zostawić ich najmłodszego syna w szkole, po czym odwiedzić Charlie’ego w Rumunii albo poszukać jakiegoś innego członka ich wielkiej rodziny, ale po wydarzeniach z ostatnich miesięcy, kiedy Ron był niemal potraktowany Crucio przez Krukona, a potem zmierzył się z Voldemortem w ambulatorium, zdecydowali, że lepiej będzie zabrać całą rodzinę do domu na ferie. Snape parsknął. Podejrzewał, że dzisiejsze wydarzenia – dowiedziawszy się, że przez dziesięć lat nieświadomie ukrywali niebezpiecznego uciekiniera – sprawią tylko, że Molly będzie bardziej zdeterminowana, by zebrać wszystkie swoje pisklęta pod skrzydła.
Poza tym, będzie pomocne, jeśli starsza dwójka pomoże swoim rodzicom wzmocnić osłony wokół Nory. Obecne osłony zostały rzucone, kiedy Pettigrew już był w ich domu, jako mile widziany członek rodziny. Teraz musiały być rzucone na nowo, pewnie po tym, jak aurorzy upewnią się, że nie ma żadnych śmierciożerców, którzy ukrywają się w ich piwnicy lub maskują się, upodabniając do gnomów ogrodowych. Snape podejrzewał, że Albus też odwiedzi Norę, by wzmocnić osłony – był to pomocny środek ostrożności i był przekonany, że nastąpi to przed wizytą Harry’ego.
Niechętnie zgodził się zostawić tam Harry’ego do Sylwestra. Molly wyśmiała wszystkie jego obawy o tęsknotę za domem, złe zachowanie i potencjalne sprawianie kłopotów, w końcu pytając bezpośrednio:
- Severusie… bardziej martwisz się, że Harry będzie tęsknił za tobą, czy ty za Harrym?
Snape oczywiście odrzucił taki absurdalny komentarz z pogardą, ale zdecydował też, że może jego obawy były nieco nadmierne. Zgodził się nawet, że wizyta u Weasleyów była dobrym czasem, w którym Harry mógł użyć ostatniego prezentu od Snape’a. Była to wycieczka dla pięciu osób na „Arenę Fantazyjnych Lotów Featherbee’a” – „przygodowy plac zabaw”, który, jak obiecała Hooch, Harry miał pokochać. Były tam różne zajęcia na miotle, magiczne pojedynki i wszystko inne, co mogłoby nadmiernie pobudzić podatnych na wpływy nastolatków. Harry bez wątpienia zaprosi Weasleya, Malfoya, Granger i Longbottoma, ignorując fakt, że dwójka ostatnich ledwo potrafi latać. Mimo to, Snape podejrzewał, że Granger i Longbottom raczej zaakceptują zaproszenie, zamiast zostać wyłączonym z (rzekomej) zabawy i podniecenia.
Był trochę zaniepokojony, kiedy Molly powiedziała mu, że wraz z Arturem, po tym, jak przyjdą pieniądze Dumbledore’a, które teraz były regularnie wpłacane na ich konto, kupią bilety dla reszty dzieci, żeby cała rodzina mogła bawić się podczas wycieczki razem z Harrym i przyjaciółmi. Snape z powątpiewaniem zapytał, jak Molly zamierza zachować porządek bez jego własnej, groźnej obecności, ale beztrosko zapewniła go, że będą tam Bill i Charlie, zauważając, że treser smoków i łamacz klątw powinni być w stanie zapanować nad kilkoma dzieciakami. Pozostał nieprzekonany, aż dodała, że Percy z pewnością zaprosi tą swoją słodką nową dziewczynę. Usłyszawszy, że będzie obecna Davidella Jones, Snape nie martwił się dłużej, że Malfoy, Weasley i bliźniacy sprowadzą Harry’ego na złą stronę swoimi złośliwymi skłonnościami.
Jeśli było to konieczne, Charlie i Bill nie mieli żadnych skrupułów przed daniem klapsa Ronowi czy bliźniakom – czy nawet panna Weasley chyba była podobna do swojego starszego rodzeństwa, czego Snape się nieco obawiał. Podobnie Jones nie wahałaby się użyć swojego statusu prefekta, by przywołać Draco do porządku, jeśli czystokrwisty zapomniałby się w miejscu publicznym. W takim wypadku zostawali tylko Granger i Longbottom i nawet pesymistyczna wyobraźnia Snape’a nie była w stanie stworzyć sytuacji, by oni wpadli w jakieś kłopoty. Molly obiecała mu że jeśli Harry źle się zachowa, skontaktuje się z nim natychmiast, ale był skłonny postawić Pottera obok Granger i Longbottoma. Mógł być „magnesem na kłopoty” ale w przeciwieństwie do bliźniaków, Potter zaczynał wywoływać zamętu. Snape był w pewnym stopniu pewny, że Harry będzie zbyt oniemiały obiema prezentami i swoim otoczeniem, by wpadać w kłopoty, więc niechętnie zgodził się na plan Molly.
W Sylwestra wróci do Nory i zabierze bachora, po czym natychmiast przeniosą się świstoklikiem do Szwajcarii, gdzie spędzą następne kilka dni na świętowaniu nowego roku z Blackiem i Lupinem. Snape mógł tylko wzdrygnąć się na myśl o tym, jakie skandalicznie głośne zabawy ta dwójka planuje i stanowczo odmówił, by zostawiać Harry’ego z nimi bez nadzoru. Oczywiście, ku jego wielkiej irytacji to oznaczało, że on także z nimi utknie. Wciąż było to lepsze niż powierzenie Harry’ego opiece jego ojca chrzestnego, a potem zmaganie się ze skutkami, od Blacka, który „zapodział” Harry’ego, podczas flirtu z jakąś czarownicą do Harry’ego, który wróci do Hogwartu w oszołomieniu wywołanym ognistą whiskey i pyłkiem chochlika kornwalijskiego.
Snape warknął na siebie. Jakie rzeczy on robił dla bachora!
Zrzędliwie wyciągnął dla siebie szaty i przygotował się do wystąpienia na uczcie pożegnalnej. Jednak zanim zdołał dotrzeć do drzwi, rozległo się ciche, niepewne pukanie.
- Co jest? – szczeknął, nieco zakłopotany, kiedy znalazł przed drzwiami Percy’ego. Co więcej, prefekt Gryfonów wydawał się czymś zrozpaczony. Jego oczy były zaczerwienione, a ręce drżały.
- M-mogę z panem pomówić, profesorze? – zapytał nieśmiało.
- Och, niech będzie. – Snape nieuprzejmie pokazał chłopcu kanapę, zastanawiając się, co on mógł tu robić. Z pewnością nie zerwał właśnie z Jones i nie przyszedł błagać Snape’a o wstawiennictwo czy radę.
- Co się stało, panie Weasley? – warknął, gdy tylko chłopak usiadł.
Percy wziął głęboki oddech.
- Przyszedłem, żeby pan mógł… mógł… - Przerwał w połowie, a jego oczy wypełniły się łzami.
Och Merlinie, tylko nie kolejny. Snape jęknął wewnętrznie.
- Jeśli szukasz jakiejś rady, może lepiej ci będzie pomówić ze swoją opiekunką Domu lub ojcem? – zasugerował z nadzieją, starając się uprzedzić niepożądaną ufność.
- Nie. – Percy wyglądał na zaskoczonego. – Przyszedłem, żeby pan mógł mnie sprać.
Snape zmarszczył czoło. Jedną rzeczą było posiadanie reputacji, jako straszliwy nauczyciel. Co innego być uważanym za kogoś znęcającego się nad dziećmi.
- I dlaczego, proszę powiedzieć, uważasz, że miałbym zrobić coś takiego? – zapytał, starając się nie pokazać, jak bardzo czuł się urażony.
- Ponieważ omal nie zabiłem Harry’ego. I jeśli zbił go pan tak, że nie umiał siedzieć za latanie na miotle w Wielkiej Sali, chyba powinien mnie pan wychłostać za to, co ja zrobiłem. – Percy wyglądał na mocno zielonego na myśl o tej perspektywie, podczas gdy Snape przeklinał nadmiernie dramatyczną scenę Harry’ego ze śniadania.
- A co takiego pan zrobił, że pan Potter znalazł się w niebezpieczeństwie? – naciskał Snape, choć miał pomysł, dokąd to zmierza. Cholerni Gryfoni z ich cholernie nadrozwiniętym poczuciem odpowiedzialności!
- To ja znalazłem Parszywka – zaszlochał Percy, wpatrując się w swoje mocno zaciśnięte dłonie. – Błagałem mamę i tatę, aż powiedzieli, że mogę go zatrzymać. To moja wina, że znalazł się w Norze. I zrobiłem wielkie zamieszanie, kiedy dostałem odznakę prefekta, mówiąc, że potrzebuję nowego zwierzaka. To dlatego Ronuś dostał Parszywka. Tylko dlatego, że myślałem, że jestem zbyt ważny, by mieć starego szczura. To przeze mnie rodzice oddali go Ronusiowi, a przez to mój mały braciszek mógł zostać zabity. Pettigrew mieszkał z nimi w dormitorium. Mógł zabić Ronnusia albo Harry’ego kiedy tylko chciał.
Snape poczuł nadchodząc ból głowy.
- Panie Weasley, był pan tylko dzieckiem, kiedy pierwszy raz spotkał pan Pettigrew. Nie może się pan obwiniać za to, że nie rozpoznał pan ukrytego animaga. – Ale patrząc na twarz chłopca, wiedział, że to nie prawda. Chłopak mógł i z pewnością winił się za to.
- Podczas gdy masz rację, że zazwyczaj ciężko toleruję osoby, które narażały pana Pottera na niebezpieczeństwo, nie jestem w stanie znaleźć pana winy w tej sprawie, panie Weasley.
- Ale kogo innego to może być wina? – wybuchnął Percy, a jego oczy były jasne od łez. – Nie można nikogo innego obwiniać oprócz mnie!
- A co z pana rodzicami? – przerwał mu Snape. Szczęka Percy’ego opadła.
- Moimi rodzicami? – powtórzył w osłupieniu.
- Tak, panie Weasley. Czy uważasz to za dziwne, że spojrzałbym raczej na dorosłych w domu, niż zrzucać winę na małe dziecko? Uważasz, że twoi rodzice są w jakikolwiek sposób intelektualnie upośledzeni? Że nie mają pojęcia o animagii? Że nie ma nic lekceważącego w pozwoleniu dziecku zaadoptować dzikie stworzenie bez zbadania, czy zwierzę nie jest nosicielem jakiejś choroby, nie wspominając o tym, że mógłby być zbiegłym śmierciożercy w ukryciu?
Percy wytrzeszczył na niego oczy.
- Ale… ale…
- Och, na litość Merlina. – Snape wstał i podszedł do kominka. Wrzucając garść proszku fiuu, krzyknął: „Nora” i włożył głowę w kominek. – Molly, Arturze. Potrzebuję was tutaj. Już.
- Nie, nie, nie chcę ich widzieć! – szarpnął się Percy, panikując. – Pewnie są na mnie wściekli. – Odwrócił się, by uciec, ale Snape złapał go za tył szaty.
To było to. Granie terapeuty Gryfonów nie było w opisie pracy Snape’a, a mocny klaps w tyłek nastolatka sygnalizował koniec cierpliwości Snape’a.
- Au! – krzyknął zszokowany Percy. Odwrócił się do Snape’a, obiema dłońmi ściskając pośladki. Merlinie, to BOLAŁO. Tak dawno to miało miejsce, że zapomniałem, jak to jest dostać klapsa. Zauważył wściekłe spojrzenie profesora i nagle zdał sobie sprawę, że jego otwarty bunt był złym pomysłem.
- Siadaj. – Snape wskazał na sofę.
Percy przełknął ciężko.
- Tak, wujku Sev. Eee… mogę, proszę, stać? Wolałbym teraz nie siedzieć.
Reakcja Snape’a na użycie przez Percy’ego terminu „wujek Sev” była szczęśliwie przerwana przez przybycie przez fiuu Molly i Artura.
- Co jest, Severusie? Co się stało tym razem? – Oboje mieli w zrozumiały sposób rozszerzone oczy, kiedy starali się wyobrazić sobie, jaka nowa katastrofa mogła mieć miejsce zaledwie kilka godzin, od kiedy zostali poinformowani o ostatniej.
- Wasz syn – Snape wskazał na Percy’ego, który stał zaczerwieniony przed kanapą, – jest przekonany, że zdolność Pettigrew do udawania zwierzątka domowego jest całkowicie jego winą. Jest przekonany, że wy uznajecie go za winnego niebezpieczeństwa, w którym żyła wasza rodzina.
Molly sapnęła.
- Percy! Nie!
- Czy to prawda, synu? – zapytał łagodnie Artur. – Z pewnością wiesz lepiej.
Percy patrzył w podłogę.
- To wszystko moja wina. To ja wpadłem w furię, kiedy próbowaliście powiedzieć, że obcy szczur może nie być dobrym zwierzątkiem. Tak bardzo bałem się, że będę jedynym dzieciakiem w Hogwarcie bez zwierzaka, że nie dałem wam wyboru. Zmusiłem was, żebyście pozwoliliście mi go zatrzymać.
- Och, Percy! – Molly otoczyła strapionego nastolatka w potężny uścisk, jakby był dużo młodszym dzieckiem. – Nie możesz się obwiniać! Nie mogłeś nas do niego zmusić. Sami zdecydowaliśmy, że możesz go zatrzymać.
- Ale krzyczałem i wrzeszczałem i…
- No, tak, kochanie, ale tak robią dzieci. Nie pamiętasz, jak chciałeś, żebyśmy sprzedali Roniego do cyrku, żebyś nie musiał już dłużej dzielić z nim pokoju? Krzyczałeś i wrzeszczałeś i też wpadłeś w wielką furię, ale nie ustąpiliśmy ci. – Molly poklepała go delikatnie po policzku. – Albo gdy…
- Tak, dobrze! – powiedział szybko Percy, ucinając kolejne żenujące wspomnienia. – Pamiętam.
Artur uśmiechnął się szeroko.
- To prawda, że ubzdurałeś sobie, żeby zatrzymać szczura, synu, ale nie to nas przekonało. Po prostu myśleliśmy, że to dobry pomysł, żebyś miał zwierzątko. Zasługiwałeś na nagrodę za pomoc przy młodszych dzieciach, a to wydawało się nieszkodliwą nagrodą. Gdybyśmy nie chcieli, żebyś zatrzymał Parszywka, nic nie zmieniłoby naszego zdania. Chyba zapomniałeś, jak kończyła się większość napadów złości? – zapytał, uśmiechając się.
Percy potarł tyłek na samo wspomnienie.
- Pamiętam – przyznał.
- Więc widzisz, kochanie, to nie zależało od ciebie. To nie była twoja decyzja czy wina – naciskała Molly.
- Dokładnie – ciągnął Snape. – Wina leży tylko na Pettigrew. Choć jeśli nalegasz na przyznanie komuś winy, logika decyduje, by zacząć od twoich rodziców. Mimo wszystko, dużo wcześniej, niż ryzykowali Ronald czy Harry, ty byłeś w niebezpieczeństwie.
Teraz cała trójka gapiła się na niego różnymi stopniami zdziwienia.
- Ja? Ale dlaczego Pettigrew miałby zabić mnie? – zapytał Percy.
Snape przewrócił oczami. Droga Kroniko Wyższej Magicznej Edukacji, Kiedy ma się do czynienia z naiwnością, która najwyraźniej ma podłoże genetyczne i jest pogarszana przez przydział do Domu, który najwyraźniej zrównuje pozory z rzeczywistością, to czy kiedykolwiek można zaakceptować wyrzucenie rąk w górę i stwierdzenie, że dla ucznia nie ma nadziei? Czy profesjonalizm zakłada, że należy kontynuować działania, by dopingować umyślnie ślepego do widzenia, czy dozwolone jest przerwanie swoich wysiłków, zanim rozwiną się wrzody?
- Jesteś dzieckiem zdrajców krwi, którzy walczyli z Czarnym Panem – powiedział Snape, mówiąc powoli i wyraźnie. – Twoi wujkowie od strony matki zostali umęczeni podczas wojny. Ani Prewitt’owie, ani Weasleyowie nie byli kochani wśród śmierciożerców. Gdyby Pettigrew zamordował cię w twoim własnym łóżku, a potem przemówił do znanych śmierciożerców, twoja śmierć pewnie byłaby okupieniem azylu, którego szukał.
- Aaauch, mamo! – zapiszczał Percy w proteście, kiedy ramiona Molly zaczęły się wokół niego zacieśniać.
- Percy – Artur przemówił nagle do syna (by zapobiec uduszeniu go przez matkę) , – musisz uwierzyć, że to nie twoja wina. Zrobiłeś to, co zrobiłoby każde dziecko – przygarnąłeś przyjazne zwierzątko. Śmierciożerca cię oszukał, tak jak nas wszystkich, ale najniewinniejszy jesteś ty.
Percy pociągnął na nosie.
- Tak, ale byłem… no… zły na was, za to, że wzięliście do nas Harry’ego. Myślałem, że jest już dość dzieci i Harry sprowadzi na nas niebezpieczeństwo, jeśli Sami Wiecie Kto kiedykolwiek powróci. – Snape nachmurzył się. – Ale przez cały ten czas, to ja sprowadziłem największe niebezpieczeństwo na Norę. Obwiniałem Harry’ego, ale byłem bardziej winny niż on!
Artur westchnął.
- Synu, to niesprawiedliwe obwiniać Harry’ego za to, że jest celem nawet bardziej, niż utrzymywanie, że to ty powinieneś rozpoznać Pettigrew. Oboje jesteście dziećmi, którzy wpadają w sytuacje, nad którymi nie macie żadnej kontroli. Są na świecie rzeczy, których nie możemy kontrolować, Percy. Rzeczy, które nie działają zgodnie z zasadami.
Percy wyciągnął chusteczkę i wytarł oczy.
- Ale to nie fair – jęknął, brzmiąc na młodszego nawet od Ginny.
Snape zacisnął zęby i podziękował Merlinowi, że Harry zdaje się dużo lepiej rozumieć niesprawiedliwość życia niż przeciętny Gryfon.
- Tak, to nie fair – zgodził się Artur. – Ale taki jest świat. I dlatego są czasy kiedy ludzie z dobrym sumieniem muszą nastawiać czoła, mimo że to tylko zwiększa ryzyko. – Jego głos stał się bardziej stanowczy. – To dlatego razem z twoją matką powitaliśmy Harry’ego w naszej rodzinie. Nie jesteś dość dorosły, by zrozumieć nasze powody, ale oczekuję, że nam zaufasz, że robimy wszystko, co najlepsze dla całej naszej rodziny. Nie chcę nigdy więcej słyszeć, że Harry do nas nie należy. Rozumiesz?
- Tak jest – powiedział Percy, nieco zawstydzony. – Przepraszam.
Artur złagodniał i potargał włosy syna.
- W porządku. Mam nadzieję, że wyjaśniliśmy, że nie powinieneś czuć się winny za Pettigrew?
Percy zdołał wydostać się z uścisku Molly i wstał, rozprostowując ramiona.
- Tak, tato. Dzięki. Dzięki, mamo.
- Nie ma za co – odpowiedziała Molly, odsuwając mu włosy z twarzy i widocznie powstrzymując się przed ponownym przytuleniem go. – Chcesz już teraz wrócić z nami przez fiuu do Nory, kochanie? Wygląda na to, że miałeś stresujący dzień. Nikt nie będzie ci miał za złe, jeśli opuścisz Hogwart nieco wcześniej. – Spojrzała na Snape’a, szukając potwierdzenia, a mężczyzna wzruszył ramionami. Jego to z pewnością nie obchodziło.
Percy zarumienił się.
- Eee, ja… ach, tak jakby obiecałem Davidelli, że siądę obok niej na uczcie – wyjaśnił niezgrabnie.
Molly i Artur wymienili rozbawione spojrzenia.
- Dobrze więc. Z pewnością nie chcesz, żeby czekała – powiedział Artur, klepiąc syna po ramieniu. – Zobaczymy się jutro na stacji.
Dwójka dorosłych odwróciła się do kominka.
- Dziękuję, Severusie – uśmiechnął się Artur.
- Nie ma za co – powiedział Snape, zdołając – z ledwością – utrzymać swój uprzejmy ton. Niestety jego grzeczna odpowiedź do Artura pozwoliła Molly na chwycenie go i został złapany w miażdżący uścisk i dostał głośnego całusa, zanim zdążył umknąć za masywne meble.
- Jesteś tak dobrym człowiekiem, Severusie Snape! – ogłosiła Molly, zanim podążyła za mężem w kominek.
Snape warknął, walcząc z szatami, by wróciły na swoje miejsce, po czym zwrócił swoje mordercze spojrzenie na młodego Gryfona, który był przyczyną całego zdenerwowania.
- Eee, ach, uch… - Percy zamilkł w kompletnym zmieszaniu.
- Czy dostatecznie przeszkodził mi pan w moim wieczorze, panie Weasley, czy jest jeszcze jakieś absurdalne wyznanie, o którym chciałby mi pan powiedzieć? Może jest pan odpowiedzialny za Wielki Napad na Gringotta z 1673?
Ku jego zaskoczeniu, pomimo jego najbardziej obłudnego tonu, mały rudy diabeł uśmiechnął się.
- Nie, proszę pana. Dziękuję. Postaram się być mniej głupi w przyszłości.
- Nie składaj obietnic, których nie jesteś w stanie dotrzymać – wypluł Snape, podchodząc do drzwi i otwierając je, robiąc gest, którego Gryfon nie mógłby pomylić.
- Eee, tak. Um, no, dziękuję za wszystko. No, wszystko poza klapsem – dodał radośnie Percy, brzmiąc niemal jak jeden z bliźniaków.
Snape chwycił mocniej drzwi, walcząc z ochotę, by dać naprawdę irytującemu bachorowi prawdziwego klapsa.
- Wynocha.
Nawet Percy nie mógłby przegapić błysku w oczach Snape’a.
- No tak. – Pospieszył do drzwi, zwalniając tylko na tyle, by krzyknąć: – Dobranoc, wujku Sev!
- Nie nazywaj mnie tak! – krzyknął za nim Snape, wiedząc, że było to daremne. Weasleyowie byli jak zaraza ogrodowych gnomów, niemal niemożliwa do wytępienia, gdy tylko znajdą punkt zaczepienia.

CDN…


Rozdział SR będzie koło wtorku. Co do PDP to nie wiem, bo moja wena ponownie uciekła na Karaiby, żeglować z piratami -_- Ale postaram się coś naskrobać, jednak nie wiem, na kiedy.


4 komentarze:

  1. Harry jaka katarynka :D
    Szkoda mi trochę Harry'ego :/ Widać, że jeszcze nie całkiem poradził sobie z tym, że nie był traktowany jak normalne dziecko.
    Snape jakie logiczne podejście :D Nie ma to jak argumentować dawanie prezentów na święta.
    Końcowa scenka świetna :D Severus już nigdy nie pozbędzie się przydomka "wujek Sev" :D
    Chociaż wydaje mi się, że bohaterowie (szczególnie Percy, który jest w 5 klasie (jeśli dobrze liczę)) są trochę zbyt płaczliwi. No ale skoro taka była wizja autorki to nie mnie to krytykować.
    Dziękuję za tłumaczenie i czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział.
    Harry trajkotał jak najęty :) i jeszcze Snape chwalący zachowanie Pottera... to chyba za dużo emocji jak na jeden rozdział :D
    Szukaj weny bo tęsknie za PDP...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam wrażenie, że charaktery są trochę za bardzo rozchwiane... Z jednej strony 11-letni Ron, który się wypowiada momentami jak Sev, z drugiej strony 15-letni infantylny Percy, który się zachowuje jakby miał 8 lat, a nie jak napuszony, kanoniczny Percy, którego znamy.
    No ale główne postacie mi się podobają - czyli Harry, który zaczyna odzyskiwać równowagę, choć jeszcze się chwieje i Severus, który stara się nie chwiać mimo tracenia emocjonalnej równowagi... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki długi, fajny rozdział :D
    Zgadzam się z poprzednikami, że opowiadanie wygląda, jakby wszyscy zarazali się dziecinnoscią od Harry'ego, ale to już zamysł autorki ;)
    Zdecydowany plus za Longbottoma i oczywiście wujka Seva, kupującego stos rozwijających prezentów ;D
    Wena w tłumaczeniu kolejnych części :)

    OdpowiedzUsuń