środa, 7 czerwca 2017

NDH - Rozdział 38


- Harry, czas wstawać. – Pauza. – Harry. – Pauza. – Potter. – Pauza. – POTTER!
- Mmmmrglph. – Harry zarył się głębiej w miękką poduszkę, chcąc, żeby ten irytujący głos odszedł i zostawił go w spokoju.
- Potter, wstawaj natychmiast! – Na jego tyłek spadł klaps, ale ciężkie przykrycie osłabiło cios i Harry tylko poczuł, jak jego tyłek drga sennie w proteście.
- Harry, jeśli teraz nie wstaniesz, pójdę do Zakazanego Lasu bez ciebie – powiedział mu miękki, jedwabisty głos tuż koło ucha, więc Harry kwęknął.
- Dobra – wybełkotał. – Idź beze… - wtedy jego mózg naprawdę przetworzył to, co się działo i usiadł prosto z krzykiem. – NIE! CZEKAJ! NIE ŚPIĘ! – wrzasnął, miotając się wściekle w poszukiwaniu okularów. Jego profesor nie poszedł bez niego, prawda?
Nie. Uf! Profesor Snape wciąż tam był, piorunując go wściekle wzrokiem, jedną ręką opierając się o szafkę nocną Harry’ego, a drugą dociskając do serca.
- Nie ma potrzeby naśladować banshee, Potter! – powiedział poważnie Snape, chcąc, by jego serce walące jak młot, zwolniło. Kto by się spodziewał, że bachor przejdzie od pozornie głębokiego snu do pełnej krzyku histerii w ciągu mrugnięcia oka?
Harry zarumienił się.
- Po prostu nie chciałem, żebyś mnie zostawił – wyjaśnił, wyskakując z łóżka. Starał się zrobić wszystko, by wygładzić włosy, które, oczywiście, odstawały we wszystkich kierunkach.
- Załóż buty i umyj się – poinstruował Snape. – Kolacja jest już prawie na stole.
- Super! – Harry włożył nogi w buty i uciekł korytarzem, nie zważając na groźne spojrzenie Snape’a.
Doprawdy! Nastoletni chłopcy byli plątaniną sprzeczności – protestują przed drzemką z gwałtownością, jaką większość dorosłych przeznacza na aktywne tortury, po czym głęboko zasypiają, mimo że nalegali, że nie będą w stanie nawet drzemać.
- To na czym polega nasza sekretna misja – zapytał z zapałem Harry, gdy usiedli w małej kuchni Snape’a.
- Nie mów z pełnymi ustami – pouczył automatycznie Snape.
- Sorki. – Harry przełknął i powtórzył pytanie.
- Pójdziemy do Zakazanego Lasu i będziemy szukać węży.
Harry zamrugał.
- Chodzi ci o Ślizgonów? – zapytał, dostrzegając, że trudno mu sobie wyobrazić członków Domu Snape’a na tyle głupich, żeby wślizgnąć się do Lasu. Gdyby ich Prefekci ich nie złapali, ich Opiekun Domu z pewnością by to zrobił.
- Nie, nie, głupi dzieciaku. Prawdziwe węże. Oczekuję, że porozmawiasz z nimi i skorzystasz z ich pomocy.
Pierś Harry’ego wypięła się z dumy. Wow! Był naprawdę ważnym elementem tej operacji! Ojciec naprawdę musi mu ufać.
- Dobra – zgodził się szybko. – O co chcemy je poprosić?
- Kiedy Pettigrew zostanie ujawniony, zrobię wszystko, co w mojej mocy, by go zatrzymać, ale w wypadku, gdyby był w stanie wrócić do swojej animagicznej formy, istotne jest, żeby się upewnić, że nie ucieknie. Ten zamek jest stary i ma wiele pęknięć i szczelin, którymi szczur może zniknąć. Obecność węży ma temu zapobiec.
- Ooooch. – Harry spojrzał na opiekuna z zachwytem. To wspaniały plan! – Więc jeśli spróbuje uciec jako szczur, węże go zjedzą?
- Dokładnie. Podejrzewam, że Pettigrew wróci do swojej ludzkiej postaci zamiast na to pozwolić, ale wtedy nie będzie mógł się wymknąć.
- To genialny pomysł! – powiedział Harry ze szczerością. – Więc mam tylko wyjaśnić, co chcemy od węży?
- Dokładnie. Słyszałem od Hagrida, że w Lesie jest wiele magicznych węży, które pozostają aktywne całą zimę. Podejrzewam, że jeśli ktoś wężousty pójdzie do Lasu w środku nocy i zawoła je, przyjdą to zbadać.
- Super! Eee, a tak w ogóle to która godzina?
- Niemal druga nad ranem. Najważniejsze jest, żebyśmy pozostali niewidzialni podczas tego przedsięwzięcia. Dokończ posiłek i pójdziemy. Na zewnątrz jest bardzo zimno, więc ubierz się dobrze, a ja nałożę na ciebie zaklęcie ogrzewające zanim wyjdziemy z zamku.
Tuż przed świtem, zmęczony ale niezmiernie zadowolony jedenastolatek wrócił do zamku. Za nim, Snape niósł wielki kosz, który syczał podejrzliwie.
- Założę się, że mamy ze trzydzieści węży – wyszeptał z radością Harry do opiekuna, kiedy szli ciemnymi korytarzami.
- Rzeczywiście – odparł Snape, mocno starając się nie myśleć o kilku tuzinach węży, które niósł zaledwie kilka cali od swojej osoby. Las nieźle ożył wężami, po tym jak Harry zaczął syczeć, a Snape musiał mocno na siebie naciskać, by w panice nie wskoczyć na najbliższe drzewo, kiedy węże w podnieceniu prześlizgnęły się koło jego stóp, by dostać się do Harry’ego. Dobrze, że tego nie zrobił, kiedy chwilę później kolejne węże zaczęły schodzić z góry. Zadrżał, gdy przypomniał sobie moment, gdy jeden z węży, tak gruby jak jego noga, użył jego ciała jak drabiny, by w pośpiechu zejść z drzewa.
Cokolwiek powiedział im chłopak, wygrali natychmiastową współpracę i Snape mógł przebierać spośród wielu ochotników. Był pewny, że w koszu były węże na tyle małe, by były w stanie ścigać szczurzą formę Petera, bez względu na to, gdzie pójdzie, jednak wciąż na tyle duże, by były w stanie zabić i zjeść go. Pozwolił sobie na mały, złośliwy uśmieszek czystej złośliwości na myśl, co czeka zdrajcę.
Po jego stronie, Harry ziewnął.
- Mogę się zdrzemnąć przed śniadaniem? – zapytał błagalnie. – Proszę?
Snape przewrócił oczami na brak konsekwencji dzieci.
- Dobrze – powiedział bachorowi. – Ale jeśli nie obudzisz się, kiedy cię zawołam, przygotuj się na Aguamenti.
Harry pokiwał sennie głową i pochylił się spokojnie w stronę opiekuna, uśmiechając się, kiedy mężczyzna sięgnął ręką i owinął silne ramię wokół jego ramion.
Mały szkodnik, pokręcił nosem Snape, prowadząc prawie uśpionego chłopca przez korytarz. Jestem zaskoczony, że nie oczekiwał, że będę niósł go przez resztę drogi.
Faktycznie, gdy tylko weszli do kwater Snape’a, Harry ruszył bezpośrednio w kierunku kanapy i upadł na nią, twarzą w dół i zasnął, zanim jego głowa dotknęła poduszki. Snape naburmuszył się i położył kosz, po czym uniósł chłopca w ramiona.
- Tata – wymamrotał Harry i owinął ręce wokół opiekuna, opierając głowę o szyję mężczyzny. Snape stał całkiem nieruchomo, a strzała czystego szczęścia przemknęła przez jego ciało. Zamknął oczy, zaciskając uścisk wokół chłopca i pragnąc, żeby ten moment trwał wiecznie: Harry był bezpieczny i zadowolony w jego ramionach, a wszystkie zagrożenia i niebezpieczeństwo było daleko stąd.
Ale wtedy przebudziło go syczenie węży i otrząsnął się. Sentymentalny głupek! skarcił się, niosąc dzieciaka do pokoju. Położył Harry’ego na łóżku, dając śpiącemu bachorowi szybkiego klapsa w pupę za bycie takim utrapieniem. Chłopiec nawet nie poruszył się, ale lekki klaps przywrócił Snape’owi poczucie własnej jaźni. Widzicie? Wciąż jestem Złym Nietoperzem, który daje klapsa biednemu, niewinnemu dziecku. Nie jestem ckliwym, zaślepionym rodzicem, pokonanym przez zapach włosów dzieciaka.
Zanim trzy godziny później obudził chłopca, Harry był w pełni przywrócony do życia, podczas gdy Snape czuł się coraz bardziej mizerniej po nieprzespanej nocy. W rezultacie odmowa skrzatów domowych, na prośbę przyniesienia mu dzbanka kawy, doprowadziła do kolejnych obelg.
- O co chodzi? – zapytał Harry, wchodząc do kuchni z dłońmi na uszach i zaczął wpatrywać się w ojca, który wrzeszczał na niewzruszonego skrzata domowego.
- Nie, niegrzeczny profesor Mistrz Eliksirów nie dostanie kawy – skarcił skrzat domowy. – Kawa sprawia, że profesor Mistrz Eliksirów jest bardziej marudny. Nie będzie dzisiaj kawy, niegrzeczny profesor Mistrz Eliksirów!
Zanim Snape mógł przekląć okropne małe stworzonko, zainterweniował Harry.
- Dlaczego? – zapytał niewinnie skrzata. – Co takiego zrobił?
Snape zmusił się, by opuścić różdżkę, skoro dzieciak był na linii ognia.
- Niegrzeczny profesor Mistrz Eliksirów był okropny dla biednego pana Harry’ego Pottera – wstrętne stworzonko zmieniło oburzone spojrzenie w pełne uwielbienia. – Domowe skrzaty zadecydowały, że niegrzeczny profesor Mistrz Eliksirów nie dostanie kawy, póki jest tak zrzędliwy przy panu Harry Potterze.
Harry zamrugał.
- No – powiedział powoli, – wiesz, że profesor Snape jest teraz moim opiekunem, prawda?
Skrzacik pokiwał energicznie głową.
- Och tak, wiemy o tym! Widzimy, jaki pan Harry Potter jest teraz szczęśliwy!
- I widziałeś, co zrobiłem w Sali tamtego dnia, prawda?
- Oooch, tak. Pan Harry Potter latał na miotle w zamku i zrobił wielki bałagan! Niegrzeczny pan Harry Potter! – Ku wielkiej irytacji Snape’a, skrzat pokiwał niemal żartobliwie palcem na bachora. W przeciwieństwie do tonu, jaki użył, kiedy zwracał się do Snape’a, jego ton był pobłażliwą zachętą, kiedy mówił do chłopca.
- Tak – zgodził się Harry. – I naprawdę nie powinienem był tego robić, prawda? – Skrzat przytaknął. – Więc powinienem zostać ukarany, tak? – Skrzat przytaknął ponownie, choć tym razem mniej pewnie niż poprzednio. – I to właśnie zrobił mój tata.
- Czy pan Harry Potter nie jest zły na profesora Mistrza Eliksirów? – zapytał skrzat ze zdumieniem. – Nawet jeśli niegrzeczny profesor Mistrz Eliksirów zbił biednego pana Harry’ego Pottera tak mocno, że biedny pan Harry Potter nie mógł siedzieć na wczorajszym śniadaniu?
- Eee, cóż. – Harry zarumienił się. – Być może trochę przesadzałem – przyznał.
Skrzat zmarszczył brwi.
- Ale jeśli pan Harry Potter nie był tak obolały, to nie powinien sprawiać, że skrzaty były tak złe na profesora Mistrza Eliksirów!
- Nie wiedziałem, że będziecie na jego złe – zaprotestował Harry. – Przecież nie prosiłem was, żebyście go karali.
- Niegrzeczny pan Harry Potter! – powtórzył skrzat domowy, znacznie mniej pobłażliwie. – Skrzaty domowe były wredne dla biednego profesora Mistrza Eliksirów bez powodu! My teraz musimy iść i ukarać się za bycie tak niedobrym!
- Tato! – Harry spojrzał na profesora Snape’a z paniką.
Snape zawarczał. Mimo że nie miałby nic przeciwko, gdyby te małe stworzenia na pokutę uderzały głowami o ściany zamku za odważenie się odmówienia mu porannej kawy, hałas pewnie wróciłby echem do jego lochów i zakłóciłby jego zajęcia. I to bardzo zasmuciłoby Harry’ego.
- Nie, nie ukarzecie się – polecił ostro. – Doceniam, jak bardzo troszczycie się o mojego podopiecznego, nawet jeśli jest niegrzecznym bachorem, który zasługuje na więcej klapsów w tyłek – dodał, patrząc prosto na zakłopotanego Harry’ego. – Przynieś mi kawy i nasze śniadanie a nic więcej już na to nie powiemy.
Oczywiście z wyjątkiem skrzatów domowych, które były niezdolne do nic nie mówienia, a procesja skrzatów po zamku, każda z długimi i płaczliwymi przeprosinami, w połączeniu z utworami pochwalnymi uprzejmości i pobłażliwości profesora Mistrza Eliksirów. Pod koniec Snape czuł mdłości, podczas gdy Harry radośnie wgryzał się w małe przysmaki i niespodzianki, które skrzaty przyniosły jako odszkodowanie.
Snape zmusił się, by popatrzyć na sprawy optymistycznie. Nie tylko zapewnił Harry’ego, że nie musi jeść tych licznych smakołyków, ale też jasne było, że skrzaty domowe nie trzymają urazy wobec dzieciaka. W razie ewentualnego konfliktu z Voldemortem, oczywistym było, że skrzaty sprzymierzą się z Harrym i, podczas gdy stworzenia były zwykle pomijane, nie można było zaprzeczyć, że posiadały potężną magię. Snape był pewny, że mógł znaleźć sposób, by użyć to na korzyść Harry’ego.
- Mmmm, to było wspaniałe! – powiedział Harry nareszcie, radośnie ćwierkając wokół pozostałych skrzatów domowych. – Jestem napchany!
- Tak powinno być, biorąc pod uwagę to, co zjadłeś – powiedział surowo Snape. – Dziś wieczorem żadnego budyniu.
Harry filozoficznie skinął głową. Jego tata był strasznie srogi, nie pozwalając mu jeść zbyt wiele słodyczy, więc nie było to zbyt wielkim zaskoczeniem.
- Po południu mam trening Quidditcha – mogę przed nim iść do biblioteki z innymi i się pouczyć?
- Tak, ale nie możesz…
- … iść do wieży Gryffindoru. Wiem, tato! – Harry przewrócił oczami. Dorośli!
- Dobrze więc, skończyłem z tobą.
Harry wyszczerzył się i wyszedł, chwytając swoją torbę w drodze do drzwi. Snape dokończył kawę, po czym podszedł do szuflady i wypił eliksir pieprzowy. Miał niewielką nadzieję, że przebrnie przez zajęcia bez magicznej pomocy.
- Ach, Severusie! – Dumbledore przyszedł do jego klasy tuż przed pierwszymi zajęciami. – Mam świetną wiadomość. Aurorzy Moody i Shacklebolt przyjdą w piątek, razem z panną Skeeter z Proroka Codziennego.
Snape zmarszczył brwi.
- A Amelia Bones?
Dumbledore rozłożył ręce.
- Pani Bones wyraziła żal, ale powiedziała, że jest zbyt zajęta, by w tym uczestniczyć. Ale wysyła dwóch z jej najlepszych aurorów… - Snape odwrócił się, kiedy dyrektor paplał. Jego plan mógłby się udać nawet bez obecności pani Bones, ale poszłoby dużo sprawniej, gdyby tu była. Z drugiej strony, jej odmowa była uspokajającą demonstracją tego, że całe Ministerstwo i Wizengamot nie jest pod pantoflem Dumbledore’a. To może być bardzo dobra wiadomość, gdyby nadszedł dzień, kiedy on i dyrektor bardzo się poróżnią w swoich opiniach odnośnie Harry’ego.
Hymm. Nie, zdecydował, jego plan naprawdę wymagał obecności Bones. Mógłby zwyczajnie wrócić do swoich wspierających metod, żeby wymusić jej obecność.
- Dziękuję, Albusie – przerwał grzecznie starszemu czarodziejowi. – Bardzo doceniam twoją pomoc i nie umiem się już doczekać, by zobaczyć aurorów i pannę Skeeter w piątek. A teraz, jeśli wybaczysz, muszę przygotować klasę na pierwszy rok Puchonów i Krukonów.
Dumbledore uśmiechnął się, czując ulgę, że Snape przyjął odmowę Bones tak dobrze.
- Oczywiście, mój chłopcze, oczywiście.
Wkrótce potem, pierwszoroczni wkradli się do klasy w lochach, a przerażająca wściekłość Snape’a z wczoraj wciąż była świeża w ich umysłach. Na szczęście, okazał się być raczej swoim zwykłym wrednym, chłodnym i sarkastycznym sobą niż wściekłym i przerażającym.
Zajęcia zaczęły się w dość niewyróżniający się sposób, ze zwykłym przeglądem zadań domowych.
- A jaki jest trzeci składnik maści na oparzenia? – zapytał Snape. – Panno Bones?
- Marynowane oczy traszek – odpowiedziała szybko Susan, ciesząc się, że spędziła dodatkowy czas nad swoim esejem.
- Przepraszam? – Snape powoli podniósł się z krzesła.
- M-marynowane oczy traszek? – powtórzyła Susan, a jej głos stał się niepewny na widok wyrazu twarzy nauczyciela.
- Powiedziałaś marynowane oczy traszek? – zapytał z niedowierzaniem Snape, patrząc z góry na przerażoną dziewczynę.
- T-tak, proszę pana – zdołała pisnąć Susan.
- Marynowane. Oczy. Traszli. – Snape przewrócił oczami na niebiosa. – Powiedz mi, panno Bones, mimo że jestem pewny, że pani Dom nie jest znany ze zdolności intelektualnych, czy nie zatrważa pani w najmniejszym stopniu to, że pani Dom staje się znany z nieumiejętności naukowych? – zapytał. Ignorując szloch dziewczyny, pochylił się bliżej i zapytał jedwabiście: – Czy nawet nie kłopotała się pani zakupem podręcznika, panno Bones? Pytam tylko dlatego, że jest oczywiste, że nigdy nie kłopotała się pani przeczytaniem książki i dlatego zastanawiam się, czy przynajmniej ma pani powszechną skromność, by oszczędzić rodzinne wydatki na książkę.
- A-ale, proszę pana, ja ją czytałam – zaprotestowała Susan ze łzami w oczach. – Naprawdę!
Snape prychnął z głośnym niedowierzaniem.
- Oszczędź mi kłamliwych protestów, panno Bones! Jestem świadom tego, że twój brak szacunku wobec mniej i moich zajęć jest tylko odbiciem pogardy twoich starszych członków rodziny względem mojego przedmiotu.
Susan gapiła się na niego w zupełnym zdezorientowaniu.
- C-co? Proszę pana?
- Twoja ciotka, panno Bones – Snape zmienił swój głos w groźne syczenie, – bardzo prosto wyraziła swoją pogardę do tych zajęć. Odrzuciła moją propozycję, sygnalizując wszystkim bez wyjątku, jak mało szacunku ma do nauki eliksirów. A twoje zachowanie stawia jasno sprawę, że chcesz podążyć jej krokami i pogardzić zarówno moimi instrukcjami i ćwiczeniami.
- Nie, proszę pana! Nie! – błagała Susan, kręcąc głową z przerażeniem.
Snape zignorował jej protesty.
- Pozwól, że postawię sprawę jasno, panno Bones. Brak szacunku twojej ciotki będzie cię drogo kosztować. Możesz odpokutować za swoją skandaliczną bezczelność jaką okazałaś nie kłopocząc się czytaniem materiału, przepisując – przed kolejnymi zajęciami – dwa pierwsze rozdziały podręcznika w całości. Jestem pewny, że któryś z twoich kolegów może pożyczyć ci książkę. Jeśli twoja kopia nie będzie czytelna, spędzisz całe zimowe ferie przepisując cały podręcznik. Jeśli nie skończysz swojego zadania w wyznaczonym czasie, zobaczymy, czy spędzenie pierwszy tydzień nowego semestru nauczy cię lepszego rozporządzania czasem. Rozumiemy się, panno Bones? Czy może potrzebujesz dodatkowej zachęty, żeby powstrzymać się do ukazywania swojej rodzinnej niechęci do eliksirów?
- Tak, proszę pana! Znaczy, nie, proszę pana! Znaczy… - Susan przerwała z przerażonymi łzami. Snape posłał jej pogardliwe spojrzenie.
- Jak żałośnie. Histeryzujący Puchon – skomentował uszczypliwie. Jesteś wolna, panno Bones. Postaraj się przygotować na kolejną lekcję.
Susan uciekła z pomieszczenia. Na skinięcie Snape’a, Hannah Abbot ruszyła za nią, w końcu znajdując szlochającą przyjaciółkę w toalecie Jęczącej Marty.
- Ooooch, Susan, tak mi przykro! Ten Snape jest po prostu okropny! – szalała Hannah, owijając ramiona wokół drugiej dziewczyny w uścisku.
- Co mam zrobić, Hanno? Słyszałaś go! Jestem stracona! – zaszlochała Susan. – Nawet nie wiem, co takiego ciotka Amelia mu zrobiła, ale on zrzuci to na mnie przez kolejne siedem lat! Nie chcę przepisywać podręcznika do eliksirów – ma sześć cali grubości! – zakończyła z rozpaczą.
Hannah zaczęła rozmyślać z furią.
- Cóż, jeśli to wina twojej ciotki, że jesteś w środku tego całego bałaganu to może ona mogłaby cię z niego wyciągnąć. Pomówmy z profesor Sprout. Jeśli powiesz jej, że to nagły przypadek, może pozwoli ci użyć fiuu, żebyś skontaktowała się z ciotką i mogła jej powiedzieć, że zwyczajnie musi zrobić to, co chce profesor Snape.
I tym sposobem histeryczne łzy bratanicy zrobiły to, czego nie mógł osiągnąć pełne manipulacji pochlebstwa Głowy Wizengamotu. W piątek, kipiąca ze złości Amelia Bones przeszła przez kominek obok Kingsleya Shacklebolta i Alastora Moody’ego.
- Pani Bones! – Dumbledore uniósł brwi. – Nie spodziewałem się pani!
- Moje plany niespodziewanie się poluźniły – powiedziała Bones między zaciśniętymi zębami. Może przegrała bitwę ze Snape’em, ale nie miała zamiaru opuszczać terenu szkoły bez rozmówienia się z krzywonosym śmierciożerczym draniem. Może był w stanie przestraszyć małe dziewczynki, ale szybko się przekona, że próba szantażowania szefa MPP było zupełnie inną sprawą.
Kominek za nim zaryczał i z gracją wyskoczyła z niego Rita Skeeter.
- Cóż, skoro jesteśmy wszyscy, może powinniśmy udać się do lochów – zaprosił dyrektor, oferując pani Bones ramię. Przyjęła je niechętnie, a on z uśmiechem wyprowadził ich z gabinetu.
Shacklebolt i Moody usłużnie ruszyli krok za dyrektorem i panią Bones. Żaden nie był szczególnie szczęśliwy na myśl o zmarnowaniu dnia na obserwowaniu bandy pryszczatych nastolatków ważących śmierdzące mikstury, ale ich lojalność wobec Dumbledore’a była wielka, a poza tym, pani Bones im kazała.
Żaden nie był pewny, dlaczego ich szefowa była w tak okropnym nastroju, ale oboje starali się nie wchodzić jej w drogę. Amelia Bones była potężną czarownicą w codziennych okolicznościach. Pod wpływem gwałtownej wściekłości, mogła nawet wyciągnąć z Dumbledore’a ostatnie poty, a w jej obecnym stanie – cóż, Moody poważnie rozważał długą podróż na Grenlandię. „Stała czujność” była całkiem dobra, ale nie pomagała wiele, kiedy szefowa była w takim humorze, że mogłaby komuś odgryźć tyłek.
Idąca za nimi Rita Skeeter zastanawiała się, czy może będzie stanie wykopać trochę brudów podczas swojego pobytu. Nawet jakieś fotki Pottera „zza kulis” mogły dodać smaczku. Normalnie nie zostałaby wysłana na rozdanie jakiś błahych nagród, ale tyle się działo w Hogwarcie przez ostatnie kilka miesięcy, że kiedy Dumbledore skontaktował się z jej redaktorem, nie miała obiekcji przez tym zadaniem. Kto wie, co się może stać? Mordercza bijatyka, troll przechadzający się po korytarzach, zmartwychwstały Czarny Pan, Chłopiec Światła oddany pod opiekę śmierciożercy… Wielki Merlinie, nie odrzuciłaby zaproszenia do Hogwartu za wszystkie Szybkopiszące Pióra w UK! Przyszłaby nawet, gdyby ofertą byłoby obserwowanie tego tępego umysłowo giganta wyrywającego kolejną dynię. Polizała usta, zastanawiając się, jaka może być dzisiaj historia… i czy będzie musiała pchnąć lekko sprawy, żeby się zaczęły.
- Oto jesteśmy, profesorze Snape. – Dyrektor poprowadził ich do pustej klasy eliksirów, a czarnowłosy czarodziej spojrzał na nich zza biurka.
- Doskonale. Cieszę się, że wszyscy mogli dotrzeć – powiedział Snape, z takim samym złośliwym uśmieszkiem na twarzy, kiedy patrzył na Bones. Szefowa aurorów zacisnęła pięści i obiecała sobie, że zapłaci jej za to jeszcze zanim dzień się skończy.
- Myślę, że znajdziecie pouczające informacje na temat tego, jak prowadzone są eliksiry tu, w Hogwarcie – poinformował Snape. – Będziecie świadkami tego, jak Aurorzy, których zatrudniacie uczą się eliksirów, co pozwoli wam na wgląd, jak ciężko uczniowie SUM-owi i OWTM-owi się uczyli. Klasa, która wkrótce do nas dołączy to grupa pierwszorocznych, którzy będą robić podstawowy eliksir i…
- Oczekujesz, że będziemy tu siedzieć cały dzień i obserwować twoich uczniów na lekcjach? – zapytała Bones, a jej głos był łamliwy z wściekłości. Wystarczająco złe było to, że była wciśnięta do służby, by dać jakiemuś idiotycznemu nastolatkowi szkolny medal, ale oczekiwano od niej, że będzie stać i patrzeć, jak Snape czyści piórka i pozuje przed klasą cały dzień?
- Jeśli pani Bones uważa temat za niezbyt interesujący, jestem pewny, że nie ma pani obowiązku tu zostać – odparł jedwabiści Snape.
Kobieta zacisnęła szczękę, aż była pewna, że zaraz złamie zęby, ale zdołała uniknąć odpowiedzi.
- Ponieważ małych kretynów bez wątpienia wasza obecność będzie rozpraszać, co prowadzi do roztopienia kilku kociołków, zdecydowałem, że najlepiej będzie, jeśli zostaniecie za niewidzialnymi barierami. Będziecie widzieć, ale nie będziecie widziani. Dyrektorze, gdyby mógł pan być tak miły i poprosił zamek, by poszerzył przedni róg pomieszczenia, a potem postawił niewidzialną barierę? Tym sposobem, dzieci będą nieświadome waszej obecności.
Dumbledore zrobił to, o co go proszono i wkrótce obserwatorzy rozsiedli się na krzesłach w nowo powstałym kącie, osłonięci przed oczami innych w pomieszczeniu.
Skeeter obserwowała z zainteresowaniem, jak Snape otwiera drzwi klasy i zaczynają ją wypełniać dzieci. Ten rudy dzieciak musiał być Wesleyem oraz była całkiem pewna, że chłopiec o ostych rysach był mini-Malfoyem. I… tak! Objęła się ramionami z radości. Był i Potter! Wiedziała, że zrobiła dobrze przyjmując zaproszenie. Z taką obsadą, z pewnością wydarzy się coś wielkiego…

CDN…



Rozdział SR będzie jakoś w niedzielę ;)

6 komentarzy:

  1. No w końcu coś nowego :). Stęskniłam się za opowiadaniem. Ciekawe co się wydarzy podczas lekcji.
    Do niedzieli może wytrzymam a co z HPiPDP ?
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Snape - jak na opiekuna domu Slytherina - ma straszną awersję do węży xD
    Ah, jestem ciekawa co się wydarzy dalej.
    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, nie wiem czemu rozdziały muszą się zawsze kończyć w takich momentach! Umrę z ciekawości czekając na kolejny ;) Snape w tym opowiadaniu jest bezbłędny! Nie mogę się doczekać jak zaplanował akcję z Parszywkiem. I sceny rozczulonego Seva... aww <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Podstępny ślizgon tylko tak mogę opisać Severusa. Świetnie zaplanował to spotkanie. Ciekawe czy te węże będą miały jak się wykazać? Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału żeby zobaczyć co wyniknie z planów Mistrza eliksirów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe czy złapią Parszywka od razu czy też Snape knuje coś innego... Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni w najbliższym rozdziale!

    OdpowiedzUsuń
  6. o kurde, o kurde, o kurde... Hahaha!! XD Sev, genialnie to wymyśliłeś!!! Chociaż trochę mi szkoda Susan...
    A Harry... XD I co, panie nie-będę-drzemał-bo-drzemki-są-dla-dzieci?? XD
    Ale jestem ciekawa, kiedy w końcu Pettigrew zostanie złapany!!
    I biedne skrzaty... XD
    Pozdrawiam, życzę mega WENY oraz dużo CZASU i CHĘCI!! ;D
    ~Daga ^.^'

    OdpowiedzUsuń