sobota, 17 września 2016

IWR - Rozdział 1 - Lunatyk jest chory



Ostrzeżenia: Tak, jak pisałam w zakładce, jest to opowiadanie z motywem m-preg, jest w nim mnóstwo absurdu i należy czytać go z dużym przymrużeniem oka, jako coś w rodzaju parodii ;) Prośbę o ten tekst dostałam w anonimowym mailu i w pierwszej chwili, myślałam, że się go nie podejmę, ale po przeczytaniu stwierdziłam, że może przypadnie komuś do gustu.

 
Gdy Remus Lupin próbował wygrzebać się z łóżka, czuł się strasznie chory. W głowie mu wirowało, a zawartość żołądka wydawała się chcieć wydostać szybciej niż tłuczek uderzyłby Syriusza na boisku Quidditcha.
To nie tak, że nie był przyzwyczajony do bycia chorym… Po prostu wydawało się, że w ostatnim czasie jest to częstsze. Gdy już myślał, że nudności uspokoiły się, musiał biec do łazienki i zupełnie zwymiotował trzy czy cztery razy – nie był pewny, jak wiele razy, ponieważ przestał liczyć po drugim.
Był już zmęczony takimi porankami.
Potem usłyszał pukanie do drzwi.
- Luni, wszystko w porządku?
- Hum… Tak, wszystko jest wręcz idealnie. Chyba z twoją kuchnią nadal jest źle.
Śmiech dotarł do niego zza drzwi. Potem Syriusz otworzył je i wsadził głowę do pomieszczenia.
Syriusz Black, szkolący się Auror, miał 20 lat. Posiadał długie czarne włosy, szare oczy i bezczelny uśmiech. Był przystojny i wiedział o tym. Zawsze używał swojego piękna, by otrzymywać rzeczy od kobiet, które czuły się rozpaczliwie w nim zakochane – jakby nie wiedziały o tym, że był własnością Remusa Lupina, 19-letniego wilkołaka, a obecnie nauczyciela w drugiej klasie mugolskiej szkoły.
Minęły już dwa lata, od kiedy chłopcy zakończyli naukę w Hogwarcie i oboje wiedli szczęśliwe życie w małym mieszkanku – ich tanim miłosnym gniazdku, jak nazwał to James – które było otoczone dużym lasem.
W każdym razie, faktem było, że Remus Lupin ZNOWU był chory, a pełnia księżyca nie miała z tym nic wspólnego.
- Już się czuję lepiej! –wykrzyknął, gdy jego chłopak pomagał mu się podnieść.
- Skoro tak mówisz… Nadal uważam, że to dziwne, że jesteś chory w tym szczególnym momencie miesiąca. To znaczy, pełnia jest za piętnaście dni… Nadal jesteś tak pewny, że nie chcesz iść do szpitala św. Munga?
- Jestem absolutnie pewny! Nie chcę być bezcelowo badany. Poza tym, dzieci w szkole mnie potrzebują. Mają za tydzień ważny sprawdzian, a jeszcze nie są gotowi.
Syriusz wzruszył ramionami i wpadł twarzą w twarz z… Jamesem?!
- HOLAAA James, co ty tu robisz?
James Potter, Huncwot i niemal profesjonalny gracz Quidditcha wyszczerzył się do nich dziko. Dopiero co aportował się w kuchni szczeniaków, a zaraz za nim jego żona, ładna rudowłosa Lily Potter.
- Jak się macie gołąbeczki? – zapytał, gdy razem z Syriuszem zrobili już to głupie potrząsanie rękami, które wymyślili na trzecim roku.
Lily przewróciła oczami i uśmiechnęła się do Remusa.
- Wyglądasz tak blado, Rem! Dzieci w klasie wypompowują z ciebie energię?
- Naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje. Jest mi cholernie niedobrze. Ale nie mów Syriuszowi, bo właśnie mu powiedziałem, że to nic takiego. Nie chcę go straszyć – niemal szeptał.
Jej brwi się zmarszczyły. Bała się o przyjaciela. W tej samej chwili, Syriusz zapytał ich, czy chcą zjeść z nimi śniadanie, skoro byli tam, a on musiał iść do pracy za mniej więcej godzinkę.
Cała czwórka przyjaciół usiadła przy małym drewnianym stole, a Lily zaoferowała, że coś ugotuje. Remus chciał jej pomóc, ale szybko powiedziała mu, żeby jej nie przeszkadzał; że jest dużą dziewczynkę i że nie potrzebuje niczyjej pomocy w kuchni.
- Lunatyk od kilku tygodni jest okropnie chory – powiedział Syriusz, bawiąc się ręką chłopaka. – Ale nie chce iść do św. Munga. Powinienem przekląć go i zaciągnąć tam…
- Zgadzam się z tobą, Black! – odpowiedziała Lily. – Nie podoba mi się myśl o byciu chorym. To mnie przeraża – dodała, kładąc herbatę i kilka tostów na stół.
- J’ka chołoba?
Lily trzepnęła Jamesa w tył głowy.
- NIE MÓW Z PEŁNYMI USTAMI!
- Po prostu to kochasz.
Trzepnęła go ponownie.
Syriusz roześmiał się głośno.
- Jesteś bitym jeleniem, Rogacz!
Wszyscy roześmiali się, oprócz Remusa, który odsunął twarz, gdy upił gorącej czekolady.
- Nie pijesz czekolady, Luniaczku? – zapytał Syriusz, wyglądając na nieco zaskoczonego.
Lunatyk wzruszył ramionami.
- Już nie mogę znieść smaku czekolady. Jest obrzydliwy i sprawia, że mnie mdli.
Trójka przyjaciół spojrzał zdumiona i ucichli.
- TY, NAJBARDZIEJ UZALEŻNIONY OD CZEKOLADY WILKOŁAK NA ŚWIECIE. Nie chcesz więcej jeść czekolady? MERLINIE, JESTEŚ CHOLERNIE CHORY!
Teraz Syriusz był naprawdę przestraszony.
- Nie pójdziesz rano do szkoły. Biorę cię do szpitala.
Remus chciał na to odpowiedzieć, ale Lily mu przerwała.
- Nie przyjmujemy nie, jako odpowiedzi.
^^^
Lily i Syriusz razem czekali w poczekalni szpitala. Syriusz wyglądał na zmartwionego i krążył po pokoju, zdobywając tym dziwne spojrzenia od medyków.
- Mógłbyś już usiąść, Syriuszu? Sprawiasz, że kręci mi się w głowie!
Czarnowłosa piękność westchnęła i usiadła.
- Wybacz, Lil. Jestem tak przerażony. Co jeśli doktor powie, że on umrze w przeciągu miesiąca?
- Nie sądzę… - zamilkła, dostrzegając jej wilkołaczego przyjaciela wracającego do nich w towarzystwie doktora.
- Panie Black, mogę na moment z panem porozmawiać? – zapytał stary czarownik. Miał grube okulary i tylko kilka włosków na głowie.
Syriusz ruszył za nim w ciszy. Był pewny, że Lunatyk umiera.
- Nie jest mi łatwo powiedzieć to, proszę pana…
Cholera, to było to… Jak będzie żył bez swojego wilkołaka?
- Ale pana partner jest… pana partner jest w ciąży z pana dzieckiem.
- ŻE CO?
Teraz był szok…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz