wtorek, 27 września 2016

NDH - Rozdział 23

Gdy w trójkę weszli do lochów, Harry spojrzał na Rona, który kulał lekko, nadal trzymając się za tyłek.
- Przykro mi z powodu twojej różdżki – szepnął.
Ron westchnął głęboko.
- Nie wiem, co zrobią mama z tatą, kiedy się dowiedzą. Znaczy, naprawdę nie mamy dodatkowych pieniędzy na nową.
- A skąd wziąłeś starą?
- Należała do mojego pra-pra wujka Hieronima, a Charlie używał jej, gdy był w Hogwarcie – wyjaśnił Ron. – W wielu starych rodzinach różdżki są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Więc gdy nadchodzi czas, by dziecko dostało różdżkę, zawsze najpierw zagląda się do rodzinnego zbioru. Ta jedna choć trochę zasyczała, gdy ją chwyciłem – westchnął.
- Ale myślałem, że pan Ollivander powiedział, że to różdżka wybiera czarodzieja – rzekł Harry.
- No, tak, próbował ci sprzedać nową różdżkę, prawda? Znaczy, możesz używać prawie każdej różdżki, tak długo, o ile nie jest przeklęta albo chroniona czy coś, ale jeśli nie masz z nią dobrego połączenia, nie będziesz miał dobrych rezultatów. – Ron westchnął. – Myślę, że będę się musiał po prostu bardzo starać z różdżką prababci Millie. Chyba była trochę cieplejsza, gdy ją dotknąłem.
- Naprawdę mi przykro – powtórzył Harry z poczuciem winy.
- Ej, kumplu, to nie była twoja wina. Tylko tego głupiego trolla, prawda?
Harry obejrzał się na profesora Snape’a.
- Po części to jest moja wina – przyznał. – Nie mówienie o tym nikomu było naprawdę głupim pomysłem i przepraszam, że poprosiłem cię, byś kłamał.
Ron wzruszył ramionami.
- Nie pierwszy raz mam kłopoty i nadal wolę oberwać od twojego profesora niż Percy’ego czy McGonagall. – Nachylił się bliżej i wyszeptał – Myślisz, że będzie chciał dać mi klapsa, nawet jeśli już i tak boli mnie tyłek?
Harry przygryzł wargę.
- Nie sądzę. Znaczy, zawsze mówi, że nie bije po ty, by naprawdę zranić, ale jeśli uderzy cię w zranienie, to będzie bardzo boleć, prawda?
- Tak! – powiedział Ron emocjonalnie. – Bardzo. Nie żeby Percy’ego to obchodziło… No, może i by obchodziło, ale sądzę, że i tak by mnie uderzył.
Harry wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Tak, nie możesz więcej powiedzieć, że nie obchodzisz Percy’ego. Nie po Bitwie.
Ron odpowiedział równie szerokim uśmiechem.
- Tak, choć bliźniacy twierdzą, że może zrobił to przedstawienie tylko po to, by zaimponować Jones.
Harry uniósł brwi.
- Tak powiedzieli?
- Tak, ale nie głośno. Dość mocno boją się Jones.
- Wszyscy się jej boją – zauważył Harry.
- Nawet Percy! – Chłopcy parsknęli śmiechem.
- Cieszę się, widząc, że przyjmujecie swoją hańbę tak lekko – zimny ton profesora Snape’a powstrzymał ich rozbawienie. – Jesteśmy – ciągnął, otwierając portret zasłaniający jego kwatery. – Macie się umyć i przebrać w piżamy. Panie Weasley, jako gość, może pan pierwszy wziąć prysznic.
- Tak jest – Ron zwiał prosto do łazienki.
Snape spojrzał wściekle na Harry’ego, który zawiesił głowę i bawił się rąbkiem rękawa.
- Jadłeś obiad?
- Eee… Ron miał mi przynieść kanapkę. Z sałatą! – dodał szybko.
- Hmf. – Prychnął Snape. – Idź do kuchni. Zamówię coś.
- Tak jest – Harry pospiesznie zrobił, co mu powiedziano, a jego serce pełne było szczęścia. Nawet gdy Snape był nim kompletnie rozczarowany, nadal dbał o niego na tyle, by martwić się, czy Harry jadł. Harry wiedział, że będzie solidnie ukarany – w sekundzie, gdy zobaczył spanikowaną twarz Snape’a na korytarzu, wiedział, że dostanie za swoje, - ale naprawdę się tym nie przejmował. Dostrzegł, że bura raniła mocniej niż klapsy i podejrzewał, że tym razem profesor Snape nie będzie usatysfakcjonowany przepisywaniem linijek jako kary, ale to dobrze, bo teraz wiedział, że profesor nadal się o niego troszczył.
Harry skończył myć ręce w zlewie i odwrócił się, dostrzegając profesora tonącego w fotelu, a talerz już leżał na stole z angielską zapiekanką* i brokułami, wraz z wielką szklanką soku dyniowego.
- Siadaj i jedz – warknął Snape.
Ten okropny bachor będzie przyczyną jego końca. Snape był zupełnie pewny, że rozerwał kilka naczyń krwionośnych podczas swojego wypełnionego przerażeniem biegu przez zamek. Jak, do licha, miał przeżyć dorastanie Pottera? Bachor już próbował zabić się na miotle i stawić czoła dorosłemu trollowi. W takim tempie wyzwie Voldemorta jeszcze przed świętami! Zastanawiał się, czy mógłby podać małej poczwarze eliksir uspokajający bez informowania go o tym. Nigdy nie pozwól im zobaczyć twojego strachu – czy to nie była jedna z zasad rodzicielstwa? A może odnosiła się do wściekłych psów, nie dzieci? Czy to jakaś różnica?
Drogi Miesięczniku Czarodziejskiego Rodzica, jestem opiekunem pokrzywdzonego i zaniedbanego dziecka, któremu, tak się składa, przepowiedziano również, że będzie walczył z najpotężniejszym czarnoksiężnikiem naszych czasów. Kiedy zauważę, że wspomniane dziecko angażuje się w działania potencjalnie zagrażające jego życiu, czy powinienem a) dać mu klapsa w tyłek i powiedzieć, by nie robił tego ponownie, b) dać mu klapsa w tyłek i powiedzieć mu, żeby nie robił tego ponownie, póki stoi przed wyżej wymienionym czarnoksiężnikiem, czy c) powiedzieć mu, by żył na całego, bo i tak jest stracony?
Snape westchnął. Nie odmawiaj żywności. Nie stosuj bolesnych kar cielesnych. Nie rób obowiązku sprzątania. Nie więź go pokoju. Co, do licha, miał robić, by ukarać bachora za tak szalony akt głupoty? A Weasleya? W imię Merlina, dlaczego to on miał ukarać najmłodszego chłopaka Weasleyów? Nigdy się na to nie zgodził, nie ważne, co mogą myśleć Minerva i Molly. Ponuro zdecydował, że miał szczęście, że Granger zraniła się w nadgarstek i musiała być zabrana do ambulatorium albo mógłby znajdować się tu też z nią, a nie zamierzał zaczynać bić uczennic. O nie – w tym leżała wściekłość, albo przynajmniej złość ojców i ministralnych śledztw.
Zdał sobie sprawę z czyjejś obecności na swoim łokciu. Stał tam bachor Pottera, patrząc na niego uroczyście.
- Co? – zapytał gderliwie.
- Naprawdę mi przykro, że pana przestraszyłem – szepnął Harry. – Poróbowałem po prostu zabrać nas z powrotem do Wieży.
- Nie chodzi mi o pana cel, ale sposób jego wykonania, który spowodował problem, panie Potter – powiedział Snape surowo. – W niebezpiecznych sytuacjach trzeba koniecznie unikać działań poddanych paniką. Dziś wieczorem miałeś mnóstwo czasu na planowanie, a jednak go nie wykorzystałeś. To było bardzo głupie, a ja nie zamierzam akceptować głupich zachowań od tak bystrego dziecka. To pokazuje intelektualne lenistwo, którego nie będę tolerować – dokończył ostro.
Harry zamrugał. „Bystrego dziecka”? Jego?
- Twoje mądre wykorzystanie Wingardium Leviosa pokazuje, że potrafisz myśleć do przodu i używać swojej magii w ofensywny sposób, ale czy przemyślenie tego, zamiast improwizowanie na bieżąco, mógłbyś być w stanie wysłać samego trolla na schody, po czym w międzyczasie odnieść sukces w ucieczce. I co dokładnie zamierzałeś użyć, by zatrzymać trolla, gdy próbowałeś odesłać swoich przyjaciół? Swoją błyskotliwą osobowość? – zapytał Snape.
Harry zdołał stłumić chichot. „Błyskotliwą osobowość”? Jego profesor był okropnie śmieszny. Harry już teraz mógł to zobaczyć – jak próbować zaangażować trolla w rozmowę. „Jaka jest twoja ulubiona drużyna Quidditcha?” „Urrr!” „Och, rozumiem. A myślisz, że mają jakieś szanse w tym sezonie?” „Urr, urr, urr!”
Harry, podniesiony na duchu przez mentalny obraz, westchnął uszczęśliwiony. Profesor zawsze potrafił sprawić, że poczuł się lepiej, nawet jeśli na to nie zasługiwał. I Harry był tego całkowicie pewny, mimo że to brzmiało jak bura. I wylewitowanie piki było mądre? Harry nie wierzył jak, nawet jeśli profesor zaznaczył, że kilka rzeczy zrobił źle, nadal nie nazwał fo „głupim” albo „dziwakiem”. A biorąc pod uwagę to, jak Harry bardzo go przestraszył, nie byłoby nierozsądne, gdyby był naprawdę przykry.
- Naprawdę przepraszam, profesorze. Nie zrobię tak znowu. Naprawdę. – Położył dłoń na ręce mężczyzny, próbując mu przekazać, jak wiele znaczy dla niego dobroć nauczyciela.
Snape prychnął cicho. Próbujesz się podlizać przed karą? Naprawdę powinieneś być przydzielonym do Slytherinu.
- Jesteś niemożliwym, nieznośnym bachorem, najwyraźniej umieszczony na tej ziemi, by mnie dręczyć – odparł lodowato. – Jedz teraz swoje jedzenie, zanim stanie się zimne.
Harry skinął posłusznie, po czym – ignorując zupełnie dobre krzesła otaczające stół, - miał czelność wspiąć się na kolana mężczyzny, by zjeść obiad.
Snape sapnął ze zdumienia i wściekłości. Jak mały potwór śmiał oczekiwać, że może siedzieć w taki sposób na jego kolanach? Jakby nic złego się nie stało! Jakby Snape nie zamierzał go ukarać tylko parę minut temu! Jakby wszystko było dobrze!
Warknął i już miał przenieść diabła na inne krzesło, gdy Harry spojrzał na niego przez ramię i uśmiechnął do niego nieśmiało. Jak zwykle, spojrzenie tych zielonych oczu przyszpiliło jego duszę i Snape dostrzegł, że delikatnie gładzi plecy chłopaka zamiast brutalnie przetrzepać mu tyłek.
Harry westchnął z zadowoleniem – czy to była ulga? – uspokoił się, wracając do jedzenia. Niemal skończył zanim wyszorowany Ron pojawił się w progu, ubrany w zestaw piżam Harry’ego. Na szczęście, zaklęcie dopasowujące działało, tak że pasowały bez problemu na większego chłopca.
Ron wyszczerzył się do profesora. Miał Harry’ego na kolanach i z roztargnieniem klepał chłopaka po ramieniu, podczas gdy Harry kończył resztę zapiekanki.
- Prysznic jest twój, Harry – powiedział Ron.
Harry chciał zeskoczyć, ale ręka na ramieniu powstrzymała go.
- Skończ brokuły, młody człowieku – powiedział surowo Snape.
Harry przewrócił oczami, ale wypchał swoje usta kilkoma różyczkami, po czym, wyglądając jak chomik z wypchanymi policzkami, pobiegł do łazienki.
Snape wstał i spojrzał wściekle na rudowłosą zmorę.
- Idź do salonu i poczekaj na mnie, panie Weasley.
Ron przełknął, ale posłuchał. Chwilę później Snape ponownie się pojawił.
- Zdejmij spodnie od piżamy i przechyl się przez kanapę.
Oczy Rona rozszerzyły się do rozmiarów talerzy do zupy.
- Ale profesorze – jęknął z przerażeniem, - myślałem, że nie uderzy mnie pan na gołą skórę!
Snape zatrzymał się i skrzywił.
- Nie zamierzałem „uderzyć” cię, śmieszny dzieciaku. Nałożę trochę maści na rozcięcie tak, żeby mogło się zaleczyć.
Usta Rona utworzyły idealne „O” z zaskoczenia.
- N-naprawdę?
Wściekłe spojrzenie Snape’a zintensywniało.
- Przypuszczam, że nie powinienem po to, byś mógł sobie przypominać, jak głupim pomysłem było noszenie różdżki w tylnej kieszeni spodni, ale twoja żona może kiedyś zaczepić mnie i chcieć wiedzieć, dlaczego pozwoliłem twojej młodzieńczej głupocie zostawić trwałe blizny ma twoim tyłku, a ponieważ nie mam ochoty kłócić się z przyszłą panią Weasley, tak, zamierzam uleczyć twój pośladek. A teraz zegnij się!
Ron przechylił się przez ramię kanapy, zanim rozbrzmiała ostatnia sylaba głosu Snape’a. Czuł, że chłodne palce profesora smarują ostrożnie rozcięcie maścią, po czym usłyszał, jak Snape cicho intonuje zaklęcie uzdrawiające. Chwilę później ból minął.
Snape odwrócił się, odkładając słoik z maścią do schowka z zaopatrzeniem i dając Ronowi prywatność do podciągnięcia piżamy na tyłek. Ron potarł pośladek, zadowolony, że wrócił do normy.
- A teraz, panie Weasley – powiedział Snape surowo, wracając do pokoju. – Rozumiem, że dzisiejsza głupota doprowadziła do całkowitego zniszczenia swojej różdżki. Prawda?
Ron skinął głową, zawstydzony.
- I ta sytuacja będzie obciążała finansowo twoją rodzinę albo wymagała od ciebie używania różdżki krewnego, z którą masz małe powinowactwo?
Ron przytaknął ponownie.
- Oczywiście nic z tego nie jest zadowalającym rozwiązaniem, panie Weasley. Żadna siła nie weźmie odpowiedzialności za twoje czyny.
Ron zmarszczył brwi.
- Nie rozumiem.
- Oczekiwanie, że to rodzice wszystko naprawią jest dobre dla małych dzieci, panie Weasley, ale szybko zbliżasz się do wieku, w którym przynajmniej powinieneś próbować naprawić swoje błędy. – Ron zamrugał nie rozumiejąc. – Napraw to, co zniszczyłeś.
- Ale proszę pana, różdżka jest zbyt zniszczona, by ją naprawić.
Snape westchnął ponownie. Dlaczego musiałem utknąć z Gryfonami?
- Mówię w przenośni, panie Weasley. Musisz wymyślić rozwiązanie na nabycie nowej różdżki.
- Eee… No, mam kilka galeonów na moim koncie w banku – zaproponował Ron niepewnie.
Snape przytaknął.
- To jakiś początek. Jestem przekonany, że rodzice dają ci zaliczkę na święta albo jako urodzinowy prezent, ponieważ zakładam, że wolisz mieć odpowiednią różdżkę niż cokolwiek innego?
Ron spojrzał na niego tęsknie.
- Miałem nadzieję na nową miotłę – przyznał, ale gdy Snape skrzywił się, dodał pospiesznie, - ale i tak pewnie bym nie dostał. Są okropnie drogie, a moja stara dobrze lata. Poza tym, bez różdżki, nie mogę zrobić nic.
- Dokładnie. I podejrzewam, że byłeś w Hogwarcie na tyle długo, by wiedzieć, jak ważne jest dla nauki używanie swojej magii w efektywny sposób – zwłaszcza, jeśli masz zamiar nadal być blisko pana Pottera. – Snape westchnął. – Wydaje się przyciągać kłopoty.
Ron uśmiechnął się szeroko.
- To naprawdę nie jego wina.
Snape posłał mu staroświeckie spojrzenie.
- To nigdy nie jest jego wina, prawda? Ale jak powiedziałem, panie Weasley, jest konieczne, byś jak najszybciej zdobył odpowiednią różdżkę. W tym celu, jutro wezmę cię do Ollivandera i nabędziemy należytą różdżkę. – Zignorował świecące radością spojrzenie Rona. – Oczywiście oddasz mi całość, panie Weasley, i oczekuję, że spędzisz jeden wieczór w tygodniu w moim laboratorium, przygotowując składniki eliksirów, aż spłacisz dług. Ponadto, przez pierwsze dwa miesiące, twoi partnerzy w zbrodni odpracują swoje w laboratorium, pomagając ci spłacić swój dług.
- Naprawdę, profesorze? – spytał Ron trzęsącym się głosem. – Mogę mieć nową różdżkę? Od Ollivandera? Naprawdę?
- Nie, panie Weasley, mam zwyczaj rzucania przesadnych obietnic losowym studentom, po czym zapominania o nich. Próbuje mnie pan obrazić?
Po raz kolejny uczeń przytulił go. Snape był całkiem zadowolony z siebie, że nie wyjął tym razem różdżki. Zamiast tego kilka razy poklepał szlochającego chłopaka po plecach.
- Tak, tak. Już dobrze, Weasley. Naprawdę, robić takie zamieszanie wokół małej różdżki. Już wystarczy. Powiedziałem, wystarczy.
 Ron pociągnął na nosie i otarł rękawem oczy. Snape chwycił jego rękę zanim zdążył zrobić to samo z nosem.
- W górnej szufladzie Pottera są chusteczki, źle wychowany dzieciaku. Użyj jednej z nich i proponuję trzymać ją pod ręką, jako że nie doszliśmy do twojej kary za działania dzisiejszego wieczoru.
Ron przełknął i przytaknął, biegnąc do sypialni Harry’ego.
Hmf, irytujące dzieci – zawsze wycierają coś obrzydliwego swoimi szatami, skrzywił się Snape. I nadal nie wiem, jak ukarać te małe łajdaki!
Ron pobiegł do pokoju Harry’ego i znalazł chusteczki. Wydmuchał głośno nos i upchnął ją w poduszkę, po czym schował na potem drugą w łóżku Harry’ego. Nie był pewny, jak mocno Snape bije, ale zrozumiał, że ostry język mężczyzny sam w sobie wystarczy, by zaczęli krzyczeć. Wystarczająco wiele razy widział Mistrza Eliksirów w akcji w klasie, by wiedzieć, że gdy chce, profesor Snape potrafił sprawić, że wolałeś dostać tłuczkiem w głowę niż musieć znosić kolejną minutę kazania. I oczywiście, legendy, które jego starsi bracia przynosili do domu z ich zajęć eliksirów (nie wspominając o szlabanach) wystarczały, by sprawić, że poczuł się słabo z lęku przed następnymi kilkoma minutami.
Harry wyszedł spod prysznica i posłał mu ostre spojrzenie.
- O co chodzi? Płakałeś?
Ron zarumienił się.
- Tak jakby.
Harry wyglądał na zaniepokojonego.
- Co zrobił?
- No, najpierw uleczył mój tyłek, co było dość żenujące – przyznał Ron, - ale potem powiedział, że da mi nową różdżkę. Taką tylko moją – od Ollivandera! Oddam mu pieniądze, ale on da mi ją jutro, nawet jeśli nie będę w stanie oddać mu całych pieniędzy przez parę miesięcy! Och – Ron nagle wyglądał na winnego. – I, eee, no, muszę pomóc mu raz w tygodniu w przygotowywaniu składników, by spłacić dług i, um, ty i Hermiona musicie pomagać przez pierwsze dwa miesiące na moje konto, bo byliście zaangażowani w uszkodzeniu mojej różdżki. – Spojrzał przepraszająco. – To naprawdę nie był mój pomysł.
Harry uśmiechnął się szeroko i pchnął go w ramię.
- Oczywiście ja i Hermiona ci pomożemy. Myślę, że to wspaniale, że pomoże ci dostać nową różdżkę.
Ron podskoczył na wolnym łóżku.
- Ja też! Tylko poczekaj, aż zobaczysz, co będę mógł robić różdżką, która mnie wybierze.
- Co to? – Harry podniósł chusteczkę ze swojej poduszki.
- Och, eee, twój tata – uh, profesor, - powiedział, że lepiej jeśli będziemy je mieli, gdy przyjdzie nas ukarać.
- Och – powiedział Harry cicho.
- Eee, nie chce użyć szczotki do włosów, czy czegoś takiego, prawda? – zapytał Ron nerwowo. – Nie żebym nie zasługiwał na to i nadal uważam, że jest genialny, bo zabiera mnie jutro po różdżkę i w ogóle, ale, eee, tak się tylko zastanawiam.
Harry pokręcił uspokajająco głową.
- Użyje tylko ręki. I możesz zatrzymać swoje ubrania. No, w każdym razie na teraz – wyszczerzył się.
- Ha, ha – odparł Ron.
Wtedy usłyszeli kroki profesora w drzwiach i nagle nic nie wydawało się zabawne. Oboje skulili się na łóżkach i czekali na burzę, która rozpęta się nad nimi.
- A więc. – Snape wszedł do pokoju i zlustrował dwóch drżących niegodziwców. Och tak, teraz macie te oczka szczeniaczka i przepraszacie – małe zepsute bachory. – Nie tylko zdecydowaliście się łamać zasady, ale też w najlepszy sposób zmówiliście się, by uniknąć wykrycia i ukarania, skutkiem czego stanęliście przed wielkim niebezpieczeństwem.
- Ale nie wiedzieliśmy, że pojawi się troll – zauważył Harry bez przekonania.
- Ale mógł się pojawić inny nagły przypadek, młody człowieku! I to dlatego wasze miejsce pobytu musi być przez cały czas znane. Zasady są nie bez powodu – by chronić waszą nędzną skórę! – odparł Snape ze złością. – Naraziłeś siebie i pannę Granger na niebezpieczeństwo bez powodu, głupi, głupi dzieciaku.
Harry pokręcił się na miejscu.
- I pan, panie Weasley. Miałeś czelność kłamać mi w twarz! Co powiedzieliby na to twoi rodzice?
Ron zbladł.
- Przykro mi, proszę pana!
- Och, jestem pewny, że obu wam jest bardzo przykro, teraz, gdy zostaliście złapani! – powiedział Snape pogardliwie. – Wasze zachowanie było skandaliczne! Wymykanie się, kłamanie, łamanie wszelkich reguł – takie cechy osobowości chcecie rozwijać? Niewiarygodność? Podstępność? Wiecie, jak trudno jest odzyskać zaufanie kogoś, gdy się je straci? – W tym momencie z oczu obu chłopców pociekły łzy. – Ufałem wam, a wy celowo okłamaliście mnie.
- Przepraszam – zapłakał Harry. – Nie starałem się stracić pana zaufania.
- Ja też przepraszam – wykrztusił Ron.
- Nie potrafię wyrazić tego, jak głęboko mnie rozczarowaliście – kontynuował Snape surowo. – Pokazaliście swojej Opiekunce Dumu i dyrektorowi, a także mi, że nie można wam zaufać jeśli chodzi o przestrzeganie reguł. Dowiedliście, że nie jesteście godni szacunku, który utrzymywaliśmy. – Teraz oboje już otwarcie szlochali.
- Czeka was długa i trudna droga z powrotem do punktu wyjścia – pouczał. – Jestem pewny, że nigdy nie zapomnicie, jak kruche i wątłe może być zaufanie. – Przerwał i spojrzał na dwie oblane łzami kupki nieszczęścia. – Bardzo mnie kusi, by poprosić prefektów by przez najbliższe dwa tygodnie odprowadzali was na i z wszystkich zajęć oraz posiłki, ponieważ pokazaliście, że nie można wam zaufać w kwestii chodzenia gdziekolwiek na własną rękę.
Ron jęknął ze strachu. Och, Percy byłby nie do zniesienia! A bliźniacy nigdy by nie dali mu o tym zapomnieć.
Harry skulił w nieszczęściu ramiona. To wszystko jego wina. Razem z Ronem zostaną poniżeni na oczach całej szkoły i to on wplątał najlepszego kumpla w ten bałagan.
- A co do twoich, przerażających, gryfońskich tendencji do narażania karku, masz pomysł, jakie mieliście dzisiaj szczęście? Trzej pierwszoroczni przeciwko dorosłemu górskiemu trollowi? – Snape usłyszał, że jego głos stał się piskliwy z przerażenia i zmusił się, by go opanować.- Najwyraźniej miałeś dzisiaj szczęście samego Merlina, ale jest niezwykle mało prawdopodobne, że kiedykolwiek znowu będziesz miał takie szczęście i zamierzam pokazać ci, jak głupie było takie branie swojego życia we własne ręce! – Skrzywił się, patrząc na Harry’ego. – Co ja ci mówiłem na temat myślenia przed działaniem, panie Potter?
- Ż-że to bardzo ważne – Harry pociągnął nieszczęśliwie na nosie, po czym zatrąbił w chusteczkę.
- A zrobiłeś to dzisiaj?
- Nie, proszę pana – przyznał, zwieszając głowę jeszcze niżej.
- Czy ty myślisz, że mówię te rzeczy, by się podbudować albo dla zabawy, lekkomyślny, bezmyślny dzieciaku? Nauczę cię słuchać!
- Tak, proszę pana.
- A co do pana, panie Weasley, tylko dlatego, że pochodzi pan z dużej rodziny nie oznacza, że ty i twoje rodzeństwo jesteście jednakowi w oczach rodziców. Gdyby coś się z panem stało, byliby zniszczeni! – Snape wyłapał wyraz nagiej tęsknoty na twarzy Harry’ego. – I tak samo by rozpaczali, gdyby coś stało się panu, panie Potter – dodał, chcąc usunąć ten ból z twarzy dzieciaka. Co ciekawe, Potter nie wydawał się całkowicie zdopingowany przez ten komplement i nadal patrzył na Snape’a na wpół przestraszony, na wpół oczekujący.
Och, nie. Nie, nie, nie. Jak mogłeś wpaść w taką sytuację? Snape zacisnął zęby i powiedział to, co musiał powiedzieć.
- I oczywiście ja byłbym również bardzo… niezadowolony – udało mu się w końcu wykrztusić.
Harry rozpromienił się.
- A teraz, za głupią impulsywność, nie wspominając już o rażącym nieposłuszeństwie, kłamaniu i nieprzestrzeganiu instrukcji, zostaniecie ukarani – oznajmił nieludzko. Harry stracił uśmiech, a piegi Rona stały się bardziej dostrzegalne na jego poszarzałej twarzy. – Ponieważ oczywistym jest, że nie można wam ufać w kwestii działań bez nadzoru, przez jeden tydzień będziecie ograniczani. To znaczy, że gdy nie będziecie na zajęciach, posiłkach lub gdzie indziej, gdzie każą wam członkowie kadry, pozostaniecie w dormitorium albo Pokoju Wspólnym. Jeśli znajdziecie się poza tymi obszarami, nie tylko wyznaczę wam prefektów do eskorty, ale również przekażę was dyrektorowi, by was ukarał – zagroził Snape strasznym tonem. Chłopcy wyglądali, jakby mięli zemdleć, a Snape miał nadzieję, że nigdy nie dowiedzą się, że kara w stylu Dumbledore’a to przyjemna pogawędka i mnóstwo cytrynowych dropsów.
- Ponadto, wykorzystacie czas na napisanie eseju na trzy stopy na temat, co powinniście zrobić, gdy dowiecie się, że jesteście zamknięci w bibliotece, gdy troll chodzi luzem po zamku. Mam nadzieję, że zwrócicie szczególną uwagę na błędy, które popełniliście, a także zaznaczycie lepsze wybory przy każdej decyzji. Rozumiecie?
- Tak, proszę pana – odpowiedzieli chórem chłopcy.
- By się upewnić, że znajdziecie czas na zwężenie przenikliwych nieprzyjemności, pan, panie Potter, będzie miał zakaz latania przez ten czas, podczas gdy pan, panie Weasley, powstrzyma się od jedzenia wszystkich słodkich smakołyków i deserów. – Oboje chłopcy patrzyli na niego z oczami szeroko otwartymi z udręczenia.
- Przez tydzień? – pisnął Ron tonem, który jasno pokazywał, jak jest to przerażający sposób traktowania. – Ale moja mama nigdy nie zabraniała mi budyniu na dłużej niż noc!
Snape uśmiechnął się do niego złośliwie.
- Więc może następnym razem postarasz się, by to matka cię ukarała.
- W ogóle żadnego latania? – przełknął Harry.
- Żadnego. Jutro rano oddasz mi swoją miotłę. – Snape zmusił swój głos, by pozostał surowy, nawet gdy przygnębiony wyraz twarzy chłopca wywołał dziwny ból w klatce piersiowej. – Jeśli nie mogę ci zaufać na temat tego, gdzie pójdziesz, stojąc obiema nogami na ziemi, jak możesz oczekiwać, że powierzę ci miotłę?
Harry pociągnął trochę mocniej nosem.
- Przepraszam – powiedział głosem gęstym od wyrzutów sumienia.
- Hmf – prychnął Snape. – Jestem pewny, że macie świadomość tego, że zarobiliście lanie. Połóżcie się i odwróćcie na brzuchy.
Harry i Ron wymienili nieszczęśliwe spojrzenia i posłuchał. Snape podszedł najpierw do rudzielca, który ze wszystkich sił ściskał poduszkę. Położył rękę na pośladku chłopca, czując, że mały nikczemnik zadrżał z niepokoju.
- Nie będziesz nieposłuszny i nie będziesz kłamał profesorom – zaintonował surowo, po czym opuścił drugą rękę w ostrym klapsie po całej szerokości wypiętego tyłka.
Ron pisnął i mocniej złapał poduszkę.
- Nie będziesz narażał się na niebezpieczeństwo. – Wylądował drugi klaps, a Ron przełknął drżąco.
- Taksir.
- Właź pod okrycie i idź spać – nakazał Snape szorstko. Ron szybko spełnił rozkaz,, a Snape szorstko otulił go kołdrą. – Dobranoc – warknął.
- Dobranoc, proszę pana – Ron odważył się odpowiedzieć nieśmiało, a ręka Snape’a – zdradziecka kończyna! – poklepała go raczej niezgrabnie po głowie. Snape zignorował pełne ulgi westchnięcie chłopca i odwrócił się groźnie do Harry’ego.
Jasne, zielone oczy obserwowały każdy jego ruch z chłopakiem Weasleyów niczym oczy jastrzębia, ale gdy Snape podszedł do łóżka, Harry spuścił wzrok.
- Przepraszam – powiedział tak cicho, że Mistrz Eliksirów niemal to przegapił. – Nie chciałem pan zmartwić albo zawieść albo stracić pana zachowania. Ja tylko… - pociągnął nosem, - wszystko schrzaniłem.
Snape prychnął z irytacją i usiadł na łóżku obok zrozpaczonego chłopca.
- Zrobiłeś błąd – szepnął, ale jego ton był mocny, a nie potępiający. – Zrobisz ich dużo więcej w dzieciństwie, choć mam nadzieję, że żaden nie będzie zawierał trolla. Jednakże twoim obowiązkiem nie jest unikanie błędów, ale raczej uczenie się na tych popełnionych. W szczególności mam nadzieję, że teraz zapamiętasz, by najpierw myśleć, a potem działać.
Harry skinął głową, ale jego zielone oczy nadal były ciemne od bólu.
- Będzie pan w stanie kiedykolwiek znowu mi zaufać? – wyszeptał. – Nie chcę, by mnie pan nienawidził.
Melodramatyczny bachor!
- Idiota. Nie nienawidzę cię. Jesteś niemożliwym, nieposłusznym, bezmyślnym dzieciakiem, ale biorąc pod uwagę to, jak zachowują się inne dzieci, uważam, że jesteś mniej przykry niż inni. – Harry zamrugał, przetwarzając to, co zostało powiedziane, po czym cała jego twarz pojaśniała, gdy to zrozumiał.
- Naprawdę? Lubi mnie pan? Nadal?
- Czyż tego nie powiedziałem? – zapytał Snape gniewnie. – Głupie dziecko. Nauczysz się mnie słuchać. A teraz przestań mówić.
Harry schował twarz w poduszkę, by ukryć uśmiech. Poczuł, że profesor unosi i kładzie mocno jedną rękę na jego tyłku, po czym – pac! – pierwszy klaps zaszczypał go w tyłek. Harry podniósł głowę i spojrzał na profesora z zaskoczeniem. To bolało!
Och, to było nic w porównaniu z tym, co rozdzielali mu krewni, ale to był poważny klaps – znacznie mocniejszy niż to powierzchowne pacnięcie, które otrzymał u Weasleyów, - i spowodował zdecydowane ukłucie i pieczenie w pośladkach.
- Nie będziesz ponownie nadstawiał karku! – szepnął zaciekle Snape i dał mu kolejnego klapsa, nawet mocniejszego niż pierwszy.
Harry skrzywił się i poruszył niespokojnie.
- Aua! – poskarżył się, a tym razem w jego głosie nie było sztuczności. Wydął wargi w kierunku Snape’a, wykręcając rękę do tyłu i pocierając piekące miejsce.
- Jeśli nie chcesz mieć kary, to nie łam zasad – odparł Snape bez współczucia. – Idź spać. – Pomógł Harry’emu okryć się kołdrą, po czym poklepał go na dobranoc po tyłku.
Harry zamrugał, układając się pod kołdrą. Dlaczego profesor Snape miałby klepać go tam? Jego pośladek nadal piekł od klapsów, a kłujący ogień miał służyć wzmocnieniu kary – co było, jak zgadł, ścisłą intencją profesora. Westchnął. Wiedział, że zasłużył na karę – w tym bicie, - i bardzo mu ulżyło, gdy dowiedział się, że profesor Snape go nie nienawidził. Pragnął tylko, gdy profesor nie wybrał tej nocy, by przezwyciężyć swoją awersję do dawania czegoś więcej niż pozornych klapsów. Nie chciał, by Ron zdecydował, że jego opiekun mimo wszystko nie był miły.
Snape uśmiechnął się złośliwie na widok ponurych twarzy chłopców.
- Pamiętajcie, co powiedziałem – napomniał i zgasił światło zaklęciem, wychodząc.
Nastąpiła minuta czy dwie ciszy, po czym:
- Wszystko okej, Harry? – wyszeptał Ron.
- Tak. Choć tyłek nadal mnie piecze.
- Mnie też. Kurcze, on bierze to całe bezpieczeństwo na poważnie, co nie?
Harry westchnął.
- Tak. Nie bije tak mocno za inne rzeczy.
Ron potarł niepewnie tyłek, po czym skrzywił się.
- Nie było tak źle. Znaczy, drewnianą łyżką boli bardziej.
Harry westchnął.
- Albo szczotką do włosów.
Ron zakrztusił się.
- Myślałem, że powiedziałeś, że nie użył na tobie szczotki!
- On tego nie zrobił – powiedział Harry prędko, nie chcąc, by Ron miał złe pojęcie o jego profesorze. – Ale moi krewni tak. Wiele razy. I paskiem też.
Nastąpił moment ciszy.
- To dlatego jesteś teraz ze Snapem? Ponieważ twoi krewni cię krzywdzili?
Harry westchnął.
- Tak. Nie chcę, by ktoś wiedział… no, poza tobą i Hermioną… ale byli naprawdę straszni. Nie sądzę, że było tak źle, ale kiedy tu przyszedłem i profesor Snape się o tym dowiedział, stał się jakby szalony. Powiedział, że byli okropni i nie powinienem być tak traktowany.
- Czy to dlatego kazał ci pisać te linijki o tym, jak głupi byli i jak nie powinieneś ich słuchać?
Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu, gdy pomyślał o tych 500 linijkach. Nawet usta profesora Snape’a uniosły się w górę, kiedy Harry podał mu pergamin i przejrzał zawartość.
- Tak. Czasem nadal robię ten błąd, a potem on jest gderliwy i opiekuńczy. – Przerwał. – Jest naprawdę bardzo genialny – przyznał, pocierając nadal piekący tyłek.
- Myślę, że to dlatego staje się na ciebie tak zły, gdy robisz coś głupiego lub narażasz się na niebezpieczeństwo. Gdy to robisz, myśli, że nadal słuchasz się swoich krewnych.
Harry skinął głową z namysłem. Nigdy wcześniej nie rozważał tego w ten sposób.
- Nic dziwnego, że robi się wtedy taki wściekły. Mówił mi, żebym nie słuchał tego, co mówili moi krewni już jakieś milion razy.
Nastąpiła kolejna chwila ciszy, przerwana przez:
- Nadal cię boli? – zapytał Ron.
- W sumie nie – przyznał Harry. – A ciebie?
- Nie. Choć jestem po prostu taki zadowolony, że nie musimy siedzieć teraz na zajęciach.
- Ja też.
- A wiesz… to był naprawdę duży troll, prawda?
Harry wyszczerzył się.
- Tak! I ten pomysł z piką? To było świet…
- Idźcie. Spać.
Srogi głos od strony wyjścia wstrzymał dalsze rozmowy, gdy z identycznymi jękami, chłopcy schowali się pod swoje kołdry.

CDN…

*czyli shepherd's pie – jest to potrawa z mięsa mielonego i ziemniaków


Droga Ingrid, dziękuję za wytknięcie błędów (tak, czytam komentarze i bardzo mnie cieszą, szczególnie te z konstruktywną krytyką). Mam jednak nadzieję, że stwierdzenie, że tłumaczenie jest w niektórych miejscach rodem z translatora, odnosi się do jednych z pierwszych rozdziałów i że teraz jest nieco lepiej. Niekiedy sama już nie wiem (szczególnie po godzinie siedzenia nad tekstem), co jest po polsku, a co nie. Jednak staram się, żeby brzmiało to jak najlepiej (nadal nie mam bety do tego opowiadania :( Niektórzy nie lubią Seva). 
Drodzy czytający NDH, czy tekst jest lepszy niż w np. rozdziale 10? Czy nie poprawiłam się ani trochę? Napiszcie, co uważacie :) ^^
Dziękuję za uwagę! Adieu! 

3 komentarze:

  1. Ja uważam, że tekst jest lepszy niż na początku - widać poprawę, i choć błędy nadal się trafiają, to nie są to już tak rażąco dokładne kalki z angielskiego.

    Jeśli chodzi o rozdział, to zabrakło mi zainteresowania przyczyną nieobecności na uczcie - szkoda, że Sev nie zapytał Harry'ego dlaczego tak bardzo nie chciał tam być. Mam nadzieję, że w przyszłym rozdziale się poprawi.

    No i pojawił się tata! Co prawda na razie w wypowiedzi Rona, ale jest szansa na to, że natchnie to Harry'ego :D

    I Sev był tak słodko przerażony, mrrr... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, pierwszy raz ktoś odpowiedział na mój komentarz personalnie :) Cieszę się droga Tłumaczko, że czytasz komentarze. Zresztą w to nie wątpiłam, bo bym nie pisała komentarza, gdybym sądziła, że go nie przeczytasz. I tak, zauważyłam poprawę z rozdziału na rozdział. Ten jest zdecydowanie lepszy niż dziesiąty. Ja osobiście nie piszę żadnych opowiadań, ani nie tłumaczę, natomiast mam taką taktykę jak piszę referaty i teksty projektów na uczelnie. Napiszę coś, odkładam na kilka dni i po kilku dniach czytam ponownie. Można w ten sposób wyłapać mnóstwo błędów. Działa też czytanie na głos. Pozdrawiam i życzę powodzenia. Na pewno będę dalej czytała Twoje tłumaczenie. Ingrid.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest lepszy, choć czasem nadal zdarzają się jakieś powtórzeniavczy nie do końca poprawne zdania (ale po godzinie, czy kilku siedzenia nad tłumaczeniem to ja się nie dziwię, ja już dawno bym przestała choćby na chwilę) :)
    A co do rozdziału, to widzę, że Sev w końcu wpadł na pomysł kary... :D Choć z tą jegą nadzieją dotyczącą Poznania kary Dumbledore'a, to się zgodzę xD To nie kara, to byłoby prawie jak piknik XD Zwłaszcza, że to Harry brał w tym udział. Podwójne z w ł a s z c z a, że to HARRY brał w tym udział. A może nawet potrójne. 1) To Harry. 2) To, jak był traktowany przez krewnych. 3) To niebezpieczeństwo związane z trollem i spotkaniem go. Także no... To serio mógłby być piknik
    Pozdrawiam, życzę WENY, CZASU i CHĘCI!!
    ~Daga ^.^'

    OdpowiedzUsuń