wtorek, 20 września 2016

IWR - Rozdział 4 - Lily za dużo kupuje



Dziecko miało już niemal pięć miesięcy i (jeśli dokładnie się patrzyło) widać było mały wzgórek tuż pod pępkiem Lunatyka. Było jeszcze bardzo małe, ku konsternacji Syriusza, ale Lily to wystarczyło do zachowywania się jeszcze bardziej histerycznie – o ile to w ogóle możliwe. Niestety Remus musiał zrezygnować z pracy nauczyciela, zostawiając swoich uczniów w stanie niewymiernego smutku, ponieważ bardzo go polubili. Bolało go to, ale musiał odpocząć. Syriusz, z jednej strony, zachowywał się jak Lily, wszędzie biegając, zachęcając go do jedzenia więcej i kupując rzeczy dla dziecka.
A nawet jeszcze nie wiedzieli, czy będzie to dziewczynka czy chłopiec.
Nie było sposobu, by się tego dowiedzieć i to było jak ból miotły* – jak określiła to Lily, - ponieważ chciała – razem z Syriuszem, - zacząć ozdabiać mały pokój, który zarezerwowali dla ich małego tobołka radości.
Z drugiej strony Rogacz zdecydował, że powinien powiedzieć wszystkim, których zna, że jego dwaj najlepsi kumple będą mieli dziecko. Okazało się to wielkim błędem, ponieważ gdy powiedział o tym chłopakom z drużyny Quidditcha, z którymi obecnie trenował, wszyscy patrzyli na niego dziwnie i zastanawiali się, czy naprawdę powinien z nimi grać, obawiając się o ich własne zdrowie psychiczne.
Z kolei Glizdogona nigdzie nie szło znaleźć. Powiedzieli mu o wieści, ale gruby chłopak był tak zapracowany w restauracji swojej matki, że nie miał wiele czasu, by odwiedzić przyjaciół.
XxX
Było już prawie południe, a Lily robiła zakupy na Pokątnej. Szukała jakiś prezentów, które mogłaby kupić dla dziecka, wiedząc, że jej ciężarny wilkołak nie widział koloru pieniędzy od kilku tygodni oraz dlatego, że lubiła kupować dziecięce rzeczy. Czuła się, jakby to dziecko było jej i nie mogła się doczekać, aż urodzi swoje. Niestety, razem z Jamesem zaczęli starać się o dziecko, ale nie było widać rezultatów. Mama powiedziała jej, że zajęło jej sporo czasu, zanim zaszła w ciążę z Petunią i poradziła, by była cierpliwa.
W każdym razie faktem było, że znalazła najsłodszą różową piżamkę, jaką kiedykolwiek widziała i zastanawiała się, czy powinna ją kupić. Była jasnoróżowa i miała napis „Moje serce należy do tatusia”. Była idealna. Powinna ją kupić? Do tej pory kupowała zielone i żółte ciuchy, ponieważ te kolory pasowały do obu płci, ale ta piżamka tak bardzo jej się podobała…
Zapłaciła, życzyła starej czarownicy, do której należał sklep, miłego dnia i wpadła na profesor McGonagall.
- Dzień dobry, pani profesor.
Nauczycielka uśmiechnęła się, rozpoznając jedną z jej dawnych uczniów. Lily zawsze była jej ulubioną uczennicą, razem z Remusem Lupinem, Jamesem Potterem i jej własnym powodem niepokoju – Syriuszem Blackiem.
Przyjrzała się trzymanym przez Lily torbom, zauważając mnóstwo dziecięcych rzeczy. Mogła dostrzec koce, piżamki, wypchane zwierzątko – smok, - i kilka książek – „Czego się spodziewać, kiedy się spodziewasz” oraz „Moje dziecko jest głodne, czym powinnam je nakarmić?”.
To prawdopodobnie oznaczało, że Lily jest w ciąży z Jamesem. To były dobre wieści. Nie mogła się doczekać, by powiedzieć o tym innym hogwardzkim nauczycielom. Profesor Dumbledore pewnie będzie zadowolony, słysząc tak szczęśliwe wieści w tak ciemnych czasach.
- Co pani tu robi, pani profesor?
- Tylko szukam kilku książek, moja droga. Pani Pince poprosiła mnie o znalezienie kilku zakazanych książek do naszego zakazanego działu w Hogwarcie. Poza tym, nie miałabym nic przeciwko znalezieniu nowej szaty. Moja jest już stara, niemal jak ja – profesorka uśmiechnęła się ciepło. – A co ty, moja droga tutaj robisz?
- Kupowałam kilka rzeczy – rudowłosa pokazała jej swoje torby.
Nie powiedziała, że były dla niej, ale uśmiechnęła się ciepło.
- Więc podejrzewam, że za kilka miesięcy w dworze Potterów wydarzy się coś wielkiego?
Ku jej niezadowoleniu, Lily wydawała się nie chcieć wyjawić, że jest w ciąży. Mało kto wiedział, że McGonagall była typem plotkary.
- Cóż, w gruncie rzeczy niewiele. W dworze nie dzieje się nic specjalnego. I nadal nie wiem, co mam zrobić w sprawie pracy.
- Rozumiem. A co to za rzeczy, które kupiłaś?
- To dla Remusa. Nie wiedziała pani?
Dlaczego Remus Lupin, który okazał się być gejem, chciałby dziecięce rzeczy? To kompletnie nie miało sensu. Może źle usłyszała.
- Przykro mi, Lily, ale nie rozumiem, dlaczego Lupin miałby potrzebować tych rzeczy.
- Jest w ciąży z Syriuszem. Wspaniałe wieści, prawda? – Rudowłosa uśmiechnęła się szeroko.
McGonagall zamrugała kilka razy. To chyba żart. To na pewno żart. James i Syriusz zawsze robili dobre kawały. Biedna Lily im uwierzyła. O wydała całkiem sporo pieniędzy na te wszystkie rzeczy.
- Lily, chyba zostałaś oszukana przez własnego męża!
Lily zamierzała na to odpowiedzieć, ale przerwało im pojawienie się Remusa Lupina we własnej osobie. Parlant du loup**…
- Hej, Lily! Powiedz, że nie kupujesz znowu… To za dużo!
- ACH! Lupin, to nie ma sensu. Lily myśli, że jesteś w ciąży. Uważam, że jej mąż podstępem skłonił ją do kupienia tych wszystkich rzeczy. – To było takie proste. Nie była nauczycielką bez powodu. Wiedziała, że nadal ma głowę na właściwym miejscu.
Remus wydawał się przez chwilę czuć nieswojo, zanim odpowiedział wprost.
- Niech pani mi zaufa, pani profesor, jestem w ciąży.
Cóż, może nie była tak zdrowa psychicznie jak myślała… Mimo wszystko, mając takich uczniów jak Huncwoci, każdy rozsądny człowiek straciłby rozum…
XxX
- KOCHANIE! Wróóóóóciłeeeeem! – krzyknął Syriusz, zamykając za sobą drzwi do mieszkania. Spędził miło dzień w pracy, zostanie tatą za mniej niż 93 dni, a życie było cudowne.
Cóż, było cudowne, póki nie zauważył osoby, która siedziała przy stole. Jej ramiona były skrzyżowane, a jej ekspresja pełna złości rozprzestrzeniła się na całą jej twarz. Miała pięć stóp wzrostu i ważyła mniej niż 50 kilogramów, ale to była ona. Siwe włosy związała w kok, a brązowe oczy lśniły wściekłością bardzo, bardzo potępiającej matki.
Syriusz przełknął.
Roma Lupin była wściekła, zirytowana, rozdrażniona i zła… A on był z nią sam na sam.
Śmierć siedziała w jego kuchni.

*nie dupy, tylko miotły ;)
**o wilku mowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz