piątek, 23 września 2016

IWR - Rozdział 11 - Lily nie wie, co robić


 
- To z pewnością wygląda raczej boleśnie. Jak bardzo cię boli, Lunatyku?
- To nie najlepszy czas na zadawanie tak głupich pytań, Glizdogonie! Swoją drogą widzisz, że zaciska ręce na łóżku i coraz więcej potu spływa mu po nosie i moczy mu ubrania, więc to z pewnością bardzo bolesne. Myślisz, że dziecko rozpruje mu brzuch?
- ZAMKNIJCIE SIĘ OBOJE ALBO, GDY TEN KOSZMAR SIĘ SKOŃCZY, OBEDRĘ WAS ZE SKÓRY ZĘBAMI I GOŁYMI RĘKAMI!
Najwidoczniej anielska cierpliwość Lunatyka skończyła się. Wilkołak leżał w swoim łóżku. Lily próbowała złagodzić ból zimną wodą, uspokajającą ręką i pocieszającą rozmową.
Bliźniacza siostra Remusa opuściła mieszkanie, ciesząc się, że ma co robić - przynieść jakieś materiały i świeżą wodę. Kłopotliwe chodziła po pokoju, zanim Lily wpadła na genialny pomysł i kazała jej wykonać jej polecenia.
Glizdogon i Rogacz byli kompletnymi bałwanami, bo rzucali głupie komentarze, odkręcając uspokajające słowa Lily.
Uderzyła Jamesa w głowę i spojrzała na Petera.
- Wyjdźcie natychmiast z pokoju, kutasy, albo przeklnę wasze jaka - tak James, twoje też, - na cały tydzień.
Kiedy Lunatyk poczuł pierwszy ból, przeszywający jego ciało, Syriusz, wspomagany przez Jamesa - którego głowa została uwolniona z kosza na śmieci, - zaciągnęli wilkołaka do szpitala św. Munga. Tam zostali powitani przez tłustą recepcjonistkę, która poprosiła ich, by Remus się zamknął, bo według niej wył z bólu trochę za głośno. Kiedy zapytała Syriusza, czy ma papiery medyczne Remusa, czarnowłosy szkolący się auror wykrzyknął, że nie ma ich, bo jego chłopak właśnie w tym momencie wyje z bólu, więc mogłaby łaskawie się zamknąć i powiedzieć im, gdzie, do kurwy nędzy, mają iść, dziękuję bardzo.
Niezadowolona gruba kobieta poprosiła o dowód osobisty, żeby wspomniany chłopak mógł zabrać wyjącego z bólu z dala od jej biurka, dziękuję bardzo.
Zdenerwowany Syriusz miał ochotę przekląć tą kobietę tak mocno, że krwawiłaby spod pach, ale powstrzymał go James, znajdując portfel Lunatyka - w którym były niepokojące zdjęcia bardzo nagiego Syriusza, niemal zerową kwotę pieniędzy i wreszcie prawo jazdy Lunatyka i jego kartę z Rejestru Wilkołaków.
Kiedy kobieta zobaczyła kartę Wilkołaka, uśmiechnęła się nieprzyjemnie i wyjaśniła, że nie może zaakceptować Remusa w szpitalu, ponieważ niezwykłe nowo wprowadzone prawo - naprawdę! - od rana zabraniało wilkołakom odwiedzania św. Munga, ponieważ nie były już uznawane za ludzi. Mimo wszystko wilkołaki były magicznymi stworzeniami, czyż nie. A to wszystko za sprawą nowej szefowej Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, Dolores Jane Umbridge. Co za miła pani, nieprawdaż? A teraz proszę na bok i uciszcie te krzyki.
Syriusz przeklął grubą recepcjonistkę. Jednak niestety nie krwawiła spod pach, bo nie miał czasu do stracenia. James musiał użyć siły, by zabrać Lunatyka z powrotem do mieszkania, a potem zadbać o biednego wilkołaka, podczas gdy Black szukał jakiejś pomocy, ponieważ dziecko nie było gotowe w tym miesiącu i z pewnością nie w tym momencie, bo pełnia była dopiero za dobre kilka dni.
Wracając do mieszkania, James podszedł do Lily, która dziergała - dzięki Dumbledore'owi, - czapki i skarpety dla rodzącego się dziecka Remusa. Rudowłosa kobieta miała teraz żmudne zdanie opieki nad ciężarnym, CIERPIĄCYM wilkołakiem, podczas gdy jej głupi mąż wezwał na ratunek Petera.
- NA TYŁEK MERLINA, NIGDY więcej nie pozwolę zbliżyć się do mnie Syriuszowi!
- Może powinniśmy zadzwonić do mojej mamy. Mogłaby zamknąć restaurację na resztę dnia. Pewnie wie, co powinniśmy zrobić.
- Nie wiedziałem, że twoja mama jest specjalistką od wilkołaczej ciąży i porodu, Pete.
- Cóż, nie jest, ale ma mnie, więc jest bardziej doświadczona niż my w tej dziedzinie. - Animag otwierał różne szuflady w kuchni szczeniaków i zjadał gdzieniegdzie kawałki jedzenia.
- Nie mogę się z tym kłócić, Glizdku.
Z kierunku pokoju rozległ się kolejny skowyt bólu, a zaraz za nim kilka przekleństw.
Lily wyszła z pokoju, mając na rękach krew i wyglądając bardziej blado niż zwykle.
- Mam nadzieję, że Syriusz wkrótce wróci. Naprawdę nie wiem, co robić. Właśnie zwymiotował krwią. Mógłbyś mi pomóc, James? - Jej dłonie się trzęsły. - Po prostu przynieś trochę wody do pokoju, żebyśmy mogli użyć zaklęcia chłodzącego. On jest taki gorący. To może też złagodzić trochę ból.
Ostatni raz wilkołak wymiotował krwią, gdy przypadkowo wypił w eliksirze srebro, kiedy wszyscy jeszcze byli w Hogwarcie.
James zamknął oczy, mając nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Lunatyk szlochał między krzykami bólu.
XxX
Kiedy Syriusz aportował się do mieszkania wiedział, że nie było dobrze. Przyprowadził ze sobą panią Pomfrey, jedyną medyczkę, o której zdołał pomyśleć i profesor McGonagall, która uparła się, by przyjść pomóc, bo naprawdę martwiła się o nich wszystkich.
- Gdzie on jest, panie Black? - zapytała pielęgniarka szybko, czując w mieszkaniu zapach krwi, strachu i bólu. Widziała też kątem oka, że Peter Pettigrew żuje coś.
Romulus, która wróciła po wykonaniu poleceń Lily, pociągała w kącie nosem, myjąc z roztargnieniem zabrudzone krwią ręczniki.
Kiedy profesorka, jej byli uczniowie i koleżanka weszli do pokoju, wszyscy byli w szoku widząc to, co na nich czekało.
James trzymał Lunatyka za ramiona, podczas gdy wilkołak trząsł się niekontrolowanie, był zalany potem, krew skapywała z jego ust, a łzy płynęły po jego policzkach.
Lily poczuła ulgę, widząc swoją dawną profesorkę i panią Pomfrey, która już podwinęła rękawy, wchodząc do pokoju. Pielęgniarka szybko nakazała wszystkim wyjść z pokoju, poza Lily, jeśli nadal chciała pomóc i Minervie, jeśli się na to pisała. Noc miała być długa. James musiał wyciągać Syriusza z pokoju, gdy młodzieniec krzyczał i mocował się z nim, by zostać w pokoju.
Stanowcza dłoń Minervy McGonagall zacisnęła się na ramieniu psiego animaga i spojrzała mu głęboko w oczy, prosząc, by pozwolił im pracować. Mimo wszystko wilkołak był w dobrych – i znanych, - rękach.
Tego wieczoru w mieszkaniu była cisza. Pachniało krwią, strachem, łzami, frustracją, wytrwałością i nieznanym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz