wtorek, 20 września 2016

IWR - Rozdział 6 - Plan zagłady



- Rogacz, nie mogę w to uwierzyć. Z pewnością masz coś z głową. Nie zostawiłbyś brata, no wiesz, tego gościa, którego spotkałeś, gdy byłeś tylko niewinnym pierwszakiem i który pomógł ci zyskać miłość i sympatię twojej rudowłosej żony, byś mu przestał przeszkadzać w spokojnym odkrywaniu anatomii pewnego nastoletniego wilkołaka w zaciszu dormitorium? Więc ten gość, usycha i umiera dlatego, że nie chcesz mu pomóc w pozbyciu się jego strasznej teściowej z piekła rodem.
- Łapciu, Lily mnie zabije, jeśli zrobię cokolwiek przeciwko pani Lupin. Całkiem lubi tą kobietę, wiesz? Nie chcę, żeby odmówiła mi seksu, a robi to całkiem nieźle; zawsze działa.
- Ja wcale nie mam lepiej przez tą kobietę! Zresztą nieważne, Jamesie Potterze, nigdy więcej nie będę z tobą rozmawiał, ty fałszywy bracie. Mimo tych wszystkich latach spędzonych na szlabanach, nawet ławki w klasie McGonagall mają wyżłobienia od naszych tyłków! Powinienem zobaczyć się w tej sprawie z Peterem.
- Jesteś królową dramatu; nie mogę uwierzyć, że w ogóle jesteś facetem! Czy możesz teraz usiąść, głupku! Pomogę ci, ale musisz przysiąc – na pewne okolice Lunatyka, - że nie powiesz Lily, że pomogłem ci w tej sprawie.
Dwóch czarnowłosych młodzieńców usiadło w barze, znajdującym się zaledwie dwie ulice od dworu Pottera. Syriusz był gorączkowo podekscytowany i pukał lewą stopą w nogę stołu – barman wydawał się całkiem poirytowany z tego powodu. Dwie kobiety – blondynka i brunetka, - wyraźnie patrzyły na Syriusza, nieświadomego ich zainteresowania. James bawił się niechlujnymi oczami i zdjął okulary. Drużyna Quidditcha, z którą trenował, wyrzuciła go tego samego dnia, stwierdzając, że mężczyźni nie mogą mieć dzieci i obawiali się, że zbyt zranił się w głowę, by kontynuować grę. Naprawdę go to nie obchodziło – drużyna była na tyle zła, że na pewno długi czas niczego by nie wygrali. Byli nawet gorsi niż armaty z Chudley.
Lily, po raz kolejny, była w mieszkaniu szczeniaków razem z Romą i Remusem. Cała trójka prawdopodobnie rozmawiała o dziecku i o imieniu, które powinno dostać. Lily wypożyczyła kilka książek z mugolskiej biblioteki – nie zwróci ich przez długi czas.
- Nie ma problemu, mój drogi Rogasiu. Myślisz, że co powinniśmy zrobić? Nie możemy zrobić nic zbyt okropnego, ona nadal jest moją teściową, ale musi zrozumieć, że nie może mieszać w życiu Syriusza Blacka, a zwłaszcza w moim życiu seksualnym.
- Dobra, chyba mam jakiś pomysł. Musimy zająć się tym planem skrupulatnie; jeśli tego nie zrobimy, ona może się dowiedzieć, że ty to wszystko zrobiłeś i oboje będziemy mieli taki sam poważny problem.
- No, technicznie, nie będziesz miał aż tak poważnego…
- Nie mów tego.

XX-Mieszkanie-XX

- Luni, kochanie, jesteś pewny, że nic złego…
- Wszystko jest perfekcyjnie, dlaczego pytasz?
- Cóż, oglądasz ten okropny kanał o zwierzętach, jesz popieprzone ilości brokułów i co najgorsze; minęła już prawie godzina od kiedy zacząłeś płakać i mamrotać dziwne rzeczy z powodu małych koników morskich. Zwykle to ty jesteś tym, który jest spokojny i obojętny w kryzysowej sytuacji.
Prawdą było, że Remus Lupin nie wyglądał tak, jak normalnie. Uczony wilkołak zmienił się teraz w przewrażliwionego wilczka. Dziecko miało już sześć i pół miesiąca i Remus miał lekko widoczny brzuch. Był nadal bardzo mały – Remus nigdy w życiu nie był gruby ze względu na swoją kondycję, - ale hormony rekompensowały tłuszcz. W ostatnim czasie zaczął z mamą oglądać mugolską telewizję i uzależnił się od kanału o zwierzętach. Jadł również ogromne ilości warzyw, co było dość nietypowe dla groźnego, mięsożernego wilkołaka.
- Nie ma nic złego w jedzeniu warzyw, Syriuszu. – Zauważyła spokojnie pani Lupin.
- Wszyscy wiedzą, że ciężarne wilkołaki pragną warzyw, Łapciu – dodał Rogacz, odpychając kilka brokułów Remusa. – Nie martw się, kumplu, ja też się boję o te małe koniki morskie.
- Och, zamknijcie się wszyscy! – krzyknęła Lily, odpychając Blacka i samej siadając obok Remusa. – Mógłbyś dać mi trochę swoich brokuł, Rem?
- Jesteś dla mnie taka dobra, Lil! Tak bardzo cię kocham! – powiedział brokułowy kochanek, dając jej niewielką ilość smacznych warzyw.
- Powinniśmy zostawić naszych mężów i uciec razem.
Lunatyk zaczął płakać.
-Tak bardzo nie chcę cię rozczarować, Lil, ale bardziej kocham mojego Łapę. Jestem taki zły…
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAH! – Daleki krzyk doszedł do nich z kuchni. James i Syriusz spojrzeli na siebie.
- Co się stało, pani Lupin?
Syriusz próbował powstrzymać uśmiech, biegnąc jej na ratunek.
- Spaliłam całą rękę! Uchwyt kociołka złamał mi się w ręce i oblała mnie wrząca woda!
- Och! Zapomniałem ci powiedzieć… Złamałem ją wczoraj. Przykleiłem ją z powrotem na miejsce. Chyba mi nie wyszło. Uzdrowię cię w minutkę.
Szepnął pod nosem szybki czar i zaczerwieniona skóra zmieniła się w zieloną.
- Ups! Chyba trochę wyszedłem z wprawy! Prawda, James?
- Tak rzadko używa się teraz takich czarów. Nie pamiętam, kiedy potrzebowaliśmy zaklęć uzdrawiających?
- A ty nie możesz tego naprawić, mój drogi? – Błagała Jamesa, by cofnął zaklęcie - albo klątwę.
- Przepraszam, ale nie potrafię! Niestety zawsze byłem najgorszy w zaklęciach. Choć mogę zieleń zmienić na fiolet.
XxX
Tego samego wieczoru Lily próbowała cofnąć zaklęcie, ale nie potrafiła. Dwaj Huncwoci obawiali się, że dowie się, że to oni przeklęli panią Lupin, ale nigdy się nie dowiedziała.
Na kolację, podczas której wszyscy zasiedli przy stole, pani Lupin robiła kwaśne miny. Wszystko wydawało się smakować jak sól. Wzięła łyżkę zupy – smakowała słono. Spróbowała pieczonych ziemniaków i befsztyku – słone. Do diabła! Nawet jej czekoladowe ciasto smakowało solą.
W rezultacie nie zjadła wiele tego wieczora.
- Wszystko w porządku, mamo? – Hormony Remusa uspokoiły się nieco i wilkołak był znowu sobą.
- Tak, mój drogi, nie ma się czym martwić. Nie jestem głodna.
James i Syriusz spojrzeli po sobie. Lily była niemal pewna, że dostrzegła, jak do siebie mrugają, ale nie potrafiła przysiąc.
- Chcesz, żebym jeszcze raz spróbował cofnąć zaklęcie z twojej ręki?
Lunatyk był takim słodkim człowiekiem, pomyślał Syriusz. Uścisnął jego dłoń pod stołek i skupił się na rozmowie pomiędzy Lily a Jamesem.
- Nie trzeba, synku. Pójdę dziś wcześniej spać. – Pocałowała syna i  Lily w policzki i poszła do łóżka.
- Wiecie co? Ja dzisiaj pozmywam! – krzyknął szybko James, popychając Syriusza do kuchni ze stosem naczyń w ramionach.
Lily spojrzała na swojego wilkołaczego przyjaciela.
- Coś jest z nimi nie tak. Myślę, że coś knują.
- Tak, ja też… DZIECKO SIĘ WŁAŚNIE PORUSZYŁO! SYRIUSZ WEŹ TU Z POWROTEM SWÓJ TYŁEK! MERLINIE! ONO ŻYJE!
XxX
Następnego ranka, gdy Roma się obudziła, poczuła się bardzo źle. Jedna z jej rąk nadal była zielona i okropnie piekła, była głodna, a gdy coś zjadła, zawsze czuła sól, a co najgorsze, nie spała dobrze, bo przez całą noc śniło jej się, że ucieka przed jeleniem i kudłatym psem. Bolały ją plecy. Zdecydowała, że weźmie prysznic.
W końcu się zrelaksowała, bo woda była gorąca i kojąca. Czuła, że mogłaby nawet śpiewać.
XxX
To była prawdopodobnie najgorsza rzecz, jaką zrobił w życiu. Nie był nawet pewny, że będzie w stanie to zrobić. Musiał, dla swojego własnego dobra. Kiedy wszedł do łazienki tylko w ręczniku, zaczął się czuć nieswojo. Mógł mieć większą traumę niż kiedykolwiek – a to wiele mówiło, ponieważ mieszkał z rodzicami w najgorszym możliwym domu.
Odsunął zasłony prysznica…
- Hej, Luni…
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
Roma wrzasnęła na całe gardło. On też krzyknął – zobaczenie swojej nagiej teściowej było czymś okropnie traumatycznym.
Zaciągnął kotary i wrócił do salonu.
Kilka sekund później, Roma opuściła łazienkę – ze łzami spływającymi jej po policzkach, - i wyszła z mieszkania, wybiegając jak najszybciej potrafiła.
WYGRAŁ! ODESZŁA! Zatańczył niewielki taniec radości – ubrany w sam ręcznik.
- SYRIUSZU BLACK! COŚ TY ZROBIŁ MOJEJ MATCE?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz