wtorek, 20 września 2016

IWR - Rozdział 3 - Mój seksowny jeleń



- Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, Lily, ale naprawdę jestem w ciąży z Syriuszem. To ma związek z moim… małym futrzanym problemem.
Lily wyglądała na dość zszokowaną tą informacją i myślała o tym przez chwilę.
- Chcesz powiedzieć, że jesteś w ciąży, zanim ja nawet pomyślałam o posiadaniu własnych dzieci? Cóż, to jest…
- Lily, ja wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale nie okłamuję cię.
- Wiesz, ja też byłem całkiem zaskoczony – dodał szybko Syriusz.
- Zamkniecie się w końcu i, do cholery, pozwolicie mi mówić? Chciałam tylko powiedzieć, że to jest NIESAMOWITE! – Zaczęła krzyczeć histerycznie, wyrzucając ręce w powietrze, po czym przytuliła Remusa tak mocno, że Syriusz przez moment myślał, że usłyszał, jak złamała mu jedno żebro. – NA BRUDNE SPODNIE MERLINA! Trzeba zorganizować tak wiele rzeczy, zanim dziecko się urodzi! Nawet nie wiem, od czego powinniśmy zacząć!
Lunatyk był całkiem zadowolony z jej reakcji. Uśmiechnął się do Syriusza, który musiał opuścić ich, by iść na swój trening Aurora i rozmawiał radośnie z Lily przez całą drogę powrotną ze szpitala do małego mieszkanka.
- Chcesz, żebym powiedziała o tym Jamesowi, czy sam chcesz to zrobić? Bo muszę przyznać, że może być dla mnie trudne nie wygadanie tego podczas wieczornej kolacji. A dodatkowo muszę poszukać kilka rzeczy, zanim ponownie się zobaczymy.
- Cóż, myślę, że powinnaś poprosić go o przyjście do nas w tym tygodniu. Dla mojego dobra, Lily, nie mów mu, zanim ja tego nie zrobię. Założę się, że będzie wariować. To dość nietypowe… - uśmiechnął się. – Ale kiedy o tym pomyślę, nie mogę sobie wyobrazić, że to prawda. Zawsze chciałem mieć dzieci, być nauczycielem i w ogóle. Choć nigdy bym się nie spodziewał, że to może się stać jednego dnia.
Lily uśmiechnęła się i uścisnęła jego dłoń. Oboje wymienili uśmiechy i dalszą drogę kontynuowali w ciszy, planując przyszłość pełną nieoczekiwanych niespodzianek i dzieci.

XX-Dwa dni później-XX

- Syriuszu, śpisz?
Był druga w nocy, a Remus nie potrafił spać. Nadal nie powiedzieli Jamesowi o szczęśliwym szkrabie, a Lily powoli traciła nerwy. Niemal wypaplała wiadomość sześć czy siedem razy w ciągu niecałych czterdziestu ośmiu godzin i nie był całkiem pewny, jak długo dziewczyna będzie w stanie to kontynuować.
Ale nie to nie pozwalało Remusowi zasnąć podczas tych wczesnych rannych godzin.
To była sprawa najwyższej wagi.
Sprawa honoru.
- Co… źle się czujesz, Lun…?
Remus wspiął się na niego.
- Dzień dobry, Lunatyku. Domyślam się, że jednak nie czujesz się źle. – Już był całkiem obudzony.
Brązowowłosy młody mężczyzna tylko na niego popatrzył.
- Jesteś głupkiem. I nie próbowałeś dobrać mi się do spodni, od kiedy dowiedzieliśmy się o ciąży, co daje czterdzieści osiem godzin bez seksu.
- Cóż, ja… - mocny pocałunek w usta urwał jego słowa.
- Po prostu się zamknij i mnie przeleć!
- Nie jestem pewny, czy o to chodziło lekarzowi, gdy mówił o problemach hormonalnych… Ale podoba mi się to! Bardzo! – krzyknął czarnowłosy młodzieniec, zanim radośnie zaczął rozwiązywać problem swojego pięknego wilkołaka.


XX-Następnego ranka-XX


- HEJ CHŁOPAKI! TO-Łapa, proszę, błagam, załóż spodnie!
- Z tym może być problem, Rogaczu, ponieważ Luni nadal śpi, a ja nie chcę mu przeszkadzać, bo jest zmęczony, chory i nie spał dużo zeszłej nocy, przez hormony i trochę przez mały futrzany problem, ponieważ pełnia jest za dwa dni. Powinieneś cieszyć się widokiem. Niewiele osób może twierdzić, że widziało imponującą męską część ex-potomka Blacków.
- Tak, poza połową żeńską populacją Hogwartu, Lunatykiem, Glizdogonem, Lily i mną. DLACZEGO ICH NIE PRZYWOŁASZ?
- W końcu jakiś dobry pomysł, Rogaś!
Lily obudziła Jamesa wcześniej niż zwykle – ponieważ był to sobotni poranek, - żeby mógł polecieć bezpośrednio do mieszkania szczeniaków, bo Lunatyk i Łapa mieli mu coś bardzo ważnego do powiedzenia – i nie, to nie mogło czekać, bo ona nie może powiedzieć ani słowa i szaleje, musząc to trzymać w sekrecie.
- Więc co się dzieje? Widzę, że Lunatyk nadal śpi, mimo że jest 8:30, a TY, który jesteś w łóżku aż do południa, nie śpisz, co jest bardzo dziwne. No dalej, gadaj… Jestem pewny, że Lily za niedługo do nas dołączy, bo ma sporo rzeczy do pokazania Lunatykowi i mnóstwo dziewczęcych spraw, które chce z nim przedyskutować. Więc, słucham.
Najpierw Łapa wciągnął na siebie spodnie, po czym odwrócił do swojego kolegi huncwota, zapraszając go, by usiadł na kanapie, – co jeleń uczynił.
- Cóż, to całkiem niezwykłe i nieoczekiwane, ale… dzięki mnie, Lunatyk jest w ciąży. Dziecko ma prawie cztery miesiące. Lily o tym wie i jest bardzo szczęśliwa. Jestem bardzo zakochany w naszym wilkołaczym przyjacielu. W tym momencie jestem głodny. Muszę pożyczyć od ciebie trochę pieniędzy, bo potrzebujemy eliksiru Tojadowego, by dziecko urodziło się bezpiecznie. Powiedziałem trochę pieniędzy, ale to może być ostatecznie całkiem sporo. Chcesz coś zjeść, bo ja naprawdę umieram już z głodu?
James zamrugał kilka razy i na chwilę zamarł, układając wszystko w głowie.
- Wygląda na to, że biedny Lunatyk ma wielki problem.
- Czemu to mówisz?
- Będzie miał nie tylko do czynienia z tobą, ale też z małym tobą, co dla kogoś byłoby bardzo wymagające. Całe szczęście, że Lunatyk ma cierpliwość świętego… czekaj, ma cierpliwość Lunatyka. A odpowiadając na twoje inne pytania, nie mam nic przeciwko pożyczeniu ci pieniędzy i jestem bardzo głodny. Lily wywaliła mnie z łóżka i nie miałem czasu na jedzenie, zanim rzuciła mi miotłę na głowę.
Łapa spojrzał na niego, uśmiechając się od ucha do ucha. Nigdy nie sądził, że James przyjmie wieści w taki sposób.
- Och i ostatnia rzecz, kundlu, mam nadzieję, że będę ojcem chrzestnym a Lily matką chrzestną, dla twojego własnego dobra i tego, co pozostało z twojego rozsądku.
- Tym się nie martw, mój seksowny jeleniu, i tak byście nimi zostali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz